Gdy zobaczyłam pierwszy raz tabliczki brytyjskiej marki Cocoa Retreat, nic o niej nie wiedziałam. Nic dziwnego, bo to naprawdę malutka marka (a ja na spróbowanie kupiłam naprawdę malutką tabliczkę, hue hue). Stworzyła ją pasjonatka kakao i poetka Oenone Thomas, która zajmuje się mikropartiami, tak, by mieć wszystko pod kontrolą. Dba o to, by łańcuch dostaw był jak najkrótszy, transparentny i identyfikowalny. Pracuje na kakao od sprawdzonych dostawców, z wiarygodnych plantacji. W tym przypadku padło na kakao od Kokoa Kamili, które to przedsiębiorstwo samo fermentuje i suszy ziarna dokładnie w miejscu, gdzie kakao rośnie, czyli w wiosce Mbingu.
Cocoa Retreat Kokoa Kamili 80% Udzungwa, Tanzania Chocolate to ciemna czekolada o zawartości 80 % kakao z Tanzanii, z regionu Morogoro, z terenów Parku Narodowego Gór Udzungwa, ze wsi Mbingu.
Po otwarciu poczułam delikatny zapach, sugerujący zawartość 70-75% kakao, nie 80%. Dominowały wiśnie, ale mimo że z soczystą kwaśnością, jeszcze nieco podkręconą cytryną, to i tak w słodkim wydaniu. Wyobraziłam sobie wisienkę w syropie zatkniętą w babeczkę z kremem. Ogromem maślanego kremu w wariancie "masło orzechowe". Wsparł go mocno maślany krem. Fistaszkowa nutka łączyła się też z kawą z pianką - jakby właśnie smakową kawą? Fistaszkowy wątek zawarł w sobie też pewną surowość i... świeżość? Do głowy przyszły mi jeszcze drzewa. Przede wszystkim pnie, kora, gałęzie, ale jednak w wydaniu kwitnącym, ukwieconym. W oddali, jakby właśnie w tych kwiatach kryła się jeszcze odrobinka owocowej egzotyki w postaci... papai i suszonego mango? Łączyły rześkość z niemal ciężkawą, acz egzotyczną słodyczą.
Tabliczka w dotyku była trochę tłusta, a przy łamaniu twarda, jakby w bardzo pełny i zawilgocony sposób. Trzaskała średnio głośno, ale na pewno konkretnie.
W ustach rozpływała się powoli i kremowo maziście. Początkowo wydała mi się nieco suchawa, co potem odeszło na jakby bardzo, bardzo daleki plan, ale nigdy zupełnie nie zanikło. Pobrzmiewała mi w niej też lekka ziarnistość; mimo kremowości czekolada nie była gładka. Długo zachowywała zbity kształt, zaś tłustość tylko przez pewien czas. Łączyła się bowiem z soczystością, która rosła, by pod koniec jednak zwolnić i pozwolić, by mazista, maślana tłustość z suchawym echem ją dogoniły.
W smaku przywitał mnie bardzo słodki maślany krem, przekładający się na wizję babeczek z ogromem kremu w kolorze beżowym. Kremu karmelowego? Acz mowa tu o maślanym, łagodnym karmelu. Paloność dopiero rosła.
W oddali odnotowałam wtrącający się kwasek wiśni i cytryn. Mimo że był subtelny, wniósł sporo soczystości.
Paradoksalnie, goryczka i soczystość na zasadzie kontrastu umocniły obraz piekarnio-cukierni z mnóstwem babeczek. Karmel zaczął się rozmywać na rzecz masła orzechowego. Łagodne i słodkawego, też w formie babeczkowego kremu.
Zaraz za słodkim kremem dała o sobie znać goryczka suszonych ziół, przywodząca na myśl starą aptekę.
