Polubiłam się z marką Endangered Species, a że nie jadłam jej już od jakiegoś czasu, uznałam, że na kolejny wyjazd w góry koniecznie muszę coś właśnie od nich wziąć. Mój wzrok, gdy przeglądałam listę posiadanych, raz po raz padał właśnie na dziś przedstawianą, więc uznałam, że to dobra kandydatka. I po prostu miałam ochotę na jagody. Wzięłam ją na najwyższy punkt wyprawy w Tatry na Grześ-Rakoń-Wołowiec. Pod koniec marca wreszcie trafiłam na zacną widoczność w tym regionie! Po tym, jak minęłam Rakoń, czekało podejście na Wołowiec niebieskim szlakiem. Niestety, nieprzyjemnie wiało... nie jednak na tyle, by uniemożliwić mi cieszenie się widokami i atmosferą. Fakt, wiatr utrudniał zdjęcia na szczycie, ale się udało. Było warto! Wróciłam dokładnie tą samą drogą przez Rakoń i Grześ, bo odbicie przez Wyżnią Chochołowską Dolinę wyglądało nieprzystępnie, jak przepaść, a nie zejście.
Endangered Species Blueberry 72% Cocoa Dark Chocolate to ciemna czekolada o zawartości 72 % kakao z suszonymi jagodami.
Po otwarciu poczułam intensywny zapach ziemi i palono gorzkiej kawy z bardzo słodkim syropem. Słodycz budował cukier z wanilią, ale od przesłodzenia sytuację ratował akcent ciemnych owoców, w tym leśnych jagód. Nakręcały wilgotny wydźwięk ziemi i wątek mokrych kamieni. Jawiły się jako tak zgrane z czekoladą, że nabrałabym się, iż to nie dodatek, a jej nuta. Łączyły słodycz z cierpkością.
Na spodzie twardej, bardzo ciemnej tabliczki dodatek zaznaczył się tak delikatnie, że można by go przeoczyć.
Podczas łamania czekolada trzaskała bardzo głośno. Wydawała się zbita. Przekrój ujawnił już trochę kulek jagód. Jak się później okazało, było ich o wiele, wiele więcej. Tak dużo, że kęsy bez nich trafiały się sporadycznie. Za to malutkie kęsy z kilkoma jagódkami, często.
W ustach czekolada rozpływała się powoli, zachowując zbity kształt i pokrywając podniebienie mazistymi smugami. Niosły gładkość i kremowość, a jednak czuć w niej także pylistość i suchość. Odwracały uwagę od tłustości, która choć wyczuwalna, nie wychylała się. Baza wydawała się bardzo masywna, choć nie twarda. Dodatki dobrze się w niej czuły i nie wychylały się zbyt szybko. Trudno byłoby gryźć je wcześniej, nie ruszając czekolady, więc tym bardziej wolałam (pomijając, że po prostu tak wolę) zostawiać je na koniec. Acz sporadycznie całkiem przyjemnie było którąś leciutko, delikatnie nadgryźć. Kiedy pogryzłam ze dwie jagody wcześniej na próbę, były twarde i suche.
To, jak dużo zatopiono jagód w czekoladzie, wychodziło na jaw dopiero z czasem. Naprawdę ich nie pożałowano!
Z czasem tłustość nagle zaczynała odgrywać o wiele ważniejszą rolę, a czekolada znikała tłusto rzadko.
Gdy gryzłam owoce na koniec, pewną twardość utrzymały, ale połączyły ją z lepkością i drobną soczystością. Były lepkie, czuć w nich drobniutkie pesteczki. Lekko trzeszczały za ich sprawą. Przybrały na wilgotności, ale czuć, że to suszone, nie świeże owoce. Dodano całe kulki małe i średnie.
W smaku pierwsza rozbrzmiały palona gorzkość i ziemia, a tuż za nimi słodycz. Słodycz prędko rozwijająca się. Gdy zahaczyłam o którąś z jagód zębem, już na początku pojawiała się subtelna soczystość jagód.
Ogólnie jednak soczystość i tak zaraz zdradzała swą obecność. Tylko że nie była szczególnie jednoznaczna, bo rozchodząca się słodycz serwowała w tym czasie mnóstwo wanilii. Za wanilią zaznaczyła się subtelna nutka... migdałów? Które starały się trochę złagodzić kompozycję, acz po chwili same zniknęły.
Czekolada w pobliżu jagód przesiąkła nimi, jawiąc się jako bardziej soczysta. Soczystość podkręcała też czarną, wilgotną ziemię.
Czekolada bez jagód również wyraźnie smakowała jagodami, ciemnymi owocami, z tym że słabiej. Wydawała się też bardziej słodka, nieco za słodka.
Gdy z ciekawości pogryzłam jagody wcześniej, obok czekolady, były mniej wyraziste. Lekko słodko jagodowe, wyraźnie suszone, a przez to nie satysfakcjonujące. Czekolada w zestawieniu z nimi za to wyszła bardziej cierpko-gorzko, ale w taki prosty sposób, i jednocześnie bardziej maślano, więc bez szału.
