Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bellarom. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bellarom. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 stycznia 2017

Bellarom Weisse Kokos & Flakes biała z kokosem i płatkami kukurydzianymi

Z białymi czekoladami miałam mały kryzys, bo swego czasu ogarnęła mnie ogromna niechęć do nich. Zwłaszcza do kokosowych białych przez paskudnego Zottera Mitzi Blue Softly Falls the Snow (i nielubianego Labooko Kokos). Właśnie dlatego ta tabliczka czekała na swoją kolej bardzo, bardzo długo. Jako jednak, że to Bellarom, w dodatku łudząco przypominająca jedną z moich ulubionych kokosowych czekolad Chateau Weisse Kokos - w końcu sięgnęłam po nią nawet z ochotą.

Bellarom Weisse Kokos & Flakes to biała czekolada z wiórkami kokosowymi i płatkami kukurydzianymi.

Po rozchyleniu złotego papierka poczułam wyrazisty zapach prażonych wiórek kokosa w otoczce słodkiej, maślanej białej czekolady.

Przy łamaniu zaskoczyła mnie swoją miękkością; wydawało mi się, że lada chwila zacznie się rozpuszczać.
Przekrój ukazał mi cały ogrom wiórek i nieco mniejszą ilość rozdrobnionych płatków kukurydzianych.

Spróbowałam. Czekolada okazała się bardzo tłusta, co w pierwszej chwili mi przeszkadzało. Bardzo szybko jednak odsłaniała chrupiące dodatki, którymi była solidnie wypełniona, a tłustość schodziła na dalszy plan, bo miałam wrażenie że są w proporcjach 1:1 z czekoladą.

W smaku z kolei w pierwszej chwili to silna słodycz wydała mi się przesadzona.
Szybko dochodził jednak do niej leciutko orzechowo-maślany smak tłuszczu kakaowego i kokos, którym mocno nasiąkła cała tabliczka. Chrupiąco-chrzęszczące, mocno podprażone, wiórki kokosowe bardzo szybko przebijały się dominując w smaku i tworząc z czekoladą pozytywnie zasładzające, przede wszystkim kokosowe, połączenie. 

Z czasem to zasłodzenie dodatkowo przełamywały płatki kukurydziane, które wydały mi się nieco podprażone / skarmelizowane, przez co ich smak był naturalnie podkreślony. Świetnie sprowadzały słodycz do porządku i chyba jeszcze bardziej podkreślały kokosa. "Corn flaksowa" nuta zaskakująco ważną rolę tu odegrała.

Całość była bardzo słodka i tłusta, ale... czuło się to mocno tylko w pierwszej chwili. Potem robiło się cudownie kokosowo, a w konsystencji chrupiąco-chrzęszcząco. Kiedy do akcji wchodziły płatki kukurydziane - już w ogóle było smakowicie.

Porównując ją do wspomnianej Chateau - wydaje mi się, że tamta była jakoś tak mniej tłusta, płatki były mniej podrobnione, ale i Bellarom bardzo mi smakowała. Jej atutem jest kształt wielkich, kwadratowych kostek.


ocena: 9/10
kupiłam: niemiecki Lidl (ktoś kupił na moją prośbę)
cena: 10 zł (właściwie to dałam 20 zł za dwie czekolady + za fatygę)
kaloryczność: 566 kcal / 100 g
czy znów kupię: mogłabym

Skład: cukier, tłuszcz kakaowy 28 %, wiórki kokosowe 17 %, pełne mleko w proszku, płatki kukurydziane 7 % (93 % kukurydza, cukier, sól, słód), śmietanka w proszku, serwatka, lecytyna słonecznikowa, naturalny aromat waniliowy, aromat kokosowy

piątek, 16 grudnia 2016

Bellarom Czekolada mleczna z rodzynkami i orzechami laskowymi

Dzisiejszą bohaterkę recenzji zdobyłam w nieco wredny sposób. Długo narzekałam do mojego Taty, jak to w moim Lidlu w Suwałkach jest tylko jeden rodzaj czekolad Bellarom (tak, niestety to prawda). Wiedząc, że mam pokrętny gust jeśli chodzi o jedzenie i wiedząc, że Bellaromki są w kręgach moich zainteresowań, to właśnie różne lidlowe czekolady umieścił w "świątecznej paczce dla ubogiej córki". Przesyłkę od niego właśnie tak sobie nazywam, bo nie obchodzę świąt, ale to właśnie w ich okolicy paczucha do mnie trafiła, a... rzeczywiście brzmiałam, jakbym pokrętnie te (w końcu niezbyt drogie) czekolady wypraszała.
A na tej mi zależało... bo miałam już podobną Chateau (chciałam porównać, czy to przypadkiem nie to samo, tylko jedna dla Lidla, druga dla Aldi) i, co prawda z wyższej półki, Zottera. A i, cholera, naszło mnie na czekolady z rodzynkami (bo nigdy takowych nie jadłam). Co prawda chciałabym móc je zabrać w góry, ale... o górach na jakiś czas muszę zapomnieć. Zostają czekolady. Z rodzynkami.

