Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Babayevsky. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Babayevsky. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 marca 2026

Babayevsky Dark Chocolate Elite 75 % Cacao / БАБАЕВСКИЙ Шоколад Элитный 75 % Kakao ciemna

Choć sporo słyszałam o tym, jakie to niesmaczne są słodycze z Rosji, chciałam ich spróbować, przekonać się na własnej skórze. Te, które widywałam w internecie, nie interesowały mnie jednak, bo były mleczne. Sporo naszukałam się ciemnych, ale w końcu udało mi się. Ta właśnie, dziś przedstawiana, była dla mnie najważniejsza. Obstawiałam, że okaże się najzwyczajniejszą, najprzeciętniejszą czekoladą średnio półkową. Po dwóch z dodatkami, jakie jadłam w górach, miałam mieszane uczucia i i tak w sumie nie byłam pewna, czego spodziewać się po tej. Po spróbowaniu, dokładnie analizując opis i skład, dalej wydawała się w pewien sposób zagadkowa. "Zawartość kakao 75%, zawartość suchej masy kakaowej 55%"? Hm... 


Babayevsky Dark Chocolate Elite 75 % Cacao / БАБАЕВСКИЙ Шоколад Элитный 75 % Kakao to ciemna czekolada o zawartości 75% kakao (miazga kakaowa + tłuszcz kakaowy + kakao w proszku).

Po otwarciu uderzył mnie intensywny zapach kokosowy, za którym nieco dalej znalazła się wanilina. Razem przełożyły się na bardzo sztuczny i przesłodzony wydźwięk. Kokos przechodził w likier kokosowy, ale przywodził na myśl też draże kokosowe w polewie kakaowej (np. Skawy). Do głowy przyszło mi jeszcze lekko cierpkie, głównie przesłodzone kokosowe cappuccino oraz lekka soczystość powideł śliwkowych.

Tabliczka dała się poznać jako konkretna, ale niekoniecznie bardzo twarda. Mimo to, słychać było średnie trzaski podczas łamania.
W ustach czekolada rozpływała się w średnim tempie. Szybko trochę miękła i robiła się coraz bardziej mazista. Z czasem przybrała postać luźnej, tłustej i trochę ulepkowatej zawiesinowej masy, pamiętającej swój pierwotny kształt. Na znaczeniu rósł proszkowy motyw, wpisujący się jednak w pewną namiastkę bazowej gładkości. Końcowo zostawiała cierpkie wrażenie.

W smaku pierwsza uderzyła jakby sztuczna słodycz. Po chwili na przód wybiegł dosadny, intensywny cukier. Sztuczność została trochę za nim, dając się poznać jako wanilina, a po chwili jeszcze jako aromat kokosowy.

Cierpkość zaznaczyła nieśmiało swoją obecność w tle, a słodycz prędko osiągnęła poziom przesady. Jej sztuczny wydźwięk zdawał się wgryzać w język, a siła słodyczy wraz z likierowym motywem, zabrały się za rozgrzewanie gardła.

Lekka cierpkość zmieszała się z niską gorzkością. Miały palony wydźwięk. Palony do przesady, jeszcze nie spalenizny, ale już blisko. Czuć sporo prostego, odłuszczonego kakao w proszku.

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa męcząca, za silna cukrowo-sztuczna słodycz tak przemieszała się z goryczką kakao, że w głowie rozgościła mi się myśl o tanich, kiepskich drażach w polewie kakaowej. Niewątpliwie w wariancie kokosowym (chwilami czułam się, jakbym jadła draże Skawy Korsarze - ale w tej realnej, nieidealizowanej wersji). Słodycz dominowała zupełnie - a myśl o drażach idealnie wpisała się w przesładzanie.

W oddali przemknęło mi... coś? Jakby niedookreślona, kwaskawa mgiełka? Kwasek kakao odtłuszczonego?

Z czasem słodycz szalała, a gorzkość jakby odpuściła. Cierpkość plątała się zagubiona, zaś paloną gorzkość mocno złagodził margarynowo-maślany, też jakby sztuczny, motyw. Wszystko to... bardzo odlegle zasugerowało jakieś kokosowe, sztuczne cappuccino. Albo raczej coś o jego smaku.

Zaraz jednak uwagę od niego zaczęła odciągać... soczystość? Trudno było dookreślić ten delikatny, ledwo pobrzmiewający kwasek. Błądził od powidlanej soczystości, przez skwaśniałego kokosa po odtłuszczone kakao.

Choć gorzkość była niska, końcowo zupełnie straciła na znaczeniu. Słodycz cukru, waniliny i aromatu kokosowego za to aż gryzły w język.

Po zjedzeniu został posmak sztucznego, likierowego kokosa i tanich draży kokosowo-kakaowych. Bardzo wyraźnie czuć w tym wszystkim trochę tandetną kakaowość podbitą odtłuszczonym kakao w proszku. Do tego czułam się okrutnie przesłodzona: i siłą słodyczy, i tanio-sztucznym jej wydźwiękiem.

Czekolada była zła. Okrutnie sztuczna, choć niewątpliwie z niecodziennym, zaskakującym charakterem. Myślę, że w zasadzie jej smak kokosowy, skojarzenie z drażami i likierem kokosowymi, może się nawet niektórym spodobać. Tylko że do tego dochodzi jeszcze przesłodzenie. Gorzkości czułam niewiele, a jak już się wychylała, miała bardzo prosty, tani wydźwięk kakao odtłuszczonego w proszku i zbyt mocno palony. Konsystencja była nieprzyjemna. Mogłaby być znośna, gdyby smak był tego warty.
Najgorsza czekolada tej marki, jaką jadłam. Widać dodatki maskowały ten tak niski poziom. W tej czuć, że zawartość kakao została mocno podbita kakao w proszku. Zjadłam 4 kostki, lecz przy 4 miałam już zdecydowanie dość, że aż się krzywiłam.
W zasadzie wyszła gorzej niż np. Korona Ciemna Czekolada / Корона Чорний шоколад 57 %, która wydawała się tanio-sztuczna w podobnym sensie. Dziś przedstawiana bowiem obiecywała coś premium, o wysokiej zawartości kakao, a wyszło... jak wyszło. Aż oddałam ją ojcu, bo miała tak intensywny charakter, że czułam, że nawet odrobina dodana do ciasta, może się wybijać (czyli taktyka, jaką objęłam na Carla Chocolate Vysoke Tatry Horka 70 % Cokolada Sweet Postcard  nie przejdzie).

Mama po spróbowaniu stwierdziła: "Mnie ona bardzo nie smakuje. Nie powiedziałabym, że ma 75%, raczej 55% i jest... taka dziwna. Najpierw jakimiś ziołami, lekarstwami mi smakowała, a potem taki kwasek się pojawił. Może śliwkowy? Ale nic tu smacznego nie było. Okropna. Latami ruskie słodyczy były złe, i ta od nich nie odbiega".


ocena: 3/10
kupiłam: eBay
cena: $48,66 za 3 różne tabliczki po 90g, łącznie z przesyłką
kaloryczność: 520 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: miazga kakaowa, cukier, kakao w proszku, tłuszcz kakaowy, emulgatory: lecytyna sojowa, E476; aromat waniliowy

środa, 24 grudnia 2025

Babayevsky Dark Chocolate with Hazelnuts and Raisins ciemna 55 % z orzechami laskowymi i rodzynkami

Wyjazd w Beskidy pod koniec maja okazał się... dziwny. Plany na drugi dzień też się zmieniły i w końcu tę czekoladę otworzyłam nie tam, gdzie planowałam. A jednak nie mogę powiedzieć, by trafiło jej się złe miejsce. Wzięłam się za nią na trasie z Krynicy-Zdrój na Jaworzynę Krynicką, dokładniej przy Diabelskim Kamieniu.
No cóż, ta jeśli chodzi o kakao prezentowała się już lepiej niż Babayevsky Dark Chocolate with Ginger Biscuits, więc bardziej pasowało jej określenie "ciemna". Z drugiej jednak strony... to wciąż niski procent. A niedodanie mleka sugerowało mi zapchanie miejsca cukrem, ale... może miało to pracować? W zeszłym roku bardzo chodziła za mną czekolada ciemna z rodzynkami i orzechami, więc może jak już trochę mi przeszło... wreszcie miałam trafić na takową? Potem jednak wczytałam się w skład i trochę straciłam pewność, czym właściwie będzie ta czekolada. Mielone orzechy?


Babayevsky Dark Chocolate with Hazelnuts and Raisins / БАБАЕВСКИЙ Шоколад темный с фундуком и изюмом to ciemna czekolada o zawartości 55 % kakao z rodzynkami i siekanymi orzechami laskowymi.

Po otwarciu poczułam palono gorzki zapach, który kojarzył się z czarną kawą. Obok stała nie za wysoka, trochę maślana słodycz karmelo-toffi i wanilina. Słodycz zdradzała drobną sztuczność. Dodatki lekko się wychylały - czułam je głównie, gdy nachylałam się nad spodem. Dominowały ciężko-żywicznie słodkie rodzynki, acz i orzechy laskowe średnio prażone czuć. Były jednak zaskakująco wycofane i próbowały podczepić się pod paloną nutę bazy. Z zaskoczeniem uznałam, że słodycz wydawała się średnio-niska, acz jej wydźwięk zwiastował dosadność.

Tabliczka była konkretna, ale nie bardzo twarda. Podczas łamania trzaskała średnio głośno. Cechowała ją kruchość, napędzona przez dodatki. Orzechy łamały się wraz z czekoladą, a rodzynki a to zostawały w którejś części, a to się rwały, stawiając opór i sprawiając, że czekolada trochę się kruszyła.
Dodano dużo i raczej małych rodzynek, i kawałków orzechów. Wystąpiły jako połówki i ćwiartki, a także średnie i małe kawałki.
Trudno o kęs bez dodatków, ale jak się uprzeć, da się go zrobić.
W ustach czekolada rozpływała się średnio szybko, dając się poznać jako mazista i początkowo zbita. Po chwili pojawiła się proszkowość, a masa stawała się coraz bardziej luźna. Chwaliła się kremowością i nie za silną tłustością. Dodatki trochę ją poganiały z rozpuszczaniem się.
Dodatki tylko ze dwa razy pogryzłam na próbę obok czekolady, bo wolałam zostawiać je na koniec, gdy baza już zniknęła.
Jedynie w pierwszych sekundach rodzynki wydawały się suchawo-twarde. Gryzione później okazały się raczej konkretnie-jędrne i bardzo miąższyste. Wszystkie były soczyste, niektóre bardzo.
Gryzione orzechy połączyły chrupkość i miękkawość. Były delikatne.

W smaku czekolada najpierw roztoczyła lekką gorzkość, zdradzającą kawowy charakter. Pojawiła się w niej palona nuta, a po chwili dołączyła słodycz.

Słodycz i delikatna maślaność? Ta druga zastopowała trochę gorzkość. Słodycz wykorzystała moment i bardzo wzrosła, do cukru dodając wanilinę. Po chwili skojarzyła mi się jeszcze z łagodnym sosem kawowym - może z lodów w wariancie cappuccino?

Pojawiła się bowiem złudna mleczność. Maślany motyw nasilał się.

Czekolada spróbowana osobno pokazała się ze słodko-maślanej, sztucznie słodkiej strony. Czekolada przesiąkła dodatkami tylko miejscami - bezpośrednio przy nich. Gdy uważnie raz czy drugi odgryzłam kawałeczek samej czekolady, wydała mi się bardziej cukrowa i maślano-karmelowo sztuczna.

Dodatki nie spieszyły się szczególnie z odzywaniem się. Raz pobrzmiewały trochę odważniej: szybciej i wyraźniej; raz słabiej. Orzechy ukrywały się niemal do końca, to rodzynki przejmowały inicjatywę po pewnym czasie.

Często jednak nawet w kęsach bez rodzynek, z tła wyłaniała się nutka niejednoznacznych, słodkich owoców w likierze. Rodzynki, jak pojawiły się w kęsie, dodały do wizji lodów cappuccino nutę rodzynek nasączonych alkoholem, a także trochę załagodziły wzrost słodyczy.

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa rodzynki, gdy były w kęsie, wyraźnie się wyłoniły, wplatając swoją soczystą słodycz, ale epizodycznie też lekki kwasek. Rodzynki otulał wątły akcent maślanego karmelu. Orzechy zaś prawie się nie odzywały.

Gdy zaś rodzynki akurat nie było, słodycz rosła wraz z maślanością, idąc w kierunku maślanego, niezbyt palonego karmelu; karmelo-toffi. W nim ulokował się motyw aromatu.

Ogólnie z czasem do głowy przychodziło ciągnące, słodkie nadzienie z łagodnego, maślanego karmelu. W czekoladzie... Ciemnej!

Kiedy na próbę pogryzłam dodatki obok czekolady, nie chwyciło mnie to. Czekolada jawiła się wtedy bardziej maślano-słodko, orzechy wyszły średnio, a rodzynki zdradzały scukrzenie, a ich kwasek wydawał się oderwany i niepasujący; zgaszony zbyt słodką czekoladą.
 
Pod koniec wróciła gorzkość, wzmocniona cierpkością. Palony wątek starał się, jak mógł, jednak mimo to słodyczy udało się wspiąć na za wysoki poziom. W niektórych kęsach trochę drapała w gardle, jednak od poczucia przesłodzenia skutecznie odwracały uwagę dodatki.

Gryzione na koniec rodzynki przeważnie uderzały swoją soczystą, trochę kadzidlaną słodyczą i leciutkim kwaskiem. Były pełne smaku. Zdarzało się, że kwaśność była wyższa i w udany sposób przeganiała przesłodzenie.

Gryzione na koniec orzechy laskowe okazały się delikatne. Naturalnie słodkawe, lekko podprażone, czasem gorzkawe w sposób pozytywny, pasujący do goryczki kakao.

Gdy na koniec zostały i rodzynek, i orzechy, rodzynki skupiały na sobie większość uwagi. Laskowce jednak nie zatraciły się zupełnie.

Po zjedzeniu został posmak dodatków, czyli głównie rodzynek z dodatkiem orzechów laskowych, i maślanego karmelo-toffi, ale też cierpkiej, wyraźnie kakaowej czekolady. Mimo to, wystąpiło lekkie drapanie w gardle.

Czekolada wyszła bardzo dobrze mimo swoich słabości. Choć na początku czekolada miała okazję dobrze się zaprezentować, potem dodatki ją sobie ustawiły. Dobre rodzynki i bardzo w porządku orzechy laskowe zagrały świetnie na tym lekko gorzkim tle. Maślaność i słodycz okazały się na miejscu. Fakt, wolałabym niższą słodycz, ale nie była chamska czy tania mimo sztucznawych zapędów. Bez nich tabliczka mogłaby być naprawdę świetna! Dodanie całych małych rodzynek i kawałków, których dużą część stanowiły połówki, uważam za dobry pomysł. Dobrze, że "mielone" okazało się topornym epitetem na "siekane".

Jak Frey Supreme Crunchy Dark Fruit & Nut była za bardzo namieszana, tak dziś przedstawiana przyjemnie zgrana. Czekolada dopasowała się do dodatków, a jej słodycz mimo że za wysoka, nie raziła.


ocena: 8/10
kupiłam: eBay
cena: $48,66 za 3 różne tabliczki po 90g, łącznie z przesyłką
kaloryczność: 500 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: miazga kakaowa, cukier, rodzynki, orzechy laskowe (9,9%), tłuszcz kakaowy, kakao w proszku, tłuszcz maślany (2,3%), emulgatory: lecytyna sojowa E322 (mniej niż 1%), estry poliglicerolu i estryfikowany kwas rycynolowy E476; oczyszczony alkohol etylowy (poniżej 0,3%), kwas trójchlorooctowey, aromat waniliowy

czwartek, 27 listopada 2025

Babayevsky Dark Chocolate with Ginger Biscuits ciemna 43,3 % z cynamonem, ciastkami korzennymi i kawałkami pomarańczowymi

