Na krótko przed degustacją, przygotowując posta, przeżyłam szok. Weszłam na stronę sklepu, aby przekleić skład do posta i... Jak mogłam nie zauważyć oliwy w składzie, gdy kupowałam czekolady?! Potem jednak, gdy poszłam to zweryfikować i sięgnęłam po tabliczkę do szuflady, niczego takiego w składzie nie odnotowałam. Uf. Wyglądało na to, że zmienili producenta, a wraz z nim zmienił się skład i gramatura (w nowej wersji jest i oliwa). O mojej czekoladzie wyprodukowanej dla internetowego sklepu Naturitas, ja bowiem nie wiedziałam nic... do czasu aż wpisałam w Google to, co znalazłam na opakowaniu: "Fabryka czekolady w mieście Barberà del Vallès". Jakież było moje zdziwienie, gdy wyświetliło mi się cenione przeze mnie Sole! To już mi coś mówiło! Za to o samym sklepie wciąż niewiele wiedziałam, a tylko to, że mają beznadziejne podejście do wysyłania produktów i te przychodzą w opłakanym stanie. No, i to, co łatwo znaleźć o nich w internecie: że to hiszpańska, ale działająca ogólnie w Europie od 2014 roku, drogeria online, której twórcy są ponoć "przywiązani do natury".
Naturitas Chocolate Negro 85% cacao to ciemna czekolada o zawartości 85 % kakao, wyprodukowana przez Chocolates Sole dla Naturitas.
Po otwarciu uderzył zapach soczystego, słodko-kwaśnego ananasa i świerków. Zaskoczyła mnie ta jednoznaczność, ale niewątpliwie kwasek owocu podkręcał poważniejszy kwasek drzew iglastych. I samą drzewność też wplotły. Za ananasami i likierem ananasowym stały jeszcze brzoskwinie w puszce, dopowiadające im słodycz. Na te złożyło się jeszcze troszeczkę karmelu. Bardzo wycofanego i jakby solonego? Szczypta soli osiadła w mocnym paleniu i jakby mineralnie-metalicznym wątku. Do głowy przyszły mi poprzypalane kratki grillowe, a także olej sezamowy.
Twarda tabliczka przy łamaniu trzaskała bardzo głośno i konkretnie. Przypominała skałę.
W ustach czekolada rozpływała się powoli. Chwilę się jakby wahała, po czym pokrywała podniebienie gęstymi, lepkimi smugami. Ogólnie cechowała ją lepkość i gęstość, wręcz ciężkość. Poczucie lepkości wiązało się z efektem nieco przytykającym ze względu na przewijającą się pylistość. Sucha jednak nie była. Powiedziałabym, że wręcz dość ciężko-tłusta i nieco oleista.
W smaku przywitała mnie średnio wysoka, ale odosobniona słodycz. Nie chciało jej się rosnąć, przez pewien czas płynęła więc na jednostajnym poziomie, mieszając się z maślanością. Zaobfitowało to w łagodny, ale wyraźnie palony karmel.
Za słodyczą zaznaczył się bardzo delikatny raczej egzotyczny owoc. Owoc, przy którym kwasek czeka, by też rozbrzmieć, ale jeszcze nie kwaśny.
Najpierw paloność karmelu przechwyciła gorzkość. Zrobiło się bardzo palono, a i ten stopień palenia był mocny. Gorzkość jednak wcale taka mocna nie była; w dodatku urozmaicał ją leciutki kwasek - bynajmniej nie owocowy. Kwasek rozszedł się nieco wyraźniej jako świerki, ogólnie drzewa iglaste. Wraz z nadejściem gorzkości, zaczęła rosnąc słodycz. Do karmelu zakradła się wtedy odrobinka soli, która zaraz zniknęła.
Owoce - wciąż niezbyt wyraziste - uczepiły się słodyczy, serwując mi brzoskwinie z puszki. Słodycz wzrosła skokowo. Brzoskwinie szybko zmieniły się w ananasa, a dokładniej słodki likier ananasowy, ale nie mocno alkoholowy.
Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa cierpkość i gorzkość, palony motyw pochłonęły świerki, zmieniając je w po prostu drewno. Przy nim zaś zaznaczyła się odrobina ziemi, ale nie utrzymała się specjalnie długo.
Cierpkość raz po raz zerkała ku... olejowi sezamowemu? Odnotowałam czarny sezam, jakby trochę orzechowo-ziemisty. Możliwe że też jakieś orzechy...?
Likier anansowy rozkręcał się aż trafił na maślaność. Maślaność wciąż wiązała się ze słodyczą, która teraz już rosła spokojnie, jednostajnie i... słabiej. Wplotła wizję budyniowego deseru ananasowo-karmelowego. Deseru ze śmietany i masła, likierowego, ale bardzo słodkiego...
Do momentu gdy trafi się na kawałki świeżego surowego ananasa, jakim go urozmaicono. Ten dołożył drobny, punktowy (?) kwasek, przełamując słodycz. Ta wycofała się, wracając do średniego poziomu.
W tym czasie orzechowość zadeklarowała się jako nieco przypalone migdały blanszowane (bez skórek). Kryła się przy nich metaliczność i lekko spalono-węgielny motyw. Końcowo jednak maślaność trochę je wyciszyła. Cierpkość kakao jednak jako tako się ostała, kojarząc się w tym momencie z kakao w proszku i kakaowym budynie.
Tak, że w posmaku został motyw ananasów raczej suszonych w kakaowej polewie, oblanych właśnie mocno palono-kakaową czekoladą, zestawionych z węglem i drewnem. W posmaku też czuć maślaność, olej sezamowy, ale właśnie też owocowy kwasek, przełamujący to nie jaskrawo, ale wyraźnie.
Czekolada była smaczna, ale wolałabym czuć w niej nieco mniej maślaności (za sprawą której aż trudno by było zgadnąć, że to 85%, a nie np. 75%) i żeby palenie było słabsze. Te próbowały jakby wzajemnie się tonować, trochę stając na drodze rozwojowi głębi. Delikatny motyw ananasów jako likieru i kawałków ananasa w budyniowym deserze z karmelem, brzoskwiń w puszce ciekawie przeplatał się ze świerkami, potem ogólnie drewnem, węglem, czarnym sezamem, olejem sezamowym i pewną metalicznością. Olej i metaliczność nie były może zbyt atrakcyjne, niemniej miały w sobie coś... interesującego, niespotykanego.
Wyszła o wiele lepiej od Chocolates Sole Chocolate Puro Bitter 70 % Cacao, co potwierdza moją tezę, że w tamtej sprawę zawaliła lecytyna, której w dzisiaj przedstawianej nie było.
ocena: 8/10
Skład: miazga kakaowa, cukier trzcinowy, kakao w proszku, tłuszcz kakaowy









