Ostatnimi czasy zauważyłam, że już kilka razy zdarzyło mi się przeczytać to, co przeczytać chciałam, a nie to, co realnie było napisane. Tak właśnie stało się z tą czekoladą. Zdecydowałam się ją zamówić, bo naprawdę uważam, że Amerykanie umieją łączyć czekoladę z mięsem. Tu też zarówno mleczne, jak i ciemne się sprawdzają, gdy się umiejętnie je zrobi. Marka Chuao ma zwariowane smaki, wiele z nich jest nie po mojemu z dodatkami poprzylepianymi do tabliczki, ale... pomyślałam, że mięso może w takiej formie się odnaleźć. Niestety, po otwarciu przesyłki zobaczyłam kompletnie zmiażdżone tabliczki. Ech. Było tak źle, że aż zwrócili pieniądze. Postanowiłam więc przez jakiś czas po prostu o niej nie myśleć. Postanowiłam, że wezmę ją w góry, jak już zrobi się cieplej, by nie odmrozić sobie rąk podczas układania czekolady do zdjęć. Wreszcie więc nadeszły cieplejsze dni, a ja zaczęłam planować wyprawę na Babią Górę od strony słowackiej. I wtedy czekała mnie wielka niespodzianka: to tabliczka z roślinnym "bekonem"! Od jakiegoś czasu od znajomego słyszałam pozytywne opinie, że właśnie różne wege zamienniki, które próbował, całkiem nieźle udawały mięso, więc zamiast wściekać się na siebie za zamówienie czegoś takiego, podeszłam raczej zaintrygowana. Fakt, jestem mięsożerna, ale cenię też po prostu smaczne różności i lubię ciekawostki.
Czekoladę wzięłam na niewymagającą trasę w Beskid Sądecki, bo wyżej akurat strach było jechać przez roztopy i lawiny. Akurat w towarzystwie kolegi, optymistycznie wyrażającego się o wege nibymięsach. Otworzyłam ją jakoś nietypowo, bo już prawie na zejściu, w okolicach Szałasów Jarzębackich, gdzie dotarłam z Hali Pisanej, na którą weszłam od strony Hali Łabowskiej. Potem już tylko przez błoto i wieś do Piwnicznej-Zdrój, skąd wystartowałam.
Chuao Chocolatier Signature Collection Milk Chocolate Bar Baconluxious with plant-based bacon to mleczna czekolada o zawartości 41% kakao z Wenezueli z wegańskim / roślinnym "bekonem", syropem klonowym i wędzoną solą morską.
Po otwarciu rozszedł się intensywnie wędzony zapach, poniekąd po prostu dymny, poniekąd należący do wędzonej papryki, ale też kojarzący się z bekonem albo jerky (amerykańskie suszone mięso) nią przyprawionymi. Czuć sól, ale też trochę karmelowej słodyczy wszystko to na tle czekolady raczej delikatnej, lecz wyraźnie mlecznej. Dałabym się nabrać, że to tabliczka z prawdziwym bekonem, ale mocno przyprawionym. Gdybym nie wiedziała, co wącham, powiedziałabym, że dodatek do mlecznej czekolady to wędzona papryka i sól.
Połamana czekolada wydawała się konkretna i tłusta. Na spodzie widać było też trochę zatopionego dodatku, ale przebijającego spod czekolady (a nie jak się spodziewałam w formie doklejonej "posypki").
Tam gdzie przyszło mi ją łamać, była dość twarda, ale nie trzaskała. Przekrój ujawnił średnią ilość raczej małych kawałków nibybekonu. Jak się jednak okazało, trudno zrobić kęsa, by nie trafić na dodatki.
Kawałków roślinnego bekonu dodano do niej średnio dużo, acz bardzo często na niego trafiałam, bo wystąpił pod postacią głównie bardzo małych kawałków i płatków. Tylko jeden czy dwa trafił się większy. Kęsy bez niego jednak też się zdarzały, choć niewiele. W nich jednak dodatkowo, odnotowywałam kryształki. Nie udało mi się więc zrobić kęsa samej czystej czekolady.
