Pingo Doce Momentos Unicos Belgijska Czekolada Gorzka to ciemna czekolada o zawartości 72 % kakao z Wybrzeża Kości Słoniowej, Nigerii, Ghany i Togo.
Po rozerwaniu sreberka zobaczyłam bardzo ciemną, ale intensywnie brązową tabliczkę, która wydała mi się piękna. Nie dość, że skojarzyła mi się z uwielbianymi czekoladami śmietankowymi Kaufland Classic, to jeszcze każda gruba kostka została przyozdobiona wzorem orzecha laskowego.
Do przełamania musiałam użyć dużo siły, bowiem tabliczka była twarda. Sukces został przypieczętowany pełnym, głośnym trzaskiem, a każdy zrobiony kęs - nie gorszym chrupnięcio-trzaśnięciem.
W ustach potwierdziła się jej pełnia i gęstość. Rozpływała się bowiem powoli, przy czym pozostawała bardzo zbita, mimo że po całych ustach roztaczała maziście-bagienkowate, kremowe smugi. Wydała mi się tłustawa w sposób śmietankowy, ale wcale nie za mocno. Nie brakowało jej przyjemnej pylistości, która pod koniec wprowadzała nawet lekko suchawy efekt.
Słodycz w tym czasie jakoby szukała ujścia. A to wywyższała się, a to na moment gdzieś znikała. Najpierw jej przebłyski były słodko-palone, raczej karmelowe, ale gdy tylko pojawiła się kawa, słodycz poszła w słodko-śmietankowym kierunku. Chwilami nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że to czekolada śmietankowa. Ogólnie słodycz wydała mi się "wpisana w resztę", nie za mocna.
Pod koniec rozpływania się kawałka palono-karmelowo-śmietankowe nuty, jakby z rezygnacją raz jeszcze spróbowały swoich sił i tym razem wychwyciłam świeże orzechy laskowe wraz z gorzkawymi skórkami (chwilami miałam wrażenie, jakby w miejsce często spotykanych "waniliowatych nut" wszedł "dodany smaczek orzechów", co wyszło bardzo pozytywnie). Ich naturalność jakby powoli zaczęła wyciszać smak, a kawałek znikał.
Pozostał posmak palono-kawowy, z sugestią orzecha i śmietankowej słodyczy oraz pylisto-suchawy efekt.
Czekolada wyszła spokojnie, ale bardzo wyraziście i zaskakująco głęboko. Z ogromną przyjemnością utonęłam w należycie gorzkawej, choć wciąż łagodnej i słodkiej, wytrawnie cierpkawej toni. Podobało mi się wyraziste palenie, które było trafione w punkt i przy którym nie doszukałam się niepasujących nut. Kawa, dym i orzechy, karmel i śmietanka wpisały się w nie doskonale.
Z zaskoczeniem odkryłam, że smakowała mi bardziej niż np. J.D. Gross Ekwador 70 %, bo... dym i paloność po prostu świetnie połączyły ze sobą wszelkie nuty, a z racji śmietankowych sugestii, Pingo wydała mi się mniej palono-prażona. Pingo skupiła się na kawie i dodatkach do niej (po orzechowej nucie wnioskuję, że sporo było tam kakao z Ghany), J.D. Gross to "ciacho i kawa".
I doszłam do momentu, w którym żałuję, że kupiłam tylko tę i to jedną (chociaż... dużego zapasu i tak bym nie zrobiła, bo daty).
I doszłam do momentu, w którym żałuję, że kupiłam tylko tę i to jedną (chociaż... dużego zapasu i tak bym nie zrobiła, bo daty).