Gdy przypadkiem natknęłam się w internecie na nowości marki Dolfin, oczy mi rozbłysły. Do marki mam ogromny sentyment. Wszak to z nią zaczynałam odkrywać lepsze czekolady i, opisując je, zaczęłam odkrywać, że ze słodyczy, to właśnie czekolada jest moim światem. Pech chciał, że był środek upalnego lata... I nagle przyszła luka pogodowa, ochłodzenie. Prawie, jakbym dostała znak od Wszechświata! Od razu zamówiłam, co ciekawsze tabliczki. Potem już tylko czekałam na powrót cieplejszych dni, by zabrać którąś w góry. Wybrałam jedyną z dość krótką datą, trochę żałując, że to akurat z sezamem. Wolałabym zostawić ją na koniec, bo chyba na nią nakręciłam się najbardziej. Wszak sezam bardzo lubię, a do czekolad dodają go niezwykle rzadko! Tabliczkę wzięłam ze sobą na Jarząbczy Wierch, na który weszłam z Trzydniowiańskiego Wierchu przez Kończysty Wierch. Kocham tamtejsze granie i widoki!
Dolfin Chocolat Noir - Puur - Dark Sesame grille Dark Chocolate with roasted sesame to ciemna czekolada o zawartości 60% kakao z prażonym sezamem.
Po otwarciu rozszedł się wyrazisty zapach oleju sezamowego, któremu wtórował prażony sezam o niemal wytrawnym charakterze. Wiązał się z pewną roślinnością i goryczką, która bardzo odlegle skojarzyła mi się z sałatką z glonów wakame z olejem sezamowym. Obok zaznaczyła się ziemia i mokre drewno, jak również paloność czekolady. Ta nie była w jakiś szczególny sposób konkretna, ale jeszcze podkreślająca prażony motyw sezamu. Gorzkość ogólna była dość silna, ale złożył się na nią i sezam, i czekolada. Słodycz zaś, o trochę karmelowo-cukrowym wydźwięku, wyszła bardzo wycofana.
Twarda tabliczka głośno i krucho trzaskała przy łamaniu. Sezam trzymał się jej dość porządnie. Dodano go nie za dużo, nie za mało. Ilość optymalna. A jednak bardzo rzadko zdarzały się kęsy - w zasadzie tylko, gdy robiłam kąski-kęsiki - bez niego.
W ustach czekolada rozpływała się dość wolno, dając się poznać jako gęsta i trochę maślana. Ogólnie jednak nie była bardzo tłusta. Kremowa i mazista za to owszem. Miękła bardzo łatwo. Gdy odgryzałam kawałek, wydawała się lekko pyliście trzeszcząca. Wyłaniający się dodatek chwilami podkreślił w niej jeszcze lekką wodnistość. Z ciekawości ze dwa czy trzy razy pogryzłam go na próbę wcześniej obok czekolady, ale ta wydawała się wówczas ulepkowata. Sezam był taki, jak i gryziony na koniec.
Wolałam więc gryźć sezam, gdy czekolada zniknęła.
Sezam gryziony na koniec strzelał bardzo subtelnie. W większości raczej miękkawo trzeszczał. Chwilami udawał świeży.
Gorzkość szybko okazała się palona, ale często - nie w każdym kęsie tak samo - trochę... ugodowa w stosunku do nutki oleju sezamowego? Ta nie była bardzo silna, ale nie dało się na nią nie zwracać uwagi. Przemknęła myśl o sałatce z glonów wakame z nim, po czym... Trochę się ten olej wycofał. Prażony sezam dość często też zgłaszał swą obecność.
Zaraz wkroczyła też słodycz. Zawarła w sobie leciutką, niedookreśloną orzechowość, ale i sporo cukru. Cukier wkomponowała zaraz w jakiś ciepło-rozgrzewający likier... dosłodzony wanilią?
Orzechowa nutka czasem wydawała się wzbogacona o pewną... roślinność? Jakby miksu pestek i ziarenek (nie tylko sezamu) do sałatek?
Czekolada spróbowana osobno, bez ziarenek, też smakowała trochę wytrawnym olejem sezamowym. Ziarenka wplatały ten wątek bez trudu, więc ogólnie nie musiałam ich gryźć, by je poczuć.
