Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czekolada: kawa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czekolada: kawa. Pokaż wszystkie posty

piątek, 24 kwietnia 2026

Dolfin Chocolat Noir - Puur - Dark Noisettes & Cafe ciemna 60 % z orzechami laskowymi i kawą

Połączenie dodatków w tej czekoladzie wydało mi się bardzo ciekawe i niecodzienne, mimo że w zasadzie w tej tabliczce spotkały się najzwyklejsze, często spotykane smaki. Zarówno orzechy laskowe, jak i kawa, często występują w czekoladach, ale razem? Oj, tu aż nie potrafię przypomnieć, kiedy coś takiego jadłam. Niestety, nim zabrałam się za dziś przedstawiana tabliczkę, przejadłam w tym roku tyle zwyczajnie w porządku - a nie zachwycających jak liczyłam - Dolfinów, że na tę tabliczkę zaczęłam patrzeć bez większych nadziei, a raczej dość obojętnie. Wzięłam ją w góry, na Czerwoną Ławkę, na którą tym razem weszłam niestandardowo, bo od strony Zbójnickiej Chaty (do którego oczywiście doszłam niebieskim szlakiem ze Starego Smokoveca przez Hrebienok). Swoją drogą, utwierdziłam się w przekonaniu, że ta pętla robiona w ten sposób jest łatwiejsza (po okrutnie stromym fragmencie pełnym sypkich kamieni i żwiru wolę wchodzić, a po łańcuchach schodzić). Nasiedziawszy się na czerwonej desce, nacieszywszy się widokami, ruszyłam do Rázcestie pod Sedielkom.

Dolfin Chocolat Noir - Puur - Dark Noisettes & Cafe to ciemna czekolada o zawartości 60% kakao z kawałkami orzechów laskowych i ziaren kawy.

Po otwarciu rozszedł się dominujący zapach kawy. Niewątpliwie była to kawa ziarnista, palona i gorzka, jednak ogół wcale mocno gorzki się nie wydawał. Kawę osłodził bowiem motyw syropu, likieru. Kawowego i/lub do kawy. Słodycz z palonością kawy sugerowała karmelizowanie. Bez trudu da się rozpoznać, że kawa wystąpiła jako dodatek, ale wydawała się też mieszać z kawową czekoladą. Orzechy nie zdradzały swej obecności.

Twarda tabliczka przy łamaniu trzaskała średnio głośno, przeciętnie i zdradzała lekką kruchość. Ziarnisty przekrój zdradzał małą ilość drobnych kawałków orzechów. Z zaskoczeniem odkryłam, że trudno, odgryzając kawałek, nie zahaczyć o jakiś dodatek. Kawa bowiem też wystąpiła w postaci kawałków, tylko że w przekroju trudno ją dostrzec. Acz gryząc uważnie, da się odgryźć trochę samej czekolady.
W ustach czekolada rozpływała się kremowo, powoli. Przedstawiła się jako gęsta i maślano tłusta, a dodatki starała się długo zachować dla siebie, jednak zaznaczały się na języku. Czekolada maziście pokrywała podniebienie, a kawałki orzechów i kawy powoli się z niej wyłaniały. Trochę przyspieszały jej rozpuszczanie się. Znikała nieco wodniście.
Ze względu na to, jak mocno osadzone w czekoladzie kawałki zostawały niemal do końca, wolałam zostawiać je na czas, gdy baza się rozpłynęła, zamiast gryźć wcześniej. Wcześniej spróbowałam tylko z ciekawości. Wtedy kawa i orzechy były twardsze w nieco szklisty sposób, a czekolada wydawała się ulepkowata.
Okazało się, że do czekolady dodano głównie małe i malutkie kawałki orzechów laskowych i ziaren kawy. Zdarzały się też średnie - częściej kawałki kawy. Ta wystąpiła też w postaci drobinek - wręcz punkcików - i twardych płatków. Niektóre wydawały się lekko karmelizowane, jakby otoczone odrobiną cukru.
Gdy gryzłam drobnicę na koniec, orzechy w większości upodobniały się do kawy, jednak różnice czuć, gdy się trochę skupić.
Orzechy gryzione na koniec, po zniknięciu czekolady były miękko-skrzypiące, delikatne. Kawałki ziaren kawy gryzione na koniec w większości były twarde i lekko chrupiące, tylko część (te naprawdę malutkie) łączyła chrupkość z lekkim trzeszczeniem.
Czasem zadawałam sobie trud, by porozganiać językiem, co twardsze i ostrzejsze - czyli kawę - i najpierw gryźć bardziej miękkie, zaokrąglone kawałki, czyli orzechy.

W smaku, w chwili robienia kęsa, palone ziarna kawy zaznaczały swoją obecność, po czym pozwalały popłynąć czekoladzie.

Ta przywitała się wyważonymi słodyczą i gorzkością. Akcent kawy podkreślił gorzkość, nakierowując ją na motyw czarnej kawy, zaparzonej na palonych ziarnach. Słodycz od siebie dodała do tego jakiś syrop. Trochę karmelowy?

Smak kawy nasilał się wraz z wyłanianiem kawałków, acz gdy spróbowałam trochę samej czekolady, okazało się, że przesiąkła kawą całościowo. Połączył się w niej motyw ziaren kawy z kawą zaparzoną, chyba z odrobinką śmietanki.
Gdy z ciekawości parę razy pogryzłam dodatki obok czekolady, wydawały się trochę karmelizowane, w porywach jakby ze szklistą, cieniutką warstewką, acz czekolada przy nich udawała tłusty ulepek, więc wolałam zostawiać je na koniec.

Motyw kawy wydawał się pochodzić od dodanych ziaren i spójnie mieszać z bazą. Kawa stała na straży, by nie zrobiło się za słodko. Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa jednak nasiliła się i tak, choć nie przesadnie. Do syropowo-karmelowego splotu dołączyła wanilia, zacieśniając ich związek.

Czasem w oddali zamajaczył akcent owoców, jednak był zbyt nieśmiały, by to sprecyzować (coś czerwonawego?). Do głowy przyszła mi cascara (określana suszem owocowym, "herbatką owocową" z owoców kawowca; w zasadzie moje wyobrażenie o tym).

Słodyczy spodobał się palony klimat. Czułam w niej sporo palonego karmelu, z czasem przechodzącego w motyw słodkiego, ciepłego alkoholu. Przemknęła myśl o whisky, likierze i to ten drugi został na dłużej.

Kawa nasilała się, jednak nie stłamsiła reszty... W sensie bazy, bo orzechy laskowe w zasadzie się chowały. Choć kawa miała wiele do powiedzenia, i niewątpliwe zapewniała gorzkość, ogólna słodycz też była wysoka. Na końcówce jednak to kawa-dodatek rozbrzmiewała, bo czekoladowa baza poszła w nieco maślanym, niema śmietankowym łagodniejszym kierunku. Na myśl sunęła się kawa ze śmietanką, a raz czy drugi nawet mi do głowy kawa Irish Cream.

Gdy gryzłam dodatki na koniec, czuć głównie palone ziarna kawy. Gorzkie i przysłaniające resztę. Orzechy laskowe przeważnie gubiły się wśród nich. Czasem coś orzechowego zaplątało się za kawą, ale można to było przeoczyć. Bardzo rzadko pojawiały się ich przebłyski. Jak już, były to delikatne, lekko prażone orzechy. Raz czy dwa zaplątała się w nich lekka goryczka. Laskowe do rozpoznania. 
Gdy bawiłam się w rozdzielanie językiem kawałków na koniec, całkiem nieźle najpierw czuć orzechy laskowe z echem kawy, a potem już tylko kawę.

Po zjedzeniu został posmak głównie ziaren kawy, mocno osłodzonych karmelowym motywem. Ten miał w sobie coś z karmelizowania i syropu, może likierowego. Raz czy dwa odnotowałam orzechy. Sama czekoladowa baza przemawiała się w tym osadzaniu kawy, acz końcowo wycofywała się.

