Lata już nie jadłam czekolady (Halba) Fair Dunkle Schweizer Bio-Schokolade 70 % (recenzja z 2019), w której się zakochałam na zabój. Okrutny polski Aldi wycofał ją. A jednak udało mi się zdobyć po znajomości wersję z niemieckiego marketu. Na pierwszy rzut oka wyglądały identycznie, kalorie różniły się o 1, co mogłoby nawet być błędem w druku, ale... Moją uwagę przykuł "szczególik": tabliczkę z 2022 na Niemcy posłodzono cukrem trzcinowym. Podlinkowaną "na Polskę" z 2019 zwykłym. No tak, bo w końcu Polska cukrem z buraka stoi, to przyzwyczajeni do takiego? Nie no, żartuję (żeby nie było), ale... boli mnie coś takiego. W Polsce produkty z lepszymi składami (a co za tym idzie droższe) nie są tak powszechnie kupowane, więc robią z gorszych albo... wcale nie robią. Przykre. Świadomi konsumenci łatwo nie mają.
Fair Schweizer Bio-Bitterschokolade 70 % Kakao to ciemna czekolada o zawartości 70 % kakao, produkowana przez Halba (wersja na niemieckie Aldi).
Po otwarciu uderzył zapach ziemi i palonych ziaren kawy. Ogólnie ziaren kawy, chyba też takich świeższych... i łączących się z ziemią. Do tego doszedł bezkresny ocean soczystości śliwek węgierek, przywodzących na myśl kwaśne owoce zsysane z pestek. I właśnie sam wątek pestek odnotowałam. Gorzkich... i gorzkich migdałów? Mieszały się z palonym karmelem. Jego słodycz wydała mi się jednak szlachetna i zgaszona; może nawet lekko pikantna, jakby zrobiono go z miodu np. gryczanego. Dominowała ta soczysta, należąca do owoców. Oprócz mnóstwa śliwek, czułam też jakieś żółte (brzoskwinie?), słodsze, ale również bardzo soczyste.
W ustach rozpływała się powoli i kremowo. Okazała się zbita, maślano tłustawa (ale nie mocno tłusta) i gładka. Była soczysta jak powidła zagęszczone czekoladą. Dzięki temu bardziej zalepiała, by w końcu jakby i tak niecałkowicie, acz bardziej soczyście, zniknąć.
W smaku przywitał mnie palony karmel, szybko otoczony soczystymi, słodko-kwaśnymi powidłami śliwkowymi. Palona, duszono-przypalona masa z węgierek była sowicie dosłodzona, więc trochę się musiała podkarmelizować. Gorzkość szybko to wykorzystała - wkradła się i ona.
Kwaśne przebłyski szybko jednak wprowadziły śliwki soczyste i surowe, świeże. Drobne, np. węgierki o kwaskawo-cierpkawym o zielono-żółtym miąższu zdominowały na chwilę kompozycję. Mignęła jakby goryczka samych ich pestek...
I już w ciągu kolejnych sekund eksplodowała gorzkość. Prowadziły ziarna kawy. Palona kawa otworzyła drogę kawie... ogółem. Wyobraziłam sobie kawowce i świeższe ziarna, jakieś dopiero zebrane (wyobrażenie) i... leżące na ziemi. Mnóstwie czarnej, wilgotnej ziemi.
Wśród śliwek zaplątało się chyba jakieś pojedyncze, gnilne, ale jeszcze pyszne, granatowe winogrono. Słodycz rosła, jednak wcale nie narzucała się innym nutom. Oscylowała między palonym karmelem, a charakternym ciemnym miodem gryczanym... Albo była karmelem z niego? To słodycz zaczęła przejmować motyw palony.
Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa ziemia zaczęła dominować. Emanowała gorzkością, ale też soczystością. Wilgotny torf mieszał się z kawą, dopowiadając jej coraz świeższy wydźwięk.
Odnotowałam też nutę drzew i tętniące w nich życie. Jako że śliwki cały czas były wyczuwalne bardzo mocno, poczułam się, jakbym w cieniu drzew zajadała drobne polskie, węgierki itp. Ich pestki... pestki z goryczką zasugerowały migdały. Zrobiło się nieco łagodniej. Poczułam nawet maślaność.
Kwaśność jednak zaczęła migać częściej, wyraźniej. Nie były to już tylko śliwki, ale też cytryna. Rozkręciła soczystość jak szalona.
Rosnąca leniwie karmelowa słodycz zmieniła w dużej mierze wydźwięk na soczyście-owocową. Śliwki zrównały się z ziemią i kawą. Słodycz przybrała postać żółtych owoców, w tym żółtych śliwek. Po nich jednak przyszła pora na brzoskwinie. Soczyste, doskonale dojrzałe i igrające z najrozmaitszymi śliwkami. Czułam wielkie, okrągłe śliwki... renklody / ulena? Drobne też były. Kwasku i cierpkości nie brak, acz skąpane były w nie za wysokiej, soczystej słodyczy.
Cierpkość i kwasek, zmieszany z odrobiną cytryny jeszcze bardziej nasączał ziemię. Ziemistość na koniec znów nieco wywyższyła się ponad owoce, choć wciągnęła w siebie ich nuty - było to więc niezwykle harmonijne.
Palona kawa na samej końcóweczce też wróciła i przypomniała o powidłach, które to kryły karmel... i gryczano miodowy akcent. Zaleciały mi nawet lekko jakby jakimś winem śliwkowym. Pomyślałam o winogronach granatowych - już niemal gnilnych, a przy tym wysoce słodkich we właśnie winny sposób.
Powidła wyszły jakby posłodzono je miodem i to on charakternie się przypalił. Ta słodycz na koniec chyba jeszcze tak wyskoczyła przez kontrast z owocami.
Po zjedzeniu został posmak ziemi i palonej kawy z nutką karmelu. Obok rozlewała się kwaśność śliwek, z lekko słodko-soczystym echem. Czułam też drobną, kwaskawą cierpkość.
Całość była obłędna. Kwaśno-słodka mieszanina śliwek od cierpkich powideł po ogrom świeżych, z pełni lata, konkretnie węgierki i renklody, żółte śliwki i trochę brzoskwiń - wszystko to mieszało się z gorzkości charakternej ziemi i ziaren kawy. Dzięki temu czekolada nie była lekka i owocowa, a poważna, esencjonalnie czekoladowa, a na bogato przystrojona owocami. Podobała mi się jej niska, wycofana słodycz. Czekolada rozkochała mnie w sobie. Śmiem twierdzić, że bardziej niż "na Polskę" z 2019.
Dzisiaj opisywana wyszła zdecydowanie bardziej gorzko i soczyście, a Fair Dunkle Schweizer Bio-Schokolade 70 % (recenzja z 2019) była słodsza. Czuć w niej i miód, i słodko-kwaśne rodzynki / "rodzynko-winogrona". Dzisiaj opisywana skupiła się na ziemi i śliwkach, a jej słodycz była przyjemnie soczysta i palona, jakby sama siebie przełamująca.
Co ciekawe, struktura wydała mi się bardziej dopracowana: kremowo-gładka, w momencie gdy wersji na polskie Aldi zdarzało się w chropowatości nawet pewną cukrowość czasem przemycić (co i tak nie dało rady odebrać jej uroku).
ocena: 10/10
kupiłam: po znajomości
cena: €1,39, czyli około 6,60 zł
kaloryczność: 583 kcal / 100 g
czy kupię znów: chciałabym
Skład: miazga kakaowa, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy
Skład: miazga kakaowa, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy