W ciągu ostatnich lat upiekłam więcej ciast niż w ciągu reszty życia. Chyba nie jest wielkim zaskoczeniem, że jednym z moich ulubionych ciast jest brownie. Z nim najwięcej eksperymentowałam, bo to trudne ciasto, gdy chce się maziście-fudgy wnętrze, chrupiącą skorupkę lub odstającą skórkę i jak najniższą słodycz. A że są różne typy brownie, pole do popisu jest jeszcze większe. Swego czasu wymieniłam sporo maili z autorką bloga Chocololo odnośnie eksperymentów z brownie. Dwa razy robiłam brownie fudgy z jej ebooka o brownie. Za pierwszym razem trzymałam się bardzo dokładnie (tylko zamiast mieszanki cukru dałam tylko trzcinowy), nawet trochę wbrew sobie dodając mleczną czekoladę (więcej napisałam na Instagramie). Właśnie Goplany, której charakter mnie nie przekonał. Brownie wyszło bardzo ciekawie, ale dla mnie za słodko i nie leżała mi ta czekolada mleczna. Ciasto więc powtórzyłam, ale obniżając ilość cukru i zmieniając czekoladę mleczną na mieszankę czekolad 70% i 85% (https://www.instagram.com/p/DQezNzjiG_y/?img_index=3&igsh=cm9nbjk2cnBpajM2). Niestety, czekolada 85% zmieniła się w suche kawałki, wysuszające ciasto a skórka ledwo zaczęła się formować. Stąd pomysł, by pójść na swego rodzaju kompromis i dodać nie bardzo ciemną czekoladę, nie mleczną, a taką, która powinna być dość mazista, a nie sucho-twardą, czyli ciemną, ale o niższej zawartości kakao.
Chciałam coś łatwo dostępnego w sklepach, niedrogiego, ale jednak dobrego. Dobrze wspominałam Goplana Mocno Gorzka 75 % Cocoa i Goplana Super Gorzka 85 % Cocoa, pamiętałam też, że lata temu jadłam Goplana klasyczna gorzka ciemna 60 % (2015) i uznałam ją za w porządku. Pomyślałam, że warto byłoby chyba dać jej drugą szansę, skoro była na tyle w porządku. W cieście powinna się sprawdzić.
Goplana Klasyczna Gorzka / Dark Chocolate 60 % Cacao to ciemna czekolada o zawartości 60% kakao; wersja od 2025.
Po otwarciu poczułam delikatny zapach głównie aromatu waniliowego, przechodzącego w sztuczną wanilinę, trochę wybijającego się przed cierpko-paloną gorzkość, kojarzącą się trochę z kawą z wysoką, nieco cukrową słodyczą oraz kakaowymi cukierkami. Kakaowo-orzechowymi? Do głowy przyszły mi nieco wytrawniejsze Michałki.
Tabliczka o nieco lśniąco polewowym wyglądzie była średnio twarda przy łamaniu i trzaskała adekwatnie średnio głośno. Wydawała się przy tym nieco krucha i skora do mięknięcia w ustach.
W ustach czekolada rozpływała się niemal idealnie gładko i dość tłusto. Miękła, upodabniając się trochę do gęstych mlecznych czekolad, ale czuć, że to nie mleczna. Z czasem odnotowałam nieśmiałą pylistość, która jednak nie zaburzyło ogólnego wrażenia gładkości. Zachowała pewien konkret ciemnych. Maziście pokrywała podniebienie w charakterystyczny dla nich sposób.
W smaku uderzył motyw aromatu waniliowego, zahaczającego o sztuczną wanilinę, płynący na fali średnio wysokiej słodyczy.
Słodycz wydawała się kryć lekki kwasek. Tak lekki, że niemal nieuchwytny. Słodycz rosła i po chwili zupełnie go ukryła tak, że można o nim zapomnieć. Słodycz obrała łagodny kurs, trochę tłumiąc wanilinowość, a rozwijając cukrowość.
Miejsce kwaskawego akcentu w tle zajęła cierpkość kakao w proszku. Delikatna gorzkość trzymała się z tyłu, jednak mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa troszeczkę się nasiliła. Zaczęła sugerować trochę truflowy klimat.
Przez myśl przemknęły mi kakaowe cukierki "trufle", ale bez alkoholu, za to z nieco orzechowym echem? Pomyślałam o wytrawniejszych, bardziej kakaowych, ale wciąż słodkich Michałkach, lecz skojarzenie to zaraz się rozpłynęło.
Słodycz wzrosła w tym czasie do dość wysokiego poziomu, ale przynajmniej skupiła się na cukrze. Wanilia z aromatu jedynie mu przygrywała. Wtedy też pomyślałam o przesłodzonej czarnej kawie. Kawie z ekspresu, zrobionej na palonych ziarnach. Gorzko-cierpkiej, z nieśmiało pobrzmiewającym kwaskiem, ale nie jakoś szczególnie mocnej czy chcącej dominować. Osiadła w tle.
Po zjedzeniu została cierpkość jak po wypiciu kawy, ale niekoniecznie mocno kawowy posmak. W posmaku czułam raczej kakaowe cukierki, z wpisaną w nie trochę przesadzoną słodyczą. Powiedziałabym, że bezalkoholowe, ale w miarę wytrawne, kakaowe trufle. Aromat waniliowy, chylący się ku sztucznej wanilinie też o sobie przypominał.
Czekoladę nadal uważam za niezłą jak na średnio-niską półkę i zawartość kakao. Nie jest to spełnienie marzeń, ale coś uniwersalnego, po co można sięgnąć bezpiecznie, jak ktoś nie chce czekolady o zbyt wysokiej zawartości kakao czy mlecznych zasładzaczy. Ta była lekko cierpko-gorzka, lekko wytrawniejsza i słodka. Szkoda tylko, że aż tak bardzo czuć aromat waniliowy, który znalazł się blisko waniliny. Nie było to jeszcze mocno sztuczne, ale już ryzykowne.
Wystraszyłam się nieco orzechowego zapachu, ale na szczęście smak nie poszedł w tak mocno orzechowym kierunku co Goplana Oryginalna Mleczna.
Konsystencja dość miękkawa, taka ciemna udająca mleczną, tłusta, co do normalnego jedzenia mi by przeszkadzało, ale pomyślałam, że sprawdzi się w formie kawałków dodanych do brownie.
Jak pomyślałam, tak i zrobiłam. Jako kawałki dodane do brownie czekolada się sprawdziła. Wciąż była nieco za słodka, ale jednocześnie gorzka, chwilami nawet czuć jej kawowe aspiracje.
Gdy zaś chodzi o strukturę, była ok. Łatwo się topiła, zmieniając się w miękko-półpłynne kleksy. Gdy ciasto dłużej postało, zastygały, lecz wystarczyło to leciuteńko ocieplić przez minutę, by znów zrobiły się półpłynne. W brownie wciąż nie była marzeniem, ale jako coś wytrawniejszego w zastępstwo mlecznej czekolady się sprawdziła.
ocena: 7/10
kupiłam: Kaufland (właściwie to Mama)
cena: ok. 5 zł (za 90g)
kaloryczność: 505 kcal / 100 g
czy kupię znów: tak
Skład: miazga kakaowa, cukier, kakao w proszku o obniżonej zawartości tłuszczu, tłuszcz kakaowy, emulgatory: lecytyna sojowa, E476; aromat















