Sięgając po tę czekoladę czułam smutek, bo oto kończyłam beskidowy zapas. Jednocześnie cieszyłam się, bo czułam, że choć czekolada miała poważną konkurencję, zachwyci mnie. Zarówno Beskid Tanzania Kokoa Kamili Bio Dark 70 % z 2021, jak i Beskid Chocolate RAW Tanzania Kokoa Kamili 97 % z 2022 bardzo mi smakowały, więc cieszyłam się, że w moje ręce wpadła kolejna tanzańska propozycja Beskid do porównania. Byłam ciekawa, z którą dziś przedstawiana będzie miała więcej wspólnego. Obstawiałam, że jednak mimo wszystko, mimo surowego kakao, z Beskid Tanzania Raw Tanzania Kokoa Kamili 97 %. Tabliczkę, tak jak i wspomniane, zrobiono z kakao od przedsiębiorstwa Kokoa Kamili, które gwarantuje najwyższą jakość. Z opisu dowiedziałam się jeszcze, że ziarna fermentowały w drewnianych skrzyniach, po czym były suszone na słońcu przez 5-7 dni.
Beskid Chocolate Tanzania Kokoa Kamili Bio Dark 90 % Kakao to ciemna czekolada o zawartości 90 % kakao z Tanzanii, z Doliny Kilombero, od kooperatywy Kokoa Kamili.
Rafinowana i konszowana 72 godziny.
Po otwarciu poczułam kwaśny splot wiśni, śliwek przechodzących trochę w powidła i kwaśnych, duszonych jabłek. Jabłek z nutą cydru, tuż obok nich? Wtórowały im owoce leśne: mniej jednoznaczne, ale na pewno jakieś ciemne i... poziomki? Ostatnie wchodziły w nieco pudrowe klimaty. Do tego poczułam duet ananasa i śmietanki, jakby prosto z anansowego ciasta z mnóstwem śmietany, śmietanową warstwą. Odnotowałam też suszone banany, ale mimo tych wielu słodkich nut, nie było tak mocno słodko, jako że wśród owoców zaplątało się niemal kwasowe, dosadnie alkoholowe wino. Przy nim wychyliła się odrobina ziemi. Alkohol kręcący się w pobliżu nut bananów i śmietanki czasem lekko zahaczał o ajerkoniak - to jednak wątła nuta, niemal nieuchwytna.
Tabliczka wydawała się masywna, co podkreślały głośne trzaski, słyszalne podczas łamania.
W ustach czekolada rozpływała się wolno, zachowując swój kształt tak długo, jak się tylko dało. Nie szczędziła przy tym kremowości, obok której zaznaczyła się drobna oleista lepkość. Z czasem tłustość rosła, ale w parze z soczystością, więc ciężko nie było.
W smaku przywitał mnie karmel. Karmel lekko palony, ale szlachetny i nie za słodki. Ogólna słodycz stanęła na nisko-średnim poziomie i popłynęła dalej leniwie, nie rosnąc specjalnie.
Do karmelu dołączyła śmietanka, przekierowując go na łagodniejszy, właśnie śmietankowy tor i nagle, w tym momencie odezwała się cierpkość oraz gorzkość.
Cierpkość pokazała się jako kwaśno-cierpki splot trochę już skwaśniałego wytrawnego, a zarazem słodkawego wina, natomiast gorzkość dołączyła do słodyczy, dorównując jej leniwym, spokojnym charakterem. Przytoczyła motyw palony i tartę brownie na jasnym, kruchym spodzie.
Taninowa kwasowość wina prawie zupełnie zmieniła się w bogaty owocowy splot. Czułam owoce egzotyczne trudne do ponazywania, chyba m.in. ananasa i marakuję, ale też wiśnie i śliwki. Śliwki na jakiś czas podchwyciły skwaśniały motyw i zaserwowały mi lekko skwaśniałe powidła śliwkowe.
Do akcji wkroczyły cytrusy. Wślizgnęły się pomiędzy różne owoce egzotyczne, owoce czerwone i... leśne (?), i przerobiły kwasotę na silną, ale w pełni owocową kwaśność. Właśnie głównie cytryn. Ale... niekoniecznie? Obok pojawiło się kwaśne jabłko i pigwa.
Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa maślano-śmietankowy karmel zmienił siew jogurt i maślankę. One też jakby uprawomocniły kwaśność i wręcz... nadały jej łagodniejszego charakteru/.
W łagodności tej doszukałam się jeszcze orzechowego akcentu, który jakby przeniknął do gorzkości i jeszcze ją zaczął łagodzić wraz z jasnym spodem tarty.
Kwaśność nagle drastycznie osłabła, a jej miejsce zajęła słodycz. Słodkie owoce egzotyczne jakby wypchnęły na przód ananasa. Ananas trochę wspierał się z jogurtowo-śmietankowym, śmietanowym wręcz motywem i przemknęła mi przez głowę myśl o śmietanowo-ananasowym cieście, jednak gdy tak cały czas słodycz rosła, zmienił się w banany. Lekka taninowa cierpkość pobrzmiewała w tle i czasem trochę sugerowała bananom niedojrzałość.
Wygrały jednak te słodkie banany suszone i... pieczone? Banany z karmelem? Pieczono-palona nuta odważyła się i wrócił karmel. Wyraźnie palony tym razem.
Śliwki jakby ususzyły się, serwując niemal mulistą słodycz. Obok znalazły się poziomko-truskawki o niemal pudrowych zapędach. Część owoców czerwonych, leśnych weszło w skład ciasta czekoladowego. Ciasta z kremem śmietanowym.
Raz po raz przypominały jeszcze o sobie jabłka - kwaśne i duszone? Może też jako element ciasta czekoladowego, np. ucieranego?
W ciastowym motywie krył się dym i jakby kwaskawa ziemia. Może ciasto trochę podkręcono kwaskawym winem / cydrem? Na pewno było lekko gorzkie, lekko cierpkie, ale... spokojne. Pilnujące, by słodycz za bardzo nie wzrosła.
Po zjedzeniu został posmak karmelu oraz bananowo-ananasowego ciasta, może raczej deseru ze śmietaną. Do tego wróciła cierpkość i kwasek czerwonego wina... czy raczej winnych owoców, bo posmak nie wydawał się ani trochę alkoholowy. Towarzyszyło temu wszystkiemu czekoladowe ciasto o niemal ziemistych zapędach i porządnie przypieczonych brzegach i wierchu.
Czekolada bardzo mi smakowała. Wyszła podobnie do Beskid Tanzania Raw Tanzania Kokoa Kamili 97 %, ale więcej w niej słodyczy. Jakby dodała do nut podlinkowanej więcej karmelu, a tym samym przekierowała nuty na bardziej ciastowo-deserowo-duszone tory. Nie znaczy to, że Beskid Tanzania Raw Tanzania Kokoa Kamili 97 % była bardziej kwaśna! Ani też, że dziś przedstawiana była jakoś mocno kwaśna. Kwaśność choć ciągle się pojawiała, nie wydawała się nadrzędna. Odebrałam ją jednak jako mniej ziemistą, a bardziej.... wypiekową?
ocena: 10/10
kupiłam: Beskid Chocolate
cena: 20,30 zł (za 70 g; dostałam rabat)
kaloryczność: 535 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie
Skład: ziarno kakaowca, cukier trzcinowy nierafinowany














