Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czekolada: aronia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czekolada: aronia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 listopada 2015

Zotter ArtificialFertiliser for Spirit and Soul ciemna z nugatem z konopi i aroniowo-kokosowym kremem z wiórkami, żeń szeniem, guaraną, korzeniem maca, baobabem i chlorellą

Chciałam zjechać falę "zdrowego odżywiania", ale doszłam do wniosku, że za dużo osób poczułoby się urażona, więc krótko napiszę, że nie podoba mi się to reklamowanie wszystkich fit / eko / bio produktów i fakt, że ludzie dostają na ich punkcie obsesji. Uważam, że to głównie (oczywiście nie we wszystkich przypadkach) marketing. To, że ludzie coraz częściej ściągają zza granicy super zdrowe wymyślne jedzenie, mające cudowne właściwości i skomplikowane nazwy. "Dar od bogów" plemienia A, "cudowny wynalazek" plemienia B... Może te plemiona po prostu zastosowały ten sam chwyt, co ludzie wykorzystują teraz? Jedni zaczną coś wychwalać, to i reszta się rzuci. W końcu, mimo cudownych wartości zawartych w danych roślinach, żadne starożytne ludy do naszych czasów nie przetrwały. 

Warto się nad tym zawsze trochę zastanowić i nie wierzyć we wszystko, co czyta się w internecie, ale warto również pozostać otwartym na wszelkie nowości. W końcu kto wie, może rzeczywiście coś w tym wszystkim jest? Tutaj przechodzimy do tematu "superfood", w którym ja nie siedzę, ale to i owo słyszałam.
Nic nie sprowadzam zza granicy przez internet, bo nie wierzę w to, że tamte rośliny mają coś, czego nie można znaleźć u nas. Aronia - niedoceniona i zapomniana, a z tyloma właściwościami! Warto o niej trochę poczytać w wolnej chwili.
Ludzie na całym świecie potrafią jednak wykorzostać jakoś to, co u nich rośnie. Czy to w celach zarobkowych, czy leczniczych (albo to i to na raz). Chiński żeń szeń rzekomo jest jednym z najważniejszych azjatyckich ziół. Nic dziwnego, skoro dodaje energii, wzmacnia pamięć i kondycję, a także obniża cholesterol. Ciekawe, dlaczego Azjaci żyją tak długo?
Guarana? Ciągle o niej słyszę, a czym naprawdę jest? "Darem bogów" z dorzecza Amazonki 4 razy silniejszym od kawy i od niej zdrowszym. Zapobiega miażdzycy i, tu coś dla mnie, pomaga na migrenę.
Czymże jest bogaty w witaminę C baobab, przy korzennym korzeniu maca wzmacniającym mięśnie i pamięć, wystąpującym jedynie w górach w Peru (znowu coś dla mnie).
A chlorella? Malutka alga, będąca multiwitaminą natury, o której na razie wyczytałam tylko, że jest anty-rakotwórcza i oczyszcza z toksyn, a także, jak wszystkie poprzednie wypisane, dodaje energii.

Pewnie zapytacie: co to wszystko ma wspólnego z tematyką bloga? Już odpowiadam: Zotter ArtificialFertiliser for Spirit and Soul czyli ciemna czekolada 70 % z nugatem z konopi (20%) i aroniowo-kokosowym (40%) kremem z wiórkami kokosowymi oraz żeń szeniem, guaraną, korzeniem maca, baobabem i chlorellą.


Wyjęłam tabliczkę z opakowania z jakże interesującym rysunkiem, a kiedy otworzyłam złotko i zobaczyłam błyszczącą, bardzo ciemną, tabliczkę poczułam cudownie smakowity zapach tylko co upieczonego murzynka, z ogromną ilością gorzkiej czekolady. Zbliżyłam ją do nosa. Przy kolejnym wdechu jej aromat skojarzył mi się raczej z alkoholową truflą.

Tak też spróbowałam najpierw samej czekolady. Smak ma równie boski, co zapach: cierpki, lekko tylko słodkawy i bardzo kakaowy w sposób czysty i wręcz lekko surowy. Ta czekolada jest bardziej po prostu kakaowa, niż "czekoladowa". Pyszności.

Nugat z konopii nie jest idealnie gładki. Właściwie przypomina marcepan, na który ktoś zmielił migdały za bardzo. Ma lekko gumowatą, grudkowatą strukturę, jest plastyczny, a mimo to zbity. W smaku... zaskakujący. Silna jest tu nuta mleczna i słodycz, ale także lekko gorzkawy smak orzechów i siana (?).

