Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ehrmann. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ehrmann. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 sierpnia 2025

Ehrmann High Protein Double Choc

Ten deser miał pecha. Tego typu rzeczy dawno mi przeszły, ale od jakiegoś czasu coś takiego czekoladowego, z czekoladową śmietanką lub mousse'em za mną chodziło. W dodatku dowiedziałam się, że muszę znacznie zwiększyć spożywanie białka. Zaczęłam więc zerkać na produkty białkowe - acz jak z głową zaczęłam porównywać składy, większość okazała się tylko drogimi chwytami. Ten na przykład wcale aż tak zachwycająco proteinowy mi się nie wydał, gdy porównałam go do ulubionych jogurtów. Owszem, w porównaniu do innych czekoladowych deserów ze śmietanką wyglądało to już lepiej. A jako, że zwyczajnie miałam ochotę na coś takiego, tego nie próbowałam, postanowiłam kupić. Niestety, niedługo po tym Mama kupiła Nestle Gold Knackige Mousse Vanille. A że datę miał krótszą, najpierw rozprawiłyśmy się z podlinkowanym deserem. No i nasyciłam się takimi deserami na długo. Biorąc się za dziś przedstawiany deser, czułam, że mam przesyt za bardzo niemoich produktów. 

Ehrmann High Protein Double Choc to "czekoladowy deser mleczny z wysoką zawartością białka z bitą śmietanką czekoladową"; słodzony słodzikami, bez cukru; bez laktozy.

Nim zabrałam się do jedzenia, deser wystawiłam z lodówki na prawie 2 godziny, by doszedł do przystępnej temperatury.

Po otwarciu poczułam średnio, choć wyraźnie słodki zapach czekoladowo-kakaowego, acz niegorzkiego budyniu, w którym zaplątało się sugestywne echo orzechów laskowych, prezentujących się na mlecznej bazie. Czekolada i kakao stały jakby obok mleczności, nie było efektu mlecznej czekolady - do głowy przyszły mi raczej desery typu Monte.

Proporcje śmietanki do budyniu były niezłe, bo nie pożałowano żadnej z warstw. Początkowo wydawało się, że śmietanki było tylko niewiele mniej niż budyniu, jednak gdy zaczęłam jeść, odkryłam, że śmietanki było sporo, jednak budyniu o wiele, wiele więcej, iż miałam wrażenie, że się nie kończy. W tym przypadku wydawało mi się, że pudding za bardzo zdominował deser. Tym bardziej, że pod względem struktury i ciężkości niezbyt do śmietanki pasował.
Śmietanka mimo że tłusta, nie była ciężka, a porządnie napowietrzona i lekka. W dodatku pochwalić się mogła trzymaniem swojej chmurkowej formy. Jednak zaskoczyła mnie, że w miarę jak jadłam (długo), ona podsychała na brzegach; na ściankach i wieczku w ogóle zrobiła się zaschnięta warstewka, przypominająca twardą skorupko-folię. Dziwne.
Śmietanka w ustach nieco gęstniała i sugerowała marginalną pylistość, a do tego lekko ściągała zęby.
Budyń pod spodem był bardzo gęsty, wręcz trochę sztywny i kremowy. Łyżeczkę spokojnie można w nim postawić, a po przechyleniu kubeczka do góry dnem, ani trochę się nie ruszał. Dał się poznać jako idealnie gładki i trochę wręcz śliskawo-glutowaty, jakby żelatynowy. Tłustość śmietanki stała na średnio-wysokim poziomie. Wypełniał usta i je zalepiał, ciesząc gęstością i czekoladową mazistością, rozpływając się w tempie umiarkowanym.

Powiedziałabym, że to Ehrmann High Protein Chocolate Pudding. Twór masywny i bardzo syty. Najadłam się nim już jakimiś 2/3 deseru, potem trochę przytłaczał i wręcz męczył.
Podczas jedzenia warstwy okazały się średnio do siebie pasować. Tak chmurkowa śmietanka i ciężko-syty spód były kontrastowe. Obie bardzo otłuszczały usta, mimo że deser nie był straszliwie tłusty. 

W smaku śmietanka przywitała mnie delikatną słodyczą i nutką cierpkawego kakao. Czuć je wyraźnie, mimo że nie było gorzkie. Grzecznie zgrało się ze śmietankowością samą w sobie, co kojarzyło mi się z dawnymi lodami kakaowymi z budki, robionymi "domowo". Ta część jawiła się jako łagodna.

Budyń w smaku witał się słodką, nieokreśloną czekoladą i mlekiem. Wyraźnie wyczuwalna śmietanka nie podyktowała czekoladzie mleczności - ta ewidentnie należała do bazy. Nie pchała się do czekoladowości. Choć pokazało się też lekko cierpkie kakao, czekoladowość nie była gorzka. Ciemna za to owszem. Powiedziałabym, że to raczej mieszanka "kakałka" i czekolady słodko-wytrawniejszej, których słodycz wzrastała z czasem do średnio-wysokiego poziomu. Słodycz łączyła czekoladowość z mleczną bazą w harmonii. Chwilami budyń robił nieśmiałe aluzje do smaku czekoladowo-orzechowego. A jednak, po paru łyżeczkach ze słodyczy wyłamywał się też sztuczny słodzik.

Kiedy sam budyń zagarniałam bezpośrednio po śmietance, jawił się jako ten mocniej czekoladowy; ciemnoczekoladowy, choć słodki - i to niestety w jawniej słodzikowy sposób. Z kolei gdy po budyniu zagarnęłam samą śmietankę, przedstawiała się jako bardziej słodka i "kakałkowa".
Wydawało mi się, że bardziej jakby zwykła śmietanka, ujawniała słodzikowość puddingu.

Gdy zagarniałam i śmietankę, i budyń jednocześnie, wątki czekoladowo-kakaowy i mleczno-śmietankowy znalazły się na równym poziomie, a mnie do głowy znów przyszedł deser a'la Monte. A jednak... śmietanka jako kakaowa bita śmietanka zatracała się. Wolałam więc zagarniać warstwy oddzielnie.

Po zjedzeniu został nieprzyjemnie sztucznie słodzikowy posmak, a ja czułam się trochę przesłodzona i ogólnie przytłoczona tym deserem. Oprócz tego czułam wyraźnie śmietankowo-mleczny wątek i czekoladę niemleczną, ale też nie mocno ciemną; lekko "kakałkową".

