Od dawna chodziło mi to po głowie, acz dopiero pisząc wstęp pod tego posta, zdałam sobie sprawę, za jak bardzo problematyczny uważam termin "czerwone owoce" w odniesieniu do nut np. czekolad. Przecież czerwony jest i grejpfrut, i poziomki, i czerwone porzeczki. Wśród czerwonych owoców są moje ukochane grejpfruty, wiśnie o kwaśno-cierpkim smaku, niemal zasładzające czereśnie, jabłka, a także chyba jedyne powszechne owoce, których bardzo nie lubię, czyli czerwone porzeczki. Kompletnie różne wydźwięki, smaki... Mogą być do sienie podobne, ale też zupełnie inne; mogą współpracować lub się kłócić. Jakie i w jaki sposób połączył Zotter? Kiedyś pewnie od razu w ciemno uwierzyłabym, że z głową, ale obecnie łypnęłam na to podejrzliwie. Sama z siebie pewnie więc nie zainteresowałabym się tą tabliczką. Traf jednak chciał, że ją dostałam. Skład zaś zaczęłam przeklejając do posta na krótko przed degustacją. Wtedy też się trochę zdziwiłam. Czekolada owsiana? Takiej od Zottera nie jadłam. Aż za dobrze kojarzyłam za to "wydziwianą" Zotter Labooko Single White Rice Coconut no sugar added. A jednak... z kolei Zotter Labooko Soy milk / dark wyszła bardzo przyjemnie. Od razu zaczęłam się zastanawiać, jak ta owsiana mogłaby wyjść z czerwonymi owocami... Do głowy szybko przyszła mi myśl, że jeśli coś łączy większość czerwonych owoców w moim odczuciu, to to, że pasują do ciemnej czekolady, niekoniecznie mlecznej albo jakby mlecznej. Coś czułam, że ta kompozycja może nie być najlepsza...
Zotter Red Fruit / Rote Früchtchen to wegańska ciemna "mleczna" czekolada owsiana o 50% zawartości kakao nadziewana (28%) kremem "ganache" z czerwonych owoców: truskawek, wiśni, malinowo-kokosowej kuwertury / białej czekolady, żurawinowej kuwertury / białej czekolady i cytryny oraz (28%) praliną / nugatem migdałowym z kawałkami owoców: marakui, pomarańczy i cytryny, a także cienkimi warstwami ciemnej czekolady.
Po otwarciu otwarciu poczułam zapach głównie łagodnej czekolady zgranej z migdałami. Sama w sobie wydała mi się bardzo chlebowa, przywodziła na myśl też jakieś ugotowane na słodko kasze z kakao. Zarówno słodycz, jak i chlebowość podkręcały migdały. Wyobraziłam sobie chleb mieszany pszenno-żytni posmarowany korzennym karmelem. Za tym wszystkim stanęły kwaskawe i zarazem lekko pudrowe owoce: przede wszystkim cytryna, ale też czerwone: wiśnie, truskawki, żurawina, a nawet pewna egzotyka. Motyw kwaśnych owoców nasilił się po przełamaniu i w trakcie jedzenia. Cytrusy wystąpiły wtedy na równi z czerwonymi, a i marakuja się pokazała. Przy cytrynie z korzenności chyba wychylił się imbir. Migdały zaś zrobiły się wyraźnie nugatowe.
W dotyku czekolada wydała mi się dziwnie ulepkowata-sucha, a cała tabliczka średnio masywna.
Przy łamaniu czekolada chrupko trzaskała, a wnętrze dało się poznać jako dość miękkie za sprawą różowego nadzienia. Nugat, wyglądający na suchy, trochę się kruszył, ale i on nie był bardzo konkretny.
W ustach czekolada okazała się niespotykanie gęsta. Potrzebowała chwili, by zacząć się rozpływać, a gdy już zaczęła, poszła w kierunku zbyt gęstego, pylistego budyniu. Pomyślałam o takim, do którego dosypano o wiele za dużo kakao.
Po chwili do czekolady dołączały nadzienia.
Ku mojemu zaskoczeniu szybciej rozpuszczało się nugatowe, czerwona warstwa stawiała najpierw stawiała drobny opór.
Nugat dał się poznać jako zbity, masywny, ale chętnie chętnie zmieniał się w mazistą, tłustą masę. Gdyby nie owocowe drobinki, byłby za tłusty, ale przez nie wyszedł... ślisko. Owocowe wystąpiły w zaskakującej, różnej formie. Były tam głównie trochę zżelowane, gumiaste jakby zlepki soki i pyłku. W większości soczyste, ale niezbyt chętnie się rozpuszczały wraz z nadzieniem.
Krem czerwony był zbity i trochę proszkowy. Rozpuszczając się, wykazywał średnią tłustość, ale mocno miękł. Wydał mi się zagęszczony w sposób czekoladowo-żelowo-galeretkowy. Z czasem zostawało tylko poczucie zżelowania, spójne z narastającą soczystością.
