Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czekolada: jagody goji. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czekolada: jagody goji. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 kwietnia 2026

Sopocka Manufaktura Czekolady Okrągła Sopocka Czekolada Rzemieślnicza Ciemna z Dodatkami 70 % Trinitario/Criollo Ingemann O'Payo + Ananas, Jagody Goji, Czekolada Karmelowa z ananasem, goji i zdobieniami z czekolady karmelowej

Ta czekolada z jednej strony mnie kusiła, z drugiej wydawała się nie po mojemu. Jagody goji w czekoladach są według mnie bardzo pomijane, co mnie smuci, bo wydają się zacnym dodatkiem. Składając zamówienie ucieszyłam się (trochę się z tym pospieszyłam), bo wyglądało na to, że wreszcie udało mi się upolować tabliczkę z kakao Ekwadoru, tej marki (była pierwszą, na jaką trafiłam i miesiącami miałam zamiar ją zamówić aż nagle wycofali dokładnie wtedy, gdy składałam zamówienie). Ta więc wydawała się skrojona pode mnie. Gdy jednak otworzyłam paczkę, okazało się, że i tutaj bazę stanowi czekolada z kakao z Nikaragui. No, i jeszcze ten ananas... Świeże w sumie lubię, choć jadam raz na parę lat. Suszony mnie nie przekonuje, a tym bardziej w formie wielkiego plastra. Jak to się będzie łamało? Miałam się przekonać na najwyższym punkcie jednej z wrześniowych wypraw, na Lodowej Przełęczy, na którą weszłam po Czerwonej Ławce, zielonym szlakiem z Razcestie pod Sedielkom. Chwilę nacieszyłam się nią i widokami (wreszcie na nie trafiłam! gdy byłam poprzednio, nie było nic a nic widać), po czym zeszłam do Schroniska Teryego i potem do Starego Smokoveca.

Sopocka Manufaktura Czekolady Okrągła Sopocka Czekolada Rzemieślnicza Ciemna z Dodatkami 70 % Trinitario/Criollo Ingemann O'Payo + Ananas, Jagody Goji, Czekolada Karmelowa to ciemna czekolada o zawartości 70%  kakao O’Payo fermentowanego w beczkach po rumie z Nikaragui z suszonym ananasem i jagodami goji oraz zdobieniami z czekolady białej karmelowej.

Po otwarciu poczułam intensywny, kwaskawo-ziołowy, soczysty zapach ciemnej czekolady. Czuć w niej owoce egzotyczne (m.in. ananasa z... brzoskwinio-nektarynką?) i cierpkiego rokitnika, może cytrusowy akcent. Powagi dodała jej odrobinka ziemi. Czekolada zdominowała kompozycję, ananas tylko lekko za nią pobrzmiewał, podpinając się pod jej ananasową nutę. Acz gdy wąchałam spód, owoce odzywały się wyraźnie. Słodki suszony ananas wydał mi się dziwnie ciężki, doszukałam się cierpkości goji, acz nie upierałabym się, że to je czuje. Całość była średnio, nienachalnie słodka. Wydaje mi się, że czasem w słodyczy przemykało nawet echo toffi.

Tabliczka była twarda, ale raczej chrupała niż trzaskała. Łamanie utrudniał dodatek plastra ananasa, który wyginał się i rwał bardzo niechętnie. Trudno go było przerwać, a czekolada dziwnie się przy nim też niezbyt chętnie chciała podzielić. Pękała, ale trzymana przez owoc, nie dzieliła się. Pod naciskiem palców ananas lekko się uginał, a porwany, podzielony kleił się do rąk. Jagody goji jawiły się jako jędrne. Dodatki trzymały się bardzo mocno. Karmelowe zdobienie także. Nie odpryskiwało ani nic, ale da się je w miarę łatwo oddzielić zębami od ciemnej.
W ustach czekolada rozpływała się średnio szybko, zmieniając się w mazistą zawiesinę, w której kryła się pylistość. Po chwili już nawet nie próbowała utrzymać swego kształtu, roztaczając wokół soczystość. Ta była bardzo wysoka.
Zdobienie z białej karmelowej czekolady nie wyróżniało się szczególnie mocno, jednak odnotowałam jego lekko kremowe i proszkowo-ulepkowate wtrącenia. Znikało szybciej od ciemnej.
Owoce w tym czasie nasiąkały i upuszczały swoją soczystość. Soczystość owoców była wyważona. Odpadały od czekolady, ale częściowo starały się jakby nią osłaniać. Ja wolałam gryźć je na końcu, gdy czekolada zniknęła.
Z ciekawości ze trzy razy zabrałam się za owoce wcześniej. Pokazały się wtedy z masywniejszej, nieco twardszej strony. Ananas lekko skrzypiał, a goji po prostu były twardsze. Tylko czekolada przypominała tłusto-wodnisty ulepek.
Owoce gryzione na końcu, po zniknięciu czekolady, były wilgotniejsze i bardziej miękkie. Ananas poszedł w trochę gąbczastym kierunku i wlepiał się w zęby. Goji zaś aż zaskoczyły soczystością. Wciąż były jędrne, ale zarazem trochę farfoclowe. Ich pesteczki lekko chrupały.
Całość zostawiała nieco sucho-cierpkie wrażenie.

W smaku... Dużo zależało, jaki kawałek ugryzłam.

Tam, gdzie była sama ciemna czekolada, smakowała wyraźnie jak czysta (Sopocka Manufaktura Okrągła Sopocka Czekolada Rzemieślnicza Ciemna 70 % Trinitario/Criollo Nicaragua O'Payo). Nie przesiąkła dodatkami. Zafundowała mi więc rześki, kwaskawy splot egzotycznych owoców, w tym ananasa, moreli, brzoskwiń, z rokitnikiem, dziką róża, znacząco osłodzonych gruszkami i miodem, który to z kolei mieszał się z ziołową pikanterią. Gorzkość jawiła się jako oszczędna, a słodycz znacząca i trochę kandyzowana.

Tam, gdzie zdobiła ją czekolada karmelowa, było nieco bardziej słodko. Zdobienia wprowadziły lekko maślano-toffi akcent, dosłownie sugerowały odrobinkę mleka oraz trochę hamowały soczystość i kwaśność czekolady ciemnej, ale zaraz przegrywały z nią i odchodziły w niepamięć. W zestawieniu z owocami te karmelowe maźnięcia smakowały jeszcze delikatniej. Czasem można je było wręcz przeoczyć. Po zniknięciu jednak sprawiała, że ciemna jawiła się jako kwaśniejsza.
Karmelowe zdobienia, spróbowane osobno, okazały się słodkie, ale nie za mocno. Kojarzyły mi się z toffi i mlekiem skondensowanym. A do tego odnotowałam mleko w proszku.