Palony wątek, który rósł, zmieszany z coraz silniejszą słodyczą, wpuścił do kompozycji więcej zupełnie innej gorzkości. Ziołowo-apteczny motyw ustąpił drzewom i ziemi. Ona jednak sama w sobie palona była ledwo średnio, co jednak nie stanęło na przeszkodzie, by nie dała się poznać jako ciepła. Jej ciepło jednak reprezentowało rozgrzaną, gorącą, niemal pustynną ziemię. Wraz z jakby pustynnym pyłem...? Nagle jednak ziemię przygłuszyły drzewa i gorzkość ogólnie złagodniała.
Powidoki apteczności w tle cytrynie dopowiedziały wydźwięk... syropu cytrynowego? Acz potem bardziej niż aptecznego, to smakowego do deserów.
Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa przy drzewach zaznaczyła się nieśmiała... świeżość? Jakby nie za słodkie kwiaty i... surowe fistaszki?
Kwasek wiśni przebił się do babeczek, a oczami wyobraźni zobaczyłam, jak w beżowy, fistaszkowo-karmelowy krem, zatknięto wiśnię. Trochę przełamała słodycz, zrobiło się bardzo soczyście, po czym kwaśność się wycofała. Słodki syrop cytrynowy choć chwilowo podkreślił wiśnię, zaraz sam umknął, a wiśnia poddała się słodyczy. To wisienka deserowa, w syropie.
W tym czasie złagodzona drzewami ziemia zmieniła się w kawę. Też łagodną, na pewno z pianką, choć niekoniecznie pianką mleczną. Po głowie chodziła mi kawa orzechowa, z nutką arachidów.
Kawa z pianką zwróciła uwagę na to, co pod babeczkowym kremem. Musiał przyozdabiać babeczkę kakaowo-kawową. Kwaskawe zapędy owoców zamknęła w sobie, jakby była nadziana słodko-kwaśną konfiturą wiśniową... wiśniowo-wieloowocową?
Kwaśność zeszła prawie do poziomu zerowego. W tle jakoś lekko pobrzmiewała, ale nie grała większej roli. Dbała jednak o to, by nie zatraciła się soczystość. Ta końcowo rozgościła się w słodyczy, zmieniając jej wydźwięk na bardziej owocowy i egzotyczny. Jakby nieco egzotyczna wiśnia przemieszała się z papają i mango... Mango suszonym? O skondensowanej słodyczy. W egzotyce tej odnalazła też pewną kwiatowość.
Kwiaty jeszcze załagodziły drzewny akcent... w zasadzie rozmyły go, że końcowo pobrzmiewało mi coś jeszcze drzewno-arachidowego, ale aż trudnego do nazwania.
Po zjedzeniu został posmak gorącej ziemi, aptecznie ziołowy oraz wiśni i mango, zmieszanych niemal w jedno. Do tego pojawił się delikatniejszy motyw kawy z pianką i babeczki - może kawowej - z fistaszkowym kremem, którego trzymało się maślano karmelowe echo. W tle leniwie osiadła odrobina drzew, niosących wytrawniejszą, neutralną, spokojną świeżość. Posmak już wskazywał na zawartość kakao.
Czekolada była smaczna i ciekawa, złożona, a jednak zbyt łagodna jak na 80% dla mnie. Gorzkość niska, trochę nut gorącej ziemi, drzew i kawy z pianką tylko przyozdobiły słodko-kremowe i soczyste wątki. Czuję ogromny niedosyt nut ziołowo-aptecznych - szkoda, że tylko się zaznaczyły, bez rozwoju. Maślany krem karmelowy, krem "masło orzechowe", zdobiące babeczki, samo chyba kawowe ciasto i koktajlowe wiśnie, konfitura wiśniowa, syrop cytrynowy przełożyły się na mocno słodko klimat. Trochę trochę kwaśniejszych wtrąceń wiśni i cytryny zapewniło epizodyczną kwaskawość, a owoce egzotyczne - papaja i mango raczej suszone - soczystość, ale i one były mocno związane ze słodyczą. To bowiem zaskakująco słodka kompozycja.
ocena: 8/10
kupiłam: chocolateseekers.com
cena: £6.75 (za 45g; około 33 zł)
kaloryczność: nie podana
czy kupię znów: nie
Skład: ziarna kakao, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy
