Sopocka Manufaktura o chyba pierwsza marka lepszych, tych degustacyjnych czekolad, której więcej niż czystych ciemnych tabliczek, zjadłam tych z dodatkami. Po prostu gdy składałam pierwsze zamówienie, w ofercie czysta była tylko jedna, a te dodatkami nie były zaporowo drogie, więc uznałam, że będą świetne w góry. Okazały się na tyle dobre, że gdy marka wprowadziła nowości, od razu się zainteresowałam. Tym bardziej, że miały przyjemnie wysoką zawartość kakao o nieczęsto spotykanym pochodzeniu, a cukier zmieniono z białego na trzcinowy (do czekolad ciemnych najlepszy!)... Już, już się ucieszyłam, aż się okazało, że na stronie wkradł się błąd. Jednak nadal używają cukru białego, nie trzcinowego. Dziś przedstawianą zrobiono z ziaren z rodzinnej plantacji Kablon Farms z Filipin, a opis obiecywał egzotyczna głębię i zrównoważoną dzikość. Ziarna fermentowały i suszyły się tam, na miejscu.
To pierwsza czekolada z kakao z Filipin tej polskiej marki z Sopotu.
Sopocka Manufaktura Czekolady Okrągła Sopocka Czekolada Rzemieślnicza Ciemna 85 % Trinitario/Criollo Filipiny Kablon Farms to ciemna czekolada o zawartości 85% kakao trinitario i Criollo z Filipin, z wyspy Mindanao.
Po otwarciu rozbrzmiał zapach egzotycznych, tropikalnych owoców i ziół. Owoce odpowiadały za słodycz, ale też cierpkości im nie brak. Obok bardzo słodkich bananów i śmietankowo-ryżowego deseru z mango ("sticky rice pudding") znalazły się cierpkie raczej suszone miechunki oraz cytrusy, a harmonię między nimi zapewniał... karmel yuzu-cytrynowy? Odrobinka lukru cytrynowego? Tuż przy nich prezentowały się zioła i przyprawy, w tym głównie niemal wytrawny tymianek. Za przyprawami przewijał się cierpkawy dym, a jeszcze dalej doszukałam się pieczonego - lekko orzechowego? - akcentu. Z tym wiązał się ledwo uchwytny, maślany karmel... Pomyślałam o leciutko podpieczonym spodzie do ciasta, może ciastowej tarty oraz o maślanych bułeczkach drożdżowych.
Tabliczka o bardzo kremowym wyglądzie przy łamaniu okazała się średnio twarda, lecz głośno trzaskająca. Dźwięk obiecywał gęstość i konkret.
W ustach czekolada rozpływała się powoli, od początku zapewniając mnie o swej masywności. Była średnio kremowa, lekko pylista i coraz bardziej, choć nigdy jakoś szczególnie mocno, soczysta. Chwilami chyliła się ku zawiesinie, ale gęstej i lepkiej, ze względu na którą to lepkość kształt trzymała niemal do końca. Trochę oleista tłustość narastała, ale przełamała ją wręcz szorstkość, przewijająca się epizodycznie.
W smaku pierwszą poczułam słodycz tropikalnych żółtych owoców. Choć nie była wysoka, ze względu na odosobnienie, okazała się bardzo istotna. Przede wszystkim czułam banany, po chwili mieszające się w niemal równych proporcjach z mango... musem z mango prosto z deseru zrobionego z kleistego ryżu "sticky mango rice".
Za tym wszystkim zaznaczyła się cierpkość... goryczkowatego dymu?
Deser trochę ryżowy, trochę mleczny, nagle wydał mi się wręcz maślany (jakby zamiast na mleczku zrobić go na maśle). Maślaność ta kontynuowała słodycz, sugerując też mocno maślany, łagodnie palony karmel.
W tle przemknęła znów cierpka sugestia. Tym razem jednak bardziej owocowa, trochę jakby... czerwone porzeczki i coś bardziej cytrusowego? Miechunka? Zaraz mi umknęły, nim zdążyłam je dookreślić.
Słodycz w tym czasie zmieniła wydźwięk. Wciąż nie była wysoka, ale zdążyła już trochę wzrosnąć i rosła nadal. Maślany karmel wyszedł dość... ciastowo? Pomyślałam o tarcie na jasnym, lekko wypieczonym spodzie. Tarcie karmelowej? I o maślanych drożdżowych bułeczkach, na które to zaskoczył motyw owoców. Niczym puszysta bułeczka, na którą nałożone owocową, kwaskawą masę "curd" z cytrusowo-egzotycznych owoców.
Paloność rosła z lekkim opóźnieniem, po paru chwilach wydobyła gorzkość. Ta zaczęła rosnąć bez ociągania, częściowo odwracając uwagę od słodyczy i od owoców. Pomyślałam o niemal cierpkawym dymie, który po chwili opadł, odsłaniając przyprawy i zioła.
