Mimo że jadłam tylko jedną ich tabliczkę, nie lubię marki Perugina. Acz dlatego że należy do Nestle, czuję się trochę usprawiedliwiona. Ogólnie nie lubię Nestle. Tę wzięłam podczas zakupów z ojcem, bo skoro on płacił, a ja zorientowałam się, że jakoś zostało mi za mało czekolad z orzechami w góry, trzeba korzystać. Ruszyła ze mną w Tatry w połowie listopada na szlak na Świnicę. Z Kuźnic poszłam do Murowańca, potem szlakiem żółtym i czarnym przez Dolinę Zieloną Gąsienicową. Na krętej, kamiennej drodze pod górę, gdy tylko weszłam już odpowiednio wysoko, gdy miałam doskonały widok na pozamarzane stawy, kiedy trafiłam na płaski kamień, mogący posłużyć mi za stolik, sięgnęłam do plecaka po czekoladę.
Perugina Fondente Extra Nero Mandorle Caramellate / Caramelized Almonds to ciemna czekolada o zawartości 48% kakao z siekanymi karmelizowanymi migdałami (8%).
Po otwarciu rozszedł się dosadnie słodki zapach, łączący cukier, wanilię, echo... nie tyle karmelu, co lekko opalanego cukru oraz marcepan. Karmelowy marcepan w lekko cierpkiej czekoladzie? Ta miała w sobie coś z likieru kakaowo-marcepanowego i kawy z mlekiem lub śmietanką. Oczywiście zacukrzonej. Migdały zaznaczyły się dopiero za tym wszystkim. Wyraźniej po podziale.
Tabliczka już w dotyku wydała mi się trochę tłusta. Przy łamaniu okazała się niezbyt twarda (choć też nie miękka), a trzaskała niby chrupko-krucho, ale bardzo cicho. Przekrój ujawnił mnóstwo małych kawałków migdałów.
W ustach czekolada rozpływała się średnio-szybkawo i łatwo. Miękła i roztaczała coraz to kolejne, maziste fale. Tłustość rozkręcała się, aż osiągnęła dość wysoki poziom. Baza była gładka, acz urozmaicona mnóstwem migdałów. Wydawało się jednak, że mazista czekolada uparcie stara się je w sobie chować. Stąd było trudno gryźć je wcześniej, obok. Raz czy drugi spróbowałam. Wtedy migdały były tylko trochę twardsze, ale wyraźnie bardziej kruche i jakby pokryte zawilgoconym cukrem.
Kawałki migdałów wyłaniały się z czekolady po dłuższym czasie, przyspieszając jej rozpuszczanie się. Baza robiła się coraz bardziej maziście-plastycznie-luźną i rzadka, aż w końcu znikała zupełnie.
Potwierdziło się, że kawałki to prawdziwa drobnica, najeżająca czekoladę przesadnie.
Z migdałów rozpuszczało się trochę cukrowej warstwy, jednak nie było jej za wiele. Stanowiła marginalny element.
Na koniec cały karmel pokrywający migdały rozpuścił się, a one dały się poznać jako średnio chrupiące-trzeszczące. Udawały zwyczajne, lekko podprażone migdały. Nieliczne pokrywały kawałeczki skórki.
W smaku od razu pokazała się wysoka słodycz, ale też delikatna cierpkość.
Słodycz opierała się na cukrze, jednak szybko pokazała się też wanilia. Przez moment zawisła gdzieś między wanilią a waniliną, lecz zaraz zaskoczyła na szlachetniejszy, waniliowy tor. Wyszła trochę dusznie, trochę syropowo, a do tego zakradła się do niej iluzja śmietanki.
Cierpkość i niska gorzkość zdawały się integralne ze słodyczą, a w dodatku i do nich dołączyła odrobinka śmietanki, przez co wyobraziłam sobie niedookreśloną, ciemno-mlecznawą, średnio półkową polewę... pokrywającą marcepan? Ten również musiał zawierać sporo cukru i wanilii.
Gdy spróbowałam trochę samej czekolady, nie wydawała się specjalnie przesiąknięta dodatkami, ale czułam w niej echo jakby słodko-marcepanowe, choć niekoniecznie jednoznacznie migdałowe.
Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa odnotowałam echo lekko palonego, wręcz tylko opalanego cukru. Jeszcze nie karmelu, ale jakby... Karmelowej Figurki Goplany, która udaje karmelowy marcepan? Wraz z tanią, cierpka polewą. Słodycz aż drapała w gardle, co czasem podkreślało nieoczywiste echo miodu, rozchodzące się od kawałków migdałów. Sporadycznie przychodziły mi do głowy migdały smażone w miodzie.
Gdy z ciekawości pogryzłam migdały wcześniej, serwowały właśnie motyw nie w pełni karmelowego pseudo karmelu i niewyrazistego migdała. Czekolada przy nich wydawała się bardziej zasładzająca. Wolałam zostawiać je na koniec.
Z czasem karmelowy akcent zatracał się, zalewany kolejnymi falami cukru. Wanilia też trochę się w nich zatracała. Słodycz bardzo dawała się we znaki.
Nutka marcepanu była trudna do uchwycenia. Ogólnie czasem niegryzione migdały trochę dawały o sobie znać, ale bardzo, bardzo nieśmiało.
Przyszedł mi jednak do głowy syrop marcepanowo-kakaowy, a z czasem tylko kakaowy. I gdzieś w tle przewinęła się cierpkawo-palona kawa średniej jakości, co próbowała maskować przesadzona słodycz. Gorzkość była bardzo niska. Nie pomogła jej iluzoryczna śmietanka, jaka pobrzmiewała tu i tam. Końcowo jeszcze wsparła ją maślaność. Trochę jak... kakao zrobione z syropu kakaowego i kakao w proszku na śmietance?
Migdały gryzione na koniec były bardziej migdałowe. Motyw i tak lekkiego karmelizowania w ogóle odszedł w niepamięć, utrzymała się jedynie prażona nuta. Czasem tylko za leciały trochę słodko.
Po zjedzeniu został zaskakująco wyrazisty posmak prażonych migdałów z drapiącą słodyczą, w której kryło się coś miodowego i złudnie karmelowo-"marcepanowego", a kojarzącego się z nadzieniem Figurki Karmelowej Goplany. Do tego czułam lekką cierpkość prostego kakao, wymieszanego ze śmietanką. Ogólnie czułam się bardzo zacukrzona i przesłodzona.
Czekolada zaskoczyła mnie pozytywnie, bo spodziewałam się, że będzie niesmaczna. A ona była niezła, nawet mimo przesłodzenia. Gdyby była mniej słodka, bardziej gorzka, w ogóle mogłaby być przyjemna. Niestety, przesłodzenie to nie jedyna jej wada. Dodano do niej za dużo za bardzo posiekanych migdałów, przez co chwilami jawiła się jako wręcz zlepek dodatków. Co do tych migdałów mam mieszane uczucia z powodu tego, jakie były. Miały być karmelizowane, a były karmelizowane minimalnie. To było dla mnie plusem, ale nie spełnia obietnicy z opakowania.
ocena: 6/10
kupiłam: Auchan
cena: 16,99 zł (za 85 g)
kaloryczność: 545 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie
Skład: cukier, miazga kakaowa, karmelizowane siekane migdały 8% (migdały 6,3% w całości, cukier, dekstroza, miód), tłuszcz kakaowy, masło odwodnione, emulgator (lecytyny), naturalny aromat waniliowy





















