Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Witor's. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Witor's. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 sierpnia 2026

Witor's Harry Potter Chocolate Frogs Snack - Snack Cioccorane mleczna z kremem mlecznym i ciastkami kakaowymi

Odkąd dostałam te czekoladki od ojca, nie bardzo wiedziałam, co z nimi zrobić. Nie łudziłam się, że będą smaczne, więc było mi przykro, że dają logo HP na czymś takim. W dodatku żałowałam, że trafiły do mnie teraz, kiedy ogólnie nie lubię już takich słodyczy, a nie parę lat temu, kiedy cieszyły mnie takie klimaty i kiedy lubiłam ówczesną nowość, Milkę Oreo 100 g (2015), a która po paru latach (w 2018) się zepsuła.
Szkoda było mi poświęcać na ten twór dnia w domu, który mogłabym przeznaczyć na pyszną czekoladę degustacyjną. W góry? Właśnie że w górach czekolady nadziewane się nie sprawdzają. Uważam je za delikatne, boję się, że się rozcisną, latem popłyną. Jako że była zima, to ostatnie odpadało. I dlatego też zaczęłam rozważać, czy by nie zabrać tych czekoladek w góry. W końcu uznałam, że mogę zrobić wyjątek. Może nawet miałam się na trochę w nie wciągnąć sentymentalnie? Na jakiś krótszy szlak, nawet gdyby miały być porażką, nie powinno to być problemem. Stanęło na tym, że czekolada ruszyła ze mną w Beskid Sądecki, z Barcic przez Pod Garbem na Makowicę. Jako że to zalesiony szczyt bez widoków, opakowanie otworzyłam parędziesiąt metrów za szczytem, na polance, z której jakieś szczyty w oddali, za chmurami było widać.


Witor's Harry Potter Chocolate Frogs Snack - Snack Cioccorane to mleczna czekolada o zawartości 30 % kakao nadziewana mlecznym kremem z kakaowymi ciasteczkami, w formie małych batoników / czekoladek; na licencji Warner Bros.
Opakowanie zawiera 8 sztuk po 25g.

Po otwarciu rozszedł się nieprzyjemnie plastikowy i cukrowo słodki, a zarazem mocno mleczny zapach, który od razu kojarzył się z czekoladkami dla dzieci, w których pod przesłodzoną czekoladą kryje się równie przesłodzone nadzienie mleczne. Takie, w którym jest za dużo waniliny. Gdy wąchałam spód, mogłam z łatwością stwierdzić też obecność mleka w proszku. Kakaowe ciastka prawie się ukrywały. Czegoś można było się doszukać, skupiając się na wąchaniu spodu, a po przełamaniu ewidentnie lekko zaznaczały swoją obecność.

Oddzielnie pakowane w papierki czekoladki były o wiele cieńsze i szersze niż czekoladki Kinder Chocolate, ale zbliżonej długości.
Zdziwiła mnie skąpa ilość jasnej czekolady mlecznej na spodzie. Tam aż przebijało się mleczne nadzienie z ciasteczkami.
W dotyku czekoladki zdradzały tłustość, plastikowość i wydawały się delikatne. Miałam wrażenie, że zaraz zaczną topić się w palcach. Przy łamaniu nie trzaskały, gdyż były wręcz miękkawe. Mimo to sprawiały wrażenie nieco... kruchych?
Nadzienie stanowiło dość grubą warstwę względem bardzo cienkiej czekolady. Urozmaicały je małe, średnie i całkiem spore kawałki kakaowych ciastek. Jak potwierdziło się w trakcie jedzenia, dodano ich mało i to głównie w wypukłych żabach (tam osiadły średniej i sporej wielkości kawałki). Zdarzało się sporo kęsów bez nich lub z malutkimi ciasteczkami (wokół żabek).
W ustach czekolada rozpływała się niby sprawnie, ale jakby trochę ociągając się. Była mazista i trochę oleiście-kremowo tłusta. Miękła w zasadzie natychmiast i zaraz ujawniała wnętrze.
Krem rozpływał się spójnie z czekoladą. Miękł jeszcze bardziej i łatwiej od niej, wykazując też znacznie silniejszą, jeszcze bardziej oleista tłustość. Był idealnie gładki (nie licząc kawałków ciastek).
Tłustość trochę przełamywały kawałki ciastek, które wyłaniały się z czasem. Ciastka wystąpiły w formie małych i średnich kawałków. Dodano ich nie za wiele, raczej średnią ilość, miejscami zaś mało, dosłownie pojedyncze kawałeczki. Początkowo krótko były twarde i suche. Poniekąd nasiąkały i rozpuszczały się, ale całkiem sporo zostawało ich też na koniec.
Gryzione wcześniej były bardziej chrupiące, konkretne, ale nie bardzo twarde.
Ja wolałam zostawiać ciastka na koniec. Wtedy były nieco delikatniejsze, wciąż trochę rzężąco-chrupiące, ale zarazem pod naporem zębów rozchodzące się na ciasteczkowy pyłek.

W smaku czekolada najpierw uderzyła przede wszystkim plastikiem, a zaraz jeszcze cukrową, wysoką słodyczą. Wraz z plastikiem utworzyły dominujący, mocny, zgrany duet. Plastikowy motyw podkręcała pobrzmiewająca wanilina.

Po chwili ruszyło też wyraziste mleko, które prawie doścignęło słodki plastik. Musiało się jednak jakoś podzielić miejscem ze słodyczą i plastikową nutą, więc nie udało mu się z nimi wygrać. A one bardzo szybko w dodatku aż drapały w gardle.

Czekolada spróbowana osobno okazała się nie dość, że okrutnie przesłodzona, to też plastikowa w stopniu wręcz przerażającym, czyli to nadzienie tak podkreślało mleko.

Czasem kakaowe ciastka dość szybko zaznaczały swoją obecność lekką cierpkością.

Motyw mleka rozkręciło nadzienie. Wydawało się wręcz śmietankowe, mimo że zaraz i ono okazało się przesadnie, męcząco przesłodzone. Okazało się jeszcze bardziej niż czekolada wanilinowe, a jednak... trochę rozgoniło plastikowy wydźwięk. Przybrało wręcz uroczy wydźwięk, typowy dla czekoladek dla dzieci.

Nadzienie spróbowane osobno natychmiast zaczynało drapać w gardle, zasładzając zupełnie. Wtedy też wyraźnie czułam motyw słodzonego mleka skondensowanego z tubki.

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa krem również, jak czekolada, zaczął wydawać się coraz bardziej tani, ale nie jakoś tragicznie. Zahaczał bowiem także trochę o przecukrzone mleczko z tubki. Wtedy jednak ciastka odgrywały coraz ważniejszą rolę. Nie musiałam ich rozgryźć, by je poczuć. Wplotły delikatnie cierpki, trochę przypalony motyw.

Ogólnie kakaowe ciastka troch odciągały uwagę od cukrowości i tandety. Te jednak, choć przygłuszone, nie dawały o sobie zapomnieć.

Gdy z ciekawości raz czy drugi pogryzłam ciastka wcześniej, obok czekolady i kremu, nie wyszły szczególnie wyraźniej. Brakowało im siły przebicia, acz czuć ich kakaowo-przypalony smak.

