Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cacao Crudo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cacao Crudo. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 25 czerwca 2026

Cacao Crudo Modern Pleasure Dark 70 % / Fondente 80 % ciemna z Peru

Po dwóch czystych czekoladach marki Cacao Crudo mój zapał do nich jakoś trochę osłabł. O ile Cacao Crudo Modern Pleasure Dark 90 % / Fondente 90 % wydała mi się dobra, ale zbyt kontrastowa, tak Cacao Crudo Modern Pleasure Dark 80 % / Fondente 80 % już trochę denerwowała za bardzo wybijającym się cukrem kokosowym. Co do dziś przedstawianej miałam złe przeczucia: obstawiałam, że w niej to już w ogóle cukier zdominuje nuty kakao. Skazałam ją więc na najdłuższe czekanie. W końcu jednak i na nią przyszła pora. Tak jak poprzednie, została zrobiona z tego samego, tak samo obrobionego - w temperaturze nie wyższej niż 42°C - kakao. Tylko że w niej znalazło się go mniej.

Cacao Crudo Modern Pleasure Dark 70 % / Fondente 80 % to ciemna czekolada o zawartości 70% surowego kakao Criollo z Peru, z Amazonii.

Po otwarciu aż uderzył mnie zapach cukru kokosowego i melasy, co skojarzyło mi się z miazgą kokosową w wariancie mocno palono karmelowym. Ten motyw zdecydowanie dominował i ustanowił ciężkość kompozycji. Słodycz niby miała średni poziom, trudno nazwać tę kompozycję przesłodzoną, ale jej wydźwięk był aż przytłaczający. Dopiero za nią zaznaczyły się nibsy z wiórkami kokosowymi i jakby karmelowo-ziemiste, ciężkie czerwone wino. W całości, niezależnie od ciężkości, czuć też rześkość. Zapewniła trochę owoców, jakby mieszankę wiśni z gruszką i lychee, a także cierpkość jakby dymu unoszącego się nad taflą jeziora.

Twarda i dość tłusta tabliczka podczas łamania dała się poznać jako nadzwyczajnie twardo-masywna ze względu na gęstość, pełnię. Wydawała się też jakby nieco zawilgocona.
W ustach rozpływała się niemal nie zmieniając kształtu, powoli i długo utrzymując masywność, twardość. Jednocześnie raczyła mnie dość wysoką tłustością, której nie osłabił nawet lekko pylisty element. Z czasem doszukałam się w niej lekko taninowego efektu, a końcowo też jakby wodnistości.

W smaku od razu uderzył palony karmel. Bardzo mocno palony, wręcz melasowy, a co za tym idzie ciężki, ale... z podążającą za nim rześkością?

W rześkości odnotowałam jasne, wilgotne kwiaty i kokosa. Kokos ujawnił obecność cukru kokosowego, który zdecydowanie zdominował całą kompozycję, mimo że słodycz nie była bardzo wysoka. Powiedziałabym, że w sumie średnia, tylko że wydźwięk miała wręcz przytłaczający, imperatywny. Inne nuty przewijały się za nią, jakby trochę się tego cukru kokosowego bojąc.

Cukier kokosowy rozkręcał się w swym karmelowo-melasowym klimacie, ale za nim.... udało się wyłonić też gorzkości. Wzrosła trochę, idąc w palonym, wręcz dymnym kierunku. Słodycz ten dym, paloność starała się jakby przechwycić, zaskarbić.

Gorzkość więc przytoczyła trochę nibsów, jakby nibsów palono-prażonych z wiórkami kokosowymi. Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa nibsy zrobiły trochę miejsca kawie - palonej, a zarazem soczystej? Ich połączenie przełożyło się na lekkie umocnienie gorzkości. Mimo to jednak nie dała rady przebić się przez słodycz cukru kokosowego.

W oddali na pewno zamajaczyło coś nieco... soczystszego?

Ciężka, melasowo-karmelowa i dosadnie kokosowa słodycz rozdawała karty.

Zgodziła się jednak, aby do jej rześkości podczołgało się trochę owocowo-kwiatowych przebłysków.

Kwiatom nieco lepiej szło pokazanie się. Pomyślałam o żywych, delikatnych i wilgotnych kwiatach, rosnących w zacienionym ogrodzie. Kwiatach... przejawiających cierpkość?
Owoce zaś... znalazły się w cieniu kwiatów. Do głowy przyszły mi niemal nieuchwytne słodkie, wręcz kwiatowe gruszki i lychee, mieszające się z akcentem wiśni. Wszystko to jakby nieco przyprószone wiórkami kokosowymi.

Myśl o ogrodzie podchwyciła też gorzkość i poważniejszy motyw. W tle przemknęło mi trochę ziemi. Wciąż też pobrzmiewał dym...

Za ich sprawą owocowe nuty przeszły w czerwone wino. Dziwnie rześko-ciężkie, bardzo ciężkie w zasadzie, ale nie wytrawne, a wręcz... karmelowe? Karmelowo-kokosowe? Do głowy przyszedł mi jeszcze likier, nieokreślony kokosowy alkohol i jakby nasączona gruszka w karmelu?

Kwiatowe, ciężkie wino z czasem zatopiło owocowy wątek, a cały dym znalazł się w słodyczy. Dosadnej, melasowo-kokosowej. Końcowo niemal zupełnie przysłoniła też nibsy i ziemię, jakby spowijając ją wilgotną, kokosową mgłą. Był to raczej motyw karmelowo słodkiej miazgi kokosowej i oleju kokosowego niż wiórków.

Po zjedzeniu został posmak dosadnego, ciężkiego cukru kokosowego o melasowym charakterze, mieszającego się z miazgą kokosową oraz kwiatami. Kwiaty podkręcały rześkość, a miazga kryła trochę cierpkości oleju kokosowego. Do niego dołączyło trochę dymu i ziemisty motyw nibsów.

Czekolada była smaczna, ale denerwowała mnie jej słodycz. Mimo że nie była za silna, za wysoka, to i tak przytłaczała wydźwiękiem. Cukier kokosowy o melasowym, rześko-ciężkim smaku zdominował kompozycję. Trochę dymu, ziemi, wina i gruszek z wiśniami, wilgotnych kwiatów wydawały się wręcz trochę tym cukrem kokosowym zastraszone. Do tego stopnia, że można by zapomnieć, iż to czekolada z surowego kakao.

