Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lody: imbir. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lody: imbir. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 sierpnia 2020

lody Breyers Spiced Cookie Dough

W sumie nie podoba mi się wyrabianie sobie opinii o całej marce na podstawie jednego produktu, ale uważam, że po jednym rozsądny człowiek jest w stanie powiedzieć, czy ma czego szukać dla siebie wśród asortymentu danej marki. Myślę tu o prześledzeniu kategorii, składów i opisów innych produktów. Tak po jednej rzeczy mogę więc spokojnie porzucić markę nieczekolad. Producentom czekolad czasem daję drugą szansę (czasem nawet więcej), nawet jak trafię na paskudę. Po prostu przyzwyczaiłam się do swojego pecha i tendencji do trafiania na np. najgorszy wariant z serii (dlatego długo kupowałam od razu całą serię). Z lodami jest jednak problem. Jem je rzadko, bo lubię te duże, a nie jestem lodożercą, nie wyobrażam sobie jeść codziennie lodów. Gdy na jakieś się natnę, zazwyczaj już do całej marki jestem sceptyczna. Tak stało się z Marletto (po zwykłych kawowych i po jednych wegańskich, których recenzja kiedyś tam), a także z Halo Top Cinnamon Roll. Zrobiłam to jednak biorąc pod uwagę kategorię - bo ani lody czyste, ani wegańskie, ani widać niskokaloryczne nie są dla mnie. W ogóle uważam, że jak przesadnie obniża się kaloryczność, nie wychodzi w końcu nic dobrego. Pewne produkty swoją muszą mieć i kropka. Breyers skreśliłam po Cookies & Cream. Nie myślałabym o dawaniu im drugiej szansy gdyby jednak nie korzennie-zakalcowy wariant i to, że pojawił się w ramach nowej linii, wprowadzonej razem z (ponoć) poprawieniem dawnych smaków. Podejrzliwie bo podejrzliwie, dla zakalców zrobiłam wyjątek. Bo wciąż też nie mogłam przeboleć, że tak zepsuli (Gelatelli Cookie Dough - recenzja z roku 2020) niegdyś idealne (McEnnedy / Gelatelli Master of Taste Cookie Dough) zakalce w lidlowych lodach.

Breyers Spiced Cookie Dough to lody cynamonowe z kawałkami zakalcowych ("cookie dough") ciastek imbirowych; z wysoką zawartości białka, bez cukru.
Pudło zawiera 465 ml / 251 g.

Gdy tylko otworzyłam opakowanie, poczułam smakowicie ciasteczkowy, maślano-ciastowy zapach. Od razu pomyślałam o jakimś jasnym, kapciowatym ciachu, "waniliowatym" drożdżowym, trochę słodzikowym. Na pewno słodkim, ale nie napastliwie. Zajechało to odrobinę zakalcem. Zawarł w sobie lekką ostrość ciepłych przypraw korzennych. W trakcie jedzenia o wiele wyraźniej poczułam korzenną nutę, mieszającą się ze słodzikowością. Pachniało to całkiem ładnie.

Masa lodowa nie była twarda nawet na początku po wyjęciu z zamrażarki. Wykazywała trochę gumową miękkość, choć topiła się, jakby coś ją stopowało. Niby w miarę szybko, ale dziwnie... Bardziej "rozchodziła się". Nie była gęsta, a rzadkawa... choć też nie rzadka czy jednoznacznie wodnista. Raczej wodniście-jakaś... Wodniście-zagęszczona? Wydała mi się lekko szorstkawa, tłustawa, ale nie tłusta. Co więcej, czuć w niej drobinki cynamonu. Sumując to wszystko, tragedii nie było, ale brakowało mi kremowości i odrzucała mnie gumowość (to jednak bardzo subiektywne odczucia - np. Grycan są według mnie bardziej gumowe, czego nie cierpię).
Dodano do niej całkiem sporo średniej wielkości ciastek w kształcie wałków. Nie chrupały, były zwarte i wilgotne. Dziwnie rozłaziły się na mączno-pyliste grudki. Wydawały się zrobione na bazie miałkiego cukru, zmielonych kryształków. Okazały się lekko tłustawe i chrzęszcząco-rzężąco-trzeszczące. Rzeczywiście w pewnym stopniu zakalcowe, ale... jak słodzikowy zakalec.

W smaku masa lodowa od początku przedstawiła się jako delikatnie mleczna, wodniście-mleczna jak nijakie mleko odtłuszczone i jedynie słodkawa. Zaskakująco wyraźna wydała mi się natomiast jakby maślana nuta. Po chwili słodycz rosła w kontekście chłodzącym słodzikowo-waniliowo, a ja pomyślałam o maślano-drożdżowym cieście. Czułam, że masę naaromatyzowano trochę, ale chyba też przesiąkła dodatkami. Nie mogłam jednak odegnać myśli o tym, że w gruncie rzeczy baza wydaje się nijaka.

Na tym mdłym tle całkiem nieźle zarysował się jednak cynamon. Ewidentnie poczułam słodką pikanterię jego i słodziku. Zaczęło to aż nieco gryźć w język. Wraz z tym, jak masa coraz bardziej się topiła, w pieczeniu coraz większą rolę odgrywał słodzik. Z czasem sama baza nie wydała mi się już tak mocno przyprawiona cynamonu, więc brakowało mi w niej jego charakteru. A pieczenie przeszkadzało.

Zakalcowe ciastka niewiele pomogły, acz rozgrzewającą, korzenną nutę trochę rozkręciły. Czułam w nich ostrzejsze przyprawy i chłodno-ostrą słodycz. Prędko rozgrzewały gardło ostrością imbiru. Chwilę potrzymane w ustach piekły w język, ale nie były specjalnie wyraziste w smak. W sensie: nie było w nich czuć mocnego smaku imbiru. To raczej jego ostrość zmieszana ze słodzikiem. Na pewno były też mączne i... słodkawe? Słodkawo-żadne. Rzeczywiście oddawały maślaną masę na ciasto, jednak pozostawiając dziwną goryczkę, nie wyszły jak smakowite cookie dough.

Po nich masa lodowa wydawała się w sumie bardziej słodko-żadna, bez polotu i już nawet nie taka szczypiąca.

Po zjedzeniu nawet niewielkiej ilości (1/5 pudła?) został intensywny i męczący posmak słodziku i jego chłodkowaty efekt, mimo ciepłych przypraw. Było ich zdecydowanie za mało, za to nijako-gryząca słodzikowość i mączność ciastek wybiły się bez skrupułów. Pieczenie imbiru czułam, natomiast sam imbir jakoś nie zaprezentował się tak, jak bym chciała. Jego leciutki posmak z zakalców, tak jak odrobinka przyprawienia nie wyszły atrakcyjnie.

Niewątpliwie mają wiele. Struktura nie odpowiadała mi, a maślane posmaki, słodzikowa, napastliwa ostrość i jednocześnie nijakość drażniły. Zakalcowy dodatek od biedy mógł być, mimo że nie był spełnieniem marzeń... ani na dobrą sprawę wzorowym cookie dough. Przypraw trochę czuć, choć brakowało im dobrej bazy. Z jednej strony staram się patrzeć na nie, jako na lody, których starano się obniżyć kaloryczność, jak to tylko możliwe, ale z drugiej... Co z tego, że coś ma mało kalorii, jak smakuje tak, że aż jeść się tego nie chce? To chyba nie sztuka.