Zioła niosły ze sobą cierpkość i wytrawność. Dowodził w nich tymianek. Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa zioła prawie zdominowały kompozycję. Po debiucie jednak przywołały do siebie bardziej pikantnawo-słodki wątek. Oto zioła osłodził cynamon i zrobiło się bardziej ziołowo-korzennie (nie czysto ziołowo).
W tej ogólnej cierpkości miejsce znalazły i soczyste, cierpkawe właśnie owoce. Cytrusowe, ale nie tylko. Aż trudne do uchwycenia.
Cynamon, wraz ze specyficznym ciepłem, przywrócił nutę wypieku. Przemknęła mi przez głowę myśl o pieczonych orzechach, tarcie z orzechami i karmelem, ale nic z tego nie zatrzymało się na dłużej. W pewnym momencie wyobraziłam sobie tartę na bardziej biszkoptowym spodzie.
Tartę cytrusową! Wróciły owoce, tym raczej bardziej kwaśno-cierpkie. Znowu zaznaczyły się czerwone porzeczki, ale jakby wymieszane z egzotyką i cierpkimi cytrusami. Może specyficznym, złożonym w smaku yuzu? Z czasem przeszły w suszoną miechunkę o nawet lekko wytrawniejszych skłonnościach, ale i obecnej słodyczy.
Choć wzrost słodyczy stopowały różne elementy, udało jej się znowu trochę podskoczyć, a wszystko za nią działo się dosłownie w ułamku sekundy. Pomyślałam o dziwnym, wytrawniejszym karmelu, jakby zrobionego z miso (pastą z fermentowanej soi, ryżem)? A po chwili o karmelu egzotycznie kwaskawym, karmelu z cytrusem yuzu, przechodzącego w wizję tarty mango-miechunkowej a'la ten sticky rice.
Korzenny, trochę ziołowy motyw przemieszał się z tartą, jakby tę owocową słodycz próbowano przyprawić w nieoczywisty sposób, właśnie tymiankiem i cynamonem. Hamowały też egzotykę, uproszczając ją do cierpkawego kwasku cytrusów. A w zestawieniu do cierpko-kwaśnego wątku, nagle tło wydało mi się mocno maślane... niczym słodka maślana bułeczka porządnie posmarowana masłem.
Po zjedzeniu został posmak cierpkiej mieszaniny miechunek i cytrusów oraz cynamonowej tarty, której trochę tymianku i dym dołożyły niemal wytrawne echo. Karmelu z pastą miso? Mimo że ogólnie wciąż wydawała się lekko biszkoptowa. Do tego w głowie siedział mi maślany karmel i bardziej maślana wersja deseru "sticky mango rice".
Czekolada była bardzo wyważona: choć niewątpliwie słodka, to słodka w adekwatny do tej gorzkości sposób. Słodycz i gorzkość uzupełniały się i przeplatały. Trochę kwasku i cierpkości także się dopasowało. Banany, przechodzące w mango, miechunka i porzeczka, cytrusy ogólnie stanowiły tu tylko dodatek, kompozycja nie była bardzo owocowa. Więcej odegrał motyw pieczony, który połączył dym i orzechy z tartowo-wypiekowym wątkiem. Wytrawność przechodząca w karmel z miso i karmel z yuzu niesamowicie intrygująca. Wszystko to bardzo ciekawie urozmaiciły zioła z tymiankiem na czele oraz cynamon. Choć długo byłam przekonana, że wystawię 8, to jednak te wszystkie naprawdę niecodzienne nuty przeważyły o ocenie, że jednak 9. Czułam, jakby to, co mi nie grało w Sopocka Manufaktura Okrągła Sopocka Czekolada Rzemieślnicza Ciemna 70 % Trinitario/Criollo Nicaragua O'Payo, w tej zwyczajnie nie wystąpiło. Jej karmelowe nuty sugerowały cukier trzcinowy, ale przecież nadal dodają biały... Ach, ile jest w stanie zdziałać wyższa zawartość kakao!
Egzotyka, kwasek cytryny i przyprawy, a także specyficzne wątki maślano-orzechowo-słodowe z Dzika Czekolada Philippines - Regalo 80 % kojarzyły mi się trochę z wydźwięku i klimatu z dziś prezentowaną.
Chapon ogólnie w zasadzie też jako tako kojarzyła się pod pewnymi względami, jednak w smaku podobne nie były. Też przez zupełnie inną zawartość kakao - wszak Chapon poszła w słodszym kierunku, zrozumiałym dla jej 70%.
ocena: 9/10
kupiłam: sopockamanufaktura.com
cena: 35 zł (za 65g)
kaloryczność: 579 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie
Skład: miazga kakaowa, cukier, lecytyna słonecznikowa











