Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lody: truskawki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lody: truskawki. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 listopada 2021

lody Magnum Double Chocolate & Strawberry Tub

Nie lubię owocowych lodów, a lody z owocowymi sosami zupełnie do mnie nie przemawiają. Niemniej, HD Strawberry Cheesecake swego czasu były jednymi z moich ulubionych. Dzisiaj prezentowane zaciekawiły mnie tylko "z braku laku" przez niemożność zdobycia Magnumów Double Dark Chocolate & Raspberry, które to widywałam w wysokich cenach, a jak w końcu uznałam, że mimo to kupię... zniknęły. Wtedy pomyślałam, że z chęcią zjem waniliowe Magnumy właśnie z truskawkowym sosem. Wanilia i truskawka nagle zaczęły wydawać mi się bardzo atrakcyjnym połączeniem, zwłaszcza z mleczną czekoladą, bo wiedziałam, że wariant klasyczny (mleczna + waniliowa baza) będzie mi za nudny. A po zakupie przeżyłam szok... Otóż dzisiaj przedstawiane to nie lody waniliowe, a śmietankowe... I wszystko legło w gruzach. Za takimi nie przepadam. A mimo to zjeść postanowiłam, jako że od Mamy usłyszałam, że śmietankowe są jeszcze bardziej uroczo puszyste od waniliowych (a te znałam z wariantu Almond).

Magnum Double Chocolate & Strawberry Tub to lody śmietankowe z truskawkowym sosem (12%) oraz (25 %) mleczną czekoladą w formie polewy na wierzchu, "skorupki" i kawałków zatopionych w masie.
Pudło zawiera 440 ml / 310 g.

Gdy zrywałam sreberko, uderzył mnie chemiczny zapach słodkiej, słodziuteńkiej truskawki-truskaweczki prosto z żelo-dżemu, podszytej soczystą naturalnością i przerysowanym niby-kwaskiem. Dopiero za nią poczułam delikatny zapach mlecznej czekolady, który nasilił się z czasem, w zasadzie już przy przebijaniu się przez czekoladę na wierzchu. Wtedy to wzrosła mleczność, poczułam słodką śmietankę i jeszcze więcej słodziutkiej truskaweczki. Przejawiała kwaskawą soczystość, a jednak i tak wyszła wręcz uroczo jak przesłodzony, sztuczny sos-dżem ze słodyczy dla dzieci... a że mieszała się z mlekiem, to z czasem (jak zjadłam skumulowany na wierzchu sos, a reszta przemieszała się nieco z bazą) z mlekiem truskawkowym. 

Lody, gdy chodzi o strukturę, były chyba jak i inne Magnum Double (jadłam Chocolate Deluxe). Warstwa czekolady na wierzchu to gruba na około centymetr, trzaskająca czekolada, zaś ta przy ściankach przypominała bardziej mięknąco-ulepkowaty, tylko momentami trzaskający czekoladowy twór polewowy. W masę lodową wtopiono mnóstwo kawałów gigantów czekolady, jak i kawałków czekolady łamanej. Pod czekoladowym wierzchem skumulowało się dużo straszliwie lepkiego, jedynie początkowo po otwarciu gęstawego sosu. Przeplatał on także masę lodową po całości. Prędko po otwarciu sos wyglądający jak krem zmieniał się w płynny, lejący sos klejąco-lepki jak miód. W ogóle miód pod względem struktury trochę przypominał; łatwo mieszał się z masą lodową. W zasadzie dodali go głównie na wierzchu, bo w masie lodowej znalazłam jedynie odrobinkę smug-pasków-kapelek. W ilości takiej, że gdy mocniej się przemieszały z lodami, da się je przeoczyć. Przeplatały się aż do dołu, gdzie znajdowała się centymetrowa warstwa czekolady. Też trzaskała, acz trochę bardziej niż ta na wierzchu miękła (przez zawilgocenie?).
Sama masa lodowa zaś okazała się kremowo gęsta, a jednocześnie puszyście śmietankowa. Była tłusta w mleczno-śmietankowy sposób i chwilami kojarzyła się z chmurkową bitą śmietanką.
Jeść było to dość ciężko przez rozmieszczenie sosu głównie na wierzchu, grube i kolosalne kawały trochę ciężko dzielić czy wydobywać / podważać, ale wszystko przynajmniej w ustach rozpływało się błogo. Powoli, ale chętnie.
Otóż czekolada zmieniała się w tłusty, lekko proszkowy krem, zalepiający usta jak dobrej jakości czekolada mleczna tabliczkowa. Sos lepił się, trochę rozrzedzał masę, ale nie mam do nich większych zarzutów. Sama masa zaś zachwycała tym, że mimo gęstej kremowości, nie wyszła zbyt ciężko. Rozpływała się przyjemnie, w umiarkowanym tempie i właśnie śmietankowo.  

W smaku czekolada zarówno na wierzchu, jak i w masie czy na dole smakowała intensywnie pełnym, niemal śmietankowym mlekiem. Jej cukrowa słodycz przejawiała odrobinkę waniliowego charakteru, dzięki czemu wyszła urokliwie.
Czekolada na ściankach wydała mi się nieco bardziej plastikowa.

Sos truskawkowy uderzał cukrem, ale i wyrazistą truskawką. Była to truskawka soczysta, ale głównie sztuczna. Żelo-dżemik o niemal cukierkowym charakterze, zdecydowanie przesłodzony i uroczy (aż w tym irytujący) mieszał się z delikatnie naturalną nutą truskawki. Ta odpowiadała za soczystość i wygładzała sztuczność. Trochę pomógł w tym też kwasek, bo mimo że również przerysowany, to jakoś odciągał uwagę od chemii. Jednocześnie... nie mogę powiedzieć, by sos był kwaśny. Domniemanie kwasku czułam, ale w moim odczuciu był cukrowo słodko-słodki. Słodycz wraz z kolejnymi zagarnięciami rosła i z czasem, gdy tak mieszała się ze słodką czekoladą i lodami, wydała się zdecydowanie przesadzona, a do tego uroczo konfiturowa. W zestawieniu z czekoladą sos wyraźniej migał kwaskiem, zaś w partiach, gdzie bardziej przemieszał się z lodami, jawił się jako echo mleka truskawkowego i już jego sztuczność zupełnie się kryła. Na wierzchu było go więc za dużo i wtedy świetnie czuć wadę - chemiczność i przerysowanie, a w masie lodowej tak mało (za mało), że prawie go nie czuć.

Po tym czekolada wychodziła jakoś jeszcze wyraziściej. Pełnopełnomlecznie, a mimo że cukrowo, to nawet leciutko kakaowo. Spływając do gardła jednak i tak drapała w nim.

Baza z dokładała mleczną nieskończoność. Przecukrzona bita śmietanka w formie lodów – to właśnie to! Wzmacniała mleczność czekolady, uprzyjemniała jej słodycz, łagodząc ją, a bardziej mieszając się z sosem, osłabiała sztuczność. Chwilami masa robiła aluzję do mleka o nutce truskawki. Oczywiście bardzo słodkiego mleka.

Gdy na koniec zostało mi czekoladowe dno, słodycz czekolady przyprawiła mnie aż o przyspieszenie serca i zdecydowanie za mocno zadrapała w gardle. 

Po zjedzeniu czułam przesłodzenie i przetłuszczenie wywołane mleczną czekoladą, ale też przerysowany sztuczny motyw truskawki-truskaweczki słodziaśnej i cukierkowej, jednak... najpierw jeszcze nie aż tak odpychający, bo wkomponowany w przyjemną fuzję śmietanki i mlecznej czekolady. Oprócz tego ostał się przerysowany kwaskawy posmak, jakby niezależnie od truskawki-truskawki. Po dłuższym czasie chemiczna truskawkowość dalej mi doskwierała, a że inne elementy już zaniknęły, było to potwornie irytujące i nieprzyjemne.