Jakiś czas temu trafiłam w internecie na pięknie wyglądającą, rosyjską czekoladę. Była z wiewiórką na kartoniku, z orzechami laskowymi. Niestety bazę miała mleczną, więc nie w moim typie. Zainteresowałam się, czy są czekolady ciemne tej marki. Owszem, Babaevsky (najstarsza manufaktura  czekolady w Rosji) takowe robi, ale trudno je zdobyć. Sytuacja geopolityczna jak widać ma też na takie rzeczy ogromny wpływ (nie dziwne). Gdy udało mi się znaleźć te czekolady na eBayu, zdziwiłam się, na jak pomysłowe warianty trafiłam. Niestety, nie wszystkie akurat były dostępne - wybierałam, co akurat było. Traf chciał, że nie te najbardziej niecodzienne. Chooociaż... Dziś przedstawiana nie wydała mi się wariantem popularnym. No, dopóki się nie wczytałam, czym jest. Kupiłam ją jako ciemną z ciastkami korzennymi, więc trochę mnie zaskoczył jej realny skład. Może po prostu w Rosji trochę inaczej rozumieją "ciemną czekoladę"? A jednak, choć trafiło się coś mniej mojego niż myślałam, wciąż nie brzmiało źle. Chyba... Szkoda tylko, że niedługo przed nią jadłam Choceur Herbe Sahne / Śmietankowa Deserowa, na bardzo długo zaspakajając ochotę na czekolady śmietankowe. Wzięłam ja na Sip; na szlak, który z czynników niezależnych ode mnie bardzo długo odkładałam. Ruszyłam ze wsi Stankovany zielonym szlakiem do Podšíp. Tam przeszłam na żółty aż na szczyt. Ależ było stromo! W końcu jednak weszłam i mogłam napawać się wspaniałymi widokami. Oj, było warto się powspinać po niemal pionowym podejściu!


Babayevsky Dark Chocolate with Ginger Biscuits / БАБАЕВСКИЙ Шоколад темный с имбирным печеньем to ciemna czekolada o zawartości 43,3% kakao z cynamonem, ciastkami korzennymi / pierniczkami i kawałkami pomarańczowymi.

Po otwarciu poczułam intensywny zapach mlecznej, trochę cukrowo słodkiej czekolady z mocno cynamonowymi ciastkami korzennymi. Za nimi zaznaczyła się leciutka cierpkość. Na tyle delikatna, że nawet trudno było ją nazwać jednoznacznie kakaową. Do tego czułam trochę nieokreślony motyw aromatu cytrusowego, echo czegoś niby pomarańczowego, ale niezupełnie. Słodycz całości stała na średnim poziomie.

Na spodzie średnio grubej, niezbyt ciemnej (ciemnawo mlecznej) tabliczki było widać średniej wielkości ciastka w kształcie kulek (jak się później okazało, połówek kulek). Kawałki pomarańczowe ukryły się, dopiero w trakcie jedzenia wyszło na jaw, iż znalazły się tam, gdzie nie było ciastek. Kawałki wystąpiły pod postacią małych kostek koloru prawie czarnego. Dodatków dodano optymalną ilość, prawie w równych proporcjach: kawałków pomarańczowych było mniej.
W trakcie jedzenia okazało się tylko, że dodatki rozmieszczono bardzo nierówno. Gdzie były ciastka, nie było kawałków pomarańczowych. A gdzie nie było ciastek, znalazły się kawałki pomarańczowe i to przeważnie po 2 czy nawet 3 obok siebie. Rzadko trafiało się obok i ciastko, i kawałek pomarańczowy. Były też miejsca pozbawione dodatków w ogóle.
Przy łamaniu czekolada trzaskała średnio głośno i krucho. Kruchego chrzęstu dodały jej ciastka, przeważnie łamiące się wraz z czekoladą.
W ustach czekolada rozpływała się w średnim tempie. Była mazista i proszkowa. Gęstość i tłustość stały na średnim poziomie. Czekolada dała się poznać jako kremowa i trochę zbita, nie spieszyła się z wypuszczenie z siebie dodatków.
Dodatkom pozwalam się rozpuszczać i trochę je podgryzałam jakiś czas po zniknięciu czekolady. 
Ciastka, gdy się pokazały, tylko w pierwszej chwili jawiły się jako suche. Szybko nasiąkały i rozpadały, częściowo rozpuszczały, rozbijając gęstawość bazy. Były konkretne i mączne, trochę pyliste. Rozpuszczały się wraz z bazą. Ciastka gryzione wcześniej obok czekolady zachowały konkret. Dały się poznać jako krucho-suche.
Kawałki pomarańczowe długo kryły się w czekoladowej masie, aż w końcu zaczynały wtłaczać niską, jakby lepką soczystość. Rozpuszczały się po bardzo, bardzo długim czasie. Gryzione wykazywały jędrność, a ich miękkość wyszła na przeciętnym poziomie. Przypominały galaretki-cukierki w czekoladzie. Bardzo kleiły się do zębów, ale porozgryzane szybciej się rozpuszczały.