Bardzo dobra kawowa czekolada, ale taki dodatek orzechów laskowych - tak mało, tak podrobionych - to kpina. Nic nie wnosiły. Co prawda, reszta bez nich radziła sobie bardzo dobrze, jednak gdy robi się czekoladę z kawą i laskowcami, chyba nie o to chodzi. Baza poprawnie bazowa, a więc nieprzesłodzona, słodka w nieco ambitniejszy sposób, lekko gorzka. Jej lekko kawowa gorzkość świetnie zgrywała się z kawą. No, tylko tych orzechów żal.


ocena: 8/10
kupiłam: SmaczaJama.pl
cena: 16,90 (za 70g)
kaloryczność: 538 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: miazga kakaowa, cukier, orzechy laskowe 4%, tłuszcz kakaowy, kawa 1,25%, emulgator: lecytyna sojowa; naturalny aromat waniliowy

czwartek, 4 grudnia 2025

Alce Nero Peru Cioccolato Extra Fondente con Caffe Arabica ciemna 70 % z kawą

Choć Alce Nero Peru Cioccolato Extra Fondente con Zenzero była zachwycająca, do wariantu kawowego żywiłam małą obawę. Czułam, że mogą mi w niej przeszkadzać np. kawałki twardej kawy o ostrych krawędziach. Skład niby to wykluczał, ale kto ich tam wie, co końcowo zastosowano. Czekolada, co do której więc byłam trochę podejrzliwa, ruszyła ze mną w Góry Czerchowskie. Kiedy już wróciłam z Velkiej Javoriny na Chochulkę, ruszyłam w drugą stronę niebieskim szlakiem na Cergov. Na ten dość rozległy, trochę zalesiony krzyż z krzyżem i stolikiem zaszłam zaskakująco szybko. Odeszłam trochę w bok, by uchwycić jakieś widoki na zdjęciach czekolady, a potem wróciłam na szlak niebieski na Sedlo Cergov, gdzie jest jedyne w tamtych górach schronisko. No, i stamtąd już przez pole do Hertnika.

Alce Nero Peru Cioccolato Extra Fondente con Caffe Arabica to ciemna czekolada o zawartości 70% kakao (miazga 57% + tłuszcz) z Peru z kawą Arabica.

Po otwarciu poczułam intensywny zapach palonej kawy, która czekoladę zostawiła w tle. A ta stamtąd pobrzmiewała karmelową słodyczą i soczystością. Przez intensywność i imperatywność ziarnistej kawy, trudno było uchwycić, co za konkretnie owoce za tą soczystością stoją.

Tabliczka choć cienka, była twarda. Trzaskała głośno przy łamaniu, dając się poznać jako krucha. Na spodzie dostrzegłam kropki, więc zdziwiłam się, że kawę dodano zupełnie na gładko.
W ustach czekolada rozpływała się w średnim tempie. "Ramka" wolniej, bardzo cienki środek szybciej. Baza dała się poznać jako mazista i idealnie gładka. Zaskakująco gładka jak na czekoladę z kawą. Całość długo zachowywała kształt, choć robiła się gibka. Serwowała tłustą maślaność oraz lekką soczystość, a pod koniec nagle łatwo rzedła i znikała, zostawiając lekko suchawo-cierpkawe wrażenie.

W smaku najpierw poczułam palony motyw, niosący gorzką kawę. Wyraźnie ziarnistą, ale trochę osłodzoną karmelem.

Słodycz ruszyła, spokojnie rosnąc. Wpisywała się w paloność, acz tuż za nią mignęła lekka soczystość.

Gorzkość bazy jakby za kawą trochę się rozwinęła. Przyszła mi na myśl ziemia, lecz zaraz zaczęła trochę tonąć w kawie. Ze względu na paloność kawy zdążyłam jeszcze pomyśleć o ziemi wulkanicznej.

Palona kawa była wyczuwalna cały czas, jakby opiekując się pierwszym planem. Nie zajęła go bowiem całkiem, a dopuszczała rozmaite nuty. Z czasem też ta jej ziarnistość zrobiła się mniej jednoznaczna (właściwie do głowy przyszły mi kawy Jacobs Barista - rozpuszczalne, ale smakujące jak połączenie rozpuszczalnej z ziarnistą). Pewna była za to średnio mocna gorzkość.

W tle odważniej odezwała się lekka soczystość. Ledwo pomyślałam, że kawa nie pozwoli jej się rozwinąć, lecz ta zasugerowała nawet odrobinkę kwasku.

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa poczułam cytrynę, która jednak jakby uważała ze swoją kwaśnością. Była bardzo oszczędna, w zasadzie znikoma. W dodatku obudziła niemal kwiatową rześkość.

Kawa, choć nie zapomniała o gorzkości, w tym czasie znacząco się już osłodziła. Gorzkość trzymała się średniego poziomu. Karmel chyba na zasadzie kontrastu po owocowym akcencie przyciągnął na chwilę uwagę, po czym podkreślił słodką nutę kwiatów i wydobył wanilię.

Zaraz i owoce zaczęły się zmieniać. Wszystko to za przyzwoleniem kawy w sposób, że właśnie aż kawa o owocowych nutach przychodziła do głowy. Cytryna została rozproszona mieszanką porzeczek. I w ich przypadku jednak kwaśność zdawała się bardzo hamowana. Najpierw myślałam raczej o czerwonych, z czasem przeważyły czarne.

Słodycz lekko rosła, ochoczo mieszając się z owocami. Nie odrzuciła palonego tonu, kierując owoce w trochę cierpkim kierunku dżemu aroniowego, może porzeczkowo-aroniowego. Z dodatkiem wanilii?

Posmak należał głównie do kawy. Kawy palonej, i znów bardziej ziarnistej, czarnej i dość mocnej, a jednak też słodkiej w karmelowo-waniliowy sposób. Słodycz karmelu mieszała się z echem dżemowym, ale już żadnym konkretnym owocem.

Byłam pod wrażeniem, jak kawa opiekowała się nutami bazy, nie dominując ich, ani sama się nie gubiąc. Niesamowicie wyważona tabliczka! Słodycz trzymała się karmelu, ale zaserwowała też trochę kwiatów, wanilii i dżemowości. Subtelne cytryna, porzeczki i dżem aroniowy świetnie pasowały do gorzkości kawy i odrobinki ziemi. Całość wyraźnie gorzka. Choć nie mocno, to satysfakcjonująco. Słodycz była jej podporządkowana, mimo że całkiem sporo jej się zebrało.
Jako że obecnie do kawowych rzeczy mam mieszane uczucia (zależy co i jak), czekolada zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie. Dawno nie jadłam tak dobrej, tak wyważonej czekolady kawowej.


ocena: 10/10
kupiłam: arkanasmaku.pl
cena: 12,50 zł (za 50 g)
kaloryczność: 578 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: miazga kakaowa 56%, cukier trzcinowy 26%, tłuszcz kakaowy, kawa w proszku 4%, laska wanilii

piątek, 17 października 2025

neapolitanki Pralus Carré De Café Cafe au Lait; Noir "czekolada" kawowa mleczna; ciemna / "kawolada"

Dawno temu miałam okazję jeść Pralus Carre De Cafe Noir Arabica i Pralus Carre De Cafe au Lait Arabica. Były ciekawe, jednak to nie coś, z czym chciałabym mieć więcej do czynienia. Ostatnio jako gratis dostałam miniaturki i uznałam, że to chyba forma idealna dla takich wydziwianych tabliczek. A może właśnie ich specyfika uciekała przy tak małej gramaturę? 

(Mini Square Coffee Pyramid) Pralus Carré De Café Cafe au Lait a Croquer Pur Arabica Neapolitans to mleczna kawowa tabliczka - kawolada - czyli "czekolada" z ziaren kawy arabika w formie miniaturowej "neapolitanki" o wadze 6g (sprzedawana w zestawie "Kawowa Piramida").

Po otwarciu poczułam intensywny zapach mocnej, ale nie siekierowej, czarnej kawy ziarnistej z tłustym mlekiem. Stało jakby trochę obok niej i było bardzo, bardzo tłuste. Połączyć to próbowała średnio wysoka słodycz o karmelowym zabarwieniu, która trochę przechodziła w jakby kawowe mleko słodzone skondensowane (albo kawę z takowym?).
Zapach kojarzyłam z pełnowymiarowej, ale nie 1:1, bo w przypadku miniaturki słodycz wydawała się odgrywać istotniejszą rolę i bardziej nakręcać się z mlekiem - acz uwierzę, że po prostu ja zrobiłam się bardziej czuła na słodycz.

Czekoladka była w dotyku tłusta i twardawa, ale nie trzaskała przy przełamywaniu czy robieniu kęsa. Przypominała taflę z tłuszczu, która trochę się kruszyła.
W ustach okazała się jednak średnio tłusta i względnie aksamitna. Rozpływała się w szybko-średnim tempie. Początkowo jakby próbowała być gładką, ale jednak odpuściła i przez większość czasu raczyła mnie proszkowością. Końcowo robiła się jak ciepła plastelina, choć i kremowość jakąś tam czułam. 
Struktura charakterystyczna - jak dużej, choć ze względu na cienkość, rozpływała się szybciej.

W smaku od razu rozszedł się motyw tłustego mleka i masła z pobrzmiewającą gorzką kawą. Ta szybko podskoczyła ze względu na kontrast.

Słodycz choć zaznaczyła się szybko, porządnie ruszyła z lekkim opóźnieniem. Miała lekko palony, karmelowy wydźwięk i też wzrosła dopiero po chwili.

Kawa potrzebowała trochę czasu, by się nasilić, ale ani przez moment nie była mocarnie siekierowa. Przedstawiła się jako średnio palona, ziarnista. Pomyślałam o takiej, którą zaparzono na świeżo zmielonych ziarnach. I która... puszcza przodem słodycz i mleko?

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa mleko z kawą połączyły się w jedno. Musiało być to tłuste, mdławe mleko. Pomyślałam o małej czarnej, do której wlewa się słodzone mleko skondensowane. To miało o wiele bardziej władcze zapędy od kawy samej w sobie.

Z czasem swoim palonym wątkiem obudziła w słodyczy palony karmel, który zmienił się w kawowe karmelki. Karmelki, które zdradzały też mdławą tłuszczowość, a kawa zeszła do poziomu kawowego mleka skondensowanego. Słodycz przejęła pierwszy plan.

W oddali przemknęła leciutko kwaskawa soczystość jakiś nieokreślonych owoców. Bardziej jednak słodkich niż kwaśnych. Przez to łatwo zatonęły w słodyczy mleka skondensowanego z domieszką kawy.

W posmaku została kawa o niewysokiej gorzkości, ale jednak stojąca na pierwszym planie, nie zagłuszona słodyczą z tłem z tłustego mleka oraz wysokiej słodyczy karmelkowego karmelu. To był bardzo, bardzo silny posmak, utrzymujący się o wiele dłużej niż w przypadku czekolady z kakao.

Smak pamiętałam mniej więcej podobnie, jednak tym razem jeszcze gorzej odebrałam tłustość smakową i struktury, a na słodycz bardziej zwracałam uwagę. Wyszła silniej, bo całość ze względu na cienkość rozpływała się szybciej. Przez to też prawie zupełnie umknęły owoce. To akurat w zasadzie... pasowało. To ogólnie  jednak wciąż połączenie wyraźnie kawowe, mleczne w zbyt tłusty sposób i do tego słodkie... niby jakoś tam zgrane, ale nie prawdziwie harmonijne.
Efekt taki, że... ciekawostkowo można zjeść. W moim przypadku jednak i tak skończyło się na połowie - bo chciałam dziwo pokazać Mamie. To jedna z tych czekolad, które spokojnie można tylko troszeczkę spróbować.


ocena: 7/10
kupiłam: dostałam
cena: nie znam
kaloryczność: 527 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: tłuszcz kakaowy, mleko w proszku, cukier, mleko w proszku, kawa 100 % arabika, lecytyna sojowa

---------------

(Mini Square Coffee Pyramid) Pralus Carré De Café Cafe Noir a Croquer Pur Arabica Neapolitans to ciemna kawowa tabliczka - kawolada - czyli "czekolada" z ziaren kawy arabika w formie miniaturowej "neapolitanki" o wadze 5g (sprzedawana w zestawie "Kawowa Piramida").

Po otwarciu poczułam intensywny zapach świeżo zmielonych, palonych ziaren kawy, mieszających się z niską, paloną, trochę karmelową słodyczą. W oddali przemykała cierpka rześkość owoców. 
Zapach wydał mi się identyczny co wersji pełnowymiarowej.

W dotyku czekoladka była tłusta i sucha zarazem.
Przy przełamaniu i odgryzaniu kawałka, okazała się twarda, jednak jej trzasko-chrupnięcie nie było zbyt głośne.
W ustach rozpływała się dość szybko, bardzo tłusto i wręcz ślisko. Udawała gładką, ale wyraźnie czuć w niej chropowatość. W dodatku wydawała się trochę oporna, mimo że w sumie nie miała problemów z upuszczaniem kremowo-tłustych fal siebie. Tę dziwną strukturę dobrze pamiętałam z pełnowymiarowej.

W smaku od razu czuć wyrazistą kawę. Kawę czarną, zrobioną z palonych i świeżo zmielonych ziaren. Była gorzka, lecz w żaden sposób nie siekierowa czy zbyt mocna.

Szybko dołączyła do niej delikatna słodycz o niemal karmelowym charakterze. W tle odnotowałam też soczystość. Najpierw nieokreśloną, potem ewidentnie słodko-owocową. Pokazały się czerwone i czarne porzeczki oraz cytrusy, wraz z lekkim kwaskiem. Potem przemknęły jeszcze chyba mirabelki, żółte śliwki.

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa pojawiła się iluzja mleka. Mleka tłustego i aż przez swą tłustość mdłego? Z łatwością przemieszało się ze słodyczą, a zaraz też z kawą. Tłustość płynęła także z samej kawy i wydawała się dziwnie nie na miejscu. Słodycz nieco się odważyła i osiągnęła średni poziom. Kawy jednak nie doścignęła.

Kawa końcowo zdobyła się na lekką ziemistość, zrobiła się siekierowo-mocarna, acz słodycz próbowała dotrzymać jej kroku. Mieszając się, zasugerowały soczyście-ziemistą, gorzko paloną czekoladowość.

Po zjedzeniu został posmak bardzo mocnej, niemal ziemistej, bardzo palonej gorzkiej kawy z tłuszczowym echem oraz kwaskawo-owocowym, porzeczkowo-śliwkowym wątkiem. Czułam się trochę jakbym zjadła garść ziaren kawy. Posmak był mocarny i został na o wiele dłużej niż w przypadku czekolady z kakao.

