Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czekolada: chleb. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czekolada: chleb. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 czerwca 2026

Zotter Felsenbirne auf Butterbrot / Juneberry on Buttered Bread mleczna 50 % z kremem ze świdośliwy, białej czekolady i cytryny oraz nugatem z orzechów laskowych z przyprawami korzennymi oraz kawałkami ciemnego chleba

Po tym, jak przeczytałam opis, ta czekolada wydała mi się bardzo dziwna. Z jednej strony bardzo mnie zaciekawiła kremem ze świdośliwy, a połączenie ciekawego owocu z nugatem z laskowców wydało mi się po prostu obiecująco smaczne... Ale z drugiej budziła obawy i niezrozumienie. Bułka tarta?! Chlebowe drobinki? Po co? Za nic tego nie czułam, już nawet pomijając to, że nie używam bułki tartej, bo to mnie jakoś tak brzydzi. A jednak takiej żytniej nawet nie znam. Żytni chleb to jedyny jaki jem i bardzo lubię, ale i tak... w nadzieniu? Miałam złe przeczucia. Nie podobało mi się dodanie go, bo w reszcie widziałam duży potencjał. Czułam, że może wszystko popsuć.


Zotter Felsenbirne auf Butterbrot / Juneberry on Buttered Bread to mleczna czekolada o zawartości 50% kakao nadziewana (30%) kremem "ganache" z jagód świdośliwy i białej czekolady z cytryną oraz (25%) praliną / nugatem z orzechów laskowych z przyprawami korzennymi: anyżem, kardamonem, kolendrą, koprem włoskim, cynamonem i solą oraz z (5%) kawałkami ("bułką tartą"?) ciemnego pieczywa żytnio-orkiszowego w maśle. 

Otworzywszy, poczułam zapach wyraźnie mocno mlecznej i zarazem lekko gorzkiej czekolady o nienachalnej, karmelowej słodyczy oraz orzechów i migdałów. A dokładniej korzennego, cynamonowo-anyżowego nugatu z orzechów laskowych z echem marcepanu. Próbując obwąchać, co skąd pobrzmiewa, ustaliłam, że spód wydawał się bardziej ogólnie orzechowy, a wierzch zdradzał bardziej marcepanowość. Do tego doszukałam się tam lekko waniliowego i niemal biało czekoladowego echa. Czekolada mleczna zdawała się przemycać chlebowe akcenty, ale jestem pewna, że to jej nuty, a nie dodanych drobinek (bo nie raz czułam tę nutę w Zotterach). Mleczność zaś na pewno pochodziła też ze środka. W tle jeszcze zaznaczyła się lekko słodka, ogólnie jagodowa nutka. Nasiliła się po przełamaniu, wraz z nugato-marcepanem, mlekiem i wanilią.

Tabliczka wydała mi się twarda i masywna, ale też trochę krucha ze względu na nugat. Podczas łamania grube warstwy czekolady trzaskały, a wspomniany nugat trochę się kruszył.
Jakież było moje zdziwienie, iż zobaczyłam, że w mojej tabliczce to owocowy krem jest na dole, orzechowo-chlebowy na górze, czyli odwrotnie, niż pokazują zdjęcia na stronie Zottera. Na oko drobinki chleba ukryły się zupełnie, za to w kremie owocowym dostrzegłam mikroskopijne skórki.
Mimo kruchości, nugat zdradzał też tłustość. Był jednak znacznie bardziej zbity, konkretny. Krem owocowy zaś wręcz mazisty, miękki i plastyczny, a do tego lepki.
W ustach czekolada rozpływała się w tempie średnim, kremowo i dość tłusto. Pokrywała podniebienie smugami, i miękła, mieszając się z nadzieniami, które również z łatwością miękły. Środek rozpuszczał się dość szybko.
Nugat bardziej podpinał się pod czekoladę, chwaląc się maślanością i gęstością. W pierwszej chwili wydał mi się zbity, lecz zaraz poszedł w oleistym kierunku. Poczucie tłustości osłabiał pyłkowo-proszkowy efekt. Z czasem okazał się ziarnisty od drobinek chleba. Nie osłabił jednak poczucia tłustości, bo tu cały czas rozchodziły się jakby kolejne nakłady masła i oleju. Drobinki dodały wnętrzu też pewnej twardości. Gryzione wcześniej były suche i nieprzyjemnie twarde; nieco trzeszczały. Ja wolałam zostawiać je na koniec. Reszta przy nich - gryzionych wcześniej - zmieniała się w tłusto-zawiesinową masę.
Krem ze świdośliwy był znacznie rzadszy i miękki w luźniejszy sposób. Też miał w sobie lekką mleczno-śmietankową tłustość, ale nadal sporo soczystości kompozycji. Ta warstwa znikała najszybciej.
Nugat znikał, zostawiając ogrom różnej wielkości kawałków, kawałeczków i ziarnistych drobinek. Czekolada zostawała najdłużej, ale w końcu i ona się rozpuściła, a ja zajęłam się resztą pieczywa. Nie nazwałabym tego bułką tartą - niektóre kawałki były za duże. Na koniec ten dodatek zrobił się bardziej wilgotny, dziwnie lepko-twardy. Wciąż bardzo, nieprzyjemnie twardy. Kojarzyło mi się to z okruchami pieczywa chrupkiego i zawilgoconą watą cukrową, z jakimś tam drobnym elementem twardych okruchów ciemnego chleba.
Na koniec czułam się bardzo przytłoczona ogromem tych twardych kawałków.

W smaku czekolada roztoczyła delikatną, paloną gorzkość, w której drzemał chlebowo-marcepanowy charakter, wyrazista mleczność i łagodna, karmelowa słodycz. Miała w sobie też coś orzechowego.
Możliwe, że trochę przesiąkła wnętrzem, ale kłóciła bym się, że nie tyło.

W oddali dała o sobie znać słodko-cierpka nuta jagodowa, a zaraz po tym wnętrze podkreśliło także  orzechowo-marcepanowy wątek. Nugat właśnie poprzez orzechowość, ale też mleczność, podpiął się pod czekoladę. Wchodził spójnie. Krem owocowy robił to w bardziej przyciągający uwagę sposób, acz o i on nie odstawał aż tak bardzo.

Krem orzechowy na pewno podniósł słodycz. Emanował słodyczą maślano-mlecznego nugatu, który posłodzono cukrem pudrem. Czuć w nim wyraźnie orzechy laskowe. Orzechy podkręcone ciepłą korzennością. Orzechy prażone, może ze skorkami... Do których zaraz dołączył nieco chlebowy, wytrawniejszy akcent i jeszcze więcej maślaności.
Gdy z ciekawości wcześniej pogryzłam chlebowe drobinki, wydawały się niedookreślone, tyle tylko że pieczone, ale jakieś... kartonowo-chrupko pieczywowe.

Krem ze świdośliwy też umacniał słodycz. Początkowo przejawiał mleczny, również trochę nugatowy, trochę waniliowy smak, do którego dołączał coraz więcej soczystości. Jego słodycz rosła w nieco biało czekoladowym kontekście. Czułam w nim kwaskawo-cierpkie jagody. Z czasem zarejestrowałam, iż ich kwasek podkręcała cytryna. Nie jakoś mocno kwaśna czy wyrazista, ale niewątpliwie obecna. Spowodowała, że i słodycz wydała mi się silniejsza - zadziałał kontrast. Raz po raz wydała mi się nawet lekko miodowa, miodowo-drapiąca.
Co ciekawe, nugat laskowy chyba też na zasadzie kontrastu podkreślał owocową soczystość tej warstwy. Gdy spróbowałam owocowego kremu osobno, wydał mi się bardziej nugatowo-marcepanowy.
Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa soczystość zaczęła jednak słabnąć. Jagodowy motyw ulegał słodyczy wanilii i białej czekolady.

Z czasem nugat zaczął mi się wydawać rozmyty, tłusty smakowo, maślano-oleisty, a niesatysfakcjonująco laskowy. Przyprawy, głównie kardamon, cynamon i anyż, jednak z tej tłustej toni się wychylały. Wraz ze słabnięciem świdośliwy, w zasadzie odgrywały coraz ważniejszą rolę. Nie ważną, ale ważniejszą niż początkowy niebyt (z którego to się wychylały). Ciemny chleb niegryziony nie odzywał się zbyt wyraźnie. Raz po raz przemykała mi przy nich odrobinka soli.
Nugat laskowy spróbowany osobno cierpiał na to samo: z czasem wydawał się mdło mało orzechowy.

Z czasem tonął w słodyczy białej czekolady i wanilii, która aż trochę drapała w gardle.

Na końcówce czekolada wydawała się bardziej gorzka, cierpkawa i wyraźniej chlebowa, palona. Jej mleczność jednak też miała się dobrze. Słodycz jednak i jej się udzieliła. Ogólnie było bardziej słodko.

Kawałki ciemnego pieczywa na koniec smakowały dość wyraźnie jakby połączeniem okruchów starego ciemnego chleba, pieczywa chrupkiego, żytniego czy mieszanego, z czerstwą skórką chleba raczej jasnego (nie pszennego, ale trudno wskazać jakikolwiek - to nie była wyrazistość na tym poziomie) trochę pieczono.
Skórki świdośliwy, jakie się ostały, nie miały żadnego znaczenia wśród kawałków.

Po zjedzeniu został posmak bardzo słodki, wręcz biało czekoladowy, waniliowo-nugatowy, oleiście-maślany, w czym to i orzechy laskowe trochę się zaznaczyły. Do tego przewinęły się kwaskawe, jagodowe owoce i gorzko-mleczna, cierpkawa czekolada. Czułam też smak jakby słonego pieczywa chrupkiego mieszanego.

Czekolada mnie do siebie nie przekonała. Nie rozumiem, po co, skoro robi się krem z czymś tak ciekawym i niespotykanym jak świdośliwa, podkręcać - a w zasadzie zagłuszać - ją jeszcze cytryną. A jednak akurat warstwa owocowa całkiem nieźle właśnie świdośliwą smakowała. Była za słodka, ale wystarczyłoby, że dodano by do niej dobrą warstwą orzechową i mogłoby być dobrze. Nugat laskowy był tłusto rozmyty, jeśli o laskowość chodzi. Czuć w nim jednak trochę przypraw korzennych i chlebowe okruchy. Przyprawy korzenne niekoniecznie pasowały do części owocowej, ale w zasadzie gdyby na tym to się kończyło, to jeszcze mogłoby być. Tylko ta chlebowa drobnica bardzo przeszkadzała całości. Przy całym moim uwielbieniu do chleba żytniego, tu wyszło to niesmacznie, a struktura potworna. Jak stwardniałe pieczywo chrupkie. Stąd z całkiem ok tabliczki, przez okruchy było to niezjadliwe na dłuższą metę.

Po 12 gramach odpadłam i oddałam resztę Mamie. Gdyby nie twarde chlebowe parszywce, pewnie można by się w to wciągnąć, ale ich w dodatku było bardzo dużo. Bez nich czekolada spokojnie dostałaby 6, ale że raz były niesmaczne, a dwa miały okropną strukturę, poleciały 2 punkty. Psuły bowiem 2 rzeczy.

Mama jednak też nie zmęczyła, bo jak to opisała "Beznadziejna, co ten Zotter wymyślił? Chyba sobie zażartował tym chlebem. Potencjał jest, zapowiadało się dobrze i aż się ucieszyłam. Tam te jakieś owocowe nadzienie, drugie... Nie wiem, dokładnie jakie, ale jakieś i ma koniec chleb. Jakby taki stary, czerstwy ciemny chleb. Odciągał uwagę od wszystkiego, co było wcześniej. Beznadzieja".