A jednak czekoladowa kremowość nie zatraciła się, bo z czasem, z nadzień wyłaniała się właśnie ona: bardziej tłusto-mazista kremowość czekolady ciemnej ze środka.
Na koniec w ustach prawie nic nie zostawało: jakieś resztki rozpuszczających się owocowych zżelowanych glutków i dosłownie pojedyncze skórki. Gryzione, zanim zupełnie się rozpuściły, lepiły się do zębów.
W smaku czekolada przywitała się delikatną słodyczą i znikomą gorzkawością kakao. Po chwili splótł je roślinny motyw, na który powoli nałożył się obraz jakiejś kaszy ugotowanej na wodzie, ale za to z kakao, przyprawami korzennymi i karmelem. Słodycz rosła, ale ogólnie trudno stwierdzić, do jakiego poziomu, bo wnętrze szybko dochodziło do głosu. Przygłuszało jej specyfikę, a już na pewno owsianość. W zestawieniu z nadzieniami odlegle kojarzyła mi się po prostu zbożowo, czasem trochę chlebowo.
Czekolada spróbowana osobno była wyraźniej owsiana i wręcz pikantna, ale też trochę rozwodniona. Kakaowość mieszała się w niej z korzennym ciepłem. A to zaś ze słodyczą aż nieco piekło w język. Sama w sobie była znacząco słodka w ciężki, melasowo-korzenny sposób. Sama kojarzyła się trochę z melasowo-karmelowymi ciastkami korzennymi.
Do głosu szybciej dochodziło nadzienie czerwone, nugatowe trzymało się z tyłu, pobrzmiewając delikatniej.
Z czasem kakaową nutę podkreślała gorzkość warstwy czekolady ciemnej. Wydała mi się soczysta, a przynajmniej harmonijnie zgrana z soczystością nadzień.
Krem z czerwonych owoców przebijał się kwaśnością cytryny i wiśni, chyba też żurawiny, do których dołączała trochę leniwa słodycz. Przybrała trochę pudrowy wydźwięk. Poprzez nią wkroczyła mieszanka czerwonych owoców. Pojawiły się truskawki, w porywach chyba maliny, po czym wszystkie one zmieszały się w motyw po prostu czerwonych, bardzo soczystych i zaskakująco świeżych owoców.
Krem spróbowany osobno okazał się kwaśniejszy, ale nieco wyraźniej czerwono owocowy. Nugat podkreślił jego cytrynowość.
Nugat kompozycji dodał przede wszystkim maślaność. Nugatowe migdały jednak też czuć, ale bardzo słabo. I w zasadzie tylko gdy dopiero wkraczał, kiedy to jeszcze sporo do powiedzenia miała czekolada. "Kaszowata" nuta podkreślała bowiem migdały. Z czasem jednak nugat zdawał się już tylko osładzać warstwę czerwoną, aż potem nagle przechwycił kwaśność. Raz po raz, gdy rozpuszczały się kleksy i drobinki owocowe, kierował wszędobylską cytrynę w stronę ogólnie żółtych owoców. Serwował kwaśne prztyczki marakui, przebłyski mango (?). Tchnęły w kompozycję trochę egzotyki i przygłuszyły migdałowość.
Nugat spróbowany osobno z jednej strony był trochę wyraźniej słodko nugatowy, ale wcale nie koniecznie migdałowy. Zanim na dobre rozbrzmiały w nim kwaśne owoce egzotycznie-cytrusowe, odnotowałam w nim korzenne ciepło: jakby wręcz pieprzność, imbir. Potem jednak, gdy wkraczały owoce, odnotowałam w nim mydlaną nutę, związaną z egzotycznymi nutami.
Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa ciemna czekolada ze środka próbowała wszystko trochę harmonizować, ale i ją zagłuszyły owoce. Jej nie dało się wyodrębnić od nadzień.
Wszystko mieszało się w kwaśno-słodki, głównie owocowy, ale trochę zbożowo-korzenny miszmasz. Sporo cytryny dopuszczało do głosu trochę wiśni, w porywach wychwytywałam i inne, gdzieś tam przemykały mi iluzoryczne czerwone porzeczki. Potem jednak znów robiło się bardziej cytrynowo, a w zasadzie nawet nie jednoznacznie cytrynowo, a cytrusowo, czasem egzotycznie. Ciągle coś się działo, ciągle jakiś inny owoc wychodził na przód. Za to migdałowa warstwa w tle zrobiła się jakaś słodko-tłusto nijaka. Migdałowość niby próbowała uchwycić się zbożowo-ciasteczkowej czekolady, ale i ona w zestawieniu z owocami wydawała się wodnista. Owocowa kwaśność jakby wręcz trochę zaznaczała się w gardle, chyba razem ze słodyczą i ostrością (imbiru?).