Daleko im do smakowitych, autentycznie imbirowych (ale jednak o normalnej kaloryczności) Haagen-Dazs Artisan Collection Ginger Molasses Cookie. Skojarzyły mi się za to z Halo Top Cinnamon Roll z tym, że jakby pseudozakalcowo-ostrą i niezjadliwą ich wersją. Wolałam podlinkowane, bo miały mleczną bazę, której słodycz była po prostu niska, a nie dziwna i "niska, ale nic oprócz niej".
Trochę pojadłam, resztę oddałam Mamie, która także uwielbia lody z cookie cough, a i do korzennych smaków nic nie ma. Jej opinia: "Fu, jakie okropne, ta sama baza ohydna. Tam ten cynamon chyba aż mnie w język gryzł, choć jego smaku to specjalnie nie czułam. Ostre to, nie topiło się, a zakalce? Próbowałam się przekonać, ale i one okropne. Koło zakalca to one nie stały. Imbirowe? Smaku imbiru raczej nie znam, ale może, bo takie też trochę ostre były. Jak można coś takiego wyprodukować?". Lody żywota dokończyły w kiblu.
(Trochę zaginam czasoprzestrzeń, bo puściłam tę recenzję przodem, niechronologicznie, by może dzięki mnie ktoś się ustrzegł; po nich i po jeszcze jakiś jednak już w ogóle zraziłam się do pewnego typu lodów.)


ocena: 3/10
kupiłam: Carrefour (ojciec mi kupił)
cena: 19,49 zł (za 465 ml - on płacił)
kaloryczność: 139 kcal / 100 g; 75 kcal / 100 ml
czy kupię znów: nie

Skład: odtworzone mleko odtłuszczone, zagęszczone odtłuszczone mleko, maltodekstryna, słodziki (erytrytol, maltitole, sukraloza), białka mleka, śmietanka 4,6%, mąka pszenna, stabilizatory (glicerol, guma guar, mączka chleba świętojańskiego), olej kokosowy, masło, emulgator (mono- i diglicerydy kwasów tłuszczowych), aromaty, cynamon, imbir, sól

środa, 2 września 2015

lody Haagen-Dazs Artisan Collection Ginger Molasses Cookie

Jadąc do Stanów trochę planowałam, jakie lody i czekolady tu kupować. Nie chciałam marnować czasu na godzinne stanie przed półkami, nie mogąc się zdecydować, co wybrać. Postanowiłam sobie, że nie opuszczę smaku masła orzechowego, solonego karmelu itp.
Założenie było dobre, ale tak się składa, że w sklepach, w których byłam w ciągu pierwszych dni nie było większości smaków, które miałam nadzieję znaleźć.

Były za to inne, takie, których w internecie nawet nie widziałam, a wszystkie tak ciekawe, że najchętniej kupiłabym wszystkie smaki, jakie w sklepowej zamrażarce były.
Musiałam dokonać selekcji, czego nie mogę przegapić, co ewentualnie mogłabym sobie odpuścić, a co w gruncie rzeczy może mnie nie zachwycić aż na 10/10.

Nie wiedziałam, co robić, jednak kiedy zauważyłam Haagen-Dazs Artisian Ginger Collection Ginger Molasses Cookie Ice Cream, wiedziałam, że to jest to. Przy nich nawet lody z masłem orzechowym nie wydawały mi się aż tak atrakcyjne. Lody waniliowo-cynamonowe z imbirowymi ciasteczkami słodzonymi melasą - toż to brzmi po prostu niebiańsko!


W domu ciężko mi było nie rzucić się na nie od razu. Wiecie, jak trudno było porobić wszystkie potrzebne zdjęcia, nie podjadając? Kiedy uniosłam wieczko i zerwałam folię, poczułam cynamonowy zapach, ugłaskany przez wanilię, a podjudzany przez imbir.
Beżowa masa lodowa, spod której wyglądały rudawo-brązowe ciastka, naprawdę spore sztuki. Mało nie utopiłam się we własnej ślinie

Czym prędzej chwyciłam łyżkę i wbiłam ją w lody. Zdziwiłam się, kiedy udało mi się jej nie wygiąć. Nie były po prostu aż tak twarde, jak myślałam, że będą. Owszem, gęste i zbite, ale w wersji w pełni do poradzenia sobie z taką konsystencją.