Im jednak kremu i czekolady było mniej, ciastka wyłaniały się coraz bardziej, znaczyły coraz więcej i więcej. Rozbijały porażającą słodycz.

Gdy gryzłam ciastka, już trochę porozpuszczane, więc w zasadzie ciastka przechodzące w ciasteczkowy pyłek, na koniec okazały się bardziej wyraziste. One także były słodkie, nie jednak mocno. Dominowała w nich gorzkość kakao i przypalenia. Czasem przemykała mi w nich delikatna jakby słonawość. W ciemno powiedziałabym, że to nie Oreo, a coś bardziej... idącego w stronę oreowatych chrupek zbożowych?

Po zjedzeniu został posmak goryczkowatych, przypalonych ciastek z czarnym kakao oraz przesłodzenie w tanim stylu. Dusznego cukru i jakby mlecznie naaromatyzowanego plastiku. Czułam przesłodzenie w dużej mierze na poziomie gardła, w ustach trochę odpuściło dzięki ciastkom. Na ustach zaś czułam otłuszczenie.

Czekoladki były niskiej jakości, gdy chodzi o samą czekoladę i nadzienie. Plastikowa taniość i przecukrzenie wyszły tak, że w moim odczuciu bez sensu to jeść. Jedyne co, to ciastka okazały się przyjemnie i wyraźnie je czuć, acz też nie były idealne. Takie... jakby to były ciastka a'la Oreo zalatujące chrupkami zbożowymi. Plus, że nie miały problemy z przebiciem się przez bazę swym goryczkowatym, kakaowym smakiem. I tak jednak nie pomogło to w odbiorze. Ciastek było o wiele za mało - szkoda, że zatopiono je głównie po środku, w miejscu żabek i sporo kęsów było bez nich.

Zjadłam prawie jedną czekoladkę (w górach i trochę w domu) i to było moje maksimum. Zasłodziła i zatłuściła mnie kompletnie.

Mimo swej taniości, całość wyszła lepiej od Milki 100 g wersji od 2018 ze względu na wyraźnie wyczuwalne kakaowe ciastka a'la Oreo i mocno mleczny smak nadzienia, za czym pewnie stoi więcej mleka w składzie.
Niestety jej plastikowość i za mała ilość ciastek nie pozwoliły mi na wystawienie wyższej oceny. W zasadzie to przeciętne słodycze, ale uznałam, że muszę tę - powiedzmy czekoladę w formie czekoladek - jakoś wyróżnić, że jest lepsza od Milki. Myślę więc, że u fanów Milki Oreo ma większe szanse niż u mnie. Mnie trochę trudno to ocenić, bo zwyczajnie nie jestem grupą docelową. Obecnie nie lubię słodkich nadziewańców, a czekoladki dla dzieci tym bardziej mnie nie kręcą.

Resztę oddałam Mamie. Jej czekoladki bardzo smakowały. Dawno temu w 2015, jak ja, lubiła Milkę Oreo. O dziś prezentowanej powiedziała: "Taka zwykła, bardzo smaczna czekolada. Mocno mleczna, dużo jeszcze bardziej mlecznego nadzienia, a ciastka czuć wyraźnie. Mnie nie przeszkadzało, że nie dodano ich więcej, bo nie lubię Oreo, a te to powiedziałabym, że właśnie Oreo. Czekoladki słodkie, zwykłe, ale ja nie powiedziałabym, że jakieś tanie czy plastikowe. Ja bym im dała więcej niż 6".


ocena: 6/10
kupiłam: ojciec kupił w Dealz
cena: 12 zł (za 200g; jak wyżej, ale sprawdziłam)
kaloryczność: 563 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: cukier, tłuszcze roślinne (olej kokosowy, olej z palmy kernel, palmowy w zmiennych proporcjach), odtłuszczone mleko w proszku 10%, tłuszcz kakaowy, kawałki ciastek 8,4% (mąka ryżowa, cukier, skrobia kukurydziana, olej palmowy, kakao o obniżonej zawartości tłuszczu w proszku 0,9%: kakao, regulator kwasowości węglany sodu, węglany potasu; syrop glukozowy, sól, substancja zagęszczająca: guma guar; substancje spulchniające: węglany amonu, węglany sodu; aromaty), pełne mleko w proszku, bezwodny tłuszcz mleczny, miazga kakaowa, serwatka z mleka w proszku, emulgator: lecytyna sojowa; aromaty

wtorek, 16 czerwca 2026

Witor's Wizarding World Harry Potter White Chocolate Crunchy Cookies / Granella di Biscotto biała z ciastkami kakaowymi

Kiedy ojciec zaproponował, że kupi mi dziś przedstawiane czekoladę, byłam pewna, że to nadziewana. Wyobraziłam ją sobie jako podobną do Milka Oreo White Chocolate. Pamiętając Witor's Wizarding World Harry Potter Corvonero La Magia dei Cristalli Frizzanti, uznałam, że wezmę ją w góry, mimo że nie mam w zwyczaju brać tam nadziewanych (zbyt problematyczne i delikatne). Na krótko przed wyjazdem, gdy przepisywałam skład, tknęło mnie, że to chyba jednak nie nadziewaja. To wróżyło... chyba nieco lepiej? Tabliczki "cookies & cream" kiedyś lubiłam, więc może tak trochę sentymentalnie... Może miało być lepiej, niż myślałam? Ach, co ten Harry Potter ze mną robi, że się na takie rzeczy porywam!
Biorąc ją w góry, myślałam, że otworzę ją na Grzesiu, na którego weszłam ze Schroniska na Polanie Chochołowskiej żółtym szlakiem, ale warunki nie sprzyjały zdjęciom. Wyglądało za to, że chyba zaczynają się poprawiać. Nie poprawiły się jednak, a wręcz pogorszyły. Gdy szłam niebieskim na Rakoń, wiało i padało, a ludzie ostrzegali, że wyżej wieje jeszcze bardziej. Stąd uznałam, że lepiej nie czekać, bo zaraz w ogóle będzie padało tak, że rozmoczy mi czekoladę i wzięłam się za nią na Rakoniu, gdy padało nieco mniej. Wyglądało na to, że nie mam szczęścia do tej trasy, bo jak tak szłam parę lat temu, warunki były podobne.


Witor's Wizarding World Harry Potter White Chocolate Crunchy Cookies / Granella di Biscotto to biała czekolada z kawałkami ciastek kakaowych; na licencji Warner Bros.

Po otwarciu rozszedł się tanio-ciężki zapach białej czekolady, której w zasadzie bliżej do polewy niż czekolady. Na skojarzenie to grało głównie duszne mleko w proszku i echo kwasku. Słodycz męczyła nie siłą, bo w sumie byla przeciętnie wysoka jak na białą czekoladę, ale plastikowo-sztucznym wydźwiękiem. Za tym wszystkim po podziale, w trakcie jedzenia doszukałam się nutki kakaowych ciastek, ale tak słabej, że to mogło być myślenie życzeniowe.