Całość była dokładnie taka, jak zapamiętałam, a jednak moje postrzeganie się zmieniło. Jak w przypadku mlecznej, szybsze rozpływanie się jakoś skierowało uwagę na słodycz, ale też sprawiło, że kompozycja otarła się o czekoladowość - wszak wszystko znikało za szybko, by się porządnie wczuć. I... właśnie w tym widzę atut małej wersji. Z tym że jednocześnie wyszła bardziej kontrastowa, jaskrawa, że za nic nie umiem myśleć o niej - choćby względnie obiektywnie - jako o czymś na 9. Ostatniego kęsa nie dałam już rady. To było zbyt dosadnie kawowe (a choć obecnie kawy nie piję, jak już jem coś kawowego, to lubię, gdy jest naprawdę bardzo kawowo).


ocena: 8,5/10
kupiłam: dostałam
cena: nie znam
kaloryczność: 527 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: kawa 100 % arabika, tłuszcz kakaowy, cukier, lecytyna sojowa

Obie tabliczki miały taki smak i strukturę, były na tyle dziwne, że o wiele lepiej odbiera się je w malutkiej ilości. Jedząc pełnowymiarowe tabliczki łatwiej zwracać uwagę na wady, podczas gdy jedząc miniaturki, można skupić się na ciekawostkowości. A jednak... ze względu na szybsze rozpływanie się ze względu na cienkość, smaki szybciej uderzały i uciekały. Nie na tyle jednak, by zmieniać im oceny i ogólny odbiór.

Mama, która dostała po kawałku (mlecznej połowę, ciemnej trochę mniej), opisała je: "No, ciekawe, ale tylko jednorazowo jako ciekawostka, a nie, by częściej jeść. Smakowo to fajne, takie kawowe, a ja lubię kawowe rzeczy, ale strasznie nieprzyjemnie tłuste, jakbym masło lizała. Może cię zaskoczę, ale mimo że była kwaskawa, bardziej smakowała mi ta ciemna. Wyszła jak słodka kawa. Bardzo kawowa i z kwaskiem z granicy tych pozytywnych, owocowych kwaśności, które lubię, a tych nieprzyjemnych. Ta kwaśność potrafiła zalecieć taką tanią kawą z marketu, ale ogólnie też coś trochę owocowego w niej było. A ta mleczna to taka... słodko-mleczna i trochę tłusto mdła, mniej wyrazista. Ciekawostkowo świetna sprawa, ale jak mówisz, świetne na takie czekoladki, bo więcej - całych tabliczek - to by człowiek nie chciał".

wtorek, 25 lutego 2025

Ritter Sport Kaffee Knusper ciemna 50 % i mleczna kawowa z kawałkami płatków kukurydzianych

Mimo że nie przepadam za Ritter Sport, ich czekolady raz po raz pojawiają się u mnie. Te, które zawierają dodatki do gryzienia, wydają się w porządku, niewymagającymi opcjami do zabrania w góry. Nie wiem jednak, co to musiałby być za wariant, bym sama go sobie kupiła. Na dziś przedstawianą sama się co prawda natknęłam, ale było to podczas zakupów z ojcem, za które on płacił, więc tylko dlatego się na nią zdecydowałam. Ostatnimi czasy przeszła mi zupełnie kawa, ale jej połączenie z płatkami kukurydzianymi wydało mi się tak dziwne, że aż postanowiłam spróbować. O tym jednak, jak dziwna, warstwowa to czekolada jest, dowiedziałam się jednak już przygotowując posta pod recenzję i planując, gdzie ją wezmę.
Nie zaplanowałam jej na żadne konkretne miejsce, acz obstawiałam, że otworzę ją jakoś... ja wiem? Jeszcze przed samym Koprowym? Jako pierwsza, przed Frey Supreme Crunchy Dark Fruit & Nut. Tak się jednak nie stało. Musiała trochę poczekać (wcześniej nie było dobrego miejsca, a nie chciałam przeznaczyć potencjalne gorszej tabliczki na sesję na szczycie). Koprowy Wierch upatrzyłam sobie już jakiś czas temu, jednak odkładałam go zawsze na kiedyś tam, bo nie widziało mi się iść tą samą drogą tam i z powrotem, a moja wymarzona pętla przerażała długością wszystkich i jakoś nie miałam, jak się tam wybrać. Aż wreszcie, acz z lichą nadzieją, poszłam. Gdy z Koprowego Wierchu zeszłam na Koprową Przełęcz, w oddali, gdzieś pewnie nad Rysami, zaczęło błyskać. Nad trasą, którą weszłam, chyba padało, więc prawie oczywistym było pójście niebieskim szlakiem do Tri Studnicky, czyli wreszcie mogłam zrobić moją wypatrzoną pętlę! Hlinską Dolina (którą potem poszłam do Doliny Koprowej) robiła ogromne wrażenie, choć musiałam trochę się spieszyć, bo bałam się, że burza zacznie mnie ścigać. Co nie znaczy, że nie znalazłam chwili na sesję zdjęciową czekolady. 

Ritter Sport Kaffee Knusper to (36%) ciemna czekolada o zawartości 50% kakao na (59%) warstwie czekolady mlecznej kawowej z (5%) kawałkami płatków kukurydzianych.

Po otwarciu poczułam zapach słodkiej, mlecznej kawy czekoladowej z zaznaczonym akcentem kakao. Słodycz była wiodąca, ale nie bardzo wysoka czy cukrowa. Dodatki nie ujawniły się nawet przy i po podziale.

Tabliczka złożona z dwóch warstw na wierchu wyglądała jak polewa kakaowa, a od spodu wydawała się bardziej ulepkowata, potencjalnie proszkowa. Choć z opisu wynika, że więcej było kawowej, pod względem struktury tak tego nie odebrałam.
Łamana dała się poznać jako twarda i krucha. Raczyła mnie raczej chrupnięciami i chrzęstem, za który odpowiadały dodatki, niż trzaskami. Przekrój potwierdził, że nie pożałowano małych i średnich kawałków (które prześwitywały na spodzie). Umiejscowiły się tylko w beżowej części.
Próbowałam warstwy rozdzielić, ale nie udało mi się to ani zębami, ani w domu przy pomocy noża.
W ustach czekolada ogólnie rozpływała się chętnie, w tempie umiarkowanym, ogólnie łatwo rzednąc. Dół trochę stopowały dodatki, więc zostawał czasem razem z wierzchem, ale coś czuję, że gdyby nie one, zniknąłby pierwszy. Całość była zbita, ale nie bardzo twarda, a z pewną miękkością, mimo że czekolada zbyt miękka też nie była. Dół odznaczał się lekką pylistością, wierzch szedł bardziej w kierunku mazistej, maślanej polewy. Niby był gładki, ale jakby niezupełnie.
Obie części były tłuste.
Dość szybko na języku i podniebieniu zaznaczały swoją obecność kawałki kukurydzianych płatków. Wiele z nich miało ostre brzegi.
Tylko na próbę w przypadku może ze dwóch kęsów pogryzłam je obok czekolady - wolałam zostawiać je na koniec.
Corn flakesy gryzłam, gdy wszystko inne już zniknęło. Były chrupiące i twarde, tylko nieliczne trochę częściowo nasiąkły i zmiękły. Gryzione już oczywiście tak - wtedy wlepiały się w zęby.

W smaku niezależnie od tego, jak ułożył się kawałek, witała mnie słodka kawa. Od samego początku dominowała. 

Ewidentnie była to kawa mleczna. Mimo jednak łagodności, wprowadziła lekką gorzkość.

Pomyślałam o kawie zrobionej na znacząco palonych ziarnach, ale z dodanym mlekiem i mnóstwem cukru. Słodycz znacząco rosła.

Gorzkość odrobinę też, ponieważ ciemna czekolada wkroczyła do gry. Wciąż jednak nawet nie starała się wyprzedzić delikatnej gorzkości kawowej. Całość ułożyła się w wizję czekoladowej kawy.

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa cukrowa słodycz dawała się we znaki, mimo że wyłaniały się corn flakesy, trochę ją rozbijające. Niegryzione w smaku niewiele wnosiły. Po prostu zaznaczały swoją obecność. Pogryzione na próbę obok czekolady okazały się średnio intensywne, ale spodziewanie cornflakesowo-zbożowe. 
Ogólnie do głowy zawitało wyobrażenie o... Płatkach kukurydzianych z mlekiem kawowym? Oczywiście dosłodzonych do przesady.

Gdy spróbowałam trochę osobno spodu, okazał się zaskakująco dobrze wyważony. Bardzo słodki, ale jeszcze nie bardzo przesadnie, bo jednocześnie mocno mleczny i wyraźnie kawowy.
Wierzch z kolei przedstawił się jako przecukrzony zupełnie, trochę palono gorzki w polewowym stylu i bez polotu. W zestawieniu po prostu trochę wspierał część kawową kakaową nutką. Niestety jednocześnie przełożył się też na przesłodzenie. I... Trochę pralinowy charakter całości? W smaku czuć, że kawowa część stanowi większość.

Z czasem cukrowa słodycz drapała w gardle.

Myśl o przesłodzonej, czekoladowej kawie z mlekiem utrzymała się. Jej echo z cukrowością robiło za niewyraźne tło płatkom kukurydzianym. Te dziwnie, w zasadzie pozytywnie dopóki nie odezwała się sól (a odzywała się nie przy każdym kęsie), zgrywały się z kawową czekolada. 

Corn flakesy gryzione na koniec smakowały wyraźnie sobą. Nie trafiłam na mocniej pieczone, za to dość często pojawiała się w nich odrobinka soli. Nie w przypadku wszystkich kęsów, ale epizodycznie ją czułam. Wyraźnie mniej więcej w połowie zjedzonych kostek

W posmaku zostały głównie płatki kukurydziane, czasem z lekko słonawym echem, ale też odczuwalna ogólnie, także w gardle, cukrowa słodycz. W oddali majaczyła kawa z odrobiną mleka.

Całość nie usatysfakcjonowała mnie pod względem gorzkości - ciemna czekolada miała zdecydowanie zbyt spolegliwy charakter. Jak dla mnie to ona powinna być bazą. Płatków kukurydzianych za to miałam przesyt i nie podobało mi się, że zdarzały się słonawe. Z zaskoczeniem uznałam, że częściowo (te niesłone) w zasadzie pasowały do czekoladowo-pralinowej kawy z mlekiem. Jednak zostaje jeszcze kolejna wada: kaleczyły język i podniebienie. Pojawiająca się w nich sól do niczego mi w tej kompozycji nie pasowała. Ona, jak i w ogóle dodatek, pewnie miały zwyczajnie przełamać słodycz, ale gryzły się na smak z resztą, a słodycz i tak była drapiąca. Wydaje się jednak przesadzona tylko trochę, niektórym pewnie może się spodobać.
Jako ciekawostkę trochę można zjeść, ale raczej tak ot, w górach. W domowych warunkach nie sprawiała mi przyjemności i zjadłam tylko trochę, by zweryfikować. Ogólnie wystarczyło mi 7 kostek (w tym jedna w domu), a potem... No już jakoś miałam przesyt.

Resztę oddałam Mamie. Podsumowała: "Smaczna, ale szkoda, że taka słodka. Tak słodka, że całej na pewno bym nie dała rady. Nie czułam, by coś z ciemnej w niej było. Taka po prostu mleczna kawowa z płatkami kukurydzianymi. Mi się słone nie wydały. Albo nie trafiłam, albo tak się na tej słodyczy wszechobecnej, zasładzającej skupiłam. Za słodka, a tak byłaby bardzo fajna. No i może jeszcze przesadzili z ilością tych corn flakesów".


ocena: 6/10
kupiłam: Auchan
cena: 6,49 zł (ojciec płacił)
kaloryczność: 537 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Składniki: cukier, tłuszcz kakaowy, miazga kakaowa, mleko pełne w proszku, kukurydza, laktoza, kawa (mielona) 1,5%, masło klarowane, emulgator: lecytyna sojowa; sól, słód jęczmienny. 

niedziela, 8 października 2023

Apisierra Puro Chocolate Artesano con Cafe ciemna 46 % z kawą

Lubię czasami próbować też zwyklejsze czekolady z innych krajów. Gdy natknęłam się na Allegro na czekolady Apisierra, tknęło mnie, że w zasadzie takiej właśnie zwyczajnej z Hiszpanii chyba nie jadłam (przynajmniej nie świadomie). Hiszpańskie słodycze z samymi tabliczkami czekolad za nic mi się nie kojarzą. Do głowy przychodzą raczej nugaty, turrony itd. Uznałam, że zamówię jedną z ciekawości. Chciałam czystą, a ta okazała się słodzona miodem, co nie skreślało w moim odczuciu potencjalnie niezłej czekolady. Niestety... przy pakowaniu pomylili się i przysłali mi kawową. Okazało się, że tych czystych już nie mają. Sklep robił w dodatku problemy ze zwrotem, ale w końcu koszt mi zwrócono, a że tabliczka i tak przyszła połamana, uznali "łaskawie", że mogę ją zatrzymać. Żałowałam, że to akurat czekolada z kawą do mnie trafiła, bo ostatnimi czasy nie lubię słodyczy kawowych. W pewnym momencie chciałam oddać ją, nie otwierając, Mamie, ale uznałam, że w sumie z ciekawości poznawczo chociaż spróbować mogę. A może miała mnie pozytywnie zaskoczyć?
Z tego co wyczytałam o marce Apisierra, to ich cała produkcja odbywa się w Parku Naturalnym Sierra de Cazorla w Andaluzji, który to rejon słynie z tradycyjnego i ekologicznego przetwórstwa.

Apisierra Puro Chocolate Artesano con Cafe to ciemna czekolada o zawartości 46 % kakao z Ameryki Środkowej z kawą.

Po otwarciu poczułam mocno kawowy zapach. Kawa dominowała - były to nieco za mocno palone ziarna kawy. Wydało mi się, że wyłapałam nawet lekką spaleniznę. Mimo gorzkości kawy, całość była też bardzo słodka, ponieważ sporą ilość cukru podkręciła jeszcze wanilia. One jednak podporządkowały się kawie zupełnie. Tak, że w zasadzie z zamkniętymi oczami powiedziałabym, że to zasłodzona kawa, ewentualnie z czekoladową nutą, nie zaś czekolada z kawą.

Czekolada w dotyku wydała mi się trochę ulepkowato pylista i bardzo masywna. Podczas łamania wydawała z siebie donośne, chrupko-głuche trzaski, świadczące o jakby pełnej strukturze i twardości.
W ustach rozpływała się w tempie średnim, mięknąc trochę ulepkowato i lepko-maziście pokrywając podniebienie. Nie była tłusta, choć czuć w niej maślaność. Okazała się bardzo pylista, a chwilami wręcz proszkowa. Zmieniała się w średnio gęstawą zawiesinę. Kawę przemielono na gładko, więc nic nie zostawało.

W smaku najpierw swoją obecność zgłosiła wysoka słodycz. Prosta, acz nie czysto cukrowa, bo błyskawicznie naskoczyła na nią wanilia. Nie zdążyłam się jednak szczególnie na niej skupić, a już polała się kawa.

Gorzka i bardzo, bardzo mocno palona kawa ziarnista była bardzo wyrazista. Zdominowała wszystko inne. Miała nieco ziemiście-truflowe echo.

To chyba słodycz podpowiedziała tę truflowość, bo sama rosła. Co prawda dopiero za kawą, ale znacząco. Przez moment pomyślałam o kwiatach, ale słodycz zdradziła swój mocno cukrowy charakter. Wanilia starała się ją uszlachetnić, lecz spowodowała tylko ogólne nasilenie słodyczy, skutkujące drapaniem w gardle.

Daleko w tle kompozycja wydała się nawet kryć lekką mleczność, maślaność... Do głowy przyszły mi czekoladowe "kulki" płatki zbożowe do mleka. Jakby właśnie do czegoś takiego raczyć się kawą.

Kawa bowiem, bardzo intensywna, mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa wciąż dominowała. Słodycz i drapanie wpisały się w nią, bo oto czułam mocną, czarną kawę, ale zacukrzoną. Dołączyła do niej rozgrzewająca przy wsparciu cukru rozpuszczalna. Ta z jeszcze większą łatwością mieszała się z cukrem. W końcu w zasadzie zrównał się z kawą.

Wanilia chwilami zanikała, acz to ona chyba przełożyła się na sugestie mleka. Raz czy drugi nawet przemknęła myśl o cappuccino. Odnotowałam też cierpkość, która pozwoliła wychylić się kakao w proszku. To było jednak jak cukrowo słodki napój kakaowy, dosłownie jakieś "kakałko" o niskiej gorzkości. Może nawet jedynie mleko zabarwione od wspomnianych wcześniej płatków? Drobna czekoladowość wiązała się z maślanością w tle, sprawiała wrażenie stłamszonej przez kawę. Była niemal nieuchwytna.

Gorzkość tej kompozycji należała do kawy. Cierpkość z czasem wskazała mi motyw spalenizny. Pewna ziemistość przypomniała o ziarnach kawy... I to pod koniec, kontrastowo do słodyczy, poszło w nieprzyjemną gorycz za mocno palonej kawy i kawy nieco za mocnej.
Wtórowała jej słodycz cukrowo-waniliowa, walcząca o maślano-mleczny akcent. Trochę wygładzał kompozycję.

Posmak właśnie do takiej za mocnej i za mocno palonej kawy należał. Czułam jej cierpkość, pyliste kakao w tle, a także cukrowość w gardle. Towarzyszył jej ciężko słodki motyw waniliowy. Mimo iż za słodko, to raczej przesadnia gorycz kawy dominowała. Czułam, jakby i słodycz, i kawa aż nieco gryzły mnie w język.

Czekolada pozytywnie zaskoczyła mnie tylko tym, że kawę dodano na gładko, a nie w postaci ziaren do chrupania. Reszta z kolei mi nie odpowiadała. Wyszła strasznie słodko ciężko, choć nie smakowała samym cukrem / słodyczą. Uderzała za mocną kawą. Kawa dosłownie przegoniła tu czekoladowość - ta nieśmiało wychylała się sporadycznie, ale raczej jako element dosładzający, pewna maślaność. Kawa ziarnista i rozpuszczalna z tak wysoką słodyczą stworzyły nieprzyjemny kontrast. To było i drapiące, i już nie gorzkie, a chwilami goryczowate, a w efekcie średnio smaczne. Taka mocna kawa i sama słodycz to raz, że nie moja bajka, a dwa...  chyba ogólnie mocno średnia jest to czekolada. Myślę, że z porządnie kakaową bazą miałaby szanse być naprawdę smaczna. Wydaje mi się jednak, że wielbicielom słodyczy kawowych, niekoniecznie czekolad, może o wiele bardziej już i w tej wersji posmakować. Mnie wystarczyły nie całe 2 kostki by nabrać pewności, że to nie dla mnie.

Mamę zmogła chyba porównywalna ilość, a zaraz po zjedzeniu powiedziała: "Jakie to słodkie! Dlaczego to takie słodkie? Ile tam tego cukru i po co? Strasznie słodkie. Czuć tylko cukier i kawę, a samej czekolady w sumie nie, tylko w konsystencji czuć, że ma się w ustach czekoladę. Mocno kawowe, ale co z tego, że tak słodkie, że nie da się jeść? A tak to ja nie mam nic do zarzucenia tej czekoladzie. Mniej cukru i pewnie byłaby dobra". I tak jednak większość oddałyśmy ojcu, któremu to bardzo smakowała. Jego partnerce także.

Z Mamą nie mogłyśmy się ilości cukru w niby ciemnej czekoladzie nadziwić. Zgodziłyśmy się, że czekolada to w tej tabliczce pełni chyba tylko funkcję nośnika dla cukru i kawy. Oceniam bez przekonania. Bardziej subiektywnie dałabym 4, ale jak pomyślę o tym, jak obecnie smakują słodycze i o tym, że właśnie dlatego trzymam się od nich z daleka... No to po prostu produkt nie dla mnie, do którego w sklepie bym się nie zbliżyła. W końcu wpadła do mnie zupełnie przypadkiem, więc nie chcę jej skrzywdzić.


ocena: 5/10
kupiłam: Allegro
cena: kosztowała 17,50 za 115g, jak sprawdziłam, ale mi wpadła za darmo
kaloryczność: 519 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: miazga kakaowa, cukier, tłuszcz kakaowy, odtłuszczone kakao w proszku, kawa, kawa rozpuszczalna, lecytyna sojowa, naturalny aromat waniliowy

piątek, 9 września 2022

(Halba) Coop NaturaPlan Cafe Madagascar Chocolat Noir 76 % de Cacao Trinitario & Criollo bio ciemna z Madagaskaru z kawą

Uwielbiam czekolady ciemne Halba. Czyste kocham, z dodatkami... no, te z Aldiego zdarzyło się, że zawiodły (np. miętowa), jednak te jakoś to trochę wyparłam. Po prostu zawiodły mnie, bo nie mój typ, jak i szereg próbowanych mlecznych. Pisałam producentowi, że najbardziej ciekawią mnie z poszczególnych regionów czyste, a oni wspaniałomyślnie wysłali mi także te z dodatkami. I cieszyłam się z możliwości poznania czegoś tak bardzo niedostępnego w Polsce, i za darmo, i bez wątpienia dobrej jakości, ale też... trochę nastawiona "na nie" byłam. A to stąd, że to nie moja bajka i nie wiedziałam, czy uda mi się w te wciągnąć. Ciemne z dodatkami postanowiłam ułożyć sobie datami, bo na żadną nie miałam większej ochoty. Traf chciał, że na początek padła właśnie dzisiaj prezentowana. Dawno już uznałam, że choć uwielbiam kawę, słodyczy kawowych już nie (bo mi kawa czekoladę zagłusza). Zastanawiałam się jednak, czy ta jakoś tam mi podejdzie. To raz. Dwa - użyli ziaren z Madagaskaru, które czasem właśnie potrafią smakować kawowo, nie zaś cytrusowo. Kawa do takiej madagaskarskiej czekolady chyba wydaje się dobrym wyborem. I tak sobie myśląc, myśląc, przypominając też niezbyt moją, a ciekawostkowo smaczną Menakao Dark Chocolate 63 % Bold & Intense Arabica & Cocoa Nibs & Sea Salt, uznałam, że może czeka mnie jednak coś lepszego, niż się mi wydaje. 

(Halba) Coop NaturaPlan Cafe Madagascar Chocolat Noir 76% de Cacao Trinitario & Criollo bio to ciemna czekolada o zawartości 76 % kakao trinitario i criollo (blend) z Madagaskaru z kawowym krokantem (karmelizowanymi, kruszonymi ziarnami) i pastą kawową (wtopioną w miazgę); zrobiona w 100% ze składników z certyfikatem Fairtrade.

Po otwarciu poczułam wyrazisty zapach palonych ziaren kawy, gorzkiej kawy czarnej, która ewidentnie rządziła całą kompozycją, choć osłodzona palonym karmelem. Słodycz jawiła się jednak jako niska. Dalej była charakterna, gorzkawa ziemistość, bardzo integralnie spleciona z kawą, a także nasączająca to soczystość ciemnych, kwaśnych owoców, a dokładniej wiśni i śliwek (acz chyba nie tylko). W trakcie degustacji doszukałam się jeszcze słodko-kwaśnych cytrusów, mimo że miały znikomy udział.

Tabliczka była średnio twarda, zupełnie jak najzwyklejsza ciemna w dotyku (nie powiedziałabym, że jest z wtopioną miazgą z kawy). Trzaskała przyjemnie, wydając się przy tym trochę kruchą. To jednak pewnie z racji dodatku, którego nie pożałowano, co bardzo dobrze widać na spodzie, ale i ogólnie, gdy się przyjrzeć - kawałeczki kawy przebijają się jako ciemne plamki.
Przekrój ujawnił sporo kawałków ziaren kawy, ale i tak nieco przekłamał rzeczywistość, bo zaraz okazało się, iż było ich tak dużo, że nie sposób zgryźć choćby kawałeczka bez nich. Były większe i mniejsze, w przeważającej mierze jednak drobne. W przekroju większość z nich połyskiwała jak ciemne szkiełka - zapewne za sprawą karmelizowania, jednak karmelu / warstwy cukru jako takiej się nie czuło (acz zdarzyło się, że gdy odgryzałam kawałek i akurat na nie trafiłam zębem, skrzypnął i do zęba na sekundę się przyklejał). Kiedy się przyjrzałam, przekrój w ogóle, jakby abstrahując od kawy, trochę kryształkowo połyskiwał.
W ustach czekolada rozpływała się w tempie umiarkowanym i z ochotą. Trochę stopowały ją drobinki kawy. Miękła dość szybko i dała się poznać jako bardzo kremowo-tłusta, średnio gęsta, z czasem niezwykle przybierająca na soczystości. A także... Potencjalnie nieco pylista - dlatego, że w kontraście do drobinek wydawała się zaskakująco gładka. Pastę kawową musiano wtopić w nią, bo nie była z nadzieniem.

Wypełniały ją za to drobinki kawy. Te chyba były (niektóre na pewno) pokryte błyskawicznie rozpuszczającą się wraz z resztą warstewką (której bym nie wyłapała, gdyby ziarna dziwnie nie lśniły w przekroju - trzeba się na niej bowiem mocno skupić, by ją odnotować). Wydaje mi się, że mogło to napędzać rozpuszczanie się całości. Drobineczek było mnóstwo, i choć o dziwo nie zaburzały bezkresnej kremowości, trochę przeszkadzały. Pod koniec wydawało mi się, że wśród nich kryła się pylistość (bardzo jednak umiejętnie). Gdy wszystko inne już zniknęło, ja zajmowałam się nimi. Nie było wówczas na nich żadnej warstwy. Ziarna kawy okazały się zaskakująco przystępne, bo były twardo-chrupiące, ale w delikatny sposób. Niektóre kojarzyły się (ze struktury) z sezamem, z czasem jakby chrupiąco mięknąc. Nie drapały, nie męczyły.
Raz czy dwa z ciekawości spróbowałam szybciej, "obok czekolady" pogryźć kawałki, które tylko co zaczęły się wyłaniać - pojawiał się przy nich trzeszcząco-skrzypiący efekt cukru, jakby podkradziony z chałwy.
Mimo wszystko uznałam, że tabliczka to trochę przesadnie najeżony zlepek drobinek. Wolałabym, by było mniej, a większych, by i bazy (z pastą kawową?) walory lepiej poczuć.

W smaku już od pierwszych sekund kawa dominowała jako palono-gorzkawe ziarna kawy oraz zaparzona czarna kawa z cukrem. Nie była mocno słodka, ale ewidentnie dosłodzona. Z czasem coraz szlachetniej, bo waniliowo.

Prędko polała się intensywna soczystość. Mieszała się z gorzką, wilgotną i chłodną czarną ziemią, umiejętnie dodając do kawy owocowe nuty. To słodko-kwaśne, dojrzałe i miękkie wiśnie oraz śliwki, troszeczkę porzeczek. Wszystko to podkręciła kwaskawa cytryna. Nie było to mocno kwaśne, ale orzeźwiająco i znacząco.

Dołączyła do tego łagodząca wszystko słodycz i maślaność. Pierwsza też była palona, więc pomyślałam o karmelu, ale... dość maślanym i... ciastowym? Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa miałam wrażenie, jakby w ustach rozpływało mi się obłędnie czekoladowe, maziste i dość tłuste ciasto czekoladowe... Typu brownie z zakalcem? Czekoladowo-kawowe bez wątpienia. Do tego z czasem doszła większa ilość wanilii, zupełnie zabijając jakąkolwiek cukrowość. Słodycz była głęboka i szlachetna, nadała całości pozornej ciężkawości, ale w pozytywnym sensie.

Gdy kawałki kawy wylegały na język, podskakiwała słodycz, lecz inne nuty umiejętnie ją przełapywały. To było jak słodkie ciasto przepijane dosłodzoną, czarną kawą. Zrobioną na mocno palonych, gorzkich ziarnach...

Których to goryczka mieszała się z ziemią i soczystością. Z czasem wyłonił się grejpfrut, wciągając w siebie i zabijając kwaśność. Był słodko-gorzki, bo i jego skórka miała coś do powiedzenia. Dbał w tej kawowo-gorzkiej kompozycji o owoce, przez co bliżej końca pomyślałam o mieszance wiśni, porzeczek i śliwek. Wyszły aż trochę jak wino... I czekoladowo? Jakby wszystko to tonęło we wspomnianym już czekoladowo-kawowym cieście o zacnej gorzkości.

Końcówka była maślano-czekoladowa i kawowa, jak tylko się da. Kawa zdecydowała się na palone, gorzkie ziarna. Słodycz też okazała się mocno palona, karmelowa, a zarazem cudownie soczysta. Czułam niewiarygodnie słodkie, dojrzałe grejpfruty, które próbowała przełamać kwaskawa cytryna.

Ziarna, które gryzłam już na koniec, gdy wszystko inne zniknęło, okazały się palono-gorzkie, wciąż wyraziste w smak kawy. Gorzkiej, a jednak naturalnie kwaskawo-soczystej... trzymała się ich też słodycz, jakby nasiąkły wanilią i karmelem? Słodkimi owocami?
Gdy z ciekawości parę ziarenek spróbowałam pogryźć szybko, "obok czekolady", nieznacznie podskakiwała przy nich karmelowa słodycz, acz i tak tonęła w soczystości.

Po zjedzeniu został posmak głównie ziaren kawy, kawy palonej, kawy czarnej, z lekkim tylko poczuciem słodyczy i soczystością owoców cytrusowych i czerwonych. Nie utrzymywał się bardzo długo. Miałam wrażenie przy nim, jakbym to kawę wypiła, a nie zjadła czekoladę... aczkolwiek... z soczyście wiśniowo-grejpfrutowymi nutami.

Całość zaskoczyła mnie, że była... tak smaczna. Gorzko-kawowa, a jednocześnie cudnie ziemista i bogata w owocową soczystość wiśni, porzeczek, śliwek i cytrusów: cytryn, grejpfrutów. Do tego szlachetna, waniliowo-karmelowa słodycz, bez cukrowości. Kawa, choć dominowała, wyszła też... czekoladowo - kupiło mnie to ciasto (obstawiam, że tę nutę uzyskano dzięki paście z kawy). Dzięki temu nie miałam poczucia, że dodatek zagłuszył bazę. Czyli jednak kawowe słodycze mają i u mnie szanse. Szkoda tylko, że zupełnie nie moja struktura, bo nie cierpię takiego najeżenia drobnicą. A jednak nie było tragedii, bo to jeszcze w miarę znośna drobnica. Choć trochę męczyła, połowę można zjeść w zasadzie z przyjemnością (podobnie w sumie było z Fair Donkere Zwitserse Bio-Chocolade met Pepermunt-Crisp). W połowie jednak podrapała mi podniebienie, acz resztę i tak skończyłam (skoro już i tak ucierpiało; w sumie jednego dnia zjadłam 3/4, następnego resztę). W innym jednak dniu, niż w większości na uczelni by nie przeszła przez to. Jestem w szoku, że choć obecnie nie lubię czekolad kawowych, tę uważam za genialnie zrobioną, tylko że z za dużą ilością drobinek. Gdyby nie było ich aż tyle, mogłabym z czystym sumieniem powiedzieć, że jedzenie jej sprawiło mi przyjemność, bez żadnych "ale".


