Zdarzają się rzeczy tak kiczowate, że potrafią mi wpaść w oko i się spodobać. To jednak specyficzny kicz, musi w nim być "to coś", co w zasadzie trudno sprecyzować. Ostatnio czekając w Kauflandzie, aż Mama wybierze sobie jogurty i jakieś ciasto, poszłam w dział "ze świata". Gdy tylko zarejestrowałam coś połyskliwego, tanio krzykliwego i holograficznego, z ciekawości aż podeszłam. Była to czekolada. W pierwszej chwili ze złośliwą miną pomyślałam, że pewnie kolejny Roshen, ale nie. Czekolada z Chorwacji? Hm, stamtąd świadomie chyba jeszcze żadnej nie jadłam. Wprawdzie żałowałam, że padło na mleczną nadziewaną w dodatku z waflem, ale... przynajmniej o tyle dobrze, że też czekoladowym kremem. Opakowanie wprawdzie nie zalicza się do kiczu, jaki mi się podoba, ale nie mogę też powiedzieć, by był to zły kicz. Wzrok przyciągnął? Więc działa. Po otwarciu jednak w ogóle zachwycił mnie wygląd wnętrza - tam też holograf, ale srebrny, nie złoty.
To chyba linia inspirowana różnymi słodyczami (ciastkami itp.).
To chyba linia inspirowana różnymi słodyczami (ciastkami itp.).
Z tego, co już w domu doczytałam, to właśnie w Chorwacji wymyślono popularne swego czasu czekolady z preparowanym ryżem (nawet ja jadłam takie w formie tabliczkowych batonów z Biedry lata temu). Nie wiem, czy to właśnie nawet nie ta firma zaczęła ich produkcję.
Tabliczka w dotyku była tłusta i trochę plastikowa. Łamała się bez większego oporu, acz miękkości zarzucić jej nie mogę. Wprawdzie poszczególne kostki nieco się wgniatały, ale całość odznaczała się zwartością, nawet pewnym konkretem. To z racji tego, że każdy wierzch kostki był wypełniono sowitą ilością plastycznego nadzienia, a spód... to wafelek przełożony kremem. W sumie, gdy się chciało, była dość podzielna, acz nie rozwalająca się sama z siebie.
W ustach czekolada rozpływała się łatwo, dość szybko. Miękła, trochę zlepiała, mieszając się z miękko-tłustym kremem z wierzchu. Sama w sobie nie wydała mi się zbyt gęsta, ale spójna z wnętrzem.
Wafelek przełożono znacznie gęstszym, konkretniejszym kemem. Również był tłustawy, ale wręcz ziarnisty od cukru i lekko pylisty.
Tłustość hamowały jednak warstwy waflowe. Ugryziony, wafel przyzwoicie, świeżo chrupał, jednak gdy mu się na to pozwoliło, miękł i rozpływał się wraz z resztą. Okazał się dość konkretny, stwardniały ("stetryczały na twardo"?) w ułamku procenta. Gdy wierzch się rozpuścił, zostawał on (wraz ze swoim kremem) i nawet wtedy jeszcze wykazywał chęć chociaż trzeszczenia, no... powiedzmy, że prawie chrupania.
Całość tworzyła gęstą i nieco przytykającą papkę z wafelkiem, dosłownie. Miało to swój plebejski urok. Jak by nie patrzeć, nawet gdy góra się rozpłynęła, było, co chrupnąć. Nie moja bajka, ale efekt i uczucie dość interesujące.
Po chwili mleczność jeszcze umocniła się za sprawą nadzienia, po czym zaczęła tracić na pewności siebie. Zrobiło się bardziej cukrowo-maślano... kakałkowo kremowo? Zarejestrowałam nutę słodkiego, tłustego kremu, który zajechał olejem, ale zaraz zdecydował się na przesłodzone kakaowo-orzechowe smarowidło. Wyraźnie poczułam orzechy laskowe mieszające się z mleczną czekoladą i wafelkiem.
Po debiucie wafla wróciło kakałko i "czekoladkowość" w wydaniu bardziej czekoladowym właśnie. Odezwał się krem z wafelka, przez co czułam się, jakbym miała do czynienia z czekoladowym wafelkiem, który pobrzmiewa sztucznym orzechem, ale nic poza tym. Zupełnie, jak coś zacukrzającego i... kojarzącego się z kakaowo-orzechowym smarowidłem na chleb. Słodycz przetaczająca się po tym z czasem poradziła sobie też z waflem, drapiąc w gardle i... przedstawiając zwykłego wafelka, po prostu.
Po zjedzeniu został posmak cukru doprawionego kakałkowo-sztucznawym motywem orzechów, z odrobiną kakaowej cierpkości i wafla, który próbował ratować sytuację, ale sam w sobie był zbyt nijaki.
Z kolei Mama orzechów za nic nie czuła i uznała, że to smaczna, bardzo poprawna czekolada, tylko: "ona sama i krem tak miękko, łatwo się rozpływają, za muziasto, bo potem jeszcze ten wafelek zostaje, za konkretny on taki; ale smaczna, można zjeść". Zgadzam się, że ten kontrast wyszedł dość osobliwie.
ocena: 5/10
kupiłam: Kaufland
cena: 5,59 zł (za 180g)
kaloryczność: 535 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie
Skład: cukier, wafel (cukier, mąka pszenna, oleje roślinne: palmowy, shea; odtłuszczone kakao w proszku, pełnotłusta mąka sojowa, czekolada 1%, sól, regulator kwasowości: E500, aromat), odtłuszczone mleko w proszku, pełne mleko w proszku, tłuszcz kakaowy, olej palmowy, miazga kakaowa, serwatka w proszku, odtłuszczone kakao w proszku 1,5%, tłuszcz mleczny, orzechy laskowe, lecytyna sojowa, aromaty