Tabliczka, choć w dotyku bardzo tłusta, przy łamaniu okazała się twardawa. Ze względu na kawałki ciastek, wydawała się krucha, mimo że nie kruszyła się jakoś szczególnie. Całą wypełniał ogrom kawałków i kawałeczków ciastek, a do tego ciastka niemal zmielone na pył. Aż trudno zrobić kęsa bez nich, choć czyniąc to bardzo uważnie, po brzegach, dało się.
W ustach czekolada rozpływała się w średnio-szybkim tempie, tłusto w maślany sposób, zmieniając się w luźno-mazistą zawiesinę, która z czasem odsłaniała suche kawałki ciastek. Czekolada starała się pokazać jako gładka, ale chyba zaznaczyła się w niej pewna pylistość, umocniona kawałkami ciastek i ciastkami trochę podmielonymi. Odniosłam wrażenie, że dodano je bardzo integralnie, że niesamowicie trudno któreś wydłubać nożem (co próbowałam zrobić w domu). Kawałki ciastek nasiąkały powoli, częściowo rozpuszczały się na ziarnisty pyłek.
Ze dwa razy z ciekawości pogryzłam ciastka wcześniej, obok czekolady. Ta wydawała się wtedy bardziej ulepkowata, a ciastka - rozpadając się na ciasteczkowy proszek pod zębami - dały się poznać jako suche, twarde i krucho-chrupiące. Wolałam zostawiać je na koniec.
Czekolada znikała tłusto i maziście, a w ustach zostawało parę drobnych kawałków ciastek.
Ciastka na koniec trochę się porozpuszczały, lecz utrzymały suchość. Były krucho-twarde, pod naciskiem zębów rozchodzące się na ziarnisty pyłek i coraz mniejsze grudki.

W smaku czekolada od razu rozbrzmiała mlekiem w proszku, za którym zaznaczyła się słodycz. Wydała mi się ugodowa i początkowo dość niska. Dominowało mleko w proszku.

Mleko dziwnie naaromatyzowane? Stanęła za nim maślaność, która sprawiła, że baza miała w sobie coś z białej czekolady, jednak i tak o wiele bliżej jej do polewy. Taniej i wręcz trochę dziwnie landrynkowej?

Niegryzione ciastka długo trzymały się z tyłu. Czasem jednak - gdy się skumulowały - dodawały specyficzny akcent ciastek z czarnego kakao, a'la Oreo. A czasem prawie ich nie czuć. 

Odrobinka samej czekolady, jaką udało mi się oddzielić smakowała wyraźnie tanią, sztuczną polewą z mleka w proszku. Nie przesiąkła ciastkami.
Ciastka same w sobie - choć porządne wydłubanie graniczyło z cudem - i spróbowane osobno okazały się przyjemnie gorzko-palone i wyraźnie kakaowe, w ciemno powiedziałabym, że to Oreo.

Gdy z ciekawości pogryzłam ciastka obok czekolady, trochę rozganiały słodycz, ale sztuczność wciąż miała się dobrze. Za to ciastka wydawały się nijakie. Wolałam więc zostawiać je na koniec.

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa mleko w proszku "popisało się" jeszcze niemal stęchłym akcentem, ale wtedy też zaczęły odwracać się proporcje. Słodycz zrobiła się za wysoka i męczyła ciężkim wydźwiękiem taniej białej czekolady lub polewy.

Słodycz aż mnie przytłoczyła, a także drapała w gardle. Tanio-ciężki motyw zapomniał o landrynkowości, ale nadal pałętało się tam sztuczne - jakby sztucznego mleka? - echo.

Bliżej końca z toni tandetnej białej czekolady zaczęły wyłaniając się lekko gorzkawe ciastka.

Ciastka gryzione na koniec wyszły wyraźniej kakaowo, tak, jak ciastka typu Oreo, ale ostrożniej słodkie i czasem trochę mączne. Były lekko gorzkie w spalony sposób. Mimo że intensywne, nie dały rady całkiem zatrzeć śladu po czekoladzie.

W posmaku wróciło sztucznie landrynkowe mleko w proszku. Mieszało się z duszną, drapiącą w gardle słodyczą i motywem mocno wypieczonych ciastek z czarnym kakao. One niestety zajęły ostatnie miejsce.

Czekolada była kiepska, bardzo tanio-tandetna, z okrutną sztucznością, ale zawarła w sobie ciastka, które nadrabiały. To, jak nadawały charakter białej bazie, może wciągnąć. Uwierzę, że jak ktoś lubi Oreo i białe czekolady, bez trudu przymknie oko na tani wydźwięk. Ogół był bowiem względnie ciekawy i... w sumie wyszło to zaskakująco dobrze w tej swojej taniości. Fakt, że mnie nie chwyciła, ale doceniam. Zjadłam w końcu połowę, a resztę już wcisnęłam Mamie.

Opinia Mamy: "Ta czekolada smakowała tandetnie, jak to białe czekolady, więc mi nie smakowała. Ale bez skrajnych odczuć. Ciasteczka też mi nie pasowały, bo to ewidentnie były takie jak Oreo, a ich nie lubię. Było jednak świetnie je czuć. Ogólnie muszę przyznać, że ciekawa. Uwierzę więc, że jak ktoś lubi Oreo i białe czekolady, to mu bardzo posmakuje".

Trochę jak Hershey's Cookies 'n' Creme, ale w smaku jeszcze tandetniej sztuczna, ale do Witor's dodano ciastka znacznie mniejsze, co lepiej pracowało. Ciastka były zrobione podobnie co w ogólnie lepszej Dove cookies&creme.
O niebo lepsza niż Witor's Wizarding World Harry Potter Corvonero La Magia dei Cristalli Frizzanti, bo kakaowe ciastka starały się zabarwić, zwalczyć sztuczność, zaś strzelające cukierki z podlinkowanej, ją umacniały.


ocena: 6/10
kupiłam: ojciec kupił w Dealz
cena: 6 zł (za 40g; jak wyżej, ale sprawdziłam w internecie)
kaloryczność: 524 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: cukier, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, serwatka w proszku, pokruszone ciastka kakaowe 5% (mąka ryżowa, cukier, skrobia kukurydziana, olej palmowy, kakao w proszku o obniżonej zawartości tłuszczu 0,4%: kakao, regulatory kwasowości: wodorotlenek sodu, wodorotlenek amonu; syrop glukozowy, sól, substancja zagęszczająca: guma guar; substancje spulchniające: węglany amonu, węglany sodu; aromat), laktoza, emulgator: lecytyna sojowa; aromat

środa, 30 lipca 2025

Witor's Wizarding World Harry Potter Cappello Parlante mleczna z nadzieniem mlecznym i strzelającymi cukierkami

Kolejny produkt, z którego z jednej strony się ucieszyłam (zawsze miło jest dostać coś z Harry'ego Pottera!), a który z drugiej mnie smuci. Zawsze mam żal do producentów, że firmują Potterem tak przeważnie kiepskie słodycze. Po białej z cukierkami Witor's Wizarding World Harry Potter Corvonero La Magia dei Cristalli Frizzanti i mlecznej z popcornem Witor's Wizarding World Harry Potter Grifondoro L'Incantesimo dei Pop Corn Caramellati obstawiałam, że i ta najlepsza nie będzie. Widziała mi się jako ich połączenie, wzbogacone o wątpliwy krem. W dodatku gramaturą przewyższało to wspomniane tabliczki i to razem wzięte!
Tak swoją drogą... gdyby to było dobre, to publikacja recenzji byłaby miłym przedurodzinowym prezentem dla Harry'ego - aż szkoda, że nie pomyślałam wcześniej i dzień się nie wstrzymałam. Acz jak dobre by to nie było, Hagridowego tortu raczej nie przebiłoby.


