Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Luximo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Luximo. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 marca 2021

Luximo Premium 72 % Ekwador Czekolada gorzka / ciemna z kawałkami karmelu i solą morską

Nie lubię Millano-Barona, aczkolwiek parę ich czekolad produkowanych dla Biedronki pozytywnie mnie zaskoczyło. Gdy jakiś czas po kupnie Moser Roth Dark Caramel Sea Salt dostrzegłam analogiczny smak w tymże markecie właśnie, kupiłam z przekonaniem, że na pewno tragedii nie będzie. Luximo Premium 70 % z solą morską była naprawdę dobra, więc mimo że Luximo Premium 72 % z kawałkami karmelu mi nie podeszła, myśląc o dzisiaj prezentowanej, czułam się... bezpiecznie. Wreszcie przynajmniej słuszna zawartość kakao, a nie jak w podlinkowanej już MR.

Luximo Premium 72 % Ekwador Czekolada gorzka z kawałkami karmelu i solą morską to ciemna czekolada o zawartości 72 % kakao z Ekwadoru z solonymi karmelem, produkowana przez Baron-Millano dla Biedronki.  Występuje jako 126-gramowa czekolada podzielona na 6 mini-tabliczek.

Rozchylając papierek poczułam słodkie, delikatne kwiaty i gorzki zapach spalenizny, jak również gorzkich orzechów... laskowych? Odnotowałam też tanie karmelki... nie do końca czysto karmelowe, ale chyba z sugestią soli. Potem pomyślałam także o kawie i węglu. Po przełamaniu umocniły się karmelki, do których dołączyło przypalone masło i karmelowo-cukierkowa sztuczność. Sól wszystko to podkreślała, przekładając się na lekką rześkość. Wszystko to miało niestety dość tani wydźwięk bez polotu.

Twarda, ale sprawiająca wrażenie dość tłustej tabliczka elegancko, głośno trzaskała przy łamaniu. Ujawniała przekrój z dużą ilością lśniących kawałków karmelu koloru ecru ("brudnobiałych").
W ustach rozpływała się powoli. Początkowo trochę stawiała opór, ale w końcu miękła na gęsty krem. Trochę oblepiała podniebienie i usta, kojarząc się z miękkawą, ciepłą plasteliną. W kremie tym bliżej końca odnotowałam pyłkowość; pewnie trzeszczałaby, gdybym czekoladę gryzła.
Dość szybko zaczęły wyłaniać się większe i mniejsze kawałki karmelu. Nie wydawało się, że tabliczka to zlepek-ulepek, ale na ich brak narzekać nie można. Rozpływały się w miarę spójnie z resztą, a chrupnięte szybciej nie sprawiały większego kłopotu.
Karmel bowiem był szkliście chrupiąco-trzeszczący, mimo że się rozpuszczał. Zostawał do końca i wtedy dał się poznać jako wręcz skrzypiący, chrupiący, ale już dość miękkawy i trochę na krótko przylepiający się do zębów. W sumie nie irytował.
Soli było niewiele, musiała być bardzo drobna i rozpuszczająca się wraz z otoczeniem, ALE... W 3 na 5 tabliczek soli prawie nie było, a jak już to w ilości i formie zupełnie do przeoczenia w większości. Trafiłam tylko (aż?) na 5-6 kryształków i płatków wielkości karmelu skumulowanych w dwóch mini tabliczkach (i to ze 4 w jednej, 1 w drugiej...). Rosyjska ruletka? Bez komentarza.

W smaku przywitała mnie delikatna słodycz o wydźwięku kwiatów i cukru pudru oraz gorzkość spalenizny i palonej kawy. Zdarzało się (nawet bardzo często), że za nimi zarysowała się lekka słonawość lub karmelkowość, gdy odgryzając kawałek akurat trafiłam zębem na karmel.

Najprędzej i najkonsekwentniej rozchodziła się łagodna i przystępna gorzkość. Połączyła w sobie nieco spaloną nutę z węglem i odległymi, zgorzkniałymi orzechami. Wydała mi się w tym nieco kakaowo niegłęboka, ale w sumie nie w negatywnym sensie. Pomyślałam o przypalonym cieście kawowo-czekoladowym, może pierniku, zrobionym niestety ze sporą ilością masła. Dodano do niego trochę kawy i kawą prawdopodobnie się przy nim raczono. Nie wykluczyłabym, że to kawa z mlekiem, bo i jego posmak wyłapałam.

Po pewnym czasie, mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa, gdy spod czekolady wyłaniały się kawałki karmelu, rosła słodycz, Masło, trochę palone i dość natrętne, nabrało znaczenia, wychodząc na przód. Trzymała się go lekka mleczność i sztucznie cukierkowa nuta niby karmelu. Do głowy przyszły mi głównie cukrowo-sztucznawe, maślano-tanie karmelki. Ich słodki, coraz bardziej maślano-mleczny smak rósł. Wyszedł jakoś mało wyraziście, słodko-słodko, i nijako. Odrobinka soli, pojawiającej się przy nim bardzo rzadko, epizodycznie, podkreśliła w nim... niekarmelowość.
Gdy jednak raz czy dwa trafiło mi się nieco więcej soli (na całe opakowanie przypadły dwie mini tabliczki, w których były duże kryształki), zwróciła uwagę na drobną cierpkość czekolady.

Zza dodatku wychyliła się jakby mleczna nutka. Słodycz rosła, i choć nie była bardzo za silna, wyszła natrętnie. Wyraźnie czuć wanilię, ale też przytłaczający, kwiatowo-pudrowy i cukrowy motyw. Jakby i mleczne karmelki, i ciasto oprószyć zamiecią cukru pudru. To zaś zasugerowało pewną mleczność samej bazy.

Bliżej końca ciasto kakaowe podjęło walkę z cukierkami, ale bez efektu. Ciasto (piernik?) na pewno posypano cukrem pudrem, bo bliżej końca słodycz zrobiła się zwyklejsza, nudna, lecz wciąż nie zacukrzająca. Gdy czekolada już zniknęła, zostałam ze słodkim, mało karmelowym karmelem. Wzrosła jego cukierkowość, wydał mi się nijako-mlecznawy. Gdy przyspieszałam językiem jego rozpuszczanie się, trochę podgryzłam, wydał mi się jeszcze bardziej mleczny. Czyżbym wyłapała namiastkę słonawości? Tak mało, że nabrałabym się, iż to tylko iluzja, acz raz i drugi autentycznie poczułam szczyptę soli (podkreślającą maślaność i mleczność, nie karmel).

W posmaku oprócz po prostu słodkiego i cukierkowych, mleczno-maślanych karmelków został posmak delikatnej, palono-rozpuszczalnej kawy oraz leciutka cierpkość.

