Jestem sceptyczna do czekolad niedegustacyjnych o zawartości kakao wyższej niż 85%, ale co do dzisiaj przedstawianej miałam dobre przeczucia jeszcze zanim zjadłam którąkolwiek z zakupionych tabliczek tej marki. Potem moje zaintrygowanie nią rosło aż w końcu nadszedł tydzień, a którym wszystko wydawało mi się potencjalnie za słodkie. Liczyłam, że kakao w tej pokaże, co potrafi.
Chocolates Solé Chocolate Puro 94 % Cocoa Dark Chocolate Republica Dominicana Organic to ciemna czekolada o zawartości 94% kakao z Republiki Dominikany.
Po rozchyleniu papierka poczułam delikatny zapach, opierający się na kwiatach w wazonach, być może trochę już przykurzonych, mimo że świeżych. Wiązały się z klimatem ciepłego, wiosennego dnia i akcentem skoszonej trawy (nie właśnie koszonej, a takiej już skoszonej). Obok, nieco kontrastowo, zaznaczyły się stare książki i jeszcze starsze drewniane meble. Przewijała się w nich niedookreślona nutka orzechów, może też sezamu.
Całość wydawała się ostrożnie słodka i niegorzka, a zaskakująco łagodna jak na tę zawartość kakao.
Tabliczka podczas łamania okazała się twarda jak skala. Trzaskała głośno i konkretnie.
W ustach czekolada rozpływała się z małym oporem, bardzo powoli i gęsto. Tłustość zaraz znalazła się na średnim poziomie, łącząc maślaność z oleistością. Osłabiało ją poczucie pylistej wręcz suchości, jakie czuć obok. Całość wyszła wręcz ciężko, lepko-maziście, smoliście pokrywała podniebienie i wręcz trochę przytykała. Czuć wtedy lekką pylistość, która hamowała tłustość, a końcowo zmieniała się w silną proszkowość.
W smaku pierwsza przemknęła konkretna, ciężka nuta niemal smolista, po chwili wchodząca w bardziej paloną sferę; bardziej... ogólniejszą, nie tak jednoznaczną.
Słodycz ruszyła po chwili, z kolei prezentując kwiaty. Dla odmiany rześkie i lekkie. Pomyślałam o kwiatach poustawianych w wazonie oraz o pokoju z otwartym oknem, zza którego widać kwitnące krzewy i zza którego - bo musiało być otwarte - kwiaty wkradają się wraz z ciepłym wiosennym wietrzykiem. Nagle... przemknęły mi stare książki, próbujące części kwiatom zasugerować właśnie suszony charakter.
Słodycz rosła leciutko i ostrożnie, jako że do kwiatów dołączyły pojedyncze, nienachalne brytyjskie kruche krówki "fudge". Tuż za nimi pojawiła się maślaność.
Smoliście-palony motyw w tym czasie nie zwlekał. Rozwijając się roztaczał coraz cieplejszy wydźwięk. Znacząca paloność podkreśliła... węgiel? Żar. A ja pomyślałam o gorącym, rozgrzanym asfalcie.
Za asfaltem przemknął drobny kwasek, by po chwili pokazać się nieco wyraźniej jako ananas. Kwiaty jednak prędko go dopadły i zaczęły kwaskawość wygładzać, jak tylko mogły. Po chwili zostało już tylko echo, wspomnienie kwasku. Kwiaty z czasem też zaczęły się nieco... rozbiegać? Jakby za ich sprawą ananas stał się kandyzowaną kostką ananasa, która trochę podeschła.
Robiło się coraz łagodniej, gdy nagle w połowie rozpływania się kęsa zza słodyczy, zza maślaności wylała się czarna kawa zaparzona na palonych ziarnach. Dość mocna, ale nie siekiera czy espresso. Chyba trochę wzmocniona kakao w proszku. Kawy trzymał się ten smoliście-asfaltowy wątek, ale uległ... rozproszeniu?
Łagodnienie jednak nadeszło, ale i w nim był charakterek. Stanęły za nim orzechy, początkowo niezbyt jednoznaczne, i stare książki; cała stara, niemal antyczna biblioteka. Z nią nadeszło trochę starego drewna. Do głowy przyszedł mi kurz... acz nagle odciągnęły od tego uwagę orzechy - wyraźniej laskowe, choć chyba nie tylko. Chyba też z dodatkiem sezamu. Znów wtrąciła się też maślaność.
Akcent asfaltu w tle się poruszył... zmienił się w żwir. Też ciepły, ale już nie tak gorący... A żwir pokierował moje myśli na powietrze, gdzieś, gdzie biegnie jakaś rzadko uczęszczana droga, ale jednak gdzie ktoś parę godzin wcześniej kosił trawę. Akcenty kwiatów wzmocniły jej świeży wydźwięk, same trochę się zatracając na pewien czas...
Kwasek wyłonił się jeszcze na chwilę. Jakby... ananas skwaśniał? Acz kwasek był leciutki i końcowo zrobił się bardziej soczysty (niż ten kandyzowany) jak... czerwone porzeczki i niedojrzałe brzoskwinie? I znów kwiaty zareagowały na owocowość i wyskoczyły na dosłownie samej końcówce, stając owocom na drodze. Acz już tylko jako suszone. W towarzystwie odrobinki kakao w proszku.
Po zjedzeniu został jednak posmak właśnie kwaskawych owoców: mieszanki porzeczek i ananasa, acz nie bardzo jednoznaczny, a także żwiru i asfaltu jako z kolei coś cięższego. Osłodziło je trochę kwiatów i brytyjskie kruche krówki. Obok pojawiły się stare książki i orzechy, kierując kompozycję w neutralniejszą stronę, sprawiając, że posmak był bardzo łagodny. Wszystko to w dodatku wydawało się oprószone kakao w proszku.
Czekolada była smaczna, acz zaskakująco łagodna na tę zawartość kakao. Lekka słodycz kwiatów, kruchych brytyjskich krówek oraz znikome owocowe przebłyski ananasa, porzeczek czerwonych mieszały się z charakternymi nutami smoliście-asfaltowo-żwirowymi, gorzką kawą, ale też złagodzeniem, jakie niosła maślaność, stare książki i stare drewno, rześkość wiosny i skoszonej trawy oraz orzechy z sezamem.
Ciężka, smolista konsystencja może nie była spełnieniem marzeń, ale pasowała do klimatu.
Nie przypominała (Chocolates Sole) Naturitas Chocolate Negro 85 % cacao gdy chodzi o smak, ale wydźwięk w pewnym sensie miały podobny: taki ciężkawo-wytrawny, a jednocześnie nie bardzo gorzki. Ziemiście-przypalone akcenty i maślaność, sezam, drewno można z nich obu skojarzyć, ale wspomniana była intensywniejsza za sprawą ananasa, alkoholu, a więc słodyczy i kwasku.
ocena: 8/10
Skład: kakao, surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy


%202.jpg)
.jpg)













