Choć to bardziej czekolada mleczna niż ciemna, na jej widok zabłysły mi oczy. Kefir uwielbiam i ostatnio ni to piję, ni jadam bardzo często, ale czekoladę kefirową jadłam tylko raz. Z ogromną ochotą bym do czegoś takiego wróciła. Nie ukrywam, że po Naive Kefir Probiotic Milk Chocolate poprzeczka dla dziś przedstawianej zawisła bardzo wysoko. Na wstępie prezentowała niestety się nieco mnie elegancko, bo czekolada czeskiej marki Lana trafiła do mnie bez tekturowego opakowania. Przedstawiciel marki wyjaśnił, że zwyczajnie nie opłacało im się robić specjalnego kartonika, bo to jedynie limitka. Od razu z żalem pomyślałam, że to wielka szkoda, że jak już się takie czekolady trafiają - chodzi mi o naprawdę niecodzienne i atrakcyjne alternatywy mlecznych - to jako edycje limitowane. Czyżby naprawdę tylko mnie tak intrygowały?
Čokoládovna Lana Mléčná Kefirova to ciemna mleczna czekolada o zawartości 50 % kakao z Belize z kefirem.
Po otwarciu poczułam intensywny zapach nabiału i ziemi, sugerujący nie tylko porządnie ciemno-mleczną tabliczkę, ale też jakieś inne niż krowie mleko i mleko zsiadłe. Kefir nie był tu pierwszym skojarzeniem, acz też wyraźnie go czuć. W głowie zaplątała mi się nawet myśl o mieszance mleka koziego i owczego z wyraźnie zaznaczoną nabiałową cierpkością. Kefir czułam zwłaszcza w trakcie jedzenia przy uważnym wąchaniu. Na tym jednak nie koniec, bo z mlecznością wiązał się też po prostu wręcz wiejski motyw nabiału bardzo naturalnego, prosto od krowy i świeżo ubitego, wiejskiego masła. Czułam też ciepło siana i lekko prażonych orzechów oraz lekko grzybowy akcent niektórych mousse'ów kakaowych. Słodycz stała na znaczącym poziomie i przybrała postać palonych karmelków. W kompozycji zagościł też kwasek: trochę ewidentnie związany z nabiałem, trochę cytrynowy.
Tabliczka w dotyku wydała mi się tłusto-sucha, obiecująca kremowość. Przy łamaniu w zasadzie nie trzaskała, acz tylko jakoś nieznacznie pykała i trochę się kruszyła. Kiedy odgryzałam kawałek, pod zębami czułam miękkość.
W ustach czekolada rozpływała się w tempie średnim, niby kremowo, ale nie gładko. Najpierw wydawało się, że będzie leciutko proszkowo-gładkawa, jednak z czasem nasiliło się proszkowe, wręcz szorstkie wrażenie. Chwilami jakby starała się wygładzić, ale wracała do tego. Wykazywała leciutką, marginalną tłustość, a mimo to, uraczyła mnie niezbyt gęstą, miękką kremowością. Trochę zalepiała, po czym znikała coraz bardziej wodniście, a pod koniec zostawiała lekko cierpkie wrażenie.
W smaku pierwsza pojawiła się średnio wysoka, ale szybko i odważnie rosnąca słodycz karmelków. Początkowo lekko palonych, takich, w których paloność dopiero nabiera siły.
W oddali zaznaczył się akcent mleczno-nabiałowy z kwaskawym echem - nie od razu było jasne, że są ze sobą powiązane.
Za karmelkami pojawił się orzechowy krokant, a więc chrupiąca, słodka masa z orzechów - konkretnie laskowych - w słodko-palonym karmelu. Zrobiło się trochę bardziej karmelowo niż karmelkowo a orzechy rosły w siłę.
Przy tym skarmelizowaniu orzechów pojawiła się lekka goryczka, cierpkość. Czyżby cierpkość nie tylko kakao, ale i nabiału?
Mleczność, nabiał umocniły się, z oddali wkraczając na pierwszy plan. Był to wątek trochę mleczny, ale nie zwyczajnie mleczno czekoladowy. Najpierw nabiał trochę nieśmiało zasugerował jakieś inne niż krowie mleko. Kozie...? Mieszankę koziego z owczym... Specyficznie kwaskawo-cierpkawe, ale bez "nuty kozy". Kwasek i łagodność tak się splotły, że zaraz odgoniły to skojarzenie, a zasugerowały mleko zsiadłe. I w końcu faktycznie kefir. Wszystko w wiejsko-sielskim ujęciu.