Bellarom Czekolada mleczna z rodzynkami i orzechami laskowymi zawiera 19 % rodzynek i 13 % orzechów. Jest to chyba lidlowa czekolada, której nie muszę przedstawiać, bo Bellarom są ogólnie znane, ale według mnie i tak niedoceniane.

Po otwarciu poczułam zapach czekolady mlecznej Bellarom z orzechami laskowymi, a więc prosty i bardzo smakowity, wzbogacony dodatkowo o soczysty akcent rodzynek.

Łamiąc odkryłam, że czekolada... właściwie to się rwie, ale właśnie ze względu na rodzynki. Jest ich tak dużo, że zatopione w niej, utworzyły niemal całą warstwę. Orzechów laskowych jest nieco mniej, ale ogółem dodatków jest tak dużo, że wątpię, by można tam było jeszcze coś zmieścić.
Szczerze? Odebrałam to bardziej jako wadę, niż zaletę, bo za mało mi było "czekolady w czekoladzie", gdyż czułam się, jakbym jadła orzechy i rodzynki w czekoladzie, a nie czekoladę z nimi. Poza tym... ona jest taka do gryzienia, a w domowych warunkach (nie na szlaku) nie cierpię gryźć czekolad, wolę jak się rozpuszczają w ustach.

Co do smaku zaś... większych zastrzeżeń nie mam, mimo że po trzech kostkach poczułam się zasłodzona (aczkolwiek nikt mi nie kazał żreć aż trzech - w końcu są wielkie).

Czekolada była bowiem bardzo słodka, ale w żadnym wypadku nie cukrowa (chociaż nieco za słodka, biorąc pod uwagę jeszcze naturalną rodzynkową słodycz), a także mocno mleczna. Był to smak pełnego, wyrazistego mleka wchodzącego nieco w śmietankowe klimaty. Dodatkowo, czekolada nasiąkła nieco dodatkami, a więc była też orzechowa i wydawała się soczysta.

Smak rodzynek i mocno prażonych orzechów szybko wychodził na jaw, a gdy zaczynałam je rozgryzać, to już w ogóle dominowały. Rewelacyjne, chrupiące i wyraziste w smaku orzechy laskowe bardzo dobrze pasowały do miękkich, ale nie fafłatych, rodzynek o naturalnym, bardzo słodkim, smaku.

Wszystko to dobrze ze sobą pracowało, dodatki były świeże i o świetnej konsystencji, a czekolada, jak to Bellarom, dobra, mimo że bardzo prosta. 
Pewnie na rynku trudno o lepszą czekoladę z takimi dodatkami, ale naprawdę nie zaszkodziłoby gdyby czekolada była ciut mniej słodka albo żeby rodzynek było mniej (bo tak jest za słodko).
Po spróbowaniu Chateau Bakaliowej dodam, że Bellarom ma ogromny plus za mocno podprażone orzechy oraz akcent śmietanki, ale nie miałabym nic przeciwko, gdyby i tu orzechy były połówkami (w Chateau jest ich więcej, ale dzięki połówkom nie wydawało mi się, że jem dodatki z czekoladą, tylko właśnie czekoladę z dodatkami).


ocena: 8.5/10
kupiłam: Lidl (Tata kupił)
cena: -
kaloryczność: 530 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie wiem

Skład: cukier, rodzynki (19%), tłuszcz kakaowy, orzechy laskowe (13%), śmietanka w proszku (11%), miazga kakaowa, pełne mleko w proszku (3,5%), serwatka w proszku, lecytyna słonecznika, naturalny aromat wanilii

poniedziałek, 21 listopada 2016

Bellarom Hazelnut Milk Czekolada mleczna z całymi orzechami laskowymi

Drugiego dnia podczas październikowego wyjazdu zdecydowałam się na Polski Grzebień (2200 m n.p.m.) leżący w słowackich Tatrach Wysokich. W latach dwudziestych to nim biegła granica Polski z Węgrami (stąd nazwa), a ja... No cóż, uważam, że przełęcze mają wyjątkowy klimat, a tutaj jeszcze takie małe dziwadełko - szczypta Polski na Słowacji.
Idąc z Tatranskiej Polianki przez Polanę Velicką miałam naprawdę przyjemną pogodę, wydawało się, że słońce lada moment wyjdzie zza chmur. Niestety, od schroniska widać było, że dalej nikt nie idzie. Ja jednak tym razem o raczkach nie zapomniałam ani się nie zaleniłam, więc ruszyłam już w nich. I dosłownie pół godziny później lazłam w śniegu po kolanach. Na oślep sunęłam w miejscu, gdzie gdzieś pode mną w śniegu były łańcuchy. Zaczynała naciągać mgła i prószyć śnieg, ale naprawdę nieprzyjemne warunki spotkały mnie dopiero na Grzebieniu. Straszliwie wiało, że właściwie tylko weszłam i zaraz zaczęłam schodzić, albo raczej zjeżdżać (mimo raczków) w śniegu. Przyznam, że się trochę bałam, ale skoro weszłam to i zejść trzeba było (a stara metoda dupoślizgu zawsze dobra).