Deser uważam za dobry, choć mam wątpliwości co do jego gramatury i formy - jak na coś takiego, sytego etc., spokojnie mógłby być mniejszy. Pod koniec bowiem robił się męczący, a jego poszczególne elementy (zwłaszcza słodzikowość) przytłaczały. Smaczna baza Ehrmann High Protein Chocolate Pudding zyskała godne towarzystwo porządnej, kakaowej śmietanki. Może nie współgrały zachwycająco, ale też sobie nie przeszkadzały. Słodycz całości była przyjemnie niska jak na tego typu produkty (ogólnie średnia, ale po deserze tego typu można by się spodziewać przesłodzenia), lecz szkoda, że tak słodzikowa. Za ogromny plus uważam wydźwięk ciemnoczekoladowo-kakaowy, mimo wyraźnie wyczuwalnej mleczno-śmietankowej części.
Nie wiem, czy Ehrmann High Protein Chocolate Pudding oceniłabym na te 8 obecnie, ale... może tak, a po prostu ten pudding w kontraście do śmietanki wyszedł nieco gorzej.


ocena: 7/10
kupiłam: Auchan
cena: 7,01 zł (za 200g)
kaloryczność: 81 kcal / 100 g; cały 200g - 162 kcal
czy kupię znów: nie

Skład: mleko odtłuszczone, białka mleka 8,0%, śmietanka 5%, kakao w proszku 1,4%, skrobia modyfikowana, kakao w proszku o obniżonej zawartości tłuszczu 0,5%, substancje zagęszczające (karagen, E 466), żelatyna wołowa, barwnik E150c, emulgator E472b, laktaza, aromat naturalny, substancje słodzące (Acesulfam K, sukraloza), aromat

niedziela, 3 grudnia 2023

Ehrmann High Protein Lemon Mousse

Nie wiem, co też mnie podkusiło to kupić. Jakaś niezdrowa ciekawskość, bo na pewno nie zwykła ciekawość. Było to jednak latem, kiedy nawet osoba żywiąca tak skrajną niechęć do chłodnego jedzenia (wyjątek: sushi) jak ja, pomyślała, że można zjeść coś lodówkowego i lżejszego. Chodził za mną cytrynowy nabiał, ale nie miałam pomysłów, jak i co samej skomponować. A mousse'y? Choć ogólnie obecnie nie lubię, zdarza się, że dziwna ochota mnie najdzie. I jako że Valio PROfeel Protein Mousse Chocolate Flavour odebrałam nieźle, a dzisiaj prezentowany nie miał paskudnego składu, kupiłam. I na lato taki produkt uważam za ok. W kolejce wpisów do publikacji skazałam go jednak na czekanie na dzień... mało pasujący, ale trudno. Lekki jak chmurka śnieg może skojarzeniowo do mousse'u pasuje, ale... to, że cytryna warunkuje kolor żółty... sprawiło, że sama zaśmiałam się z tej myśli i skojarzenia.

Ehrmann High Protein Lemon Mousse to mus o smaku cytrynowym, a dokładniej "deser mleczny z 10 % wsadem cytrynowym z wysoką zawartością białka, bez laktozy i cukru". Zawiera substancje słodzące.

Przed zjedzeniem deser wyjęłam na niecałe 2 godziny, by doszedł do temperatury pokojowej.

Po zerwaniu wieczka poczułam kwaśno-soczysty zapach cytryny o naturalnym charakterze. Łączył w sobie mnóstwo soku z owocu z akcentem białych włókien. Mleczna baza deseru zaznaczyła się subtelnie, a słodycz wydała mi się wycofana i częściowo chłodna. Częściowo zaś naturalnie mleczna.

Zanurzając łyżeczkę trafiłam na lekką i puszystą piankę. Powiedziałabym, że definicyjny mousse.
W trakcie jedzenia czułam się, jakby była to piankowa bita śmietanka z wilgotną lepkością budynio-puddingu. Deser zaskoczył mnie tym, jak w ustach lekko gęstniał, rozpływając się powoli. Zmieniał się trochę w mazisty i soczysty budyń, ale z wyraźnie wyczuwalnymi bąbelkami. Plaskał i wręcz syczał. Do tego upuszczał trochę soczystości.
Szybko, już po paru łyżeczkach, trochę cierpko ściągał. Gdy zjadłam ok. połowę, zęby miałam już nieźle ściągnięte.

Pierwsze sekundy zafundowały delikatny smak stonowanego splotu mlecznej bazy, akcentu cytryny i chłodnej słodyczy.

Mleczność ustanowiła tło, choć nie jakoś szczególnie wyraziste. Pomyślałam niby o bitej śmietance, ale nabiałowy wątek wydawał się nieśmiały, zgaszony. Trochę wodnisty?

Zaraz jednak pomknęła cytryna, niczym niehamowana. Była kwaśna i soczysta, w pełni naturalna. Zdominowała kompozycję zupełnie, zajmując pierwszy, drugi i trzeci plan. Kwaśność wzrosła do wysokiego poziomu, lecz nie był to kwach, a kwaśność w pełni owocowa, soczysta i orzeźwiająca. Królowała do mniej więcej połowy rozpływania się porcji w ustach.

Słodycz, początkowo niska, z czasem rosła. Do soczystości, rześkości cytryny dodała chłodek, a następnie dosłownie uderzyła. Nakręciła się drastycznie, dając się poznać jako lekowa. Do głowy zaraz przyszedł mi Febrisan (piłam to lata świetlne temu, ale dałabym sobie rękę uciąć, że to ten smak). Zrobiło się sztucznie. Mimo jednak takiego wzrostu słodyczy, mousse wciąż był kwaśny.

Mleczna baza z czasem już w ogóle jedynie pobrzmiewała, ale delikatnie czuć ją cały czas. Z cytrynowością zgrała się przyjemnie, pilnując, by kwaśność nie przegięła. Raz po raz zrobiła nawet drobną aluzję do jogurtu. Zaopiekowała się też jakby częścią słodyczy. Trochę była bowiem właśnie naturalnie mleczna.

W tle zaznaczyła się cierpkość. Słodzik nie dawał za wygraną, ale i cytryna nieźle walczyła. Wraz z mleczną bazą trochę udało jej się ten słodzikowy lek (Febrisan?) przytemperować, jednak cały czas pobrzmiewał. Cierpkość wydała mi się wtedy lekko serkowa, z echem czegoś niedookreślonego (do głowy przyszły mi maślaność i żelatyna, ale to było za delikatne, by uchwycić).

Właśnie nieprzyjemny niesmak zostawał po zjedzeniu. Po zrobieniu choćby nieco dłuższej przerwy między jedną łyżeczką, a kolejną, męczył bardzo, choć czuć go od pierwszej łyżeczki (ale jeszcze da się znieść). Reprezentował cierpkość słodziku i lekową słodycz. Może nie była bardzo wysoka, lecz cechowała ją napastliwość. Czułam mleczny akcent oraz sporo soczyście kwaśnej cytryny, ale niestety to obrzydliwy, lekowy słodzik przewodził. Aż odechciewało się jeść i w końcu odpadłam. Zmuliło mnie i czułam potrzebę umycia zębów.

