Po Zotter Uganda Cacao Safari / Kakao-Safari straciłam nadzieję, że druga z tego duetu Safari będzie lepsza. Zwłaszcza, gdy zobaczyłam, że do orzechowej warstwy dodano marakuję. Po Vanini nie miałam ochoty na tabliczkę z marakują, a już jako dodatek do kremu nerkowcowego w ogóle mi się to nie widziało. Połączenie czekolady i narkowców jako nadzienie w wykonaniu Zottera było świetne w Zotter Boozy Chocolate Mousse, ale z kolei krem z mlecznej czekolady w Zotter Milk Choco Mousse bardzo mi nie podszedł. Nie wiedziałam więc, czego spodziewać się po dziś przedstawianej. Niestety miałam złe przeczucia. Mimo że z opisu dowiedziałam się, że krem zrobiono w niej z kakao od tanzańskiego producenta Kokoa Kamili. Pytanie, ile z tego poczuje się w kremie, i ogóle w takiej czekoladzie? To jednak nie jedyna ciekawostka, jaką zawierała. Drugą był dodatek pieprzu cumeo, zwanego też pieprzem grejpfrutowym. Ponoć ta niezwykła papryka z Himalajów ma intensywny smak grejpfruta, cytryny i limonki, co czyni ją lubianym składnikiem wśród szefów kuchni nagrodzonych gwiazdkami Michelin. A na tym pieprzu Zotter nie skończył. Dodał bowiem jeszcze timut, piakantny i cytrynowy pieprz. Ech, już na etapie czytania opisu odniosłam wrażenie, że strasznie dużo napchał do tej tabliczki. Nie rozumiem, po co. Gdybym ja chciała użyć jakiś ciekawy pieprz i pokazać go odbiorcom, na pewno nie mieszałabym go z drugim, podobnym.
Po rozchyleniu papierka przywitał mnie złożony, ale raczej chaotyczny niż głęboki zapach. Spód pachniał bardziej pieprznie, a zarazem mocno owocowo: marakujowo-cytrusowo. Ogólnie w kompozycji wyraźnie czuć orzechy nerkowca i wiążącą się z nimi maślaność, ale też jakby migdałowy motyw samej czekolady. Ta o dziwo wydała mi się bardzo wycofana, lekko tylko dymna. Wierch tabliczki pachniał nieco mniej pikantnie, ale też marakujowo-nerkowcowo, choć nieco bardziej czekoladowo. Po przełamaniu z zaskoczeniem odnotowałam wzrost czekoladowości i nerkowców, nie marakui. Tę wtedy urozmaicił motyw słodko-goryczkowatego grejpfruta i jakby pieprzna ziołowość.
Tabliczka wydawała się twarda i masywna tylko do momentu przełamania. Wtedy ujawniała kruchość i mimo grubej warstwy ciemnej czekolady na wierzchu nie trzaskała. Krem czekoladowy wyglądał na bardziej tłusty, acz zbity i masywny, nugat zaś wydawał się suchawo-kruchy, ale i jemu nie brak tłustości. Urozmaiciły go lśniące drobinki koloru bursztynowego w ilości średniej.
W ustach czekolada rozpływała się powoli, utrzymując zbitość tak długo, jak się dało. Mazistymi, tłustymi falami pokrywała podniebienie i odsłaniała wnętrze. Przy nim wydawała się ciężka.
Krem czekoladowy starał się podpiąć pod czekoladowość. Był bowiem gęsty, maślano-śmietankowo czekoladowy i bardzo tłusty. Tłustszy niż czekolada, w dodatku w miękki sposób. Wykazywał niemal idealną gładkość.
Nugat był konkretny i zbity, ale zaraz zmieniał się w maziście-tłusta masę. Wydał mi się wręcz śliskawy, ale wrażenie to, jak i gładkość, rozbijały małe grudko-kawałki, napędzające soczystość.