Całość wyszła nudno, niezgranie mimo że teoretycznie pewne elementy się podkreślały. Była do bólu przesłodzona, jednak mleczność czekolady i śmietankowość bazy na plus. Tu aż się prosi o dobry sos. Bazę też przesłodzono, ale do charakterniejszych dodatków mogłaby być. Sęk w tym, że i czekolada była za słodka, mimo że dobra, pełnomleczna. A sos... no właśnie. Tam, gdzie go dobrze czuć, wyszedł kiepsko, bo sztucznie, a tam gdzie go prawie nie czuć... śmietankowa baza i mleczna czekolada wyszły nudno i słodko. Aż się prosi o porządnie truskawkowy sos. Wydaje mi się, że nawet ten... gdyby na wierzchu nie było go tak dużo, a umiejętnie przepleść nim lody, nawet ta sztucznosć by uszła (bo nie była wyjątkowo napastliwa, okrutna czy coś). Ten oparł się na cukrze i sztucznej truskawce niestety i... choć wyszedł zaskakująco w tym nieźle, to jednak nie mam za co go chwalić. Osobiście, by nie nudzić się mleczną czekoladą i śmietanką, wolałabym chociaż waniliową bazę.
To chyba najgorsze, nieprzemyślane Magnumy z tych kubłowych, jakie jadłam. A szkoda, bo potencjał jest. Kojarzyły mi się... z wyidealizowaną, lepszą wersją czekolady mlecznej truskawkowej od Wedla w formie lodów.

PS I tak mnie zmęczyły, że mimo iż miałam jeszcze kupione Double Caramel Tub, przypomniawszy sobie wersję patykową, nawet nie otwierając oddałam Mamie.


ocena: 6/10
kupiłam: Kaufland
cena: 15,99 zł (za 440 ml; promocja?)
kaloryczność: 293 kcal / 100 g; 208 kcal / 100 ml
czy kupię znów: nie

Skład: odtworzone odtłuszczone mleko, śmietanka 16%, cukier, koncentrat odtłuszczonego mleka (proszek lub płyn), tłuszcz kakaowy, miazga kakaowa, syrop glukozowy, syrop glukozowo-fruktozowy, przecier truskawkowy 3,5%, fruktoza, pełne mleko w proszku, tłuszcz mleczny, zagęszczony sok truskawkowy 1%, emulgatory: E471, lecytyny sojowe, E476; stabilizatory: E410, guma guar E412, E440, E407; skrobia modyfikowana, zagęszczony sok z marchwi, regulatory kwasowości: E330, E331; zagęszczony sok cytrynowy, aromaty, sól

niedziela, 14 lipca 2019

lody Bracia Koral Smaki Dzieciństwa "Sernik Mamusi"

Nie ukrywam, że jakoś nie lubię lodów Koral. Nigdy za wiele ich nie jadłam, chałwowe Braci Koral w sumie wspominam nawet nieźle, ale po niesmacznych o smaku masła orzechowego jakoś w ogóle zaczęłam do produktów spod szyldu "Lody jak dawniej" żywić niechęć. Jakość / smak mnie nie satysfakcjonuje, a pozoranctwo, że to niby tradycyjne lody, jakie pamiętamy z dzieciństwa przy zmodernizowanym, a więc wzbogaconym o badziewie składzie zupełnie mi się nie podoba. Niestety, smak - na pewno przynajmniej jeden, ten dziś opisywany - ich serii "w słoiku" jakoś do mnie przemówił. Moja Mama wprawdzie odkąd pamiętam trzyma się z dala od kuchni, ale... może to lepiej? Przynajmniej nie było zagrożenia, że lody "nie dorównają sernikowi mamusi" (swoją drogą: czyjej? mojej? braci Koral? chemika opracowującego skład? Dobra, z ostatnim przesadziłam, bo akurat tych lodów taki najgorszy nie jest). Było jednak, że wyjdą blado przy bardzo lubianych przeze mnie Haagen-Dazs Strawberry Cheesecake.

