Mam słabość do czekolad z wysoką zawartością kakao z Ugandy, bo jego naturalna słodycz przy tej ilości wciąż wiąże się z mocną wytrawnością. Stąd, przy wybieraniu czekolady nieznanej mi hiszpańskiej marki Essenzo, mój wzrok zatrzymał się właśnie na takiej. Tworzą oni w hiszpańskiej Galicji od 2018. Zaczęło się, jak sami piszą "trochę z przypadku", kiedy Guillermo Villafáñez z ciekawości kupił specjalny młyn i zaczął robić czekoladę w domu. Efekt, tak odmienny od tego, co jest w sklepach, zaskoczył go i zależało mu, by pokazać to światu. Po paru latach udało się i stworzył markę, która od 2022 jest doceniana i nagradzana przez International Chocolate Awards. Dziś przedstawianą tabliczkę zrobiono z kakao z lasu Semuliki w zachodniej Ugandzie, gdzie uprawia je 1002 małych rolników. Ogólnie 52% tamtejszych pracowników to kobiety. Działają pod egidą Latitude Trade Co, przedsiębiorstwa zajmującego się poprawą warunków życia rolników i zajmującego się całym procesem po zbiorach. Wszystko oczywiście w pełni ekologicznie. Essenzo docenia takie podejście i działa tylko na kakao z małych plantacji.
Essenzo Cacao Semuliki Uganda 80 % to ciemna czekolada o zawartości 80% kakao z Ugandy, z dystryktu Bundibugyo, z lasu Semuliki.
Po otwarciu poczułam delikatny zapach o słodkim charakterze, który tworzyły głównie suszone figi, kwiaty i miód. Miód leśny, a więc ciemniejszy i charakterniejszy, wiążący się z motywem drzew i lasu ogólnie. Wyobraziłam sobie jesienny las mieszany, a do głowy przyszły mi też kompozycje zapachowe jesienno-piżmowe (np. perfum, świec) w przytulnych klimatach. Dokładały się do niego też róże i jaśmin (bardzo jednoznaczne). Do słodyczy dołożyły się także łagodne, lekko podprażone nerkowce i... krówki? Jakby jakaś masa krówkowa z nerkowcami. Dopiero za tym wszystkim na końcu, pokazał się akcent czerwonych owoców: w wydaniu słodkiego syropu z.... żurawiny i granatu?
Twarda, gruba tabliczka o żywym przebłysku przy łamaniu trzaskała głośno i masywnie.
W ustach rozpływała się w tempie średnim, szczycąc się początkową gęstością i kremowością. Była tłusta, a zarazem soczysta. Gęstość szybko odpuszczała, mimo że czekolada przez pewien czas pozostawała zbita. Potem jednak zmieniała się w lepkawo-mazistą, plastyczną masę pozbawioną gęstego konkretu o idealnej, wręcz śliskawej gładkości. Znikała wręcz wodniście (choć wciąż dość tłusto), zostawiając cierpkawe wrażenie.
W smaku pierwszy obecność zaznaczył miód, wynosząc słodycz na średni poziom. Miód niemal... pikantny? Po chwili okazał się miodowym syropem z czerwonych owoców, a za nim przemknął gorzki, gęsty dym.
To jednak syrop przyciągał większość uwagi. Pomyślałam o żurawinie i granacie, ale wkomponowanych w wyrazistą słodycz syropu. Cierpkawa kwaśność zawisła jako jedynie sugestia.
Do słodyczy dołączył wątek kwiatów. Świeżych, żywych kwiatów, choć przez moment myślałam, że pojawią się też suszone. Za nimi bowiem wychwyciłam pewne ciepło. Ciepło... czegoś palącego się? Na pewno zaznaczył się gorzkawy dym, a kwiaty jednak zostały przy świeższym wydźwięku. Do głowy przyszedł mi rześki jaśmin i odrobinka jasnych róż.
Słodycz miodu - pikantniejszego miodu leśnego - podchwyciła ciepło jako jakaś ciepła kasza z miodem, a potem przywołując ciepły jesienny dzień w leśnej scenerii. Miód miał charakter, był ciemny i cierpkawy, a gdy tylko nakierował myśli na las, trochę kwaskawy ze względu na iglastość, przybyły też drzewa jako kontrapunkt dla słodyczy. Gorzkość zaczęła przybierać na sile, pokazując, że słodycz odtąd nie ma prawa już rosnąć. Miód jakby nie zniósł tego i zaczął zanikać... słodycz jednak przechwyciły - nie wiadomo skąd wyskakujące - suszone figi. To one, nie kwiaty, okazały się suszone. Podtrzymały w pokrętny sposób echo czerwonych owoców, które od początku do tego momentu niemal zaniknęło.
