Z Baraneca, zachwycona nie tylko widokami i miejscem, ale i czekoladą Chocolates Sole Chocolate Puro 56 % Cocoa Dark Chocolate Republica Dominicana Organic con Canela / with Cinnamon, ruszyłam żółtym szlakiem na Placlivo razcestie i Placlive (Placlivy Rohac / Rohacz Płaczliwy). Spacer po grzbiecie był niesamowity, a te widoki! Zeszłam do Ziarske sedlo, a potem znów porządnie pod górę, prosto na Placlivo. Ostro, po kamieniach, ale bez większych trudności. Na szczycie miałam akurat lukę pogodową: rozwiały się chmury i mgły, więc dziś prezentowanej czekoladzie trafiło się cudowne tło. Kiedy wybierałam, jakie czekolady tej marki zamówić, priorytetem były oczywiście czyste ciemne, ale właśnie... Także dzisiaj prezentowana. Od lat powtarzam, że brakuje czekolad z bananami. Dobrych czekolad z bananami. A jak już nawet są, to nie w pełni moje. Fakt, Fin Carre Limited Edition Enjoy Chilled Milk Chocolate Type Banana Ciao Cacao była dobra, ale mleczna. Zotter Chocolate Banana z 2021 to czekolada nadziewana. A porządna ciemna z bananem? Miałam nadzieję, że prezentowana propozycja pierwszego we Włoszech produkującego surową czekoladę będzie odpowiedzią na tę moją zachciankę, wypełnieniem luki na rynku.
Cacao Crudo Banana / Banana Dark Chocolate 69 % Cacao Dark Organic Chocolate Raw Cru Peru to ciemna surowa czekolada o zawartości 69% surowego kakao Criollo z Peru ze sproszkowanym bananem.
Po otwarciu poczułam intensywny zapach przecieru bananowego, przechodzącego w delikatniejszy motyw bananów liofilizowanych, wyraziście zarysowanego na ziemistym tle. Słodycz banana wzmocnił karmel o rześkim wydźwięku, co stanowiło istotny element soczystości. Tej dołożyły też wiśnie i nieśmiałe cytrusy, kryjące się w ziemi. Ogół nie był bardzo słodki, ale zarówno w kwestii słodyczy, jak i ziemistości, był dosadny. Palony karmel nie tylko słodził, ale podkreślał też gorzkość, więc ogół wydał mi się dość wyważony w swej kontrastowości.
Tabliczka była twarda niczym skała i trzaskała adekwatnie głośno. I trochę głucho? Przekrój wyglądał na trochę ziarnisty, ale patrząc na tabliczkę nietrudno stwierdzić, iż jest gładka.
W ustach czekolada rozpływała się wolno i gęsto-kremowo. Początkowo trochę niechętnie, zachowując zwarty kształt, jednak po pewnym czasie miękła i przybierała na lepkości. Dość szybko ujawniła proszkowość, czasem wręcz ziarnistość, która jednak była subtelna. Ogólnie i tak odebrałam czekoladę jako raczej gładką, choć na koniec w niektórych kęsach zostawały pojedyncze proszkowe drobinki.
Gdy w skupieniu je wyłapywałam i gryzłam, były trzeszczące i delikatne - jak to liofilizowane, zmielone na pyłek banany liofilizowane.
W smaku od początku czuć wyraźnie banany w wydaniu słodkiego przecieru. Niemal równocześnie odezwała się czarna, wilgotna, choć pozornie, tylko z wierzchu rozgrzana ziemia.
Banan rozgościł się na pierwszym planie, ale choć był nadrzędnym wątkiem głównym, współdziałał z innymi. Zwłaszcza ziemi udało się porządnie zaprezentować tuż obok.
W tle przemknęła soczystość. Banan też ją przejawiał, ale jego wyszła bardziej słodko esencjonalnie, ciężkawo. Soczystość w oddali zasugerowała kwasek i w pierwszej chwili pomyślałam o wiśniach. Motyw bananów był wszechobecny i znacząco je prędko osłodził, kierując wiśnie w stronę truskawek. Poczułam się, jakbym piła (jadła?) shake bananowy z nutą truskawek.
Słodycz rosła. Tę owocową wzmocnił ciepło-palony akcent karmelu. Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa karmel wychylił się na moment, po czym zgrał się z bananem, przystając na soczystość, rześkość.
Gorzkość także rosła. Nadal oddawała czarną, wilgotną ziemię, którą jednak z wierzchu trochę ogrzało słońce. To karmel, mimo rześkości, dopowiadał to ciepło.
Do ziemi dołączyły lekko cierpkawe, suszone zioła. Trzymały się jednak z boku. Ziemia miała o wiele więcej do powiedzenia.
Karmel nie poprzestał na cieple. Słodycz rosła wraz z wyłaniającymi się drobinkami, obok odważnej gorzkości. Do głowy przyszedł mi jeszcze ciepły, tylko co upieczony bananowy murzynek i... Bananowy piernik? Ale w sumie nieszczególnie korzenny.
W owocowym wątku, za oczywiście dominującymi bananami, przemykał raz po raz subtelny cytrus. Podkreślał soczystość bananów, które końcowo zmieniły się w słodki nektar bananowy. W tym czasie karmel wręcz trochę przytłaczał słodyczą... z kolei bardziej ciężko-paloną? Melasową?
Po zjedzeniu został posmak słodkich przecierowo-nektarowych bananów, w których dało się rozpoznać liofilizowanie; ciepłego, wręcz trochę melasowego karmelu oraz cierpkawej czekolady. Zmieszała się w niej ziemia z niejasnym, wiśniowo-truskawkowym motywem, a cierpkość przywodziła na myśl suszone, ostrawe zioła.
Czekolada odlegle skojarzyła mi się z Olini Czekolini Krem z orzechów z surowym kakao i bananami w tabliczkowej wersji. Słodziutkie banany i ciężkie, charakterne surowe kakao stworzyły bardzo kontrastową, specyficzną kompozycję - do mnie akurat przemówiła. Choć jestem sceptyczna do cukru kokosowego, tutaj chyba dobrze się spisał, osadzając liofilizowane banany w gorzkiej bazie. Jak pisałam, całość do mnie przemówiła, ale długo wahałam się, czy aby na pewno na 10. Coś w tej kompozycji było, co mnie powstrzymało, ale w końcu uznałam, że chociażby za pomysłowość należy się podciągnąć.
kaloryczność: 584 kcal / 100 g
czy kupię znów: mogłabym do niej wrócić, ale wolałabym dostać
czy kupię znów: mogłabym do niej wrócić, ale wolałabym dostać
Skład: nieprażone ziarna kakaowca, skoncentrowany sok z kwiatów kokosa, tłuszcz kakaowy z nieprażonych ziaren, liofilizowany banan w proszku 12%







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.