ocena: 9/10
kupiłam: halba.ch (dostałam)
cena: nie znam
kaloryczność: 588 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: miazga kakaowa, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, krokant kawowy (cukier trzcinowy, ziarna kawy), pasta kawowa (tłuszcz kakaowy, ziarna kawy), ziarna wanilii

wtorek, 17 sierpnia 2021

J.D.Gross 56 % Cacao Ziarna Kawy ciemna z prażoną kawą

Czasem jeszcze zdarza się, że nie umiem orzec, czy dana czekolada mi posmakuje. W dniu kupowania tego duetu (druga na blogu jednak się nie pojawi, bo oddałam ojcu, gdy zobaczyłam, że nibsów dodali jeszcze więcej niż do tej kawy), pojawiającego się epizodycznie (wtedy zobaczyłam go po raz pierwszy), nawet przez myśl mi nie przeszło, że mogłabym ich nie kupić. Potem jednak do mnie dotarło, że dodatki nie dla mnie, a zawartość kakao taka, którą toleruję z fajnymi dodatkami. A tak? Ani jedno, ani drugie? Pocieszałam się przynajmniej, że Gross jest Grossem - to bez zmian i to wciąż plus sam w sobie.

J.D. Gross 56 % Cacao Ziarna Kawy to ciemna czekolada o zawartości 56 % kakao arriba z kawałkami prażonych ziaren kawy.

Gdy rozchyliłam papier, rozszedł się intensywny zapach palonej kawy. Był wiodący i złożony. Należał do palonych ziaren, kawy mielonej, kawy czarnej, kawy zaparzonej. 
Oczami wyobraźni zobaczyłam kawę mieloną w starodawnym, drewnianym młynku, bo kawę podkreślała nuta drzew / drewna. Do głowy przyszła mi też palarnia kawy... A słodycz nie pchała się do tego - wydała się przyjemnie niska.  

Tabliczka już w dotyku wydała mi się dość tłustawa, a jej kolor dziwnie nieciemny. Pochwaliła się jednak zacną twardością i głośnym trzaskiem. Przekrój zaskoczył mnie... kamyczkowosćią. To nawet nie ziarnistość, a już tak drobinkowość.
W ustach rozpływała się się powoli, raczej tłusto-kremowo przez dosłownie sekundę i... opornie. Nie jednak przez czekoladę, a przez dodatek. Okazała się bowiem dosłownie szyszką z drobinek kawy o ostrych krawędziach, jedynie zlepionych czekoladą. Nie udało mi się choćby wiórka z brzegu czy wierzchu zębami spiłować - kawa była wszędzie. Czekolada chwilami jakby znikała na tłustą wodę. Ziarna okazały się mocno przemielone i twarde, acz jeszcze "do pogryzienia". Twardo chrupały, niektóre wykazywały pozorną delikatność i kruchość. Niby gryzłam je pod koniec rozpływania się kawałka, ale aż trudno uchwycić, gdzie ten koniec. W tym czasie zdążyły już nieźle podrapać język i podniebienie, by na koniec jeszcze zęby pomęczyć włażeniem, gdzie się da.
To okropna struktura. Chyba jeszcze tak najeżonej czekolady nie spotkałam. 

W smaku czekolada przywitała się wysoką słodyczą i paloną kawą. 

Słodycz rozeszła się w miarę statecznie, nie zacukrzając natychmiast. W mojej głowie jednak prędko pojawił się obraz glazury i piernika skrytego pod nią. Takiego... delikatnego, miękkawego. Poczułam maślaność bazy, wykazującą skąpą gorzkawość, jednak zaraz kawa przejęła ster.

W zasadzie właśnie kawa jako ziarna kawy dominowała, ale był to też smak... kawowy ogółem? Pomyślałam o bez umiaru posłodzonej czarnej kawie i ziarnach kawy. Ziarna z domieszką kawowego czegoś. Pierniki z kawą? Nasączone i utopione w kawie oraz z mnóstwem ziaren kawy w środku.

Słodycz za kawą rosła i wydawała się silna, ale zaskakująco nie za mocno jak na 56 % kakao. Kawa uniemożliwiała jej przebicie się. Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa jakąkolwiek czekoladowość zaczęłam postrzegać jako tłusto-ulepkową i nijako-polewową. Pierniki stały się tylko echem, choć słodycz trzymała się nieco karmelowego akcentu. Gdy próbowałam drobinki kawy gryźć "obok czekolady", nie pomogło jej to ani trochę.
Z czasem w ustach miałam gorzki smak palonych ziaren po prostu, a czekoladowość jakoś odleciała.

Gdy czekolada w większości poznikała, zabrałam się za ziarna kawy. Były palone i gorzkie. Zupełnie zerowały smak czekolady.

Po zjedzeniu został posmak właśnie ziaren kawy i troszeczkę słodki. Delikatny motyw maślano-czekoladowy nieśmiało snuł się w tle. Czułam przede wszystkim ziarna kawy i może nutka pierników kawowo-czekoladowych.

Całość odebrałam... tragicznie. To nie czekolada, to jakieś... drobinki kawy jak miażdżone szkło zlepione czekoladą dosłownie jak jakieś sezamki (tu kawa w roli sezamu i czekolada w roli lepiszcza). To było podłe, gdy o strukturę chodzi - wyjątkowo nie dla mnie - takie nic, tylko chrupać. A w smaku? Czekolada poddała się kawie. Ostatnio kawowe słodycze mi nie podchodzą, ale... tu wyszło jeszcze coś. To nie był "słodycz kawowy". Czułam się, jakbym jadła po prostu ziarna kawy z "czymś ulepkowo-cukrowym", co przyjemne nie jest. Kawę to uwielbiam pić... 

Przypomniała mi się Millano-Baron Luximo Premium Czekolada 55 % śmietankowa z kawałkami ziaren kawy Arabica, która też była zupełnie nie dla mnie, ale jako czekolada ogółem... logiczniejsza, bardziej wyważona. Nie wiem, czy i teraz byłabym taka łaskawa w ocenie tamtej, ale dzisiejsza... mnie odrzuciła. Gryz i gdy tylko zaczął się rozpuszczać, nie miałam ochoty na więcej, acz trochę się przymusiłam (ale nawet kostce nie dałam rady; i tak przy tym nieźle się krzywiłam), bo mogłam trafić na taki fragment, prawda? Otóż nie: gdy się przyjrzałam, nie było szans, by trafić na mniej kawowej drobnicy. Aż kawałek dałam Mamie, by pokazać, o co mi chodzi (nie rozumiała, co ja aż tak narzekam). Jako osoba nielubiąca ciemnej czekolady i twardych dodatków: "całkiem niezła, dziwna taka. Nie taka gorzka, kawowa i dobra, tylko tak... ciężko się rozpuszcza i jak ta kawa tak zostaje to niefajnie się robi, jak już tylko ona jest. Ale i tak nie było źle, bo pochrupałam, pochrupałam i ok, a bałam się, że będzie twarda, że trzeba będzie pluć. A to, że czekolady ciemnej samej w sobie prawie nie czuć w czymś kawowym, dla mnie to plus". Jest to więc marny komplement dla czekolady ciemnej, ale jak widzę jako "słodycz kawowy" nie dla każdego jest tak straszna. Zakładam, że wiele zależy od tego, jak się czekolady je - czuję, że lubiącym je gryźć może o wiele bardziej posmakować. 
Powędrowała do ojca, którego zachwyciła, bo w końcu "mocno kawowa, słodka i fajnie się gryzie" (tak, on czekolady tylko i wyłącznie chrupie).
Jest to więc... dość skrajna propozycja.


ocena: 3/10
kupiłam: Lidl
cena: 4,99 zł (za 125g)
kaloryczność: 550 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: cukier, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, 8% kawałki prażonych ziaren kawy, lecytyna sojowa, ekstrakt z laski wanilii