Po Beskid Chocolate Wild Willy Suszona Wołowina Żurawina Czekolada Mleczna 42 % Kakao przyszła pora na dziś przedstawianą. Choć podlinkowana w pierwszej chwili wydała mi się ciekawsza ze względu na błędne wyobrażenie o żurawinie, od razu założyłam, że dziś przedstawiana bardziej mi posmakuje. Acz nie pomyślałam, że do tej dodano inaczej przyprawioną wołowinę. W jej przypadku bowiem to już nie był blend, jak podlinkowana mleczna, a kakao Hispaniola z Dominikany. Czyżby dobrali przyprawy do nut bazy? BBQ brzmi dobrze, acz nie byłam przekonana, czy dobrze do czekolady. Zwłaszcza tej, która w wykonaniu Beskidu ma raczej słodkie nuty.
Dziś przedstawianą wzięłam na trasę na Krzyżne, na które jednak niestety nie doszłam przez brak czasu. Czas na czekoladę jednak znalazłam, idąc z Gęsiej Szyi przez Wolarczyska i Czerwony Staw w Dolinie Pańszczycy. Właśnie przy stawie o niesamowitych kolorach.
Beskid Chocolate Wild Willy Suszona Wołowina BBQ Czekolada Gorzka 72 % Kakao to ciemna czekolada o zawartości 72 % kakao Hispaniola z Republiki Dominikany z suszoną wołowiną w przyprawach BBQ, wyprodukowana we współpracy z Wild Willy.
Po otwarciu poczułam zapach głównie mięsa o odymiono-wędzonym charakterze w towarzystwie wina, splatających się z nie za słodką, soczystą czekoladą. Pomyślałam o cytrusach, w tym pomarańczach i mandarynkach, ale też owocach czerwonych. Wspomniane cytrusy przybrały wydźwięk wina pomarańczowego, a czerwone mieszały się z przyprawami. Te porządnie wyłoniły się po przełamaniu i w trakcie jedzenia. Na pewno czułam oregano i pomidory, paprykę w proszku (może słodką?), ale też pikanterie chyba pieprzu. Chwilami wszystko to robiło aluzje do żółtego sera i wędzonego twarogu. Słodycz jawiła się jako jasno miodowa.
Tabliczka była twarda, acz przy łamaniu trzaskała średnio głośno jak suche, grube gałęzie. Przekrój trochę rozwiał wątpliwości: w czekoladzie zatopiono trochę małych kawałków suszonego mięsa (acz nie oddawało to rzeczywiści, bo mięsa było mnóstwo, acz zakamuflowało się).
W ustach czekolada rozpływała się gęsto-maziście i powoli. Była maślano tłusta i zbita. Trochę miękła, acz kształt zachowywała niemal do końca. Szybko wyszło na jaw, że bogato urozmaicają ją malutkie, małe i parę średnich kawałków wołowiny. Abstrahując od nich, charakteryzowała ją idealna gładkość. Zrobienie kęsa bez mięsa w zasadzie było niemożliwe.
Wiele kawałków to dosłownie drobinki. Niektóre pokrywały przyprawy, chyba głównie pieprz, a ja miałam wrażenie, że zaplątało się też trochę przypraw luzem.
Gdy na próbę spróbowałam pogryźć kilka kawałków obok czekolady, były twarde jak kamienie i twardo chrupały. Utwierdziłam się, że było tam też sporo przypraw.
Zdecydowanie wolałam zostawiać dodatki na koniec. Czekolada znikała, a suszone mięso zdążyło trochę nasiąknąć, acz nigdy nie wyzbywało się swej twardości.
Kawałki wołowiny gryzione na koniec zachowały twardość, ale w kontakcie z zębami, trochę... troszeczkę w pewnym stopniu miękły. Zrobiły się trochę żujne, ale wciąż konkretne. Twarde w suszony sposób, jak prawdziwe beef jerky powinno być (a nie gumowe jak podrabiane masówki).
W smaku od razu przeważnie czułam paloną gorzkość i lekką soczystość. Mięso tylko w niektórych kęsach już w tym momencie, szybko dawało o sobie znać. Jak już to robiło, nie miałam problemu z powiedzeniem, że to właśnie suszona wołowina, ale mocno przyprawiona.
Soczystość zawahała się. Być bardziej ciężko owocową czy...? Wahanie okazało się chwilowe. Rozbrzmiało wytrawne czerwone wino i ocet winny. I... Jabłkowy?
Czekolada nie zdecydowała się na silną gorzkość. Roztoczyła raczej twaróg... Twarożek? Twaróg z pomarańczą? I z echem jabłek. Delikatna słodycz podszepnęła sernik, ale... Doleciała nutka odymiono-wędzona i pomyślałam o twarogu wędzonym.
Wytrawny, mięsny acz nie dosadnie jednoznaczny, wątek dołączył do kompozycji. Mięso przejawiało lekką soczystość, co zgrało się z narastającym motywem wina. Zrobiło się trochę bardziej soczyście, bardziej owocowo i do wina dołączyły wiśnie.
Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa mięso przeważnie pobrzmiewało jeszcze lekko, ale w asyście wyraźnych przypraw. Tym odwagi nie brakowało. Jak się już odezwały, zaraz i uderzyły.
Czułam na pewno sos sojowy, ale nie mocną słoność. Coś ziołowego, prawie pikantnego... Ale w sumie nic jednoznacznego. Podbiły palony wątek samej czekolady. Od razu nie skojarzyło mi się to z sosem czy marynatą barbeque czy grillem, acz takowy klimat trochę to-to miało.