Schodząc już w bardziej cywilizowaną część szlaku, czułam silną potrzebę uczczenia tego. Tak, już schodząc, bo nie jestem aż tak walnięta, by robić sesję czekoladzie przy takim wietrze i śniegu, jakie były na górze. Co więcej, nie chciałam jeść czekolady, która mogłaby smakować jak taka tylko co wyjęta z lodówki, więc otworzyłam ją już nieco niżej, w przyjemnie osłoniętym miejscu.

Bellarom Hazelnut Milk Chocolate / Czekolada mleczna z całymi orzechami laskowymi zawiera aż 27 % orzechów i 12 % śmietanki, która w składzie jest przed mlekiem. 
Oznacza to, że ma aż o 2 % więcej śmietanki niż Bellarom Hazelnut Chocolate / Czekolada deserowa śmietankowa (ciemna mleczna) z całymi orzechami laskowymi  (która miała jej 10 %) i paradoksalnie mniej mleka (dzisiejsza 3,5%, a tamta 4%). Oczywiście to kakao (a nie cukier) ciachnięto do 33 %, ale i tak bardzo chciałam je porównać ze względu na "nasiąknięcie orzechami", o czym pisałam przy tamtej.

Po otwarciu tektury i rozchyleniu złotego papierka, poczułam słodki zapach czekoladowo-orzechowy. Przyznam, że był smakowity, mimo że nie wyjątkowy, czy tak silny jak migdałowy w wersji z migdałami.

Połamałam. Orzechy tradycyjnie świetnie się w niej trzymały, było ich dużo: ogrom całych i kilka kawałków. Czekolada wydała mi się ciemniejsza od migdałowej, ale to chyba dobrze (?).

Wreszcie spróbowałam, a kawałek który miałam w ustach zaczął rozpuszczać się tłusto na sposób śmietankowo-maślany powoli ujawniając orzechy.

Od samego początku czułam smak mocno mleczny, ale z wyraźnie zarysowaną śmietanką, która to z czasem zawłaszczała sobie coraz więcej miejsca.
Kakao było całkiem nieźle zaznaczone jak na tę zawartość, ale ono nie było już smakiem samym w sobie. Wydało mi się zespolone z lekko orzechową nutą, jak w jakimś kremie czekoladowo-orzechowym. Czekolada ewidentnie przesiąkła orzechami laskowymi, których smak oczywiście nasilał się przy ich rozgrywaniu. Były chrupiące i wyraziste, mniam, po prostu idealne.

Jeśli zaś chodzi o słodycz to muszę przyznać, że nie wydała mi się aż taka przesadzona. Właściwie była idealnie trafiona, jeśli ktoś sięga właśnie po mleczną, a nie ciemną śmietankową.  Oczywiście była silniejsza, ale nie czysto cukrowa, bo i orzechy były wyrazistsze.

Ogólnie mi bardzo smakowała, chociaż nie na 10. Jest to zadowalająco wysoka jakość przy niskiej cenie. Wydała mi się słodsza i bardziej orzechowa od ciemnej deserowej, a przy tym oczywiście bardziej mleczna i mniej kakaowa, co chyba oczywiste (hm, moja teza znalazła potwierdzenie).
Dodatkowo, Lidl ma u mnie ogromny plus za to, że posiada w ofercie i ciemną deserowa z orzechami i tą. Mógłby jeszcze pomyśleć o innych orzechach...


ocena: 9/10
kupiłam: Lidl
cena: 5,89 zł (promocja)
kaloryczność: 598 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie wiem

Skład: cukier, orzechy laskowe (27%), tłuszcz kakaowy, śmietanka w proszku (12%), miazga kakaowa, mleko pełne w proszku (3,5%), serwatka w proszku, lecytyna słonecznikowa, naturalny aromat wanilii

czwartek, 27 października 2016

Bellarom Hazelnut Chocolate / Czekolada deserowa śmietankowa (ciemna mleczna) z całymi orzechami laskowymi

Ogólnie mówię, że nie przepadam za jeziorami, a morza nie cierpię, ale... chodzi tu raczej o niechęć do spędzania czasu nad nimi, bo uważam, że zwłaszcza jeziorka / stawy górskie są jednym z hojniejszych darów natury. Dlatego niezwykle podoba mi się polska Dolina Pięciu Stawów i postanowiłam właśnie nią ruszyć na Kozi Wierch. Po drodze trochę się irytowałam na gęstą mgłę, zwłaszcza, kiedy oglądając się nie mogłam przez nią ani jednego stawu dostrzec, ale po dotarciu do Orlej Perci zaczęłam się cieszyć, że przynajmniej brak widoczności wynagradza to, że nie leje i wieje, a temperatura okazała się ok. Nie miałam ochoty na wspinaczkę po mokrych głazach, chociaż... ze dwa razy myślałam, że zgubiłam szlak (taak, nie ma to jak widzieć tylko to, co jest metr przede mną). W końcu jednak oczywiście dotarłam na szczyt i uznałam... że jest przyjemnie ciepło, cicho i samotnie (kocham takie klimaty). Z nadzieją na widoki już zdążyłam się pożegnać po drodze, więc sama je sobie zapewniłam, wyciągając z plecaka zielone opakowanie, dzięki stonowanej ciemnej zieleni wyjątkowo pasujące do spokojnej atmosfery. Chyba udzieliła się trochę chmurzyskom, bo zaczęły przede mną odsłaniać widok na stawy podczas drogi powrotnej, którą dodatkowo urozmaiciłam sobie właśnie tą (ostatnimi czasy jedyną występującą w moim Lidlu) Bellaromką.

