funkcjonalne... Sama nie kupiłabym kremu czekoladowego proteinowego, który miałby w składzie podejrzane składniki, po których nie wiem, czego się spodziewać. Tak było właśnie z białkiem WPC. To kompletnie nie moja kategoria produktów. A jednak... lubię naturalne kremy orzechowe czekoladowe. Markę GymBeam bardzo polubiłam i weszłam z nimi we współpracę. Uznałam, że w jej ramach mogę dać szansę produktowi potencjalnie nie w moim typie. "Potencjalnie", bo na dobrą sprawę, wiedziałam, że GymBeam umieją zrobić naprawdę dobry krem. Założyłam więc, że może i białkowy wyda mi się udany.
GymBeam Hazelnut Butter + Protein + Cocoa / Białkowa Pasta z Orzechów Laskowych to kakaowy krem z orzechów laskowych z białkiem GymBeam WPI, czyli izolatem białka serwatkowego.
| przed i po uporaniu się z olejem |
Na wierzchu wydzieliła się średnia ilość oleju. Zlałam jakieś 6,5 łyżeczki, a wymieszałam łyżeczkę.
Mieszanie nie było trudne, bo mimo wysokiej gęstości, krem cechowała miękkość. Wyglądał na zwięzły, ale nie zbity. Widać w nim też sporo drobinek i kropeczek skórek, które obiecywały miazgowy efekt.
W ustach krem od razu przedstawił się jako miękki i... aksamitny, ale tylko początkowo. Był masywny, gęsty, wręcz przytykający. Trochę oblepiał zęby, mimo że nie gryzłam. Wydawało się, że jeszcze gęstniał, po czym rozpływał się w średnim tempie. Raczył mnie wtedy efektem miazgowym, a także średnią tłustością. Szybko się jednak okazało, że to dziwna miazgowość. Nie wynikała bowiem tylko z drobinek orzechów. Krem powoli zmieniał się w zawiesinę drobinek orzechów oraz miękkich, lepkich kulek-zbitek proszku. Czuć w nim też proszkowość, która próbowała chować się w miazgowym efekcie. Miał w sobie też sporo z mleka w proszku, rozpuszczającego się w lepkim stylu oraz trochę ze trochę scukrzonego miodu.
Na koniec w ustach zostawały w dużej mierze drobinki orzechów, ale często też te drobinki zlepki proszku. Gryzione wydawały się miękko-gumiaste i wciąż lepkie.
Gryzione na koniec kawałki cechowała chrupkawość i delikatność. Były delikatne, mimo że wymagały ciamkania.
Zostawił po sobie trochę wręcz ściągające (od proszku? słodziku?) wrażenie.
W smaku od razu rozbrzmiała słodycz, kierująca moje myśli ku nieco przesłodzonemu wafelkowi. Przemknęła sztuczna... wanilina?... a potem umocniła się wizja wafelka z bladymi, słabo wypieczonymi warstwami waflowymi, poprzekładanymi jasnobrązowym, szarawym kremem kakaowym. Kremem zdecydowanie przesłodzonym i niegorzkim.
Wafelka uczepiła się sztuczność, kierująca go w tanim kierunku. Kakao zdobyło się na trochę cierpkości, sugerując, że może wafelek oblano po bokach... nie tyle czekoladą, co polewą kakaową.
Zaraz jednak do gry dołączyły orzechy. Dołożyły się do słodyczy, podrzucając jeszcze skojarzenie z niezbyt udaną podróbką Kinder Bueno. W tle zaznaczył się mleczny motyw... Niezupełnie jednak mleko. Bardziej coś z mlekiem w proszku.
Orzechy laskowe cały czas wiązały się ze słodyczą, ale po paru chwilach zmieniły jej wydźwięk za sprawą swej autentyczności. Wysoka słodycz w dużej mierze przeszła w naturalnie orzechową, acz... im więcej jadłam, tym bardziej i szybciej zaznaczał swą obecność słodzik. Prażone orzechy laskowe nie próżnowały, starały się jak mogły wyjść na prowadzenie. Acz nie udawało im się.
Niestety, dość długo i ich trzymało się sztucznawo-metaliczne echo. Cały czas czułam przesłodzonego, taniego wafelka, ale już bardziej kakaowo-orzechowego. Mniej więcej w połowie rozpływania się porcji słodycz przestała na trochę rosnąć rosnąć. Orzechy laskowe walczyły o dominację, ale trudno było skupiać się tylko na nich.
Słodycz na nowo zaczęła rosnąć, tym razem za sprawą słodziku.
Wafelkowy, przesłodzony motyw zaczął przejawiać coraz bardziej mleczne skłonności. Do głowy przyszły mi... kakaowo-orzechowe płatki śniadaniowe, które zdążyły zabarwiły już i zasłodziły mleko. Mleko po płatkach ze sztuczną słodyczą i niegorzkim, ale takim "komercyjnym" kakaowym smakiem przeszkadzały laskowcom.
