Na wspomnienie Beskid Chocolate Uganda Semuliki Czekolada Rzemieślnicza Gorzka 70 % Kakao uśmiechałam się. Z nią związałam się bardzo emocjonalnie nie tylko ze względu na boski smak. Otóż z jej recenzją miałam małe kłopoty. Przypadkiem ją usunęłam po kilku dniach od zjedzenia. A zdecydowanie wolę pisać na świeżo, w dniu zjedzenia, nie zaś z samych notatek. Kupiłam kolejną, by okazało się, że... jednak jej już nie ma. Przeżyłam prawdziwy dramat. Aż podskoczyłam, gdy zobaczyłam tę nowość. Wyższa zawartość kakao wyglądała jeszcze bardziej obiecująco. I tym razem. Użyto lokalną odmianę forastero, nazywaną tam Koko. Uprawia je ponad 3 400 drobnych rolników ekologicznych w regionie, z których 52% to kobiety. Sprzedaż umożliwia Latitude Trade Co. (LTC), która prowadzi szeroką sieć wiejskich punktów skupu, w których kupuje wysokiej jakości mokre kakao, płacąc co najmniej 20% więcej producentom niż inni nabywcy w Ugandzie.
Po otwarciu poczułam bardzo złożony, intensywny zapach, w którym dominowały suszone owoce, a dokładniej figi. Im towarzyszyły inne, na pewno daktyle, rodzynki, ale nie tylko. Może żurawina i wiśnie? Do głowy przyszły mi naturalnie słodkie raw bary: batony z bakalii, suszonych owoców - zmiksowanych i zmielonych wraz z pestkami słonecznika i dyni. Słodycz fig mieszała się z miodem i syropem daktylowym, a rodzynki wpisywały się z słodko-gorzkie kakaowe cynamonki. Takie o wytrawnie kakaowym i ciepło cynamonowym smaku. Wszystko to przeplotły świeższe owoce: sok z wiśni i niemal miodowo słodki - ale w świeższy sposób - melon.
Tabliczka ze względu na twardość, podczas łamania głośno trzaskała. Wydawała się masywnie skalista.
W ustach wciąż była masywna, ale nie twarda. Rozpływała się powoli i bardzo kremowo, opływając nieco lepkawymi falami, w których nasilała się soczystość, by całość końcowo rzadko zniknęła.
W smaku najpierw poczułam słodycz, ale nie od razu dookreśloną. To był ni karmel, ni suszone owoce... Chwilę trwał jakby w zawieszeniu, po czym do przodu wyrwały się słodkie suszone figi. Złociste i niemal miodowo słodkie, ale w które wkradała się pewna cierpkość (takich brązowo-szarawych sztuk?).
Przemknęła ostrość... A może to słodycz zrobiła się taka piekąca? Pomyślałam o daktylach, ale ze względu na karmelowe wtrącenia raczej w wydaniu syropu daktylowego. Ogólna słodycz odważnie rosła, choć pamiętała, że na za wiele pozwolić sobie nie może.
Ostrość poszła w ciepłym kierunku pikantnego cynamonu. Z ciepła wyłoniła się też gorzkość, cierpkość. Początkowo myślałam, że też należała do przypraw, ale niekoniecznie... Przynajmniej nie tylko.
Gorzkość okazała się palona. Średnio mocno, ale wyraźnie. Do niej raz po raz podkradała się ziemia.
W tym czasie słodycz cały czas rosła. Szła konsekwentnie w suszono owocowy klimat. Podchwyciła jednak trochę goryczki, serwując mi raw bary ze zmielonych bakalii. Suszone owoce mieszały się za ich sprawą z pestkami słonecznika, może też dyni i akcentem orzechów. Cierpkość sugerowała kakaowe warianty.
Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa zawitały jeszcze kakaowo-czekoladowe cynamonki z rodzynkami. Odnotowałam pewną maślaność, wydawały się zawierać jakąś cynamonowo-karmelową masę, ale nie zasładzały. Trzymały się wytrawniejszego klimatu.
A ta maślaność... raz i drugi zrobiła aluzje do kremów 100% z orzechów i/lub blanszowanych migdałów.
Rodzynki podszepnęły leciutką kwaśność i to wydobyło owoce cierpko-kwaskawe właśnie. Przemknęły mi przez myśl suszone wiśnie, ale zaraz na te suszone wydały mi się za soczyste. Toż to właśnie sok z wiśni przepłynął! Może nawet same wiśnie? I... trochę zatraciły się w słodyczy. Tę cierpkość jednak raz po raz podkreślały ostre korzenne przypraw, głównie cynamon.
Przy wiśniach raz po raz przemknęła nutka cytrusowa, nutka cierpkiej skórki... chyba też osiadającej w bakaliowych batonach. Soczystość ogólnie próbowała wpleść trochę świeżości i tak na chwilkę nawet melon miodowy przyszedł mi do głowy...
Chyba tylko by o miodzie przypomnieć. Zaraz bowiem wróciły wyrazistsze suszone owoce pod przywództwem fig. Fig niemal miodowych. Miodowa nuta jednak w jedno mieszała się z kakao, serwując mi kakaowy miód i może domieszkę syropu daktylowego.
Ostre przyprawy i ta słodycz wciągnęły do gry też pestki słonecznika, przekładając się na wizję chałwy słonecznikowej z cynamonem, miodem i kakao.
Po zjedzeniu został posmak kakaowo-cynamonowej chałwy pestkowej z nieco przeprażonych do goryczki słonecznika z dynią oraz wiśni, mocno przysłoniętych słodyczą suszonych owoców. Głównie fig, ale też trochę daktyli, zgrywających się z ostrością, pieczeniem przypraw korzennych. Cynamonu na czele nieco ostrzejszych, ale nie jednoznacznych.
Czekolada zachwyciła mnie. Przypominała Beskid Chocolate Uganda Semuliki Czekolada Rzemieślnicza Gorzka 70 % Kakao, ale w wydaniu mniej krówkowo słodkim i mniej soczyście owocowym. Dziś przedstawiana skupiła się na suszonych owocach: figach, daktylach i rodzynkami, wkomponowując je w bakaliowe batony z owoców i pestek. Pestki słonecznika jako batony, chałwa słonecznikowa świetnie zgrywały się z ostrym cynamonem. To na pewno były kakaowe warianty, podkreslane palono-ziemistymi akcentami. Czułam też miód, karmel, ale wcale nie było ogólnie za słodko. Akcent wiśni, cytrusów i melonów wniosły lekką świeżość, ale nie zburzyły ogólnie ciepło-korzennego, idealnego na jesień i zimę klimatu.
ocena: 10/10
kupiłam: Beskid Chocolate
cena: 20,30 zł (za 70 g; dostałam rabat)
kaloryczność: 520 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie
Skład: ziarno kakaowca, cukier trzcinowy nierafinowany

