Bracia Koral Smaki Dzieciństwa lody "Sernik Mamusi" to lody o smaku sernika (z homogenizowanym serem twarogowym) z sosem truskawkowym (23%) i ciasteczkami.

W dłuższą chwilę po otwarciu poczułam niezbyt apetyczny zapach przeciętnych lodów z sosem truskawkowym dawnego typu (te wszelkie w korytkach, nie najwyższej jakości - podglądowy obrazek z internetu) z nieco mdlącą... homogenizowano-margarynową nutą. Serek homogenizowany? Najprawdopodobniej, ale mi tak jakoś się to z margaryną kojarzyło. Oczywiście wszystko bardzo słodkie.

Zawartość pudła przybrała dziwną formę, bo na górze sos i masa zostały bardzo wymieszane "zawijaskami", że chwilami to dosłownie sernik truskawkowy, a nie sernik z sosem (zwłaszcza, gdy się już nieco topiły), na dole zaś ewidentnie postawiono na podział "lody + sos". Ciastka z kolei plątały się równomiernie wszędzie.
Masa lodowa mimo zacnego zmrożenia i zwartości, była miękka już przy pierwszym wbiciu łyżki. Tam, gdzie nie było sosu, sprawiała wrażenie jakby... kruchej. Zachowała gęstość i nie topiła się w sekundę, ale to nie kamień. Struktura ogólnie wydała mi się nieco dziwna, ponieważ miękkawe, jakby "spulchnione" lody cały czas pozostawały gęsto-zwarte, jakby nie chciały się topić. Obstawiam, że za sprawą serka. Średnio tłuste, nie najlżejsze, niby w porządku, ale było w nich coś, co mnie odrzucało... Taka serkowa parafinowość? Jakby woskowa tłustawość pozostająca na ustach?
Sos truskawkowy... to właściwie zwarty żel pełen farfocli, z prawie całymi truskawkami, a więc mnóstwem pesteczek. Przypominał żelkowatą, naturalną i zamrożoną konfiturę.
Ciastka o okrągłym kształcie i średniej wielkości były miękkie, bo zamokłe, ale i rozpływające się w ustach. Zmieniały się w tym procesie w zalepiające, mączno-maślane gamołki. W całości sporo było też ciastkowych drobinek, nie wiem jednak, czy niektóre ciastka się rozleciały, czy dodano też drobnicę, czy co.

W smaku od początku poraziła mnie słodycz. Sama masa lodowa okazała się przede wszystkim słodka. Może nie wyjątkowo cukrowa, ale poza słodyczą trudno tu było o jakiś punkt zaczepienia. Początkowo miałam wrażenie, że jej smak pójdzie w kierunku sztucznie-margarynowym, ale po paru łyżeczkach okazało się, że to bardziej... po prostu nijakość z dziwnym, homogenizowanym posmakiem. Rzeczywiście trochę sztucznawo-serkowym. Nieokreślona masa przesiąkła biszkoptami maślano-margarynowymi. Kojarzyło się to z o wiele gorszą wersją Ben & Jerry's Birthday Cake. Zalatywało więc kiepskim ciastem - spodem sernika? Mdły smak mleka co prawda potem trochę zahaczał o śmietankowo-serkowe klimaty, ale jakoś mało wyraziście. Kwasku twarogu / charakterystycznego dla dobrych serników nie uświadczyłam.