W przypadku kęsów z goji, jagody długo się ukrywały, dopiero z czasem zaczynały podkreślać to i owo.
W kęsach z ananasem, ten od razu wyskakiwał na przód, przed czekoladę, zaskakująco udanie udając ananasa świeżego, słodkiego i soczystego, po czym trochę się cofał i pobrzmiewał dziwną słodyczą, dopuszczając czekoladę. Czekolada i ananas stały na równi.

Ananasa nie musiałam gryźć, by go dobrze poczuć. Pobrzmiewał dziwnie, jakby kandyzowaniem; kandyzowanym, niedookreślonym żółtym owocem. Przemknęła mi w nim nawet jakby... pikanteria? Splótł się tym samym z kandyzowanym motywem samej czekolady. Podkreślił go. Ananas przy czekoladzie robił się coraz słodszy, aż słodko-ciężki, ona zaś rozkręcała się w swej kwaśności. Sama w sobie wydawała się ananasowa - świeżo - trochę brzoskwiniowo-rokitnikowo-cytrusowa. 

Goji jakoś mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa podkreślały kwasek i cierpkość owocowego wątku bazy. Do głowy przyszła mi dzika róża, a rokitnik się nasilił. Ogólnie te owocowe nuty miały więcej do powiedzenia niż w czystej tabliczce.

Goji w zestawieniu z ananasem trochę się gubiły. Ananas bowiem był bardzo władczy. A jednocześnie nie taki znowuż ananasowy. Czuć, że był suszony, ale wzbogacił to o owocową pikanterie i jakby echo umami. Czasem miał w sobie coś alkoholowego, jak nalewka ananasowa.

Ananas gryziony wcześniej wychodził lepiej, bardziej ananasowo soczyście i czasem nawet kwaskawo, ale czekolada wtedy szła w słodszym, kandyzowano-lukrowym kierunku i zwyczajnie wydawała się gorsza.
Jagody goji gryzione wcześniej bez trudu się przebijały i smakowały wyraźnie słodko-cierpko-goryczkowato, tylko trochę osłabiając czekoladę.
Ogólnie więc i tak zostawiałam dodatki na koniec.

Spod dodatków gorzkość prawie się nie wychylała. Czułam jedynie jakby kwasko-gorzkawość ziół. Czasem wiązały się mocno z ananasem i goji, ale nie tylko. Baza z dodatkami wydawała się bardziej ziołowa, nie gorzkawa czy pikantna - połączyła te dwa wątki czystej. 

Z czasem ananas i ta ziołowa baza wyszły ciężko w leśny, wilgotny sposób. Wyobraziłam sobie leśny, jakby wręcz owocowy miód, o niemal ziołowo-alkoholowej duszności, a także egzotyczny, mieszany dżem i... jakieś fusy. Słodycz bazy uszlachetniła się.

Co ciekawe, gdy po paru kęsach z owocami, zrobiłam kęsa samej ciemnej czekolady, była przede wszystkim soczyście kwaśno owocowo egzotyczna i leciutko dżemowa.

Dodatki gryzione na koniec skupiały na sobie prawie całą uwagę. Łatwiej przychodziło to ananasowi. Niewątpliwie suszonemu, ale takiemu, który za wszelką cenę próbuje zaserwować coś jeszcze. Miał w sobie coś ze świeżego, coś z dżemu... Ależ on był słodki! Aż dziwnie i trochę wciąż tak ciężko-słodki. Goji przy nim czuć słabiej. Wolałam więc nie łączyć dodatków. Same w sobie bowiem były petardami swego słodko-goryczkowato-cierpkiego smaku.

Po zjedzeniu zostawał posmak głównie dodatków, raczej i częściej słodkiego, soczystego ananasa. Cierpkie, goryczkowate i słodkie goji też nieźle sobie radziły. Czekolada stała dopiero za nimi jako splot kwaskawo-słodkich owoców egzotycznych i cytrusowych. Czułam lekką pikanterię ziół i jakby owoców (?), a także wysoką rześkość wody i egzotyki, zestawionych jednak z jakimś mocno mieszanym, niejednoznacznym dżemem i motywem suszono-kandyzowanych owoców (na tej płaszczyźnie spotykały się nuty czekolady i dodatków).

Tabliczka mogłaby mieć 9 gdyby nie forma - ten plaster ananasa to naprawdę kiepski pomysł. Przez niego tabliczka była bardzo niewygodna w jedzeniu i dzieleniu. Takie rozmieszczenie dodatków przełożyło się też na efekt zbieraniny różności, nie spójną kompozycję. Nie przekonuje mnie też karmelowe zdobienie - było zupełnie zbędne. Jasne, i tak było smacznie, ale można to było zrobić lepiej. Na pewno jagody goji z tą bazą wyszły świetnie. Ananas sam w sobie nie wyszedł tu najlepiej, ale trochę dobrego zrobił. Ciekawie podkreślił soczystą kwaśność i ziołowość bazy, więc w sumie też na plus, ale wolałabym, by dodano go mniejsze kawałki.
Cieszę się, że trafiło, że to właśnie nikaragujskie kakao poszło pod te dodatki.


ocena: 8/10
cena: 35 zł (za 90g)
kaloryczność: 521,6 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: miazga kakaowa, cukier, tłuszcz kakaowy, ananas suszony, jagody goji, lecytyna słonecznikowa

czwartek, 25 grudnia 2025

Cacao Crudo by Loverdiana Goji and Buckwheat Dark Organic Chocolate Raw Cru Peru / Basche Goji e Saraceno ciemna surowa 65 % z jagodami goji i gryką