Witor's Wizarding World Harry Potter Cappello Parlante to mleczna czekolada nadziewana (60%) mlecznym kremem ze strzelającymi cukierkami w formie małych batoników / czekoladek; na licencji Warner Bros.
Opakowanie zawiera 16 sztuk po 12,5g.

Po otwarciu poczułam przesłodzony w cukrowy sposób zapach mocno mlecznych czekoladek o plastikowych zapędach. Z zamkniętymi oczami dało się powiedzieć, że to nadziewane mlecznym kremem czekoladki dla dzieci. Miały echo podobne do czekoladek Kinder, a więc też uroczy ton, ale bez tak wyraźnej waniliny. Tej odnotowałam jedynie sugestię. Wszystko to jednak przełożyło się na ciężkawe drapanie.

Czekoladki nie zachęcały bladym, wręcz wypłowiało-szarawym kolorem.
W dotyku wydały mi się tłuste i plastikowe, a także delikatne. Wydawało się, że bardzo spieszy im się, by zacząć rozpuszczać się już w dłoniach (ale na szczęście nie robiły tego) i trochę dłonie otłuszczały.
Przy łamaniu wyszła na jaw pewna kruchość, mimo że były miękkie. Raz trzy dwa usłyszałam coś a'la trzask, ale przypisałabym to cukierkom ze środka. 
Miękka czekolada skrywała sporo miękko-plastycznego, tłustego kremu, który wydawał się dość zbity i średnio wypełniony strzelającymi cukierkami. Czekoladę dało się spiłować nożem - zwijała się wtedy w rulonik.
W ustach czekolada rozpływała się łatwo w szybko-średnim tempie. Była tłusto-kremowa i gładka. Po chwili miękła i ujawniła wnętrze. 
Krem rozpływał się zgranie z czekoladą, jawiąc się jako bardzo tłusty i mazisty. Miękł coraz bardziej, wykazując oleistość. Od tego jednak odciągały uwagę kawałki cukierków o różnych kształtach i wielkości.
Kiedy czekolada i krem stawały się miękką, oleistą zawiesiną, cukierki nie ujawniały się z musowaniem. Dopiero gdy czekolada i krem prawie zniknęły, efekt ten zaczynał być do odnotowania. Gdy został sam cukierek / cukierki, z każdą chwilą musowanie nasilało się i przechodziło w strzelanie, a następnie wręcz napastliwie bombardowanie. Cukierki zostawały na koniec, nie rozpuszczały się wraz z resztą. Wykazywały też lepką miękkość.
Z ciekawości pogryzłam ze dwa czy trzy cukierki. Czy to wcześniej, obok wszystkiego, czy na koniec, były trzeszcząco-miękkie i kleiły się do zębów.

W smaku czekolada rozpoczęła od roztoczenia cukrowej słodyczy, która nierozerwalnie wiązała się z plastikiem. Zaraz dołożyła też wyraziste mleko, które nie dawało się zagłuszyć, ale nie ukryło też ogólnej plastikowości.
Czekolada spróbowana osobno jawiła się jako plastikowa do bólu - połączenie z wnętrzem pomogło jej w uzyskaniu bardziej mlecznego wydźwięku.

Za silną mleczność odpowiadało nadzienie. Miało w sobie coś nawet ze śmietanki, ale niestety wydawało się stworzone głównie z cukru. Podwyższyło słodycz całości, kierując jej wydźwięk na uroczy - właśnie adekwatny do czekoladek z mlecznym kremem dla dzieci, ale okrutnie cukrowych.
Spróbowane osobno, drapało i zasładzało w sekundę!

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa krem szedł w tanim kierunku, ale tragedii nie było. Bliżej końca trochę podkręcała to pobrzmiewająca nutka sztucznych, landrynkowych wieloowocowych cukierków. Wtedy też  także czekolada zaczęła wydawać się bardziej plastikowa.

Słodycz rosła bez zahamowań, a mleko próbowało dotrzymać jej kroku, ale zza tony cukru dotarły do mnie też drobne aluzje do waniliny i margaryny, a drapanie słodyczy w gardle męczyło.

Kiedy w ustach zostawały cukierki (w przypadku większości kęsów), na przód wychodził właśnie ich smak: delikatny i bardzo słodki, niezacukrzający jednak. Były cukrowe, z landrynkową naleciałością.

Po zjedzeniu został posmak cukru, mleczność z plastikowym echem i sztuczny, landrynkowy, niedookreślony motyw. Słodycz aż drapała w gardle.

Czekoladki wyszły spodziewanie za słodko, cukrowo do potęgi, ale całkiem przykładnie mocno mlecznie. To jednak im nie pomogło, bo miały nieprzyjemnie plastikowy charakter. Gdy mam oceniać samą czekoladę i nadzienie, wyszły poniżej przeciętnie, trochę gorzej czekoladek Kinder, które obecnie też nie jawią się jako coś wartego uwagi. Gdy dodać do tego te landrynkowe strzelające cukierki... ot, może to i frajda dla dzieciaków, ale w moim odczuciu to dodatek niepasujący; zostawało to-to na koniec kompletnie bez sensu, z wrażeniem, że coś dorzucili bez zastanowienia się (gdyby jeszcze rozpływały się wraz z resztą, może lepiej by wyszło). A jednocześnie to nie tylko one zawiniły, że całość nie zachęca. Sama czekolada mleczna wydawała mi się gorsza niż w Witor's Wizarding World Harry Potter Grifondoro L'Incantesimo dei Pop Corn Caramellati. O dziwo, jak na potterowe gadżety, cena nie powala, więc jest i plus.

Zjadłam trochę więcej niż pół jednej i miałam kompletnie dość. Resztę oddałam Mamie. Jadła parę dni, dojadając do swoich słodyczy, gdy ją nachodziło na coś bardziej słodkiego. Opisała je: "Nie są niesmaczne, dobre też nie, ale takie do zjedzenia jak się czegoś słodkiego chce. Takie no takie typu Kinder, ot, mleczne... Zwykłe, tylko mi w nich te cukierki przeszkadzały, bo zostawały bez sensu na koniec i niespecjalnie strzelały, a tylko okropnie zęby poobklejały".


ocena: 3/10
kupiłam: ojciec kupił w Dealz
cena: 9 zł (za 200g; jak wyżej, ale sprawdziłam)
kaloryczność: 566 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: 40% czekolada mleczna (cukier, tłuszcz kakaowy, mleko pełne w proszku, miazga kakaowa, emulgator: lecytyna sojowa; aromat), cukier, tłuszcze roślinne (kokosowy, z ziaren palmowych), mleko odtłuszczone w proszku 10,9%, strzelające cukierki 4% (cukier, syrop glukozowy, tłuszcz kakaowy, laktoza, regulator kwasowości: kwas jabłkowy; barwniki: E141, E160c, E120; dwutlenek węgla), masło bezwodne w proszku, serwatka z mleka w proszku, emulgator: lecytyna sojowa; aromaty

wtorek, 8 kwietnia 2025

Witor's Wizarding World Harry Potter Grifondoro L'Incantesimo dei Pop Corn Caramellati mleczna z karmelizowanym popcornem