Mousse zdenerwował mnie. Głównie tym, że to ogromny, głupio zmarnowany potencjał. Konsystencja taka, jaką mousse powinien mieć; nie za tłusty, nie za ciężki. Zapach przyjemny, a smak w pierwszych chwilach obiecywał coś naprawdę dobrego. Soczysta, pozytywnie kwaśna cytryna o naturalnym wydźwięku po paru chwilach jednak zostawała obalona przez obrzydliwą, lekową słodzikowość. I nawet nie chodzi o to, że deser przesłodzono... Po prostu jej smak, wydźwięk był taki, że odechciewało się jeść. Posmak paskudny, aż gryzący. W konsekwencji nie dałam rady zjeść całości i nieco mniej niż połowę zostawiłam Mamie.
Swoją drogą, nie jestem przekonana, czy jest sens robienia opakowania aż 200g samego mousse'u tego typu. Wydaje mi się, że takie rzeczy sprawdzają się bardziej jako dodatek do deseru np. budyniowego, jogurtu. Ten jednak z niczym by się nie sprawdził, bo choć w zasadzie jest niezły, to słodzik go zepsuł. Szkoda. Gdyby nie posmak-niesmak od słodziku, kiedyś nawet mogłabym wrócić, a ocena byłaby jeszcze wyższa. Oceniłam, biorąc pod uwagę, że jest bez laktozy i z dużą zawartością białka, a w składzie znalazłam nawet kultury bakterii jogurtowych. To niewątpliwe zalety.

Mama mousse'u była ciekawa, bo choć nie lubi mousse'owatych deserów typu Valio PROfeel Protein Mousse Chocolate Flavour, uwielbia serię jogurtów Bakomy właśnie z musami owocowymi, a kiedyś uwielbiała Mullery Froop. Nastawiła się pozytywnie, mimo że nie znosi nabiału proteinowego i jak ja nie lubi słodzików. Spróbowała trochę i stwierdziła, że nie da rady tego zjeść. Powiedziała: "Dla mnie to jest za cierpkie, aż pod koniec zęby ściąga. Cytryna... no fajnie, ale ten słodzik i posmak, niesmak potem okropny zostaje". Ja niestety już tego, co zostawiła nie skończyłam, bo jak pisałam - słodzikowy niesmak skutecznie odstrasza i o żadnym powrocie nie chciałam myśleć. Zgodziłyśmy się jednak, że pewnie ludzie przyzwyczajeni do słodzików odbiorą to inaczej.


ocena: 6/10
kupiłam: Auchan
cena: 5,98 zł (za 200g; promocja)
kaloryczność: 80 kcal / 100 g; cały 200g - 160 kcal
czy kupię znów: nie

Skład: mleko odtłuszczone, białka mleka 8,4%, śmietanka, woda, zagęszczony sok cytrynowy 2,3%, substancje słodzące (erytrytol, sukraloza, acesulfam K), skrobia modyfikowana, żelatyna spożywcza (wołowa), emulgator 472b, komórki cytryny 0,2%, naturalny aromat (zawiera mleko), substancje zagęszczające (pektyny, guma guar), laktaza, barwiący koncentrat roślinny (z krokosza barwierskiego), żywe kultury bakterii jogurtowych

sobota, 29 lutego 2020

Ehrmann High Protein Columbian Coffee Pudding

Zupełnie abstrakcyjnie razu pewnego zaczął chodzić za mną jakiś glut: kisiel, galaretka... cokolwiek takiego dziwnego i kolorowego, czego nigdy nie lubiłam. Znam jednak siebie i wiem, że po prostu czasem tak mam, że przejdzie mi przez głowę myśl: "zjadłabym...", ale tak naprawdę nie robię nic w tym celu, bo wiem, że gdyby przyszło co do czego, kręciłabym nosem. Z kolei z niektórymi produktami / producentami mam odwrotnie: ochota czy niechęć, zobaczę nowość, a i tak kupić muszę. Tak właśnie nabyłam ten deser. Zobaczyłam, pomyślałam, że nowość / limitka, kupiłam. Dobrze, że akurat trafiło, że na rzeczy kawowe patrzę bez emocji. Jakoś tam się temu deserowi udało wpisać i w "glutowość" - tłumaczyłam sobie. Brąz to też kolor... Tu jednak miałam nadzieję, że w sumie glutowato aż tak nie będzie, a tradycyjnie kremowo-łychostajnie oraz że kolor taki wściekły i sztuczny jak galaretek / kisieli nie będzie. Czy liczyłam, że będzie smacznie? Ze zdziwieniem uzmysłowiłam sobie, że było mi to obojętne.

Ehrmann High Protein Columbian Coffee Pudding to białkowy deser mleczny o smaku waniliowym, bez cukru i laktozy (zawiera jej mniej niż 0,01g/100g; słodzony słodzikami). Deser waży 200 gramów.

Mimo że producent pisze, że nie trzeba, ja deser trzymałam w lodówce. Jako że nienawidzę zimnego / chłodnego jedzenia, wyjęłam go z niej na godzinę przed jedzeniem, by doszedł w temperaturze pokojowej.

Gdy tylko zerwałam wieczko, poczułam zapach słodko-gorzkawej kawy ze sporą ilością mleka. Zupełnie nie było to coś, co chciałabym czuć, nachylając się nad kawą, ale nad budyniem... Było nieźle.

Deser miał gęstą i lepiąco-zapychającą konsystencję. Łyżeczka spokojnie w nim stała, a przewrócony do góry dnem, nie wypadał z kubeczka. Wydał mi się bardzo sycący. Cechowała go wręcz śliska gładkość, ale też tłusto-maślana kremowość. Ten wariant wydał mi się odbiegać konsystencją od reszty smaków. Był bardziej zbity (a nie tylko gęsty), właśnie... maślany, odpychający.

W smaku od samego początku czułam wysoką słodycz. Kawa też odezwała się bardzo szybko, jednak była to słodka kawa. Gorzkawość zaznaczyła się, ale nie wyszła na prowadzenie. Splotła się za to ze słodzikowym motywem. Ten też nie był silny, ale łatwy do odnotowania i napastliwy.

Gorzkość dodatkowo zalało mleko. Wymieszało się ze słodyczą, a ja poczułam maślaną nutę. Przypomniały mi się tanie słodycze, które zalatują czymś z pogranicza toffi i cappuccino - właśnie coś takiego czułam także tu... częściowo wchodziło to w smak słodko-mlecznej kawy. Na szczęście wciąż miała w sobie coś z kawy właśnie, takiej jak przystało zwyczajnej rozpuszczalnej.

Maślany motyw zdecydowanie mi przeszkadzał. Cappuccino i latte lały mi się przed oczami, jednak  i lekką goryczkę czułam. Ta znów podkreśliła nutkę słodziku, także lekką sztuczność.

Sztuczność (nie jestem pewna czy kawowa, czy słodzikowa, bo w sumie nie taka mocna) i goryczka kawy rozpuszczalnej, palony klimat pozostały w posmaku.
Czułam się zapchana i zamulona... ale nie tyle fizycznie, co z takim maślano-tłustawym efektem na ustach. Zjadłam bowiem niewiele, odpychało mnie od tego. Takie zbite masło... brr.
Skończyła Mama uwielbiająca desery kawowe (jogurt kawowy Bakomy czy Bon Creme to jedne z jej ulubionych; swoją drogą uwielbia toffi). Uznała, że to "tłusta gamoła, jak ser taki jak gouda normalnie, w pierwszej chwili myślałam, że wyrzucę, ale przypomniałam sobie, że dużo białka, bez laktozy... to zjadłam. Mało tam tej kawy czuć. Rzeczywiście jakiś tłusty. Jakby był rzadszy i bardziej kawowy to by lepszy był".