Bellarom Czekolada deserowa śmietankowa z całymi orzechami laskowymi (dawniej Hazelnut Chocolate) zawiera 45 % kakao, a przez ilość składników mlecznych (mleka i śmietanki) jest przeze mnie uznawana za "ciemną mleczną".
Coś im chyba tłumaczenia nazw tych czekolad nie wyszły, wolałam je po angielsku.

Po rozchyleniu złotego papierka od razu poczułam arcysmakowite połączenie porządnej śmietanki i kakao. Wydało mi się dość "poważne" przez wzgląd na nieprzesłodzenie i łagodną orzechową nutkę w tle. Ta mogłaby być silniejsza - trochę zaskoczyło mnie, że taka ilość orzechów nie pachnie mocniej.

Co widać na zdjęciach, czekolada była bardzo, bardzo napchana całymi orzechami laskowymi. Nie trafiła mi się kostka, w której nie znalazłoby się kilka sztuk.
Przy łamaniu stawiała lekki opór, ale dzieliła się wraz z orzechami, które na szczęście siedziały w niej uparcie.

Kiedy już wgryzłam się w pierwszą kostkę, a czekolada zaczęła powoli rozpuszczać się w sposób gęsto-kremowy i tłustawy, tworząc nieco oblepiające bagienko, poczułam w sumie kontynuację zapachu. Naturalna mleczna śmietankowość stworzyła z solidną dawką kakao mocarne połączenie o nieprzesadzonym stopniu słodyczy. To smak przepysznej Bellarom Rich Chocolate, do której po dłuższym czasie doszedł motyw orzechów laskowych.

Językiem zaczęłam natrafiać na te orzechy, ale dopiero po ich rozgryzieniu, czułam je wyraźnie. Chrupały przyjemnie, uwalniając nieco prażony smak świetnie wchodzący w kakao.
Chwilami zdawał się wypływać właśnie także z kakao, ale wbrew pozorom ta czekolada nie była aż tak orzechowa jak na to liczyłam.

To bardzo pyszna czekolada z wyraźnie wyczuwalnym kakao, w którą wtopiono rewelacyjnie obrobione orzechy. Przyjemnie było czuć, jak się rozpuszcza czekolada, a w między czasie chrupnąć orzecha, ale cały czas miałam wrażenie, że czekolada i orzechy są trochę "obok siebie".

Liczyłam, że cala tabliczka będzie przesiąknięta laskowcami, jak Bellarom mleczna z migdałami, która cała niemal kipiała od migdałowości, ale... teraz miałam wrażenie, że albo duet kakao-mleczna śmietanka trochę to nasiąkanie hamuje, albo mleczna słodycz była bardziej podatna, albo po prostu orzechy laskowe nie są aż tak mocne, aromatyczne.
Fakt, że migdały wygrywają u mnie z orzechami laskowymi na starcie został tu zestawiony z tym, że przytoczona migdałowa była za słodka, a ta - w sam raz, więc koniec końców oceny wystawiam takie same.
Żeby przekonać się jak z tymi laskowcami i przesiąkaniem, zaopatrzyłam się w mleczną z orzechami laskowymi, która wyruszy ze mną w październiku.
Zjadłabym śmietankową z migdałami... ale takiej nigdy nie widziałam - a szkoda. Ciekawe jakby migdały wyszły w tej czekoladzie.


ocena: 9/10
kupiłam: Lidl
cena: 5,89 zł (promocja)
kaloryczność: 602 kcal / 100 g
czy znów kupię: wątpię

Skład: orzechy laskowe (27%), cukier, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, śmietanka w proszku (10%), mleko pełne w proszku (4%), naturalny aromat wanilii

środa, 3 sierpnia 2016

Bellarom Salzbrezel mleczna śmietankowa z solonymi preclami

Po Lindtcie Grand Plasir z karmelem i solą nabrałam tylko jeszcze większej ochoty na czekoladę z solidną ilością soli o grubych, wielkiej kostkach, w które mogłabym się wgryźć. Po prostu niedosyt w temacie czekolada & sól. Uznałam, że to idealny moment na czekoladę, do której myślami wracałam co jakiś czas, odkąd tylko do mnie trafiła, bo oprócz soli miała coś, co bardzo lubię.

Bellarom Salzbrezel to mleczna czekolada śmietankowa, o zawartości 33 % kakao, z solonymi preclami.
Jest to jeden ze smaków lidlowych czekolad Bellarom przeznaczonych na rynek niemiecki.