W ustach czekolada rozpływała się kremowo i tłusto. Była maślana i gęsta, wysoce mazista. Miękła i rozpływała się w średnim tempie, końcowo jednak łatwo, rzadko znikając jak tłuste mleko. Dość szybko jej bazową gładkość zaburzały kryształki, cukrowo-piaszczyste drobinki oraz kawałki "bekonu", jako że wyłaniały się z niej. Przyspieszały jej rozpuszczanie się, a same potrafiły cukrowo zastukać o zęby. Wolałam zostawiać je na koniec. Dodawały czekoladzie lekkiej wodnistości, jako że miały otoczkę, trochę szklista warstwę cukro-karmelu i soli. Sól płatki karmelizowanego syropu klinowego wystąpiły też osobno.
Na próbę jednak pogryzłam dodatki też wcześniej. Wtedy były twarde, mocno chrupiąco-trzeszczące w cukrowy sposób. Wtedy to cukrowa otoczka, nie suche wnętrze dodatku, skupiała na sobie uwagę.
Na koniec, po czekoladzie, zostawały dodatki, a więc głównie roślinny bekon, ale sporadycznie też kryształki soli i cukru.
Kawałki roślinnego bekonu gryzione na koniec wciąż były trochę twarde, w porywach cukrowe, ale bardziej chrupiące jak suche, twarde i kruche kawałki ni ciastek, ni chrupek zbożowych. W nielicznych odnotowałam jakby włóknistą miękkawość, mogącą kojarzyć się z delikatnym suszonym mięsem (jerky). Na niektórych cukrowa otoczka zostawała i dalej przypominała cukier, acz bardziej ciasteczko-cukier.
W smaku czekolada przywitała mnie splotem mleka i wysokiej słodyczy. Choć najpierw wydała mi się cukrowa, po chwili zaczęła przechodzić w troszeczkę karmelową.
Nie w każdym kęsie tak samo szybko i wyraźnie wchodziła wędzona nuta. Często jednak zaznaczała się zaraz po słodyczy i spokojnie pobrzmiewała sobie w tle. Czasem dłużej trwało jej wkroczenie, czasem dość mocno przecinała słodycz nutą dymu wędzarniczego, a czasem wędzonej papryki.
Raz po raz po paru chwilach odzywała się sól. Wystarczyło, że na chwilę się wychyliła i już podkreślała trochę zarówno wędzenie, jak i mleko. Pomyślałam o wiejskim mleku, wspartym masłem. Te zgrały się z solą bardzo harmonijnie, nakręcając się. Przez pewien czas czekolada była więc naprawdę mocno mleczna. Maślaność też miała spory udział, ale trzymała się z boku.
Nawet w kęsach bez kawałków "bekonu" czuć wędzenie.
Z czasem cukrowość została zabarwiona oraz odrobinką wanilii oraz nutką syropu klonowego i karmelu. Czuć je w całej tabliczce, acz to od kawałków "bekonu" i kryształków rozchodziło się najwięcej szlachetniejszego wątku syropu klonowego.
Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa kawałki roślinnego bekonu przyciągały uwagę motywem delikatnego karmelizowania w syropie klonowym, co szło w trochę cukrową stronę, solą oraz kolejną falą wędzenia. Dym wędzarniczy czasem wychodził niemal na przód i przynosił skojarzenie ze skwarkami. Wędzona papryka też się przewijała, acz z różnym nasileniem.
Gdy z ciekawości gryzłam dodatek wcześniej, słodycz i słoność uderzała, a drobinki pod jakby wręcz cukrem, autentycznie kojarzyły się trochę z przesadnie wędzonym i posłodzonym bekonem jerky. Sama czekolada jawiła się wtedy jako mocno mleczna, ale też przesłodzona do przesady i drapiąca w gardle.
Wraz z otoczką dodatku czasem w pewnym momencie bliżej końca dość często na chwilę robiło się bardzo słono. A mieszanka soli i cukru / syropu potrafiła sporadycznie za drapać w gardle. Nie zawsze, bo i nie zawsze było mocno słono; czasem po prostu słono. W dodatku nie była to po prostu słoność, a słoność wędzona, a dzięki temu nie aż tak strasznie jawna, chamska, a tylko trochę przesadzona. Ciekawa.
W tle czekolada na pewien nie za długi czas debiutu "bekonu" jakby odpadła. Potem jednak, gdy otoczka z nibybekonu się w dużej mierze rozpuściła, wracała poprzez słodycz.