Ze dwa razy na próbę pogryzłam dodatki obok czekolady. Mięso gryzione wówczas było jakby prawie pozbawione mięsnego smaku. Bardziej czuć w nim wtedy słoność i przyprawy. Raz mignął mi pieprz, raz coś ziołowego - czyli dużo zależało od danego kawałka.
Wraz z wyłaniającym się przyprawionym mięsem, bardzo rosła słodycz. Blisko jej było do jasnego miodu, acz nie powiedziałabym, że to miód w 100%. Zaplatały się tam jeszcze zioła, dodające słodyczy goryczki. Gorzkość nieśmiało zasugerowała... Herbatę? Bardziej jakiś napar. Może echo miodu karmelizowane go? Na pewno lekko drapiącego w gardle.
Zioła i przyprawy chwilami wydawały się jednością. Raz po raz wyłaniało się coś warzywnego... Soczysty pomidor? Kryjący się jednak w motywie czerwonych owoców i wina.
W niskiej, ale wyraźniej gorzkości czekolady doszukałam się jakby od środka ją łagodzących orzechów i czegoś... Strączkowego? Zrobionego z sowitą dawką przypraw z miodem. Przy większej ilości mięsa z przyprawami, czasem pojawiała się też myśl o jakimś przyprawionym egzotycznym daniu z owocami... Cytrusami i/lub mango?
Z kolei gdy kawałków trafiło się mniej, zawitała myśl o miodowych krówkach.
Jako że nie dało się zrobić kęsa bez dodatków, mogę tylko gdybać, że baza ogólnie nimi przesiąkła.
Gdy czekolada znikała, przyprawy wychodziły na przód. Często poprzez pikanterię. Nie musiałam gryźć kawałków dodatku, by je poczuć. Kawałki wołowiny smakowały bardzo różnie.
Ogólnie można rzec, że gryzione na koniec mięso okazało się o wiele wyraźniejsze niż gryzione wcześniej. Acz też nie zawsze tak przejrzyście, bo trzymały się go przyprawy. Niektóre kawałki były słabiej, inne mocniej przyprawione. Słoność i pieprzność odsłoniły smak suszonej wołowiny, nie do pomyślenia z czymkolwiek innym. Powiedziałabym, że czasem podkreślały ją właśnie pieprz i lekka słoność. Czasem było w niej coś octowo-soczystego. A czasem suszona wołowina pobrzmiewała cichutko. Co jakiś czas trafiałam na lekko palono-cukrową słodycz. Często przewijały się jeszcze zioła, w tym oregano oraz echo paprykowo-pomidorowe. Rzadko, ale jednak dość mocno rozbrzmiewał czosnek, który psuł wszystko. Był okropny.
Po zjedzeniu został posmak głównie przypraw i suszonej wołowiny. Było pikantnie. Ziołowo-pieprzne nuty pojawiały się niemal zawsze, podobnie jak lekka słoność, integralna z mięsem. Gdy jednak trafiłam na czosnek (zdarzyło mi się ze dwa razy), zagłuszał wszystko. Przyprawy ogólnie trochę zagłuszały mięsność. Czekolada nieśmiało stanęła za nimi jako winno-cytrusowa soczystość, lekko ziołowa cierpkość i słodycz. Czasem wydawała się zwyklejsza, czasem lekko miodowa. Dość często na języku czułam też pieczenie pieprzu.
Czekolada nie rozkochała mnie w sobie. W mięsie czułam niedosyt mięsnego smaku, a za dużo było mi przypraw nie w moim guście. Były zbyt imperatywne w stosunku do czekolady. A jak już trafiłam na czosnek, w ogóle byłam zniesmaczona. Czekoladowa baza nie w pełni współgrała z mięsem, acz nie mogę powiedzieć, że nie pasowała. Lekką ziołowość, twaróg i twaróg wędzony, pomarańcze, owoce czerwone i wino, ocet winny z odrobinką orzechów starał się, jak mógł. Słodycz była w porządku, przyjemnie udawała miodowa, ale choć nie przesadzona, wydawała się trochę zbyt... Zwykła? Nie charakterna? Baza jakby starła się odciąć od dodatków. A te, przez takie ich podrobione, też nie wyszły tak wyraziście, jak mogłyby.
Czy rozpoznałabym bazę kakaową, Beskid Chocolate Dominikana Hispaniola BIO Czekolada Rzemieślnicza Gorzka 70 % Kakao z 2024? W zasadzie czuć nuty tego kakao, ale to nie była dokładnie ta sama czekolada. Raz, że bardzo zmieniły ją dodatki, a dwa, że posłodzono ją białym cukrem i zwiększono zawartość kakao.
Wolałam mniej, adekwatnie przyprawiona wołowinę z Beskid Chocolate Wild Willy Suszona Wołowina Żurawina Czekolada Mleczna 42 % Kakao.
ocena: 7/10
kupiłam: dostałam od wildwilly.pl
cena: 28 zł (za 70 g; ja dostałam)
kaloryczność: 437 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie
Skład: ziarno kakao, cukier, suszona wołowina 5% (szynka wołowa ligawa, pomidory suszone, ocet jabłkowy, sól himalajska, nierafinowany cukier trzcinowy, cebula, papryka, burbon, czosnek, przyprawy), emulgator: lecytyna sojowa









Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.