Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Meltie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Meltie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 października 2026

(Terravita) Meltie Chocolatier Whole Hazelnuts 27 % Dark Chocolate ciemna 62 % z całymi orzechami laskowymi

Czekoladę dostałam od ojca po tym, jak zgadaliśmy się na temat rozszerzanej przez Biedronkę czekoladowej ofercie. Tknęło mnie, że w zasadzie chyba nie ma ciemnych Meltie z dodatkami, a ojciec postanowił wyprowadzić mnie z błędu. Jak zadzwonił, czy mi ją wziąć, najpierw zrobiło mi się głupio, bo byłam pewna, że Meltie robi Millano-Baron, którego nienawidzę, więc nie chciałam, ale coś tam bąknęłam i czekolada jednak do mnie trafiła. Jakież było moje zdziwienie już w trakcie degustacji, gdy odkryłam, że nie była tak paskudna, jak można by się spodziewać po wspomnianym producencie. Pisząc recenzję po zejściu ze szlaku, już w samochodzie, sprawdziłam producenta. Terravita! Cóż za niespodzianka! A tylko co ostatnio pomyślałam, że nie widuję ich najzwyklejszych czekolad w sklepach.
Tabliczkę wzięłam ze sobą w góry jako niewymagającą na podejście na wyprawę pod koniec marca na Wołowiec. Wyglądało na to, że wreszcie dane będzie mi zobaczyć to miejsce przy lepszych warunkach - bo dotąd zawsze trafiała mi się zerowa widoczność. Z Siwej Polany poszłam do schroniska na Polanie Chochołowskiej, a potem już pod górę, czyli na Grzesia szlakiem żółtym. Właśnie na Grzesiu zabrałam się za czekoladę. I choć byłam tam już kilka razy... nie wiedziałam, że są tam tak zachwycające widoki!

(Terravita) Meltie Chocolatier Whole Hazelnuts 27 % Dark Chocolate to ciemna czekolada o zawartości 62% kakao z 27% całymi orzechami laskowymi; marki własnej Biedronki, produkowana przez Terravitę.

Po otwarciu uderzył zapach dominujących prażonych orzechów laskowych, wkomponowanych w czekoladę o palonym charakterze i wysokiej słodyczy. Była gorzka, ale w prosty, palony sposób za sprawą m.in. kakao w proszku. To gorzkość niska i dziwnie podkradająca się i zlewająca z laskowcami. W dodatku łagodziła ją jakby... nie do końca sprecyzowana plastikowość. Słodycz jawiła się jako trochę cukrowa jak przesłodzony syrop kakaowy, ale i sporo wanilii w niej się objawiło. Za tym duetem plątało się coś dusznego, czego nie mogłam uchwycić, a też jakby plastikowego.

Na spodzie widać sporo w miarę równo rozlokowanych orzechów laskowej różnej wielkości. W trakcie jedzenia okazało się, że wśród całych znalazło się trochę kawałków i połówek.
Tabliczka w dotyku przypominała plastik, a podczas łamania okazała się średnio twarda i krucha. Trzaskała średnio głośno, a nierówno rozmieszczone orzechy zostawały w którejś z części. 
W ustach czekolada rozpływała się średnio szybko, niemal od razu mięknąc. Dała się poznać jako tłusta i lepka, trochę jakby ulepkowato mleczno czekoladowa, trochę wodniście plastikowa. A mimo to dość gęsta. Spora część tabliczki była bez orzechów, za to w niektórych kostkach orzechów znalazło się po parę. Kiepskie rozmieszczenie.
Czekolada dość długo maziście-tłusto pokrywała orzechy, nie chcąc ich wypuścić. Stąd ja wolałam zostawiać je na koniec, lepiej wtedy to wszystko pracowało. Gdy na próbę pogryzłam wcześniej, czekolada - częściowo też gryziona - wydawała się przy orzechach nieprzyjemnie plastikowa.
Niezależnie od czasu, w którym gryzłam orzechy, były bardzo chrupiące, czasem bardzo twarde i kruche. Czasem przy długim gryzieniu wychodziło na jaw trzeszczenie. Wszystkie były pozbawione skórek.

W smaku czekolada w pierwszej chwili mignęła jakby wodnistością, lecz w zasadzie na tyle delikatną, że można powiedzieć, że występ zaczęła od roztoczenia delikatnej gorzkości o mocno palonym wydźwięku. Po chwili dołożyła do niej słodycz.