Całość wyszła dziwnie. W zasadzie słodko-mlecznej kawy aż tak bym się nie czepiała, gdyby nie ta maślaność wpadająca w toffi. Nie pasowało mi to tutaj. Podobnie jak słodzik - przeszkadzało, mimo że deser nie był przesłodzony. Struktura też odbiegała od pozostałych proteinowych puddingów Ehrmanna. Deser postrzegam jako dość obleśny. Maślany posmak... no, gdyby to jeszcze miał być smak cappuccino / latte... ale ta kawa tutaj coś sobie nie radziła. Cieszę się, że Mama miała w sumie podobne odczucia, więc na pewno nie jest to kwestia, że nie leżą mi słodycze kawowe i obecnie tego typu desery. Już wolę mdły, według mnie niesmaczny waniliowy, od którego przynajmniej mnie nie odpychało (tamten dałam radę zjeść).


ocena: 3/10
kupiłam: Auchan
cena: 7,09 zł
kaloryczność: 76 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: mleko odtłuszczone, białka mleka 9%, śmietanka, kawa palona 1%, modyfikowana skrobia kukurydziana, laktaza, substancje zagęszczające: karagen, E 466; substancje słodzące: acesuflam K, suklaroza; barwnik: E 150d, karoteny; sól, aromat

środa, 4 grudnia 2019

Ehrmann High Protein Choco & Coco Pudding

Od roku, dwóch jakoś mam niechęć do wszelkich deserów / słodkich serków i jogurtów. Nigdy nie byłam ich wielką fanką, ale czasem lubiłam zjeść - teraz już nie cieszą. Satysfakcjonują mnie tylko czyste jogurty (ewentualnie z owocami / dżemem 100 %) i serki. Do Ehrmanna mam jednak słabość i jako że jego proteinowe budynie to jedne z nielicznych rzeczy białkowych, które mi zawsze jakoś tam smakowały (a nienawidzę białkowości), to gdy zobaczyłam limitkę w Auchanie, kupiłam. Wiedziałam bowiem, że gdybym tego nie zrobiła, najzwyczajniej w świecie bardzo bym pożałowała, gdy ta już by zniknęła.

Ehrmann High Protein Choco & Coco Pudding to białkowy deser mleczny o smaku czekoladowo-kokosowym (powiedziałabym, że kakaowo-kokosowym), bez cukru i laktozy (zawiera jej mniej niż 0,01g/100g; słodzony słodzikami). Deser waży 200 gramów.

Mimo że deser ponoć nie musi stać w lodówce, ja go w niej (jak wszystkie takie) trzymałam, a godzinę przed jedzeniem wyjęłam, by odtajał.

Zerwawszy wieczko poczułam intensywny zapach aromatu kokosowego i kakao, a dzięki wyobraźni na chwilę przeniosłam się do dzieciństwa, do momentu rozrywania paczki draży Korsarz kokosowych w polewie kakaowej. Efekt był więc miły, ale szybko wizja ta ustąpiła innej. Po chwili i w trakcie jedzenia czułam się, jakbym nachylała się nad kokosowo-kakaowym likierem. Na etapie wąchania zapowiadało się, że słodycz będzie niska, a chemia mimo wszystko nie odrzuciła mnie od siebie.

Konsystencja jak zwykle urzekła mnie z racji gęstości. Deser był bowiem wręcz... stały, lepki, po odwróceniu kubeczka do góry dnem, nie wypadał, trzymał się go mocno. Gęsty, lepiący i zapychający (co już takie urzekające nie było), mnie nasycił porządnie. Wprawdzie trochę przeszkadzała mi jego gładka śliskawość, ale nie odbiegał pod tym względem od innych deserów z serii (a zmieniło się moje nastawienie).
Nie było w nim białkowej proszkowości, ale pewna iluzoryczna suchość (nawet nie pylistość!) kakao już tak. Co więcej, lekko ściągał zęby.

Gdy zabrałam się za jedzenie, przywitał mnie intensywny kokos. Jako pierwszy błyskawicznie uderzył aromat, trochę nazbyt nachalny, ale zaraz rozszedł się, dopuszczając do siebie ogólną kokosowość.

Kakao też nie czekało, szybko dając o sobie znać. Zrobiło to poprzez gorzkawość, mieszającą się już na starcie z lekką słodyczą. Od razu pomyślałam o kokosowo-kakaowym likierze i kokosowych drażach w polewie kakaowej.

Słodycz jednak trzymała się zaskakująco niskiego poziomu. Jakby zgłuszonego. Trochę tylko zabarwiła delikatną bazę mleczną, która chwilami wydawała się nieco mdława, ale bez wątpienia mleczna i z sugestią mleka kokosowego. Te wątki uległy na rzecz innych...

Wyraźnie czułam słodzikowość, która chwilami wydawała mi się wręcz ostra. To zaś tworzyło złudzenie alkoholu, i to dość ordynarnego.

Bardzo wiele zdziałał tu aromat kokosowy. Podrasowany charakterkiem gorzkiego kakao, w drugiej połowie każdej łyżeczki, a już zdecydowanie po zjedzeniu jakiejś tam części deseru, poszedł w kierunku likieru. Deser przybrał bowiem jego smak. Likieru kokosowego i likieru kakaowego, dość gorzkiego. Ewentualnie ciemnoczekoladowych (takich "deserówkowych") czekoladek z nadzieniem kokosowo-alkoholowym. Mieszanka tychże, słodkich w specyficzny sposób, sprawiała wrażenie bardzo alkoholowej (ale realnie bez %). Efekt niemal pieczenia w język / gardziel też się w to wpisał (acz pochodził od słodziku). Stała za tym także sztucznawość, ale nie poczucie, że "wali chemią".

Po zjedzeniu pozostał jakby likierowy, ostry posmak kokosa i kakao z aromatu. Nie czułam, by było mi jakoś szczególnie za słodko (choć słodko było, jak po polewowych / "deserówkowych" czekoladach?), ale... nażarłam się za to. Ledwo zjadłam do końca, lecz skojarzenia, jakie jego smak wywoływał były tak intrygujące, że mnie nie nudził.

Deser... smakował mi umiarkowanie, w dziwny sposób. Wciągnąć się w niego łatwo, acz nie był po prostu smaczny, bo to raczej smaczność z echem obrzydliwości. Dobra ciekawostka na raz. Po zjedzeniu byłam dosłownie przeżarta i w zasadzie... z niesmakiem, a nie posmakiem w ustach.
Polemizowałabym też z tym, czy jest on "czekoladowy" - według mnie mocno "kakaowy".

