Kremy orzechowe, które uwielbiam łyżeczkować, to te naturalne, czasem smakowe, ale z jak najmniejszą ilością cukru, a już na pewno bez dodatku oleju innego niż ten, który się z bazowych orzechów wydziela. Stąd kremy bardziej "cukiernicze" znajdują się poza kręgiem mojego zainteresowania. A już na pewno nie patrzę na czekoladowe kremy marek od czekolad. Zwłaszcza, że produkty inne niż tabliczki moich marek "degustacyjnych" wydają mi się absurdalnie drogie. Popróbowalam parę Zottera i utwierdziłam się, że są nie dla mnie. Dziś przedstawiany jednak, jak i inne marki Holy Cow, wydał mi się kusząco tani, a w dodatku miał mało cukru. Czyli w zasadzie... może miał u mnie szansę? Patrzyłam bowiem, co by domówić do jednej czekolady, na której mi zależało (Holy Cow 85 % Speciality Cacao Kerala, India Monsoon). Niezbyt interesowały mnie inne ich tabliczki, bo pierwsza jedzona nie zwiastowała, że te o niższej zawartości kakao wyjdą lepiej. Smakowe, z dodatkami w tych cenach w góry też nie były tym, co chciała bym kupić. Dopiero przygotowując wstęp do tej recenzji, zaczęłam nabierać wątpliwości. Najpierw cieszyłam się, że krem zawiera tyle migdałów, ale potem zmartwiły mnie słowa "mąka migdałowa". Co jeśli to miała być powtórka z NaMa Crema di Cocco & Mandorla? Opis zdradzał też, że kremy są mielone na kamieniu. Jakoś nie umiałam sobie tego wyobrazić i nie wiedziałam już, czego się spodziewać. O mieleniu kakao na kamieniach słyszałam, ale żeby składniki kremu...? A właśnie! Kakao. Użyto kakao z indyjskiego regionu Kerala, a migdałów, typu Avijor, z Portugalii.
Holy Cow Cacao & Almond Chocolate Spread to krem czekoladowy na bazie migdałów nieprażonych (mąki migdałowej) z niealkalizowanym kakao z Indii.
| przed i po uporaniu się z olejem |
Na wierzchu wydzieliła się niewielka ilość oleju, bo jakaś sowita łyżeczka, którą zlałam. Co nie było łatwe, bo krem bezpośrednio pod nią był niemal płynny, więc mało brakowało, a by się zlał z nią lub przemieszał. Przemieszałam krem tyle o ile, nie ruszając dna, w nadziei, że tam będzie gęstszy. Przy samym dnie faktycznie uświadczyłam masę mniej płynną, prawie kremowo gęstawą, ale było tego niewiele - niecałe pół cm od dna.
Mieszając, odebrałam krem jako aspirujący do pewnego czekoladowego zagęszczenia, konkretu i kremowości, jednak i tak był lejący. Lejący, ale w nieco ciągnący sposób, a także miękki. Już na tym etapie zdradziła się tłustość, a także widać w nim idealną gładkość. Dostrzegłam też pojedyncze niemal czarne kropeczki, ale w strukturze zupełnie ich nie czuć. Obstawiam pyłek kakao.
W trakcie jedzenia krem potwierdził swoją półpłynność, choć w ustach nie wydał mi się taki bardzo rzadki. Leciuteńko próbował nawet zgęstnieć, pokazując się ze swojej maziście-lepkiej czekoladowej strony. Wykazywał idealną gładkość, w której czuć śliską oleistość, a także miękkość. Chociaż... kryła się w nich ledwo uchwytna pylistość. Rozpuszczał się w tempie szybkim, klejąc się do podniebienia i zębów, udając mazisty, lepko-oleisty czekoladowy smar, a potem znikając tłusto-wodniście.
Gdy z ciekawości pogryzłam masę, lekko pyliście trzeszczała.
W smaku pierwsza uderzyła słodycz. Choć nie była wysoka, dominowała. Reprezentowała mleczną czekoladą z subtelnie zaznaczonym niegorzkim kakao, wypełnioną, nadzianą toffi.
Słodycz rosła szybko i porządnie, zaraz dając się poznać już właśnie jako prawie wysoka, gdy nagle nastąpiło kolejne uderzenie.
To uderzenie jednak było migdałowe. Poczułam migdały blanszowane, przejmujące część słodyczy i podające ją na swój naturalny sposób. Wydały mi się nieprażone... a zarazem karmelizowane? Słodycz przy migdałach nabrała bardziej palonego charakteru, z toffi zmieniając się w karmel. Karmel splótł się z migdałami, otulił je porządnie. Słodycz rosła.
