Bardzo chciałam spróbować czekolady tej marki o tak wysokiej zawartości kakao, w dodatku nie byle jakiego, a z Boliwii, która byłaby czysta, niezaburzona nibsami, no, ale trudno. Taką bazę mają w ofercie tylko i wyłącznie z tym dodatkiem. Szkoda. Niepocieszona zamówiłam, stwierdzając, że po prostu wezmę ją w góry. Tu jednak robiło się ciekawie, bo... do boliwijskiej czekolady dodano kolumbijskie nibsy. Ciekawiło mnie, dlaczego i liczyłam, że może spróbowanie sytuację rozjaśni.
Tabliczkę zabrałam ze sobą na Rysy, na polski wierzchołek, na który weszłam właśnie od polskiej strony z Palenicy Białczańskiej, przez Morskie Oko. Na szczęście okrutnie wielkiego tłumu nie było, wspinaczka po łańcuchach poszła łatwo, a widoki dopisały. Nic, tylko radować się czekoladą!
Zdrowa Sowa Czekolada z Nibsami Kakao 90 % Boliwia to ciemna czekolada o zawartości 90% kakao z Boliwii z 10% nibsami, czyli kawałkami kruszonego kakao z Kolumbii, z regionu miasta Tumaco.
Po otwarciu poczułam wyrazisty zapach ziemistych nibsów w towarzystwie czerwonego wina, acz jakby przynajmniej częściowo okrojonego z alkoholu. Nibsy dominowały gdy wąchałam spód, lecz czuć je dobrze cały czas. Sama czekolada mieszała się z nimi wilgotną, czarną ziemią i dodała do kompozycji motyw soczystych, cierpkawych grejpfrutów oraz śliwek, ale właśnie z kolei lekko alkoholowych, likierowych (stały jakby w zupełnie innej sferze zapachu niż wino), nieco paloną słodycz i nieśmiałą sugestie orzechów bardzo, bardzo w oddali.
Nibsów trochę poskąpiono, a ich kawałki umieszczono głównie na środku tabliczki. Dotykając je, trafiłam na ostre krawędzie. Większość była średniego rozmiaru, ale trafiały się też małe.
Twarda tabliczka trzaskała donośnie i głucho podczas łamania. Nibsy trzymały się jej porządnie - odpadło dosłownie kilka. Sama czekolada wydala mi się ziarnista w przekroju.
W ustach czekolada rozpływała się w średnim tempie. W pierwszej chwili wydawało się, że będzie stawiać opór, ale zaraz zaskoczyła na mazisty tor. Była tłusta w średnio zbity, chłodno maślany sposób, z czasem trochę rzednąc w luźnym kontekście. Do tego doszła kremowość i delikatna, trochę ściągająca soczystość. Gładkości nie mogę jej odmówić, acz i lekko pylisty efekt uświadczyłam. Nibsy długo się jej trzymały i nie kaleczyły języka czy podniebienia.
Nibsy zarówno gryzione wcześniej, jak i na koniec, były twardo chrupiące i jakby zawilgocono-soczyste wewnątrz.
W smaku pierwsza pokazała się delikatna kwaśność jakby... ziemistego pochodzenia? Kwasek zdobył się na skąpą soczystość nieco taninowego wina. Wina czerwonego, to pewne, ale jakby bez alkoholu. W oddali za to przemknął palony, niemal dymny akcent.
Po chwili wyłoniła się subtelna słodycz. Do głowy przyszedł mi cierpko-słodki grejpfrut o dość suchej strukturze, którego soczystość jawiła się jako skąpa.
Gorzkość wyraźniej zaznaczyła swoją obecność, gładko podpinając się pod ziemię. Jej nieco palony akcent trzymał się trochę na boku. Wyszła znacząco, ale trochę leniwie, jakby nawet nie próbując dorównać kwaśności.
Słodycz też trzymała się tyłów, nie ścigała się z innymi smakami i lekko pobrzmiewała palonym karmelem. Trochę pomogła tym samym palonej gorzkości.
Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa kwaśność ograniczyła się do cytrusów - i nie był to już tylko grejpfrut. Nie mogłam jednak połapać reszty, ale soczysta kwaśność zdawała się lać hektolitrami.
Słodycz nieco się nasiliła, lekko wygładzając kwaśność. Grejpfrut przeplotła znacznie słodsza mandarynka. Wpisywały się w ogólnie cytrusowy wątek. Wydaje mi się, że sporadycznie przemykała tam też nutka śliwek.
Kiedy jadłam kęsy pozbawione nibsów, potwierdziło się, że baza nie przesiąkła kawałkami kakao.
Niegryzione nibsy nie smakowały jakoś szczególnie wyraźnie. Czasem chyba dokładały lekko gorzko palonej nutki, ale ogólnie raczej głosu nie zabierały.
Kiedy na próbę z ciekawości ze dwa razy pogryzłam dodatek obok czekolady, nie zmienił jej bardzo. Tylko trochę uprościł i podkreślał a to nuty palone, a to kwaśno-winne. Chrupane kawałki za to wydawały się bardziej palono gorzkie, a dopiero potem winnie soczyste. Wolałam je zostawiać na koniec.
Kwaśność miała się całkiem nieźle, acz końcowo była o wiele bardziej łagodna i ugodowa. Gorzkość utrzymała ziemisty charakter i dodała do niego jakby nutę wilgotnych skał, kamieni.
Słodycz wtedy postarała się jeszcze nieco nasilić. Czułam więc palony karmel i z czasem słodsze czerwone wino. Za nimi zaś, niejednoznaczne, ukryte orzechy. Cechowała je naturalna słodycz.
Nibsy gryzione na koniec smakowały różnie, wiele zależało od poszczególnego kęsa. Niby były wyraźnie gorzko palone, ale też soczyste jak.... domowy syrop malinowy? Słodki i trochę cierpki. Do tego czasem do głowy przychodziły mi pestki malin. Nibsy w dużej mierze przygłuszały smak bazy.
Po zjedzeniu został posmak cytrusowo-nibsowy, trochę palony. Czuć kwaskawość i taninę. Wrócił grejpfrut i kwaskawa ziemia, mieszająca się z mokrymi skałami.
Mimo że baza i dodatek smakowały bardzo różnie, tworzyły harmonię. Kwaśno cytrusowa, ziemista baza, łagodniejąca w karmelowym kontekście oraz przełamania gorzko-soczystymi nibsami świetnie współgrały. Nibsow może trochę pożałowano, ale dzięki temu można się było wczuć w dobrą, wyrazista czekoladę. Ta była bardzo kwaśna, więc też nie każdemu i nie zawsze może posmakować. Ja czuję, że nie każdego dnia miałabym na taką ochotę. Gorzkość wyszła w niej wyraźnie, ale nie jakoś szczególnie mocno. Słodycz zaś długo pozostawała delikatna, a dopiero z czasem trochę rosła. I tak jednak żadna nie dorównała kwaśności.
Przypomniała mi o dymnej i kwaśno owocowej (ale od innych owoców: kiwi, cytrusów, marakui i ananana) Pol Contreras Vilaprino Bolivia 80 % Cosecha 2021 Chocolate negro / Dark Chocolate. Dziś przedstawiana poszła jakby jeszcze dalej.
ocena: 9/10
kupiłam: zdrowasowa.pl
cena: 30,90 zł (za 60g)
kaloryczność: 594 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie
Skład: czekolada (ziarna kakaowca z Boliwii, cukier trzcinowy nierafinowany), nibsy kakao (z Kolumbii) 10%




