Czekolada wyszła dość budżetowo, bez polotu, ale sama w sobie raczej zadowalająco. Mimo maślaności w smaku, nie była bardzo tłusta. Sama w sobie przesłodzona nie była tak bardzo, to karmel ją przesłodził. Na szczęście jednak ilościowo nie było go tyle, by miał odciągać uwagę od bazy. Paloność... zostawała w sferze przyjemnej, poprzypalano-węgielnej, jeszcze nie czystej, okropnej spalenizny. Karmel mi jednak nie odpowiadał. Czysty cukier zabarwiony cukierkowością oraz mlekiem i masłem? Sól też okazała się problematyczna. Dodali ją okropnie: jakby kilka gigantycznych kawałów miało załatwić sprawę, a przez większość czasu miałam wrażenie, że o soli zapomnieli, ale... do takiego "karmelu" nie pasowałaby. Powinni lepiej ją wmieszać, drobniejszą. Coś tu nie zagrało, ale ogółem źle nie było.
Okropny był strach, że skoro zjadłam prawie całą mini tabliczkę i nie trafiłam na sól, to w końcu zamiast karmelu, chrupnę jej kulę... I to się powtarzało. Dwie były jakby bez soli, jedna ogólnie wyszła bardzo wypełniona... w tym solą. Beznadziejnie rozlokowali dodatki.
Jadłam sobie jadłam od biedy, ale gdy w przedostatniej tabliczce trafiłam na gigantyczną bryłę soli równą całej grubości tabliczki... straciłam apetyt.
Karmel z tej czekolady był jeszcze mniej karmelowo-palony (nawet po kolorze to widać) niż w Luximo Premium 72 % Ekwador Czekolada gorzka z kawałkami karmelu ciemna z Ekwadoru, a bardziej mleczno-maślany, przez co cała tabliczka wydawała się jeszcze mniej kawowo gorzka.
Zdecydowanie jednak wyszła o wiele lepiej niż Moser Roth Dark Caramel Sea Salt - Luximo miała ambitniejszy smak samej bazy, karmel dodano w odpowiedniej ilości i całość reprezentuje wyższą jakość. Spokojnie mogłaby mieć 7, gdyby nie problem soli.


ocena: 6/10
kupiłam: Biedronka
cena: 4,99 zł (za 125g)
kaloryczność: 529 kcal / 100 g; 1 mini tabliczka (21g) - 111kcal
czy kupię znów: nie

Skład: miazga kakaowa, cukier, kawałki karmelu 15% (cukier, syrop glukozowy, tłuszcz mleczny, sól, naturalny aromat, lecytyna sojowa), sól 0,5%, lecytyna sojowa, ekstrakt z wanilii

poniedziałek, 24 sierpnia 2020

Luximo Premium Czekolada gorzka 70 % z granulatem truskawkowym / ciemna z truskawkami

Tę Luximo kupiłam sama. To, że to biedronkowy Baron powinno może stanąć mi na drodze, ale właśnie tę serię dobrze wspominam. Co więcej, nie posądziłabym siebie kiedyś o to, ale jakoś polubiłam czekolady z dodatkami truskawek / malin, w tym zwłaszcza formę owocowych kawałków (świetnym przykładem jest J.D. Gross Ekwador 56 % z kawałkami truskawek lub Gross Ekwador 70 % z kawałkami nadzienia malinowego). Dopiero w domu doczytałam, że to granulat z naprawdę beznadziejnych składników - syropu. Przypomniałam sobie wstrętny cukier pomarańczowy w Luximo Premium Czekoladzie gorzkiej 70 % z płatkami pomarańczowymi od Barona-Millano. I nadzieje na miłe chwile legły w gruzach. Otworzyłam ją w dniu przyjazdu taty obstawiając, że pewnie trafi do niego.

Luximo Premium Czekolada gorzka 70 % z granulatem truskawkowym to ciemna czekolada o zawartości 70 % kakao z truskawkami, a dokładniej "granulatem truskawkowym", produkowana przez Millano-Baron dla Biedronki.

Po rozerwaniu sreberka poczułam intensywne konfiturowo-cukierkowe truskawki. Bez wątpienia były przerysowany, ale nie waliły chemią. Można by je nawet uznać za urocze w pewien sposób, mimo że dość kwaśne. Obok nich stał mocno palony zapach, przywodzący na myśl spaleniznę i tanie pierniki w polewie / czekoladzie ciemnej. Plątało się za tym coś lekko maślanego - jak właśnie przypalone maślane ciasto lub budżetowe pierniki, z nienaturalnie soczyście kwaśnymi, sztucznawymi truskawkowymi nadzieniami.

W dotyku tabliczka sprawiała wrażenie sucho-tłustej. Łamała się z głośnym trzaskiem, popisując się przy tym twardością. Jej przekrój okazał się ziarnisty. Ujawnił sporo kawałków w kolorze dzikiej czerwieni.
W ustach rozpływała się powoli, początkowo opornie. Cały czas zachowywała gęstość i zwartość, acz dość szybko miękła. Nie gięła się jednak. Była to przyzwoita miękkawość. Okazała się maślano tłusta, ale nie nazbyt ciężka. Wydała mi się minimalnie, pozytywnie pylista.
Kawałki truskawkowe też się częściowo rozpuszczały, ale i zostawały osobno. Przy próbie gryzienia ich dość szybko, trafiłam na chrupiący efekt kojarzący się z połączeniem liofilizowanych truskawek i chrupek zbożowych. Trochę skrzypiały, trochę przypominały cukier. Ani trochę nie lepiły się do zębów. Zostawione na koniec, już pozbawione cukru, truskawkowe drobinki były ot, nijakimi farfoclami z pestkami. Nie było ich jednak wiele w stosunku do ilości truskawkowego chrupacza ogółem. Jego większość była "chrupkowa".

W smaku czekolada od początku zaserwowała mi gorzkość na przyzwoitym poziomie. Nie za silna, nie za mocna, należała do palonego piernika. Palony smak wzrastał, aż spychał na tył samą truskawkową nutę, która pobrzmiewała nieśmiało (także już od chwili zrobienia kęsa). Poszedł w spaleniznę. Pomyślałam o przypalonym czekoladowym pierniku z... polewą czekoladową / kakaową. W tle doszukałam się margarynowo-maślanych, tanich nut.

To jednak częściowo zamaskowała słodycz. Nie była nachalna, a prosta i dobrze trafiona. Podeszła lekko pod wanilię, podkreśliła skojarzenie z pierniczkami w czekoladzie, które wywąchałam. Zaraz w niej właśnie wyraźniej odezwał się truskawkowy motyw. Wzrósł, po czym zrobił się kwaśny. Smakowało to niczym pierniczki nadziewane sztucznawo-naturalnym, soczystym dżemikiem truskawkowym.

Wraz z wyłanianiem się kawałków, kompozycję przecinała kwaśna truskawka. Była trochę sztuczna, ale i jak suszono-liofilizowany owoc. Wyszła przerysowana, ale nie drażniąca. Całkiem nieźle wpisała się w piernikową spaleniznę.

Końcówka była słodsza w prosty, ale nie za mocny sposób i mocno truskawkowa. Dodatek jednak nie zagłuszył czekolady zupełnie. Jako mocno palona baza, całkiem zacnie gorzkawa, ale nie cierpka, pobrzmiewała do końca.