Nawet gdy jadłam części bardziej wymieszane z sosem - a o te nie trudno. Sos truskawkowy tylko chwilami dodawał namiastkę kwasku, mimo że owocowej soczystości mu nie brak. Podkręconej cytryną, ale i tak gubiącej się w cukrowości. To właśnie przesłodzony sos truskawkowy dominował przez dłuższy okres czasu. Gdy zagarniałam go więcej, wyraźniej czułam, że oprócz naturalnego smaku truskawek, krył sporo sztuczności, przy czym jego słodycz była bardzo irytująca. Niewątpliwie kojarzył się z sosami z tych dawnych, najzwyklejszych lodów kubeczkowych (w moim przypadku nie jest to skojarzenie miłe).

Wreszcie same ciasteczka... wpasowały się w smak masy, również będąc bardzo, bardzo słodkimi i... w oczywisty sposób bladociastkowymi. Pszeniczno-margarynowe, zdecydowanie przecukrzone, tanie herbatniki - ot, co. Kojarzyły mi się z kiepskimi babeczkami maślanymi (jasnymi). Pasowały do reszty, nie zgubiły się pod truskawkowym naporem, ale... nadawały dziwnie sztuczno-taniego, ciastowego smaku. Podkreślały dziwny posmak. Ani trochę mi nie smakowały.

Po wszystkim pozostał posmak truskawek i przecukrzenia... dziwnie ciastowo-serkowo-margarynowego. Było słodko w dziwnie sztucznawy sposób. Pod naporem słodyczy, z poszczególnych składników uszedł smak. Nie było tu niczego przełamującego. Ser twarogowy homogenizowany... odebrałam jako jakiś tanio-margarynowy-może-i-serek, na pewno jednak nie twaróg / sernik. I na pewno nie serek waniliowy, mimo że sztuczny (osobiście jadam tylko naturalne serki homo, bo przeszkadza mi słodycz i sztuczność waniliowych - ten był właśnie słodko-sztuczny, ale nawet nie waniliowy). Dominujący, przesłodzony sos truskawkowy nie odpowiadał mi, bo w ogóle odwracał uwagę (inna sprawa, że to, od czego odwracał uwagę, też nie było tej uwagi warte). Ciastka... gdyby chociaż były smaczne, a to nie - też musiały być cukrowo-tanie.

Lody nie smakowały mi. Całościowo. Zjadłam jednak prawie połowę, by się wczuć, bo były dość... dziwne. Nie mogę więc powiedzieć, że beznadziejne czy niezjadliwe. Owszem, przesłodzono-nijakie, z wyrazistym sosem truskawkowym (przesłodzonym, ale wciąż ewidentnie truskawkowym) i cukrowo-tanimi ("babeczkowatymi") biszkopto-ciastkami, ale... uwierzę, że ktoś mógłby je odebrać znacznie lepiej. Słodko-sztuczne serki homogenizowane to nie moja bajka, a to, co czułam w tych lodach kojarzyło mi się bardziej margarynowo-serkowo, niż serkowo, sernikowo czy twarogowo, ale może wielbiciel takich serków inaczej by to odebrał. Ocenę starałam się więc jakoś adekwatnie wystawić. Powiem tak: niegodne polecenia lody, które można zjeść, czyli takie, jakich na rynku chyba nie brak (nie jem za wielu, mam lubiane marki, więc nawet trudno mi się tu do czegoś odnieść).
Mama określiła je jako "niezidentyfikowane", co według mnie jest wyjątkowo trafnym określeniem (jak niezidentyfikowany obiekt latający? haha), ale dodała "smaczne! takie bardziej maślane... twarogu to tam w ogóle nie czułam. Jak wąchałam, to sernikiem trochę pachniały". Przyznała jednak, że to raczej jako ciekawostka, bo i jej przeszkadzało dziwne nietopienie się, taka serkowa zwartość. Ona jednak sos i ciastka uznała za zalety... Zgodziłyśmy się, że bez nich masa lodowa wyszłaby nijako: tylko że w moim przypadku niezjadliwa, a według Mamy smacznie, tylko że zbyt "nieokreślona".

