Często to powtarzam, ale taka jest prawda: lubię poznawać nowe marki czekolad. Zwłaszcza te dobre, ale mniej znane. Wśród nich jest tak wiele perełek! Z tego powodu obecnie czekolady do degustacji zamawiam przeważnie z Club del Chocolate. Dziś przedstawianą właśnie tam zamówiłam, bo w zasadzie tylko tam widziałam tę markę z Barcelony. Założył ją pochodzący z Peru Oscar, certyfikowany degustator, który po zdobyciu wykształcenia w dziedzinie kakao i czekolady, uznał, że czas podzielić się doświadczeniem i odczuciami z innymi. Spodobało mi się motto firmy, jakoby każda ich czekolada opowiadała "fascynującą historię pasji, troski i zaangażowania w jakość". Ja zakupiłam czekoladę z Ekwadoru o chyba najbardziej standardowej jaka może być zawartości kakao. Wolałabym wyższą, ale gdy kompletowałam zamówienie, dostępne były tylko 2, w tym ta. Skusiła mnie jednak nutami obiecywanymi na stronie. Wracając do czekolady: z opisu dowiedziałam się, że kupiono ją od spółdzielni ze stanu Merida tworzonej przez 80 rolników, którzy stosując metody agroleśnictwa, uprawiając różne odmiany kakao. Kina zdecydowała się na Criollo. Choć nie podoba mi się słodzenie czekolad degustacyjnych białym cukrem, postanowiłam Kinie dać szansę - wszak Chapon i Zoto pokazały mi, że także z białym można uzyskać pyszny efekt.
Kina Chocolates Mérida 70% Cacau Venezuela to ciemna czekolada o zawartości 70 % kakao Criollo z Wenezueli, ze stanu Merida.
Po otwarciu poczułam kwiatowy zapach mieszający się ze słodyczą miodu i bananów. Kwiaty z nią stworzyły wizję konfitury z płatków róż i lżejszych, bardziej uroczych fiołków. Pomyślałam też o torcie czekoladowym z takową, nasączonym słodkim czerwonym winem (z echem octu?). Banany wsparły soczyste i zasładzające, zarazem pożółkłe, ale wciąż twardawe, winogrona zielona. Za tym wszystkim trochę powagi zaprezentowała przekopana ziemia i niedookreślony, lekko prażony motyw pestek, ziaren, w tym sezamu.
Twarda, sucha w dotyku tabliczka podczas łamania dała się poznać jako skalista. Trzaskała głośno i głucho, ujawniając ziarnisty przekrój, w którym lśniły kryształki.
W ustach rozpływała się niezbyt kremowo, w średnim tempie, zachowując zbity kształt. Najpierw lekko pyliście, potem coraz bardziej ziarniście, niemal piaszczyście, acz na szczęście bez żadnych kryształków cukru. Raz po raz za to trafiałam na niedomielone drobinki kakao. Tłustość wydała mi się w niej znikoma, a soczystość niby obecna, ale nie jakaś wyrazista. Odciągała od niej uwagę pylistość przepleciona z ziarnistością. Czekolada wydawała się pełna, ale końcowo łatwo rzednąca, niczym jakiś konkretny, gęsty likier.
W smaku pierwsza pokazała się wysoka słodycz, która mogłaby szybko osiągnąć pułap przesady, gdyby w kolejnych sekundach nie dołączył do niej motyw wilgotnie-kwiatowy, kojarzący się z właśnie podlewanym (aż nieco za bardzo) storczykiem.
Słodycz trochę pohamowała śmietankowa nuta, ale tylko na chwilę, bo zaraz zasugerowała... toffi na śmietance? Likier toffi? Umknęło mi jednak ze względu na soczystość. Motyw wilgoci kwiatów, ogólnie jakby zawilgocenia, dopingował soczystość.
Tę wprowadził średnio dojrzały, ale już słodki, a nie cierpki banan. Gdy tylko soczystość się rozgościła, w oddali odnotowałam echo kwasku... Choć nie kwasek w pełni. Pomyślałam o czerwonych owocach, ale i je zalała słodycz, serwując mi bardzo słodkie czerwone wino. Poczułam się trochę przytłoczona tą słodyczą.
Słodycz cały czas się nasilała, choć i gorzkość się pojawiła. Ta rosła jednak o wiele wolniej i słabiej. Słodycz zahaczyła o zwykłą cukrowość i gdy tylko pomyślałam, że już przesadziła, zaczęła trochę udawać miód. Czerwoną herbatkę owocową przesłodzoną miodem?
Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa przewinęła mi się gdzieś na tyle subtelna orzechowość nerkowców. Robiła za kontrapunkt dla słodyczy, co po chwili zauważyła gorzkość i połączyła się z nią. Razem nieco wzrosły.
W wilgotnym motywie pojawiła się ziemia, która pilnowała, by kompozycja mimo dominującej słodyczy miała w sobie też szlachetną powagę.
Słodycz jeszcze chwilę szła siłą rozpędu, a cukrowo-miodowe nuty mieszając się z kwiatami zaobfitowały w konfiturę z płatków róż i fiołków. Nieco przesłodzoną, ale intensywnie kwiatową, bardzo wonną. Konfiturę... jednak z dodatkiem owoców? Przez myśl przemknął mi tort przełożony taką i porządnie nasączony słodkim czerwonym winem.
Słodycz zmieniła kierunek na jednak soczystszy. Przez sekundę poczułam najsłodsze możliwie zielone winogrona, które przechodzą w brąz, ale jeszcze zachowując twardawą strukturę. Przy nich jednak... odnotowałam... słodką gnilność?
Ależ nie! To ziemia! Zebrało się jej więcej. A jako że orzechy - maślane nerkowce? - nie odstępowały jej ani na krok, same wplatając prażony motyw, zrobiła się ciepła, rozgrzana. Orzechowość jakby tylko na to czekała - wysunęła nieco bardziej na przód prażenie. Tu jednak okazało się, że ten prażony miks orzechów zawiera też pestki, ziarna. Albo głównie pestki: dyni, słonecznika, sezam.
Po zjedzeniu został posmak wręcz trochę cukrowy, acz może nie samego cukru a skrystalizowanego miodu oraz konfitury kwiatowej z przesłodzonym czerwonym winem. Wrócił też średnio dojrzały banan i sporo ziemi i orzechów. Ziemia wydawała się łączyć rozgrzanie, prażenie z wilgocią.
Całość wyszła smacznie, ale czułam niedosyt ziemi. Trochę orzechów, sezamu, pestek próbowało stonować słodycz, ale nie dawały rady. Podlewany storczyk, konfitura różano-fiołkowa, kwiaty ogólnie, miodowo-cukrowe zapędy, przesłodzone czerwone wino i banany ze zbrązowiałymi winogronami stworzyły naprawdę bardzo słodką kompozycję. Słodycz wyszła za silna. I tu mam ogromny żal do producenta o dodany cukier. Czuję, że z trzcinowym te nuty wyszłyby charakterniej, nie tak cukrowo zasładzająco chwilami. W dodatku trochę więcej kakao mogłoby naprawdę zdziałać cuda.
W dodatku niezbyt przemówiła do mnie ta pyliście-ziarnista struktura. Wolałabym też, by wszystko rozpływało się wolniej - wtedy może słodycz rozłożyłaby się inaczej i wydawała się słabsza? Czyli biały cukier jednak przeszkadza.
ocena: 7/10
kupiłam: clubdelchocolate.com
cena: € 6,50 (za 70g; około 28 zł)
kaloryczność: nie podana
czy kupię znów: nie
Skład: ziarna kakao, cukier, tłuszcz kakaowy
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.