Po otwarciu opakowania i złotego papierka, poczułam zapach słodkiej mlecznej czekolady. Wyraźnie czułam tu moc śmietanki i pełnego mleka. Kakao też się subtelnie zaznaczyło i... to tyle. Kiedy zbliżyłam się do spodu, spod którego wystawało sporo kawałków precli, poczułam też taki bardzo delikatny słony charakterystyczny zapach.

Przełamałam. No, tabliczka oczywiście jest twarda, ale w dużej mierze z racji grubości. Dwa kawałki precli odleciały, ale reszta wciąż siedziała porządnie w czekoladzie. Wreszcie spróbowałam.

Sama czekolada jest smaczna i dobra jakościowo. Tak, czuć tu naturalną śmietankę i mleko; ich tłustość, która łączy się z tłuszczem kakaowym i nie jest przesadzona.
To poczucie naturalności, razem z nieśmiałym akcentem kakao, sprawiło, że miałam wrażenie że czuć tu trochę taką naturalną słoność (a może to już dodatek działał?).

W smaku ta pełnia składników mlecznych na szczęście nie jest zakłócona przez silną słodycz.
Czysta czekolada byłaby już pewnie za słodka, ale tutaj utrzymuje się na poziomie jak najbardziej do zniesienia (a nawet całkiem przyjemnym).

Czekolada jest bowiem bogato napchana kawałkami precli wielkości paznokci. 
Są dobrze wypieczone, a co za tym idzie - chrupiące. Smakują tak, jak powinien smakować każdy precel i są posolone jak należy. Na jednym kawałku, który odpadł, można zobaczyć kilka sporych kryształków soli. Czy ją czuć? I to jeszcze jak!
W momencie, gdy czekolada się rozpuszcza, rozchodzi się ten słonawy naturalny smaczek przy odrobince kakao, tu i tam pojawia się słone ukucie. Silne, przebijające się przez resztę smaków, a potem zgrabnie w nie wchodzące.

Pojawia się charakterystyczny smak precli, soli jest jeszcze więcej. Przełamują słodycz nie zakłócając śmietankowości.
Miałam wrażenie, że parę kryształków soli jest też w samej czekoladzie, nie na preclach, ale nie jestem pewna, bo tych jest naprawdę mnóstwo.
Na koniec w ustach pozostaje posmak precelków (a nie np. "poimprezowa" mieszanka słodyczy i słonych przekąsek).


ocena: 9/10
kupiłam: niemiecki Lidl (ktoś kupił na moją prośbę)
cena: 10 zł (właściwie to dałam 20 zł za dwie czekolady + za fatygę)
kaloryczność: 550 kcal / 100 g
czy znów kupię: mogłabym

Skład: cukier, tłuszcz kakaowy, śmietanka w proszku (14%), kawałki solonych precli 10% (mąka pszenna, olej palmowy, mąka ze słodem pszennym ?, skrobia pszeniczna, emulgator: mono- i diglicerydy kwasów tłuszczowych, regulator kwasowości: wodorotlenek sodu, drożdże), miazga kakaowa (33%), pełne mleko w proszku (4%), słodka serwatka w proszku, lecytyna słonecznikowa, naturalny aromat wanilii

niedziela, 10 lipca 2016

Bellarom Almond Milk Chocolate mleczna śmietankowa z migdałami

Kiedy dotarłam na grzbiet Ornaku, pogoda zaczęła się psuć. Patrząc na groźne chmury już wiedziałam, że z ukończenia zaplanowanej trasy i Starorobociarskiego Wierchu (na którym głównie mi zależało) nic nie wyjdzie. Przyzwyczaiłam się już do tego, że moje plany lubią iść swoją drogą, ale i tak byłam bardzo szczęśliwa. Po niezwykle długiej jak na mnie przerwie znów rozpościerał się przede mną widok moich Tatr. Tylko ja i one... jedyny człowiek, jakiego spotkałam na szlaku dawno już skierował się na dół.
Z plecaka wołało mnie jednak pewne czerwone opakowanie, które najwidoczniej także chciało napawać się atmosferą.

Bellarom Almond Milk Chocolate, czyli czekolada śmietankowa (mleczna) z całymi migdałami. Zawartość kakao to 33 %, a migdały stanowią 27 % całości, mamy więc klasyczny duet.

Otworzyłam tekturkę, a gdy rozchylałam złoty papierek dosłownie zbombardowała mnie smakowita woń migdałów. Lekko podprażone, otulone słodką śmietanką. Wtedy zobaczyłam, skąd ten zapach... cały spód dość jasnego czekoladziska był pełen migdałów! 

Odłamałam kawałek i wgryzłam się w pierwszą kostkę, odkrywając, że mimo tłustości, czekolada jest zwarta (nie topi się w palcach) i dość twarda. 

Od razu zaczęła się rozpuszczać w przyjemny aksamitny sposób, charakterystyczny dla śmietanki i tłuszczu kakaowego. Kremowo i bagienkowato, ale w żadnym wypadku nie ulepkowato.

