Nazbierało mi się za dużo czekolad z owocami w góry, więc pomyślałam, że na koniec sezonu przed zimą, dokupię coś pojedynczego, dostępnego w sklepach, by nie musieć zamawiać (zamawiając, wolę kupować po kilka czekolad, by przesyłka się opłaciła). Zakup zleciłam Mamie, prosząc o "jakąś ciemną z orzechami czy migdałami z Lidla".
Tę tabliczkę wzięłam ze sobą na trasę w Pieninach, kiedy w Tatrach padało dość sporo śniegu. Dokładniej na trasę ze Sromowców Niżnych, wokół Klasztornej Góry. Minęłam Czerwony Klasztor i poszłam czerwonym szlakiem przez Plasną w kierunku Przełęczy pod Tokarnią. Widziałam w internecie, że po drodze powinnam mijać Aksamitkę i punkt widokowy o tej nazwie. Górę minęłam i nadal znajdowałam się w środku lasu, więc zdążyłam już zwątpić, czy tam w ogóle coś jeszcze będzie widać. Wiedziona przeczuciem poszłam jednak jeszcze parę kroków i faktycznie, była mała wiata i tablica z nazwami szczytów. Piękne miejsce, które wyróżniłam czekoladą. Potem kawałek się wróciłam i przeszłam na zielony szlak do Leśnicy, a potem przez Targov i Hutę do drogi nad Dunajcem, a nią do miejsca startu. Bardzo przyjemna trasa.
Fin Carre Czekolada Gorzka z Całymi Orzechami 57 % cocoa to ciemna czekolada o zawartości 57% kakao z całymi prażonymi orzechami laskowymi, marki własnej Lidla.
Po otwarciu poczułam intensywny zapach prażonych orzechów laskowych o słodkim charakterze na tle trochę cukrowo, ale wcale nie tak znowuż mocno, słodkiej czekolady. Czuć w niej gorzkość, acz też lekką, w dodatku o lekkim wydźwięku. Kojarzyła mi się trochę z syropem ze zwykłego kakao w proszku. Orzechy jednak skupiały większość uwagi, co wyszło całości na plus.
Tłusto-polewowa tabliczka była średnio twarda, a przy łamaniu trzaskała w kruchy sposób, w dużej mierze za sprawą orzechów. Tych nie pożałowano, ale rozmieszczono je nierówno, tak, że w niektórych kostkach było po kilka - za dużo - orzechów, a w innych w ogóle. Przy robieniu kęsa sama czekolada wydawała się trochę pyliście-skrzypiąca, choć jawnie nie skrzypiała.
W ustach czekolada rozpływała w średnim tempie, szybko i łatwo mięknąc. Trochę zalepiała i wykazywała za wysoką tłustość, kojarzącą się trochę ze śmietanką i czekoladami pełnomlecznymi. Była gładka i średnio gęsta.
Orzechy dość długo zostawały pokryte lepkawą, końcowo trochę tłusto-rzadką czekoladą. Gdy je gryzłam obok czekolady, ta wydawała się nieco bardziej ulepkowata. Orzechy za to zawsze były takie same. Dodano całe, dość duże sztuki pozbawione skórek. Na całą tabliczkę trafiły mi się też ze dwie połówki.
Orzechy zostawiałam więc na koniec. Przyjemnie, porządnie chrupały, jako że były w większości średnio twarde, parę trafiło się twardszych czy wyraźnie krucho-suchawych.
W smaku czekolada najpierw przedstawiła się jako gorzka w sposób łagodny, spokojny, ale wyraźny. Słodycz wkroczyła jeszcze delikatniej. Nie zdążyłam się zdziwić, a już podskoczyła. W jej cieniu osiadła wyraźna, choć niewysoka cierpkość zwykłego kakao.
W kęsach z orzechami czy w tych, w których tylko leciutko zahaczyłam o któregoś orzecha zębem, szybko zaznaczał się akcent orzechów laskowych. Przechodził na tyły, ale orzechowa mgiełka nie dawała o sobie zapomnieć. Czasami miałam wrażenie, że nawet w kęsach bez orzechów pewna orzechowość się kryła.
Pod delikatną cierpkość zaraz podpłynął splot masła i śmietanki. Zdawały się oplatać i starać się schować gorzkość, choć i one nie były bardzo silne.
Słodycz nadal rosła, gorzkość trzymała się średnio-niskiego poziomu dość długo. Słodycz zdradzała cukrowe pochodzenie i mieszając się z gorzkością, czasem nieśmiało sugerowała plastik. Nagle słodyczy zrobiło się bardzo dużo i zdominowała kompozycję.