Dodatki w nugacie wystąpiły pod postacią bardzo różną. Całkiem sporo uświadczyłam tam soczystych, rozpuszczających się, choć w porywach chrupkawo-trzeszczących, jakby trochę gumowy kleksów jakby soku i pyłku. One końcowo tworzyły jakby nieco gibkie smugi kremu. To marakuja. Było tam też trochę migdałów, z których rozpuszczał się na wodę karmel, by zostawić miękko-chrupkawe kawałeczki samych zbyt posiekanych. A także twarde kawałeczki i drobinki pieprzu.
Wszystko to trochę rozbijało poczucie tłustości, acz całość i tak jawiła się jako ciężkawa. Na koniec otłuszczała usta.
W smaku czekolada rozniosła paloną, wyrazistą gorzkość, nasuwającą na myśl dym i ciemny chleb, lekko osłodzone karmelem. Kontrastowo gorzkość, wręcz cierpkość, podkreślała owocowa nutka.
Jak się okazało gdy spróbowałam jej osobno, sama czekolada trochę przesiąkła marakują. Za mało, by z pewnością orzec, że to marakuja, ale wystarczająco, by "czymś pobrzmiewała".
Marakuja ze środka, choć czasem nieśmiało zaznaczyła swoją obecność, wcale się nie spieszyła, by rozbrzmieć a już na pewno by zawojować kompozycję. Puściła przodem czekoladowo-nugatowe wątki. Oto krem czekoladowy podkradał się pod czekoladę i powoli przemodelowywał jej smak.
Krem czekoladowy wkroczył poprzez trochę palony motyw. Osłabił jednak gorzkość, jako że sam był leciutko gorzki. Skojarzył mi się jednak z bazującym na śmietanie deserem, mousse'em lub bitą śmietanką kakaową. Był więc cierpki, nawet nieco truflowy, ale też słodki i mleczno-maślany.
Gdy spróbowałam kremu czekoladowego osobno, wydał mi się łagodniejszy, bardziej maślany.
Nugat dołączył poprzez maślaność, po chwili mieszając ją z motywem orzechów nerkowca. One znacząco umocniły mleczność wnętrza, a same wyszły zaskakująco jednoznaczne. W pewnej chwili poczułam się, jakby jadła jakiś deser, pudding, mousse nerkowcowo-kakaowy, w którym to właśnie nerkowce dominują.
Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa słodycz zaczęła nieco drapać w gardle. Jednocześnie coraz delikatniejsze kakao epizodycznie podkręcała delikatna, ale ciężka, pikantna pieprzność, wkraczająca wraz z zawoalowanym marakujowo-cytrusowym wątkiem. Oto odzywały się drobinki i drobinko-kleksy z nugatu. Kwaśność owoców wcale nie była bardzo wysoka, lecz na zasadzie kontrastu do maślano-mlecznego, słodko-gorzkiego otoczenia wydawała się nieco niedopasowana. Czuć w niej głównie marakuję, ale rozmytą odrobiną cytryny. Niegryziony pieprz wydawał się niewiele wnosić. Choć owocowa nuta była bardzo delikatna, z czasem owocowy motyw i słodycz (z którą szedł w parze) zagłuszał nerkowce. Słodycz nugatu z czasem bardzo wzrosła; także za sprawą nieco cukrowych punkcików (jak się okazało, rozpuszczającego się karmelu?). Tak, że aż robiło się trochę za drapiąco-słodko.
Ta część spróbowana osobno wydawała się wyraźniej marakujowa, a nerkowcowa nuta w niej nie wystraszyła się owoców.
Rozpuszczające się drobinki coraz bardziej rozmywały smak kremu czekoladowego i nerkowcowego nugatu, aż w końcu przerobiły je na lekko słodkawe, tłuste smakowo maślane tło. Punktowe przebłyski dziwnie niemal cukrowo słodkiej marakui, grejpfruta i niepalonego karmelu nakręcały się w swych przeciwnych klimatach i kłóciły się ze sobą. Raz po raz plątał się tam jakby cytrusowo-ziołowy pieprz, wzmagający poczucie drapania słodyczy.