Przez Diabelski Kamień poszłam dalej szlakiem czerwonym prosto na Jaworzynę Krynicką. Było tam mnóstwo ludzi (co się dziwić, skoro wjeżdża tam kolejka), więc szybko porobiłam zdjęcia czekoladzie i ewakuowałam się przez Przełęcz Krzyżową i Górę Krzyżową do Krynicy-Zdrój. Tę czekoladę wybrałam na najwyższy szczyt wycieczki licząc, że będzie wyglądał trochę lepiej. A tak nie dość, że tłum, to jeszcze wszystko było w remoncie. A właśnie! Cóż to za czekoladę wzięłam? Czekoladę, która wydała mi się bardzo, bardzo intrygująca ze względu na połączenie dodatków. Bardzo lubię jagody goji i kaszę gryczaną (ale paloną, nie białą), ale nigdy ich nie łączyłam. Zestawienie to wydało mi się trochę dziwne, ale postanowiłam spróbować, wybierając czekolady w góry tej marki. Jak planowałam zamówić kilka wariantów smakowych, takiego przegapić nie mogłam. Acz nie umiałam sobie wyobrazić, w jakiej formie wystąpi. Po SOL Creamy Vegan 40 % i gryce zrobionej zupełnie na gładko w sumie można się było spodziewać wszystkiego. A jednak układając degustacje, o tamtej wcale nie myślałam. W zasadzie aż do dnia otwarcia, nie zastanawiałam się, w jakiej formie grykę dodało Cacao Crudo. O swoim kakao zdradzili trochę więcej: użyli surowego, czyli nie przetwarzanego w temperaturze wyższej niż 42 stopnie C. I, z tego co zauważyłam, ta czekolada Cacao Crudo pochodzi chyba z innej linii niż te dotychczas recenzowane. Jakaś współpraca? Sugeruje to dopisek "By Lovediana".

Cacao Crudo by Loverdiana Goji and Buckwheat Dark Organic Chocolate Raw Cru Peru / Basche Goji e Saraceno to ciemna czekolada o zawartości 65% surowego kakao Criollo z Peru, z Amazonii z jagodami goji i nasionami gryki.

Po otwarciu poczułam zapach, w którym dominowała czekoladowa baza, a dodatki zaznaczyły się subtelnie za nią. Czekolada połączyła ziemię i dym ze średnio wysoką, ale dosadną słodycz o rześko-karmelowym wydźwięku. Bardzo wyraźnie czuć cukier kokosowy o imperatywnych zapędach. Za nim stanęły cierpkawe, ciężkawe owoce czerwone. Wiedząc, że są tam goji, mogłam powiedzieć, że to one. W ciemno nie wiem, czy bym zgadła. Tym bardziej, że zdawało się, iż są tam jeszcze jakieś inne cierpkie czerwone. Odnotowałam grykę - kaszę? - która w połączeniu z cierpkością robiły aluzje do miodu gryczanego.

Tabliczka była twarda. Trzaskała, jakby była bardzo, bardzo gęsta, ujawniając ogrom dodatków. 
W ustach czekolada rozpływała się powoli i maziście. Była lekko lepka i bardzo gęsta, zbita. Trzymała się jej subtelna sugestia pylistości. Z czasem niby trochę miękła, ale twardość próbowała się utrzymać.. Tłustość przedstawiła się jako trochę oleista, mimo że i suche wrażenie wystąpiło. Jednak i tak nie miało to większego znaczenia, gdy po pewnym czasie odwracały od niej uwagę dodatki.
Była nimi sowicie wypełniona. Choć dodano ich po 9%, miałam wrażenie że na kulki gryki trafiałam ciągle, a na jagody goji co jakiś czas. Goji to średnie i małe całe jagody, a gryka drobne kulki jak suchej kaszy.
Dodatki wolałam gryźć na koniec, gdy już czekolada zniknęła. Tylko na próbę raz czy dwa pogryzłam wcześniej. Goji były wtedy suchsze i twardsze, gryka bez zmian.
Jagody gryzione na koniec zrobiły się soczystsze i bardziej miękkie. Odznaczały się jędrnością, wyszły miąższyście, a pestki przyjemnie strzelały.
Gryka i wcześniej, i później miała tę samą strukturę. Była dość twarda i trzeszcząco chrupiąca, a także sucha. Rozchodziła się na coraz mniejsze kawałki.

W smaku pierwsza rozbrzmiała subtelna gorzkość. Wydała mi się trochę palona...

Po chwili jednak pojawiła się słodycz, która to ewidentnie była palona. Paloność przedstawiła karmel, ale wzbogacony o rześkość, świeżość. Czuć wyraźnie cukier kokosowy, lecz wcale nie próbował zawładnąć kompozycji. Trzymał się średniego poziomu.

To gorzkość rządziła. Zrobiła się już nie palona, ale bardzo dymna, a po chwili dymno-ziemista. Pomyślałam o czarnej, chłodnej - rześkiej? - ziemi i rosnących w niej ziołach.

Dodatki bardzo długo się nie ujawniły, lecz raz po raz coś potrafiło przemknąć w tle. Sama baza była na tyle siekierowa, ze niechętnie dopuszczała je do głosu. Nie musiałam próbować jej osobno (acz zrobiłam to oczywiście), by czuć, że nie przesiąkła dodatkami.

Ziemia i dym zaprosiły do gry węgiel. Gorzkość się zatrzymała, nieco się cofnęła, ale i tak była silna. Przeplótł ją ciężkawy motyw... czerwonego wytrawnego wina? Acz takiego z wyciętą alkoholowością; o ziemistych charakterze.

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa, gdy trafiła się jagoda goji, dodawała kompozycji nutkę cierpkiego, trochę mało owocowego (?), a ciężkawego owocu czerwonego. Nakręcała nutę czerwonego wina.
Gryka prawie się nie odzywała. Chociaż... Gdy trafiły się co najmniej dwie kulki... Może podkreślała ziołowe akcenty? Suszonych ziół?

Gdy gryzłam goji obok czekolady, ta traciła na swej gorzkości - szła w słodycz. Goji zaś wyszły cierpko, ale nie wykorzystywały swojego potencjału.
Gryzione obok czekolady kawałki gryki smakowały trochę goryczkowato-zbożowo, ale też nie jakoś charakternie. Przy nich czekolada wydawała się bardziej słodko-oleista.

W tym czasie zebrało się więcej gorzkiego dymu. Baza nie pozwala wyjść przed siebie dodatkom. Słodycz trochę zelżała, acz rześkość pobrzmiewała. Podkradła się do niej leciutka oleistość. Po tym słodycz i gorzkość pochłonął... Węgiel? Z którego słodycz jeszcze przez chwilę trochę wyglądała.

Końcowo niegryzione goji trochę umocniły cierpko owocowy, lekko winny motyw, acz i tak nie był mocny.

