Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czekolada: yuzu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czekolada: yuzu. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 czerwca 2020

Lindt Creation Exotic Orange - Yuzu mleczna z nadzieniem z pomarańczy i yuzu oraz kremem czekoladowym

Długo wahałam się, czy kupić tę czekoladę. Poniekąd była mi względnie obojętna - jakbym ją przegapiła, wzruszyłabym ramionami. Po tym, jak nie udało mi się zdobyć Meiji z yuzu raz i drugi spojrzałam na aukcję tej, ale wiedziałam, że to marny substytut, bo zupełnie inna forma. Gdy jednak wśród nowości Zottera na jesień 2019 znalazłam mleczną z nadzieniem z yuzu, rozbudziła się we mnie ochota na porównanie. Tym bardziej, że wtedy też był dobry czas dla połączenia "krem + dżem" dzięki smakowitym Grossom. Spojrzałam przychylniejszym okiem, mimo że wiele nie ciemnych Lindtów o tej formie mnie rozczarowało - niestety też cytrusowe, nieciemne Pink Grapefruit czy Limette. Co gorsze, dziś przedstawiana to limitka z linii Exotic, którą uważam za zdecydowanie za słodką (Papaya, Mango-Maracuja, Acai) - wprawdzie jako tako mi smakowały, ale tym razem nie miałam ochoty na zacukrzenie do kwadratu. Liczyłam na kwasek, wszak yuzu to cytrus, a także na ciemny (a nie mleczny) krem.

Lindt Creation Exotic / Exotische Fruchte Orange-Yuzu to mleczna czekolada z nadzieniem z pomarańczy i yuzu (15%) i mousse'em czekoladowym (27%).

Po rozerwaniu sreberka na wolność uwolniła się cukrowa słodycz porządnie mlecznej czekolady. Zaraz okazało się, iż była znacząco zabarwiona waniliowo-wanilinowatym charakterem. Bez problemu wyczułam również cytrusową nutę pomarańczy (zarówno soku, jak i aromatu), podkreślonej cytryną. Skojarzyło mi się to z ulepkowatymi galaretkami w czekoladzie (bardzo odlegle jednak), troszeczkę korzennie. Po podziale kostek uwypukliło się kakałko, także słodkie.

Przy łamaniu i obcowaniu tabliczka była konkretna. Gruba warstwa czekolady skrywała w miarę zwarte nadzienia, więc nie rozwalała się, nie uginała ani nic. Owocowa część okazała się gęsta, a nie lejąca, acz ciągnąca i lepiąca.
Po zrobieniu kęsa czekolada zmieniała się w tłusto-gęsty, cudownie aksamitny krem. Zalepiała usta, po czym odsłaniała nadzienia.
Owocowego było znacznie mniej, a biorąc pod uwagę konsystencję i smak całości, po prostu za mało.
Owocowe wyciskało się oczywiście szybciej, mousse był bardziej integralny z czekoladą. Mimo to, część owocowa nie znikała w sekundę, a oblepiała resztę.
Była gładko-śliska; to w zasadzie żel z pojedynczymi włóknami cytrusów. Lepił się, acz nie denerwował, gdyż okazał się jednocześnie zacnie soczysty. Mimo to, wolałabym, by był gęstszy (właśnie wolałabym dżem, nie zaś żel).
Mousse rozpływał się wolniej w sposób tłusty jak pomieszanie śmietanki i oleju. Otłuszczał usta, acz nie był ciężki, a odrobinę roztrzepany. Mousse'em jednak bym go nie nazwała, to raczej miękki krem. Pozostawiał minimalnie pylisty efekt.

W smaku wierzch to przeurocza, przesłodzona czekolada obłędnie mleczna. Cukier, mocno zabarwiony wanilią i waniliną, mieszał się z wyrazistym oceanem mleka i drapał w gardle, przy jednoczesnym zachowaniu przyjemnego smaku. Doszukałam się tu nawet nutki kakao.

Nutka ta dochodziła także z kremu. Ten jednak przodem puścił owocowy żel.