Cukier kokosowy narzucał się też w Cacao Crudo Modern Pleasure Dark 80 % / Fondente 80 %, ale w niej jednak czułam o wiele więcej dymu, kawy, wina i pojawiła się nawet kwaśność, w momencie gdy w dziś przedstawianej cukier kokosowy zdominował wszystko, sprowadzając gorzkość do niskiego poziomu. Kwaśności za to w ogóle nie czułam. 


ocena: 7/10
kupiłam: brainmarket.pl
cena: 13,80 zł (za 50g)
kaloryczność: 583 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: miazga kakaowa z nieprażonych ziaren kakao, zagęszczony sok z kwiatów kokosa, tłuszcz kakaowy

niedziela, 12 kwietnia 2026

Cacao Crudo Modern Pleasure Dark 80 % / Fondente 80 % ciemna surowa z Peru

Po Cacao Crudo Modern Pleasure Dark 90 % / Fondente 90 % byłam w miarę pozytywnie nastawiona do pozostałych dwóch posiadanych tabliczek tej marki, mimo że miały mniej kakao, a tym samym więcej intensywnego cukru kokosowego. Tę na stronie określono jako "kompromis pomiędzy ciemną czekoladą i słodkim smakiem".

Cacao Crudo Modern Pleasure Dark 80 % / Fondente 80 % to ciemna czekolada o zawartości 80 % surowego kakao Criollo z Peru, z Amazonii.

Po otwarciu poczułam intensywny zapach, na który złożyły się wyrywające się, mknące na przód nibsy kakaowe, trochę czerwonego wina oraz ogrom ciężkiej melasy i karmelu. Słodycz wydała mi się bardzo ciężka, mimo że kryła się w niej też nie taka znowuż słaba rześkość. Specyficzna, jakby karmelowo-kwiatowa - cukier kokosowy da się od razu rozpoznać. Miał dominujące zapędy, mimo że i sama czekolada wykazywała się wyrazistością. Umiejętnie przejęła tę karmelowość, wtłaczając ją w mocno kawowe - niczym karmelowa czarna kawa - realia. W dodatku przy nibsach wyłoniła się lekka, wilgotna ziemistość. I chyba nawet odnotowałam leciuteńki, przebłysk ciemno owocowego dżemu.

Tabliczka była tłusta i twarda, a przy łamaniu trzaskała głośno i głucho, obiecując, że jest pełna i masywna.
W ustach rozpływała się powoli, długo zachowując kształt i do pewnego stopnia pewną twardość. Po chwili roztaczała tłustość, która rosła już do końca. Była wysoka, mimo że z czasem pojawiła się też leciutka pylistość, którą w zasadzie można by przeoczyć oraz znikoma soczystość. Ta jawiła się jako nieco taninowa. Końcowo zaś wyraźnie ściągała.
Na całą tabliczkę trafiło mi się kilka kryształków nierozpuszczonego cukru i parę drobinek niedomielonego kakao.

W smaku pierwszy przemknął dym, acz zaraz dogoniła go słodycz palonego karmelu. Ta może i startowała ze średnio wysokiego poziomu, ale od razu miała władcze zapędy.

Dosadny karmel nie czekał, by zmienić się w ciężką melasę. Melasa zajęła pierwszy plan, a jej słodka, palona ciężkość próbowała ukryć... wodnistość? W niej osiadła specyficzna, karmelowa rześkość cukru kokosowego. Czuć go wyraźnie w bezkresnej melasowości. Rześkość ta z czasem wydobyła kwiatowy motyw. Motyw kwiatów mokrych, zawilgoconych w wazonach w chłodnej kwiaciarni? Sporo wody się tam przewinęło. Ogólna słodycz rosła bez zahamowań.

Gorzkość dymu trochę leniwie, ale konsekwentnie też rosła. Dym zaczął przechodzić w soczyście-wilgotne nibsy kakaowe. Palony wątek z czasem w dużej mierze jakby odciął się od gorzkości, przechodząc raczej do słodyczy.

Nie jednak zupełnie. Oto poczułam czarną kawę... mocno osładzaną palonym karmelem. Paloność zdecydowanie wróciła do gorzkości za sprawą słodyczy, która tylko chwilami pozwalała innym nutom wyrwać się spod jej dominacji.

Kawa z palonym, niemal odymionym karmelem, mimo słodyczy mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa przejawiała cierpkawe skłonności. To była prawdziwa czarna siekiera, mimo że sowicie dosłodzona.

W zasadzie... nibso-kawa. Mieszanka soczystych nibsów kakaowych i ziarnistej kawy dopełniła ogólną ciężkość. Raz po raz przemknęła mi w ich splocie wilgotna, czarna ziemia. Bardzo mokra, taka wystawiona na kilkudniowy deszcz.

Za złudnie prawie kwasową czarną kawą odnotowałam owocowe echo. Pomyślałam o ciemnych... czarnych porzeczkach? Ich kwasek wsparła delikatna nuta cytrynowa. Ogólnie jednak owoce nie przełożyły się na silną kwaśność, raczej kwaskawość. Mimo że do ciemnych owoców podkradły się czerwone...

Ogólna słodycz zdążyła w tym czasie wzrosnąć do prawie wysokiego poziomu, ale przez jej władczy wydźwięk zdawała się tym wszystkim rządzić. Mimo że nie była naprawdę bardzo wysoka. Melasa wyróżniała się jeszcze bardziej poprzez kontrast do tych kwaskawych przebłysków.

Owoce, chyba trochę przez ciężkość, jaką melasa im narzuciła, zmieniły się w wytrawne czerwone i dość ciężkie wino. Wino, w którym, mimo tanin i cierpkości, można doszukać się drobnej kwiatowej rześkości?

Po zjedzeniu został posmak wina i jakby... malino-porzeczek? Niejednoznacznych owoców czarno-czerwonych zestawionych z melasą, która i na końcówce się rządziła. Palona, ciężka słodycz jednak nierozerwalnie wiązała się z kwiatowo-wodnistą, rześką nutą. Taką... chłodno-wodnistą?

Czekolada była smaczna, ale wyszła właśnie tak, jak się obawiałam. Melasowy w smaku cukier kokosowy za bardzo się rządził. Ta ciężka melasowość, palony karmel narzucał się wszystkim innymi nutom. Nibsy, ziemia i czarna kawa, trochę czarnych porzeczek, jakiś cytrusowy akcent i czerwone wino wyszły by lepiej przy łagodniej karmelowej słodyczy. Gorzkości bowiem nie brakowało. Kwasek raczej wręcz sugestywny, a słodycz... no właśnie że bardzo dosadna. Niestety do tego wszystkiego wkradała się też wodnistość. Aczkolwiek ogólny odbiór był całkiem przyjemny. 
Ogólnie wydała mi się mniej wodnista w smaku i mniej tłusto-wodnista, ogóle lepsza w strukturze niż Cacao Crudo Modern Pleasure Dark 90 % / Fondente 90 %, więc tym nadrabiała bardziej melasowy smak. Każda z nich ma inne wady i zalety, ocena koniec końców więc taka sama.
Dobrze, że sięgając po tę tabliczkę, nastawiłam się, że właśnie cukier kokosowy będzie grał tu ogromną rolę.