Natychmiast rozchodził się też smak, którego poszczególne elementy wydawały się ścigać ze sobą.
Otóż mamy tu niezwykle silną śmietankowość - pełną i naturalną. Wypływa z niej też taka mleczna słodycz, łączy się z normalną słodyczą, co tworzy połączenie bardzo słodkie, ale wciąż wyraziste smakowo.

Akcent kakao daje o sobie znać, jego wyczuwalność nasila nuta migdałów, którymi trochę przeszła czekolada sama w sobie. Mniam!

Z rozkosznej czekoladowej mazi wyłaniają się pierwsze sztuki. Wielkie, całe i połówki, niezwykle mocne w smaku (który jest nieco prażony, co tylko podkreśliło migdały), i chrupiące tak bardzo, jak tylko można to sobie wyobrazić. Mają idealną konsystencję i smak. To boski dodatek w dodatku... cóż za ilość! W jednej kostce trafiło mi się siedem sztuk!

Rewelacyjnie łączą się z czekoladą, są tu kołem napędowym i, co najlepsze, dzięki nim ani trochę nie jest za słodko (a mogłoby się tak w końcu zrobić, sądząc po tym, jak smakuje czekolada sama w sobie). 

Ta tabliczka jest po prostu rewelacyjnym wyborem na szlaki itp. Bardzo słodka, ale wciąż wyrazista w smaku i dobra jakościowo. Trochę brakowało mi tu mocniejszego akcentu kakao znanego z Rich Chocolate, ale przy takiej ilości idealnych migdałów, jestem w stanie to wybaczyć. W tej cenie ciężko o lepszy interes. 


ocena: 9/10
kupiłam: Lidl
cena: 4.89 zł (za 200 g; promocja)
kaloryczność: 595 kcal / 100 g
czy znów kupię: w góry? bardzo możliwe

Skład: cukier, całe migdały (27%), tłuszcz kakaowy, śmietanka w proszku (12%), miazga kakaowa, pełne mleko w proszku (3,5%), słodka serwatka z mleka w proszku, lecytyna słonecznikowa, naturalny aromat wanilii

czwartek, 23 czerwca 2016

Bellarom Coffee Cream & White Chocolate kawowo-śmietankowa z białą

Możecie spodziewać się serii czekoladzisk-gigantów z Lidla, gdyż one jak nic pasują mi na wszelkie wędrówki i wyprawy, a tak się składa, że wreszcie mam za sobą pewne sprawy i... więcej czasu na przyjemności (chciałoby się powiedzieć "duże i małe", ale biorąc pod uwagę to, że mówię o zabieraniu Bellarom w góry to... są to tylko duże przyjemności). Pewnie rozwlekę to strasznie w czasie, ale trudno.

Bellarom Coffee Cream & White Chocolate to czekolada kawowo-śmietankowa (60%) z białą czekoladą (40%).
Jest w niej 34 % kakao i 21 % składników mlecznych, a kawa to całe 3 %.

Kiedy tylko rozchyliłam srebrny papierek, poczułam intensywnie kawowo-śmietankowy zapach rozchodzący się od grubej tabliczki. Od razu widać, że proporcje są bardzo "na plus" - ciemnej części jest więcej. 

Połamanie nie było taką łatwą sprawą przez jej grubość i całkiem solidną twardość - nie rozpuszcza się w palcach ani nic. Wreszcie mogłam wgryźć się w pierwszą kostkę. 

Na języku spoczęła częścią ciemniejszą. Od razu poczułam mocny smak kawy. I to nie byle jaki! Była to po prostu kawa, espresso, chociaż nie aż tak mocne i gorzkie. Wkomponowane w czekoladę, ale bardzo wyraziste. Nie jakiś tam "kawowy posmak". Dodatkowo, łatwo wyczuć akcent kakao, do którego już po chwili dołącza słodycz i tłusta, mleczna śmietanka. 

Biała część nie tłumi gorzkawości kawy, ale łagodzi ją, koloryzuje.  Jest tłustsza i słodsza, a także wydaje się mniej konkretna w smaku. Owszem, jest śmietankowa (przy oddzieleniu i spróbowaniu osobno czuć to najsilniej - to nie czysta śmietankowa esencja, a taka śmietankowo-maślana biała czekolada), ale przede wszystkim słodka - dobrze, że nie ma jej więcej. Robi się coraz bardziej słodko (przez moment może nawet za słodko), ale z racji tego, że białej czekolady jest mniej, to znika ona szybciej od ciemnej w momencie, gdy jeszcze nie doszło do przesłodzenia i pozostawia smak śmietanki i kawowo-kakaowy. Ten drugi pod koniec wydaje mi się jeszcze bardziej nasilony, jakby za sprawą kontrastu. Reszta ciemnej rozpuszcza się przyjemnie tłustawo i trochę zalepia. 