To chyba najwyrazistszy w smaku deser z serii, taki... alkoholowo-ostry, mocno kokosowy i kakaowy, ale też najryzykowniejszy.
Jako że obecnie takie desery nie są w moim guście, a cena odstrasza skutecznie, uważam go za dobrego na raz; powrotu nie planuję.
O ile czekoladowy był po prostu smaczny, karmelowy obrazowy i ciekawy w przekazie, tak ten intrygujący, dziwny i wciągający - każdy ma inne zalety, które zadecydowały o tej samej ocenie. O ile jednak do czekoladowego mogłabym wrócić, tak tutaj to palenie w jęzor mi przeszkadzało i nie będę płakać, gdy zniknie.


ocena: 8/10
kupiłam: Auchan
cena: 7,09 zł
kaloryczność: 81 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: odtłuszczone mleko, 8,5% białko mleka, śmietanka, 1,8% kakao w proszku, 1% mleko kokosowe w proszku, 0,2% odtłuszczone kakao w proszku, skrobia modyfikowana, laktaza, substancja zagęszczająca: karagen, E466; substancje słodzące: aesulfam K / E950, sukraloza / E955; aromat

czwartek, 31 października 2019

Ehrmann Grand Dessert Double Choc

Producenci wszystko zmieniają, ale nie uważam, by był to problem naszych czasów. Obstawiam, że zmieniają od... zawsze. I niektórzy zmieniają pewnie produkując na dany kraj, inni pewnie trochę inaczej robią pod swoje logo, inaczej incognito. Ot, ostatnio stoicko jakoś do tego podchodzą. Tak się jednak zastanowiłam, że chyba nigdy nie jadłam odpowiednika Desselli spod oryginalnego, pełnoprawnego szyldu Ehrmanna. Postanowiłam to zmienić, mimo że jakoś ostatnio właśnie spożywczo wydaję się sobie "dojrzalsza sobą" i takie desery mnie już po prostu... Nie obchodzą. Chciałam jednak skompletować smaki serii na blogu. Żeby właśnie swoją ewolucję zaznaczyć.

Ehrmann Grand Dessert Double Choc to "deser mleczny czekoladowy z bitą śmietanką o smaku czekoladowym". 

Po otwarciu poczułam wyrazisty zapach czekolady i kakao. Był słodki, ale zaskakująco nisko.

Proporcje śmietanki do budyniu wydały mi się świetnie trafione. Żadnej części bowiem nie poskąpiono, ale śmietanki nie dali na tyle dużo, by miała przytłoczyć (nie ma tego uczucia zatłuszczenia zanim dojdzie się do zasadniczej części). Osobiście nie lubię bitej śmietany, a nawet do tej Ehrmanna podchodzę z rezerwą, więc to opcja bezpieczna. Jednocześnie nie można narzekać, że za mało.

Co więcej, śmietankę Ehrmanna cechuje jakość. Nie ma problemu z utrzymaniem swej formy. Owszem była tłusta, ale zarazem lekka i odpowiednio napowietrzona.
Skrywała budyń o konsystencji bardzo gęstej i kremowo gładkiej, choć z lekko pylistą sugestią. Śmietankowej, ale nie nadto tłustej. To nie glut, a minimalnie glutowaty budyń, trzymający się kubeczka.

W smaku śmietanka, mimo oczywiście swojej własnej delikatnej słodyczy i śmietankowości, zaserwowała mi całkiem wyraziste, cierpkawe kakao. Nie gorzkie czy głębokie, ale smakowite.

To doskonałe preludium do smaku budyniu. W nim czuć pełnię smaku śmietankowej bazy, a choć mleczność za jej sprawą odegrała dużą rolę, czekoladowość kierowała się ku takiej "kakałkowej", choć wciąż mlecznej. Powiedziałabym że jak czekolada śmietankowa o podwyższonej zawartości kakao, bo je czuć. W deserze nie uświadczyłam oczywiście cienia gorzkości, a sowicie czekoladowy smak. Słodycz od początku była dość silna, choć rozłożona odpowiednio (tak w miarę obiektywnie, jak na taki deser). Niestety jednak miałam wrażenie, że pobrzmiewała w niej pewna sztuczność.

Po zjedzeniu pozostało poczucie naprawdę silnej słodyczy i posmak mlecznej czekolady... niestety jednak właśnie z nutką chemii.

Deser uważam za bardzo dobry, prawdopodobnie jeden z najlepszych w swojej kategorii, jednak nie w pełni satysfakcjonujący mnie. Wydawał mi się jakoś tak... mniej ewidentnie czekoladowy, mlecznoczekoladowy niż Dessella z Biedry, co nawet nie jest jeszcze zarzutem. W tym doszukałam się pewnej sztuczności (obstawiam syrop g-f), ale wątpię, by Dessella była lepsza pod tym względem. Ja się chyba po prostu wyczuliłam.
Całościowo jednak? Super, że nawet mi śmietanka smakowała. Ocena... to taka deserowa ocena, biorę pod uwagę rynek, mimo że znawcą tematu nie jestem.


ocena: 8/10
kupiłam: Lidl
cena: 1,99 zł
kaloryczność: 119 kcal / 100 g; porcja 190g - 226 kcal
czy kupię znów: nie wykluczam, jeśli kiedyś miałabym kaprys na coś takiego

Skład: mleko odtłuszczone, 20% śmietanka, serwatka, syrop glukozowo-fruktozowy, cukier, skrobia modyfikowana, 1,7% kakao o obniżonej zawartości tłuszczu, 1% czekolada (cukier, kakao w proszku, tłuszcz kakaowy), substancje zagęszczające: karagen, guma guar, żelatyna wołowa; emulgator: E472b. aromat

sobota, 25 maja 2019

Ehrmann High Protein Caramel Pudding

Karmelowe desery zupełnie mnie nie kuszą, Mama z kolei je uwielbia i kiedy tylko zobaczy jakąś nowość, nie może jej się oprzeć. Gdy pewnego dnia to ja włożyłam do sklepowego wózka karmelową nowość... wytrzeszczyła na mnie oczy. Czyżby role się odwróciły? Ależ nie, po prostu w Polsce pojawił się trzeci smak białkowych deserów Ehrmanna. A że ja mam słabość do jego gęstwin... no cóż. Bałam się trochę, ze będzie powtórka nijakości wersji waniliowej, ale czekoladową wspominałam miło.

Ehrmann High Protein Caramel Pudding to białkowy deser mleczny o smaku karmelowym, bez cukru i laktozy (zawiera jej mniej niż 0,01g/100g; słodzony słodzikami). Deser waży 200 gramów.

Od razu po otwarciu poczułam smakowity zapach z pogranicza krówki, a skojarzenia z Werther's Original w mlecznej konwencji o nie za mocnej słodyczy.

Budyń okazał się tradycyjnie gęsty, wręcz stały i łychostajny, przylepiony do kubeczka tak, że nie wypływał z niego po przewróceniu do góry dnem. Na łyżeczce prześmiewczo się gibał. Był gładko-śliski, a przy tym zalepiająco-zapychający. Mojej osobie wydał się bardzo sycący, że ledwo zjadłam całość.

W smaku od pierwszej chwili czułam stonowaną słodycz. Najpierw skojarzyła mi się z krówką, ale gdy rozeszła się mleczność rozmywająca słodycz, do głowy przyszły mi raczej cukierki mleczne / śmietankowe. Takie... bardzo, bardzo mleczne.