Resztka powędrowała więc do ojca. Jemu... smakowała: "bardzo ciekawa ta czekolada z chlebem. Ten chleb... wyrazisty taki i w sumie pasujący, no, ciekawy".


 ocena: 4/10
kupiłam: zotter.pl (dostałam)
cena: jak wyżej, ale cena to 22,49 zł (za 70g)
kaloryczność: 556 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, miazga kakaowa, pełne mleko w proszku,  orzechy laskowe 6%, świdośliwa / jagody czerwcowe 6%, odtłuszczone mleko w proszku, syrop z cukru inwertowanego, masło, mleko, mąka żytnia 1%, liofilizowane jagody, olej z orzechów laskowych, syrop skrobiowy, mąka orkiszowa 1%, słodka serwatka w proszku, emulgator: lecytyna sojowa; koncentrat soku z cytryny, cukier trzcinowy pełnoziarnisty, sól, sproszkowana wanilia, kminek, proszek cytrynowy (koncentrat soku z cytryny, skrobia kukurydziana, cukier), anyż, koper włoski, kardamon, emulgator: lecytyna słonecznikowa; kolendra, anyż gwiazdkowy, cynamon

wtorek, 15 stycznia 2019

Zotter Bread Break Old Bread Spirit ciemna 70 % z kremem ciemnoczekoladowym z wódką z ciemnego chleba i kremem czekoladowym z wódką z białego chleba

Jest dziwne jedzenie, które mnie kręci, ale jest też dziwne, które zupełnie mnie odrzuca. Żeby było śmieszniej, moje "dziwne" często = "zupełnie normalne" dla innych. I tak np. smakują mi czekolady z mięsem, ale jak pomyślę o białym chlebie z Nutellą, mam odruchy wymiotne. Ogólnie nie lubię białego chleba, a wódka z chleba... jakoś nie brzmi przekonująco. Wódkowa mieszanka też nie wydaje się zbyt moja, ale... ciemne, alkoholowe Zottery już są jak najbardziej moje, więc mimo dziwności tej tabliczki, liczyłam, że to będzie ta "dobra dziwność".


Zotter Bread Break Old Bread Spirit to ciemna czekolada o zawartości 70 % kakao nadziewana kremem ciemnoczekoladowym z wódką z ciemnego chleba i kremem czekoladowym z wódką z białego chleba.
Powiedziałabym, że jasny krem był białoczekoladowy.

Po rozwinięciu papierka, poczułam zapach mocnego alkoholu, rzeczywiście może i wódki, acz bardziej w wydaniu likierowo-truflowym, a więc słodkim i czekoladowym. Czekolada niosła tu mocno palone, drzewne akcenty.
Tabliczka wąchana z wierzchu wydała mi się nieco delikatniejsza, palona, ale tak drzewno-orzechowo, wciąż mocno alkoholowa, ale i lekko śmietankowa, co nasilało się po przełamaniu.

Tabliczka była twarda, przy łamaniu wydawała dźwięki między chrupaniem, a trzaskaniem. W sumie łatwo rozdzielić ją na warstwy, bo jasne nadzienie było bardziej zbite i suche, niż lekko maziste ciemne.
 W ustach czekolada rozpływała się leniwie, kremowo i idealnie gładko. Była dość tłusta, ale pozostawiała też leciutko wysuszające poczucie pyłku kakao. Odsłaniała nadzienia, które rozpływały się w zbliżonym tempie, ale w inny sposób.
Jasne było tłustawe, choć sprawiało wrażenie bardziej suchego. Wypełniało je sporo drobniutkich kuleczek kaszy jakby al dente. Trochę przypominało to okruszki chleba, ale z racji tłustości i kremowości, ja pomyślałam raczej o wszelkich kupnych kaszach na mleku (nie cierpię ich, ale... o tym za moment). Przy idealnie gładkim, wilgotnym ciemnym, jakoś bardziej zwracałam uwagę na tłustość - wydało mi się niemal ślisko-maślane, acz z lekko wysuszającym (za sprawą alkoholu) efektem.

W smaku najpierw rozchodziła się smakowita, gorzka czekolada o palonym wydźwięku. Wydała mi się łagodna, drzewno-orzechowa i słodka w sposób palonokarmelowy. Z czasem zaczęła robić się coraz bardziej kawowa.

W pewnym momencie pojawił się dość mocny alkohol.

Skojarzenie z kawą nakręcała chyba nuta śmietanki wydobywająca się z wnętrza. Najpierw dominowała śmietankowość właśnie i silna słodycz wanilii, kojarzące się z białą czekoladą. Z neutralną nutą kaszy skojarzyło mi się to z Ehrmannem Griess, ale takim, do którego po chwili dołączyła nuta bardzo słodkiego likieru, powoli panosząca się w gardle. Bardzo wyraźnie było to czuć, gdy spróbowałam trochę jasnego nadzienia osobno.

Słodki likier zrobił się nagle ordynarny, przypiekł w język. Poczułam, że to "jakiś mocniejszy alkohol" - o tak, wódka... jeszcze ostała się pewna maślaność, ale już i czekolada się rozkręciła... w takim charakterniejszym, truflowym wydaniu. Poczułam palone, chlebowo-drzewne tony, co przywiodło na myśl whisky. Słodycz tej części wydała mi się palono-karmelowa i też trochę jak... karmelowa whisky? Ciemny krem spróbowany osobno wydawał mi się bardziej maślano-cynamonowo-czekoladowy, mniej poważny, choć wciąż naprawdę mocno alkoholowy.

Końcówka odsłoniła nieco więcej cynamonowej pikanterii, skojarzenie z drzewem i chlebem wzrosło, a alkohol uderzył do głowy i wraz z cynamonem rozgrzał język. Wychwyciłam także pewną czekoladową soczystość, w tle jakby niejednoznaczną zbożowość. Słodycz także była bardzo silna, ale taka... likierowa / truflowa. Ciemna czekolada smakowicie to zawiązała.

W posmaku pozostał mocny alkohol, jego silna słodycz i nieco wysuszający efekt, a także poczucie otłuszczonych masłem ust. Czułam też całkiem przyjemne, ciemnoczekoladowe i zarazem słodko-śmietankowe akcenty czekolady.

Całość wyszła w porządku, jednak tak się wszystko mieszało, że było mdło, bez charakteru. Jasny krem o wiele bardziej smakował mi osobno, bo wtedy wyraźniejsza była jego waniliowa śmietankowość i kasza się nie gubiła, a przy ciemnym wydawał się po prostu bardzo słodki (a kasza jakoś umykała). Z ciemnym sprawa była bardziej skomplikowana. Chwilami przy jasnym zyskiwał, gdy był taki whiskaczowo-karmelowy, a chwilami wydawał się zwyczajny. Osobno z kolei był przyjemnie wyrazisty, ale masło stanęło mu na drodze do zostania nazwanym "cudownie, obłędnie wyrazistym".

Mimo że tabliczka nie była bardzo tłusta, właśnie tłustość mi tu przeszkadzała. Masło po prostu ni jak nie pasowało do charakternego alkoholu. Ten z kolei świetnie zszedł się z białoczekoladową, śmietankową kompozycją, która nie zaburzyła poważniejszych nut palono-drzewnych. Lekką chlebowość czułam, ale niestety to raczej masło z domieszką chleba. Czekolada nie zagłuszona, więc to zawsze jakiś plus. Polenty za to chwilami było tak mało, jakby wcale jej nie było.