Słodycz słodziku nagle wyrwała się na przód. Zrobiło się zdecydowanie za słodko i aż mało orzechowo. Słodycz podchwyciła metaliczność i dodała do niej chłód. Słodzikowy motyw zmieszał się z lichym kakao i orzechami, które z czasem wydały mi się zrezygnowane. Słodzikowość i jakby mdło kakaowy, słodzikowy krem z jakiś bezcukrowych wafelków zakończył kompozycję, aż wgryzając się w język.
Na koniec w ustach zostawały jeszcze dziwne kawałki i drobinki. Gryzione smakowały jak mleko w proszku ze sztucznie miodowym cukrem i orzechowo. Dominowało to pierwsze, mimo że drobinek nieorzechowych było mniej. Orzechy po prostu nie miały siły przebicia. Ich lekko prażony smak po tym wszystkim wydawał się bardzo zgaszony utrzymującym się motywem słodziku.
Po zjedzeniu został okropny posmak słodziku, który zdawał się aż wgryzać w język, sztucznego kremu kakaowo-orzechowego prosto z tanich wafelków, może też podróbek Kinder Bueno oraz motyw mleka po przesłodzonych płatkach kakaowych. Orzechy laskowe, nie za mocno prażone, znalazły się dopiero za tym wszystkim.
Krem bardzo mnie rozczarował. Liczyłam się z proszkowością i nutą tego izolatu, ale myślałam, że pójdzie bardziej w jakieś mleczno-mączne klimaty jak np. Vilgain Cheat Spread Choco Bar, a nie że to będzie białko tak mocno smakowe i słodkie od słodziku. O smaku tanich wafelków z kremem kakaowo-orzechowym, o smaku przesłodzonych kakaowo-orzechowych płatkach śniadaniowych zabarwiających mleko oraz mocno słodzikowe. Bardzo nie moje klimaty, a w dodatku jeszcze słodzik. W trakcie jedzenia jeszcze pół biedy, ale posmak był okrutnie słodzikowy. Orzechy, które stanowiły bazę kremu, się przed tym wszystkim chowały.
Mimo że za moją uwielbianą miazgowością kryła się proszkowość, konsystencja jeszcze nie była tragiczna. Myślę, że ta proszkowość jest zrozumiała.
Mimo szczerych chęci 96 gramów to moje maks, a i to się dziwię, że aż tyle zjadłam (akurat byłam trochę głodna). Resztę oddałam Mamie.
Opinia Mamy: "Okropny ten krem. Samego to na pewno nie da się jeść. Aż w nim orzechów prawie nie czuć przez ten słodzik i... yy, proteinę? Ale głównie słodzik wszystko popsuł. Bez niego chyba byłoby jeszcze w miarę, mogłoby być. A to było paskudnie słodzikowe, aż nieorzechowe. A w dodatku nie podobało mi się, jak ten krem oklejał zęby, przylepiał się do nich denerwująco, tak... proszkowo? Myślałam, na czym to by można jeść, by jakoś się dało... Na tostach z serem żółtym i dżemem był bardziej zjadliwy. Trochę wycofał się ten słodzik i... proteinowość? A sam krem na tostach poszedł w kierunku orzechowo-kakaowych, tanich wafelków. Też niesmacznych, ale nie aż tak słodzikowych przynajmniej. Ale nawet z tostami nie mam zamiaru go męczyć".
Niestety więc wyrzuciłyśmy.
Szkoda, że gdy sprawdzałam, co to za krem na stronie przed tym, jak o niego poprosiłam, nie dotarło do mnie, że w tym białku jest nie tylko białko, aromat i kakao, a właśnie też jeszcze ten słodzik. Gdyby nie on, myślę, że kremowi spokojnie dałabym 6. A kto wie, czy nie 7? Zależy, w jakim kierunku poszedł by smak.
Co do smaku... na pewno nie jest to krem, mogący przekonać do białkowych rzeczy. Jak ktoś ma do czynienia z takimi słodzikowymi białkami na co dzień, możliwe, że lepiej odbierze ten krem niż ja. Myślę jednak, że dodanie słodziku było strzałem w kolano. Samo białko mogłoby lepiej zagrać, a właśnie ten słodzik pokierował wszystko w obrzydliwym kierunku. Gdyby jeszcze dodano go znacznie mnie... a to niestety, zdominował krem. Nawet nie to, że tak go przesłodził, ale okropnie denerwował wydźwiękiem.
Poza tym... każdemu zdarzy się wpadka, więc mimo wszystko ten krem wybaczam i nie tracę wiary w kolejne (ale już na pewno nie białkowe!).
ocena: 4/10
kupiłam: dostałam od gymbeam.pl
cena: jak wyżej, ale cena to 35,90 zł za 340g
kaloryczność: 626 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie
kupiłam: dostałam od gymbeam.pl
cena: jak wyżej, ale cena to 35,90 zł za 340g
kaloryczność: 626 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie
Skład: orzechy laskowe 80%, białko GymBeam WPI 20% (izolat białka serwatkowego, odtłuszczone kakao w proszku 4%, aromat, barwnik: karmel amoniakalny; substancja słodząca: sukraloza; emulgator: lecytyna słonecznikowa)