Kawowa część jest lekko słodka i przede wszystkim wyraziście kawowa, z akcentem śmietanki i kakao, co składa się na bardzo dobrą, głęboką czekoladę. Marzy mi się taka bez części białej, która jak dla mnie za bardzo "uładza" smak dołu. Jest smaczna, ale mogłaby być jeszcze bardziej śmietankowa aniżeli słodka

Nie zmienia to jednak faktu, że całość jest bardzo smakowita. Kawa jest niezakłócona, mleko i śmietanka też są pełne i wyraźne w smaku, kakao jest (chociaż wg mnie mogłoby być go jeszcze więcej)... no a słodyczy białej części to jest nawet i troszeczkę za dużo. Troszeczkę - to dobre słowo, bo nie powoduje przesłodzenia.
Do części kawowej widziałaby mi się jeszcze zawartość kakao z Rich Chocolate.

Miejsce między kawowym Zotterem Labooko (8/10), a kawową Vivani (10/10) jest wręcz przeznaczone dla tej czekolady. Naprawdę.


ocena: 9/10
kupiłam: Lidl
cena: 5.99 zł (za 200 g)
kaloryczność: 555 kcal / 100 g
czy znów kupię: może

Skład: cukier, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku (13%), miazga kakaowa, śmietanka w proszku (9%), kawa (3%), serwatka, emulgator: lecytyna słonecznikowa; naturalny aromat waniliowy

czwartek, 28 stycznia 2016

Bellarom Rich Chocolate ciemna śmietankowa

Jakiś czas temu (pewnie miesiąc, jak nie lepiej) była promocja na czekolady Bellarom w Lidlu - chyba po raz pierwszy! Nie mogłam z niej nie skorzystać i nie obkupić się w czekolady tej marki (które produkowane są przez producenta Vivani - tak swoją drogą) i pochwalę się Wam, że zaryzykowałam i wzięłam nawet białą z truskawkami - może akurat się przekonam? Musiałam jednak przed tym otworzyć jedną czekoladę (którą już miałam), żeby wiedzieć, czy zrobić jakiś jej zapas, skoro już można dorwać ją po okazyjnej cenie (tak wiem, zakupoholizm).

Bellarom Rich Chocolate to czekolada "ciemna śmietankowa", czyli zawierająca 45 % kakao, ze śmietanką, która jednak nie jest jedynym składnikiem mlecznym (jest jej ), bo mleko także jest w składzie, ale w stopniu znacznie mniejszym (5%). Tak czy inaczej, dla mnie brzmi bosko.

Otworzyłam tekturkę i zajęłam się złotym papierkiem. Jeszcze nim zobaczyłam głęboko brązowe grube czekoladzisko, poczułam smakowitą woń kakao i śmietanki.

Z trudem połamałam wielkie, twarde kostki, ale był to trud sprawiający wyłącznie przyjemność. Przy pierwszym kęsie utwierdziłam się w przekonaniu, że konsystencja jest bardzo porządna, solidna.

Nieco tłustawa, w sposób wyraziście śmietankowy i taki maślano-kakaowy, czekolada wita nas smakiem kakao, otulonym słodyczą. Zarówno o jednym, jak i o drugim wiele można powiedzieć. 

Słodycz jest przede wszystkim idealnie trafiona, bo nie narzuca się za bardzo i zdaje się wypływać jakby ze śmietanki. Mm, tłusta słodka śmietanka! Wydała mi się nieco karmelowa, pewnie w dużej mierze za sprawą karmelowo-palonego posmaku płynącego już z samego kakao. Oj, trzeba przyznać, że jest to idealny duet.
Kiedy kawałek powoli, w delikatny sposób, zalepiał usta, zaczął się od niego rozchodzić nieco kawowy smak, z odrobiną goryczkowatego akcentu. Motyw kawy doskonale zespolił się z dużą ilością śmietanki. To dwie przewodnie nuty w tej tabliczce.

Dość wyraźny był też posmak orzechów laskowych, przy których wydaje mi się, że nieodłącznie utrzymywał się akcent pełnego, naturalnego mleka. Tak jak już pisałam, był to jednak dalszy plan.
W oddali, mignęło mi coś w stylu słodowego posmaku, jednak zalanego nieprzesadzoną, a świetnie wyważoną, przyjemną słodyczą. 

To doskonały duet kakao i śmietanki, gdzie cukier pełni jedynie rolę dopełniającą. Przepyszna czekolada z nieprzekombinowanym składem.


ocena: 10/10
kupiłam: Lidl
cena: 3.99 zł (za 200 g; promocja)
kaloryczność: 577 kcal / 100 g
czy kupię znów: tak

Skład: cukier, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, śmietanka w proszku 14%, pełne mleko w proszku 5%, lecytyna słonecznikowa, naturalny aromat waniliowy

środa, 16 września 2015

Bellarom Milk Chocolate meets Neo mleczna z kakaowymi ciastkami Neo

O tym, że lidlowe podróbki wielu produktów są rewelacyjne, słyszałam już niezliczoną ilość razy. Sama jeszcze tego nie sprawdziłam, chociaż kilka produktów mam już na oku. Czy pojawią się recenzje? Chciałabym zrobić kilka porównań, ale kiedy do tego dojdzie - nie mam pojęcia.
Na razie uwzięłam się na konkretną rzecz. Dokładniej mówiąc, na lidlowa czekoladę, której w moim suwalskim Lidlu nie ma, najwidoczniej cywilizacja jeszcze tam w pełni nie dotarła.

