Przy Ferrero Rocher The Golden Experience Dark 55% Hazelnut, a także przy Lindt Lindt Creation Hazelnut de Luxe Dark 2019 (która w 2021 uległa zmianom na gorsze Lindt Creation Hazelnut de Luxe Dark 2021) swego czasu uwielbianej przeze mnie z małym ale" (za słodko!) myślałam sobie, że to wielka szkoda, że ich twórcy nie pokusili się na zrobienie czekolad o wyższej zawartości kakao. Gdy do sklepów trafiła dziś prezentowana, poczułam zarówno radość, jak i żal. Radość, że wreszcie nastąpiło spełnienie marzeń sprzed lat, a żal, że szkoda, że trochę nie w porę. Że nie wtedy, a teraz, kiedy to w zasadzie przeszły mi nadziewane czekolady i jakoś dla takich rzeczy znalazłam sobie alternatywę. A jednak i tak czekoladę postanowiłam zdobyć.
Ferrero Rocher 70% Cocoa Hazelnut to ciemna czekolada o zawartości 70 % kakao głównie Wybrzeża Kości Słoniowej i Ghany nadziewana kremem orzechowo-kakaowym (37%) i kawałkami orzechów laskowych.
Po otwarciu uderzył zapach wysokiej i dosadnej słodyczy o ciężkim charakterze, należącym do waniliny, aromatu waniliowego i cukru, a zarazem wyraźna cierpkość. Ta przybrała wydźwięk likieru kakaowego zrobionego na bazie kakao w proszku z lekką, duszno alkoholową naleciałością. Za tym wszystkim zaznaczyła się orzechowa nuta, ale przez sztucznawą i dosadną słodycz i ona miała w sobie coś ze sztuczności. Skojarzenie z Ferrero Rocher nie przybyło, już może bardziej z Rondnoir.
Tabliczka połączyła delikatność z masywnością. Choć w dotyku czuć tłustość, była twarda. Do tego dość krucha i łamiąca się trochę tak, jak jej się podobało, niekoniecznie po liniach. Zdarzyło się jej rozwalać, to znaczy np. wierzch czekolady odpadał od nadzienia zwłaszcza przy odgryzaniu kawałka. Była więc delikatna. Trzasku nie uświadczyłam, mimo że warstwa czekolady był gruba. Jedynie lekko pykała.
Nadziano ją sowicie, po całości, nie zaś każdą kostkę osobno. W wypukłościach kostek znajdowało się jeszcze więcej kremu i kawałków orzechów, czasem cała ich zbitka (choć nie wydaje mi się, by taka była zasada, że "wypukłość = kumulacja kawałków orzechów"). Ogólnie krem urozmaicało mnóstwo małych i średnich kawałków orzechów.
W ustach czekolada rozpływała się średnio szybko. Była tłusta i mazista. Miała nieco śliskawo-polewowe zapędy. Okazała się średnio gęsta, dość kremowa i znacząco pylista. Na koniec łatwo rzedła. Po pewnym czasie ochoczo mieszała się z tłustym wnętrzem.
Krem szybko dał się poznać jako miękki i zaklejający. Połączył maślaność z oleistością. Dość długo starał się zachować zwartość, lecz duża ilość różnej wielkości kawałków laskowców trochę go rozrzedzała.
W kremie znalazło się sporo różnej wielkości kawałków orzechów. Chwilami kęs przybierał postać nutellowato miękko-tłustego zlepka orzechów. Wydawało się to aż trochę otłuszczać usta.
Z czasem jednak krem znikał, zostawało jeszcze trochę czekolady, a w końcu zniknęła i ona, zostawiając same orzechy.
Kawałki orzechów gryzłam gdy wszystko inne się już rozpuściło. W większości były średnio chrupiące, kilka trafiło się bardziej miękkawych. A gdy raz czy drugi pogryzłam je z ciekawości wcześniej, struktura była taka sama.
W smaku czekolada przywitała mnie silną słodyczą zestawioną z cierpkością, która prawie dotrzymywała jej kroku. Cierpkość aż zaskoczyła mnie dosadnością.
Słodycz przedstawiła się jako mieszanka waniliny, próbującej udawać wanilię, ale która do prawdziwej wanilii się nie zbliżyła, jedynie do aromatu. Cukier też się pokazał, z kolei dodając motyw cukru wanilinowego. Ogólnie słodycz czekolady stanęła na średnim poziomie.
W tym samym momencie cierpkość rozkręcała się. Wyszła silna, trochę palona i jednoznacznie kojarząca się z kakao w proszku o narastającym, tanim kwasku. Była jakby... niezgrabna. Gorzkość zbliżyła się do słodyczy, po czym zwolniła, jako że spod czekolady wyłaniało się nadzienie.
Orzechy laskowe z nadzienia odezwały się po jakimś czasie, bez pośpiechu. Podchwyciwszy sztuczny wydźwięk słodyczy, i one przywołały raczej aromat orzechowy. Krem podczepiał się pod motyw kakaowy, kierując go w łagodniejszą stronę. Kakaową cierpkość obudował maślano-margarynowym wątkiem. Był słodki, ale w nienachalny, a spokojny, bardziej zwyczajnie cukrowy sposób. Krem połączył słodycz i cierpkość w jedno. Jawił się jako bardzo kakałkowy, jak tanie gorące kakao i pralinki kakaowe, raczej Rondnoir. Złagodził czekoladę, podtrzymując jej kakaowość, nadał jej harmonii, a jednak i tchnął w kompozycję lekką nutkę orzechów laskowych. Na pewno jednak nie wiodącą.
Gdy spróbowałam trochę kremu osobno, był głównie słodko-kakałkowy, trochę tanio margarynowy. On też zalatywał waniliną, ale nie tak mocno jak czekolada. W kremie podporządkowała się cukrowi. Nieśmiało pobrzmiewał orzechami, ale raczej w sposób, jak smakowałoby tanie kakao "o smaku orzechowym". Trudno powiedzieć, czy cały ich smak wziął się od kawałków i przesiąknięcia, czy i krem miał sam w sobie być lekko orzechowy.
Czekolada spróbowana osobno wydawała się bardzo kontrastowa: i bardzo tanio wanilinowo słodka, i cierpka w kakaowy sposób. Nie wydaje się, by przesiąkła jakoś szczególnie nadzieniem. Utwierdziłam się jednak, że to ono ją łagodziło.
Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa wraz z tym, jak orzechy porządnie zaczęły zaznaczać się na języku, orzechowa nuta nieco przybrała na sile. Niegryzione orzechy laskowe już było w miarę nieźle czuć, a dodatkowo nieco osłabiły słodycz, gorzkość zaś przestała wydawać się taka tania. Chyba nawet podkreśliły w niej gorzko palono-prażony akcent.
Kiedy z ciekawości pogryzłam orzechy obok czekolady, wydały mi się trochę nijaki, przygłuszone aromatem waniliowym, waniliną i tandetną cierpkością. Wolałam więc zostawiać je na koniec.
Z czasem nadzienie znikało szybciej, po nim czekolada wydawała się jeszcze bardziej niezgrabnie, chamsko gorzko-kwaśna jak najtańsze odtłuszczone kakao. Sztuczność słodyczy jednak trochę ogólnie osłabła. Ta trzymała się średniego poziomu, lecz o ciężkości nie zapomniała.
Gryzione na koniec orzechy laskowe okazały się o wiele bardziej wyraziste. Były mocno prażone, raczej słodkawe, jednak i przeprażona goryczka potrafiła się wśród nich zaplątać.
Po zjedzeniu został posmak waniliny, sztucznej wanilii i metalicznych, sztucznych orzechów laskowych, mieszających się z prażonymi i niewątpliwie naturalnymi orzechami. Wtórowała im cierpkość odtłuszczonego kakao. Czułam też tłuste, oleiście-margarynowe wykończenie, zarówno smakowe, jak i czysto fizyczne, osiadłe na ustach.
Czekolada rozczarowała mnie. Ferrero Rocher The Golden Experience Dark 55% Hazelnut była autentycznie smaczna, mimo że przesłodzona. Producent dodał jej trochę % kakao, jednak nie przełożyło się to na szlachetniejszy, poważniejszy smak. Miałam wrażenie, jakby do czekolady po prostu dosypano sporo taniego, tandetnego kakao w proszku. Przy nim kontrastowo zaznaczyła się sztuczna słodycz, tu - przy tej cierpkości - jakoś jeszcze bardziej nieporadna, a wanilinowość jeszcze bardziej dawała się we znaki i w smaku, i zapachu. A może... producent uznał, że jakoś trzeba tyle kakao osłodzić i dodał więcej waniliny? Szkoda, że zdecydował się dodać jeszcze mniej orzechów laskowych...
Po zjedzeniu większej ilości czekolada trochę przytłaczała, prawie mdliła. Pierwszego dnia spróbowałam 2 kostki, potem próbowałam dojeść resztę i ostatnie 4 kostki mnie zmęczyły i powędrowały do Mamy. Ta czekolada była bowiem dość... przytykająca i męcząca.
Wciąż jednak jawi się to jako słodycz lepsza od realnych Ferrero Rocher (recenzja z 2020)... Z tym, że... wcale tak mocno się z nimi ta wersja nie kojarzyła. Bardziej z Rondnoir, do których wpadły kawałki orzechów.
Podwójnie mnie ta czekolada zasmuciła. Że niesatysfakcjonująco smakowała to jedno, ale dwa... Naprawdę tkwił w niej potencjał. Gdyby nie ta nieprzyjemna wanilinowość, mogłaby być z tego całkiem przyjemna, kakaowa kompozycja z orzechami. Może nie szlachetna i głęboka, może nie jak Ferrero Rocher w tabliczce, ale smaczna. Wanilina podyktowała sztucznie-dosadny wydźwięk i ogół na tym ucierpiał. Fakt, że jak na mocno kakaową tabliczkę z nadzieniem orzechowym wciąż zasługuje na ocenę powyżej przeciętnej, ale mogło być lepiej.
ocena: 6/10
kupiłam: dostałam
cena: jak wyżej (ale sprawdziłam: w Lidlu kosztowała 9,99 zł za 90g)
kaloryczność: 608 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie
Skład: miazga kakaowa, cukier, olej palmowy, orzechy laskowe 10%, kakao w proszku o obniżonej zawartości tłuszczu 3,5%, tłuszcz kakaowy, serwatka w proszku, bezwodny tłuszcz mleczny, emulgator: lecytyna sojowa, wanilina