Słodycz po natarciu dodatku utrzymała charakter syropu klonowego, ale i cukrowość się w niej objawiała. Nie była mocno przesadzona, ale po prostu słodycz robiła się prostsza i trochę zbliżała się do poziomu przesady, drapiąc w gardle. Mleko zaś wyszło bardzo osłabione, acz maślaność się utrzymała na niezmienionym poziomie.
Gryzione na koniec kawałki dodatku przeważnie były już pozbawione cukrowo-słonej otoczki. Wtedy smakowały mieszanką kartonu, ciasteczek karmelowych i chrupek zbożowych z suchymi skwarkami tak wysmażonymi / wypieczonymi, że aż zapominającymi o mięsnym smaku. Nie udało im się udawać bekonu, czuć, że to nie bekon czy suszona wieprzowina (pork jerky).
Kilka razy została też jakby sama cukrowo-klonowa skorupka bez "bekonu"; jawiące się jako klonowo słodkie płatki. Parę razy z kolei został kryształek soli, oczywiście słony, ale wciąż w wędzonej otoczce.
Po zjedzeniu został posmak wędzono-słony, z wędzoną papryką w to wpisaną. Czułam też wysoką słodycz cukru i klonową. Wszystko wpisane w znów znaczącą mleczność, maślaność. Ostał się motyw ciasteczkowo-zbożowo-kartonowy.
Czekolada mnie nie chwyciła, ale nie mogę powiedzieć, by była niesmaczna. Na pewno interesująca. Dobra, mocno mleczna baza dobrze wyszła z tymi dymno-wędzonkowymi nutami i solą. Choć wolałabym, by soli było mniej. Rozumiem jednak, że coś musiało napędzać skojarzenie z bekonem. Choć za słodka, nie chamsko cukrowa, a uszlachetniona syropem klonowym. Nutka wędzonej papryki była dziwna, ale też się wpasowała. Acz nie wiem, skąd się wzięła. A jednak nie podobał mi się tak wędzony smak przy w sumie nijakiej niebekonowej drobnicy. Początkowo nieźle udawała bekon, ale na koniec wychodziło na jaw, że nie ma z nim wiele wspólnego. To wszystko świetnie by pasowało z mięsnym dodatkiem, ale z czymś a'la chrupki zbożowe niekoniecznie. Mnie w dodatku nie pasowała jej konsystencja: wyszła według mnie za bardzo tym wszystkim najeżona, za dużo było w niej kryształków, a sam tak twardy, niebekonowy nibybekon po prostu mi się nie podobał. Wątpię, że posmakowałaby fanom bekonu, jednak tym, którzy lubią słone i ciekawe dodatki w czekoladach oraz lubią, jak im ciągle coś chrupie, jak najbardziej.
Muszę przyznać, że na tyle dziwna, że ciekawostkowo można się wciągnąć, ale nie w większej ilości. Przynajmniej nie w moim przypadku. Trochę w górach - spoko, część co została w domu do zweryfikowania, spoko, ale i tu, i tu po paru kostkach czułam się już przesłodzona i przesolona, więc jakieś 34 g oddałam, nie zmogłam.
Poczęstowany w górach kolega powiedział, że czuje "mleczną czekoladę z wędzoną papryką". Zdziwił się, gdy mu powiedziałam, że jest z roślinnym bekonem.
Mama, której przypadła moja resztka powiedziała zaś: "ja nie rozumiem, po co i dla kogo takie czekolady robić. Według mnie to by była dobra mleczna, gdyby nie ta wędzona sól i bekon. Wtedy byłaby zjadliwa. Spoza tego wydzierała bardzo przyzwoita czekolada. Te dodatki jednak ją zepsuły, w ogóle mi się nie podobały. Ale trzeba jej przyznać, że bekon, boczek, wędzonkę było czuć, to mnie zdziwiło. W sensie, że jakby to naprawdę był boczek w smaku. Ale to w trakcie jedzenia, nie gdy gryzłam te... chrupki. Spróbowałam trochę i mi wystarczy, reszty nie chcę".
ocena: 6/10
Skład: mleczna czekolada (cukier, tłuszcz kakaowy, mleko, kakao, lecytyna słonecznikowa, naturalna wanilia), cukier klonowy, roślinny bekon (teksturowane białko roślinne: mąka sojowa, barwnik karmelowy; olej sojowy, sól, naturalny aromat), wędzona sól morska, naturalny aromat klonowy (klon, olej rzepakowy)









Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.