Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czekolada: pianki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czekolada: pianki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 lutego 2017

Chuao Ravishing Rocky Road mleczna 41 % z solonymi karmelizowanymi migdałami oraz piankami

Bardzo dobrze pamiętając Chuao Oh My S'mores, musiałam sięgnąć po kolejną czekoladę będącą niechcianym zakupem na zlecenie (chodziło mi o czekolady, których nie było, więc wybrano mi "inne fajne"), także z nielubianymi piankami. Zwlekałam, jak tylko mogłam, ale w końcu nadszedł dzień sądu dla czekolady inspirowanej amerykańskim smakiem Rocky Road, czyli połączenia mlecznej czekolady, pianek i migdałów lub orzechów.

Chuao Ravishing Rocky Road to mleczna czekolada, o zawartości 41 % kakao, z solonymi karmelizowanymi migdałami oraz piankami.
Nadmienię, że pianki są wegańskie - jakby kogoś obchodziło.

Po otwarciu poczułam kuszący, nieprzesłodzony głęboki zapach mlecznej czekolady, podbity nieco karmelizowanymi migdałami i, kiedy zbliżałam nos do dołu usianego dodatkami, zakłócony odrobiną cukierkowo-piankowej słodyczy.

Na pierwszy rzut oka migdałów nie jest za dużo, a dodatki ogólnie są rozmieszczone dziwnie, bo albo na kostkę przypada migdał, albo pianka, albo nic. Sporo było takich "pustych" i może jedna, na której był i migdał, i pianka. Jedne i drugie były lekko wtopione, ale tylko pianki dało się wydłubać (czy może raczej wyciągnąć). Koniec końców bardzo mi spodobało się takie wyjście, ale nie czarujmy się - nie zapewnia to spójności smaku, jaki czekolada miała przedstawiać.

Sama czekolada była twardawa, tłustawa w cudownie mleczny, ale nieprzesadnie, sposób, a rozpływała się powoli i kremowo.

Smak miała pyszny, bo bardzo głęboki. Wyraźnie czułam akcent kakao z karmelową nutą, jednak wciąż o rześkim charakterze. Silna była tu mleczność, i wydawała się w pełni naturalna, może wręcz z taką "słonawością" naturalnych produktów mlecznych. Ani trochę nie nasiąkła dodatkami.

Okazało się jednak, że z migdałami zachowywała pewną spójność. Świetnie łączyła je z czekoladą karmelowa nutka, chociaż przy migdałach była ona bardziej palona i bardzo - naprawdę bardzo! - słona. Słoność zbliżyła się do granicy przesady, ale jednak ani razu nie miałam dość. Wyszło to świetnie! Same migdały były bosko chrupiące, twarde i świeże, a soli było przy nich tak dużo, że przy jedzeniu uznałam, że wcale nie potrzeba ich tam więcej (mogłyby już zbytnio zaburzyć samą smakowitą czekoladę), bo smak i tak miały charakterny i wyrazisty.

Co się zaś tyczy pianek... Były twardawe i miękko-plastyczne zarazem. Nie były obrzydliwie cukrowe. Właściwie... były mdłe, ale na słodki sposób. Nie smakowały mi, ale nie mogę tu się ich czepiać - ja bym tej czekolady po prostu nie kupiła. Mogę się jednak czepnąć, że... były jakby "obok". Nie współgrały ze smakiem czekolady i migdałów, a w tej kostce, gdzie wystąpiły razem - po prostu namieszały i odwróciły uwagę od czekolady włażąc do zęba i roztaczając swoją przymgloną słodycz. 
Muszę jednak przyznać, że nawet z pianką nie zrobiło się za słodko (choć nie wiem, jak sprawa wyglądałaby po kilku piankach). To tak, jakby włożyć do ust kostkę czekolady i żelkę - nie pasuje, a wkurza (dobra: wydaje mi się, że by wkurzało - w końcu nigdy tak nie zrobiłam). Były takie dorzucone bez ładu, więc wydłubałam i wyrzuciłam prawie wszystkie, bo ich nie lubię. Jak ktoś lubi - może mu nic tu nie będzie przeszkadzało.

Po wydłubaniu pianek otrzymałam przepyszną mleczną czekoladę z mocno słonymi, doskonałymi migdałami - i taka mogłaby zgarnąć 10/10. Ale! Jest to smak "rocky road", a on był tak średnio odtworzony, bo te pianki, jak już pisałam, po prostu nie współgrały. Wydaje mi się, że jakiś nadziewaniec z kremem marshmallow (typu Fluff Marshmallow) lepiej oddałby ten smak, a pianki... wydają się nietrafione. Firma powinna pomyśleć o zwykłej mlecznej z solonymi migdałami, bo ciemną (Ooh Ahh Almond) już mają (a jednak ciemne z solonymi migdałami są w USA popularniejsze; o dobrze wykonaną mleczną trudno).


ocena: 8/10
kupiłam: Welgreens (nie ja)
cena: cena tej czekolady to 8.50 $ (za 80g), ale nie wiem, czy akurat za tą płaciłam
kaloryczność: 525 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie (ale mogłabym np. dostać - znowu wydłubałabym pianki)

Skład: mleczna czekolada (41 % kakao, tłuszcz kakaowy, cukier, mleko w proszku, lecytyna słonecznikowa i sojowa, wanilia), solone karmelizowane migdały (migdały, cukier, sól), wegańskie pianki marshmallow (syrop kukurydziany, cukier buraczany, skrobia kukurydziana, woda, karagen, białko soi, naturalny aromat waniliowy, tlenek tytanu)

niedziela, 25 grudnia 2016

Chuao Oh My S'mores mleczna 41 % z piankami, miodowymi krakersami graham i solą morską