Żel przebił się szybko mocną kwaśnością cytrusów z cytryną na przedzie.
O ile jednak najpierw roztoczył smak pomarańczy słodkiej i kwaśno-słodkiej, a dokładniej jej soku, tak po chwili wyczułam, że podkręcono ją nienachalnym aromatem. Wyłapałam też specyficzną cierpkość yuzu. Zaraz cytrusy dodatkowo wzmocniła cytryna i lekka cytrusowa ostrość. Wymieszała się z pomarańczą z aromatu, w czym pobrzmiewała cierpkość / goryczka. Mimo wszystko było w tym również coś słodkiego, ewidentnie sztucznawego. Jakby obok smakowicie soczystych owoców walnęli sztuczną słodycz (?).

Słodycz, także ta czekoladowa, rosła, a ja mniej więcej w połowie poczułam drapanie w gardle i aluzję do korzenności.

Smaki te napędzał mousse. Przedstawił się bowiem jako lekko kakaowo cierpki, choć w dużej mierze okazał się... słodko-kakakałkowym kremem o maślano-grzybowych zapędach. Oprócz tego blisko mu było do smaku czekolady, acz z sugestią procentów (bez alkoholu jednak). Wydał mi się lekko śmietankowy, ale też nieco mdławy. Kakao bliżej końca umocniło swoją pozycję, choć o gorzkości nie można tu mówić. Zrobiło się delikatnie korzennie. Na myśl przyszły mi czekoladowe pierniczki z dżemem - koniecznie w czekoladzie / dobrej jakościowo polewie.

Na koniec słodycz czekolady mlecznej wymieszała się z kwachowością nadzienia, po czym razem zostały jako posmak.

Należał do kwaśnych cytrusów - powiedziałabym, że mieszaniny cytryny, pomarańczy i yuzu, z lekką jakby limonkowo-kakaową goryczką i... ogólnej, przesadzonej słodyczy. Wyraźnie czułam mleko, natomiast jakiekolwiek  kakałkowo-korzenne sugestie kompletnie odeszły w niepamięć.

Całość wyszła nieźle, gdy chodzi o prezentację tytułowego smaku, jednak zdecydowanie za słodko. To poczucie dodatkowo wzmocniła kwaśność nadzienia, które z jednej strony przełamywało cukrowość, z drugiej zaś... potęgowało jej poczucie.
Yuzu czuć odlegle, pomarańcza wydała mi się niezbyt pewna siebie, a mousse? To bardziej maziasty, ale całkiem w porządku, krem. Podoba mi się, że zdecydowali się na czekoladowy, nie zaś mleczny, bo jednak odrobinkę kakao wniósł, a z jasnym mogłoby być gorzej. Niby nie mam nic do owocowej części, ale mogłaby być lepiej zrobiona - może by tak dać więcej niż te liche 15% jakiejś gęstej konfitury? Mimo wszystko, czekolada wyszła... nudno w swej słodyczy. Zrobiłam trzy podejścia: 2 kostki, kostka, 2 kostki - w różne dni i te 2 kostki to taka ilość, która zasładza w sposób całkiem ok, że nie ma się ochoty na więcej cukru, bo... bo i całość już nudzi. Reszta powędrowała do Mamy, która po pierwszym gryzie myślała, że jej nie posmakuje, bo poczuła "jakąś goryczkę... kakao". Po całej kostce jednak już uznała, że słodycz się nasiliła i było, jak trzeba. "Bardzo smaczna! Gdyby miała biały krem to w ogóle byłoby to takie 10/10. Cytrus taki jakby cytryna z czymś... Przy drugiej kostce to już w ogóle przepyszna, już nie taką kakaowa, a słodziutka. Smaczna, bo słodka".
No tak, czułyśmy więc to samo, ale co w moim odczuciu jest plusem (właśnie ta kakaowość), w Mamy stanowi minus. A słodycz... no właśnie.


ocena: 7/10
kupiłam: Allegro
cena: 11,95 zł (za 150g)
kaloryczność: 513 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: cukier, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, miazga kakaowa, masło klarowane, syrop glukozowy, sok pomarańczowy (4,1%), odtłuszczone mleko w proszku, cukier inwertowany, sok z yuzu (1,1%), emulgatory (lecytyna sojowa, lecytyna słonecznikowa), olej palmowy, naturalne aromaty, koncentrat soku cytrynowego, sól, wanilina

poniedziałek, 15 czerwca 2020

Zotter Yuzu Citrus from Japan mleczna 50 % z cytrusowym kremem z yuzu, mandarynką, limonką, cytryną i białą czekoladą