Tę tabliczkę wzięłam na krótką trasę, bo z góry założyłam, że za wiele jej i tak nie zjem. Po prostu była bardzo nie w moim typie, a przyjęłam ją od ojca tylko dlatego, że markowana logiem Harry'ego Pottera, do którego mam słabość. Witor's Wizarding World Harry Potter Corvonero La Magia dei Cristalli Frizzanti była okropna, więc nie spodziewałam się, by ta wyszła znacznie lepiej. Po kruku na opakowaniu i tytule (?) tamtej, sprawdziłam też, co znaczy "Grifondoro". Może "lew" po jakiemuś? Nie, okazało się, że po prostu chodzi o Gryffindor. To już nie wiem, o co chodzi z podtytułami tych czekolad Witor's. Na Siwy Wierch ruszyłam z parkingu w miejscowości Zuberec, Horáreň pod Bielou Skalou czerwonym szlakiem. Planowałam porobić jej zdjęcia przy mijanej Białej Skale, ale nie wyglądała zbyt widowiskowo, więc trochę się wstrzymałam i wyszłam na ładniejsze skałki. Choć oszronione rośliny i mgła wyglądały klimatycznie, widoków nie było. No cóż... 


Witor's Wizarding World Harry Potter Grifondoro L'Incantesimo dei Pop Corn Caramellati to mleczna czekolada o zawartości 30 % kakao z karmelizowanym popcornem; na licencji Warner Bros.

Po otwarciu poczułam bardzo słodki, wręcz trochę cukrowo-plastikowy, ale  jednocześnie całkiem porządnie mleczny zapach czekolady. Za nią znalazło się echo karmelu i popcornu, acz delikatne nawet po podziale. 

Tabliczka w dotyku wydała mi się plastikowo polewowa. Przy łamaniu lekko trzasnęła właśnie w polewowy sposób, ale usłyszałam też ni chrzęst, ni trzeszczenie dodatków.
W ustach rozpływała się łatwo, w  tempie umiarkowanym. Dała się poznać jako kremowo-tłusta. Bazowo była gładka, acz urozmaicało ją mnóstwo małych, sporo dużych i średnich kawałków mocno karmelizowanego, pokrytego grubą skorupka karmelu, popcornu. W zasadzie chyba nie da się zrobić kęsa, by o nie choćby nie zahaczyć (ja już w domu dla weryfikacji trochę czekolady "spiłowałam" nożem). Bardzo szybko zaznaczały swoją obecność, ale nie wypadały z czekolady, a długo siedziały zatopione w miękko-bagienkowatej masie.
Kawałki wolałam zostawiać na koniec. Gry jednak w przypadku jednego kęsa pogryzłam je na próbę obok czekolady, były znacząco twardsze od karmelu. Ten dał się poznać jako cukrowo-rzężacy i z czasem lepkawy. Dominował wtedy nad samą popcornowościa. 
Karmelowa otoczka trochę się rozpuszczała wraz z czekoladą, ale i tak na koniec jeszcze zostawała i wyraźnie chrupała. Było jej bowiem sporo.
Kawałki popcornu gryzione na koniec wciąż były pokryte karmelem. Okazały się twarde i chrupiące w szliście-cukrowy sposób od karmelu, a dopiero z czasem bardziej chrupiące w sposób charakterystyczny dla prażonej kukurydzy. Myślałam przy nich jednak nie o białych częściach popcornu, a twardszych środkach. Karmelowość na koniec była wyrównana z popcornowością w kwestii struktury. 

W smaku przywitała mnie nieco cukrowa słodycz, do której szybko dołączyło mleko. Wyszło całkiem intensywnie i charakternie. Słodycz rosła dość szybko, odnotowałam w niej lekki plastik... Podkręcony echem... Popcornu?

Smak popcornu nasilał się, nim kawałki wyłoniły się na dobre. Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa baza wydała mi się bardziej maślana. Mleczność jednak też analogicznie rosła, acz coraz wolniej. Odezwał się za to też maślano-cukrowy motyw karmelizowania (podkreślał chyba maślaność bazy). Nie był to karmel sam w sobie, a maślane karmelizowanie. Karmel... wręcz do bólu cukrowy i fundujący kolejną porcję słodyczy.

Słodycz cukru zadrapała w gardle. Mleko było całkiem wyraźne, ale odgrywało coraz mniej ważną rolę. Nasilał się popcorn i motyw karmelizowania. Czekolada przy tym chyliła się ku plastikowi, choć jeszcze do niego nie dotarła. Wciąż była też mocno mleczna.

Gryziony obok czekolady popcorn smakował sobą, dokładniej karmelizowaną kukurydzą, ale baza wydawała bardziej cukrowo-plastikowa, więc wolałam gryźć popcorn po zniknięciu czekolady. 
Popcorn gryziony na koniec smakował karmelizowaniem, a także bardzo intensywnie, jednoznacznie prażoną kukurydzą i popcornem - ale właśnie związanym na stałe z karmelową nutką. Odrobinka soli pojawiała się w oddali jedynie jako element podkreślający, wpisany w popcornowość, epizodycznie. Słoności jako takiej nie czułam. Raz po raz odnotowałam za to niemal przypalony motyw karmelu. W głowie częściej niż "popcorn" siedziały mi słowa "prażona kukurydza".

Po zjedzeniu został posmak prażonej kukurydzy, popcornu, karmelizowania z maślaną naleciałością oraz przecukrzenie. Czuć je jako za silną słodycz i drapanie w gardle. Mleczność, choć obecna, nie wydawała się zbyt istotna. I coś mi jeszcze w tym pobrzmiewało, coś taniego? Acz trudnego do uchwycenia.

Czekolada była średnio-kiepska, ale raczej kiepska jak na zawyżoną cenę, a tak odcinając się od tego, to mocno średnia - nie aż tak tania w smaku, wydźwięku jak Witor's Wizarding World Harry Potter Corvonero La Magia dei Cristalli Frizzanti. W zasadzie, była, czym miała być, bo wyraźnie smakowała karmelizowanym popcornem i przeciętną mleczną czekoladą. Myślę, że szukających takich smaków powinna w miarę usatysfakcjonować. Acz to dość droga zabawa - cena oczywiście podbita Potterem, bo jakość mocno średnia. Ale średnia nie okrutnie rażąca.