Będąc u ojca, pierwszym poczynionym krokiem byli zaciągnięcie go do Lidla po tę właśnie czekoladę. Fenomen Oreo wywołał fale produkcji podobnych markiz, a Neo takimi właśnie są, produkcji lidliwej. Rzekomo lepsze. Ja nie sprawdzałam.

Bellarom Milk Chocolate meets Neo to mleczna śmietankowa czekolada z kakaowymi ciastkami Neo.

Przy okazji warto przyjrzeć się też samym czekoladom Bellarom. Ich producentem jest Weinrich, czyli producent "czekolad z lepszej półki", między innymi Vivani (powiem tak: tymi tabliczkami jestem oczarowana, ale recenzje jeszcze nieprędko). Czyli, można powiedzieć, że nie mamy tu do czynienia z tylko "lidlową podróbką", a czymś znacznie ciekawszym. 

Dzisiaj zajmiemy się ta 200-gramowa czekoladą, którą wydobyłam niemal z czcią zarówno z tekturki, jak i pozłacanego papierka. Naprawdę zaskoczył mnie jej wygląd: ogromne kostki, przypominające kostki Lindt'a, które wręcz uwielbiam. Mało tego, Bellarom są straszliwie grube - mają chyba centymetr!

Czekolada jest dość ciemna, jak na mleczną, ma odrobinę więcej kakao niż przeciętna czekolada - 34 % (te średnie przeważnie mają do 30 %) . Na spodzie jest cała masa wystających sporych ciastek, co według mnie zapowiada coś bardzo dobrego.

Zapach był bardzo zachęcający do zatopienia w niej zębów - bardzo mleczny, z nutami słodko-kakaowymi.

Oczarowana wizualną i aromatyczną stroną, połamałam tabliczkę. Z niemałym trudem.
Wreszcie pierwszy kęs znalazł się w moich ustach. Czekolada zaczęła dość szybko się rozpuszcza. Było to przyjemnie doświadczenie, gdyż odrobina tłustawości ułatwiła ten proces. Nie było to żadne obrzydliwy tłuszcz, a delikatny, mleczny wręcz, tłuszczyk. Czekoladę odebrałam jako kremową i wyraziście śmietankową. Czułam mnóstwo świeżej śmietanki. Słodycz była dość stonowana, a chociaż koniec koncie znalazła się całkiem wysoko w hierarchii smaków, tabliczki nie mogę nazwać przesłodzoną. Nutka kakao była delikatnie podkreślona przez tę słodycz właśnie.
W porządku, nie jest to głębia kakao, jakiej można uświadczyć w ciemnych, dobrych czekoladach, ale jak na ten przedział cenowy - jakość smaku jest doskonała.

Dodatkiem, który sprawił, że zainteresowałam się tą czekoladą, są kakaowe ciastka Neo. W tabliczce zatopione są większe i mniejsze kawałki, ale jest ich naprawdę sporo. Zaznaczają kakao jeszcze wyraźniej, a i same ten posmak jeszcze uwydatniają. Są goryczkowate, mają smak solidnie wypieczonych ciastek z ogromną ilością kakao.
Gdy szybko wprawić w ruch zęby, ciasteczka zdążą jeszcze przyjemnie chrupnąć, ale gdy pozwolimy każdemu kawałkowi rozpuszczać się w jego własnym tempie, herbatniki robią się miękkie i przyjemnie rozpuszczają się wraz z czekoladą, może minimalnie wolniej. Sprawiają wrażenie wilgotnych i są w pełni bezpieczne dla wrażliwych podniebień. Skojarzyły mi się z ciastem brownie, co chyba najlepiej oddaje ich smak i konsystencję.

Słodycz i śmietankowość czekolady doskonałe współgrają z kakaowymi ciasteczkami. Wszystko tworzy to połączenie, na punkcie którego oszalałam. Ta czekolada jest mistrzostwem w swojej kategorii. Zjadłam sama prawie całą tabliczkę (oczywiście nie na raz, bo przez moje i czekolady gabaryty nie dałabym rady czysto technicznie), a warto zauważyć, że większość dużych tabliczek zaraz po spróbowaniu kilku kostek, oddaję rodzinie.

Ta czekolada sprawiła, że postanowiłam obniżyć ocenę Milkom Oreo (100 g i 300 g), ponieważ jest od nich znacznie lepsza. A nie mogłabym przecież pokrzywdzić ją taką samą oceną.


ocena: 10/10
kupiłam: Lidl
cena: 5.89 zł (za 200 g)
kaloryczność: 545 kcal / 100 g 
czy kupię znów: tak

Skład: cukier, tłuszcz kakaowy,  ciastka kakaowe 18% (mąka pszenna, cukier, tłuszcz palmowy częściowo utwardzony, kakao w proszku, syrop glukozowy, mleko w proszku odtłuszczone, żółtko jaja w proszku, substancje spulchniające: węglany sodu, difosforany, sól, aromat), śmietanka w proszku 13%, miazga kakaowa, mleko w proszku pełne 4%, serwatka w proszku, lecytyna sojowa, naturalny aromat waniliowy