Nowe, coraz bardziej kombinowane kompozycje Zottera zwyczajnie zaczynały mnie męczyć i denerwować. Ambitne opisy, a rzeczywistość rozczarowująca. Problem widziałam w tym, że obecnie Zotter za wiele pcha do każdej warstwy, robi za dużo złożonych warstw, przez co ogół wychodzi zbyt chaotycznie lub rozmyto. Dziś przedstawiana kompozycja na tle tych wszystkich przekomnimowanych, przeładowanych tabliczek jawiła się jako przyjemnie prosta odskocznia. Jak ujął w opisie Zotter, "w hołdzie dla słynnej francuskiej ciemnej praliny (dark praline)", stworzył pralinę z ciemnych prażonych migdałów z ciemną czekoladą, która wg niego pasuje tam najlepiej. Zgooglałam, by się upewnić, o co chodzi. Chodzi o krem zrobiony z karmelizowanych migdałów, czyli właśnie tę francuską pralinę. To dość ważne, bo często w odniesieniu swoich warstw i orzechowych batono-tabliczek Zotter używa nazw "pralina" i "nugat" zamiennie. A w cukiernictwie to nie to samo, bo nugat to masa orzechowa z białkami. "Ciemna" pewnie odnosi się do tego, że migdały zostawia się w skórkach (bo kremy migdałowe niektórzy dzielą na jasne z migdałów blanszowanych i ciemne z migdałów ze skórkami).
Zotter Almond Praline Intense / Mandel Praline intense to ciemna czekolada o zawartości 70% kakao nadziewana (59%) kremem na bazie praliny / nugatu migdałowego i ciemnej czekolady o zawartości 80% z solą.
Po otwarciu uderzył intensywny zapach prażonych migdałów, za którymi pobrzmiewała spokojna, szlachetnie gorzka ciemna czekolada. Prażone migdały, może lekko karmelizowane, dominowały zupełnie. Wiązały się z ciepłem oraz znaczącą słodyczą waniliowo-nugatową, i karmelową. Powiedziałabym, że czuję mocno maślany karmel, którego maślaność harmonijnie splata się z bardziej stonowanym wątku ciepłego ciemnego chleba z masłem. Chlebowy akcent pochodził od palonej czekolady i z gracją mieszał się z maślanym wnętrzem.
Tabliczka wydawała się masywna, a podczas łamania wrażenie to utrzymało się. Gruba warstwa czekolady trzaskała, a i zbity środek był konkretny. Wyglądał na kruchy, ale w dotyku czuć tłustość. Przy odgryzaniu kęsa zęby wchodziły w niego łatwo, jak w masło.
W ustach czekolada rozpływała się kremowo i dość powoli. Cechowała ją mazistość i maślana tłustość. Z wolna odsłaniała nadzienie, które próbowało się do niej upodobnić. Krem rozpuszczał się jednak zdecydowanie szybciej.
Krem wykazywał niemal czekoladową gęstość, ale też maślaną - jeszcze wyższą niż czekolada - tłustość. Był nieprzyjemnie tłusty, że w trakcie jedzenia wydawał się nieco tłusto-śliski. Okazał się bowiem niemal idealnie gładki. Zbitość zachowywał prawie do samego zniknięcia.
Podczas odgryzania kawałka, odzywała się i czekolada, i nadzienie.
W smaku czekolada rozniosła po ustach motyw palony i nieco migdałowo-chlebowy. Kojarzyła się z ciemnym chlebem, a do tego miała subtelnie kawowe echo. Wykazywała stonowaną słodyczą palonego karmelu.
Spróbowana osobno pobrzmiewała migdałami. Wydaje mi się, że choć niewątpliwie przesiąkła, sama w sobie też zawarła nutę migdałów. Oprócz tego, wyraźnie wykazywała soczystość wina z wyczuwalnymi czerwonymi owocami.
Nadzienie odzywało się prawie od razu, choć wkraczało spokojnie, w harmonii z czekoladą. Zauważalnie dodawało jej słodyczy o nugatowo-pralinowym tonie. Przede wszystkim umocniło jednak migdałowy wątek.