ocena: 8/10
kupiłam: brainmarket.pl
cena: 13,80 zł (za 50g)
kaloryczność: 564 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: miazga kakaowa z nieprażonych ziaren kakao, zagęszczony sok z kwiatów kokosa

środa, 25 marca 2026

Cacao Crudo Modern Pleasure Dark 90 % / Fondente 90 % ciemna surowa z Peru

Po zjedzeniu wszystkich Cacao Crudo z dodatkami, jakie kupiłam, przyszła wreszcie pora czyste ciemne. Uznałam, że zacznę z przytupem, od najwyższej zawartości kakao. Nie byle jakiego, a surowego Criollo, które nigdy nie są przetwarzane w temperaturze powyżej 42°C. Do tego klasyczny proces prażenia ziaren kakaowych w ich przypadku zastępuje się powolnym suszeniem w atmosferze ochronnej.
Trochę tylko żałowałam, że posłodzono ją czymś tak bardzo intensywnym jak cukier kokosowy. O ile w wersjach z dodatkami to pracowało, w przypadku czystych mogło za bardzo zagłuszać nuty. Acz może akurat niekoniecznie w dziś przedstawianej - wszak tak niewiele... No, trzeba było sprawdzić.

Cacao Crudo Modern Pleasure Dark 90 % / Fondente 90 % to ciemna czekolada o zawartości 90 % surowego kakao Criollo z Peru, z Amazonii.

Po otwarciu uderzył mnie intensywny zapach ziemi i nibsów kakaowych nasączonych czy choćby macerowanych w czerwonym, wytrawnym winie. Ziemia przechodziła w błoto i zbutwiałe drewno, obiecujące ciężkość i powagę. Obok stanęła dość wysoka, wręcz ciężka słodycz melasy, której towarzyszyło zaskakująco dużo rześkości. Ta ostatnia połączyła w sobie kwiaty i wodę, letni deszczyk. W rześkości pojawiły się też owoce soczyście-kwaskawe, a jednocześnie słodkie w sposób kojarzący się z owocowymi lodami wodnymi dla dzieci. Pomyślałam o czarnej porzeczce, odrobinie malin i jakiś leśnych owocach - nic jednoznacznego, raczej cały miks. Owoce te zupełnie odcięły się od czerwonego wina, będąc dla odmiany bardzo lekkimi. 

Twarda tabliczka w dotyku zdawała się łączyć tłustość i lekką pylistość. Trzaskała średnio głośno i głucho. Przy łamaniu wydawała się trochę krucha, ale też kryła w sobie obietnicę zmięknięcia.
W ustach długo starała się zachować kształt, ale twardość szybko porzucała. Była dość ciężka i maziście tłusta, trochę oleista. Upuściła delikatną, nieco ściągającą soczystość. Przewinęła się w niej też marginalna pylistość, ale z czasem zniknęła w tłustej i coraz bardziej wodnistej toni. Czekolada pozostawiała po sobie trochę taninowe ściągnięcie oraz jakby rześko-soczystą suchość (?). Na całą tabliczkę trafiły mi się jakieś trzy-cztery drobinki niedomielonego kakao.

W smaku przywitała mnie delikatna, łagodnie palona słodycz karmelu. Po chwili jakby podpłynęła pod  nią woda. Trochę ją jakby jeszcze złagodziła, trochę rozrzedziła, rozmyła - nie tylko nasilenie, ale też smak, wydźwięk.

W oddali subtelnie zaznaczyły się ziemiste, soczyste nibsy (kruszone kakao). 

Z drugiej jednak strony słodycz zaraz na tę wodnistość zareagowała oporem. Mignęła mi wręcz melasa, ale równie szybko stanęła pod znakiem zapytania, mimo że słodycz ewidentnie zbuntowała się i zaczęła rosnąć. Nie jednak przez palony motyw - ten trochę się oddalał. Był, ale nie na pierwszym planie. Na ten wkroczyła słodycz o charakterze wodniście-kwiatowym - tak sobie z wodą poradziła! Pomyślałam o mokrych - może zroszonych, albo zmoczonych mżawką - białych kwiatach.

Karmelowo-melasowa nutka podpowiedziała paloność gorzkości. Gorzkość wkroczyła powoli i choć przez chwilę też wydała mi się lekko palona, nie zdecydowała się na palony wydźwięk. Na przód wysunęła charakterne zbutwiałe drewno. Ono przez moment miało w sobie coś ciepłego, może wręcz dusznego, ale po chwili i tu na znaczeniu wzrosła wilgotna, jakby zawilgocona nuta.

Oczami wyobraźni zobaczyłam ziemię i bagno. Właśnie tam zalegało to drewno. Ziemia, bagno wyszły na prowadzenie. Lekko palony akcent, który odłączył się od słodyczy mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa przez moment dopowiedział tu palenisko-ognisko tylko co zagaszone wiadrem wody.

Pokazał się dym, ale jakby właśnie związany przez to z wodą. Dym cierpki i... cierpkość obudził zgoła inną.

Poczułam subtelne cierpko-taninowe ciężkie wytrawne wino czerwone.

Wino zaczęło mieszać się z rześkością kwiatów. Robiły, co mogły, by nadać mu lekkości i może nawet słodyczy? Nie do końca mu się to udało, bo wino po prostu cofnęło się... Acz tu wkroczyły kwaskawo-słodkie owocowo-wodne lody porzeczkowe (pomyślałam dokładniej o Kolorkach Algidy sprzed lat). Owoce ogólnie wielkiej roli nie odegrały, ale były wyraźne. Porzeczkowo-jakieś, bo za czarnymi porzeczkami stanęła mieszanka owoców leśnych, możliwe że w tym trochę malin. Ich kwasek mógł być podkręcony lekko cytryną, jednak ogólnie nie był wysoki, bo jak na takowe lody przystało, były jednocześnie słodkie.

Owoce jednak długo się nie utrzymały. Słodycz wróciła do palonego charakteru karmelu i... po tej owocowej części poszła jeszcze dalej, stając się melasą, a gorzkość... Jakby te bardziej rześkie tony zasnuła dymem.

To wykorzystała bagnista ziemia i zaczęła współpracować z czerwonym winem. Końcowo zeszły się w jedno, serwując mi wyraziste nibsy kakaowe nasączone czerwonym, taninowym winem. Sobą zagłuszyły nawet ziemię.

Po zjedzeniu został posmak nibsów kakaowych w czerwonym, wytrawnym winie oraz kontrastowe niesamowicie rześkie poczucie. Wiązało się z białymi kwiatami, które wprowadziły słodycz. Pod tą podpiął się melasowy, już nie taki lekki, karmel. Czułam też cierpko-kwaskawe owoce, głównie czarne porzeczki, bagnistą ziemię oraz echo dymu.