Migdały jeszcze się nasiliły, utwierdzając mnie w tym, że były surowe. I nagle zaznaczyła się w nich lekka, leciuteńka goryczka.
Karmelowość stojąca przy migdałach spodobała się czekoladzie, bo mimo utrzymującego się złudnego mlecznego echa, poszła w wytrawniejszym, bardziej kakaowym (palonym?) kierunku. Mniej więcej w połowie rozpływania się porcji w ustach powiedziałabym, że czuję dobrą ciemną mleczną czekoladę o ok. 60% kakao.
Goryczka migdałów szybko leciutko się nasiliła. Na obraz migdałów blanszowanych nałożyła migdały ze skórkami, bardziej charakterne, ale też w 100% surowe. Pilnowały, by mimo rosnącej słodyczy i nasilającego się wątku czekoladowego, to właśnie migdały odgrywały najważniejszą rolę.
Migdałowa, subtelna gorzkawość obudziła w czekoladowości goryczkę i oddała ją właśnie czekoladzie. Cały czas była niska, ale ta czekoladowa ciut wyższa niż migdałowa, która zresztą zaraz zniknęła. Ciemna mleczna, gorzkawa czekolada stanęła więc obok migdałów na powrót jasnych i blanszowanych. Słodycz w tym czasie trochę odpuściła i wycofała się. Pobrzmiewała jako karmel. Czekolada wraz z jasnymi migdałami zaczęła się chylić w stronę esencjonalnego nierozwodnionego mleka migdałowego.
Gdy jednak słodycz wychwyciła, że migdały zapomniały o motywie skórek, na powrót trochę wzrosła. Za sprawą czekolady ciemnej mlecznej (może wegańskiej alternatywy "mlecznej" migdałowej?), ale właśnie jednak słodkiej. Czasem aż ryzykownie. Jakby tak... to taką jak opisana tabliczkę nadziać karmelem. Ocierającym się o drapanie w gardle.
Po zjedzeniu został posmak wyrazistych migdałów - powiedziałabym, że mieszanki blanszowanych i tych w skórkach oraz słodkiej ciemnej, złudnie mlecznej czekolady z nutą karmelu. Czułam się lekko prawie przesłodzona.
Krem okazał się bardzo smaczny, a jego największą wadę widzę w konsystencji: wolałabym znacznie gęstszy krem. Krem, a nie niemal kremowy sos. Tam na samym dnie krem wydawał się cudny. Smak niewątpliwie nadrabiał, mimo że i do niego mam drobny zarzut. Wolałabym nieco niższą słodycz, a jednak więcej czekoladowej gorzkości. Przyjemny klimat nieprzesłodzonej, choć słodkiej czekolady ciemnej mlecznej, gdzie kakao się nie zatraciło nie zagłuszył, ale mocno podkolorował migdały. To one dominowały jako raczej blanszowane, choć nie wyprane z charakteru. Goryczka zawitała i do nich jako akcent skórek, i do kakao, co nadało kompozycji głębi.
Krem znacznie lepiej sprawdził by się w czymś, do czegoś (np. do twarożku) niż do jedzenia łyżeczką jak jadłam ja.
Trochę kojarzył mi się z Foods by Ann Chocolate & Coconut Spread, ale bez kokosowej nuty. Dziś przedstawiany był bardziej migdałowy, ale zarazem słodszy i mniej gorzki. Bardziej wyważony harmonijny pod względem słodyczy i gorzkości. Ja jednak wolałam bardziej gorzki podlinkowany. W kwestii słodyczy - w zasadzie była bardzo zbliżona, bo choć podlinkowany zawiera około 13% cukru (zliczyłam ten w czekoladzie i ten dodany do samego kremu), a dzisiaj prezentowany 15%, to jednak tam zastosowano cukier kokosowy o bardziej władczych zapędach.
Dziś prezentowany charakter Foods by Ann Chocolate & Coconut Spread jakby połączył trochę z Vilgain Sweet Nuts Chocolate Hazelnuts. Ten był z orzechów laskowych, ale miał bardzo podobną konsystencję i był bardzo słodki, choć ten Vilgain już zdecydowanie słodki w złym sensie.
ocena: 7/10
kupiłam: holycow-chocolate.be
cena: € 9 (za 200g; około 39 zł)
kaloryczność: 577 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie
Skład: Skład: mąka z nieprażonych migdałów 77%, cukier trzcinowy 15%, niealkalizowane kakao w proszku 8%