Po wszystkim pozostał posmak palono-gorzki, zwyczajnie, choć w zasadzie mało słodki i truskawkowy w kontekście kwaśno-soczystym, uroczo-dżemikowo przerysowanym, ale jednocześnie zadowalająco autentycznym. Obyło się bez negatywnych posmaków.

Całość zaskoczyła mnie pozytywnie. Nie podobał mi się chrupacz, smak chwilami też - raził zwykłością i budżetowością, ale bardzo ucieszyło mnie, że nie waliło to ani tłuszczem, ani chemią. Słodycz trzymała się odpowiednio niskiego poziomu, a kompozycja mimo to wyszła dość uroczo. Tabliczka wydała mi się uniwersalna i przystępna.
Uznałam, że sama skończę ją na uczelni, gdzie zadowalają mnie też gorsze czekolady, niż w domowych warunkach, jednak plany pokrzyżował mi koronawirus i zamknięcie uczelni. Jednak po drugim podejściu uznałam, że za bardzo mnie męczy, więc powędrowała do ojca, któremu bardzo odpowiadała - lubi czekolady gryźć i właśnie chrupiące dodatku go cieszą. Oceniam więc, siląc się na szczyptę obiektywizmu, bo to chyba czekolada nie dla mnie po prostu (szczerze to bardzo personalnie skłaniałabym się do wystawienia 6).
Wyszła gorzej, bo taniej smakowo od Grossa, kawałki truskawkowe były sztuczniejsze. Czekolada niby miała wyższą zawartość kakao, ale wcale nie przełożyło się to na głębię (obstawiam, że przez zapchanie tłuszczem i to, że przypalili).


ocena: 6/10
kupiłam: Biedronka
cena: 3,49 zł
kaloryczność: 536 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: miazga kakaowa, cukier, tłuszcz kakaowy, granulat truskawkowy 2,5% (syrop glukozowy, cukier, truskawki, substancja zagęszczająca: alginian sodu), lecytyna sojowa, ekstrakt z wanilii, naturalny aromat truskawkowy

środa, 23 października 2019

Luximo Premium 74 % Sao Tome ciemna

Nie wiem dlaczego, ale w mojej głowie pojawiło się przekonanie, że ta tabliczka na pewno będzie miała, oprócz palonych charakterystycznych dla ciemnych Luximo, śmietankowe nuty. Tak w ogóle postrzegałam kakao z Sao Tome... A to dziwne, bo jadłam stamtąd tak niewiele propozycji, że szkoda gadać. I wcale aż takie śmietankowe nie były, ale... jedną z pierwszych plantacyjnych, z jakimi w ogóle miałam do czynienia była Morin Sao Tome 63 % i... ona mnie właśnie nieźle zaskoczyła śmietanową nutą (jeszcze nie byłam tak przyzwyczajona do rozmaitych nut w ciemnych). No właśnie. Śmietanową. A po Baronie w sumie wszystkiego można się było spodziewać.

Luximo Premium 74 % Sao Tome to ciemna czekolada o zawartości 74 % kakao z Sao Tome (Wysp Świętego Tomasza), produkowana przez Millano-Baron dla Biedronki. 

Gdy tylko rozerwałam sreberko, poczułam zaskakująco wyraźny zapach bliżej nieokreślonych orzechów - palonych, że aż lekko cierpko-goryczkowatych. Za nimi stała goryczkowato-słodka, lekko soczysta, trochę suchawa (z racji palonego wydźwięku) pomarańcza. Całość była w gruncie rzeczy słodka w sposób duszno-zwiewny, waniliowy, ale nie do końca.

Przy łamaniu twarda tabliczka głośno trzaskała. Sprawiała wrażenie właśnie takiej sucho-łamliwej.
W ustach wciąż cechowała ją tłustość, acz była to dziwna, sucha tłustość. Zbita czekolada szybko miękła i nieco zalepiała, kojarząc się przy tym z rzadką, ciepłą plasteliną lub prawie-bagienkiem, w którym znalazł się leciutki pyłkowy efekt. Rozpływała się powoli i trochę już w sposób męczący.

W smaku jako pierwszą poczułam słodycz. Nie była silna, ale wydała mi się osamotniona. Miała mleczny wydźwięk, niczym tylko trochę podrasowana naturalna słodycz mleka. Stonowana, acz mocno stąpająca po ziemi, ciężkawa.

Poprzez ciężkawość dość szybko spłynął mocniejszy smaczek o ciepłym, palonym charakterze. Gorzkawo-cierpki, łagodny, przedstawiał mocno palone orzechy. Z naciskiem na samo "palone". Był na tyle łagodny, trochę maślany, że mieszając się z mlekiem, prędko zaczął kojarzyć się z kaszą na mleku. Słodycz nasiliła się, serwując ogrom ciężko-dusznej wanilii i śmietanki.

W tym czasie paloność i delikatna gorzkość w tle zahaczyły o kawę. Ta wydobyła cierpkość i sugestię kwasku... Albo i nie sugestię, a delikatny akcent cytrusów. Poczułam pomarańczę... cierpko-goryczkowatą, a więc na pewno skórkę. Suszone plastry pomarańczy? Ogólna słodycz subtelnie zasugerowała pudrowość / kandyzowanie. Minimalna soczystość tego owocu też jednak była obecna. Z kolei śmietanka przez to podkradała się pod kwaskawą śmietanę.
Paloność weszła w tonację bardziej suszoną. Wciąż miało to ciepły wydźwięk, ale trochę... cierpko-pikantniejszy? Korzenny. Niczym suchawy, maślano-kaszowaty piernik?

Na pewno z lukrem. W drugiej połowie, już bliżej końca, słodycz zaczęła zdecydowanie rosnąć jako właśnie taka prosta, minimalnie "waniliowata" (daleko jej było do wanilii), a bardziej lukrowo-pudrowa, wciąż też śmietankowa.

Za śmietanką stała cierpkość, z delikatną gorzkością. Jakby kawa... kawa korzenna? Z nutką pomarańczy? Coś w ten deseń, ale mało wyrazistego.

W posmaku pozostała za to dość silna cierpkość, cytrusowość i poczucie mocnego palenia... wręcz przypalenia. Taka smakowo-fizyczna pylista suchość też, co było dziwne z racji, że tłustość czekolady również była odczuwalna.