Kiedy gryzłam goji już po czekoladzie, na koniec, wyszły o wiele lepiej. Były pewne smaku cierpkiego, czasem soczystego, lekko kwaskawe go, a czasem zaskakująco słodkiego w ciężki - trochę miodowy? - sposób.

Gryziona na koniec gryka wyszła neutralnie, kojarzyła mi się przede wszystkim z sianem. Miała w sobie coś z kaszy gryczanej, ale nie smakowała jednoznacznie nią (tą prażoną, ugotowaną kaszą). Było w niej coś z mąki i może... jakby gryczanych chrupki zbożowych, często dodawanych do czekolad.

Gdy gryzłam i goji, i grykę, zdecydowanie dominowały goji; gryka się gubiła.

Po zjedzeniu w posmaku dominowały jagody goji, wraz z ich cierpkością, a także neutralnie gryczano-siankowy motyw. Wyraźnie czułam też dym, ziemię i węgiel oraz bardzo rześka słodycz karmelu, cukru kokosowego.

Tabliczka dobra, ale bez szału. Nasiona gryki niczego dobrego nie wniosły - myślę, że bez nich byłoby znacznie lepiej - gdyby nie one, tabliczka bez trudu zdobyłaby 9, a kto wie, czy nie 10. Czułam się przytłoczona kulkami, a chwilami czułam niedosyt goji. Nic nie zaburzałyby smakowitego połączenia charakternych goji z równie charakterną, dymno-ziemistą, winną bazą. Jej jestem pod wrażeniem - powiedziałabym, że ma co najmniej 70% kakao!


ocena: 8/10
kupiłam: brainmarket.pl
cena: 14,63 zł (za 50g)
kaloryczność: 586 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: miazga kakaowa, zagęszczony sok z kwiatów kokosa, jagody goji 9%, nasiona gryki 9%

wtorek, 13 września 2022

(Słodki Przystanek) Beskid Chocolate Czekolada Ciemna 70 % Jagoda Goji

Bardzo lubię jagody goji, ale rzadko je jadam. Jak już kupię paczkę, to potrafi mnie przytłoczyć ilościowo - zawsze się boję, że owoce zdziadzieją, a nie mam ochoty ich jeść dzień po dniu. A łatwo o to, by twardniały, zlepiały się etc. Czy pasują mi do czekolad? Niezbyt, choć to może wynikać z tego, że ostatnio w ogóle zrobiłam się sceptyczna do czekolad z dodatkami (a raczej do długich posiedzeń z nimi, jedzenia dla przyjemności - bo na dłuższą metę jej nie zapewniają; toleruję je jako np. czekolady na uczelnię). Propozycja z Beskidu ma to szczęście, że zapakowali ją w opakowanie z okienkiem, dzięki któremu zobaczyłam, że ich goji wyglądają jakoś dziwnie. Takie napęczniałe... Liofilizowane? A jak! Kiedyś nawet miałam kupić liofilizowane goji do porównania z suszonymi, lecz zaniechałam, dochodząc do wniosku, że owoców liofilizowanych nie lubię. Beskidowi jednak ufam na tyle, że właśnie takiemu tworowi jako takiej tabliczce postanowiłam dać szansę.

Beskid Chocolate Czekolada Ciemna Jagoda Goji ciemna czekolada o zawartości 70 % kakao z Kolumbii i Peru (blend) z liofilizowanymi jagodami goji (2%).

Otworzywszy, poczułam gorzkawy zapach dymu i ziemi oraz kwaskawych czerwonych owoców, może odlegle cytrusów. Te w zasadzie były delikatne, budujące rześkość i soczystość. Powiedziałabym, że to m.in. grejpfrut. Płynęło to z czekolady, bo goji prawie nie pachniały (musiałam się mocno zaciągać, by je poczuć). Całość była cierpkawa, właśnie czerwono owocowa... odlegle pomyślałam o owocach dzikiej róży, acz to naprawdę pewnie goji. Choć bardzo, bardzo delikatnie, to jednak da się odnotować, że inaczej, bo choć o wiele słabiej, to jakby bardziej świeżo (i mniej jak goji?). Wyłapałam też wiśnie, truskawki... ale bardziej jako rześka słodycz, niż owoce same w sobie. Za nimi snuła się jeszcze palona kawa, kwiatowość. 

Tabliczka wyglądała na tłusto-kremową, była twarda. Trzaskała / pykała czy raczej chrupała dość głośno, przy czym goji... niektóre wypadały, inne się rwały na pół albo np. wyrywały z tabliczki i zostawały w którejś z części. Ileś tam porządnie się jej trzymało, ale ogólnie ich dodatek utrudniał łamanie. W dotyku wydawały się bowiem dość delikatne, niektóre trochę pustawe. Miękkawe, wgniatająco-zgniatające się. Niektóre bardziej suche i aż jakby trzeszczące, inne miękko-lepkie. Część prawie jak suszona. Inne z dziwną, odstającą i prawie przezroczystą skórką (suchą i nieprzyjemną, mimo że bardzo, bardzo cieniutką).
W ustach czekolada rozpływała się w umiarkowanym tempie, zupełnie gładko i kremowo, aż ślisko. Wydała mi się maślana, jak topiące się ciepłe masło, które pokrywało podniebienie mazistymi smugami. Z czasem trochę rzedła, wypuszczając z siebie goji.
Dodatek, częściowo początkowo suchawy, zdążył nasiąknąć. Niektóre jagody goji od razu były lepkawo-wilgotne i trochę soczyste. Okazały się jędrnawe i lepkie. Niektóre bardziej rozlazło-farfoclowe, rzadkawe. Rozrzedzająca się czekolada jakby wpływała w nie, nasączając od środka i budząc w nich soczystość. Ich pesteczki kojarzyły się z tymi z miechunki, ewentualnie z fig. Całościowo zaskoczyły mnie swoją mięsistością i tym, jak się rozchodziły. Czekolada wypełniała je i mieszała się z nimi, co wyszło zaskakująco spójnie.
Z kolei gryzione szybko były suchawo-chrupko-trzeszczące, potem coraz bardziej skrzypiąco-nasiąkające i aż miękkie, ze strzelającymi pesteczkami. Wlepiały się do zębów, trochę tym samym denerwując.
Ja na koniec już tylko dogryzałam, co z goji zostało, bo gdy ich w trakcie rozpływania się czekolady nie ruszało, same łatwo i miękko się nieco rozpływały/rozchodziły, więc to na nie najlepszy sposób.
Całość pod koniec nieco ściągała.