Ganasz aroniowo-kokosowy ma wyraźniejszy smak. Również jest słodki i trochę mleczny, ale dochodzi wiele innych akcentów. Przede wszystkim jest nieco soczysty i słodki w owocowy sposób. Aronię czuć wyraźnie: jej gorzkawość i delikatny kwasek, ale jest ona trochę przyćmiona przez ogólne zestawienie smaków. Kokosowy smak jest tu dość silny, obecny w całej warstwie, ale kumulujący się przy raczej miękkich wiórkach. W tym wszystkim, co jakiś czas, bardziej wybija się pewna gorzkawość, czy korzenna-ziołowość. Słodycz jest silna, ale tylko to wszystko łączy, a nie przyćmiewa. Ta część jest gładsza od konopnej (nie licząc wiórek) i mleczno-maślanie tłustsza od niej.

Przegryzając się przez całość, o dziwo, wszystkie smaki czułam chyba jeszcze wyraźniej. Najpierw gorycz czekolady, potem wzmocniona goryczka (z odrobinę kwaskowatą "owocowością") aronii i zapewne innych dodatków, kokosowo-mleczna słodycz z ciepłymi, korzennymi nutami i w końcu ten konopny, bliżej nieokreślony, smak słodkawo orzechowy z nutami siana i tutaj, przy tej warstwie, nasilił się motyw ziół, a i słodycz w pewnym momencie wydała mi się nieco mdląca. Za chwilę jednak została zalana goryczą czekolady.

Teraz wiem, że wszystkie te dodatki nie były tylko "ot tak sobie" - wbrew pozorom sporo wniosły do czekolady, bo było w niej wiele "smaczków" zbyt dobrze mi nieznanych. Warstwa z nasion konopi była interesująca, a samo połączenie kokosa i aronii... wydało mi się trochę przyćmione przez słodycz, chociaż i tak bardzo dobre. Czekolada na wierzchu była po prostu cudowna. Z chęcią zjadłabym ją także jako czystą tabliczkę.


ocena: 9/10
kupiłam: zamówiłam u dystrybutora
cena: 16 zł
kaloryczność: 485 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: surowy cukier trzcinowy, masa kakaowa, masło kakaowe, nasiona konopi, pełne mleko w proszku, sok z aronii, wiórki kokosowe, syrop glukozowy z inwertowanego cukru, mleko, napój ryżowy w proszku (ryż, olej słonecznikowy, sól), odtłuszczone mleko w proszku, sproszkowany kokos (mleko kokosowe, maltodekstryna), masło, skoncentrowany sok cytrynowy, sól, lecytyna sojowa, chlorella w proszku, baobab, żeń szeń, maca w proszku, guarana, wanilia, proszek cytrynowy (skoncentrowany sok cytrynowy, skrobia kukurydziana, cukier) lecytyna słonecznikowa, cynamon

środa, 4 listopada 2015

Zotter Miraculous Chokeberry mleczna z kremem aroniowym, białą czekoladą i aroniową galaretką

Robi się coraz chłodniej, coraz ciemniej, już niedługo zamiast, mimo wszystko, jesiennego popołudnia będziemy mieli długie, zimowe wieczory, a ja dziś przybywam z odrobiną lata, tak na poprawę humoru. Kto powiedział, że recenzje mają pasować do pory roku? Poza tym, na każdego Zottera zawsze jest czas!

Zwłaszcza na te, któe pojawiają się i znikają... Myślę tu o tabliczkach z np. serii wiosennej czy jesiennej. Jestem wściekła na samą siebie, że właściwie przegapiłam całą linię Spring Specials, ale w końcu, bo czas leczy rany, pogodziłam się z tym i zamawiając kilka Zotterów jakoś we wrześniu, doznałam szoku, kiedy dowiedziałam się, że mają coś jeszcze na stanie...

A dokładniej czekoladę, której chyba najbardziej było mi żal. Zotter Miraculous Chokeberry, czyli mleczną, z 40%-ową zawartością kakao, z kremem aroniowym, białą czekoladą i galaretką z aronii. Nawet nie wiecie, jak się z niej cieszę! Aronia jest według mnie najbardziej zapomnianym i niedocenionym owocem, a przy tym jednym z moich ulubionych. Jak widać, Zotter należy do małego grona osób, które o aronii pamiętają, z tym, że on stworzył z nią takie cudo!


Tę czekoladę zachowałam na specjalny, leniwy dzień, który miałam calutki tylko dla siebie. Podczas gdy w piekarniku piekł się korzenny chlebek dyniowy, ja zasiadłam do wiosennego spotkania z wymarzoną tabliczką.
Rozchyliłam złotko i wystraszyłam się bardziej, niż bohaterka "Psychozy", zaglądająca pod prysznic. Z mojej czekolady popłynął sok... Wdech, wydech. Spróbowałam go. Aroniowe, kwaskawo-rześkie preludium! Z niepokojem przełamałam czekoladę i odkryłam, że na szczęście nic jej się nie stało, a te parę kropel (przypominających krew) to dosłownie kropla w morzu nadzienia.
Jak widać na przekroju to aroniowej galaretki i aroniowego kremu jest najwięcej. Białej czekolady było u mnie znacznie mniej, niż u Basi na blogu Sex, Coffe & Chocolate, co mnie w sumie nie rozczarowało - im więcej samej aronii, tym lepiej.

Jakiż to cudny zapach się uniósł nad tą czekoladą! Wyraziście czekoladowo-śmietankowy ze świeżą owocową nutą i domieszką wanilii.

Najpierw oddzieliłam kawałek mlecznej czekolady, która okazała się... rzeczywiście bardzo mleczna, minimalnie tłustawa w sposób bardzo naturalny i przyjemnie słodka, lecz z dosadną sugestią goryczki kakao.

Pod nią, z obu stron, krył się aroniowy krem o bardzo delikatnej, lekkiej konsystencji. Był raczej rzadki i równocześnie tłustawy, lekko mleczno-migdałowy i przede wszystkim soczysty. Smak doskonale pasował do struktury, można go opisać bardzo podobnymi słowami, ze wskazaniem, że to właśnie aronia gra tu pierwsze skrzypce. Jej kwaskowatość łączyła się z owocową słodyczą, która była przełamana, także aroniową goryczką. Taki aroniowy mleczny koktajl - 100 % natury!

Granicą między aroniowym kremem, a galaretką, jest cieniutka warstwa białej czekolady. Przypomina dosłownie kartkę papieru, trochę nasiąkniętą wodą. W tym przypadku trafniej byłoby powiedzieć raczej: sokiem, bo rzeczywiście, czekolada trochę nasiąkła kwaskiem owocu, co nie znaczy, że samej czekolady nie było czuć. Niech ta ilość Was nie zwiedzie! Wyraziście mleczna, wpadająca w tłustą śmietankę, słodycz kryła w sobie waniliowy akcent i doskonale komponowała się z resztą. Nie zakłócała aronii, ale sama też nie była zakłócana.

Centrum tabliczki było chyba najciekawsze. Najbardziej soczysta, jak tylko umiem to sobie wyobrazić, galaretka wydawała się dobrze zbita, a gdy już trafiała do ust, puszczała sok, który rozlewał się, niosąc kwaśno-cierpko-słodkawy smak aronii. Tym razem była to już aronia w najczystszej, najświeższej, najnaturalniejszej postaci. Dobrym porównaniem był by w sumie dżem, czy konfitura z aronii, bo takie skojarzenie się pojawiało.

Kiedy nie rozdzielałam warstw (zjadłam tak większość czekolady), wszystkie te smaki powoli same się zmieniały. Mleczność, subtelna słodycz za chwilę były tłamszone przez rześką owocową kwaskowato-słodko-gorzkawą nutę, płynącą prosto z soczystej galaretki. Wszystko, by za chwilę miała nadejść biała czekolada z wanilią, torując drogę dla mlecznej koleżanki. A wszystko to na tle delikatnego aroniowego kremu.

Jak już pisałam, aronia jest jednym z moich ulubionych owoców, a rewelacyjne czekolady (mleczna i biała) tworzą z nią tak doskonałe połączenie, że to aż się w głowie nie mieści! Ta tabliczka jest przede wszystkim naturalnie aroniowa i tylko udekorowana przez słodycz i kakao. Rozmieszczenie poszczególnych warstw to strzał w dziesiątkę.
Taką czekoladę mogłabym jeść i jeść. Gdyby miała 100 g czy nawet 200 g, i tak bym pewnie zjadła całą i chciała jeszcze więcej.
Miraculous Chokeberry trafia do mojej czołówki nadziewanych Zotterów, obok Typically Austria i Namaste India.


ocena: 10/10
kupiłam: zamówiłam u dystrybutora
cena: 16 zł
kaloryczność: 456 kcal / 100 g
czy kupię znów: z chęcią bym do niej wróciła

Skład: surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, sok z aronii 17%, pełne mleko w proszku, syrop glukozowo-fruktozowy, miazga kakaowa, koncentrat cytrynowy, słodka serwatka w proszku, migdały, odtłuszczone mleko w proszku, pełny cukier trzcinowy, pektyna jabłkowa, sól, wanilia, lecytyna sojowa, cynamon, płatki róż, proszek cytrynowy (cytryna, skrobia kukurydziana).