Ciepło-suszony motyw odnalazł się też w leśności. Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa wyobraziłam sobie suche, złote liście opadające na ziemię. Wśród coraz silniejszej drzewnej nuty właśnie pojawiło się trochę czarnej, chłodnej z kolei ziemi. Na moment zawitała nawet ostro-chłodna lukrecja. Ziemia jednak nie dała rady wydostać się przed cieplejszy, gorzki motyw dymu.
Przy lukrecji zebrało się jeszcze trochę cierpko-goryczowatych ziół, ale te z kolei przysłoniły kwiaty (teraz w odwróconych proporcjach: róże i jaśmin?).
Zanim na dobre zrobiło się bardziej gorzko i poważnie, do gorzkości i lasu dołączyły orzechy nerkowca. Lekko podprażone, więc też w pewnym sensie wpisujące się w "ciepło". Zdecydowanie załagodziły kompozycję i dopuściły do głosu maślaność.
Odnotowałam więcej czerwonych owoców w słodkim wydaniu. Przez kompozycję przemykał syrop z owoców granatu i żurawiny, może z odrobinką wiśni. Kwaskawy bardzo subtelnie, acz niepodważalnie. Raz po raz mignęła mi myśl o kwaskawych różowych winogronach (o długim kształcie i chrupkiej strukturze). Kwiaty pomogły im na parę chwil roztoczyć trochę świeżości-soczystości. Po pewnym czasie do owocowego motywu wróciły suszone figi, trochę osłabiając potencjał kwasku. Słodycz znowu dała radę trochę wzrosnąć.
Kwiaty zmieniły się w różane krówki.
Przez moment maślaność rozpędziła się i wyszła przed nerkowce, otarła się o trochę dziwny duet masła i miodu, po czym nerkowce nie dały za wygraną i to one prawie zajęły pierwszy plan. Pomogła im słodycz, przechodząca w miodową krówkę. Masę krówkową z nerkowcami?
Las i ziemia zmieniły się w przytulną kompozycję jesienno-piżmową (jak z perfum i świec?), a dosłownie w ostatniej sekundzie odnotowałam w niej skryty niemal grzybowy, wytrawniejszy akcent.
Po zjedzeniu został posmak bardzo słodkiego, miodowego syropu z czerwonych owoców, miodu samego w sobie, takiego cierpkawo-leśnego raczej oraz lukrecji, przy asyście jesiennego lasu. Czułam w nim cierpkawość, akcent grzybów, ale jakby skrytych w cierpkości dymu. Z dymem ochoczo mieszała się lukrecja i chyba jeszcze coś ziołowego. Wszystko mocno załagodził maślano-nerkowcowy motyw.
Czekolada smakowała mi, acz trochę zawiodłam się na tym, że aż taki udział w kompozycji miały słodkie nuty. Miód leśny i figi, syrop z czerwonych owoców, trochę kwiaty, nerkowce i krówki przeplatał wprawdzie leśno-jesienny, trochę ziemisty, lukrecjowo-ziołowy i dymny splot, ale gorzkość nawet nie zrównała się ze słodyczą. Była jej jakby podległa. Kwasku, też podległego słodyczy, pojawiło się niewiele... To bardzo smaczna czekolada, ale w ciemno dałabym jej 70%, a nie 80%. Długo byłam sceptyczna i skłaniałam się raczej ku wystawieniu 8, ale pomyślałam, że była na tyle pełna ciekawych zwrotów akcji i "rozwiązań", że może mieć i trochę naciągane 9.
Nuty bardziej przypominały Beskid Chocolate Uganda Semuliki Czekolada Rzemieślnicza Gorzka 70 % Kakao (właśnie np. tymi krówkami), niż Beskid Chocolate Uganda Semuliki Czekolada Rzemieślnicza Gorzka 80 % Kakao o nutach cynamonowej chałwy, raw barów, która daktyle i kwiaty przeplotła "ziemistą jesienią".
Syrop z czerwonych owoców przypomniał mi troszeczkę przecudowną Rózsavolgyi Csokolade Birds of Uganda 80% m.in. z nutką syropu wiśniowego.
Nie do końca chwyciła mnie też ta idealnie gładka, tłusto-rzednąca konsystencja. Mogłaby być bardziej gęsta i wolno znikająca.
ocena: 9/10
kupiłam: clubdelchocolate.com
cena: €8 (za 80g; około 34 zł)
kaloryczność: 588,6 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie
Skład: kakao, cukier trzcinowy



