Gdy na próbę pogryzłam sezam obok czekolady ta wydała mi się maślano-wodniście-oleista, a sezam średnio wyrazisty. Wolałam więc gryźć go na koniec.
Ogólna orzechowość z czasem zatonęła w palonej toni jako... palone orzechy? Orzechowe kakao? Do głowy przyszło mi gorące kakao, łączące gorzkość ze słodyczą, która wręcz rozgrzewała. I... Nibsy o nieco ziemistym zacięciu? A do tego sezam czarny, bardziej gorzkawy i wytrawniejszy od białego.
Słodycz jakby trochę bała się sezamowej wytrawności i trzymała się boków. Z jednej strony wydawała się oderwana od reszty i niedopasowana, z drugiej... chwilami dawała się we znaki. Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa dołączyła do niej maślaność i wzrosły razem. Pomyślałam o maślanym karmelu. Echo wanilii podkreślało jego łagodny, niepalony charakter. Nasilał się aż nagle prawie zupełnie pochłonął wytrawną goryczkę sezamu.
W oddali doszukałam się jeszcze wątlej soczystości, a czasem jakby roślinnego motywu... Wilgotnego drewna? Zwłaszcza w kęsach z większą ilością sezamu pobrzmiewało drewno nasiąknięte wodą, zaś w kęsach gdzie trafiło się np. jedno ziarenko lub akurat mniej prażone, soczystość pozwalała sobie na odrobinkę więcej. Trzymała się słodyczy.
Wyłaniający się sezam wydawał się też podkreślać maślaność i oleistość - głównie, ale nie tylko sezamową - w czekoladzie. Końcowo słodycz maślanego, niezbyt palonego karmelu znów się go wystraszyła, acz dała radę jeszcze zaznaczyć się w gardle.
Sezam gryziony na koniec przeważnie był dość wytrawny. Prażony bardzo różnie. Raz mocno, raz średni, raz minimalnie. Czasem szedł w bardziej surowo-orzechowawym kierunku. Ze dwa czy trzy razy zdarzyło mu się zrobić aluzję do popcornu. Smakowo tonował słodycz. A gdy trafiło się więcej ziarenek, ogólnie zagłuszał czekoladowość.
Po zjedzeniu został posmak prażonego, wytrawnego sezamu z echem oleju sezamowego. Czułam też maślaność czekolady i akcent gorącego kakao na mleku. Obok stanął łagodny, słodki maślany karmel, wzmocniony wanilią, który jednak i tak wydał mi się trochę zagubiony. Za to w gardle słodycz na małe co nieco sobie pozwoliła.
Czekolada mnie rozczarowała. Była w porządku, jednak liczyłam na coś innego. Znając Dolfina, widząc zawartość kakao, myślałam, że kompozycja pójdzie albo w sezamkowym, albo w neutralnym kierunku. Za nic był nie zgadła, że wplecie motyw oleju sezamowego, z którym zbytnio się nie lubię (zależy w czym). Słodycz czekolady niby jawiła się jako niska, ale w gardle się zaznaczała. Wydawała się... trochę nie na miejscu. Gorzkość samej czekolady, ta kakaowa, nie popisała się. Palona, leciutko orzechowa i w porywach ziemista baza przypominała raczej gorzkawe gorące kakao niż porządnie gorzką ciemną czekoladę. Sezam dominował... głównie motywem oleju sezamowego dopiero potem jako prażone ziarenka. Pierwszy mocno zabarwił bazę, która końcowo zdecydowała się na maślaność. Szkoda.
Lindt Excellence Roasted Sesame Dark była o wiele słodsza, jednak nawet przy mojej wrażliwości na słodycz, uważam, że akurat to sezamowi w czekoladzie pasuje.
ocena: 7/10
kupiłam: SmaczaJama.pl
cena: 16,90 (za 70g)
kaloryczność: 545 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie
Skład: miazga kakaowa, cukier, sezam 6%, tłuszcz kakaowy, emulgator: lecytyna sojowa; naturalny aromat waniliowy



