Słodycz taka delikatna nie była, ale bardzo silna też nie. Dopiero rosła, zaczynając od poziomu średniego. Cukrowy charakter zdradził się, lecz bardzo szybko do cukru dołączyła wanilia. Nie przełożyła się jednak na szlachetność, a dała się wciągnąć w pewną duszność.

Baza robiła się bowiem właśnie duszna, jakby trochę maślana i wodnista, a do tego sporadycznie odlegle... złudnie margarynowa? Plastikowa? Była to trudna do uchwycenia nuta, ale mnie nie umknęła. Najczęściej pojawiała się w okolicy orzechów.

Gdy spróbowałam trochę samej czekolady, bez orzechów, okazało się, że przesiąkła nimi bardzo, bardzo słabo. Bez orzechów wydała mi się za to nieco bardziej soczysta i wyraźniej czuć w niej kakao w proszku.

Orzechy laskowe, w kęsach, w których były, cicho odzywały się po paru chwilach nawet niegryzione. Akcent prażonych laskowców trzymał się tyłów.
Pogryzione z ciekawości obok czekolady orzechy były wyraźne, ale nie aż tak, jak gryzione na koniec, a sama czekolada przy nich wydawała się bardziej plastikowa. Wolałam więc gryźć je na koniec.

Gorzkość ogólnie wzrosła lekko, idąc w cierpkość. Z czasem cierpkość robiła się jakby trochę kwaskawa. niemal owocowa? Wtedy gorzkość zaczęła słabnąć.

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa słodycz tak wzrosła, że zaczęła przytłaczać i drapać w gardle. Cukrowo-waniliowy splot wyszedł duszno i popłynął w kierunku syropu kakaowego. Zdecydowanie przesłodzonego.
Wydaje mi się, że t łagodzący maślano-wodnisty, drobny akcent umożliwił przesadzonej słodyczy rozwój właśnie w tym dusznym, ciężkim kierunku.

Ze względu na wysoką słodycz, cierpkość zaczęła jej ulegać. Do głowy przyszły mi suszone figi z krążka, trochę stare, nie najwyższych lotów, które są trochę duszone i kwaskawe. Acz realnej kwaśności nie uświadczyłam. Figi, które i tak były bardzo luźną myślą, zaraz zniknęły.

W tle, nie w każdym kęsie tak samo wyraźnie, przemykało proste, palone kakao w proszku. Odpowiadało za odrobinę cierpkości... Która to na koniec rosła jakby niezależnie od smaku kakao. Czasem wydawała się niedookreślona, czasem jakby doklejała się do orzechów.

Orzechy gryzione na koniec okazały się wyraziste w laskowość i bardzo mocno prażone. Brak im skórek, a jednak i tak ze 3 czy 4 zdradzały gorzkość. Większość była w porządku, naturalnie słodkawa i całkiem świeża.

Po zjedzeniu zostawał posmak prażonych orzechów laskowych z echem czekolady w przypadku kęsów z orzechami lub cukrowo-waniliowy i cierpko palony, trochę zwyczajnie kakaowy, a trochę złudnie margarynowo-plastikowy w kęsach bez orzechów. Przy orzechach czekolada jawiła się jako przesłodzona i cierpka, ale przesłodzenie denerwowało dopiero w kęsach bez orzechów.

Całość wyszła mocno przeciętnie, ale tym zaskoczyła mnie pozytywnie, bo myśląc, że to Millano-Baron, spodziewałam się najgorszego. Dziś przedstawiana wyszła do bólu średniopółkowo. Bez większych wad by nie zjeść, jak się już ją kupiło/dostało, ale też bez niczego wartego pochwały. Przesłodzona, ale na szczęście nie czysto cukrowo, a trochę waniliowo. Była lekko gorzka w prosty, całkiem w porządku sposób, a maślano-wodniste łagodzenie choć niepotrzebne, nie było na szczęście zbyt nachalne. Orzechy przeciętne - wolałabym mniej prażone, ale i te mogły być.

Sama czekolada może i nieco mniej średnia, nieco bardziej kakaowa niż Fin Carre Czekolada Gorzka z Całymi Orzechami 57 % cocoa, ale w dziś przedstawianej orzechy też były średnie. Za to w podlinkowanej przepyszne.


ocena: 5/10
kupiłam: dostałam (ojciec kupił w Biedronce)
cena: nie znam
kaloryczność: 588 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: miazga kakaowa, orzechy laskowe 27%, cukier, tłuszcz mleczny, kakao w proszku o obniżonej zawartości cukru, tłuszcz kakaowy, emulgator: lecytyny; ekstrakt z wanilii