W smaku najpierw rozchodziła się karmelowa słodycz, ścigana przez paloną gorzkość. Nic sobie jednak z niej nie robiła, upuszczając miodowość. Pomyślałam o cierpkim miodzie i karmelu zrobionym z miodu. Płynęła tak sobie spokojnie, obramowując resztę kompozycji.

Gorzkość nie pozostała bierna. Też popisała się wyrazistością - ta cierpkiego, szarego dymu. Wyszedł nieco ciężko, nieco wilgotnie... otulał kawę, także zdradzającą cierpkawe zapędy, ale i nie małą słodycz.

Do karmelowej słodyczy doszły w tym czasie kwiaty i soczysty akcent czerwonych owoców. Wyobraziłam sobie krzaki dzikiej róży: zarówno owoce, jak i kwiaty, a także sporo kwiatów innych.

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa soczysty motyw czerwonych owoców nieco wzrósł. To nadal róża, ale też truskawki, wiśnie... Kryły w sobie leciutki kwasek. Dolatywały do nich już pierwsze, cierpko-słodkawo-goryczkowate nuty jagód goji - powiedziałabym, że suszonych, ale jakby w miodzie. Niby nie pchały się na pierwszy plan, acz i na nim się pojawiły. Zaskoczyły jednak swoją wręcz mocno miodową słodyczą. Igrały z rześkimi, cytrusowo-cierpkimi nutkami.

Z czasem goryczka goji przemieszała się z dymem, a ja pomyślałam o dymie kadzidlanym i owocach suszonych... Oprócz goji czułam słodkie truskawki (może też wiśnie?), ale też cytrusy. Niejednoznaczna mieszanka zaczęła również przybierać na słodyczy. Sama baza wydała mi się aż miodowo-cukrowa. Trochę karmelowo-miodowa, ale jednak drapiąco cukrowa także. Pomyślałam o słodkiej kawie w tym właśnie wariancie.

Bliżej końca na przód wyszły czerwone owoce i dym, otaczający wciąż słodką kawę. Dym podbił cierpkość jagód, gdy czekolada już znikała.

Dzięki temu, na sam koniec, gdy zostały już tylko goji, upuściły sporo całkiem wyrazistego smaku... Nie tego jednak, którego się spodziewałam, bo był inny niż suszonych jagód goji. Podobny, ale inny, bo o wiele bardziej kojarzyły się z owocami dzikiej róży. Chwilami szokująco słodziutkimi, a jednocześnie cierpkawymi, chwilami bardziej cierpko-kwaśnymi i aż wytrawniejszymi. Z zachowaną soczystością i... właśnie jeszcze wzmocnioną. 
Zjedzone po zniknięciu czekolady wychodziły o wiele smaczniej, niż wydłubane i spróbowane zupełnie osobno - te nie były zbyt atrakcyjne, bo kojarzyły mi się trochę pomidorowo-paprykowato - daleko im było do goji suszonych (dziwne).
Chwilami znów zaskakiwały cierpką słodyczą - nie wiedziałam, że goji mogą wyjść aż tak słodziutko. Troszeczkę jak sok z goji, który to sam w sobie jest dość ciekawy. Inne (te białawe, najbardziej suche) szły w bardziej gorzkim i jednak nieco karykaturalnie pomidorowo-paprykowatym kierunku.

Po zjedzeniu został cierpkawy posmak goji jakby z dziką różą i dymem. Do tego trochę cytrusowych (grejpfrutowych?) akcentów, czerwone owoce i rozmyta kawa. Czułam też przesłodzenie w miodowo-cierpkim sensie, nie jednak jakieś straszne.

Całość w zasadzie mi smakowała, była bardzo ciekawa, jednak nie rozkochała mnie w sobie. To Beskid 70%, ale dzisiaj opisywana wydała mi się słodsza (już za bardzo) oraz z podkręconymi nutami czerwonych owoców, dzikiej róży. Nic dziwnego, w końcu była z goji. Te czuć bardzo dobrze. Liofilizowane wyszły inaczej niż suszone, choć bazowo czuć, że to goji. Bardziej świeżo-czerwono owocowo, a nieco mniej "gojiowato". Osobiście zdecydowanie wolę suszone jagody. Liofilizowane do mnie nie przemawiają - o ile różane smaki kwiatowe kocham, tak owoce dzikiej róży to chyba nie bardzo moja bajka. Forma tej tabliczki też niezbyt moja, aczkolwiek i tak mnie zszokowało, jak to zgranie wyszło (to mieszanie się, wlewanie się czekolady do wnętrza jagód etc.). To jednak tak bardzo subiektywnie, bo obiektywnie to genialna tabliczka o tyle bardziej, że jej nuty (dym, czerwone owoce, cierpko-miodowo-karmelowa słodycz) doskonale pasowały do dodatku.
Dwie kostki jako ciekawostkę dałam Mamie, ale potwierdziło się, że jednak po prostu nie lubi ciemnej czekolady, goji osobno jej nie pasowały (woli suszone, acz nie aż tak jak ja), acz przyznała, że mimo iż także ona nie lubi takiej formy tabliczek ("z ponalepianym", jak mówi), akurat w tym przypadku "razem to najlepiej pracowało".


ocena: 8/10
kupiłam: Słodki Przystanek (dostałam)
cena: 18,90 zł (za 100 g; ja dostałam)
kaloryczność: nie podana
czy kupię znów: nie

Skład: ziarno kakao, cukier trzcinowy, jagody goji liofilizowane (2%), lecytyna sojowa

poniedziałek, 23 marca 2020

Torras Organic Goji Beans & Acai ciemna 52 % z jagodami goji i acai

Po strasznie naaromatyzowanej, wręcz perfumowej a jakoś mało ciemnoczekoladowej Torras Organic Toasted Sesame & Pollen do drugiej zupełnie straciłam zapał. Owszem, kupiłam ją tylko dla dodatków, wychodząc z założenia, że zdecydowanie za mało czekolad jest z goji, ale... zaczęłam się bać, czy to aby na pewno czekolada z goji, a nie jakaś "perfumolada z goji". Otworzyłam ją, zastanawiając się, czy też da radę choćby dzięki smakowitym owocom wyciągnąć na tyle, bym zechciała ją skończyć na uczelni jako coś mało wymagającego, czy też trafi do taty.