Bardziej niż z HD Strawberry Cheesecake, kojarzyły mi się z budżetową podróbą B&J's Birthday Cake.


ocena: 5/10
kupiłam: Biedronka
cena: 6,99 zł (promocja; za 320g / 450ml)
kaloryczność: 231 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: odtworzone mleko odtłuszczone, ser twarogowy homogenizowany 16%, cukier, śmietanka 11%, truskawki 8,3%, ciasteczka 6,3% (mąka pszenna, cukier, masło, odtłuszczone mleko w proszku, syrop glukozowo-fruktozowy, substancje spulchniające: E503, E500; sól, aromat), syrop glukozowy, masło, woda, glukoza, odtłuszczone mleko w proszku, skrobia modyfikowana, emulgator: mono- i diglicerydy kwasów tłuszczowych, stabilizatory: mączka chleba świętojańskiego, guma celulozowa, karagen; regulator kwasowości: kwas cytrynowy; aromaty, barwniki: karoteny, betanina

niedziela, 3 marca 2019

lody Ben & Jerry's Birthday Cake

Pewnego razu naszło mnie na "coś innego", czego nie jadam, ale wciąż na pewnym poziomie. Jako że był grudzień, a więc czas sprzyjający zakopaniu się w kigurumi i cieplutkim kocyku, zdecydowałam się na lody kiczowato czerwone (no ok, różowe) niczym stado Mikołajów i elfów.

PS Miały zostać opublikowane o wiele później, ale... nie mogłam się powstrzymać przed wstawieniem ich w swoje urodziny.

Ben & Jerry's Birthday Cake to "lody z waniliową masą biszkoptową (12%) z różowym lukrem (6%), z sosem truskawkowym (6%) i kawałkami biszkoptu (4%)" (ja bym powiedziała, że lody o smaku ciasta waniliowego z lukrem i lukrem truskawkowym, sosem truskawkowym i kawałkami biszkoptu).

Już po otwarciu lody zapachniały bardzo słodko, wyraźną wanilią, a po jakimś czasie w ogóle uraczyły mnie słodyczą waniliowego, mokrego i niemal zakalcowo-biszkoptowego ciasta / babeczki. Plątała się przy tym słodko truskawkowa nuta i cała kompania cukru pudru i innych cukrowo-lukrowych zasładzaczy. Gdy zamknęłam oczy od razu miałam wizję kolorowego wesołego miasteczka, cukierkowo-lukrowych słodkości, waty cukrowej itd..

Masa lodowa była twarda, bardzo zbita. Poczucie to dodatkowo wzmacniały wielkie kawałki ciasta w niej zatopione (one nie były twarde, ale tak wielkie, że czasem dziwnie było wbijać łyżeczkę). 
W trakcie jedzenia lody przedstawiły się jako cudownie kremowe, nie za tłuste. Topiły się powoli, gęsto, ale bez przesady. Odebrałam je jako bardziej mleczne niż śmietankowe. Miałam wrażenie, że są zagęszczone lukrem.
Kawałki ciasta miały cudowną, porządną, zwartą strukturę wilgotnego ciasta właśnie. Rozpływały się w ustach w charakterystyczny, kapciowato-biszkoptowy sposób, uderzając przy tym za silną tłustością. Było to na swój sposób... obrzydliwawo-uzależniające.
Sos truskawkowy był gęsty, przypominał soczysty, zbity żel, pozbawiony jednak kawałków owoców.
W całej masie było dużo sporych grudek jakby niewymieszanego z resztą lukru truskawkowego i nieco mniej całkiem białego. Lekko się ciągnął, był rzadkawy. Miał gładko-pudrową konsystencję. Chwilami wydawał się wręcz "śliski", jak lukier, a czasami bardziej trzeszczał za sprawą cukru pudru. 

