
O dzisiejszej bohaterce wspominałam wczoraj przy okazji czekolady z wielbłądzim mlekiem Al Nassma, jednak myślę, że czytelnicy tego bloga znający chociaż trochę ofertę Domori ani przez moment nie wątpili, że ta czekolada się u mnie pojawi. Cieszę się, że z jej otwarciem poczekałam aż tak długo (dzięki temu mogłam te dwie zestawić ze sobą dzień po dniu), ale... już wcześniej pozwoliłam sobie wyszukać parę informacji na temat mleka wielbłądziego. Rzekomo jest dość podobne do krowiego, ale słodsze (choć jego smak zależy od tego, czym wielbłądy są karmione, np. często podaje im się daktyle, właśnie aby uzyskać jeszcze słodszy efekt) i ze słonawą nutą, mniej tłuste oraz zawiera trzy razy więcej witaminy C. Co do smaku, to rzeczywiście, było to czuć przy Al Nassma (jednak tam i słodzideł dużo było), więc teraz jeszcze bardziej mnie ciekawiło, jak do sprawy podszedł mistrz...
Domori Camel's Milk Chocolate (Cioccolato Camel Milk) Cacao Criollo 45 % to czekolada mleczna o zawartości 45 % kakao criollo z wielbłądzim mlekiem, które stanowi 22 % składu.

Po otwarciu złotego papierka zobaczyłam intensywnie brązową, choć ewidentnie mleczną, tabliczkę i poczułam... to był dopiero specyficzny zapach! Z jednej strony delikatne orzechy i kakao charakterystyczne dla mlecznych Domori, a z drugiej... siano z takim wielbłądzim motywem. Od razu przypomniało mi się wspomnienie cyrku z
zadbanymi wielbłądami, który dawno temu zrobił na może sześcioletniej mnie, ogromne wrażenie. To był ten zapach... siano i wielbłądzie futro, ale w wydaniu dla klasy wyższej, ukryty w słodkim jedwabiu czekolady.
Przy łamaniu czekolada lekko chrupnęła, a po znalezieniu się w ustach rozpuszczała się bardzo kremowo, w nieco maślany sposób.

Określeniami, jakie pierwsze przyszły mi do głowy
równocześnie były: "mało słodka" i "słodko-słona". Potem tylko utwierdziłam się w ich słuszności. Ta zwyczajna czekoladowa słodycz była stonowana, o nieco karmelowym charakterze, a nuta "słodko-słona" bardzo szybko ujawniała specyfikę opisaną w zapachu. Czułam tu słonawy posmak siana, trochę zbożowy, przy którym pojawiało się naturalne, pełne mleko. Obraz wielbłąda chodzącego dumnie po złotym sianku nie chciał wyjść z mojej głowy, ale nie było tu żadnej mocnej zwierzęcej nuty - możecie mi wierzyć. Ta czekolada to zupełnie co innego niż czekolady na mleku kozim (które jest i bardzo specyficzne i bardzo wyraziste).

Przy tej pełni mleka nasilał się - choć wciąż pozostawał łagodny - akcent kakao. Wydawało mi się, że czułam tu grillowane orzechy laskowe, aż do momentu, kiedy i słodycz zaczęła przybierać na sile.
Nie była to jednak zwykła słodycz, a subtelna i złożona. Przysięgłabym, że oprócz karmelowego posmaku (prawdopodobnie od cukru trzcinowego) czułam tu też daktyle, albo syrop daktylowy. To grillowanie sprawiło, że właśnie o grillowanych daktylach zaczęłam myśleć (choć smaku takowych nie znam).

Siankowo-zbożowe nuty były powoli zalewane przez wyżej opisany smak, aż w końcu wszystko inne zostało zdominowane właśnie przez słodycz i mleko. To była ciepła, "milusia", ale zarazem orzeźwiająca i wykwintna kompozycja, której smak pozostawał w ustach na średnio długi czas, osamotniając bardziej mleczną, słonawą, nutkę.
Ta czekolada bardzo, ale to bardzo mi smakowała. Jak na dłoni czułam tu niecodzienne nuty, w których przewijały się siano, daktyle i ta słodko-słoność. Przypuszczam, że słonawą nutę mleka wielbłądziego tak świetnie podkreśliło kakao.
Wydaje mi się, że dzięki użyciu mniejszej ilości słodzideł (Al Nassma miała jeszcze miód i wanilię), tutaj mleko wielbłądzie było po prostu bardziej wyeksponowane. Czekolada była zdecydowanie mniej słodka i bardziej kakaowa, dzięki czemu tym bardziej przypadła mi do gustu.
ocena: 10/10
cena: 21,25 zł (za 25 g) - dostałam zniżkę
kaloryczność: 606,5 kcal / 100 g
czy kupię znów: chciałabym kiedyś do niej wrócić
Skład: cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, mleko wielbłądzie (22%), miazga kakaowa criollo, lecytyna sojowa