Torras Organic Goji Beans & Acai / Czekolada gorzka z jagodami goji & acai kwiatowym to ciemna czekolada o zawartości 52 % kakao z suszonymi jagodami goji i sproszkowanymi jagodami acai.

Po otwarciu poczułam intensywnie słodki zapach delikatnie karmelowo-miodowy i jagodowy. Na to drugie złożyły się apetycznie soczyste jagódki naturalne, jak i pudrowe cukierki jagodowe. Trudno było przewidzieć, czy pójdzie w kierunku smakowitości, czy nie... Stwierdzenie, że tak, było dość ryzykowne, ale... Gdy przełamałam i do głosu doszły cierpko-soczyste, specyficzne goji, uznałam, że najprawdopodobniej.

Tabliczka była dość twarda, ale łamała się ładnie. Jedynie jagody goji się rwały - mniej więcej równomiernie dodano odpowiednią ilość całych sztuk. Dzięki temu zachowały świeżość i jędrność. Mimo że suszone, nie przypominały trupo-suszców, a soczyste, rzężące od pestek owoce.
W ustach czekolada rozpływała się dość powoli, ale łatwo i w miarę nieźle. Wydawała się "głównie gładka", acz trafiałam na drobinki i proszkowy efekt, wzmagający się chwilami. Czekolada miękła, zmieniała się w luźno-kremową, trochę wodnistą masę; nie zalepiała. Odsłaniała soczyste jagody goji. Nie upodobniły jej do ulepka, ale wydawały się dziwnymi kulkami, pałętającymi się trochę bez sensu.

W smaku uderzyła silna, miodowo-cukierkowa słodycz. Rosła szybko, po czym nieco się stabilizowała. Jagódkowy wątek puścił przodem ogrom jasnego, zasładzającego miodu i delikatnego karmelu. Dominowały na początku, ale zreflektowały się.

Słodkie jagódki po chwili również zdecydowały się działać. Brnęły w cukierkowo-pudrowy, słodziaśny kontekst, co mi się nie podobało, ale upuściły też smakowitą soczystość jagód. Uprzyjemniło to odbiór, mimo że wpisywało się w słodycz, zamiast ją przełamać.

Niewyrazista czekoladowa baza podporządkowała się im, nie dodając zbyt wiele. Szybko zaczęłam postrzegać jagodowy smak jako przerysowany. Namiastka gorzkości trzymała się karmelu. Przy kawałkach goji trochę się uwypuklała, ale i tak bardzo mi jej brakowało. Te bowiem podkreślały goryczkę, wprowadzając swą cierpkość. Dość soczyste i raczej wytrawne, dopiero rozgryzane (robiłam to raczej pod koniec rozpływania się kęsa) przełamały przesłodzoną kompozycję, by zaraz osłabnąć.

Na końcówce mieszały się z miodowo-karmelową słodyczą, odciągając chwilowo uwagę od pudrowych jagód. Zrobiło się naturalniej, ale wciąż za słodko. Rozgryzałam je pod koniec, "obok czekolady", wysysałam, ale po debiucie, traciły impet. Doszukałam się za to wanilii.

Niestety rosnąca wanilia pozwoliła przerysowanemu aromatowi wyleźć w posmaku. Pudrowe jagody nie dały za wygraną i pozostały wraz z poczuciem karmelowo-miodowego przesłodzenia.

Całość mnie nie porwała, mimo że obiektywnie niezła: uniwersalne rozpływanie się i ostrożny smak. Nie była bardzo gorzka czy cierpka, goji wyszły przystępnie, ale... trochę bez ładu. Przeszkadzało mi, że jagódkowość była dziwnie nachalna, mimo że nie sztuczna. Czekolada sama w sobie była z kolei za słodka i bez charakteru ciemnej. Taka ot, tło i nic więcej.
Kawałek z ciekawości dałam Mamie, uznała, że: "No, niegorzka, dobrze się rozpuszcza, jakąś owocową nutę czuję, tylko te goji niepotrzebnie, bo tak zostają i nie wiadomo, co z nimi zrobić". Nie jej typ, a jako że i nie mój (goji to jednak lubię jak i np. figi, daktyle - oddzielnie, albo... do batonów bardziej chyba pasują; mało mi smaku ciemnoczekoladowego), oddałam Tacie prawie całą. Nie jestem ogółem przekonana co do łączenia jednych i drugich jagód - chyba tylko "słowo" jagoda je łączy.


ocena: 6/10
kupiłam: Kaufland
cena: 12,99 zł
kaloryczność: 522 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: cukier trzcinowy, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, jagody goji 6 %, sproszkowane jagody acai 1 %, lecytyna słonecznikowa, naturalne aromaty (owoce leśne, wanilia)

poniedziałek, 5 lutego 2018

Surovital CoCoa Raw Czekolada z jagodami goji ciemna 65 % z Peru z goji i kruszonym kakao

Bardzo lubię czekolady Surovital. Nawet ich daktyle mnie zaciekawiły, mimo że ogólnie daktyle uważam za tak pyszne, że nie powinno się już nic z nimi robić (kocham je ciamkać same). Przy nich jednak potwierdziło się, że nie lubię owoców / orzechów w czekoladzie. Nie. Ja muszę mieć suszone owoce i czekoladę, ewentualnie (mniam) czekoladę z owocami, nie zaś owoce oblane czekoladą. Opuściłam więc goji oblane czekoladą, ale jako wielbicielka tych jagód, musiałam sięgnąć po ich tabliczkę z nimi.

Surovital CoCoa Raw Czekolada z jagodami goji to ciemna surowa czekolada o zawartości 65 % kakao z Peru z jagodami goji i kruszonymi kawałkami kakao.

Od razu po otwarciu poczułam smakowicie ciemnoczekoladowy zapach ziemi, mający w sobie mnóstwo wilgoci - i to takiej trochę kwiatowo-cytrusowej. Przy wąchaniu tabliczki dało się wyczuć też pewną cierpkość goji.

Przy łamaniu tabliczka była twarda, chrupnęła zdrowo, a dodatki pozostały solidnie w nią wtopione (nibsy nie obsypywały się, a goji nieco się ciągnęły i rwały).
W ustach czekolada... prawie się nie rozpływała. Trzeba było ją ssać, obracać i dopiero ulegała, a i tak robiła to bardzo opornie i nieco wodniście. Była dziwnie gładko-niegładka. Dodatki okazały się tu zbawienne, bo gdy czekolada tak długo zalegała na języku, można było zająć się właśnie nimi. Nibsy nie były twarde, lecz chrupały przyjemnie, a goji uznałam za zadowalające, bo pewną jędrność zachowały, choć z czasem miękły.