W smaku lody okazały się przede wszystkim bardzo słodkie. Od pierwszej łyżeczki w ustach cukier i wanilia wirowały w dzikim tańcu. Po chwili jednak zaczynało się to układać w cukier puder i przesłodzone, miękko-kapciowate ciasto waniliowo-maślane z ogromną ilością lukru. Wszystko co słodkie w tym kontekście, ale jednak czymś smakujące.

W całą tę konwencję wpisał się różowy lukier. Dołożył jeszcze więcej słodyczy lukru / cukru pudru, ale i uroczo-słodkiego smaku delikatnych truskawek (kojarzących się z serkami truskawkowymi itp.). Gdy trafiłam na większą ilość tego, albo na grudkę zupełnie białą, od smaku lukru prawie mnie mdliło.
Także sos truskawkowy wpisał się w słodycz, acz soczystość i pewien charakterek też się pojawiły. Minimalny kwasek wtopił się spójnie w to wszystko, a smak truskawki wyszedł bardzo autentycznie. 

Sos był oczywiście bardziej świeżo-sosowaty, a ta jego część wymieszana z lukrem weszła w sferę "cukierkowej truskawki". Gdy lody się topiły, te rzadsze elementy w pudle przyjemnie się ze sobą mieszały, równoważąc się.

Kawałki ciasta także dosładzały, ale zszokowały mnie swoim wyrazistym smakiem ewidentnie biszkoptu. Były bardzo waniliowo-maślane, odrobinę mączne. To po prostu kawałki wilgotnych babeczek / ciasta waniliowego. Odważnie nadawały całości smaku jasnego ciasta właśnie.

Po zjedzeniu ogromnej ilości dodatków, sama masa wydała mi się nieco bardziej słodko-mdła, maślana, a nawet nieco rozwodniona, ale kolejne porcje dodatków nadały jej charakteru.
W posmaku i tak to dodatki zostały, a więc lukrowe przesłodzenie, truskawki i słodko-waniliowe ciasto.

Całość wyszła ulepkowato-zasładzająco, ale... Dziwnie w tym spójnie. Wszystko do wszystkiego tu pasowało. Było ciekawie, a przy tym smacznie, choć z elementem obrzydliwości. Tak dziwnie, że aż smacznie. Lukier i cukier puder chwilami mnie obrzydzały, ale zaraz potem wchodził smak waniliowego ciasta i truskawek... potem z kolei znów obrzydzenie spowodowane tłustością tego ciasta, ryzykowna "słodziuteńkowatość" truskawkowego lukru... Silna słodycz niby była za silna, ale miała jakiś rytm. Wyłapałam w nich i obiektywnie wady, ale... tak obiektywnie zalety przeważają. To dobre lody.
To dziwne lody, warte jednak zakupu i zjedzenia, ale... takie, których za nic nie chciałabym zjeść więcej. 


ocena: 8/10
kupiłam: Lewiatan
cena: 24,99 zł
kaloryczność: 272 kcal / 100 g; 234 kcal / 100 ml
czy kupię znów: nie

Skład: śmietanka (23%), woda, cukier, skondensowane mleko odtłuszczone, mąka pszenna, cukier puder, przecier z truskawek (3,3%), żółtka jaj, oleje roślinne (całkowicie rafinowany sojowy, słonecznikowy), masło, syrop cukru inwertowanego, syrop glukozowy, cukier brązowy, bezwodny tłuszcz mleczny, ekstrakt z wanilii, jaja w proszku, stabilizatory (modyfikowana skrobia, guma guar, pektyna, karagen), sól, koncentrat soku cytrynowego, lecytyna sojowa, regulator kwasowości (kwas mlekowy), zagęszczacz (karagen), barwnik (burak), naturalny aromat masła, koncentrat z czarnego bzu, naturalny aromat waniliowy, aromaty, kakao o obniżonej zawartości tłuszczu, środek spulchniający (wodorowęglan sodu)

wtorek, 21 czerwca 2016

lody Haagen-Dazs Starwberry

Zapewne powtarzałam to już milion razy, ale powtórzę i milion pierwszy. Od dziecka nienawidziłam wszystkiego, co truskawkowe. Lody, jogurty, czekolady. Po prostu nie. Uwielbiam jednak truskawki i testowanie rozmaitych produktów, a w tym roku (no dobra, na te lody - w zeszłe lato) i na parę truskawkowych rzeczy naszła mnie ochota. 