Całość w zasadzie wyszła nieźle, acz... męcząco, bo zdecydowanie zabrakło tu wyrazistości. Podobnie jak inne z serii, mocno palona, słodka w sposób nie przesadzony, ale prosty i zwracający na siebie uwagę. Nuty głównie palono-śmietankowe, znowu kawa... jednak tym razem była to też orzechowa kaszowość, podbijająca mleczność i całkiem wyraźna pomarańcza o korzenno-piernikowym zacięciu. Kojarzyło mi się to z budżetową, wyciszoną wersją Michel Cluizel Vila Gracinda 67 % (właśnie z Sao Tome). Początkowo jakoś mnie nie chwytała, ale mimo ogólnej nudy... te pomarańczowo-korzenne zapędy w mleczności były poniekąd ciekawe, zwłaszcza jak na tę półkę.


ocena: 8/10
kupiłam: dostałam
cena: -
kaloryczność: 528 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: miazga kakaowa, cukier, lecytyna sojowa, ekstrakt z wanilii

piątek, 4 października 2019

Luximo Premium Czekolada gorzka 70 % z płatkami pomarańczowymi / ciemna z pomarańczą

W pewnym momencie poczułam dosłownie rozpacz, że mam tyle czekolad Millano, które prawdopodobnie odbiorę jako paskudne, a nie mam nawet komu ich upchnąć. Bez próbowania to nawet wyrzucić głupio... A z kolei jeśli chodzi o czekolady z pomarańczą, to mój problem jest następujący: kocham nuty pomarańczy w ciemnych, lubię połączenie pomarańczy i czekolady, marzy mi się dobra tabliczka ze skórką, ale... chyba jeszcze nigdy nie trafiłam na czekoladę z kawałkami tego owocu, która by mnie oczarowała. Przeważnie dodają kandyzowaną, a takiej nie lubię. Millano i takowa? Patrząc na skład nie byłam jednak pewna, czy to na pewno kandyzowana skórka - raczej nie. Po Luximo Premium 74 % Madagaskar nieśmiało zaczęła tlić się we mnie... prawienadzieja. Powtarzałam sobie też, że... może będzie lepiej niż Wawel Luximo Premium Czekolada Gorzka 70 %.

Luximo Premium Czekolada gorzka 70 % z płatkami pomarańczowymi to ciemna czekolada o zawartości 70 % kakao "z płatkami pomarańczowymi", produkowana przez Millano-Baron dla Biedronki.

Po otwarciu poczułam całkiem przyjemny pomarańczowy zapach, kojarzący się z naaromatyzowanymi galaretkami, ale także ze słodkim owocem w towarzystwie biernego kakao o palonokawowym wydźwięku.

W dotyku ciemna tabliczka sprawiała wrażenie próchnowatej, a przy łamaniu głośno trzaskała i nieco się kruszyła. Była twardo-sucha, gęsto najeżona dodatkiem.
W ustach rozpływała się łatwo, choć w średnim tempie, przybierając postać ulepkowatej grudki. Nie była zbyt tłusta czy sucha, ale dziwnie nieokreślona, bo pełna dodatku.
A ten był... jakby dużymi kryształkami pomarańczowego cukru. Twarde, chrupiąco-trzeszczące i przyklejające się do zębów kawałki były minimalnie soczyste. Wewnątrz trafiło się, że kawałek owocu się znalazł, ale... ogólnie to było straszne. Gdy tylko zaczęły się wyłaniać, byłam zdegustowana ich strukturą. Potem było już tylko gorzej. Wyjątkowo oblepiające zęby kawałki miękkawego cukru.

Od początku po ustach równocześnie rozchodziła się gorzkawość smaku palonego i goryczkowato-galaretkowa pomarańcza.

Słodycz nie czekała na zaproszenie - również rozeszła się szybko. Poniekąd waniliowa, nie za silna, ale prosta i dość ciężka. Mieszała się z pomarańczową nutą i szybko rosła wraz z tym, jak odsłaniały się kawałki dodatku.

Gorzkość w tym czasie za plecami pomarańczy przemyciła trochę palono-kawowy smak, trochę zaleciała spalenizną... Podpełzła też pod pomarańczę, weszła w cierpkawość. Kojarzyło mi się to z jakimiś galaretkami w czekoladzie czy raczej polewie czekoladowej. Smak niskich lotów i ze sztucznym echem.

Ta sztuczność rozchodziła się głównie od chrupaczy. Okazały się cukrowo-sztuczne, bardzo słodkie i pomarańczowe. Zestawiona została soczysta, smakowicie naturalna pomarańcza z taką sztuczną i cukrową. Sok pomarańczowy... kompletnie zepsuty sztucznym cukrem.

Miałam wrażenie, że aromat pomarańczowy i poczucie sztucznej słodyczy aż wgryzły mi się w język. Cierpkawa czekolada pod koniec wydała mi się jedynie mdłym tłem dla mdłego "smaku pomarańczowego".

Pozostał po tym posmak aromatu pomarańczowego, lekka kwaśność i cierpkość... ogólnie o tandetnym wydźwięku.

Całość była kiepska, ale forma dodatku sprawiła, że już pierwszy kęs miałam ochotę wypluć. Okropne kawałki trzeszczącego cukru - co z tego, że z sokiem pomarańczowym? Były potworne, oblepiały zęby i sprawiły, że czekolada zachowywała się jak ulepek. Smak tego był... "pomarańczowawy" i nudny. Po kęsie podziękowałam. O ile w przypadku miętowych tabliczek cukrowy chrupiący dodatek wydaje się jeszcze względnie normalny (tak jak miętówki - to w końcu twarde cukierki), tak jakby... landrynko-cukier pomarańczowy? Tragedia. Do tego stopnia, że miałam wszystko gdzieś i resztę czekolady oddałam z powrotem tacie, choćby miał wyrzucić. Zaznaczyłam też, że nigdy więcej takich prezentów nie chcę. Oczywiście nie mówię, że to najpotworniejsza czekolada na świecie... ktoś bardziej odporny na taką formę dodatku może być zadowolony.


ocena: 3/10
kupiłam: dostałam
cena: -
kaloryczność: 518 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: miazga kakaowa, cukier, płatki pomarańczowe 10% (sacharoza, pomarańcza, skrobia kukurydziana), tłuszcz kakaowy, lecytyna sojowa, naturalny aromat pomarańczowy, ekstrakt z wanilii

piątek, 27 września 2019

Luximo Premium Czekolada gorzka 85 % ciemna

Po kilku niezłych ciemnych Baronach tak sobie pomyślałam, że to ciekawe, jak uniwersalna to marka. Ma w ofercie nadziewańce kompletnie nie w moim guście (według mnie paskudne), chwalone przez wiele osób, ale właśnie i zadowalające ciemne. Szczerze? Nie spodziewałam się, że mnie nimi przekona ale... Luximo ciemna 70 % o smaku miętyLuximo Premium ciemna 70 % z solą, Luximo Premium 74 % Madagaskar pokazały, że może. Dzisiaj prezentowanej jednak nie byłam taka pewna, bo 85 % to już dość ryzykowna zawartość - nawet te dobre czasem mi nie pasują, kiedy np. są za tłuste czy coś. Za suche? Tego w przypadku tej nie obstawiałam, bo kakao odtłuszczonego w składzie nie miała. Nie wiedziałam, na co się nastawiać.

Luximo Premium Czekolada gorzka 85 % Cocoa to ciemna czekolada o zawartości 85 % kakao, produkowana przez Millano-Baron dla Biedronki.

Po otwarciu poczułam niezbyt zachęcający, jakby zgłuszony zapach spalonego, dość gorzkawo kakaowego piernika z lukrem waniliowym. Im dłużej siedziałam przy czekoladzie, tym ta waniliowa słodycz zdawała się odgrywać coraz większą rolę.