Punkt kulminacyjny był znacząco słodki, ale nie przesłodzony. Nie czułam słodziku, a przyjemny, krówkowo-cukierkowy, mleczno-karmelowy smak. Dokładnie tak sobie wyobrażam Werther's Original w wydaniu deseru mlecznego.

W posmaku pozostała mleczna krówka, mleczny smak takowych cukierków o smaku maślanokarmelowym (albo już prawie toffi?) i lekko zaznaczony słodzik.

Całość okazała się zaskakująco smaczna. Słodka, smakująca ewidentnie jak takie mleczno-karmelowe cukierki, ale w żadnym wypadku nie przesłodzona. Wyrazista, ale nienachalna. Nie czułam słodziku ani nieprzyjemnych posmaków. Konsystencja cudowna. Nie lubię karmelowych deserów, ale ten... muszę mu przyznać, że to poziom zacnego czekoladowego!
Szkoda tylko, że cena taka wysoka... zwłaszcza biorąc pod uwagę szkodliwe słodziki w składzie.

(Swoją drogą można powiedzieć, że to spełnienie mojej wizji z wczesnonastoletnich lat: Milky Way z wnętrzem smakującym Werther's Original, bo nigdy nie lubiłam ani tego, jak słodko-mdły był ten baton ani twardości tych cukierków. W życiu i jedno, i drugie jadłam może tylko raz czy dwa, a zawsze sobie myślałam, że bogatym geniuszem byłby ten, kto by taką hybrydę stworzył.)


ocena: 8/10
kupiłam: Auchan
cena: 7,29 zł (za 200g)
kaloryczność: 76 kcal / 100g
czy kupię znów: nie

Skład: mleko odtłuszczone, 8,5% białka mleka, śmietanka, modyfikowana skrobia kukurydziana, laktaza, substancje zagęszczające: karagen, karboksymetyloceluloza; substancje słodzące: acesulfam K, sukraloza; naturalny aromat, barwniki: karmel amoniakalno-siarczynowy E150d, karoteny; sól

środa, 16 stycznia 2019

deser Ehrmann Robby 4 You Milk-Snack Chocolate-Hazelnut

Nigdy nie lubiłam Monte. Myśląc o napisaniu tej recenzji i w chwili pisania tego zdania zdałam sobie sprawę, że... Może być ono nie do końca prawdziwe. Nie znam bowiem jego smaku i szczerze nie przypominam sobie, bym je kiedykolwiek jadła. Z drugiej strony jednak... Czy to możliwe? Nie wiem. Tak czy inaczej, nie wydaje mi się, bym miała coś takiego polubić. Z racji tego, że desery Ehrmanna lubię, postanowiłam właśnie jego zamiennik spróbować, bo Mama kupiła i jeden jej został bez sensu (tak to sobie podzieliła, żeby zjeść po 150 gramów jednego i drugiego dnia).

Ehrmann Robby 4 You Milk-Snack Chocolate-Hazelnut to "deser mleczny czekoladowy z orzechami laskowymi"; występujący w czteropaku (4x100g).

Po otwarciu poczułam bardzo słodki zapach typowy dla mlecznych deserów z nutką sztucznego orzecha laskowego.

Dwudzielny deser okazał się gęsty i bardzo glutowaty zarazem. Nabrany na łyżeczkę trochę się do niej przylepiał i telepał się jak galareta. Gładki i śliski, bardzo tłusty, miał w sobie coś niezbyt przyjemnego. Mi przeszkadzała głównie tłustość.
Wydaje mi się, że białej części było mniej. Na pewno była gęstsza, ale i ciemna do rzadkich nie należała.

Na pierwszym planie uplasowała się słodycz - w obu częściach.

Jasna część w smaku okazała się przede wszystkim słodka. Potem długo, długo nic i dopiero zjawiła się śmietanka. Całkiem przyjemna, ale za delikatna.

Czekoladowa część wyszła również bardzo słodko, ale nie śmietankowo, a jedynie "mlecznawo". Nie była zbyt wyrazista, choć kakao ewidentnie się zaznaczyło... jako "słodkie kakałko dla dzieci" - bez cienia gorzkawości. Orzechy laskowe czułam tu w sztucznej formie, ale takiej podchodzącej pod nugat. Posmak aromatu orzechowego, gdy jadłam tę część osobno zbytnio mi przeszkadzał.

Warstwy wymieszane zyskały na wyrazistości i... I nie. Otóż słodycz się skumulowała, ale całość zrobiła się bardziej mlecznoczekoladowa, a w orzechowości doszukałam się posmaku Ferrero Rocher. Sztuczność się nieco rozmyła.

Po wszystkim pozostał delikatny, słodki posmak sztucznego orzecha laskowego.

Całość wyszła tak, że wcale nie miałam i nie mam ochoty czegoś takiego jeść, a jednocześnie... tak normalnie, że to coś, co można zjeść. Uwierzę nawet, że komuś może smakować. Ot, z nazwą się zgadza, jakościowo... jak to taki deser, ale raczej z tych lepszych.
Jak pisałam we wstępie, nie wiem obecnie jak smakuje Monte (i pewnie się nie dowiem, bo mnie od niego raczej odrzuca), ale tak "na czuja" stwierdzam, że ten deser... prawdopodobnie nie wyróżnia się kompletnie niczym spośród wielu podobnych, zalewających rynek.


 ocena: 5/10
kupiłam: podkradłam Mamie
cena: -
kaloryczność: 152 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: pełne mleko 65%, śmietanka 15%, cukier, serwatka, skrobia modyfikowana, kakao o obniżonej zawartości tłuszczu, czekolada 0,5% (cukier, kakaow proszku, tłuszcz kakaowy, kakao o obniżonej zawartości tłuszczu), miazga z orzechów laskowych 0,5%, mleko w proszku odtłuszczone, substancje zagęszczjące: karagen, guma guar, mączka chleba świętojańskiego; aromat, sól

poniedziałek, 12 listopada 2018

Ehrmann Grand Dessert Double Nut

Wspominałam już o tym parę razy, ale gdy tylko przeprowadziłam się do cywilizowanego miasta, postanowiłam korzystać z uroków lodówek sklepów, które w nim są. Zaraz na początku wzięłam za przetestowanie ciekawiących mnie Grand Dessertów. Dawno temu bardzo lubiłam orzechową Dessellę, jednak zniknęła ona z Biedronek na początku mojej przygody z blogowaniem i nie zdążyłam jej zrecenzować. Trochę mi to zalazło do głowy, więc obecnie mimo że po taki deser bym nie sięgnęła, stwierdziłam, że ten muszę na blogu mieć. Wiedziałam, że już nie jest w moim stylu, ale mimo to chciałam go spróbować.

Ehrmann Grand Dessert Double Nut mit feiner Nussnote to "deser mleczny o smaku orzechowym z bitą śmietanką o smaku orzechowym". Jego masa netto to 190 g.