Nie mogę powiedzieć, że czekolada była zła... Może trochę nieprzemyślana albo niedopracowana, ale zła nie. Nie do końca w moim guście, ale zjadłam całą bez bardzo negatywnych odczuć. Brzmiąca dziwnie, ciekawie... a w gruncie rzeczy tak namieszana, że aż nudna i zwyczajna.


 ocena: 6/10
kupiłam: biokredens.pl
cena: 16 zł (za 70g)
kaloryczność: 512 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: miazga kakaowa, surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, mleko, syrop ryżowy, wódka z białego chleba, pełne mleko w proszku, wódka z ciemnego chleba, odtłuszczone mleko w proszku, masło, polenta (kasza na mleku), słodka serwatka w proszku, pełny cukier trzcinowy, sól, sproszkowana wanilia, lecytyna sojowa, cynamon

środa, 27 grudnia 2017

Zotter Bread and Roses mleczna 40 % z warstwą czekolady porzeczkowej z różanym marcepanem i kremem z wódką chlebową

Kocham różane smaki, więc każda nowość Zottera z różą budzi we mnie ogromne emocje. Zwłaszcza, gdy jest to kompozycja dość kontrowersyjna. Róże i ciemny chleb, alkohol...? Dobra, uwielbiam słodycze z alkoholem, jem tylko ciemny chleb, ale że tak w różanej czekoladzie? Nie mogłam sobie tego wyobrazić aż do momentu, gdy wyczytałam, że chodzi o wódkę z ciemnego chleba zotterowskiego wyrobu. A już zdążyłam się wystraszyć, że dodano kawałki chleba jak w Verjuice Green Grapes.
Ciekawy jest sam tytuł czekolady, bo nawiązuje do motta protestujących w 1912 roku pracownic fabryk tekstylniczych, w odniesieniu do których padły słowa, że kobiety potrzebują zarówno chleba, jak i róż.


Zotter Bread and Roses to mleczna czekolada o 40 % zawartości kakao z warstwą czekolady porzeczkowej nadziewana różanym marcepanem oraz kremem czekoladowo-mlecznym z wódką z ciemnego chleba.

Od razu po otwarciu poczułam piękny i intensywny, ale nie przerysowany zapach róż, którym wtórował marcepan i mleczna czekolada. Po przełamaniu zapach róż wciąż dominował, marcepan odebrałam jako nieco podkreślony alkoholem, ale w sumie alkoholu nie czułam.

Przy łamaniu gruba warstwa kremowej czekolady, która została pogrubiona od środka jeszcze warstewką porzeczkowej, trzasnęła, a nadzienia... okazały się wyjątkowo plastyczne, miękkie i niemal mokre.
Marcepan był średnio przemielony i dość rzadki, wilgotny, dzięki czemu rozpływał się, ale i przyjemnie chrzęścił, a krem czekoladowy... przypominał gęsty sos, a więc był czystą definicją tego, czym jest ganache.
Całość trudno porozdzielać: czekolada porzeczkowa była niemal wtopiona w mleczną, nadzienia były tak miękkie, że spójnie się zlepiły, ale w sumie... w ustach wszystko to łatwo się rozchodziło. Mimo to, a może właśnie dlatego, najlepiej smakowało w całości, bez dzielenia, gdyż smaki świetnie się uzupełniały.

Cudowna, łagodna czekolada uraczyła mnie głębokim, pełnym smakiem mleka i nieprzesadzoną słodyczą, do czego szybko zaczęły przyłączać się różane nuty.

Bardzo dobrze wyszło tu niepewne zaznaczenie się owocowego kwasku, który jednak szybko się chował.
Rozwijał się za to smak różany. Nasilał się, stawał się głównym bohaterem. To wokół niego wszystko się kręciło, ale dopuścił także inne nuty do głosu, nie zabił ich.

Spod róż bowiem smakowicie zaczął przebijać się charakterny, mocno migdałowy marcepan. Słodycz, która się rozeszła, jak najbardziej tu pasowała, nie była zbyt silna. Harmonijnie zeszła się z mlecznymi smakami i alkoholem.

Alkohol pochodził z czekoladowego kremu, ale idealnie zespoił się z marcepanem, podkreślając go. Nadał różom charakterniejszego, bardziej wytrawnego niż słodkiego wydźwięku, co wyszło co najmniej intrygująco. Gdy marcepan rozszedł się po ustach, a na scenę wkraczał krem, zaczęło się robić bardziej czekoladowo, co jednoznacznie skojarzyło mi się z wysokiej jakości cukierkami-truflami z wódką. O tak, nie da się ukryć, że to taki konkretny alkohol tu dodano, ale czułam jego jakość i taki głębszy smaczek.

W pewnym momencie miałam wrażenie, że nadchodzi taki suchawy efekt słodkich, mocno akoholowych trufli, ale wtedy spomiędzy róż i marcepanu przebił się kwasek porzeczek, świetnie pasujący do róż. Był delikatny, miał w sobie także słodycz i tylko co nieco przełamał (nie był zbyt mocnym smakiem).

Zakończenie było mocno różane, czekoladowe na wiele sposobów, wyraziście marcepanowe i alkoholowo-truflowe, co też pozostawało w posmaku.

Podobało mi się, że mimo "słodkiej tematyki" wyszło tak wytrawnie i konkretnie. Żaden ze smaków nie wydał mi się przerysowany.
Osobiście wolałabym bardziej zwarty środek; myślę też że np. czekolada mleczna % nie zaszkodziłaby.


 ocena: 9/10
kupiłam: foodieshop24.pl
cena: 16 zł
kaloryczność: 498 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: surowy cukier trzcinowy, marcepan (migdały, cukier, syrop cukru inwertowanego), tłuszcz kakaowy, miazga kakaowa, pełne mleko w proszku, syrop glukozowy z cukru inwertowanego, wódka z chleba brązowego, mleko, woda różana, suszone porzeczki, odtłuszczone mleko w proszku, sól, wanilia, olejek różany

środa, 28 czerwca 2017

Alnatura Knusper Zimt mleczna z pieczywem chrupkim i cynamonem

Alnatura to niemiecka firma spożywcza, która specjalizuje się ogólnie w zdrowej, ekologicznej żywności. Gdyby nie prezent od Agnieszki, prawdopodobnie dalej nawet bym nie wiedziała o istnieniu tej firmy, a tak... nawet będę miała okazję spróbować, "co też ci Niemcy wymyślili". Zaczęłam od tworu z cynamonem, bo cynamon w czekoladzie Cacao Sampaka nie spełnił moich oczekiwań i myślałam, że propozycja Alnatury to po prostu baton-czekolada z cynamonem "i czymś tam chrupiącym". Trochę się zdziwiłam, gdy się wczytałam (dopiero po spróbowaniu), jednak... Trochę zagnę czasoprzestrzeń i już na wstępie Was uprzedzę, że jak czekoladę kocham, tak "pieczywa chrupkiego" nade wszystko nienawidzę.