W dotyku sprawiała wrażenie idealnie gładkiej, suchej i zbitej, wręcz mało spożywczej. Trzaskała bardzo głośno z racji twardej chrupkości, przy czym łamała się po liniach prostych, trochę się krusząc.
W ustach stawiała opór, rozpuszczała się bardzo powoli, właściwie cały czas zachowując swój pierwotny kształt. Mimo to miękła i gięła się. Odebrałam ją jako bardzo zwartą, zbitą, dość przy tym tłustawą. Nie przeszkodziło jej to w byciu jednocześnie suchą i proszkowo-pylistą, pod koniec wręcz trzeszcząco-skrzypiącą. Wydała mi się trochę plastikowa.

Jako pierwszy, leniwie rozszedł się palono-spalony smak. Był dosadny, gorzkawy, ale jakby stłumiony i na pewno nie bardzo gorzki. Podkreśliła i podsyciła go cierpkość. Wahnęła się ku lekkiej kwaśności, ale jednak na nią się nie zdecydowała. Weszła w spaleniznę, uwypuklając nuty sadzy, takie spalono-suche... Jak spalony, orzechowy piernik. Trochę kakaowy, ale w dużej mierze wręcz maślano-neutralny. Dało to przystępny, wyciszony i w gruncie rzeczy dość nudny efekt.

Gorzkawość została dodatkowo stłumiona przez słodycz, która nadeszła po cierpkości. Chwilami wydawała mi się chamsko jałowa - niby nie mocna, ale taka... spleciona z nijakością, trochę lukrowa. Gdy jednak cierpkość ustąpiła, wyłoniła się waniliowość, jakoby trochę zastępując jej miejsce. Wydało mi się to trochę sztuczne i wciągnięte w spaloną neutralność. Kontrastowo znów pojawiła się cierpkość.

Końcówka, już znacząco osłodzona, zaserwowała neutralną gorzkawość, kojarzącą się z orzechami oraz cierpkość spalenizny, a także trochę gorzkości sadzy, która usiłowała wykreować się na ostrą. Brakowało temu mocy... jakby smaki chciały, a nie mogły.

Posmak należał za to bez dwóch zdań do cierpkości suchej, neutralnej spalenizny, złagodzonej maślanością i prostą, nie za mocną słodyczą. Trudno go nazwać przyjemnym, ale nieprzyjemny też nie był.

Chciałabym napisać, że "na smak trzeba długo czekać", ale... właśnie problemem tej tabliczki jest brak konkretniejszego smaku. Nieprzyjazna, jakaś niespożywcza (?) struktura nie pomogła. Zaleganie takiego kawałka w ustach po pewnym czasie po prostu nudzi. Nie była to jednak niesmaczna czekolada. Mimo wręcz spalonego smaku, waniliowa słodycz wcale się z nim nie gryzła (co według mnie często się zdarza w tego typu czekoladach). Niestety, to chyba głównie dzięki tej neutralności... Dobrze jednak, że nie było to zbyt maślane. Całościowo... w sumie każdy może zjeść, bo nie za słodko, nie za gorzko, kwachu też brak. Delikatna i nudna, ale lepsza od tanio-wykastrowanego Lindta 85%. Nie ma jej jednak co porównywać z również delikatną, ale bogatszą w poszczególne nuty Tesco Swiss 85%. Nie powiedziałabym, że Luximo ma aż tyle kakao.


ocena: 7/10
kupiłam: dostałam
cena: -
kaloryczność: 542 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: miazga kakaowa, cukier, lecytyna sojowa, ekstrakt z wanilii

piątek, 20 września 2019

Luximo Premium 74 % Peru ciemna

Luximo Premium 74 % Madagaskar pozwoliła mi wysnuć wniosek, że prawdopodobnie single-origin Millano nie zaserwują mi charakterystycznych, wyrazistych nut regionu, ale... wciąż mogłam liczyć na niezłą czekoladę. A że prostą, zwyczajną... Co z tego? Czasem i na taką mam ochotę. Druga w kolejności poszła Peru, bo akurat dzień na czystą zwykłą przypadł po Beskid Peru 70 % i chciałam sobie porównać... Powiedzmy.

Luximo Premium 74 % Peru to ciemna czekolada o zawartości 74 % kakao z Peru, produkowana przez Millano-Baron dla Biedronki. 

Po otwarciu poczułam głównie kawę. Klimat cechował silnie palony motyw i niska, acz jakaś napastliwie waniliowa, słodycz. Nie było jednak ciężko czy sucho-palono, a tak... wilgotnie. I jakby kawa skrywała owocowy wątek.

W dotyku tabliczkę odebrałam jako sucho-tłustą, gumkowatą. Łamała się z trzaskiem suchej i twardej.
W ustach twardość z niej uchodziła bardzo szybko. Stawała się miękką, tłustawą masą, powoli rozchodzącą się jak... bardzo, bardzo zalepiający ciepły, gęsty budyń. Trochę zawilgocona, z czasem coraz bardziej soczysta, a mimo to suchawa pod koniec. Nie była jednak pylista.

W smaku od początku czułam łagodną, czarną kawę. Zawisła nad nią wizja cierpkości, która jednak nie nadeszła. Kawa roztoczyła swoją gorzkość, która jeszcze łagodniała, przechodząc w orzechy (włoskie?). Miało to palony klimat, który jakby te smaki... stępił. Mocno palony, nieprzypalony, choć nadający ciężkości.

Po chwili pojawiła się słodycz, również w tę ciężkość wpisana. Nie była silna, ale i tak denerwująca. Cechowała ją pudrowość, acz nie cukierkowa... bardziej jak cukier puder albo... jak jakieś jasne, galaretowate desery o smaku zgłuszonej wanilii. Oczami wyobraźni widziałam gęsto-tłuste, białe budyniowate desery typu creme brulee, panna cotta. Takie śmietankowe, słodkie... bliżej nieokreślone. W pewien sposób narzucające tłuste zawilgocenie.

Pod koniec pojawiła się soczystsza sugestia. Bardzo delikatna, również słodka... minimalnie owocowa? Jak borówki amerykańskie, dodane do opisanych deserów. Borówki sprawiły, że palono-kawowa gorzkość powróciła, tym razem z cierpkością. Cierpkość... z iluzorycznym kwaskiem czegoś (soku / sosu?) jabłkowo-cytrusowego, który nigdy nie nadszedł.

Właśnie lekka cierpkawość kawy i nibyowoców oraz pudrowo-waniliowa, budyniowata słodycz pozostały w posmaku. Wszystko to proste i jakby osnute... czymś ciężkim.

Całość wyszła statecznie i przystępnie. Słodko-gorzko, z cierpkimi zapędami, a więc ewidentnie ciemnoczekoladowo, ale bez głębi czy specjalnej wytrawności. Tak skąpa w owoce i śmietankowa, że aż się zdziwiłam. Przewodził w niej palonokawowy klimat i wanilia, a obyło się bez spalenizny (która często przy tym duecie i złych proporcjach sprawia, że wydaje mi się to mdlące).