Raz i drugi przemknęło mi przez myśl, że Zotter tworząc nowości puścił oko w stronę Azji, Japonii. Od razu ciepło mi się na sercu zrobiło, bo lubię ten kraj, a zwłaszcza sushi (nie mogę powiedzieć, że całą kuchnię). Zanim yuzu zaczęło się wszędzie pojawiać jako smak różności, trochę się za nim uganiałam, bo uważam, że to intrygujący cytrus. Bardzo lubię surową rybę maślaną z yuzu w Yana Sushi (zawsze proszę o zindywidualizowaną rolkę, nie z karty), w Sakanie próbowałam deser Yuzu, a i usiłowałam zamówić czekoladę Meiji. Smutną historię z tym związaną przytoczyłam przy Meiji 70 % Elegant Bitter i raptem dzień po zjedzeniu ostatniej posiadanej Meiji, przyszła do mnie paczka z Zotterami. A w niej... jakby na otarcie łez była dzisiaj przedstawiana tabliczka! Zdecydowałam się, że może ona otworzyć linię cytrusowych smaków, posłużyć jako przejście do bardziej kwaśnych propozycji (których mało nie było).
Jeśli o samo yuzu chodzi - to cytrus z Japonii, który ponoć smakuje jak połączenie mandarynki i limonki... Jednak z moim doświadczeniem, określiłabym to raczej jako... "mandarynkową cytrynę z nutką soku limonki bez cytrusowej goryczki". Ale... co ja tam wiem.


Zotter Yuzu Citrus from Japan to mleczna czekolada o zawartości 50 % kakao nadziewana cytrusowym kremem z yuzu na bazie białej czekolady z mandarynkami, limonką i cytryną (z czego krem stanowi 60 % całości).

Gdy tylko rozchyliłam papierek, dobiegł mnie goryczkowato-słodki zapach czekolady z nutą mleka, ale o cierpko-konkretniejszym, palonym charakterze. Cytrusy zaznaczyły się za sprawą cierpko-goryczkowatej limonki, jednak wąchając uważniej, wyczułam również ogólnie cytrusowy, słodko-kwaśny motyw pudrowy.
W tym przypadku spód i wierzch pachniały podobnie, acz miałam wrażenie, że przez wierzch wydobywa się więcej wręcz waniliowo-śmietankowej słodyczy, dzięki której wśród cytrusów odnalazłam także mandarynkę.
Po przełamaniu było bowiem jeszcze bardziej cytrusowo: obłędnie soczyście-kwaśno, ale też słodko-pudrowo. Ze zdziwieniem poczułam silny zapach masła.

Przy łamaniu wydała mi się średnio konkretna.
Trzaskająca czekolada kryła bowiem idealnie gładkie nadzienie, które lepiło się i maziało, wykazując wysoką plastyczność. Można je było wręcz rolować w kulki.

W ustach czekolada rozpływała się tłusto-kremowo, przyjemnie z wolna zalepiając usta i odsłaniając środek.
Ten wyciskał się spod niej dość szybko, był bowiem miękko-plastyczny i soczysty. Tłusty w sposób gładko śmietankowo-maślany, ale nie zbity. Nie mogę powiedzieć, by był lekki, ale lało się z niego sporo soku, robiła się zawiesina. Mimo to, też w zasadzie zalepiał (przylepiał się do np. podniebienia), acz w mniej przyjemnym niż czekolada kontekście. Bardziej tłusto-ślisko. Nadzienie jednocześnie pozostawiało wrażenie pylistości.
Mogłoby to być bardziej spójne, ponieważ czekolada zachowywała się wręcz leniwie jak ciemna, a krem pędził z rozpuszczaniem się na łeb, na szyję. Wolałabym, by był twardszy, bardziej zwarty i gęsty.

W zasadzie, przegryzając się przez całość, od początku czuć kwaśność środka.
W smaku czekolada okazała się, jak w zapachu, szlachetnie palona, przy czym kojarzyła mi się z orzechami i chlebem, całkiem udanie (pewnie za sprawą nadzienia) udając ciemną. Mleko i niemal karmelowa słodycz były znaczące i trafione doskonale, wyraźnie wyczuwalne, mimo że przesiąkła nieco nadzieniem.

Nadzienie przedostawało się na przód za sprawą kwaśności cytryny i yuzu. Przebijała się przez czekoladę bardzo szybko, a kiedy spróbowałam je osobno, w pierwszej chwili w ogóle wyszło jakby przeładowane kwaśnością cytryny. Zaraz jednak, gdy kęs się rozpływał, cytrynę otaczał cały bukiet cytrusów.

Kwaśność zaczęła się mieszać z silną słodyczą i innymi smakami.
Do czekolady dołączyła goryczkowata nuta limonki, soczystej i wpisanej w palonosć, a klimat zrobił się bardziej egzotyczny. Wyraźnie poczułam owoc yuzu. Jest on dość specyficzny i tę specyfikę tutaj dobrze czuć. Oto rozszedł się smak kwaśno-słodki, cierpki i wręcz w tym ostrawy. Podkreśliła go nutka cynamonu, jednak bezsprzecznie dość długo to właśnie yuzu dominowało. Określiłabym to jako naprawdę intensywny, kwaśno-cierpki, minimalnie goryczkowaty smak.

W tym czasie rosła też niska słodycz, za sprawą której weszły bardziej pudrowo-waniliowe nuty i słodkie cytrusy. W słodszych klimatach doszukałam się mandarynek, jednak kwaśność cytryny i yuzu, mimo że nieco się rozeszła, wciąż była wiodącym smakiem. O uwagę zaczęła dopraszać się lekko pikantna słodycz. Wciągnęła cytrusy w pudrowe otoczenie, sama zwróciła się ku śmietance.

Wyłoniło się masło, wymieszało z cytrusami o charakternie przyprawionym wyrazie, przywodząc na myśl... cynamonowe lemond curd. Cytryna bowiem wróciła pod koniec, w towarzystwie goryczkowato-cytrusowej nutki.
Czekolada leciutko, niepewnie pobrzmiewała jako goryczkowato-palona i mleczna mgiełka, co z kolei przełożyło się na skojarzenie z wyidealizowanymi galaretkami w czekoladzie. Bliżej końca zrobiło się bardziej goryczkowato-cynamonowo.

Po zjedzeniu pozostał posmak mocno cytrusowy: ogólny, specyficznie ostrawy za sprawą yuzu; cytrynowy i goryczkowato-słodki. Mandarynko-limonko-grejpfrutowo... A, co tu wymieniać - cała mieszanina! A do tego palona sugestia czekolady oraz poczucie silnej kwachowości i słodyczy jednocześnie. Maślany posmak... o dziwo też w miarę pasował, acz jego efekt otłuszczenia ust mi nie odpowiadał.

Czekolada była smaczna, podobały mi się wszelkie skojarzenia, jakie wywołała, ale do doskonałości to jej trochę brakuje. Nie widzę sensu pchania tylu różnych cytrusów. Gdybym ja robiła czekoladę z yuzu, to właśnie na tym owocu bym się skupiła (można trochę podkreślić, ale bez przesady). Uważam, że jest wystarczająco ciekawy i kwaśny.
Konsystencja trochę mnie denerwowała, bo tłusto-rzadkawe i do tego stopnia plastyczne nadzienie jakoś mi nie pasowało do cudownie gęsto-kremowej czekolady.


ocena: 8/10
kupiłam: biokredens.pl
cena: 16 zł
kaloryczność: 489 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, miazga kakaowa, pełne mleko w proszku, sok z yuzu, syrop ryżowy, odtłuszczone mleko w proszku, sok cytrynowy, koncentrat z mandarynek, słodka serwatka w proszku, koncentrat z limonki, pełny cukier trzcinowy, sproszkowana wanilia, lecytyna sojowa, sól, cynamon