Czekolada była smaczna, choć w moim odczuciu zbyt kontrastowa. Ciężkie taniny, czerwone wytrawne wino, bagno, ziemia i nibsy byłyby cudowne, jednak ta cała rześkość i dużo wody obok mi nie leżały. Kwiaty, słodko-kwaśne lody owocowo-wodne mogłyby jakoś inaczej zagrać. Bez tego dziwnego wodnistego orzeźwienia - tu obwiniam cukier kokosowy, obstawiam, że z trzcinowym byłoby lepiej. Nuty czarnych porzeczek, owoców leśnych i chyba cytryny, ani nawet wino, o dziwo nie przełożyły się jednak na wysoką kwasowość. Było słodko, było gorzko, ale choć intensywnie, to jeszcze nie aż tak siekierowo jak można by się spodziewać po surowej 90tce. Słodycz z kolei choć teoretycznie niska, wiele miała do powiedzenia.


ocena: 8/10
kupiłam: brainmarket.pl
cena: 13,80 zł (za 50g)
kaloryczność: 587 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: miazga kakaowa z nieprażonych ziaren kakao, zagęszczony sok z kwiatów kokosa

piątek, 9 stycznia 2026

Cacao Crudo Banana / Banana Dark Chocolate 69 % Cacao Dark Organic Chocolate Raw Cru Peru ciemna surowa

Z Baraneca, zachwycona nie tylko widokami i miejscem, ale i czekoladą Chocolates Sole Chocolate Puro 56 % Cocoa Dark Chocolate Republica Dominicana Organic con Canela / with Cinnamon, ruszyłam żółtym szlakiem na Placlivo razcestie i Placlive (Placlivy Rohac / Rohacz Płaczliwy). Spacer po grzbiecie był niesamowity, a te widoki! Zeszłam do Ziarske sedlo, a potem znów porządnie pod górę, prosto na Placlivo. Ostro, po kamieniach, ale bez większych trudności. Na szczycie miałam akurat lukę pogodową: rozwiały się chmury i mgły, więc dziś prezentowanej czekoladzie trafiło się cudowne tło. Kiedy wybierałam, jakie czekolady tej marki zamówić, priorytetem były oczywiście czyste ciemne, ale właśnie... Także dzisiaj prezentowana. Od lat powtarzam, że brakuje czekolad z bananami. Dobrych czekolad z bananami. A jak już nawet są, to nie w pełni moje. Fakt, Fin Carre Limited Edition Enjoy Chilled Milk Chocolate Type Banana Ciao Cacao była dobra, ale mleczna. Zotter Chocolate Banana z 2021 to czekolada nadziewana. A porządna ciemna z bananem? Miałam nadzieję, że prezentowana propozycja pierwszego we Włoszech produkującego surową czekoladę będzie odpowiedzią na tę moją zachciankę, wypełnieniem luki na rynku.


Cacao Crudo Banana / Banana Dark Chocolate 69 % Cacao Dark Organic Chocolate Raw Cru Peru to ciemna surowa czekolada o zawartości 69% surowego kakao Criollo z Peru ze sproszkowanym bananem.

Po otwarciu poczułam intensywny zapach przecieru bananowego, przechodzącego w delikatniejszy motyw bananów liofilizowanych, wyraziście zarysowanego na ziemistym tle. Słodycz banana wzmocnił karmel o rześkim wydźwięku, co stanowiło istotny element soczystości. Tej dołożyły też wiśnie i nieśmiałe cytrusy, kryjące się w ziemi. Ogół nie był bardzo słodki, ale zarówno w kwestii słodyczy, jak i ziemistości, był dosadny. Palony karmel nie tylko słodził, ale podkreślał też gorzkość, więc ogół wydał mi się dość wyważony w swej kontrastowości.

Tabliczka była twarda niczym skała i trzaskała adekwatnie głośno. I trochę głucho? Przekrój wyglądał na trochę ziarnisty, ale patrząc na tabliczkę nietrudno stwierdzić, iż jest gładka. 
W ustach czekolada rozpływała się wolno i gęsto-kremowo. Początkowo trochę niechętnie, zachowując zwarty kształt, jednak po pewnym czasie miękła i przybierała na lepkości. Dość szybko ujawniła proszkowość, czasem wręcz ziarnistość, która jednak była subtelna. Ogólnie i tak odebrałam czekoladę jako raczej gładką, choć na koniec w niektórych kęsach zostawały pojedyncze proszkowe drobinki. 
Gdy w skupieniu je wyłapywałam i gryzłam, były trzeszczące i delikatne - jak to liofilizowane, zmielone na pyłek banany liofilizowane.

W smaku od początku czuć wyraźnie banany w wydaniu słodkiego przecieru. Niemal równocześnie odezwała się czarna, wilgotna, choć pozornie, tylko z wierzchu rozgrzana ziemia. 
Banan rozgościł się na pierwszym planie, ale choć był nadrzędnym wątkiem głównym, współdziałał z innymi. Zwłaszcza ziemi udało się porządnie zaprezentować tuż obok.

W tle przemknęła soczystość. Banan też ją przejawiał, ale jego wyszła bardziej słodko esencjonalnie, ciężkawo. Soczystość w oddali zasugerowała kwasek i w pierwszej chwili pomyślałam o wiśniach. Motyw bananów był wszechobecny i znacząco je prędko osłodził, kierując wiśnie w stronę truskawek. Poczułam się, jakbym piła (jadła?) shake bananowy z nutą truskawek.

Słodycz rosła. Tę owocową wzmocnił ciepło-palony akcent karmelu. Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa karmel wychylił się na moment, po czym zgrał się z bananem, przystając na soczystość, rześkość.

Gorzkość także rosła. Nadal oddawała czarną, wilgotną ziemię, którą jednak z wierzchu trochę ogrzało słońce. To karmel, mimo rześkości, dopowiadał to ciepło.
Do ziemi dołączyły lekko cierpkawe, suszone zioła. Trzymały się jednak z boku. Ziemia miała o wiele więcej do powiedzenia.

Karmel nie poprzestał na cieple. Słodycz rosła wraz z wyłaniającymi się drobinkami, obok odważnej gorzkości. Do głowy przyszedł mi jeszcze ciepły, tylko co upieczony bananowy murzynek i... Bananowy piernik? Ale w sumie nieszczególnie korzenny.

W owocowym wątku, za oczywiście dominującymi bananami, przemykał raz po raz subtelny cytrus. Podkreślał soczystość bananów, które końcowo zmieniły się w słodki nektar bananowy. W tym czasie karmel wręcz trochę przytłaczał słodyczą... z kolei bardziej ciężko-paloną? Melasową?

Po zjedzeniu został posmak słodkich przecierowo-nektarowych bananów, w których dało się rozpoznać liofilizowanie; ciepłego, wręcz trochę melasowego karmelu oraz cierpkawej czekolady. Zmieszała się w niej ziemia z niejasnym, wiśniowo-truskawkowym motywem, a cierpkość przywodziła na myśl suszone, ostrawe zioła.