Niezła, gdy szuka się prostej, nieprzesłodzonej ciemnej czekolady o wydźwięku deserowym, nie zaś owocowym. Że to akurat z Peru... nie powiedziałabym.

Bardzo podobna do Luximo Madagaskar, acz słodsza w waniliowo-śmietankowym kontekście i bardziej cierpkawa, kawowa. Madagaskar to kawa śmietankowo-ziemista, ze spalonymi i orzechowymi zapędami.


ocena: 7/10
kupiłam: dostałam
cena: -
kaloryczność: 528 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: miazga kakaowa, cukier, lecytyna sojowa, ekstrakt z wanilii

czwartek, 29 sierpnia 2019

Luximo Premium 74 % Madagaskar ciemna

Nie lubię Millano, acz muszę przyznać, że ciemne nienadziewane czasem temu producentowi wychodzą. Z granulatem miętowym czy z solą były smaczne, ale i tak do ciemnych plantacyjnych byłam sceptyczna. Sama nigdy bym ich nie kupiła, ale jak przy Luximo Premium Ekwador 72 % pisałam, kilka różnych tabliczek dostałam od taty. Testy postanowiłam zacząć od regionu najbardziej wyrazistego i charakterystycznego. Nie liczyłam na nic, jeśli mam być szczera. Może tylko na to, że nie będzie niesmacznie. Niech i nudno będzie... ale błagam, chociaż nie niesmacznie. No, ale przynajmniej ma "wysoką zawartość błonnika", czym chwali się na opakowaniu producent (!). Pff.

Luximo Premium 74 % Madagaskar to ciemna czekolada o zawartości 74 % kakao z Madagaskaru, produkowana przez Millano-Baron dla Biedronki. 

Po otwarciu poczułam silny, niezbyt przyjemny zapach spalonego niemal na węgiel czy to drewna, czy... ziaren kawy? Na pewno w towarzystwie silnej, jakby zbyt przerysowanej waniliowej słodyczy. W tle była jakaś maślaność, może orzechowość - coś łagodnego, niemal neutralnego.

Przy łamaniu tabliczka trzaskała głośno, była bowiem twardo-sucha.
W ustach... obie te właściwości podtrzymała, acz nie w takim kontekście, jak się spodziewałam. Przypominała plastelinową glinę. Taką ciepłą, jakoś tam rozchodzącą się i mięknącą, ale oporną. Rozpływała się długo, trochę oblepiając podniebienie. Mazista, nieco zbyt tłusta i dziwnie niegładka, choć też nie w pełni pylista. Pod koniec jakby pojawiał się efekt trzeszczącego pyłu, ale... w sumie nie (tylko takie dziwne wrażenie). Nie podobało mi się to ani trochę.

Po zrobieniu kęsa najpierw swoją obecność zaznaczyła leciutka cierpkość, od której leniwie rozchodziła się delikatna gorzkość. Cechował ją mocno palony motyw, nadający suchego wydźwięku.

Słodycz odezwała się dość szybko i również nieśmiało, jednak nie miała oporów przed umocnieniem się i rozgoszczeniem. Raz i drugi mignęła mi rześkością, ale wyraźnie skupiła się na ciężkiej wanilii. Przed oczami miałam ciemną, suchą laskę wanilii, która powoli wchodziła w ogólną paloność, stając na drodze gorzkości.

Wciąż delikatna gorzkość zdecydowała się na paloną kawę, w czym było coś za mocno palonego. Jeszcze nie spalenizna. Moje skojarzenia poszły raczej w kierunku zwęglonego drewna / opalanego drewna... Trochę zwęglonych orzechów? Wszystko to na wodzy trzymała ogólna łagodność. Z racji palono-drewnianych nut jakoś pomyślałam o maśle, choć mieszanina kawy i słodyczy optowały za śmietanką. Kawa mleczną jednak nie była. Może to była czarna kawa, złagodzona pianką? Na pewno tchnęło to trochę rześkiej wilgoci w ogólną suchość. Oprócz tego przystopowało gorzkość, nie pozwalając jednocześnie przesadnie rozwinąć się słodyczy.

Bliżej końca w delikatnie gorzkawej, kawowo-orzechowej toni o węgielno-drewnianym klimacie pod nienapastliwą, acz całkiem znaczącą waniliową słodyczą, miejsce znalazła także cierpkawość. Mocno palone nuty podkopały się pod maślanością - o tak, na końcówce pozwoliły sobie na sugestię ziemi. Śmietankowość w końcu wygrała spór z maślanością i pomyślałam, że pojawi się kwasek, ale nie. Rozeszła się od niej raczej taka... słodkawa, nietłusta rześkość.

W posmaku z zaskoczeniem odnotowałam już wyraźną rześkość, ale także dość silną spaleniznę. Waniliowa, nie za mocna słodycz, próbowała ją zamaskować, co wraz z tłuszczowością śmietanki uwypukliło cierpkość. Ta połączyła w sobie taką kiepską, przepaloną, ale też całkiem smakowicie ziemiście-kakaową.

Zdziwiłam się tym, jak całość mi smakowała. Po zapachu spodziewałam się tragedii, a tu nawet struktura poniżej średniej nie odebrała mi czerpania pewnej przyjemności z jedzenia. Ewidentnie czuć, że mocnym i długim prażeniem zabito wszelkie owocowe nuty (aczkolwiek pewna rześkość była), ale... mimo że przepalono ziarno, nie zrobiono tego haniebnie mocno. Zwęglone nuty wpasowały się w kawę, która smacznie wyszła z drewniano-orzechowymi motywami, jak również z wanilią i mieszaniną śmietanki z masłem. Żałuję, że te ostatnie nie poszły w kierunku śmietankowo-kefirowym, madagaskarskim. Z jednej strony szkoda mi nut regionu (kwaśnych cytrusów), ale tu kwaśność by nie pasowała.
Całość była gorzkawa, ale w łagodny, przystępny sposób. Cierpkawa bardzo subtelnie. Słodycz na szczęście też nie wyszła przed szereg. Kompozycja raczej palono-neutralnawa, prosta i zadowalająca.

Bardziej niż z którąkolwiek z Madagaskaru kojarzyła mi się ze smaczną Amatler Ghana 85 %, która jednak była o wiele głębsza, a także miała mnóstwo nut przypraw korzennych, ale myślę tu raczej o tych spalono-drewnianych, trochę orzechowych nutach zestawionych z wanilią. Wersja dla ubogich i... nie tylko. Kto potrafi przymknąć oko na strukturę (może nie była zła, ale mi np. coś w niej nie pasowało) i średni zapach, może po nią sięgać bezpiecznie.


ocena: 8/10
kupiłam: dostałam
cena: -
kaloryczność: 528 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: miazga kakaowa, cukier, lecytyna sojowa, ekstrakt z wanilii

niedziela, 10 marca 2019

Luximo Premium Czekolada ciemna 70 % z solą morską

Jak kiedyś trzymałam się od słodyczy z Biedronki z daleka, tak swego czasu tak się pozmieniały, tak ludzie chwalili, sama trafiłam na dwie dobre Luximo (70 % miętowa i biała jagodowa), że postanowiłam dać szansę jeszcze paru. Niefortunnie poinformowałam o tym Tatę i dostałam od niego kilka tabliczek. Niestety, której nie otworzyłam, coś mi nie pasowało. Dzisiaj przedstawianą kupiłam sama (jeszcze przed prezentem), jakoś niedługo po zjedzeniu miętowej Luximo i odkryciu, jak pyszne są J.D. Gross z solą (które niestety szybko zniknęły, ale ja zdążyłam zrobić zapas, ha!). Ucieszyłam się, że być może jest alternatywa dla lidlowych limitek, które mają to do siebie, że znikają szybciej, niż się pojawiają i wiedziona doświadczeniem, od razu kupiłam dwie tabliczki Luximo. Niestety, do dnia otwarcia na biedronkowych tworach zdążyłam się już nieźle przejechać.