Odepchnęłam wszystkie uprzedzenia na bok, gdy będąc w USA, znalazłam w zamrażarce mojej rodziny lody Haagen-Dazs Strawberry, czyli truskawkowe lody z truskawkami, zrobione na śmietance kremówce. Hm, nie myślałam, że te lody kiedyś się pojawią na tym blogu.
Obiecuję, że spróbuję do nich podejść neutralnie.

Otworzyłam pudełko i przywitał mnie bladoróżowy kolor. Powąchałam. Zapach był równie delikatny, co kolor. 
Owszem, truskawkowo-śmietankowy, ale dość naturalnie, jak smoothie z truskawek i jogurtu, czy mleka, więc ta delikatność była nawet wskazana; żadnych sztucznych aromatów.

Wbiłam łyżkę w masę. Była dość twarda (bo nie czekałam ani chwili dłużej, niż zajęło mi zrobienie zdjęć, po wystawieniu z zamrażarki), a także, jak zawsze w haagenach, gęsta i solidna.
Spróbowałam, najpierw bez truskawek, i... poczułam śmietankę, tłustawą, pełną i oczywiście słodki smak truskawki. Był on mało soczysty, miał w sobie coś bardziej mlecznego, niż owocowego. Nic dziwnego, w końcu śmietanka i mleko po prostu przeważają, jeśli o ilość idzie.

Lody są słodkie, może nie przesłodzone, ale słodsze, niż zwykłe śmietankowe. Nie smakuje to jak surowe truskawki, a dobry, bardzo mleczny koktajl.
Lody usiane są pestkami tychże owoców, co nadaje im bardziej naturalnego charakteru. Nie cierpię pestek w słodyczach, a tutaj... nie było inaczej. Przeszkadzały mi jakoś i tyle.

Kawałki truskawek były całkiem spore, ale i malutkie się znalazły. Smakowały... truskawkowo. Nie, to po prostu były truskawki: soczyste i słodko-kwaśne, z przewagą i to ogromną, słodkiego smaku. Były miękkie, ale nie przypominały papki, zachowały pewną jędrność.

Ogół jest po prostu śmietankowo-truskawkowy. Jak ktoś lubi koktajle, shake'i mleczne z truskawkami, to lody te są stworzone dla niego. Są naturalne, nieprzecukrzone i nie przesadnie tłuste, mimo śmietany kremówki. Nie mam im praktycznie nic do zarzucenia. Chyba wolałabym, żeby sama masa lodowa była mocniejsza w smaku, bo jest, jak dla mnie, trochę za delikatna. 

Przeciętne lody truskawkowe z góry mają u mnie 1/10, truskawkowego smaku nie cierpię nie cierpiałam i jeszcze raz podkreślę, że komuś uwielbiającemu rzeczy truskawkowe, albo wielbicielowi mlecznych koktajli z owocami, mogą posmakować bardziej.
Ja zjadłam je ze smakiem, co więcej - mogłabym do nich wrócić. Są jednak gorsze od blueberries & cream, bo po prostu delikatniejsze, a i pestki irytują.


ocena: 8/10
kupiłam: znalazłam w lodówce
cena: jak wyżej
kaloryczność: 230 kcal / 100 g 
czy kupię znów: nie

Skład: śmietanka, odtłuszczone mleko, truskawki, cukier, żółtka jaj