Ta czekolada jest kolejnym prezentem, za który musiałam dziękować ze sztucznym uśmiechem walcząc ze sobą w swym umyśle (zleciłam zakupy paru innych rzeczy, "ale nie było"). Sama nigdy bym jej nie kupiła, bo jest to jeden z tych amerykańskich hitów, od których trzymam się z daleka. Wierzę, że czekolada jest dobrej jakości (w końcu jadłam obłędną Chuao Chocolatier Spicy Maya), ale znowu trafiłam na "nie mój" dodatek jak w Chuao Chocolatier Honeycomb. Karmelizowany miód był już za słodki jak na mój gust, ale amerykańskie pianki... nie dość, że one zawsze są straszliwie słodkie. Wszelkie pianki mnie po prostu obrzydzają. Czasem jednak... tak jak tu, dopuszczam ich spróbowanie, co jednak nie znaczy, że robię to nie pod przymusem zbliżającego się terminu.

Chuao Oh My S'mores to mleczna czekolada o zawartości 41 % kakao z piankami, miodowymi krakersami graham i solą morską.

Nie ukrywam, że nawet wygląd opakowania do mnie nie przemawiał.

Po otwarciu doznałam jednak szoku. Zapachniało tak cudownie czekoladowo-mlecznie, że zapragnęłam wgryźć się w czekoladę. Silny akcent kakao w duecie z naturalnym morzem mleka... mniam! To była najlepiej pachnąca mleczna czekolada, jaką próbowałam w ciągu ostatnich tygodni. Słodycz pozostawała w tle, a pianki nie dawały jeszcze o sobie znać.

Po wyjęciu tabliczki zobaczyłam, że ma intensywnie ciemnawobrązowy kolor, a na jej wierzchu umieszczono mini-pianki. Spodobało mi się to ("zawsze będę mogła je wydłubać" - pomyślałam).

Przełamałam czekoladę, a ta okazała się miększa, niż się spodziewałam. Nie to, żeby była miękka, ale też nie trzasnęła ani nic. W przekroju zobaczyłam malutkie kawałeczki ciastek i, z ostudzonym zapałem, spróbowałam.

Już od pierwszej chwili poczułam lekko "orzechowy" charakter kakao i ogrom naturalnego mleka. Słodycz była minimalna, a już pod chwili doszedł akcent soli, który tylko podkręcił tę "naturalność" i kakao. Sama czekolada była przepyszna; czuć jakość, że się tak wyrażę.

Niestety, wraz z tym, jak się rozpuszczała, ujawniała się "ostra drobnica", czyli kawałeczki krakersów graham, którymi była tak najeżona, że właściwie... nie wiem, jak to nazwać. To była jakby jedność, taka masa, a nie czekolada. Coś, przez co mózg od razu wysyłał informację "gryź". Ostrawe, twardawe, ale pod wpływem śliny miękło i uwalniało to lekko kukurydziany smak chrupko-krakersów. Nie wydały mi się słodkie, a już na pewno nie miodowe. Właściwie, nawet sól się przy nich znalazła, ale i tak nieprzyjemnie zaburzały czekoladę.
Odebrały mi całą radość z czekolady.

Twardawe pianki oczywiście dosłodziły całość, choć były jakby zupełnie obok tego wszystkiego. Ot, dodane kompletnie bez sensu, ale przypadające mniej więcej po jednej na kostkę.
Według mnie te pianki były paskudne, ale jak każde inne - ja po prostu nie lubię pianek, a chcąc opisać je dokładniej... hm, słodkie, ale nie cukrowo. Była to taka "przymglona" słodycz, jak z jakimiś słodzikami i w ogóle. Jak ktoś lubi pianki, pewnie mogą smakować. 

Zjadłam trzy kostki i przekonałam się, że ani odrobiny więcej nie dałabym rady. Ta tabliczka jest według mnie okropna, to profanacja dobrej czekolady. Pyszna mleczna czekolada o strukturze zniszczonej jakimiś nudnymi chrupaczami z piankami, co nie utworzyło integralnej tabliczki. W ogóle nie kojarzy się ze słynnym S'mores (pianka i czekolada włożone między dwa krakersy i grillowane). Oddając ją Mamie byłam wyjątkowo wkur... jak można takie śmieci nawrzucać do pysznej czekolady? 
I nie, nie krytykuję jej "bo nie lubię pianek". Lody z piankami z Cupcake Corner uznałam za ciekawą całość; za marshmallow też nie przepadam, a HD rocky road i Snickers Rockin' nut Road w sumie mi smakowały. Ta czekolada po prostu nie przypomina czekolady pod względem konsystencji i brakuje jej spójności, jaką mają np. czekolady Zottera. 


ocena: 3/10 (tylko za naprawdę dobrą czekoladę)
kupiłam: Welgreens (nie ja)
cena: cena tej czekolady to 8.50 $ (za 80g), ale nie wiem, czy akurat za tą płaciłam
kaloryczność: 475 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: mleczna czekolada (41 % kakao, tłuszcz kakaowy, cukier, mleko w proszku, lecytyna słonecznikowa i sojowa, wanilia), pianki marshmallow (syrop z tapioki, cukier trzcinowy, skrobia z tapioki i/lub skrobia ziemniaczana, woda, karagen, białko soi, naturalny aromat waniliowy), miodowe krakersy graham (mąka kukurydziana, pełnoziarnista mąka pszenna, cukier, melasa, olej słonecznikowy i/lub canola, fruktoza, modyfikowana skrobia kukurydziana, syrop cukru brązowego, sól, sól, proszek do pieczenia, węglan wapnia, lecytyna sojowa, dektroza, fosforan sodu), sól morska