W smaku najpierw czuć przede wszystkim słodycz przybierającą karmelowy wydźwięk - coraz wyraźniej za sprawą ogólnie dymnego klimatu. Dość długo utrzymywała się jako smak przewodni, jednak i goryczki nie pozostawały bierne.
Gorzkawy dym powoli wszystko osnuwał i nadawał poważniejszego wyrazu.
Wchodził w gorzkawo-ziemistą nutę, przez co raz i drugi pomyślałam nawet o kawie, jej fusach właściwie.
Ziemistość jednak szła także swoją drogą. Smakowo wydała mi się dość... "wilgotna", być może rześka - cytrusowa?
Ogólnie jednak sama czekolada była łagodna; to dodatki odegrały ogromną rolę.

Otóż goji świetnie nakręciły goryczkę i wręcz słodką cierpkawość, podsyciły soczystość i wpisały się w owocowo-rześkie tony. Miałam jednak wrażenie, że dość słodka czekolada je złagodziła (a goji sprawiły, że chwilami postrzegałam słodycz jako nieco bardziej miodową niż karmelową).
Być może to drugi - o wiele charakterniejszy - dodatek trochę je tak zepchnął. Kawałki kakao bowiem nieziemsko podkręcały kwaskowaty smak kakao o takich słodowo-ziemiście-cytrusowych zapędach. Robiło się naprawdę soczyście.

Gdy nacieszyłam się dodatkami, a czekolada skończyła się rozpuszczać, pozostawał posmak o wiele bardziej czekoladowy, niż czekoladowo smakowała sama czekolada (pewnie po dodatkach) oraz kwaskowatość nibsów i słodka cierpkość goji.

Moja tabliczka była ogólnie trochę uboga w dodatki, ale nibsów taka ilość wystarczyła, by cudnie zagrały (nie wierzę, że to piszę, bo nie przepadam za ich dodatkiem). Goji... czułam niedosyt. Powinni ich dać więcej i np. wtopić dodatkową ilość w samą czekoladę. Może wtedy także lepiej by się rozpuszczała?
Ogólnie jednak bardzo mi smakowała i uważam, że to genialne i rzadko spotykane zestawienie dodatków.

PS Jak tak szukałam o niej w internecie, to trochę ją zmieniono (kiedyś miała 571 kcal / 100 g), niestety nie wiem, co konkretnie (bo zmiany musiały być tak niewielkie, że nawet kolejność składników została ta sama).


ocena: 8,5/10
kupiłam: Tesco
cena: 10,90 zł (50 g)
kaloryczność: 561 kcal / 100 g
czy kupię znów: tak

Skład: ziarna kakao, cukier z kwiatu palmy kokosowej, tłuszcz kakaowy, jagody goji 5%, kruszone ziarna kakaowca, wanilia Bourbon

piątek, 3 listopada 2017

Pana Chocolate 50 % Coconut & Goji surowa 50 % z Boliwii z kokosem, jagodami goji, karobem i cynamonem słodzona syropem z agawy

Jakiś czas temu naszła mnie ochota na znalezienie jakiś ciekawych czekolad do próbowania, tak żeby mieć zapas różności, bo cały czas czekałam na czyste, plantacyjne nowości w Sekretach Czekolady. Nie wiem, czy inwestowanie w zupełnie nieznane marki to dobry pomysł, ale wyszłam z założenia, że skoro nawet w internecie mało się o nich czyta... to kto inny, jak nie ja, wielka, nieustraszona miłośniczka czekolad, ma je odkryć?
Kupiłam kilka różnych, dokładnie przyjrzałam się składowi pod naklejką z tłumaczeniem dopiero w domu i już wiedziałam, że "dziwadełka" mi się trafiły, ale... kto powiedział, że nie będą smaczne?


Pana Chocolate 50 % Coconut & Goji to "ciemna" surowa czekolada o zawartości 50 % kakao (tłuszcz + proszek) z Boliwii z kokosem (olej + płatki) i jagodami goji, słodzona syropem z agawy oraz z karobem, cynamonem cejlońskim i solą himalajską.

Po otwarciu poczułam zapach kakao, który po części skojarzył mi się z ciemnym chlebem. Gdy jednak nieco się rozniósł, poszedł bardziej w stronę masy czekoladowej i ziemistego piernika; którego konkretność napędzał wyraźnie wyczuwalny olej kokosowy. Znalazło się tu też trochę miejsca dla pewnej soczystości, ale dla słodyczy raczej nie.

Gruba tabliczka okazała się wręcz miękka, za sprawą dodatków rwała się zamiast łamać. Już w rękach czuć jej tłustość i pylistość. W ustach rozpuszczała się powoli w sposób proszkowo-pylisty, z suchawym efektem, mimo że nie była sucha. Ona była bardzo tłusta, wręcz oleista, ale i z soczystym motywem. Dzięki ogromnej ilości dodatków o zachwycającej konsystencji nie obrzydziło mnie to, mimo obecności pewnej nuty obrzydliwości. To właśnie duża ilość sporych dodatków napędzała soczystość. Jędrne, soczyste goji były bardziej ciągutkami niż jakimiś suszkami, a płatki kokosowe okazały się chrupiąco-chrzęszczące i cudownie puszczające sok.

Od pierwszego kęsa czułam gorzkość, na którą składał się olej kokosowy (efekt porównywalny do Surovital CoCoa kokosowej) i kakao. Nakręcała się ogólna naturalność mająca wręcz orzechowy klimat. Mówię tu zarówno o kokosie, bo był wyczuwalny też jako naturalny, płatko-wiórkowy, a nie tylko olej, a także o kakao z nieco dymnym, ziemisto-orzechowym charakterem. Wyszło trochę uładzone, bez konkretniejszych nut surowej czekolady - pewnie z racji zawartości tłuszczu kakaowego i wątpliwej miazgi - ale całkiem smacznie (po Zotterze Labooko Bolivia 90 % utwierdziłam się w przekonaniu, że pewnie i nie ma co się więcej doszukiwać, bo kakao stamtąd już takie dymno-orzechowe chyba jest).

Do gorzkości szybko dochodziła też "słodka goryczka" jagód goji, dodająca owocowy posmak i rześkość, do której włączała się też odrobinka szlachetnej słodyczy. Z nią zespojone były "smaczki" karobowo-cynamonowe, co znów przywodziło na myśl piernik z zapachu. Sól chyba tylko podkreślała co nieco, nie była zbyt wyczuwalna.