Czekolada odlegle skojarzyła mi się z Olini Czekolini Krem z orzechów z surowym kakao i bananami  w tabliczkowej wersji. Słodziutkie banany i ciężkie, charakterne surowe kakao stworzyły bardzo kontrastową, specyficzną kompozycję - do mnie akurat przemówiła. Choć jestem sceptyczna do cukru kokosowego, tutaj chyba dobrze się spisał, osadzając liofilizowane banany w gorzkiej bazie. Jak pisałam, całość do mnie przemówiła, ale długo wahałam się, czy aby na pewno na 10. Coś w tej kompozycji było, co mnie powstrzymało, ale w końcu uznałam, że chociażby za pomysłowość należy się podciągnąć.


ocena: 10/10
kupiłam: brainmarket.pl
cena: 9,62 zł (za 30g)
kaloryczność: 584 kcal / 100 g
czy kupię znów: mogłabym do niej wrócić, ale wolałabym dostać

Skład: nieprażone ziarna kakaowca, skoncentrowany sok z kwiatów kokosa, tłuszcz kakaowy z nieprażonych ziaren, liofilizowany banan w proszku 12%

czwartek, 25 grudnia 2025

Cacao Crudo by Loverdiana Goji and Buckwheat Dark Organic Chocolate Raw Cru Peru / Basche Goji e Saraceno ciemna surowa 65 % z jagodami goji i gryką

Przez Diabelski Kamień poszłam dalej szlakiem czerwonym prosto na Jaworzynę Krynicką. Było tam mnóstwo ludzi (co się dziwić, skoro wjeżdża tam kolejka), więc szybko porobiłam zdjęcia czekoladzie i ewakuowałam się przez Przełęcz Krzyżową i Górę Krzyżową do Krynicy-Zdrój. Tę czekoladę wybrałam na najwyższy szczyt wycieczki licząc, że będzie wyglądał trochę lepiej. A tak nie dość, że tłum, to jeszcze wszystko było w remoncie. A właśnie! Cóż to za czekoladę wzięłam? Czekoladę, która wydała mi się bardzo, bardzo intrygująca ze względu na połączenie dodatków. Bardzo lubię jagody goji i kaszę gryczaną (ale paloną, nie białą), ale nigdy ich nie łączyłam. Zestawienie to wydało mi się trochę dziwne, ale postanowiłam spróbować, wybierając czekolady w góry tej marki. Jak planowałam zamówić kilka wariantów smakowych, takiego przegapić nie mogłam. Acz nie umiałam sobie wyobrazić, w jakiej formie wystąpi. Po SOL Creamy Vegan 40 % i gryce zrobionej zupełnie na gładko w sumie można się było spodziewać wszystkiego. A jednak układając degustacje, o tamtej wcale nie myślałam. W zasadzie aż do dnia otwarcia, nie zastanawiałam się, w jakiej formie grykę dodało Cacao Crudo. O swoim kakao zdradzili trochę więcej: użyli surowego, czyli nie przetwarzanego w temperaturze wyższej niż 42 stopnie C. I, z tego co zauważyłam, ta czekolada Cacao Crudo pochodzi chyba z innej linii niż te dotychczas recenzowane. Jakaś współpraca? Sugeruje to dopisek "By Lovediana".

Cacao Crudo by Loverdiana Goji and Buckwheat Dark Organic Chocolate Raw Cru Peru / Basche Goji e Saraceno to ciemna czekolada o zawartości 65% surowego kakao Criollo z Peru, z Amazonii z jagodami goji i nasionami gryki.

Po otwarciu poczułam zapach, w którym dominowała czekoladowa baza, a dodatki zaznaczyły się subtelnie za nią. Czekolada połączyła ziemię i dym ze średnio wysoką, ale dosadną słodycz o rześko-karmelowym wydźwięku. Bardzo wyraźnie czuć cukier kokosowy o imperatywnych zapędach. Za nim stanęły cierpkawe, ciężkawe owoce czerwone. Wiedząc, że są tam goji, mogłam powiedzieć, że to one. W ciemno nie wiem, czy bym zgadła. Tym bardziej, że zdawało się, iż są tam jeszcze jakieś inne cierpkie czerwone. Odnotowałam grykę - kaszę? - która w połączeniu z cierpkością robiły aluzje do miodu gryczanego.

Tabliczka była twarda. Trzaskała, jakby była bardzo, bardzo gęsta, ujawniając ogrom dodatków. 
W ustach czekolada rozpływała się powoli i maziście. Była lekko lepka i bardzo gęsta, zbita. Trzymała się jej subtelna sugestia pylistości. Z czasem niby trochę miękła, ale twardość próbowała się utrzymać.. Tłustość przedstawiła się jako trochę oleista, mimo że i suche wrażenie wystąpiło. Jednak i tak nie miało to większego znaczenia, gdy po pewnym czasie odwracały od niej uwagę dodatki.
Była nimi sowicie wypełniona. Choć dodano ich po 9%, miałam wrażenie że na kulki gryki trafiałam ciągle, a na jagody goji co jakiś czas. Goji to średnie i małe całe jagody, a gryka drobne kulki jak suchej kaszy.
Dodatki wolałam gryźć na koniec, gdy już czekolada zniknęła. Tylko na próbę raz czy dwa pogryzłam wcześniej. Goji były wtedy suchsze i twardsze, gryka bez zmian.
Jagody gryzione na koniec zrobiły się soczystsze i bardziej miękkie. Odznaczały się jędrnością, wyszły miąższyście, a pestki przyjemnie strzelały.
Gryka i wcześniej, i później miała tę samą strukturę. Była dość twarda i trzeszcząco chrupiąca, a także sucha. Rozchodziła się na coraz mniejsze kawałki.

W smaku pierwsza rozbrzmiała subtelna gorzkość. Wydała mi się trochę palona...

Po chwili jednak pojawiła się słodycz, która to ewidentnie była palona. Paloność przedstawiła karmel, ale wzbogacony o rześkość, świeżość. Czuć wyraźnie cukier kokosowy, lecz wcale nie próbował zawładnąć kompozycji. Trzymał się średniego poziomu.

To gorzkość rządziła. Zrobiła się już nie palona, ale bardzo dymna, a po chwili dymno-ziemista. Pomyślałam o czarnej, chłodnej - rześkiej? - ziemi i rosnących w niej ziołach.

Dodatki bardzo długo się nie ujawniły, lecz raz po raz coś potrafiło przemknąć w tle. Sama baza była na tyle siekierowa, ze niechętnie dopuszczała je do głosu. Nie musiałam próbować jej osobno (acz zrobiłam to oczywiście), by czuć, że nie przesiąkła dodatkami.

Ziemia i dym zaprosiły do gry węgiel. Gorzkość się zatrzymała, nieco się cofnęła, ale i tak była silna. Przeplótł ją ciężkawy motyw... czerwonego wytrawnego wina? Acz takiego z wyciętą alkoholowością; o ziemistych charakterze.