Po otwarciu poczułam połączenie cukrowej słodyczy i sztucznego orzecha laskowego, co łączyło się w mleczno-ferrerowatym klimacie, więc miało pewien urok. Nie w moim guście, ale nie było to obrzydliwe czy nachalne.

Bita śmietanka okazała się mocno napowietrzona, dość lekka, ale zarazem jakby bardziej niż w innych Grand Dessertach zbita. Jak zawsze aż pozostawiała tłuszcz na ustach.
Budyń nie był na szczęście aż tak tłusty, ale tak samo zbity oraz gęsty i kremowy. Zachwycił mnie gładkością bez skojarzeń ze śliskim glutem.

W smaku bita śmietanka uderzyła cukrową słodyczą i słodkim, sztucznym laskowcem. Śmietankowemu smakowi zawdzięczała to, że nie wyszła nachalnie, a raczej delikatnie. Sztucznie, ale nie rażąco. Całkiem nieźle, uroczo, acz mnie chemia trochę raziła (bardziej niż cukrowość, bo tę poniekąd można uznać za charakterystyczną dla takich tworów).

Budyń również raczył śmietankowo-mlecznym smakiem i silną słodyczą. Pochodziła pod całą toffi-orzechową fuzję, a mlecznoczekoladowy posmak sprawił, że nie wyszło to nachalnie chemicznie. Sztuczne orzechy laskowe należały do całej zasładzającej kompozycji, co sprawiło, że w odbiorze były przystępne.

Całość kojarzyła mi się z toffi-orzechowymi słodyczami typu Toffifee. Zasładzające, orzechowe i sztuczne, ale... Nieprzesadzone w tym.

Nie ukrywam, że to nie mój klimat, ale zacukrzyłam i zasztuczniłam się tym bez obrzydzenia. Rozumiem, że można odnaleźć w tym deserze urok i bardzo go polubić. Ja do niego nie wrócę, ale wielbicielom takich deserów polecam, a i ocenę staram się wystawić z dozą obiektywizmu. Osobiście jednak zrezygnowałabym z chemii na rzecz jakiejś... pasty / pyłku z prawdziwych orzechów (co mało, że poprawiłoby smak, to jeszcze byłoby naturalnym zagęszczaczem).

PS Z ulgą kończę dodawanie recenzji deserów przejedzonych latem, uff.


ocena: 7/10
kupiłam: Auchan
cena: 1,79 zł
kaloryczność: 121 kcal / 100 g; porcja 190g - 230 kcal
czy kupię znów: nie

Skład: mleko odtłuszczone 20%, śmietanka, serwatka, syrop glukozowo-fruktozowy, cukier, skrobia modyfikowana kukurydziana, 1% pasta z orzechów laskowych, kakao w proszku o obniżonej zawartości tłuszczu, substancje zagęszczające: karagen, guma guar; syrop cukru skarmelizowanego, żelatyna sołowa, emulgator E472b, aromat, sól, azot

środa, 31 października 2018

Ehrmann High Protein Vanilla Pudding

Po miłym zaskoczeniu, jakim okazał się białkowy Ehrmann High Protein Chocolate Pudding oraz szoku, jakim było to, jak bardzo posmakował mi jasny Ehrmann Griess, postanowiłam spróbować także drugiego smaku niespotykanej białkogęstwiny. Od waniliowych budyni zawsze trzymałam się z daleka, bo wszystkie próbowane były dla mnie za słodko-mdlące i sztuczne, ale...

Ehrmann High Protein Vanilla Pudding to białkowy deser mleczny o smaku waniliowym, bez cukru i laktozy (zawiera jej mniej niż 0,01g/100g; słodzony słodzikami). Deser waży 200 gramów.

Po otwarciu poczułam bardzo delikatny zapach ni waniliny, ni wanilii o słodkim, ale nie mocno, charakterze. Nie był zbyt przyjemny (ale wydał mi się za słaby, by nazwać go specjalnie odpychającym).

Deser był bardzo, bardzo gęsty - nie ruszał się ani w kubeczku, ani na łyżeczce, do której się przyklejał. Był śliski i gładki, nieglutowaty, a niewiarygodnie zbito-nieruchomy. Do tego bardzo zapychał i sycił (abstrahując od gramatury).

W smaku od pierwszej chwili czułam nieco za mało wyrazistą jak na mój gust mleczność (taką bez wyrazu) połączoną ze słodyczą. Ta rozchodziła się jako druga, a po chwili oba wątki połączyły się. Też nie była wyrazista, ale wydała mi się dość zwracająca na siebie uwagę. To lekko przymglone, acz drażniące połączenie słodziku i delikatnej wanilii - takiego chłodnego budyniu waniliowego. Niby mało słodkiego, ale jednak.

Pod koniec robiło się bardziej cierpko, choć wciąż mlecznie i mgliście waniliowo.

Całość miała delikatny smak, nienachalny, ale jakiś taki... Perfidny. Perfidna sztuczność słodziku, perfidna słodycz. Nawet nie były takie mocne, ale po prostu... Jakby nic oprócz nich tam nie było. Jakby, bo przecież było... Dziwne to. Ogólnie wyszło nudno, co przy tej gramaturze uważam za sporą wadę.

Wolałabym, żeby deser był bardziej waniliowy - tak prawdziwie waniliowy. Konsystencja bardzo zacna, ale to nie wystarczy, by mnie zachwycić. Do deseru na pewno za nic nie wrócę.


ocena: 5/10
kupiłam: Auchan
cena: ok. 4 zł (promocja)
kaloryczność: 76 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: mleko odtłuszczone, białka mleka, śmietanka, skrobia modyfikowana, laktaza, substrancje zagęszczające: karagen, karboksymetyloceluloza, koncentrat z krokosza barwierskiego; substancje słodzące: acesulfam K, sukraloza; naturalny aromat wanilii, naturalny aromat

środa, 17 października 2018

Ehrmann Grand Dessert Griess


Brzydzą mnie wszelkie gotowe kaszki i ryże na mleku - takie rzeczy to ja uwielbiam, ale... ugotować sobie na cieplutkim mleku samej i zjeść na ciepło, z nie za słodkimi dodatkami. Lubię jednak nowe rzeczy próbować i dopuszczam myśl, że coś, czego kiedyś nie cierpiałam, może zacząć mi smakować, jeśli trafię na dobre wykonanie. Sugerując się tym, jak zachwycił mnie Ehrmann Schoko Brownie - właśnie z dodatkiem kaszy manny - postanowiłam dać szansę innemu deserowi. Ten co prawda mógłby posłużyć za idealny przykład niemojego deseru (waniliowy budyń, zwykła bita śmietanka, "kubeczkowa kaszka"), ale byłam też ciekawa, co w Grand Dessert Grieß widzi Olga z livingonmyown (link do Jej recenzji) - owszem, nasze gusta są różne, ale najzwyklejsza ciekawość tym razem wygrała.