Krem okazał się skupiać na prażonych migdałach. Prażonych i zdecydowanie osłodzonych, bo zwłaszcza w zestawieniu z czekoladą, wydawał się słodki. Połączył słodycz wanilii i maślanego karmelu, które układały się w pralinowo-nugatowy klimat. Motyw migdałów kojarzył mi się z najzacniejszymi pastami 100% z prażonych migdałów ze skórkami. Możliwe, że leciutko karmelizowanych. Zarówno prażenie, jak i karmelowe echo podkreślało pewne niemal korzenne ciepło. Przy nim zaplątała się subtelna cierpkość, jako że krem też zawierał trochę czekolady, dzięki której świetnie zgrywał się z czekoladą.
Kiedy spróbowałam trochę kremu osobno, utwierdziłam się co do tego, że pobrzmiewał korzennie imbirowym ciepłem, ale wydał mi się mniej słodki, bardziej maślano-oleisty. Oczywiście przede wszystkim prażono migdałowy, ale bardziej tłusto stonowany, gdy chodzi o słodycz. Tę ewidentnie podbijała kontrastowo gorzka czekolada.
Czekolada w tle, za nugatem, wydawała się jeszcze bardziej cierpko-gorzka, kontrastowo mocniejsza. Kryło się w niej kawowe echo, a nawet pewna ziemistość.
Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa krem tak czy inaczej robił się nieco bardziej maślany, ale z czasem, w zestawieniu z czekoladą, wydawał się bardziej słodki. Z czekoladą układało się to w wizję ciemnego chleba, posmarowanego słodkim, waniliowym masłem. Karmel przyozdabiał to skojarzenie, zaś leciutko rozgrzewający gardło efekt nasilał poczucie słodyczy (w istocie to imbir, niezbyt oczywisty jako on sam). Z czasem i tak migdałowość zaczęła słabnąć, a ja odnotowałam pewną oleistość.
Nadzienie uległo nieco czekoladzie, końcowo decydując się na jeszcze trochę kakaowej cierpkości. Zdarzyło się, że na myśl przyszła mi luźna wizja migdałowego cappuccino ze względu na maślaność, która udawała coś niemal mlecznego.
Dosłownie parę razy - może ze trzy czy cztery - pod koniec bardzo nieśmiało, w oddali, zaznaczała się odrobinka-odrobineczka soli.
Występ kończyła już sama palona i wręcz winnie-ziemiście soczysta czekolada. Jej jakby opalany charakter i subtelny kwasek kojarzył mi się z beczkami z winem o nutach ziemi i czerwonych owoców.
Po zjedzeniu został posmak prażonych migdałów, migdałów lekko karmelizowanych i wtulonych w waniliowo-maślaną toń, za sprawą której miałam w głowie naturalny krem migdałowy w wariancie nugatowym. Ostał się też motyw cierpko-gorzkiej, palonej czekolady.
Czekolada okazała się smacznym zaskoczeniem. Wreszcie Zotter skupił się na pojedynczym składniku i w pełni wykorzystał jego potencjał. Prażone migdały wtłoczone w waniliowo-karmelowe realia nugatu, praliny wyszły cudownie i idealnie mieszały się z gorzką, nieprzesłodzoną ciemną czekoladą. Smakowo wnętrze smakowało, jakby wymieszano konkretnie cudowny krem Eko Gram The Real Almond Paste z elementami słodzącymi. Jak dla mnie, nieco większą rolę w samym nadzieniu mogłaby odegrać ta czekolada 80%, ale pewnie dodano jej malutko. Za to na pewno obeszłabym się bez tej wychylającej się pod koniec oleistości. Acz taką jedyną, poważniejszą wadą była konsystencja kremu - niestety wyszedł okrutnie tłusto.
ocena: 8/10
kupiłam: zotter.pl (dostałam)
cena: jak wyżej, ale cena to 22,49 zł (za 70g; acz moja ważyła 77g)
kaloryczność: 591 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie
Skład: miazga kakaowa, migdały 28%, surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, olej słonecznikowy, pełny cukier trzcinowy, emulgator: lecytyna sojowa; sól, proszek imbirowy
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.