Zjadłam kostkę (większość w górach i odrobinkę w domu do weryfikacji), a resztę oddałam Mamie. Opisała: "Najpierw pomyślałam, że czekolada z popcornem to pewnie fu będzie, ale tak jadłam, jadłam i... się zdziwiłam. Bo to było pasujące, ciekawe i dobre jako jednorazowa ciekawostka. Popcorn było czuć i... z tym karmelem właśnie bardzo pasował do mlecznej czekolady. Ona była w zasadzie też bardzo dobra, mocno mleczna, tylko że okropnie przesłodzona. Ale to jej jedyna wada. A karmel... no też strasznie słodki, za słodki, ale w sumie nie wiem, czy z innym albo bez, ten popcorn by tak dobrze wyszedł. Fajna, za słodka, ale ludzie chyba lubią teraz tak słodko".


ocena: 5/10
kupiłam: ojciec kupił w Dealz
cena: 4 zł (za 50g; jak wyżej, ale dopytałam)
kaloryczność: 531 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: cukier, tłuszcz kakaowy, miazga kakaowa, pełne mleko w proszku, odtłuszczone mleko w proszku, laktoza, karmelizowany popcorn 5% (cukier, kukurydza: kukurydza, olej słonecznikowy, sól; glukoza, masło, sól, aromat), masło klarowane, emulgator: lecytyna sojowa

poniedziałek, 24 marca 2025

Witor's Wizarding World Harry Potter Corvonero La Magia dei Cristalli Frizzanti biała ze strzelającymi cukierkami

Wzięłam tę tabliczkę na szlak, który zapisałam sobie już dość dawno, ale jakoś zawsze go odkładałam. Gdy wreszcie pomyślałam, że go zrobię, zdziwiłam, bo okazało się, że trasa nieco mi się skróci, ale zanim o tym więcej, to musiałam od Štrbskégo Plesa przejść Młynicką Dolinę. Musiałam? Trochę słowo nie pasuje, bo to była sama przyjemność. Minęłam wodospad Skok i zaraz wyszłam na Staw nad Skokiem. I choć za czekoladę zamierzałam się zabrać przy stawie Capie Pleso, przerwę na nią zrobiłam już przy pierwszym z jezior.
Nie wiem w sumie, dlaczego zdecydowałam się wziąć tę czekoladę w góry. Przecież nawet się nie łudziłam, że zjem więcej, niż aby spróbować. Po co więc nosić? Nie wiem... Może dlatego, że to z Pottera chciałam jej chociaż zadbać o ładne tło, skoro czułam, że nie dane mi będzie nic dobrego napisać? Już sprawdzając recenzję zainteresowałam się jeszcze napisem (podtytułem?) "Corvonero". Oznacza czarnego kruka, czyli... jak rozumiem, to tabliczka nawiązująca jakoś do hogwarckiego domu Ravenclaw? Że... kreatywna?

Witor's Wizarding World Harry Potter Corvonero La Magia dei Cristalli Frizzanti to biała czekolada ze strzelającymi cukierkami; na licencji Warner Bros.

Po otwarciu poczułam nieprzyjemnie tani i ciężki zapach białej czekolady z najniższej półki, w której czuć mleko w proszku i kwasek. Wtórowała temu wszystkiemu nachalna, słodka plastikowość. Cukierki przewinęły się w tle, jako niedookreślona landrynkowość.

Tabliczka w dotyku była tłusta, a przy łamaniu twardawa. Cukierki nadały jej kruchości, ale nie kruszyła się jakoś szczególnie mocno. 
Kolorowe cukierki przebijały się spod czekolady, a w przekroju pokazało się ich jeszcze więcej. Dodano bardzo zróżnicowane: i malutkie, i średnie, i dość spore. Niektóre były okrągłe, inne podłużne. 
Trudno o kęs pozbawiony cukierków, ale da się zahaczyć zębem o samą czekoladę, gdy się postarać. 
W ustach czekolada rozpływała się łatwo i dość szybko. Była maślano tłusta i zawiesinowo-mazista. Bazowo dała się poznać jako proszkowa, a urozmaicona kawałkami cukierków. One całkiem nieźle odwracały uwagę od proszkowości. Czekolada zmieniała się w miękką, luźno-gęstawą zawiesinę  i odsłaniała ich coraz więcej, a te zaczynały musować. Najpierw po prostu odczulanie, potem coraz mocniej, aż można to nazwać strzelaniem. Nie było to jednak zbyt agresywne bombardowanie. Wiele rozpuszczało się przynajmniej częściowo z czekoladą, ale zostawały też po niej. Wtedy efekt strzelania czuć w pełni.
Ze dwa z ciekawości pogryzłam. Cukierki były twarde i szkliste. Trochę kleiły się do zębów. 

W smaku pierwsze poczułam mleko i masło w mniej więcej równych proporcjach. Dołączyła do nich słodycz i razem zahaczyły o białą polewę. Polewę czy... wręcz plastik?

O dziwo najpierw słodycz rosła delikatnie. Była lekko cukrowa i ciężka, tanio-sztucznawa. Tym właśnie w pierwszej chwili - wydźwiękiem, już nawet nie poziomem -  podpadła najbardziej.

Początkowo, choć cukierki zaczynały już musować, w smaku się specjalnie nie zdradzały. Acz równolegle słodycz zdecydowała się rosnąć.

Baza zaleciała dziwnym kwaskiem. Słodycz mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa wzrosła już znacząco i ogół był nieprzyjemnie tani. Jak biała czekolada jakości białej polewy z mleka w proszku i mnóstwem cukru.

Im więcej wyłaniało się cukierków, tym bardziej odzywały się i one. Wprowadziły bardzo delikatny motyw sztucznych, wieloowocowych, niedookreślonych landrynek. Czasem, wiele zależało od tego, ile ich się akurat zebrało w ustach, całkiem nieźle rozganiały słodycz bazy.

Za cukierkami czekolada jawiła się jako jeszcze bardziej tania i... duszna? Złudnie margarynowa? A jej cukrowa słodycz drapała w gardle.

Czasem w ustach nie zostawało prawie nic, czasem trochę, a czasami sporo cukierków.
Gdy na koniec zostały jakieś cukierki, czuć ich nieprzyjemną landrynkowość. Do głowy przyszły mi też owocowe oranżadki jedzone na sucho bardzo delikatne w smak, a bardziej po prostu słodkie.

Po zjedzeniu został bardzo słodki posmak dusznej, kwaskawej białej polewy z mleka w proszku, ale też maślaność i landrynkowe echo.

Rozumiem, że strzelające cukierki dla niektórych to może być frajda, ale naprawdę tu aż się prosi choć trochę popracować nad jakością. Ta biała czekolada była boleśnie tania. Przesłodzona, bo przesłodzona, ale akurat to nie był jej największy problem Wydźwięk tandety, brzydki zapach... jedyne co, to musowanie zrobione w punkt, z głową nie bombardowało przesadnie, niedosytu nie czuć. Cena niby podyktowana logo, ale u mnie nie ma przyzwolenia na takie coś.

Dałam radę zjeść jakieś 7g - głównie w górach i odrobinkę do weryfikacji. Smutne, że to było aż tak nieprzyjemne. Resztę oddałam Mamie, która opisała to: "Mi się w ogóle nie podoba pomysł dodawania takich strzelających cukierków do białej czekolady. Do mlecznej by mi pasowały, do białej nie. No, ale może jak to ma być czekolada dla dzieci... Tak czy inaczej, wykonanie to jakaś porażka. Jak taka najtańsza podróbka białej czekolady. Okropna po prostu. Słodka to raz, ale dwa, że zwyczajnie niesmaczna. Cukierki w większości strzelały, ale trafiło mi się kilka... Niewypałów? Takie twarde, podłużne, które zostawały w ustach i nie strzelały ani nic. Jak na takie malutkie coś, bardzo droga. Zarabiają na Potterze, smutne".


ocena: 2/10
kupiłam: ojciec kupił w Dealz
cena: 4 zł (za 50g; jak wyżej, ale dopytałam)
kaloryczność: 547 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: cukier, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, strzelające cukierki 7% (cukier, syrop glukozowy, tłuszcz kakaowy, laktoza, regulator kwasowości: kawas jabłkowy E296; barwniki: E141, E160c, E120; dwutlenek węgla), laktoza, masło klarowane, emulgator: lecytyna sojowa