Pod koniec, przy przeżuwaniu rewelacyjnych dodatków czułam się, jakbym zjadła domowe trufle, czekoladki czy jakiś inny deser tego typu. Nie zabrakło temu charakteru kakao, ogólnej wytrawności, niskiej słodyczy, ale nie kojarzyło się z czekoladą. Chyba że taką domową - dobrą, ale nie do końca czekoladową. W posmaku pozostałam posmak goji i kokosa oraz oleju kokosowego, także jego poczucie w gardle i efekt tłustości na ustach. Wolałabym ogólnie mniej tłustości, ale nie był to poziom nie do przebrnięcia.
Było w tym coś obrzydliwego, ale i coś wciągającego. To było tak "obrzydliwawe", że aż smaczne. Właściwie to twór tak dziwny, że pewnie nie wielu osobom przypasuje. Ja sama mam problem z nazwaniem tego czekoladą... bo to w sumie nie czekolada, ale smaczny słodycz... gorycz? Dziwadło! Ale ciekawe. Nie żałuję, że kupiłam, ale gdybym wiedziała, że jest tak mało czekoladowe, nie kupiłabym. Przywodzi na myśl Łysoń, ale jest od niej lepiej zrobiona.


 ocena: 7/10
kupiłam: urbanvegan.pl
cena: 17,50 zł (za 45 g)
kaloryczność: 559 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: kakao 50% (tłuszcz kakaowy, kakao w proszku), ciemny syrop z agawy, olej kokosowy, jagody goji 10%, płatki kokosowe 7%, karob, cynamon cejloński, sól himalajska

wtorek, 14 lutego 2017

Vosges Super Dark 72 % Pomegranate & Goji ciemna z granatem, jagodami goji i różową solą himalajską

Ależ stęskniłam się za czekoladami Vosges! Mając za sobą parę nadziewanych czekolad tej firmy, postanowiłam wreszcie zabrać się za interesującą linię "Super Dark", czyli czekolad ciemnych z różnymi super foods (z której wcześniej próbowałam tylko Vosges Super Dark 72 % Coconut Ash & Banana, czyli z bananem i węglem kokosowym). Jeśli mam być szczera, jakoś nie kręcą mnie "super foods" same w sobie, ale akurat goji darzę sympatią.

Vosges Super Dark 72 % Pomegranate & Goji to ciemna czekolada o zawartości 72 % kakao z granatem, jagodami goji i różową solą himalajską.

Z opakowania wyjęłam bardzo ciemną tabliczkę o wyrazistym zapachu dość mocno prażonego kakao o kawowym charakterze. Trochę mnie zaskoczyło, że nie czuć ani owoców, ani soli.

Przy łamaniu okazała się twarda, ale w ustach rozpływała się bezproblemowo, gładko leniwie odsłaniając dosłownie drobinki owoców i kryształki soli, ale zanim to nastąpiło...

Miałam okazję przez dłuższą chwilę nacieszyć się głębokim smakiem czekolady. Początkowo było to dokładne odzwierciedlenie zapachu, bo w ustach rozeszła się mocno palona, przyjemnie gorzkawa kawa, jednak z czasem zaczęła przybierać coraz bardziej ziemisty wydźwięk. 
Palony motyw także rósł, aż nagle zorientowałam się, że wraz z nim przedziera się sól. W pewnym momencie zrobiło się naprawdę bardzo słono, ale nie była to taka jednoznaczna słoność, tylko wymieszana z gorzkawością i wanilią, głęboka. 
Słodycz cały czas była minimalna, ale miała wyraźnie waniliowy charakter, co bardzo przyjemnie zgrało się z solą i utworzyło przejście do dosłownie odrobiny owoców.

Te były ledwo wyczuwalne, ale bardzo umiejętnie wkomponowane. Nawet konsystencję miały dość neutralną, bo były drobne, z pesteczkami i dość twarde, ale nie przypominały kamieni, a pestki nie irytowały. Chwilami kawałki granatu wydawały się nawet ciut soczyste - bo właśnie: były pod postacią kawałeczków, nie proszku.
Granat czułam jako leciutką, stłumioną, choć niewątpliwie owocową słodycz pojawiającą się chwilami.

Z kolei jagody goji... były jeszcze mniej wyczuwalne, ale jak już się na nie trafiło, to dało się poczuć ten specyficzny smaczek, który ja nazywam "słodkawą goryczą" aczkolwiek... tak zatapiało się to w "kawowej" czekoladzie i specyficznej soli, że... chyba nie byłabym w stanie stwierdzić, że to właśnie goji, gdybym nie wiedziała.

I tutaj mam pewne spostrzeżenie. Początkowo ten prawie brak smaku owoców mi przeszkadzał, ale po kostce czy dwóch wczułam się i odkryłam, jak genialnie się to ze sobą łączy. To jedynie dodatki niezakłócające pysznej czekolady, która jednak jest dość słona. I nie jest to zwykła sól, a ta właśnie różowa himalajska. Ona ma według mnie specyficzny słono-gorzkawy smaczek, co doskonale pasowało do goji, a i wydaje mi się, że i granat ciekawie podkręciła - choć ten może na zasadzie kontrastu?
Miałam wrażenie, jakby owoce udawały tu przyprawy, nie zaś dodatek, nie wyszło to bowiem "za mało tego i tego", tylko "mało, malutko, ale... to jest dobre".
Nie odczuwałam niedosytu, mimo że i jagody goji, i granat bardzo lubię. Wystarczyło.

To była bardzo smakowita czekolada, znacząco słona, z nutką tytułowych owoców. Może i wolałabym, żeby goryczki goji było więcej, ale nie powiedziane, że wtedy pyszna czekolada nie byłaby zaburzona. Chętnie do niej wrócę (dobrze, że poprosiłam aż o dwie tabliczki), ale serca aż tak mi nie skradła.


ocena: 9/10
kupiłam: Wegmans (chyba; ktoś kupował na moje "zlecenie")
cena: 7.50 $
kaloryczność: 558 kcal / 100 g
czy kupię znów: z chęcią do niej wrócę

Skład: ciemna czekolada (miazga kakaowa, cukier, tłuszcz kakaowy, lecytyna sojowa, wanilia), jagody goji, proszek z granatu, sól