Ehrmann Grand Dessert Grieß to waniliowy deser mleczny z kaszą manną i bitą śmietanką

Po otwarciu trochę się zdziwiłam, bo poczułam smakowicie słodki zapach wanilii - bynajmniej nie sztucznej, choć rzeczywiście w towarzystwie... nie tyle aromatu, co budyniu waniliowego i niemal białoczekoladowej śmietanki. Fuzja bardzo, bardzo słodka, zalatująca cukro-miodem, ale taka... głębsza, a nie tylko cukrowa.

Proporcje deseru uważam za naprawdę trafione: i wierzchu, i dołu było dużo, ale były tak wyrównane, że nie miałam wrażenia, że śmietanka przytłacza budyń.

Śmietanka oprócz charakterystycznej tłustości pozostającej na ustach, mogła pochwalić się lekkością i przyjemnym napowietrzeniem.
Dól okazał się ponadprzeciętnie gęstym budyniem pełnym kaszy manny. Wydał mi się kremowy, jakby tylko zagęszczony miękkimi ziarenkami kaszy, a nie mający być czymś w stylu "kaszka na mleku".

Śmietanka w smaku wydała mi się słodsza, ale wyrazistsza niż w przypadku zwykłej białej śmietanki Ehrmanna. Ta była jakby... bardziej śmietankowo-waniliowa w kontekście... białoczekoladowym?

Dól również był bardzo, bardzo słodki, ale nie cukrowy. Od pierwszej chwili czułam waniliowy smak budyniu, o naturalnie waniliowych zapędach, które to poczucie nasilała mleczność... wyrazista i sowicie docukrzona. Po wanilii nadciągała fale cukru i... scukrzonego... Miodu?! Płynęły wraz z mlekiem, co stworzyło wrażenie mleka wymieszanego z miodem, że aż od niego gęstego. Drapiącego w gardle i zasładzającego, ale uroczego. Myślę, że też kasza manna się na ten urok przełożyła. Niewątpliwie nieco osłabiała poczucie przesłodzenia.

Deser zasładzał, ale nie zacukrzał, robił to w dobrym stylu. Nie smakował czystym cukrem, a i nie kojarzył się z kaszkami (bo to jednak wciąż budyń ze śmietanką?). To jakby... waniliowo-miodowo-białoczekoladowy deser - tak obrzydliwie głęboko słodki, że aż pyszny w tym swoim przesłodzeniu. Ledwo zjadłam cały, zasłodziłam się nim, ale to było takie zasłodzenie, które jeszcze kiedyś w przypływie cukrowego masochizmu chętnie sobie zafunduję. Aż jestem w szoku, naprawdę.


ocena: 8/10
kupiłam: Auchan
cena: 1,79 zł
kaloryczność: 133 kcal / 100 g; porcja 190g - 253 kcal
czy kupię znów: tak

Skład: mleko pełne, 20% śmietanka, cukier, syrop glukozowo-fruktozowy, 4% kasza manna, skrobia modyfikowana, substancje zagęszczające: karagen, guma guar, żelatyna wołowa, emulgator: E472b, aromat, barwnik: karoteny, sól

poniedziałek, 8 października 2018

Ehrmann Grand Dessert Chocolate

Gdy nagromadziłam kilka deserów do testowania, zaczęłam zastanawiać się, czy przypadkiem nie idealizuje Desselli. Owszem, widziałam w niej i parę małych minusów, ale i tak nie mogłam znaleźć niczego podobnie smacznie-ciekawego. Postanowiłam w związku z tym wrócić do klasycznego czekoladowego deseru Ehrmanna, ale w sklepie trochę się zdziwiłam. Śmietanka, którą zobaczyłam, była biała. Od razu trochę zrzedła mi mina. Nie lubię bitej śmietanki (dobrą mogę jedynie tolerować), a to właśnie czekoladowa, dzięki smakowi, jakoś lepiej mi podchodziła.

Ehrmann Grand Dessert Chocolate to czekoladowy deser mleczny z bitą śmietanką.
W opakowaniu znajduje się 190 gramów.

Po otwarciu poczułam zapach mlecznej czekolady, na który składało się wyraziste mleko i śmietanka, oczywiście sama czekolada ale i pochodząca pod niemal toffi słodycz.

Bita śmietanka była zarówno lekka, bo mocno napowietrzona, bąbelkowa jak mousse, ale i specyficznie tłusta. Trochę tłuszczu na ustach bardzo mi przeszkadzało.
Budyń był bardzo gęsty, kremowy i tłustawy w mleczny sposób. Nie doszukałam się w nim nielubianej śliskości, a znalazłam przyjemną, leciutką proszkowość kakao.
Nie pożałowano żadnej z warstw - przekopując się przez śmietankę do czekoladowej części aż się trochę zirytowałam, bo zaczęła nudzić i męczyć (jakby miała się nigdy nie skończyć), ale to akurat w deserze ze śmietanką dla większości osób będzie plusem.

Śmietanka smakowała... Słodką bitą śmietanką właśnie, bez cienia chemii. Jej jakości nie mam nic do zarzucenia, mam problem z doborem jej smaku ("czystego" zamiast czekoladowego) do czekoladowego deseru.

Sam deser czekoladowy okazał się bardzo wyrazisty. To przede wszystkim czekolada mocno podbita pełnym, mleczno-śmietankowym smakiem. Przełożyło się to na poczucie błogiej mlecznoczekoladowości. Nie zabrakło też oczywiście silnej słodyczy. Miała wydźwięk niemal toffi. Słodziuteńkiego toffi, czekoladowo-słodziaśnego toffi, co dodatkowo wzmacniała słodka śmietanka.

Połączenie wyraziście śmietankowej śmietanki i uroczo słodkiego, mocno czekoladowego budyniu z silnie mleczną bazą wydało mi się nieco zbyt muląco-słodkie. Zdecydowanie wolałam czekoladową śmietankę Desselli, gdzie całość smakowała przede wszystkim obłędnie czekoladowo.

Całość była bardzo wyrazista i bardzo słodka. Zwykła śmietanka i mlecznoczekoladowy dół to klasyczne połączenie - smacznie wykonane, ale niestety bez tego czegoś.
Mnie osobiście w tym słodkim deserze ta czysta śmietanka aż trochę brzydziła, a całość nieźle podwyższyła mi poczucie zasłodzenia. To było jednak takie poniekąd pożądane zasłodzenie.

Deser wykonany jak trzeba i tyle. Bardziej niż z podwójnie z czekoladową Dessellą kojarzył mi się z przesłodką Milką Mullera (tylko że jako nieco rzadsza wersja ze śmietanką).


ocena: 8/10
kupiłam: Auchan
cena: 1,79 zł
kaloryczność: 124 kcal / 100 g; porcja 190g - 236 kcal
czy kupię znów: nie

Skład: mleko odtłuszczone, 20% śmietanka, serwatka, syrop glukozowo-fruktozowy, cukier, skrobia modyfikowana kukurydziana, 1% czekolada (cukier, kakao w proszku, tłuszcz kakaowy), 1% kakao o obniżonej zawartości tłuszczu, substancje zagęszczające: karagen, guma guar; żelatyna, emulgator E472b, aromat