środa, 6 kwietnia 2022

Witor's Arancia / Orange ciemna 47 % z nadzieniem kakaowo-pomarańczowym z kawałkami pomarańczowymi

Choć coś mi w głowie świtało, że Witor's Cacao była kiepska, niedługo po opublikowaniu recenzji (ale pewnie rok po jej zjedzeniu) trafiłam w Auchanie na te czekolady i mój wzrok padł na dzisiaj przedstawianą. Kakaowo-pomarańczowy krem? Licha zawartość kakao? Średnio to brzmiało, ale uznałam, że akurat ten wariant kiedyś tam może mi podejść na dzień zachcianki na pomarańczową czekoladę. Z takimi bowiem mam problem - ten owoc w tabliczkach występuje często, ale jako kandyzowana skórka, a kandyzowanego czortostwa nie cierpię. Lindt Lindor Orange mimo nielubienia Lindorów, gdy miałam ochotę na smakowe połączenie czekolady i pomarańczy, sprawdził się. Założyłam, że poziom będzie podobny. 


Witor's Arancia Cioccolato Fondente con Scorze D'arancia e Ripieno al Gusto Arancia / Dark Chocolate with Orange Peel Granules and Orange-flavourd filling to ciemna czekolada o zawartości 47 % kakao nadziewana kakaowym o smaku pomarańczy z chrupiącym granulatem ze skórki pomarańczy.

Po otwarciu poczułam intensywny zapach olejku pomarańczowego, podkreślonego skórką pomarańczową. Ich goryczki splatały się ze sobą, upuszczając sporo soczystości. W tę wpisana była także słodycz, spotęgowana cukrową czekoladą, która zajęła bezpieczną pozycję na tyłach. Wyszła lekko kakaowo, ale niewiele znaczyła.

W dotyku tabliczka wydała mi się ulepkowata i tłusta. Mimo grubej warstwy czekolady wydawała liche dźwięki i wykazywała skłonności do rwania się. Przy robieniu kęsa czekolada wgniatała się w nadzienie.
Kostki sowicie wypełniono gęstym, gładkim i maziście-plastycznym kremem o konsystencji kremu-smarowidła typu Nutella.
W ustach czekolada rozpływała się łatwo w umiarkowanym tempie. Była maślano tłusta i zalepiająca. Prędko miękła.
Nadzienie kontynuowało to, nie spiesząc się z wyłonieniem spod niej. Okazało się wprawdzie jeszcze bardziej miękkie i tłustsze w oleistym sensie, ale mimo to zachowało gęstawość. Dziwnie jednak gumiastą... W dodatku jakby w proporcjach 1:1 wymieszaną z miękką oleistością kremu typu Nutella. Z czasem okazało się też pyliste (aż sugestywnie trzeszczące, mimo że nie gryzłam). Można je było dziwnie rolować w kulkę... Do czasu. Całość miękła na strasznie zalepiającą i tłustą gęstwinę, robiła się męcząco kleista. Na pomoc przybyły bowiem dodatki rozbijające to.
Dodano nie tylko skórki, ale w większości faktycznie. Były kandyzowane, twarde prawie jak kamienie. Z czasem cukier z nich rozpuszczał się, a one nasiąkały i stawały się "twarde do uporania się", chrupiące. Trafiłam także na granulko-płatki trzeszczące i skrzypiące w twardo-cukrowy, w porywach trochę wafelkowy sposób (jak cukrowe wafle duńskie?).

W smaku czekolada przywitała mnie cukrem i leciutką cierpkością. Była o wiele za słodka już od pierwszych sekund. Dała się poznać jako maślana i znacząco przesiąknięta pomarańczowym nadzieniem, przez co prawie nie czuć w niej gorzkości. Doszukałam się jednak palonego echa.

Olejek pomarańczowy, łączący słodycz i goryczkę, zaznaczył swoją obecność bardzo szybko. Choć nie zabił czekolady zupełnie, to jednak szybko wysunął się na prowadzenie, zrównując się z coraz bardziej maślano-oleistą czekoladowością.
Krem wplótł odrobinkę mleczności, a potem przywołał skojarzenie z nesquikowym kakao - właśnie może na mleku zrobionym. Cukier, oleista nuta... dodała mu nutellowy motyw kremu-smarowidła kakaowego.
Jeszcze silniejsza słodycz nadciągnęła szybko. Była bezlitosna. Choć nadzienie zasunęło też nutkę cierpkiego kakao w proszku i pomarańczowego olejku, całość męczyła i dręczyła cukrem. Pomarańcza też była cukrowa, syropowa, a jednak mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa dodała soczystości. Krem sam w sobie pobrzmiewał trochę skórką pomarańczy. Zasugerowała kwasek, ale tonący w słodyczy i goryczce pomarańczowej.

Wszystko to przemodelowało kompozycję na bardziej kakałkowo-czekoladkową, syropowo-sosową, czyli... bombonierkową? Zawitało skojarzenie z likierem pomarańczowym, czemu pomogło palenie w gardle.

Wyłaniające się dodatki najpierw jeszcze bardziej podbijały cukrowość, by potem uraczyć mnie nieco bardziej stonowanym, gorzkawo-słodkim smakiem... nie wiem jednak, czy skórek. Niegryzione i niessane prawie nic nie wnosiły.
Maślano-czekoladowe nadzienie otaczało je, napierając na nie cukrem. Z czasem pomarańczowy smak znów wydobył motyw kakao zrobionego na mleku - właśnie najwidoczniej smakowego. Cukrowość jednak dominowała, aż paląc w gardle.

Dodatki rozgryzałam już po zniknięciu reszty. Okazały się zupełnie pozbawione smaku. Coś tam w nich pobrzmiewało, ale... nie zgadłabym, że to skórki pomarańczy. Wyszły bardziej jak jakieś siano (?).

W posmaku została olejkowa pomarańcza: słodko-soczysta i z goryczkowato-skórkowym echem, a także goryczkowata oleistość. O cukrze już nawet nie mówię... Tego było o wiele za dużo już od początku. Tanie, cierpkawe kakao na niewiele się zdało przy pożarze cukrowym w gardle i posmaku czystego cukru.