Soczystość także zdecydowała się na słodycz, przywodząc na myśl ciemne owoce w formie dżemu, przetworów. Przez moment soczystość zasugerowała kwasek, ale ten nie nadszedł. Mimo że ta obietnica, aluzja cały czas gdzieś tam w tle wisiała. Jagodowy motyw towarzyszył czekoladzie cały czas wyraźnie, niczym cień.
Gorzkość w tym czasie zahaczyła o popiół, jednak od soczystego echa przybrała trochę wilgoci, kierując moje myśli na wilgotną ziemię... A mimo to z czasem wróciły palone tony. Zajęły miejsce obok ziemi i starały się zasugerować jej rozgrzanie letnim słońcem.
Słodycz płynęła w zgodzie z gorzkością, czerpiąc z jej palonego charakteru. Robiła się trochę karmelowa, lecz nie zapomniała o wanilii, toteż pomyślałam o waniliowym karmelu, a po chwili o syropie waniliowo-karmelowym.
Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa wyraźnie odzywały się jagody w kęsach z nimi. Nawet nie gryzione. Lekkie podgryzanie smak ten umacniało. Jagodowy motyw złagodził słodycz, mieszając ją z cierpkością właśnie poprzez jagodowość. W kęsach bez jagód też było je czuć, ale słabiej. Do kompozycji dołączyła leciutka maślaność (maślana migdałowość?), acz gorzkość o palono-ziemistym charakterze nie zachwiała się.
Także mimo wzrostu słodyczy. W zasadzie w harmonii się ze sobą mieszały, tworząc klimat bardzo syropowy. Niczym słodki syrop czekoladowy, którym zalano kawę.
Kawę, podaną do czekoladowo-kakaowego ciasta? Ciasta bardzo wilgotnego. Polanego kakaowym sosem? Sosem... Kakaowo-jagodowym? Ewentualnie z dżemem kakaowo-jagodowym. Słodycz, choć zwolniła, rosła, kierując uwagę na ciasto z sosem. Sos, syrop i wanilia połączyły siły, a jednak i z soczyście-cierpko-słodkimi jagodami się polubiły. Splotły się w nieoczywisty sposób, że to, że to suszone jagody nie było takie jasne.
Soczystość umocniła wilgoć w gorzkim wątku, wydobywając z niego mokre skały. Jagody końcowo miały jeszcze więcej do powiedzenia, przypominając o ziemi i podkreślając ją. Połączyła je cierpkość.
Jagody gryzione na koniec były bardziej wyraziste. Zaczynały od cierpkości, która przechodziła w smak kwaskawo-słodki, czasem bardziej kwaśno-słodki, by na koniec pokazać się jako bardzo słodkie. Czasami aż nierealistycznie słodkie. Były soczyste, mimo że rozpoznawanie suszone.
Po zjedzeniu został posmak cierpko-słodkich, nawet w porywach kwaskawych jagód, mieszających się z akcentem ciemnych owoców oraz cierpkością wilgotnego ciasta kakaowego z wanilią. Nie brakowało czarnej ziemi. W tle była kawa, trochę poważniejszych skał i paloność.
Byłaby wybitna, gdyby nie tyle słodyczy. Czułam, że o wanilię tu za dużo, jednak z drugiej strony... Wanilia chyba maskowała cukrowość. Nie wiadomo więc, jak by to wyszło bez niej. Bardzo podobał mi się smak jagód, jakby nie tylko związany z dodatkiem. Czekolada bazowo była przyjemnie gorzka za sprawą ziemi wilgotnej i gorące, dymu oraz kawy, ale nie siekierowa ze względu na akcenty migdałowo-maślane i w końcu wysoką słodycz wanilii, syropu, dżemową, karmelu i trochę ciastową. Suszone jagody odnalazły się w tym bardzo dobrze i współpracowały.
Przypomniała mi się Klingele Chocolates from Heaven 72 % Dark Blueberry Organic Belgian Chocolate o również ziemistym charakterze. Wspomniana była jednak bardziej złożona, nieco wytrawniejsza, a jagodom jakby towarzyszyły śliwki. Jako że mniej słodka i zawierająca więcej lepiej wykonanych jagód (liofilizowane jakoś lepiej się sprawdzają), smakowała mi bardziej.
ocena: 9/10
kupiłam: pl.iherb.com
cena: 20,72 zł (za 85g)
kaloryczność: 607 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie
kupiłam: pl.iherb.com
cena: 20,72 zł (za 85g)
kaloryczność: 607 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie
Skład: czekolada (miazga kakaowa, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, lecytyna sojowa, wanilia), cukier trzcinowy, suszone jagody, olej słonecznikowy


















%202.jpg)
.jpg)