Jedyne co, to do końca utrzymywał się akcent cierpkawego kakao, zgrany i pasujący do kwaśnych owoców, ale z kolei... podkreślający pudrowość i mydlaność, też obecną w nadzieniu czerwonym. Zbożowa czekolada podtrzymała akcent ciasteczek melasowo-korzennych, które choć ciekawe, gryzły się z owocami.
Końcowo większość się już rozpuściła, a klekso-drobinki jeszcze kończyły - no i one zapewniały kolejne ukłucia cytryny, marakui. Kwaśne, soczyste.
Po zjedzeniu został posmak egzotycznie-cytrusowo-czerwono owocowy. Czuć marakuję i mango, ale też ogrom czerwonych, powiedziałabym, że wiśnie, żurawiny, ale też jakby czerwone porzeczki. Do tego echa korzenne i migdałowe. Czułam też słodycz korzenną i obok jakby pudrową, ale nie wysoką, bo przełamaną kwaśnością. Do głowy przyszła mi jeszcze kakaowa kasza, owsianka ugotowana na wodzie, niestety z mydlanym echem. Posmak, jak i cała degustacja, był nieprzyjemnie namieszany i chaotyczny, niejasny.
Tabliczka mi nie smakowała. Chaos smakowy zupełnie mi się nie podobał. Nie rozumiem, po co tam tyle cytryny, która rozmyła ciekawsze zestawienie owoców. Czerwonych było tam za dużo - trudno je połapać i porządnie się czymś nacieszyć. Drobinki ze sproszkowanych soków marakui, mango i cytrusów w żaden sposób do nich nie pasowały, a tylko zagłuszały migdałowość i działały na niekorzyść i nugatu, i całej kompozycji. Trochę ciemnej czekolady z wnętrza smakowo na plus, ale z kolei owsiana czekolada z wierzchu traciła swą charakterystykę w tym wszystkim. Co do konsystencji - też mnie nie przekonała. Niby ten tłusty nugat z żelowymi kleksami owoców i lżejsze owocowe nadzienie w pewnym sensie były spójne, ale poprzez akurat niezbyt przyjemny efekt właśnie "zżelowanie".
Naprawdę wierzę, że sam nugat migdałowy z owsianą czekoladą i tą warstwą ciemnej mógłby stworzyć zacną, zbożowo-owsiankową, korzenną kompozycję, za to wszystkie te owoce odnalazłyby się lepiej w np. po prostu w towarzystwie czekolady ciemnej i spokojniejszych, jednoznacznych nadzień, może w formie galaretek?
To właśnie głównie przez zaintrygowanie, jak ta owsiana czekolada łączyła się z nugatem w pierwszych sekundach zjadłam sporo jak na coś takiego, złożonego z elementów, którym wszystkim miałam coś do zarzucenia. Dlatego właśnie jednak 6 nie 5. Wyszło, że zjadłam jedynie 14 g i nie miałam ochoty wczuwać się w ten chaos wszystkiego, co się tam tylko dało wepchnąć. Jednocześnie to nie było niesmaczne... Tylko że na tyle smaczne, bym chciała zjeść więcej niż tylko spróbować, też.
Mama tak ją opisała "Może i niezła czekolada cytrynowa z czerwonymi owocami. Niezło-średnia? Zjadłam ją, bo zjadłam, taka ot... Ale bez zachwytu. Lepsza od wielu nowości z tego roku, ale wciąż jakaś taka niedookreślona. Opis długi, a nic z tego prawie nie czuć."
ocena: 6/10
kupiłam: zotter.pl (dostałam)
cena: jak wyżej, ale cena to 22,49 zł (za 70g; acz moja ważyła 68g)
kaloryczność: 512 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie
Skład: surowy cukier trzcinowy, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, migdały 13%, napój owsiany w proszku 5% (owies fermentowany), wiśnie 3%, syrop z cukru inwertowanego, koncentrat truskawkowy 3%, syrop skrobiowy, napój ryżowy w proszku (ryż, olej słonecznikowy, sól), olej migdałowy, liofilizowana marakuja 1% (maltodekstryna, koncentrat marakui), liofilizowane pomarańcze 1% (koncentrat soku pomarańczowego, miąższ pomarańczowy), proszek kokosowy (pasta kokosowa, mleko kokosowe, mąka kokosowa), liofilizowana żurawina 1%, liofilizowane maliny 1%, liofilizowana cytryna 0,5% (cukier, koncentrat soku cytrynowego, mango, skrobia), koncentrat soku z cytryny, cukier trzcinowy pełny, chipsy kokosowe, emulgator: lecytyna słonecznikowa; emulgator: lecytyna sojowa; sól, sproszkowana wanilia, proszek cytrynowy (koncentrat soku z cytryny, skrobia kukurydziana, cukier), sproszkowany imbir, anyż gwiazdkowy, cynamon


