Skutecznie zasładza już kostka; zjadłam pasek, tylko utwierdzając się, że daleko temu do przyjemnego zasłodzenia. Potencjał może i był, ale co z tego, jak efekt kiepski? Zupełnie nie moja struktura: miękki ulepek z niemiłosiernie zaklejającym kremem a'la Nutella i twardymi jak kamień dodatkami bez smaku. Niby rozbijały tłustość, ale ona i tak była, a one wydawały się bez sensu. Nie wiem, czy bym kupiła, gdybym przeczytała, że to jakiś "chrupiący granulat" (to było dopiero w oryginalnym opisie pod nalepką) - wątpię. Ogrom cukru aż odciągał uwagę od smaku, a ten... był olejkowo pomarańczowy, ale w tym sensie akurat udany, bo nieźle podrasowany czekoladą. Skórki, a raczej kamienie o posmaku siana, zacukrzanie i od razu ucieka sens jedzenia czegoś takiego. Gorsze to od Lindora Orange, a jednocześnie nie aż takie najpaskudniejsze na świecie - mało tego: porządne, goryczkowate skórki mogły by sytuację uratować. Z tym, że... kiepska jakość Witor's Cacao została utrzymana, a cena wzrosła - nice! Uwierzę też, że wielu osobom, lubiącym słodko-miękkie, lindorowato-nutellowate twory posmakuje bardziej niż mi.


ocena: 4/10
kupiłam: Auchan
cena: 5,59 zł
kaloryczność: 533 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: cukier, miazga kakaowa, oleje roślinne (kokosowy, z palmy kernel, palmowy - w zmiennych proporcjach), kakao w proszku o obniżonej zawartości tłuszczu, chrupiące kawałki skórki pomarańczowej 3% (skórka pomarańczowa, cukier, glukoza, fruktoza, regulator kwasowości: cytrynowy kwas, substancja konserwująca: dwutlenek siarki), tłuszcz kakaowy, odtłuszczone mleko w proszku, lecytyna sojowa, aromaty

niedziela, 11 kwietnia 2021

Witor's Cacao ciemna 47 % z nadzieniem kakaowym

Po chorwackiej Kras Dorina Napolitanke przyszła pora na innego nadziewańca dla mas z innego kraju - z Włoch. Włoskie słodycze są o wiele bardziej charakterystyczne. Wszelkie smaki typu stracciatella, cappuccino pojawiają się wszędzie od lat - marka Witor's tabliczki także w tych wariantach ma, ale nie ciekawiły mnie. Ani cappuccino nie lubię, ani rzeczy stracciatella - od tych to odkąd pamiętam, trzymam się z daleka. Dzisiejszej postanowiłam dać szansę, bo lubię mocno czekoladowe czekolady, a nawet Auchan Dark Chocolate Mousse w miarę mi smakowała. Liczyłam, że i w tę się wciągnę. Skład odstraszał, ale doczytałam, że np. ich olej palmowy ma certyfikat RSPO - no cóż, "zdrowości" mu to nie doda, ale przynajmniej dla tej tabliczki palmy nie były rżnięte w pień bez żadnych ograniczeń, a z minimalizowanymi szkodami dla przyrody. Marne pocieszenie.


Witor's Cacao Cioccolato Fondente con Ripieno al Cacao to ciemna czekolada o zawartości 47 % kakao nadziewana kremem kakaowym.

Po otwarciu poczułam intensywny zapach cukru i kakao o prostym charakterze. Nie był nieprzyjemny, jednoznacznie kojarzył się z kakaowo-czekoladowym smarowidłem.

Tabliczka w dotyku była dość zwarta, ale nie twarda. Niby jeszcze się łamała, ale miałam wrażenie, że z chęcią by się rwała. Kostki przy robieniu gryza trochę się już wgniatały; łatwo poznać, że to nie twór prawdziwie ciemny. Kostki nadziano sowicie mazistym, tłusto-gęstawym, ale miękkim kremem.
Już w ustach czekolada szybko miękła i zmieniała się w gęsto zalepiającą, tłusto-aksamitną masę, mieszającą się z wnętrzem.
Okazało się jeszcze bardziej od niej miękkie i mazisto-zalepiające. Wręcz przytykające jak kremy typu Nutella. Oprócz tego, cechowała je wysoka, miękka tłustość margaryny i masła, przy czym nie przerażała ona dzięki znaczącemu, wręcz trzeszczącemu pylistemu efektowi. Mimo to miało w sobie aż coś śliskiego. Mocno kojarzyło się z kakaowymi kremami do pieczywa i mieszanką czekolad Lindt Lindor z miękkimi nadziewanymi Terravitami.
Tłuszcz zostawał na ustach (osadzał się już w trakcie jedzenia).

W smaku sama czekolada uderzyła cukrem, by zaraz obudować go lekką cierpkością kakao o mocno palonym wydźwięku. Drobna gorzkawość skojarzyła mi się ze spalenizną, kawowo-przypalonym ciastem, jednocześnie mimo wszystko zasładzającym. Była trochę palona i niegłęboka. Sama w sobie zajeżdżała prostym kakao w proszku.

Nadzienie tylko oddalało myśli o głęboko czekoladowych rzeczach, dodając maślano-margarynowego smaku kremu / smarowidła. Drastycznie podnosiło słodycz, mimo ewidentnie obecnego kakao. Cukier i tłuszcz trochę wgryzały się w czekoladowość, rozbijając jej smakowitszy aspekt. "Smarowidło" wyszło o wiele bardziej kakaowo-smarowidłowo, acz cierpkawo. W porywach wydawało się truflowe, cukrowo-likierowe, nawet gorzkawe, a chwilami wracało na cukrowo-kakaowy tor.

Bliżej końca cukier wirował z kakao, czułam się zalikierowano-zasososwiona "czymś czekoladowym", nie czekoladą. W gardle słodycz zaczęła drapać, a między kakao i cukrem zaplątał się motyw oleju.

W posmaku pozostało cierpkawe kakao i za silna słodycz, związane i złagodzone margarynowo-maślanym motywem kremu. Czułam też tani tłuszcz, jako posmak i efekt na ustach. Mimo wszystko obyło się bez drastycznie nieprzyjemnych nut - pewnie cukier wszystko skutecznie zagłuszył.

Całość okazała się do bólu średnia. Miękko-słodka, kakaowa w niedziecięcy sposób, ale pozbawiona gorzkości. Nudna w tym i męcząca. Jakbym jadła kiepską czekoladę, nadzianą kiepskim smarowidłem. Wierzę, że to może komuś o wiele bardziej do gustu przypaść, ale nie każdemu. Ogólnie bowiem trudno, by jakieś szczególne większe emocje wzbudziła.
Myślałam, że uda mi się w nią wciągnąć jak w Auchan Dark Chocolate Mousse, ale nie (po jakiś czterech kostkach sobie darowałam). Tamta wciąż była bardziej cukrowo-czekoladowa, niż taka smarowidłowa jak dzisiaj opisywana. Ta już przechyliła się w kierunku za bardzo nadziano-mięciutkim, mało tabliczkowym. Znalazła się między Terravitą np. Tiramisu a Lindt Lindor Stick Dunkle.

Mama spróbowała z ciekawości, "bo włoska" i co prawda w jej gorącym pokoju czekolada już prawie popłynęła, ale bez większych emocji (przypominam, że nie cierpi ciemnych) wydała werdykt: "śmieszna, w środku taka dosłownie jakby cukier ze zwykłym kakao wymieszali, takie dwa smaki zupełnie obok i jeszcze taka aż trzeszcząco-pyłkowa". Mówiła to uśmiechając się, zaciekawiona, a potem tylko jeszcze prychnęła na mnie, że przesadzam, że taka bardzo za słodka. "No bo ciemna jednak, kakaowa. Normalna, ale nie chcę jej" - po kostce stwierdziła, że dla ojca wywalimy.


ocena: 5/10
kupiłam: Auchan
cena: 4,99 zł
kaloryczność: 539 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: cukier, miazga kakaowa, oleje roślinne (kokosowy, z palmy kernel, palmowy - w zmiennych proporcjach), odtłuszczone kakao w proszku 6%, tłuszcz kakaowy, lecytyna sojowa, aromaty