Czekolada końcowo znaczyła jeszcze mniej, wydając się słodszą.
Gryzione na koniec drobinki okazały się w większości pieprzem o ostro-cytrusowym charakterze oraz mało migdałowymi, nijakimi migdałami. To raczej "coś orzechowawego", przy czym czasem coś cukrowo chrupało. Marakujowe drobinki w większości się porozpuszczały, ale gdy na koniec się jeszcze coś zaplątało, smakowało wyraźnie marakują, choć jakby wymieszaną z cukrem.
Po zjedzeniu został posmak marakui i pieprzu o trochę cytrusowym charakterze. Czułam cierpkość... jakby cytrusów, grejpfruta i trochę kakaowego dymu. Czekolada ciemna właśnie głównie jako dym ostała się na koniec, jakoś dziwnie odleciała. Oprócz tego czułam sporo maślaności, śmietankę i "coś orzechowego", ale niedookreślonego.
Czekolada mi nie podeszła przez chaotyczność i jakby bezsensowne zasładzanie. Niezbyt wyraziste punkciki marakujowo-pieprzne spłyciły delikatny krem mleczno czekoladowy i nerkowcowy nugat, sprowadzając je do roli tłustego tła. A w obu tych warstwach był potencjał. Marakuję i pieprz grejpfrutowy wkomponowałabym w większej ilości w ogóle w inne nadzienie, które by się lepiej z nimi łączyło. Początkowa obiecująco niska słodycz rozkręcała się do poziomu drapiąco przesadzonego, kwaśność była znikoma, a jednocześnie przeszkadzająca. Gorzkość trzymała się subtelnego poziomu, przez co czułam jej niedosyt. Wiele nut jakby chciało, a nie mogło.
Za dużo było mi tu zgrzytów. Nawet dobra ciemna czekolada w tej kompozycji nie mogła się odnaleźć. I ogólnie niby trudno tu wskazać coś, co by było bardzo złe, ale tak samo nie umiem niczego bardzo dobrego wypisać. Znudziłam się po 20 gramach i było mi poważnie za słodko.
Mama też nie dokończyła. Czekoladę opisała: "Ogólnie mi nie smakowała. Niby był w niej jakiś delikatny kwasek, a ja lubię kwaśność w nadzieniach, ale ten... był jakiś niefajny, niewyrazisty. Za mało go było, żeby wyraźnie poczuć, co to dokładnie było i by coś pozytywnego wniósł. Ogół z opisu wydawał się smaczny, z potencjałem, ale jak przyszło do jedzenia to jakieś to takie... niedookreślone, niesmaczne, że się nie chce jeść, ale bez żadnych skrajnych odczuć, mocno przeciętne, takie na 5/10".
ocena: 5/10
kupiłam: zotter.pl (dostałam)
cena: jak wyżej, ale cena to 22,49 zł (za 70g; acz moja ważyła 75g)
kaloryczność: 543 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie
Skład: surowy cukier trzcinowy, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, orzechy nerkowca 13%, mleko, pełne mleko w proszku, kawałki karmelizowanych migdałów "brittle" 2% (cukier, migdały, dekstroza, masło, pieprz grejpfrutowy, emulgator: lecytyna słonecznikowa), syrop z cukru inwertowanego, masło, syrop skrobiowy, słodka serwatka w proszku, liofilizowana marakuja 1% (maltodekstryna, koncentrat marakui), odtłuszczone mleko w proszku, cukier trzcinowy, emulgator: lecytyna sojowa; sól, pieprz, sproszkowana wanilia, proszek cytrynowy (koncentrat soku z cytryny, skrobia kukurydziana, cukier)