Alnatura Knusper Zimt to mleczna czekolada (o zawartości 32 % kakao) z pieczywem chrupkim i cynamonem.
W zasadzie jest to czekolada w formie batonika 45 g.

Po otwarciu poczułam bardzo słodki zapach mlecznej czekolady w smakowitym towarzystwie cynamonu.

Przy łamaniu batonik nie wydał mi się zbyt twardy, odebrałam go raczej jako trochę kruchy - pewnie przez ilość "chrupaczy". Wtopiono bowiem w niego bardzo mnóstwo chrupiących, twardawych, większych i mniejszych, kawałków.

Sama czekolada okazała się typową czekoladą o niskiej zawartości kakao - nie była specjalnie tłusta, ale rozpuszczała się dość szybko; czuć w niej maślaność, mleczność, ale przede wszystkim słodycz.
Przyznaję, że czuć tu naturalność i to, że użyto cukru trzcinowego, ale... tak, czuć ten cukier niestety za bardzo.

Nie przeszkodziło to jednak cynamonowi w zabłyśnięciu już w pierwszej sekundzie. Miałam wrażenie, że albo całość nim mocno przesiąkła, albo po prostu był tak wmieszany. Świetnie to wyszło. Wyraźnie czułam jego smak, taki dość mocny i pikantnawy, co w połączeniu z cukrem trzcinowym i chrupkowatą nutą przywodzi na myśl ciasteczka korzenne.

Wspomniana chrupkowata nuta dochodziła dopiero po wyżej opisanych, w połowie rozpuszczania się kęsa. Najpierw wydała mi się pieczono-wiórowato-zbożowa, a po chwili już wiedziałam, co czuję: pieczywo chrupkie. Smak wyraźny, przebijający nawet słodycz i trochę odwracający uwagę od cynamonu, był nie do pomylenia z czymkolwiek innym. Specyficzny smaczek takowych suchych płatów udających pieczywo z leciutko słonawym posmakiem okazał się tu bardzo znaczący (na moje nieszczęście). Po prostu go nienawidzę, nienawidzę tego "pieczywa chrupkiego"... A to było tu naprawdę dobrze czuć. Kojarzy mi się to z jedzeniem dla gryzoni, pseudo-zdrowymi rzeczami, które w gruncie rzeczy smakują wiórami i tyle i... nawet słowanowość temu nie pomogła, bo to było właśnie to.

Wiórowate pieczywo chrupkie o bardzo chrupiącej strukturze w towarzystwie przecukrzonej czekolady było dla mnie czymś nie do przejścia, mimo zadowalającej ilości smacznego cynamonu. Po jednej kostce podziękowałam i resztę oddałam mamie. Rozumiem, że pieczywo chrupkie po prostu tak smakuje, a że to baton z nim, to nie mogę go za to krytykować (skoro to po prostu ja nienawidzę tego pieczywa). Rozumiem więc, że twór jest jak najbardziej adekwatny do nazwy (wizji twórcy); punkt z czystym sumieniem odejmuję za przesłodzenie.


ocena: 6/10
kupiłam: dostałam
cena: -
kaloryczność: 551 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, pieczywo chrupkie 13% (mąka pszenna, płatki owsiane, ekstrakt słodu jęczmiennego, sól morska, drożdże), pełne mleko w proszku, miazga kakaowa, śmietanka w proszku, odtłuszczone mleko w proszku, cynamon, ekstrakt z wanilii Bourbon

środa, 14 września 2016

Zotter Buttered Bread with Apricots mleczna 40 % z nadzieniem morelowym i maślanym ze schnappsem z białego chleba i polentą

Są takie czekolady Zottera, które bardzo mnie ciekawią, są takie sezonowe, na które tylko czyham, ale są też takie, na które decyduję się tylko dlatego, że właśnie są sezonowe. To ostatnie dotyczy dzisiaj opisywanej, bo... jakby to ująć? Nie cierpię białego chleba, a morele... niby nic do nich nie mam, ale nie jadam i specjalnie mnie do nich nie ciągnie. Czy w takim razie ta czekolada ma u mnie szanse? No cóż, w końcu to czekolada i w dodatku Zotter. Sezonowy.


Zotter Buttered Bread with Apricots to mleczna czekolada o zawartości 40 % kakao z nadzieniem morelowym i maślanym ze schnappsem z białego chleba i polentą (włoska potrawa z mąki lub kaszy kukurydzianej - taka papka).

Po rozchyleniu papierka poczułam bardzo słodki i smakowity zapach. Była to mieszanina nienachalnego alkoholu, kwaskowatych moreli, ogromnej ilości cynamonu i płatków róż; wszystko to otulone mocno mleczną i słodką czekoladą.

Przegryzając się przez całość, najpierw czułam bardzo dobrą, lekko karmelowo słodką (zapewne za sprawą cukru trzcinowego) czekoladę o wyraziście mlecznym smaku i akcencie kakao, do której bardzo szybko dołączała ciepła gama cynamonu, alkoholu i kwiatów-owoców (prawdopodobnie przesiąkła nadzieniem, bo kiedy oddzieliłam kawałek, także je czułam).

Smak czekolady zniknął zaraz jak rozpuściła się w przyjemnie kremowy sposób ujawniając... niezwykle obrzydliwe nadzienie. Jedna warstwa (owocowa) była tłusta i śliska (rozpuszczała się wolniej), a także zupełnie gładka, a druga (ta dolna, biała) gładka, ale najeżona małymi twardymi kawałeczkami i ulepkowato tłusta. Jak masło z idealnie wmielonymi dodatkami. W smaku wyglądało to na szczęście nieco lepiej.

Gdy czekolady robiło się coraz mniej, zaczęły przebijać się smaki nadzienia poczynając od niezbyt mocnego alkoholu, który był tu bardziej alkoholowym akcentem, niż smakiem samym w sobie, a po chwili także morele.
Zaraz za nimi wypłynęła silniejsza, nieco kwiatowa i na pewno orzeźwiająca, słodycz. Zrobiło się trochę soczyście; słodycz stała się bardziej owocowa (morelowa, ale właściwie mogłaby to być jakakolwiek mieszanka brzoskwiń, mango, moreli itp., bo to nie był wyraziście morelowy smak) i wypuściła trochę typowego dla moreli kwasku. Hamowało go jednak masło, sprawiając, że całość wydawała się "cięższa"

Jedynie przez parę sekund mogłam czuć te smaki oddzielnie, bo kwasek niemal natychmiast połączył się z alkoholem, tworząc złudzenie owocowej brandy. Smaki warstw idealnie się ze sobą łączyły i uzupełniały się, chociaż nie miały niestety możliwości zaprezentowania się w pełni przez nijaki smak masła.

Góra była słodka na sposób nieco soczysty, ale i lekko czekoladowy. Sama w sobie wydała mi się nieprzesłodzona, ale i tak dość mdła i wcale nie taka mocno owocowa.
Dopiero alkohol z części bardziej białej wydobył morele z powyższej. Ta (dolna) sama także nie smakowała najlepiej, bo w kosztowaniu przeszkadzała mi konsystencja. Czułam tu alkohol, migdały, silną słodycz, ale... wszystko na niezwykle mdłym tle masła. 

Z czasem alkoholowa nuta stała się silniejsza, a z nią przyszło skojarzenie z nieco mącznym marcepanem. Przy nim mignął posmak cynamonu.

Gdy tylko moje kubki smakowe zaczęły przyzwyczajać się do smaku "morelowego brandy" (nie był zbyt silny, mówię po prostu o przyzwyczajaniu się w kontekście "jedzeniu dalej" a nie odkrywaniu "co mnie czeka?")  i chciałam skupić się na migdałach, ponad wszystko wyszedł nijaki smak masła i wzmocniła się dziwna nijaka kaszowa-mączność.

Wspomniane kawałeczki są... żadne. Twarde i po prostu irytują tym, że są. Długo nie mogłam zgadnąć, co to ma być. Kawałki polenty? Wydało mi się to jakieś mączne i mdłe. I tyle. Przegryzając się przez całość łudziłam się, że to morele, bo kwasek czasem się nasilał, ale jednak niezależnie od nich.

A właśnie: czasem się nasilał. Na koniec nawet w towarzystwie smaku mlecznej czekolady, która znów przyniosła różano-cynamonowy akcent. Przynajmniej końcówka by mnie ucieszyła, gdyby... nie fakt, że czułam na ustach tłuszcz nadzienia. Fu. Masło bardzo stopowało smakowitość. Wciąż miałam w pamięci dobrą morelową warstwę z Zotter White Poppy with Cinnamon and Apricot Spirit, i muszę zauważyć, że były bardzo podobne, tylko że właśnie... w dzisiaj opisywanej wszystko popsuło masło.

Smaki tej czekolady ("morelowa brandy", czyli akcenty moreli i alkoholu idealnie współgrające, róże-cynamon, marcepanowe nuty) byłyby cudowne, gdyby nie mączność, tłustość, a właściwie nawet ulepkowatość, i ogólna nijakość. To trochę jak ładny i delikatny rysunek na pomazanym, okropnie wykonanym tle bez żadnego ładu, w którym zupełnie niknie, momentami nawet nie widać "co to jest?".

Zmarnować taki potencjał... i to nie jest to, że nie cierpię masła, bo mimo że go nie cierpię, to potrafi mi posmakować coś bardzo maślanego, ale umiejętnie zrobionego (np. Zotter Coffee Toffee). Bałam się tu alkoholu z białego chleba i moreli (za którymi nie szaleję, by miały mnie przekonać do białego chleba), a wykończyło mnie... zupełnie co innego. Gdyby było tu czuć np. "chleb z masłem i morelami" byłoby o wiele lepiej niż "masło z odrobiną moreli".


ocena: 5/10
kupiłam: foodieshop24.pl
cena: 16 zł
kaloryczność: 506 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, syrop fruktozowo-glukozowy, schnapps z białego chleba (5%), miazga kakaowa, mleko, migdały, puree z moreli (3%), masło (2%), suszone morele (2%)odtłuszczone mleko w proszku, słodka serwatka w proszku, kasza kukurydziana, pełny cukier trzcinowy, lecytyna sojowa, sól, wanilia, cynamon, płatki róż, proszek cytrynowy (cytryny, skrobia kukurydziana)

wtorek, 16 sierpnia 2016

Rozsavolgyi Csokolade 73 % Olive & Bread ciemna z Wenezueli z oliwkami, chlebem i oliwą z oliwek

Choć lubię próbować dań kuchni świata, dania niektórych państw są przeze mnie pomijane, albo jem tylko wybiórczo. Weźmy na przykład taką kuchnię włoską: uwielbiam risotto, oliwki, niektóre makaronowe dania lubię, ale ogółem za dużo mi w niej białego pieczywa (wszak go nie jem), sosów i oliwy. Jednak na rzeczy te jako dodatek do czekolady... patrzę już zupełnie inaczej, tak, jak w przypadku np. Wild Ophelii z chipsami w momencie gdy chipsów nie cierpię odkąd pamiętam. W czekoladzie wszystko, co niespotykane i dziwne mnie fascynuje.

Tym bardziej, że miała to być moja pierwsza czekolada węgierskiej firmy Roszavolgyi Csokolade, o której po raz pierwszy usłyszałam w USA i stamtąd poprosiłam kogoś, by mi wysłał tą czekoladę.
Rozsavolgyi Csokolade została założona w 2004 r. przez małżeństwo Zsolta Szabada i Katalinę Csiszar. Ziarna kakao pozyskują od rodziny Franceschi - Cacao San Jose z Wenezueli oraz od... Bertila Akessona z Madagaskaru (przypominam, że Akesson's to jedna z moich ulubionych marek).