W smaku czekolada najpierw mignęła niedookreśloną goryczką. Gorzkość spróbowała się zaznaczyć, ale coś jej nie wyszło. Pomyślałam o goryczkowatym motywie przerysowanego cynamonu, ale właśnie bardziej o tej goryczce i przerysowaniu niż samym cynamonie.

Słodycz wkroczyła wraz z mlekiem. Zahaczyła o cukier, wzrosła, ale trzymała się raczej średniego poziomu. Pokazała się, przygłuszyła goryczkę i spokojnie trwała.

Cynamon jednak ostał się, z tym że prawie bez goryczki. Czułam go zawsze, także w kęsach bez ciastek - smakowała nim sama baza.

W niektórych kęsach, niezależnie, czy trafiła się kostka pomarańczowa, czy nie, już w tym momencie zdarzyło się delikatnie zaznaczyć echu pomarańczy w wydaniu olejkowo-galaretkowym. Wprowadzała lekko sztuczne echo, które czasem dopadało i cynamon. Czekolada miejscami leciutko przesiąkła kawałkami pomarańczowymi.

Mleko nasiliło się, trzymając się słodyczy. Licha cierpkość z tła wraz z tym wyraźnym mlekiem przełożyła się na myśl o czekoladach typu Milka Dark Milk (ja jadłam Milka Dark Milk Salted Caramel), nie zaś o śmietankowych (jak założyłam, wczytawszy się w skład). Mleko nawet jak przez moment mrugnęło do śmietanki, smakowało głównie pełnym mlekiem.

Słodycz i cynamon rozchodzące się od ciastek, mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa znacząco zabarwiły mleko. Niegryzione, rozpuszczające się ciastka wprowadziły motyw słodkich, pszennych ciastek cynamonowych. Wypieczonych słabo, za to raz czy drugi próbujących robić aluzje do ciastek zbożowych. Choć były wyraźnie korzenne, brak w nich pikanterii i goryczki.
Ciastka wchodziły na pierwszy plan, ale w poszanowaniu czekoladowej bazy, korzystając z niej jako z tła.

Chwilami cynamonowość bazy, zwłaszcza zestawiona z cynamonowymi ciastkami i pomarańczą, wydawała się przerysowana i aż gryząca. Nie jednak jakoś okrutnie.

Obok ciastek prężnie działały mleko i cukier, lecz po fali korzenności, cynamonu, trochę bardziej wychyliła się subtelna cierpkość kakao. Osłabiła trochę słodycz.
Zaraz jednak cukier zmieszał się z cynamonem i cierpkość znów czasem wydawała się jakaś mało kakaowa. Zaraz cynamon trochę rozgrzał język i gardło, odwracając uwagę od słodyczy; pochłaniając ją.