Słodycz zdążyła już mocno wzrosnąć do poziomu wysokiego. Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa wydawało się, że stara się podbić pierwszy plan (co w sumie jej się nigdy nie udało), ale i jej charakter zrobił się poważniejszy, głębszy, bo wyraźnie palono karmelowy. Nuty kefiru i zsiadłego mleka nie dały jej się zdetronizować.
Gorzkość też się trochę nasiliła, pilnując, by nie zrobiło się za słodko. Wysunęła trochę gorącej ziemi, a ja pomyślałam o spacerze ziemistą ścieżką w pełnym słońcu. Możliwe, że przez wieś, bo wątek nabiału coraz bardziej rozgaszczał się w wiejskiej wizji.
Gorzkość paloną, ziemistą zaczęły trochę łagodzić orzechy. Ogólnie mieszanina, będąca niejednoznaczną orzechowością, acz z raz po raz wybijającymi się na przód prażono-karmelizowanymi laskowcami. Czułam orzechy, które po pewnym czasie... wsparła maślaność. Ta wyłoniła się z sielsko-wiejsko nabiałowych tonów i dołączyła do orzechów i gorzkości, przekładając się na niesamowitą harmonię.
Już wyraźnie kefir dbał o kwaskawo-cierpkie nuty, wyszedł chwilami wręcz rześko. Niczym stojąca w cieniu szklanka kefiru czy maślanki w upalny dzień. Bo... chwilami kefir wzbogacał się o łagodniejsze, maślankowe echo. Kwaskawy, charakterny, ale jednocześnie w pewien sposób łagodny nabiał końcowy zaprosił do gry...
Cytrusy? Cytrynę i trochę limonki. Podkradły się pod kwasek nabiału, po czym całkiem nieźle zaprezentowały jako one same, końcowo sprowadzając wysoką, ale bardzo paloną już w tym momencie, słodycz do poziomu średniego. Mieszając się z nią przełożyły się na myśl o słodko-kwaśnej, rześkiej lemoniadzie z cytryn i limonek. Albo... shake'u z tych cytrusów z kefirem.
Po zjedzeniu został posmak kwaskawego nabiału, w tym w miarę wyraźnie kefiru, mieszającego się ze słodką, kwaśno-rześką lemoniadą cytrynowo-limonkową. Obok zaznaczyła się goryczka ziemi, spójnie kryjąca się trochę za cierpkością kefiru i jakby innego niż krowie - ale żadnego konkretnego - mleka. To też wątek słońca i siana; przytulnej wsi oraz lekko solonego, wiejskiego masła.
Czekolada smakowała mi, mimo że była trochę za słodka. Karmelkowo-karmelowa słodycz pozwoliła sobie na wiele, mimo że i gorzkości ziemi nie brakowało. Trochę karmelizowanych laskowców, krokantu i nuty cytrynowo-limonkowej lemoniady w udany sposób wzbogacił kwaskawo-cierpki nabiał. Kefir wyraźnie, ale nie tylko. Kompozycja podrzucała całe mnóstwo skojarzeń: mleko kozie, kozio-owcze, maślankę, zsiadłe mleko. Kefir bowiem był wyczuwalny falowo, nie zawsze mocno jednoznacznie. Tabliczka wyszła więc w sumie nabiałowo, niecodziennie mlecznie i bardzo charakternie, dynamicznie, mimo że wszystkie nuty wyszły niesamowicie harmonijnie.
To była bardzo ciekawa czekolada, wyraźnie inna niż większość ciemnych mlecznych, z ewidentnie wyczuwalnym kefirem, ale... nie tylko. Dziś prezentowana nie była aż tak jednoznacznie kefirowa co Naive Kefir Probiotic Milk Chocolate.
Kawałeczek dałam Mamie, która opisała: "Czuć, że jest to ciemna mleczna, ale nie powiedziałabym, że kefirowa. Po prostu czułam, jakby było w niej za mało mleka". Mamy nie porwała.
ocena: 8/10
kupiłam: cokoladovna_lana na Instagramie (dostałam)
cena: 145 Kč (24 zł; za 80g; jak wyżej)
kaloryczność: nie podana
czy kupię znów: nie
Skład: ziarna kakaowe, cukier trzcinowy, mleko w proszku, tłuszcz kakaowy, kultury bakterii kefirowych
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.