Kontrowersyjne połączenia czy nazwy dań jednych intrygują, drugich odrzucają. Przy czytaniu opisu tej czekolady przypomniało mi się danie Oyakodon, , które niektórych bulwersuje nazwą, wg nich jest upiorna, bo oznacza "rodzic" (oya) i "dziecko" (ko), odnosząc się do kury i jajka. Ciekawe, co też by powiedzieli o dziś przedstawianej czekoladzie... Chcąc na szybko znaleźć w internecie opis tej czekolady, wpisałam jej nazwę i trafiłam na informację, że Eggs 'n' brains to śniadaniowe danie cenione w Portugalii (omolete de mioleira) i Austrii: jajecznica z móżdżkiem wieprzowym. W tej drugiej znane właśnie jako Hirn mit Ei. To wydaje się... zwyczajne, pewnie nawet smaczne, ale że skwarki z móżdżku w czekoladzie z ajerkoniakiem? Druga warstwa z kolei miała się tak do tego, że... no, jej "pasowanie" oparto na powiedzeniu "jedzenie dla mózgu", bo orzechy są znane ze swoich właściwości zdrowotnych. Czytając opis z wnętrza papierka, trafiłam na jeszcze jedną grę słowną: "hirn in der birn ist", czyli "mózg jest w gruszce", co oczywiście odnosi się do dodanej gruszkowej brandy.
Co nie zmienia faktu, że umieszczenie móżdżkowych skwarek w tabliczce czekolady do mnie nie przemawiało. Uznałam, że wolę mieć ją za sobą szybciej, niż później, więc nie będę jej odkładać za bardzo w czasie.
Zotter Brains & Eggs / Hirn mit Ei to czekolada mleczna o zawartości 50% kakao nadziewana (30%) kremem "ganache" na bazie białej czekolady i nugatu migdałowego z likierem jajecznym (ajerkoniakiem), gruszkową brandy, wanilią i karmelizowanym w maśle móżdżkiem wieprzowym oraz (30%) kremem orzechowym na bazie praliny / nugatu z orzechów laskowych z kawałkami orzechów nerkowca, orzechów laskowych i migdałów.
Po otwarciu rozszedł się uderzył zapach alkoholu. Kompozycję zdominowała soczyście gruszkowo-jabłkowa, a jednocześnie karmelowo-cukrowo słodka brandy, choć i ajerkoniak czuć wyraźnie. Trochę przesłodziły kompozycję. Dopiero jednak za brandy, w towarzystwie mleczno-waniliowego, wręcz śmietankowego splotu. W nim przewinął się też niedookreślony nugat. Taki ogólnie orzechowo-migdałowy - o, migdały czuć nieco wyraźniej. Sama czekolada wydawała mi się bardzo mleczna i bardzo słodka w sposób lekko karmelowy - powiedziałabym, że ma 40%, a nie 50%. Po przełamaniu piekąco słodka alkoholowość jeszcze się nasiliła.
Tabliczka wydawała się konkretna, ale jakby plątała się w niej pewna delikatność. Gruba warstwa czekolady choć twarda, nie trzaskała przy łamaniu, odsłaniając dwie warstwy nadzienia. Górna, orzechowa, mimo że nieco plastyczna, wykazywała kruchość ze względu na mnóstwo drobinek orzechów, jakie w niej zatopiono. Gołym okiem widać ich niewiele, więc potem czekała mnie niespodzianka. Grubsza jasna też była tłusta, ale o wiele bardziej. Ta dała się poznać jako maślano zbita, niczym chłodne masło. Na oko wydawała się gładka.
W ustach czekolada rozpływała się gładko i tłusto-kremowo. Czuć w niej pełnię mleka i maślaność. Swymi smugami pokrywała podniebienie i odsłaniała powoli również maziste nadzienia.
Warstwy ze środka zgrały się tłustością i kremowością, a także lekką pylistością. Obie były dość masywne, a także gęste w nieco biało czekoladowo-nugatowy sposób.
Spójniej z czekoladą rozpływał się krem orzechowy. Wydawało się, że gdyby nie kawałki orzechów, byłby bardziej zbity i może wręcz twardy. Kawałki jednak go poganiały. Mimo ich obecności, wydał mi się za tłusty niczym chłodne, zbite masło. Niezależnie od tego, kiedy gryzłam kawałki, były takie same.
Krem jasny rozpływał się najwolniej, wykazując wysoką tłustość. Jego zwartość przełożyła się na pewną gibkość, ale nie gęstość. Miękką maślaność i gumowość?
Warstwa zaskoczyła mnie tym, jak połączyła gładkość z pylistością. Nie uświadczyłam w niej żadnych kawałków.
Kawałki gryzione na koniec były niechrupiące, delikatne, dość często wręcz sprężyście miękkie. Wśród tych bardziej sprężystych czasem miałam wrażenie, że chyba dwa czy trzy razy trafiłam na coś bardziej żujnego, może mięsnego, ale możliwe, że to autosugestia.
W smaku czekolada od początku łączyła ogrom pełnego mleka i maślaność z karmelową słodyczą. Lekko przesiąkła alkoholem - głównie brandy - i wydała mi się zaskakująco słodka, niegorzka jak na 50%.
Nadzienia bardzo szybko odzywały się za sprawą alkoholu i słodyczy. Nugat przesiąkł alkoholami z jasnej części, to pewne.
Po paru chwilach nadzienia odciągały uwagę od czekolady. Jasny krem okazał się bardziej jaskrawy smakowo ze względu na dominujący alkohol, ciemny orzechowy spokojniejszy i bardziej zgrany z czekoladą.
Krem orzechowy wkroczył poprzez mleczno-orzechowy motyw. Czuć w nim nugat laskowy, laskowo-migdałowy o średnio wysokiej słodyczy i lekką maślaność. Kolejne fale maślaności i pewne ciepło trochę rozmywały orzechowość, a wyłaniające się kawałki niezbyt pomagały, prawie nic nie wnosiły. Nawet pogryzienie orzechów wcześniej, obok czekolady, nie pomagało im z przebiciem się. Ta warstwa przegrywała z imperatywnymi alkoholami drugiego kremu.
Nugat spróbowany osobno wydawał się wyraźniej laskowy, a w dodatku wyraźnie poczułam w nim cynamon.
Nadzienie ajerkoniakowe przebijało się z łatwością alkoholem, który wydał mi się zasładzający i zarazem soczysty. Najpierw powiedziałabym, że dodano tam brandy gruszkowo-jabłkową, jednak po chwili została tylko gruszkowa. Soczyste gruszki były bardzo jednoznaczne przez pewien czas, choć mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa dołączył do nich ajerkoniak. Owocowy wątek trochę ustąpił na rzecz jeszcze słodszego alkoholu oraz waniliowo słodkiej białej czekolady i śmietanki. W białoczekoladowym splocie, w oddali za alkoholami odnotowałam lekko nugatowe echo.
Jasny krem spróbowany osobno okazał się leciutko migdałowo-nugatowy, co z czasem nieco podkręcało orzechowość nugatu. Do tego krem jasny, pod tym całym alkoholem, wydawał się wyraźniej waniliowy i nieco niepalono karmelowy / karmelowo-krówkowy.
Z czasem zrobiło się nieco bardziej orzechowo, ale nie jednoznacznie. Pomyślałam o likierze orzechowym / nugatowym. Słodycz i alkohole, które już się bardziej przemieszały, aż piekły w język, ale... w tej mieszaninie raz po raz przemknęło mi coś prażono-wytrawniejszego (nie jednak mięsnego).
Ukryły się jednak w cały czas narastającej słodyczy. Ta z nugatowej, białoczekoladowej końcowo robiła się bardziej karmelowa, karmelowo-cukrowa. Może brandy to narzuciła? Po tym uderzeniu i kolejnych falach alkoholowości, całość wydawała się nieco bardziej ciepło-korzenna.
Gdy z ciekawości pogryzłam kawałki wcześniej, obok czekolady, całość wydawała się jeszcze bardziej chaotycznie słodka i alkoholowa, a orzechy wydawały się nijakie.
Na koniec, gdy wszystko zniknęło, kawałki smakowały bardziej przejrzyście. Nie bardzo, ale bardziej niż wcześniej. Ogólnie były to delikatne orzechy, trochę onieśmielone mocnym alkoholem i słodyczą. Czuć tam głównie podprażone orzechy laskowe i migdały, ale też odrobinę trochę nerkowców. Czasem wśród kawałków zaplątało się coś nieco... słonawego? Prażonego w sposób, że powiedziałabym, że to mogło być coś mięsnego.
Po zjedzeniu został posmak bardzo słodkiej gruszkowej brandy, chyba też echo likieru jajecznego i słodycz białej czekolady, nugatu i łagodnego karmelu. Czekolada mleczna też wydawała się bardzo słodka w sposób karmelowy. Czułam też sporo masła i nugat orzechowy z korzennym ciepłem, prawie pikanterią.
Czekolada zaskoczyła mnie, i pozytywnie, i niepozytywnie zarazem. Okazała się całkiem smaczna, ale zupełnie nie smakująca tym, czym powinna. Mleczna czekolada z mlecznym, lekko orzechowym nadzieniem z gruszkową brandy, słodko-soczyście gruszkowa i z subtelnymi orzechami do gryzienia. Trochę zbyt zasładzająca, ale robiąca to w sposób zrozumiały. Nijak miało się to do obiecywanego ajerkoniaku i kawałków karmelizowanego móżdżku. Niezbyt podobała mi się zbita tłustość nadzień, ale tragedii nie było.
Nadzienie ajerkoniakowe Zottera zawsze było mało ajerkoniakowe i kiepskie. Tym razem wyszło też niezbyt ajerkoniakowe, ale lepsze. Zawsze robił je za bardzo jabłkowo-octowe, tym razem wyszło bardzo brandy-gruszkowo. To w sumie było smaczne, ale jak ma być ajerkoniakowo, to tak... mam mieszane uczucia niezbyt. Mięsność zupełnie się schowała pod natłokiem alkoholu i słodyczy. Orzechowość nugatu nie była szczególnie intensywna, ale czuć ją w asyście korzennego ciepła. Sama czekolada wydawała się nieco za słodka, jak i cała kompozycja. Alkohole nieco za bardzo jej orzechowy charakter i ukryły. Nie wyszła więc kontrowersyjnie, ale po prostu całkiem smacznie. Nie jakoś wyjątkowo, ale tak całkiem przyjemnie do zjedzenia. Dużo w niej wszystkiego, ale efekt... raczej prosty.
W poszukiwaniu kawałków móżdżku, czy choćby mięsnej nuty, zjadłam 30g i to w zasadzie nawet z przyjemnością. Każdy kolejny gram jednak już by męczył słodyczą i trochę tłustością nadzień, niedookreślonym smakiem kawałków.
Zjadłam połowę, choć w sumie 1/3 by wystarczyła. Potem słodycz i tłustość trochę nadto już męczyły. Zależało mi jednak na znalezieniu choć kawałka móżdżku. Niestety, nici z tego. Mama jednak też nie trafiła. Może dodano sproszkowane mięso? Stąd ta pylista struktura? Nie wiemy, nie czułyśmy niczego, co by mogło być móżdżkiem. Inna sprawa, że żadna z nas nie chciałaby go czuć...
Dopiero z czasem tknęło mnie... że może ta czekolada miała strukturą udawać takie danie? W sensie że w tłustej, wręcz kremowej "jajecznicy" (kremach) znalazły się żujne kawałki "skwarki" (z orzechów)? Coś jak Zotter Pink Coconut and Fish Marshmallow udająca rybę, rybie mięso, a nie mocno smakująca rybą.
Mamie, której przypadła druga połowa czekolada ogólnie bardzo smakowała: "Od razu, jak tylko włożyłam kawałek do ust, uderzył alkohol. Taki mocny, ale dobry i szlachetny. Jakiś koniak czy coś. Najpierw takie mi się to trochę dziwne wydało, że sama czekolada z wierzchu nie zdążyła zacząć się rozpuszczać, a już ten alkohol, ale potem i reszta elementów się odezwała. Ajerkoniaku nie czułam, a szkoda, bo go uwielbiam. Słodka, taka naprawdę dobra mleczna z nadzieniem... Jakby właśnie głównie mlecznym i mocno alkoholowym. Takim mlecznym, porządnie mlecznym, kremem. Czułam w nim jednak coś jeszcze, na pewno coś smacznego, szlachetnego, miałam problemy z uchwyceniem tego. Z czasem mi się udało. Maślaność! Taka szlachetna, pyszna. Może to ten nugat? Ogólnie to wnętrze kojarzyło mi się trochę z takimi dobrymi, naprawdę dobrymi truflami. No i na koniec orzechy zostawały. Nie czuć dokładnie, jakie to, ale nie przeszkadzały. Dokładniej jednak nie umiem jej opisać. Smaczna, że gdybym miała sam smak oceniać, mogłaby mieć naprawdę wysoką ocenę. Z 9? Ale że jest zupełnie nie tym, czym miała być, to chyba te 6 to dobra ocena. No gdzie tam ten ajerkoniak? No i móżdżku nie czułam, ale to dobrze. Nie chciałabym go czuć".
ocena: 6/10
kupiłam: zotter.pl (dostałam)
cena: jak wyżej, ale cena to 22,49 zł (za 70g; acz moja ważyła 71g)
kaloryczność: 550 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie
Skład: surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, miazga kakaowa, orzechy laskowe 11%, pełne mleko w proszku, migdały 5%, mleko, odtłuszczone mleko w proszku, orzechy nerkowca 3%, brandy gruszkowa 2%, syrop z cukru inwertowanego, syrop skrobiowy, żółtko jaja 1%, substancja słodząca: erytrytol; masło, karmelizowane mleko w proszku (odtłuszczone mleko w proszku, cukier), móżdżek wieprzowy 0,1%, emulgator: lecytyna sojowa; pełny cukier trzcinowy, sproszkowana wanilia, sól, emulgator: lecytyna słonecznikowa; sok gruszkowy, cynamon, sproszkowany imbir, kardamon, anyż gwiazdkowy













