Nazwa Aroko coś mi mówiła i wydawało mi się, że nawet jadłam jakąś ich czekoladę. Zaczęłam szukać na blogu i... Pomyliłam ją z Ara Chocolat. Jak?! Włoska marka Aroko ceni przede wszystkim wenezuelskie ziarna i poprzez czekolady chce oddać esencję tego kraju. Założyli ją Dubraska i Johonny, para z Wenezueli, która przeprowadziła się do Włoch około dekady temu. Łącząc swoje dziedzictwo z włoskim rzemiosłem, prażą, mielą i uszlachetniają każdą partię, aby wydobyć unikalny smak tkwiący w kakao. Aroko ściśle współpracuje z wenezuelskimi rolnikami, pozyskując mikropartie z pełną identyfikowalnością i zapewniając uczciwe wynagrodzenie za ich pracę.
Dziś przedstawianą czekoladę stworzono z kakao z plantacji Hacienda las Bromelias, na której uprawiane są odmiany kakao Ocumare 60, 61 i 67. Należy ona do rodziny Fischerów, którzy te genetyczne skarby hodują w ustronnym miejscu w małej wiosce Cumboto, zachowując wyjątkowy profil aromatyczny. Kakao Ocumare zasłużyło sobie na to! Jest bardzo cenione przez fachowców.
Aroko Chocolate 74% Dark Ocumare Aragua, Venezuela to ciemna czekolada o zawartości 74 % kakao Ocumare 60, 61 i 67 z Wenezueli, ze stanu Aragua, z wioski Cumboto.
Po otwarciu rozbrzmiał intensywny, wytrawny zapach goryczkowatych ziół, niemal węgla, wędzonej papryczki chili oraz cytrusów. Wytrawne zioła przechodziły w za mocną, wręcz cierpką zieloną herbatę liściastą. Wędzenie i paloność do owoców też dołożyło motyw wędzenia i w głowie pojawiły mi się wędzone wiśnie. Choć cytrusowy wątek zdawał się bardzo złożony, namieszany, na pewno wyczułam tam wybijające się grejpfruty. Obok tego wszystkiego stanęła nuta nabiału ("diary" chciałoby się rzec), składająca się ze śmietany i masła. Bez wątpienia czuć jednak też słodycz. Podkreśloną kontrastem i jakby trochę niedopasowaną. Do głowy przyszło mi masło z miodem i nieśmiałe, trzymające się tyłów, kwiaty.
Mała, ale bardzo twarda ze względu na grubość tabliczka była tłusta w dotyku. Podczas łamania trzaskała głośno, wydając się bardzo pełną.
Czekolada najpierw powoli zaczynała się rozpuszczać, dając się poznać jako kremowo tłusta i istotnie bardzo gęsta. Trzymała kształt, lecz nagle zaczynała rozpuszczać się coraz szybciej w mocno wodniście-soczysty sposób, ujawniając ziarnistość. Wciąż była do pewnego stopnia kremowa, jakby wewnętrznie gęsto-zbita, ale zarazem łatwo rzednąca i znikająca na wodę.
W smaku przywitał mnie zaskakująco łagodny, maślano-śmietanowy splot. Był mocno nabiałowy, naturalny i dość tłusty. Po chwili masło zaczęło wybijać się na prowadzenie.
Pojawiła się też słodycz i kwaśny akcent czerwonych owoców. Słodycz błyskawicznie zmieszała się z masłem, serwując mi właśnie jakieś słodkie miodowe masło, może nawet lekko korzenne? Słodycz rosła i wyprzedziła maślaność, odchodzącą na tyły. Jasny, ale cierpkawo-charakterny miód przedstawił się jako on sam. Po chwili trochę scukrzony?
Za dość wysoką słodyczą rozwijała się kwaśność świeżych, niezbyt dojrzałych, cierpkich wiśni.
Do skrystalizowanego miodu dołączyła paloność, która trochę przyćmiła miodowy charakter. Słodycz zrobiła się bardziej karmelowa, a wraz z tym, jak przenikała do niej paloność, wydawała się bardziej stonowana. Zajęła średni poziom i się go raczej trzymała. Tylko co jakiś czas nieco bardziej się wychylając.
Wraz ze wzrostem słodyczy pojawiła się i także nasilała gorzkość. Przechwyciła cierpkość, jaka zaznaczyła się w miodzie, i podała ją na swój sposób. Do głowy przyszedł mi węgiel, mocno związany z palonością, a po chwili nieco za mocna zielona herbata liściasta. Zaraz dodano jednak do niej trochę osładzającego, tonującego cierpkość miodu.
Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa silną, cierpką zieloną herbatę urozmaiciły rozmaite, cierpkawo-wytrawne zioła, w tym szałwia. To za ich sprawą rosła gorzkość. Gdy zrobiła się silna, zaprosiła kwaśność owoców. Wydobyła cytrusy, a ja poczułam się, jakbym piła ziołowy napar - bazujący na szałwii - z miodem, cukrem trzcinowym i cytryną.
Palony klimat mocno związany z węglem z czasem natrafił na masło i nabiałowe nuty, które przypomniały o sobie. Zaczęły trochę tonować gorzkość.
Wykorzystały to coraz mniej kwaśne, ale na pewno kwaskawe, owoce. Wiśnie zrobiły się... wędzone? I ciężkawe? Zmieszały się z wędzoną, słodką papryką i chyba jakimś palonym chili. Wyobraziłam sobie papryczki opalane i wpisane w jakiś sos wiśniowo-wytrawny, pikantny, ale też słodki, lepki od słodyczy. Trudne do było do uchwycenia, aż nagle przybyło więcej cytrusów. Niekoniecznie jednak bardzo kwaśnych. Cytrynie towarzyszył grejpfrut, który szybko stanął na czele owoców, łącząc w słodkie goryczkę, kwaśność i słodycz. Ogólnie, mimo że osłabła, kwaśność poszła w bardzo soczystym kierunku.
Słodycz wydała mi się w tym momencie z jednej strony ostrożna, z drugiej silna, bo podkreślona kontrastem i jakby niedopasowana... Pomyślałam o karmelizowanych cierpko-goryczkowatych ziołach. Suszonych i karmelizowanym, a wiec trochę jakby "ocukrzonym" rozmarynie i tymianku. Przemknął mi przy nich chyba akcent kwiatów... suszonych? I słodsza, ciepła korzenność cynamonu.
Po zjedzeniu został posmak kwaśnych cytryn i wiśni, z echem grejpfruta oraz cierpkiego splotu zielonej herbaty i wytrawnych ziół. Czułam też węgiel i gorzkość, ale i znaczący, nabiałowy, maślany, łagodzący motyw. Słodycz wydawała się trochę cukrowa, kontrastowa, ale i podkreślająca ciężką wytrawność.
Czekolada była bardzo ciekawa, dynamiczna i po prostu smaczna. Szkoda tylko, że dość tłusta i potem tak przyspieszająca z rozpuszczaniem się na wodę. Przez to w smaku miałam wrażenie, że wszystko dzieje się na raz i trudno delektować się poszczególnymi wątkami. A było czym! Mimo że chwilami słodycz dziwnie dawała się we znaki nie przez wysokość, bo była średnia, a przez niedopasowanie. Całość bowiem wyszła dość wytrawnie i teoretycznie kwaśno z wydźwięku owocowo. Nabiałowe nuty i sporo gorzkości palono-węglowej, ziołowej, zielonej herbaty, podkreślanej ziołami w tym szałwią, ziołami-przyprawami ciekawie przeplatały się z kwaśnymi wiśniami, wiśniami wędzonymi i cytryną z grejpfrutem. Herbata zielono-szałwiowa z cytryną, sos wiśniowo-paprykowy wędzony intrygowały. Teoretycznie kwaśne motywy nie wyszły tu jednoznacznie kwaśno. Nic w tej czekoladzie nie było jednoznaczne! Słodycz cierpkiego miodu i karmelizowania jak najbardziej starały się wpisać w konwencję, ale chwilami im nie szło, a jednak nie wyszły źle, a też na swój sposób ciekawie. Czuję, że gdyby tak wszystko rozpływało się i pokazywało wolniej - gdyby miała inną konsystencję - mogłaby mieć 9 albo i 10.
A. Morin Venezuela Ocumare noir 70 % smakowała zupełnie inaczej: ciasteczkowo, Duffy's Venezuela Ocumare 72 % też, bo słodko owocowo, Amano Ocumare Village Venezuela 70 % Dark Chocolate słodko od owoców i przypraw. Dziś prezentowaną trudno do jakiejkolwiek skojarzyć.
ocena: 8/10
kupiłam: chocolateseekers.com
cena: £8.95 (za 50g; około 44 zł)
kaloryczność: 570 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie
Skład: ziarna kakao, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy