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa, gdy trafiła się jagoda goji, dodawała kompozycji nutkę cierpkiego, trochę mało owocowego (?), a ciężkawego owocu czerwonego. Nakręcała nutę czerwonego wina.
Gryka prawie się nie odzywała. Chociaż... Gdy trafiły się co najmniej dwie kulki... Może podkreślała ziołowe akcenty? Suszonych ziół?

Gdy gryzłam goji obok czekolady, ta traciła na swej gorzkości - szła w słodycz. Goji zaś wyszły cierpko, ale nie wykorzystywały swojego potencjału.
Gryzione obok czekolady kawałki gryki smakowały trochę goryczkowato-zbożowo, ale też nie jakoś charakternie. Przy nich czekolada wydawała się bardziej słodko-oleista.

W tym czasie zebrało się więcej gorzkiego dymu. Baza nie pozwala wyjść przed siebie dodatkom. Słodycz trochę zelżała, acz rześkość pobrzmiewała. Podkradła się do niej leciutka oleistość. Po tym słodycz i gorzkość pochłonął... Węgiel? Z którego słodycz jeszcze przez chwilę trochę wyglądała.

Końcowo niegryzione goji trochę umocniły cierpko owocowy, lekko winny motyw, acz i tak nie był mocny.

Kiedy gryzłam goji już po czekoladzie, na koniec, wyszły o wiele lepiej. Były pewne smaku cierpkiego, czasem soczystego, lekko kwaskawe go, a czasem zaskakująco słodkiego w ciężki - trochę miodowy? - sposób.

Gryziona na koniec gryka wyszła neutralnie, kojarzyła mi się przede wszystkim z sianem. Miała w sobie coś z kaszy gryczanej, ale nie smakowała jednoznacznie nią (tą prażoną, ugotowaną kaszą). Było w niej coś z mąki i może... jakby gryczanych chrupki zbożowych, często dodawanych do czekolad.

Gdy gryzłam i goji, i grykę, zdecydowanie dominowały goji; gryka się gubiła.

Po zjedzeniu w posmaku dominowały jagody goji, wraz z ich cierpkością, a także neutralnie gryczano-siankowy motyw. Wyraźnie czułam też dym, ziemię i węgiel oraz bardzo rześka słodycz karmelu, cukru kokosowego.

Tabliczka dobra, ale bez szału. Nasiona gryki niczego dobrego nie wniosły - myślę, że bez nich byłoby znacznie lepiej - gdyby nie one, tabliczka bez trudu zdobyłaby 9, a kto wie, czy nie 10. Czułam się przytłoczona kulkami, a chwilami czułam niedosyt goji. Nic nie zaburzałyby smakowitego połączenia charakternych goji z równie charakterną, dymno-ziemistą, winną bazą. Jej jestem pod wrażeniem - powiedziałabym, że ma co najmniej 70% kakao!


ocena: 8/10
kupiłam: brainmarket.pl
cena: 14,63 zł (za 50g)
kaloryczność: 586 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: miazga kakaowa, zagęszczony sok z kwiatów kokosa, jagody goji 9%, nasiona gryki 9%

niedziela, 5 października 2025

Cacao Crudo Scorze di Limone / Lemon Zests Dark Chocolate 77 % Cacao Dark Organic Chocolate Raw Cru Peru ciemna ze skórką cytryny

Przejadłam już parę czekolad ze skórką pomarańczy i w większości mnie nie chwytały. Mam wrażenie, że przeważnie skórkę producenci robią po prostu nie w moimi stylu. Czekolad ze skórką cytryny jednak znam o wiele, wiele mniej. A właśnie jako dodatek wydaje się równie ciekawa. Daje spore pole do popisu dla twórcy. Tu w dodatku dodano nie byle jakie cytryny, a certyfikowane Siracusa Lemon PGI. 
Jak można przeczytać w opisie na stronie, ręcznie oddzielono skórki od cytryn, a następnie suszono przez 36-40 godzin w temperaturze około 30°C. Gdy tylko zobaczyłam te czekoladę, przeglądając, co jeszcze mogę zamówić razem z czystymi Cacao Crudo, zainteresowałam się. Na rękę była mi malutka gramatura: idealna, by spróbować, ale gdyby miała okazać się kiepska, nie zostać z dużą i z bardzo uszczuplonym portfelem. Wzięłam ją na Wielką Raczę (co za ironia, że czekolada właśnie bynajmniej nie wielka), na którą weszłam początkiem marca żółtym - niczym cytryna - szlakiem z Rycerki Górnej.


Cacao Crudo Scorze di Limone / Lemon Zests Dark Chocolate 77 % Cacao Dark Organic Chocolate Raw Cru Peru to ciemna surowa czekolada o zawartości 77% surowego kakao Criollo z Peru z kawałkami suszonej skórki cytryny.

Po otwarciu poczułam złożony zapach, którego wszystkie elementy były bardzo intensywne i dość ciężkie. Goryczkowata, okrojona z soczystości skórka cytryny mieszała się z rozmarynem, który stał na czele całego ziołowego bukietu. Wszystko to na tle czarnej, wilgotnej ziemi. Słodycz była wycofana i niska, trochę ciężka i palona. Pod nią krył się trudny do uchwycenia, nieoczywisty, wręcz trochę pudrowy motyw... słodkiego sorbetu malinowo-cytrynowego?

Tabliczka na pierwszy rzut oka nie zdradzała obecności dodatków, jednak gdy przyjrzeć się uważnie spodowi, małe kropki lekko prześwitywały.
Przy łamaniu trzaskała średnio głośno, ale kojarzyła mi się trochę ze skałą. Gdy zaś odgryzałam kawałek, sprawiała wrażenie kruchej (ze względu na dodatki).
Przekrój ujawnił obecność malutkich kawałków skórki cytrynowej. Wydawało się, że nie dodano ich zbyt wiele, ale to złudzenie. W istocie trudno o kęs bez nich, acz da się - zachowując ostrożność i wytężając wzrok, odgryźć odrobinkę czekolady bez nich.
W ustach rozpływała się powoli i maziście. Była gęsta i zbita, trochę oleista i mięknąca, ale nie porzucająca swego kształtu. Gdyby nie powoli wyłaniające się malutkie kawałki skórki, byłaby gładka. Z czasem pojawiała się niska soczystość niezwiązana z dodatkiem cytryny.
Kawałki skórki cytrynowej wyłaniały się powoli. Niektóre dłużej siedziały w czekoladzie, inne z niej wypadały. Aż prosiły się o podgryzanie ich obok czekolady - nawet ja całkiem często tak robiłam, nie zawsze zostawiałam dodatki na koniec (jak to mam w zwyczaju).
Mikroskopijne skórki były zwłaszcza na początku twarde jak kamień i suche. Twarde pozostawały do końca. Niektóre były nieprzystępne jak piasek, ale większość dało się gryźć. Brak im soczystości. 

W smaku od razu poczułam skórkę cytryny, jakby wypływającą z ziół. Jej goryczka mieszała się z ziemią i dokładniej rozmarynem, który stanął na czele motywu ziół. Cytryna szybko rosła w siłę. 

Zioła były to suszone, goryczkowato-wytrawniejsze. Słodycz zaznaczyła się subtelnie w tle. Miała palony, karmelowy charakter i wywalczyła trochę rześkości w kompozycji, która to zdawała się zdecydowana na ciężki wydźwięk.

Pomyślałam o trochę przygaszonej melasie i mocno wypieczonych, mało słodkich ciastkach cytrynowych z nutą karmelu. To jednak cytryna zdawała się rządzić kompozycją, decydować, co i kiedy może się odezwać, mimo że nie zdominowała czekolady.

Cytrynę czuć w całej czekoladzie wyraźnie, jednak bez dwóch zdań nasilała się wraz z wyłanianiem się kawałków skórki. Nie było to jednak takie oczywiste, że na pewno płynie z nich.

Cytryna po paru chwilach wydała mi się trochę olejkowa, a mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa znacząco dominująca. Olejkowo-skórkowy motyw nie był kwaśny.
Gdy gryzłam kawałki cytryny obok czekolady, kompozycja smakowała wyraźnie skórką cytryny, skojarzenie z olejkiem cytrynowym słabo. Kawałki gryzione obok czekolady przywoływały jednak więcej słodyczy. Same w sobie wydawały się mniej wyraziste niż na koniec. Ja wolałam na przemian raz je podgryzać, raz zostawiać na koniec.

W obu przypadkach zioła przeszły w ziemię, a gorzkość zaserwowała kawę. Czarną i dość mocną, która jednak też zaraz wtopiła się w ziemię.

W tym czasie raz po raz przemykały mi nuty... Wina czerwonego? Na pewno wytrawnego, trochę ciężkawego. Imperatywna cytryna przekierowała wino w kierunku wina białego. I jakiegoś goryczkowato-cytrusowego drinka?

W oddali doszukałam się prawie kwasku... czerwonych owoców, może wiśni. Gdy czerwone wino zniknęło, coś na ich kształt - pudrowo słodkiego sorbetu wiśniowo-cytrynowego? - zaczęło lekko pobrzmiewać.

Ziemi zbierało się coraz więcej, ale w tym czasie rosła też słodycz. Pozbierała resztki ziół i zmieniła je w kwiaty. Wyniosła słodycz kwiatami na średni poziom. Charakter ziół starał się jednak przy nich utrzymać. Do głowy przyszedł mi pieprz ziołowy i pieprzne wytrawne wino o cytrusowych nutach.

Gryzione na koniec kawałki skórki cytrynowej były średnio-mocno intensywne, ale na pewno wyraźne. To łagodna (jak na skórkę cytrusową) skórka o gorzkim, nienapastliwym smaku, który jednak i tak prawie zupełnie odciągał uwagę od posmaku czekolady. Nie była soczysta, ale raz po raz zdarzyło jej się spojrzeć w kierunku świeżawej.

Po zjedzeniu został posmak olejku cytrynowego, przechodzącego w skórkę. W posmaku rządziła właśnie cytryna. Czułam też echo ziemi i trochę czerwonego wina, może wiśniowego, a także niską, paloną słodycz. Posmak utrzymywał się dość mocno i długo, ale jeszcze nie męczył i nie przytłaczał.

Czekolada była bardzo smaczna, choć widziałabym ją nieco inaczej. Jakiś bardziej cytrusowy region (Madagaskar? Ekwador?) mógłby lepiej zagrać. Podobała mi się niska słodycz i ciężkość surowego kakao, jak również gorzkość, ziemia. Cytryna mogłaby mieć mniej olejkowe zapędy. Choć nie jestem fanką takiej drobnicy gdy o dodatki chodzi, w przypadku skórki cytryny, taka forma się sprawdziła (mimo tych paru kamiennych).


ocena: 9/10
kupiłam: brainmarket.pl
cena: 9,62 zł (za 30g)
kaloryczność: 549 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: nieprażone ziarna kakaowca, skoncentrowany sok z kwiatów kokosa, suszona skórka cytrynowa

niedziela, 14 września 2025

Cacao Crudo Gianduia Granellata / Crunchy Gianduja / Le Gianduja Croquant Dark Organic Chocolate Raw Cru Peru ciemna 43,5% nugatowa / orzechowa z orzechami laskowymi

Kupując, nie zagłębiałam się dokładnie w to, czym ta tabliczka jest. Wzięłam ją jako czekolada z orzechami. Może powinnam była sprawdzić, w jakiej formie dokładnie? Niby czułam, że to nie coś, czego chciałabym mieć dużo, ale tu właśnie na przeciw wyszła mi przystępna do tylko spróbowania niska gramatura. Dopiero po degustacji tej trochę poczytałam. Cacao Crudo piszą o sobie, że przedstawiają nowy sposób produkcji i delektowania się czekoladą tak, by zachować cenne właściwości kakao. To nieznany mi, ponoć pierwszy włoski producent surowej czekolady. Tworzą z amazońskiego Criollo, którego nigdy nie przetwarzają w temperaturze wyższej niż 42°C. Klasyczny proces prażenia ziaren kakaowych zastąpili się powolnym suszeniem w atmosferze ochronnej. Nie wiedziałam, czego się spodziewać, więc ucieszyło mnie, że mieli małe tabliczki z dodatkami. Pomyślałam, że w tym sezonie trochę się szarpnę, jeśli chodzi o czekolady w góry, by nie zabierać w nie rozczarowującej kiepścizny. Jako pierwszą wzięłam, jak najpierw myślałam, najklasyczniejszą, bo z orzechami. Przepisując skład odkryłam jednak, że czeka mnie podwójnie orzechowa czekolada, bo nie poprzestali na dodaniu kawałków. Miazgę kakaową wymieszali z miazgą z orzechów, konkretniej odmiany Tonda Gentile Romana.
Jak planowałam, zabrałam ją w góry. Z sidzińskiej Wielkiej Polany poszłam połączeniem szlaków czarnego i zielonego przez Halę Krupową do czerwonego szlaku biegnącego przez Złotą Grapę. Nim też doszłam na Policę. Z niej wspaniale było widać Tatry, niestety jednak słońce świeciło z ich strony, więc na zdjęcia się nie załapały.

Cacao Crudo Gianduia Granellata / Crunchy Gianduja / Le Gianduja Croquant Dark Organic Chocolate Raw Cru Peru to ciemna surowa czekolada o zawartości 43,5% surowego kakao Criollo z Peru, typu "gianduja", czyli z miazgą z surowych orzechów laskowych i z kawałkami surowych orzechów laskowych.