Sama lodowa masa jest wyraziście śmietankowa. Odrobinę tylko tłustawa, za to w 100 %-ach naturalnie. Nie ma tu miejsca na żadne rozwodnienie, czy smak mleka w proszku.
Słodycz stoi na dość wysokim poziomie, ale nie zamula. Wzmacnia ją całkiem silny akcent wanilii, co rewelacyjnie przekłada się na smak. Lody są bowiem z niezaprzeczalną waniliową nutą, jednak to tylko kropla w morzu smaków. Wanilia, wyrazista i silna w końcu, w dużej ilości mogłaby skutecznie zasłodzić te lody i chociaż wolę wanilię, niż ekstrakt z niej (to chyba oczywiste), to w tym przypadku wszystko pasuje mi tak, jak jest.

Pewnie dlatego, że nie są to zwykle waniliowe lody. Już od pierwszej chwili czuje się cynamon. Jest go niewiele, więc nie czuć tu jego pikanterii, jednak nadaje lodom niepowtarzalnego smaku. Kocham cynamon i nawet jego znikoma ilość mnie cieszy. W tych lodach nawet dało się go zauważyć, chociaż próbując samej masy, stwierdziłam, że mogłoby być więcej tej przyprawy.

Moje zdanie zmieniło się jednak dość szybko, kiedy zgarnęłam łyżeczką ciasteczka. Kiedy już spoczęły na języku, doszła do mnie ich słodycz, całkiem silna, jak na ciastka. Po chwili doszedł do tego oczywisty ''pieczony'' smak, na co zareagowałam entuzjazmem, bo były to ciasteczka bardzo dobrze wypieczone. Gorzkawość, ale naprawdę minimalna, wyłoniła się na moment, po czym zniknęła w smaku imbiru. Z początku szedł w parze z cynamonem, jednak po chwili w gardle poczułam jego ostrość i oto miał miejsce debiut samego imbiru. Pokazał mi, co potrafi i to było... głębokie i charakterne! Rozgrzewająca moc przypraw korzennych znów zachwyciła mnie całkiem na nowo, bo w Haagen-Dazs jeszcze czegoś takiego nie czułam. Przy zajadaniu się tymi ciasteczkami w końcu nadchodził moment, kiedy łagodniały. Znów nadciągała słodycz, teraz jednak słabsza. Może minimalnie palona. Goździki powitalny mnie bardzo ciepło i przyjemnie.

Każdą z tych przypraw mogłam bez problemu zidentyfikować i każda miała czas, na odsłonięcie sowich walorów. Korzenne dodatki wykorzystały ten czas maksymalnie.
Smakiem mogłabym zachwycać się godzinami, jednak konsystencja też jest warta uwagi. Ciastka, dość spore kawałki, są chrupiące i odrobinę suche, ale trafiłam też na kilka lekko wilgotnych i przyjemnie miękkich.

Połączenie lekko cynamonowych, odrobinę waniliowych lodów, z tymi chrupiącymi i wyrazistymi ciastkami było przewspaniałe. Pikanteria poszczególnych przypraw nadawała lodom właściwy kierunek, więc doceniłam ich z pozoru za delikatny smak. Jest dość słodko, a równocześnie imbirowo.

Uwielbiam takie kombinacje i te lody zdecydowanie i bezsprzecznie trafiają na listę moich ulubionych. Oh, będzie mi ich w Polsce strasznie brakowało!


ocena: 10/10
kupiłam: 4.19 $ (chyba)
cena: Graul's
kaloryczność: 274 kcal / 100 g
czy znów kupię: tak, jak tylko będę miała okazję

Skład: waniliowo-cynamonowe lody (śmietanka, odtłuszczone mleko, cukier, żółtka jaj, cynamon, ekstrakt z wanilii), kawałki imbirowych ciasteczek z melasą (cukier, mąka pszenna, olej kokosowy, masło: śmietana, sól; melasa, cukier brązowy, imbir, jaja, soda do pieczenia, cynamon, goździki, sól, naturalny aromat, gałka muszkatołowa