Kawałki pomarańczowe czuć wyraźnie głównie w kęsach z nimi, gdyż tabliczka specjalnie nimi nie przesiąkła. A nawet, gdy się trafiły, to bardzo długo nie dawały o sobie znać. W końcu jednak w cierpkość wprowadzały cytrusowość. Zdarzyło mi się pomyśleć o duecie pomarańczy i limonki, jednak gdy kostki wyłaniały się z czekolady, okazały się smakować niczym w miarę naturalna galaretka z nektaru lub napoju (nie soku!) pomarańczowego. Słodkiego, lekko kwaskawego i soczystego w specyficzny, dosłodzony sposób. Gdy kawałki pomarańczowe rozbrzmiewały w pełni, dominowały nad czekoladą i zupełnie odwracały uwagę od ciastek, gdy już jakimś cudem trafiły się obok.

Gdy po czekoladzie gryzłam kawałki pomarańczowe, wciąż w głowie miałam nektar czy napój (nie sok) pomarańczowy. Wkradł się w niego motyw lekkiego przerysowania. Jeszcze nie cukierkowość, ale w tym kierunku to zmierzało. Oprócz słodyczy i kwasku, pobrzmiewała w nich lekka, galaretkowa cierpkość.

Po zjedzeniu został posmak cynamonu i cytrusów, w które wkradło się lekkie przerysowanie. Gdy w kęsie akurat był kawałek pomarańczowy, bardzo mocno ostał się na koniec, prawie zagłuszając resztę. Wtedy pomarańcza pobrzmiewała goryczką i trochę sztucznością. Ogólnie zawsze czułam pewną sztuczność, jakiś aromat, ale nie bardzo mogłam uchwycić, czego dokładniej. Oprócz tego czuć cukier i bardzo niską cierpkość kakao. Z nią związała się goryczka, ale znów niedookreślona - nieszczególnie kakaowa.

Nie bardzo wiem, jak podsumować tę czekoladę. Wyszła jak trochę mniej zgrana, bardziej przerysowana i nie tak słodka Heidi WinterVenture Orange & Cinnamon, w której coś nie wyszło. Koniec końców, jej mleczność pasowała do ciastek cynamonowych i pomarańczy, poskromiła słodycz, jednak... tabliczka nie miała nic wspólnego z ciemnymi czekoladami, a jej tytuł brzmi ewidentnie: "ciemna". Za to oszukaństwo odjęłam cały punkt. Jak na mleczną, zaprezentowała się przyjemnie, bo jej słodycz była przystępna, a akcent kakao się pojawił. Gdy zaś chodzi o dodatki: świetnie zrobione pod względem struktury ciastka. Bardzo zgrane z bazą! Cudnie się rozpływały wraz z nią, tworząc harmonijną kompozycję, ale jak się chce, to można też gryźć i wtedy porządnie chrupią. Do pomarańczy mam bardzo mieszane uczucia. Nie zachwyciła mnie, ale pasowała. Mogła by być lepiej zrobiona, ale zła nie była. Jedyny większy zarzut to to, że co i rusz wkradało się przerysowanie w kwestii cynamonu i pomarańczy. Inny, trochę mniejszy, to byle jakie rozmieszczenie dodatków.

W górach poszła, w domu jak dojadałam resztę, by zweryfikować, też, choć mnie było za słodko. Nie moja bajka, lecz choć z wadami, zrobiona w porządku.


ocena: 6/10
kupiłam: eBay
cena: $48,66 za 3 różne tabliczki po 90g, łącznie z przesyłką
kaloryczność: 500 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: cukier, miazga kakaowa, pełne mleko w proszku 11,6%, tłuszcz kakaowy, kawałki ciastek korzennych 8% (mąka pszenna, cukier, olej palmowy, imbir sproszkowany, pełne mleko w proszku, syrop glukozowo-fruktozowy, mielony cynamon, sól morska, środek spulchniający: wodorowęglan sodu E500, wodorowęglan amonu E527; przeciwutleniacz, mieszanina tokoferoli E306, lecytyna sojowa), kawałki pomarańczowe (koncentrat soku jabłkowego, skoncentrowany sok pomarańczowy, gruszki, błonnik cytryn, środek żelujący: pektyna E440; regulator kwasowości: kwas cytrynowy E330, przetworzony olej palmowy, naturalny aromat pomarańczowy), lecytyna sojowa mniej niż 1%, E476 polirycynooleinian poliglicerolu, mielony cynamon, aromat cynamonu