Mamy więc czekoladę we włoskim stylu z kakao z Wenezueli, która przyleciała do mnie z USA, stworzoną przez węgierską markę... nadążacie? Bo ja się chyba zaraz pogubię, więc lepiej trzymajmy się smaku. :P

Rozsavolgyi Csokolade 73 % Olive & Bread to ciemna czekolada o zawartości 73 % kakao z Wenezueli z prażonymi oliwkami, tostowanym chlebem pszennym i oliwą z oliwek.
Wspomnę jeszcze, że w 2013 zdobyła ona brąz w AoC w kategorii czekolady z dodatkami.

Interesujące, chociaż jak na mój gust nieco za pstrokate, tekturowe opakowanie skrywa tabliczkę owiniętą w papier spożywczy, co przyznam, nieco mnie zaskoczyło. Kiedy go rozchyliłam, ujrzałam czekoladę jeszcze bardziej pstrokatą niż jej opakowanie, ale... ona była po prostu piękna. Niezwykle szczegółowa, kojarzyła mi się z drzeworytem wykonanym w żywym, lśniącym od żywicy, drzewie.
Gdyby nie to, że trafiła do mnie nieco połamana, chyba nie miałabym serca tego zrobić.
Okazała się dość twarda, raczej chrupiąca niż trzaskająca.

Od początku nad czekoladą roznosił się zapach owoców, chyba porzeczek, wina, oliwek i motyw żywych, drzew oraz żywicy o słodkim wydźwięku. Było tu dużo ciepła i dymu, mimo że kompozycja nie była sucha czy palona. To przywiodło na myśl smukłą kobietą o czekoladowej karnacji z tatuażami zrobionymi henną w zwiewnych chustach z indyjskimi wzorami w barwach słońca trzymającą długą lufkę jak z lat 20. Taki właśnie był aromat tej czekolady - egzotyczny, zwiewny i powabny, a jednak zadymiony.

Kiedy tylko kawałek znalazł się w moich ustach, zaczął powoli się rozpuszczać w zwyczajny, gładki, raczej kremowy sposób. Czekolada była minimalnie tłusta, co mnie trochę zaskoczyło (nie wiedziałam, w jakiej formie jest oliwa).

Niemal natychmiast rozchodzi się słodycz, początkowo na równi z gorzkością, a potem... biegnąca swoim torem, co nie znaczy, że była jakoś specjalnie mocna. Wyraźna - jak najbardziej, silna - nie (chociaż w sumie np. "znikoma" też nie). Czuć w niej głębię, wydała mi się trochę karmelowa, a potem... czysto miodowa, leciutko przyprawiona.
Równolegle pojawiła się cierpkość, z której w końcu wypłynęły nuty wina. Nie pozostały jednak z miodem na długo, bo po chwili zmieniły się w kwaśno-goryczkowate wiśnie. Dużo miękkich, dojrzałych, nawet nieco za bardzo dojrzałych, wiśni.
Nie były jednak jedynymi owocami wyczuwalnymi tu. Szybko nadciągnęły jędrne, suszone (albo jakby podwędzane?) śliwki i śliwki świeże, soczyste - te niemal czarne.

W pewnym momencie, z tej nuty podwędzanych śliwek, wyszedł lekki smak oliwek. Nie miałam problemu z wyróżnieniem tego, że były to te zielone. Przy nich wychwyciłam też mglisty posmak oliwy, a oliwki były jakby nią nieco nasączone, albo... Po prostu trochę soczyste, chociaż były tak malutkie, że koniec końców nie jestem pewna. Przez to dodawały tak delikatną nutę, że wydawało mi się, że czasem płynie ona jedynie z kakao.
Słodycz wydawała się przy nich jeszcze bardziej miodowa.

Inaczej sprawa  wyglądała z kawałkami chleba. Były nieco większe i o wiele szybciej wyczuwałam je na języku. W smaku jednak aż tak wyraziste nie były, czułam je jeszcze słabiej, niż oliwki. Miały lekko pieczony smaczek, oliwy było przy nich więcej i... To właściwie tyle. Dostawały chrupiący motyw,  chociaż nie były strasznie suche.

Gdy kawałek czekolady znikał, dodatki uległy zębom, w ustach miałam smak gorzko drzewny, trochę winny, wyraźnie czułam kwiatowo-miodową słodycz i... nutkę oliwek.
To wszystko przekładało się na bardzo wytrawną kompozycję, mimo miodu. To trochę jak wykwintna kolacja w restauracji włoskiej, oczywiście z winem i deserem. Smacznie, ale nudno, jak na takie dodatki.

"Wykonanie" kojarzy mi się z Original Beans - winno-miodowa Porcelana w tych nutach była bardzo podobna, jednak w tej węgierskiej czekoladzie miód był chyba równie wyrazisty, co w OB Beni Wild Harvest 66 %. Mimo wszystko nuty Rozsavolgyi Csokolade są bardzo zmienione przez dodatki, więc nie mogę tu mówić o czystej czekoladzie.
Może i ciekawie to wyszło, ale... te okruszki są takie jakby "dla szpanu", czyli "dodajmy coś, co będzie fajnie brzmiało"... Może się czepiam, ale nie umiem wystawić jej oceny nie patrząc przez pryzmat ceny, bo jak dla mnie nie jest warta aż tyle.


ocena: 7/10
kupiłam: Amazon (za pośrednictwem pewnej osoby z USA)
cena: 16,99 $ (za 70 g)
kaloryczność: nie podana
czy znów kupię: nie

Skład: ziarna kakao, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, prażone oliwki, tostowany chleb (mąka pszenna, oliwa z oliwek, sól, drożdże), oliwa z oliwek

poniedziałek, 15 lutego 2016

Zotter Verjuice Green Grapes mleczna 40 % z nugatem z orzechów brazylijskich, kremem z suszonych moreli i batatów z sokiem z winogron oraz skarmelizowanymi okruszkami chleba żytniego w cynamonie

To jedna z tych czekolad Zottera, która zainteresowała mnie w dość dziwny sposób: zobaczyłam opakowanie i tytułowe winogrona i od razu dodałam ją do listy czekolad, które musialam kupić. Grafika jest intrygująca, a winogrona w czekoladzie...? W jakiejkolwiek formi! Nigdy się z czymś takim nie spotkałam, a naprawdę je uwielbiam (zwłaszcza te ciemne, ale to szczegół), więc nie mogłam przegapić takiej okazji.
Jak się później okazało, verjuice jest sokiem z kwaśnych niedojrzałych winogron, popularnym w południowych częściach Europy, co dla mnie wciąż brzmiało bardzo kusząco, mimo że soków nie pijam. Taki przyprawiony, z winogron prosto z austriackiej winiarni Loimer (bo taki został użyty do produkcji tej czekolady) - na pewno bym spróbowała. Co do reszty składników - zrobiłam sobie małą niespodziankę.