Po otwarciu poczułam ciężką, ale nie wysoką słodycz karmelowej whisky i palone drewno. Choć ogólnie słodycz była średnio-niska, czułam bardzo dużo karmelu, przechodzącego w melasę. Do głowy przyszły mi też suszone, cierpkawe wiśnie, oblane gęstym, półpłynnym karmelem. Orzechy laskowe zaznaczyły się subtelnie, mieszając się i trochę wręcz kryjąc w motywie ziemi.

W dotyku tabliczka wydawała się trochę sucha, a przy łamaniu krucha i trochę się kruszyła. Nie trzaskała, łamała się z łatwością, jednak mimo delikatności, wykazywała pewną twardość.
Przekrój ujawnił mikroskopijne, pojedyncze kawałeczki orzechów. Na oko powiedziałabym, że sama czekolada będzie bardzo proszkowa, może nawet ziarnista.
W ustach czekolada rozpływała się łatwo i dość szybko, mimo że dosłownie w pierwszych sekundach myślałam, że będzie stawiać opór. Początkowo wręcz obklejała podniebienie, potem robiła się coraz bardziej tłusto-mazista i lepkawa jak miękkawa setka. Okazała się bardzo tłusta w nieco oleistym kontekście. Czułam w niej lekką proszkowość, w porywach wręcz ziarnistość, którą próbowała ukryć w kremowości jakby kremu orzechowego 100%. Wydawało się, że starała się być gładką, ale jej to nie szło. Z czasem masa robiła się wręcz luźna, a na języku zaznaczały się drobinki orzechów. Okazało się, że tych mikroskopijnych drobinek było sporo, że aż w zasadzie nie tak łatwo o kęs bez nich (by spróbować trochę samej czekolady, musiałam ją spiłować zębami z brzegu). Czekolada znikała, pozostawiając po sobie pyliście-suche wrażenie.
Orzechowa drobnica była tak mała, że nawet nie dało się wszystkich kawałeczków pogryźć, niektóre po prostu jakoś się w ustach gubiły.
Ze dwa razy pogryzłam je na próbę obok czekolady, ale zdecydowanie wolałam zostawiać je na koniec. 
Gryzione orzechy, czy wcześniej czy później, były delikatne i trzeszczące. Niektórym blisko było do miękkości nieprażonych orzechów. Skórki zaplatały się dosłownie tylko parę razy.

W smaku najpierw poczułam wyrazistą i dosadną gorzkość, która wiązała się z czarną, wilgotną ziemią.

Z oddali doleciał jeszcze węgiel i trochę dymu, a zza niego wyłoniła się subtelna słodycz i drobny kwasek. Przemknęły... cierpkie, dojrzałe wiśnie? Szybko zmieniły się w wiśnie w likierze (wiśniowym?).

Słodycz zaczęła rosnąć, eksponując swój mocno palono karmelowy charakter. Zaczęła zalewać wiśnie, przywodząc na myśl... wiśnie w likierze karmelowym? Suszone wiśnie oblane gęstym, lepkim karmelem.

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa wiśnie zatonęły w ziemi. Ta trochę wycofała się z pierwszego planu, ale wciąż była bardzo wyraźna. Gorzkość też nie odpuszczała, ale została mocno dosłodzona.

Do kompozycji wkradł się orzech laskowy. Też lekko gorzkawy? W oddali doszukałam się nieśmiałego, palono karmelowego, mało słodkiego nugatu i kremu 100% z orzechów laskowych z lekką goryczką. Były wkomponowany w karmel, który tak rozkręcił się w swojej paloności, że poszedł aż w melasowym kierunku.

Słodycz rosła coraz bardziej ochoczo. Może nie była wysoka, a średnia, ale miała dosadny wydźwięk. Nie walczyła z gorzkością - wręcz przeciwnie! Do głowy przyszedł mi lekko gorzkawy od mocnego palenia karmel oraz gorzkawy karob o naturalnie słodkawym, ciepłym charakterze. Wyszedł wręcz ciężkawo.

Wyłaniające się orzechy laskowe niewiele wnosiły. Ogólna orzechowość nie była ani silna, ani nawet cały czas bardzo jednoznaczna. Nuta surowych orzechów laskowych wyłaniała się epizodycznie. Z melasą mieszało się za to echo... Oleju orzechowego? Chował się jednak w węglowo-dymnym wątku.

Słodycz bardzo wzrosła. Karmel, melasa... I jakiś mocny, karmelowo słodki alkohol? Whisky? Usilnie krył soczyste echo wiśni. Te w oddali znów raz po raz się przewinęły, i to w wydaniu soczystym, świeżym. Starały się, całkiem udanie, rozbić ciężki wydźwięk.

Orzechy gryzione obok czekolady wyszły nijako, w zasadzie nie czuć za bardzo, co to. 
Orzechy gryzione na koniec smakowały wyraźniej. Na pewno wyraźniej niż miazga orzechowa w bazie. Były to przeciętne, delikatne orzechy, które sporadycznie pobrzmiewały gorzkością. I to nie gorzkością skórek, choć i trochę skórek się trafiło. Powiedziałabym, że orzechy były nieprażone albo prażone bardzo lekko (w rzeczywistości były nieprażone).
 
 Po zjedzeniu został posmak orzechów laskowych, które z zaskakująca łatwością zagłuszały samą czekoladę. Ta pobrzmiewała lekko głównie ziemią, orzechami ale bardziej ogólnie motywem orzechowym niż konkretnie laskowcami oraz paloną, ciężko słodką melasa.

*Normalnie wstawiłabym 8, ale 7 wystawiam ze względu na to, że jednak chyba nie tego oczekuje się od czekolad orzechowych, gianduja itp.. Sama ziemistość, dym, węgiel - wszystko to mi bardzo smakowało, bo czułam się, jakbym jadła charakterną ciemną czekoladę, ale strasznie to przytłaczało tytułowe orzechy. Chyba surowe kakao jest zbyt mocarne do tabliczek typu gianduja. Nie przekonała mnie krucho-pylista struktura, mięknięcie i szybkie rozpływanie się, a orzechowa drobnica wyszła po prostu kiepsko. Nie podobała mi się ani w smaku, ani w strukturze. Gdyby sprawę orzechów lepiej rozwiązano, mogłaby mieć o punkt więcej. Struktura to kolejny punkt, więc  to w sumie tabliczka z potencjałem na 9.


ocena: 7/10*
kupiłam: brainmarket.pl
cena: 7,19 zł (za 30g)
kaloryczność: 605 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: surowa miazga kakaowa (43,5%), nieprażona pasta z orzechów laskowych Tonda Gentile Romana (26%), skoncentrowany sok z kwiatów kokosa, nieprażone siekane orzechy laskowe Tonda Gentile Romana (9%)