Luximo Premium Czekolada gorzka 70 % z solą morską to czekolada ciemna o zawartości 70 % kakao z solą morską, produkowana przez Millano-Baron dla Biedronki.

Przy rozrywaniu sreberka prawie doznałam szoku. Otóż poczułam intensywną, mocno paloną woń o czysto kawowym wydźwięku, ewidentnie podkręconą solą, jakby za sprawą której ujawniły się śliwkowe powidła.

Niemal czarna, twarda tabliczka łamała się z "żywym" trzaskiem, wręcz pyknięciem.
Nie zdziwiła mnie dlatego jej mięknąco-kremowa, cudownie gładka struktura. Rozpływała się bardzo powoli, ale przyjemnie, oblepiając usta jak czekolady śmietankowe, powoli odsłaniając malutkie kryształki soli rozmieszczone mniej więcej równomiernie i dość gęsto, wśród których zaplątało się kilka naprawdę ogromnych kulek (!) soli.

W smaku przywitała mnie jakby naturalnie złamana słodycz oraz głęboka gorzkość.
Słodycz szybciej rozłożyła swój wachlarz prezentując słodkie śliwkowe twory: konfitury, nalewki, dżemy i galaretki.

Gorzkość w tym czasie utworzyła stateczną bazę. Wydała mi się czysto kawowa niczym tylko co zaparzona kawa podana do... ciasta kawowo-czekoladowego, zakalcowego murzynka czy jakiegoś takiego, z pewną maślanością i pylistością. Czekolada na moment złagodniała. Wilgotne ciacho i kawa wciągnęły w siebie część słodyczy. Wszystko to (i wiele więcej) podkreśliła sól.

Sól atakowała epizodycznie, miejscami. Szybko przebijała wszystko inne i... trafiała dane smaki jak strzała amora. Chwilami robiło się słono, by później słoność utonęła w czekoladowości i podkreśliła tam pewne nuty.

Oto w drugiej połowie rozpływania się kawałka w wilgotnym klimacie pojawiła się nuta śmietanki - czyżby do ciasta właśnie ją dodano? Konfitury i śliwki wydały mi się karmelizowane z racji ogólnej paloności. Słodycz i goryczka mieszały się na stałe, np. jako śliwkowe galaretki czy wędzono-suszone śliwki.
Gdy trafiłam na solnego giganta, śliwki na moment podkradały się wręcz pod cytrusowość.

W posmaku pozostała lekka cierpkość kakao, śliwki o wielu twarzach i kawowo-ciastowy klimat wraz z poczuciem znaczącej słoności.

Czekolada po prostu mnie zszokowała. Okazała się tak jednoznaczna i głęboka, że... zatapiałam się w jej boskim smaku, nie mogąc w to uwierzyć. Śliwkowe konfitury, wędzono-suszone śliwki w towarzystwie hektolitrów kawy i mokrego, może też kawowego ciasta... to było cudowne. Sól wystąpiła jako sól oraz jako podkreślenie. Nie zabiła innych smaków, mimo że była wyraźnie wyczuwalna (raz i drugi aż do przesady - jeden kryształek kryształ wyjęłam z ust). Podobało mi się to zgranie.

Była równie pyszna co J.D. Gross Ekwador 56 % z solą morską, także mocno kawowa; z tym że Gross był o wiele bardziej śmietnakowo-karmelowy (z racji zawartości kakao), a Luximo to jednak moc kawy i śliwek. Z mocno słonym kopem.
Słono-owocowa była też np. Piotr i Paweł Czekolada deserowa z solą morską ciemna 60 % - również z 10/10. Tamta jednak to soczyste cytrusy, a więc inna bajka.
Jakie to szczęście, że kupiłam dwie Luximo z solą! W dodatku nadal je widuję. I właśnie... tak to jest z marketowymi czekoladami - albo wyjdą obłędnie, albo tragicznie... I weź wiedz, człowieku.


ocena: 10/10
kupiłam: Biedronka
cena: 2,99 zł (chyba)
kaloryczność: 526 kcal / 100 g
czy znów kupię: tak

Skład: miazga kakaowa, cukier, tłuszcz kakaowy, sól morska (1,5%), lecytyna sojowa, ekstrakt z wanilii

--------------
Aktualizacja z dnia: 16.06.2019

Po pewnych paskudnych lodach musiałam czymś smacznym i intensywnym smakowo zagryźć, ażeby swoją normę słodyczową wyrobić i... nastawiłam się na coś smacznego. Zdecydowałam się wreszcie napocząć kupioną parę miesięcy wcześniej Luximo z solą. Po tym, jak poprzednio recenzowana tabliczka mi smakowała, jakiś czas później kupiłam drugą właśnie w takich celach. Nie wiem, jak informacyjnie się wyrazić, może to jakaś linia, nie wiem - moja (ta przez którą aktualizuję) miała datę do sierpnia 2019.

Otóż smakowo - zgadza się. Bardzo dobra czekolada, soli nie pożałowano. W tej tabliczce jednak ilość kawałków i drobinek soli była znikoma. Większość dodatku wystąpiła pod postacią kawałów-gigantów, kulek tak wielkich, że irytujących. Ze trzy nie zmieściły się w tabliczce na wysokość - wystawały (i porwały sreberko)... Zostawały w ustach po czekoladzie... To zupełnie wszystko psuło. Gdy w porę któryś kawał soli zauważyłam, wydłubywałam. Inne wypluwałam.

Nie wiem, czy postanowili dodawać mniej mieloną sól, czy tak trafiłam (pytanie: wtedy czy teraz?).
Punkt odjęłam więc za złe proporcje, przez co rozumiem:

-dysproporcje pomiędzy poszczególnymi tabliczkami - rozumiem, że masa jest mieszana, rozlewana i różnie się może trafić, ale akurat taki dodatek chyba łatwo jest wymieszać równomiernie. Można dodawać do poszczególnych tabliczek czy coś. A tak co, ktoś trafia na wór soli z czekoladą a ktoś np. ani na ziarenko? O ile ilość dodatku to kwestia subiektywna, tak forma (solne kolosy!) to według mnie tylko bylejakość. Ta sama ilość, ale drobniejsza była by bardziej harmonijna;

-wielkość kryształków - czekolada z solą zdecydowanie powinna ją zawierać, ale przesadnie wielkie giganty odbierają radość z odbioru. Coś tu jest nie tak, gdy sól zostaje jak wielkie ciasteczka / orzeszki albo wystaje z tabliczki... Jeden-dwa można przecierpieć, ale bez przesady. Kolosalne kawały zabijają smak czekolady. Powinny być zróżnicowane.

Z czasem już nawet wypluwanie mi nie pomogło, bo gdy zęby osuwały się po soli z chrzęstem, albo kawałek wypadał z kostki i turlał się po ustach stukając o zęby, miałam odruchy wymiotne. Połowę wyrzuciłam, mimo że nadal uważam czekoladę za dobrą, ALE z KAWAŁAMI soli, które uniemożliwiają jedzenie. Na zdjęciu sól z dwóch i kawałka kostki.

Nie lubię niepewności, więc takie coś uczyniło tę czekoladę jako "na raz" - wiem, że nigdy więcej jej nie kupię. Mimo że smaczna, gdy trafi się na mniej soli, ostrzegam przed nią.

ocena: 8/10
czy znów kupię: nie

środa, 6 lutego 2019

Baron Luximo Premium Czekolada mleczna z nadzieniem o smaku piernikowym i kawałkami ciasteczek korzennych

Spojrzawszy na tytuł można by pomyśleć coś w stylu "no, recenzja na czasie", ale... właśnie nie. Czekolada zawitała bowiem do sklepów w zeszłym roku, a przeze mnie została zjedzona kilka miesięcy przed publikacją (na początku jesieni). Piszę o tym tylko dlatego, że w sumie nie wiem, czy w tym roku serię wznowiono, a jeśli tak, to czy czegoś nie pozmieniano. Wiem, że razem z nią pojawiły się jeszcze jakieś smaki, ale tata podarował mi tylko tę, stwierdzając, że pewnie za bardzo lubię miód, by kupić mi czekoladę z miodem. Wyszedł pewnie z założenia, że coś takiego jak "złe ciastka korzenne" nie istnieje, ja jednak patrząc na producenta... postanowiłam nie nastawiać się negatywnie. Ha! Gdy za czekoladę się zabrałam, jakoś skojarzyła mi się trochę z Czekolaterię, tylko taką "bardziej zimową".

Luximo Premium Czekolada mleczna z nadzieniem o smaku piernikowym i kawałkami ciasteczek korzennych to mleczna czekolada o zawartości 32 % kakao z nadzieniem (50%) o smaku piernikowym i kawałkami ciasteczek korzennych, produkowana przez Millano-Baron dla Biedronki. Pojawiła się jako edycja limitowana zimą 2017 jako czekolada o masie 157,5g podzielona na 5 mini-tabliczek.

Gdy tylko rozchyliłam papierek, poczułam się skonfundowana, bowiem uderzył mnie zapach cukru i sztuczna nuta... czegoś słodkiego, ale mało spożywczego, a kojarzącego się z chińskimi kamiennotwardymi gumami do żucia o bliżej nieokreślonym smaku. Poczułam również ogrom wyrazistego mleka i słodziutkich ciasteczek korzennych. Cynamonu nie pożałowano, ale nawet on nie uprzyjemnił zapachu. Ten był korzenny i z dziwną, obrzydliwą nutą.

Już w dotyku minitabliczka była tłusta, ale przy łamaniu wykazała się twardością. Nadzienie przełożyło się na lekką kruchość.
Czekolada rozpływała się leniwie, ale bardzo łatwo z racji silnej, maślanej tłustości. Stawała się mocno proszkowym bagienkiem, odsłaniającym zbite, ale szybko przybierające na plastyczności plastelinowo-margarynowe nadzienie wypełnione dość twardymi w ziarnisty sposób ciasteczkami. Z czasem trochę miękły, uwalniając oleistość.

W smaku już w pierwszej sekundzie po zrobieniu kęsa sama czekolada poraziła mnie cukrem i chemią. Obok wyrazistego smaku pełnego mleka, który rozszedł się nieco później, trwał cukierkowo-owocowy, bliżej nieokreślony aromat (czuję go w każdym mlecznym Baronie).

Po pewnym czasie aromat ten zaczął dominować, choć z pseudo owocowego zrobił się na chwilę bardziej jak jakieś "żelki o smaku coli" (moje wyobrażenie), potem nieco pseudo cynamonowy.

Słodycz i mleko kontynuowały panoszenie się także kiedy to nadzienie wyszło na pierwszy plan, ale wtedy poczułam też coś lekko autentycznie cynamonowego.
Wnętrze okazało się sztuczne, ale właśnie cynamonowe. Zaserwowało ogrom cukru, ale takiego... Z którym pewna mdłość margaryny próbowała rywalizować, z racji czego wyszło za słodko, ale nie aż tak morderczo cukrowo.
Korzenno-cukrowa słodycz mieszała się z bardziej mlecznym, ale nadal lekko cukierkowym smakiem.

Ciasteczka wydawały się nie mieć wyrazistego smaku, ale trochę podbijały smak cynamonu (normalnego). Chyba jednak i słodycz wzmacniały. Gdy pod koniec zebrało się ich więcej, wydały mi się raczej kartonowo-zbożowe.

Po czekoladzie pozostał korzenny posmak w całej mieszanie sztuczności, słodyczy i margaryniastości.

 Całość wyszła w sumie korzennie, ale też bardzo słodko i sztucznie, na pewno nie piernikowo. Nadzienie było mdłe, nijako-mleczne z nijakimi ciastkami.

Nie smakowała mi, aromaty Barona znów mnie wykończyły po małej ilości (nie podołałam trzem kostkom), choć obiektywnie nie była to czekolada wyjątkowo zła, a trochę poniżej przeciętnej. Właściwie mój największy zarzut dotyczy samej czekolady (okropnie naaromatyzowana, samo nadzienie to po prostu przeciętniak).
Przypomniała mi się straszliwie tłusta Ritter Sport Spekulatius, która przynajmniej miała zadatki na coś dobrego, ta Luximo to po prostu kiepska, mało wyrazista nuda.


ocena: 4/10
kupiłam: dostałam (ale kupiona w Biedronce)
cena: -
kaloryczność: 566 kcal / 100 g; mini-tabliczka (31,5g) - 178 kcal
czy kupię znów: nie

Skład: cukier, tłuszcz roślinny w zmiennych proporcjach (palmowy, shea), mleko w proszku pełne, tłuszcz kakaowy, mleko w proszku odtłuszczone, miazga kakaowa, kawałki ciasteczek korzennych 2% (mąka pszenna, cukier, tłuszcz palmowy, syrop glukozowo-fruktozowy, przyprawy, sól, subtsancja spulchniająca: węglany amonu, naturalny aromat cytrynowy, substamncja spulchniająca: węglany sodu; karmelowy syrop cukrowy), kakao w proszku o obniżonej zawartości tłuszczu, lecytyna sojowa, ekstrakt z wanilii, naturalny aromat cynamonowy, naturalny aromat