Po paru chwilach niegryzione orzechy wkraczały nieco odważniej.
Gryzione obok czekolady były dość wyraźne, ale czekolada wtedy wchodziła w mocno plastikowy klimat. Choć nasilenie słodyczy wydawało się nieco niższe, sprawiała wrażenie bardziej dotkliwie cukrowej.
Sama czekolada bez orzechów wydawała się bardziej słodka, ale w soczysty sposób, i nieco bardziej tania, jako że ani trochę nie przesiąkła dodatkiem.
Tak czy inaczej mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa gorzkość jeszcze osłabła, zaczęła pobrzmiewać jako delikatny, grillowano-palony akcent. Miał nieco orzechowo-drzewne zacięcie, lecz nie domagał. Słodycz za to wydawała się rozkręcać bez końca. W kęsach bez orzechów zasładzała z łatwością. I zawsze jeszcze podkreśliła maślano-śmietankowy wydźwięk.
Za nią odnotowałam lekką soczystość. Gdy słodycz ciągle rosła, a miejsce gorzkości zaczęła przejmować maślana nuta, soczystość nieco się ustabilizowała. Miała w sobie coś cierpkiego, choć głównie podchwyciła słodycz. Bardzo odlegle przywodziła na myśl mieszankę dojrzałych, trochę wodnistych śliwek i niezbyt dojrzałych gruszek, ale nie utrzymały się do końca.
Słodycz męczyła, i choć po soczystości przybrała nieco rześkawy (nie tak czysto cukrowy) ton, była za wysoka - przeszkadzała zwłaszcza w kęsach bez orzechów, bo w nich czuć ją wyraźniej. W kesach z orzechami, niegryzionymi, orzechy nieco ją rozbijały. Na maślanej fali szalała w najlepsze i drapała w gardle.
Pomyślałam o gorącym kakao ze śmietanką, zasłodzonym syropem kakaowym albo zrobionym na bazie syropu (taki przepis znalazłam, szukając czegoś o Hershey's Syrup Genuine Chocolate Flavor tutaj: Hersheyland Hot Cocoa with HERSHEY'S Syrup).
Końcowo jednak podkradło się do niej trochę cierpkości. Takiej prostej, kakaowej, trochę jakby grillowanej, bardziej polewowej niż czekoladowej. I jakby poskromionej maślanym motywem. Do głowy przyszły mi duże czekoladowe pierniki (jak np. Tesco Gingerbread Dark Chocolate Covered Soft & Sweet), ale bez wyraźnie wyczuwalnej korzenności.
Orzechy gryzione na koniec chwaliły się średnio mocno prażonym smakiem o słodkim charakterze. Rozwijały swe skrzydła w pełni, były wyraziste i bardzo smaczne, a także zagłuszały motyw kiepskawej czekolady.
Po zjedzeniu został posmak lekko prażonych, słodkich orzechów laskowych, zmieszanych z palono-grillowaną cierpkością kakao w proszku i silną, dosadnie cukrową słodyczą. W zestawieniu z dobrymi orzechami, echo czekolady wydawało się tanie. W dodatku na języku czułam dziwną - polewową? - maślaność.
Tabliczkę odebrałam jako poprawną. Z wadami, średnio-kiepskawą bazą, ale za to pysznymi orzechami. Męcząco słodka, za tłusta, ale za to z soczystym akcentem czekolada miała grillowany charakter i była nieco zbyt maślana, jednak przy dobrych orzechach laskowych w miarę pracowała. W górach nieźle szła. W domu za bardzo zasładzała.
Poziom w sumie podobny do Munz Swiss Premium 60 % Cacao Bittersweet Chocolate with Whole Roasted Hazelnuts, bo choć dziś przedstawiana była nieprzeyjemnie tłustsza, to miała więcej orzechów.
Chateau Orzechowa / Nussbeisser Czekolada Deserowa z Całymi Orzechami Laskowymi choć o mniejszej zawartości kakao, nieporównywalnie lepiej się prezentowała i od dziś przedstawianej, i od Munz.
ocena: 5/10
kupiłam: Lidl (w zasadzie Mama)
cena: 6,99 zł
kaloryczność: 587 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie
Skład: miazga kakaowa, cukier, całe prażone orzechy laskowe, tłuszcz kakaowy, bezwodny tłuszcz mleczny, emulgator: lecytyny