Dopiero w dniu degustacji zobaczyłam, co jeszcze skrywa ta tabliczka.

Zotter Verjuice - Green Grapes to ciemna mleczna czekolada o zawartości 40 % kakao z z nugatem z orzechów brazylijskich, czekoladowo-owocowym kremem, na który składają się: sok z niedojrzałych winogron, suszone morele, bataty (tzw. słodkie ziemniaki) oraz skarmelizowanymi okruszkami chleba żytniego w cynamonie.
Brzmiało o wiele bardziej intrygująco, niż myślałam!

Kiedy rozchyliłam złoty papierek, poczułam smakowity, orzechowo-czekoladowy zapach sugerujący "coś" konkretnego, a moim oczom ukazała się brązowa tabliczka, wyglądająca na jeszcze nieco więcej niż swoje 40 % kakao. Może nie była ciemna, ale wydała mi się bardziej intensywna niż normalne czekolady. Może to tylko złudzenie wywołane silnym zapachem, a może nie.

Przełamałam i zobaczyłam ciekawy przekrój: dwie jasne warstwy i ciemne kawałki pokryte grubą warstwą czekolady. To od niej oczywiście zaczęłam.

W smaku okazała się bardziej orzechowa, niż mleczna. Akcent kakao czułam tu wyraźnie, ale była to wciąż łagodna, chociaż wyrazista, mleczna czekolada. Słodka w naprawdę minimalnym stopniu przypominała mi nieco bardziej mleczną wersję czekolady sojowej 40 %, która występuje m.in. w Ayurverdic Relaxation Treatment.

Następnie oddzieliłam trochę nugatu z orzechów brazylijskich chcąc sprawdzić, czy to nim tak nasiąkła czekolada. Okazało się, że... nie całkiem. Ta część nadzienia była znacznie słodsza od czekolady i tłustsza od niej w orzechowo-maslany sposób. Nugat ten był zbity i gładki, a w smaku słodko-orzechowy, ale nieco w innym kontekście niż czekolada. Czułam tu także lekko mleczną mgiełkę i cynamonowe ciepło. Taki trochę za słodki, a przez to mało wyrazisty.

Dolna część także była słodkim gładkim kremem, ale mniej tłustym i przywodzącym na myśl coś minimalnie podchodzącego pod soczysta galaretkę.
Jak już pisałam, jest dość słodka, ale w sposób owocowy, który mieszkał się z odrobiną karmelu. Nie zabrakło tu także kwasku, który to już był w 100 %-ach owocowy.
Czułam tu głównie jakby morele i, nieco słabiej, chyba winogrona, a także coś... "marchewkowo-ziemniaczanie" słodkiego - bataty! Był to smak subtelny i, przez to, dość nieczytelny. Gdybym nie czytała składu, pewnie bym nie wiedziała, co tam się dokładnie kryje.

Ostatni dodatek to karmelizowane okruszki chleba żytniego. Były twarde, nie poskąpiono ich, a ja czułam się, jakbym zajadała stwardniałe (ale wcale nie wysuszone) okruszki pumpernikla z lekkim kwasem i wręcz goryczką, która zakrawała o lekkie przypalenie. Z cynamonem sprawa jest dość ciekawa, bo bardziej czułam go w samych nadzieniach, niż przy tych kawałkach - pewnie przez intensywny, żytni smak.

Rozdzielając, najbardziej smakowała mi część owocowa, bo nugat był mało wyrazisty, a przegryzając się przez całość, byłam ta czekoladą niezwykle zaintrygowana.
Orzechowy smak z kakao i mlekiem, najpierw wypływa z czekolady, a potem orzechy i mleko nasilają się, bo do głosu dochodzi nugat. Słodycz powoli rozlewa się w ustach, dobiega mnie kwasek (głównie moreli); naturalna (ta owocowa) i bardziej karmelowa słodycz są na jednym poziomie, a mój język wyczuł twarde kawałki chleba. Były tak twarde, że jakoś mi do tej subtelnej kompozycji niezbyt pasowały.

Po rozgryzieniu ich, rozchodził się kwaskowo-gorzkawy smak z charakterystycznym motywem pumpernikla i dominował wszystko. Ocieplała go cynamonowa nuta, a spod tego wszystkiego przebijały się słabiutkie akcenty winogron. Mimo wszystko wyszło smacznie.

Szczerze? Ta czekolada była dziwna i ciekawa, a także mało czekoladowa. Kocham chleb żytni (jem tylko taki), ale gdy tylko zaczynały słabnąć orzechowe nuty wraz z rozpuszczaniem się czekolady, on tu prawie wszystko zdominował, łącząc się z silną owocową słodyczą. Smak poszczególnych owoców nieco zanikał, a w jego miejsce wchodziła odrobinka cynamonu, ale tylko naprawdę tylko odrobinka. To, na czym mi najbardziej zależało, czyli sok z winogron, był tylko jedną z wielu (za wielu) nutek.
Było smacznie na raz, jako ciekawostka, ale wrócić do niej nie mam zamiaru, chyba że coś w niej pozmieniają. Wydaje mi się, że za dużo wszystkiego tu wcisnęli, przez co poszczególne warstwy wyszły mdłe.


ocena: 7/10
kupiłam: zamówiłam u dystrybutora
cena: 16 zł
kaloryczność: 508 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, masa kakaowa, pełne mleko w proszku, chleb (mąka żytnia, mąka orkiszowa, smalec, sól, przyprawy, drożdże), orzechy brazylijskie, verjuice - sok z niedojrzałych winogron, słodkie ziemniaki - bataty,  syrop glukozowy z inwertowanego cukru, olejek migdałowy, suszone morele, proszek karmelowy (odtłuszczone mleko, serwatka, cukier, masło), masło, odtłuszczone mleko w proszku, słodka serwatka w proszku, lecytyna sojowa, cynamon, sól, pełny cukier trzcinowy, wanilia, chili "Bird's eye"