piątek, 24 kwietnia 2026

Dolfin Chocolat Noir - Puur - Dark Noisettes & Cafe ciemna 60 % z orzechami laskowymi i kawą

Połączenie dodatków w tej czekoladzie wydało mi się bardzo ciekawe i niecodzienne, mimo że w zasadzie w tej tabliczce spotkały się najzwyklejsze, często spotykane smaki. Zarówno orzechy laskowe, jak i kawa, często występują w czekoladach, ale razem? Oj, tu aż nie potrafię przypomnieć, kiedy coś takiego jadłam. Niestety, nim zabrałam się za dziś przedstawiana tabliczkę, przejadłam w tym roku tyle zwyczajnie w porządku - a nie zachwycających jak liczyłam - Dolfinów, że na tę tabliczkę zaczęłam patrzeć bez większych nadziei, a raczej dość obojętnie. Wzięłam ją w góry, na Czerwoną Ławkę, na którą tym razem weszłam niestandardowo, bo od strony Zbójnickiej Chaty (do którego oczywiście doszłam niebieskim szlakiem ze Starego Smokoveca przez Hrebienok). Swoją drogą, utwierdziłam się w przekonaniu, że ta pętla robiona w ten sposób jest łatwiejsza (po okrutnie stromym fragmencie pełnym sypkich kamieni i żwiru wolę wchodzić, a po łańcuchach schodzić). Nasiedziawszy się na czerwonej desce, nacieszywszy się widokami, ruszyłam do Rázcestie pod Sedielkom.

Dolfin Chocolat Noir - Puur - Dark Noisettes & Cafe to ciemna czekolada o zawartości 60% kakao z kawałkami orzechów laskowych i ziaren kawy.

Po otwarciu rozszedł się dominujący zapach kawy. Niewątpliwie była to kawa ziarnista, palona i gorzka, jednak ogół wcale mocno gorzki się nie wydawał. Kawę osłodził bowiem motyw syropu, likieru. Kawowego i/lub do kawy. Słodycz z palonością kawy sugerowała karmelizowanie. Bez trudu da się rozpoznać, że kawa wystąpiła jako dodatek, ale wydawała się też mieszać z kawową czekoladą. Orzechy nie zdradzały swej obecności.

Twarda tabliczka przy łamaniu trzaskała średnio głośno, przeciętnie i zdradzała lekką kruchość. Ziarnisty przekrój zdradzał małą ilość drobnych kawałków orzechów. Z zaskoczeniem odkryłam, że trudno, odgryzając kawałek, nie zahaczyć o jakiś dodatek. Kawa bowiem też wystąpiła w postaci kawałków, tylko że w przekroju trudno ją dostrzec. Acz gryząc uważnie, da się odgryźć trochę samej czekolady.
W ustach czekolada rozpływała się kremowo, powoli. Przedstawiła się jako gęsta i maślano tłusta, a dodatki starała się długo zachować dla siebie, jednak zaznaczały się na języku. Czekolada maziście pokrywała podniebienie, a kawałki orzechów i kawy powoli się z niej wyłaniały. Trochę przyspieszały jej rozpuszczanie się. Znikała nieco wodniście.
Ze względu na to, jak mocno osadzone w czekoladzie kawałki zostawały niemal do końca, wolałam zostawiać je na czas, gdy baza się rozpłynęła, zamiast gryźć wcześniej. Wcześniej spróbowałam tylko z ciekawości. Wtedy kawa i orzechy były twardsze w nieco szklisty sposób, a czekolada wydawała się ulepkowata.
Okazało się, że do czekolady dodano głównie małe i malutkie kawałki orzechów laskowych i ziaren kawy. Zdarzały się też średnie - częściej kawałki kawy. Ta wystąpiła też w postaci drobinek - wręcz punkcików - i twardych płatków. Niektóre wydawały się lekko karmelizowane, jakby otoczone odrobiną cukru.
Gdy gryzłam drobnicę na koniec, orzechy w większości upodobniały się do kawy, jednak różnice czuć, gdy się trochę skupić.
Orzechy gryzione na koniec, po zniknięciu czekolady były miękko-skrzypiące, delikatne. Kawałki ziaren kawy gryzione na koniec w większości były twarde i lekko chrupiące, tylko część (te naprawdę malutkie) łączyła chrupkość z lekkim trzeszczeniem.
Czasem zadawałam sobie trud, by porozganiać językiem, co twardsze i ostrzejsze - czyli kawę - i najpierw gryźć bardziej miękkie, zaokrąglone kawałki, czyli orzechy.

W smaku, w chwili robienia kęsa, palone ziarna kawy zaznaczały swoją obecność, po czym pozwalały popłynąć czekoladzie.

Ta przywitała się wyważonymi słodyczą i gorzkością. Akcent kawy podkreślił gorzkość, nakierowując ją na motyw czarnej kawy, zaparzonej na palonych ziarnach. Słodycz od siebie dodała do tego jakiś syrop. Trochę karmelowy?

Smak kawy nasilał się wraz z wyłanianiem kawałków, acz gdy spróbowałam trochę samej czekolady, okazało się, że przesiąkła kawą całościowo. Połączył się w niej motyw ziaren kawy z kawą zaparzoną, chyba z odrobinką śmietanki.
Gdy z ciekawości parę razy pogryzłam dodatki obok czekolady, wydawały się trochę karmelizowane, w porywach jakby ze szklistą, cieniutką warstewką, acz czekolada przy nich udawała tłusty ulepek, więc wolałam zostawiać je na koniec.

Motyw kawy wydawał się pochodzić od dodanych ziaren i spójnie mieszać z bazą. Kawa stała na straży, by nie zrobiło się za słodko. Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa jednak nasiliła się i tak, choć nie przesadnie. Do syropowo-karmelowego splotu dołączyła wanilia, zacieśniając ich związek.

Czasem w oddali zamajaczył akcent owoców, jednak był zbyt nieśmiały, by to sprecyzować (coś czerwonawego?). Do głowy przyszła mi cascara (określana suszem owocowym, "herbatką owocową" z owoców kawowca; w zasadzie moje wyobrażenie o tym).

Słodyczy spodobał się palony klimat. Czułam w niej sporo palonego karmelu, z czasem przechodzącego w motyw słodkiego, ciepłego alkoholu. Przemknęła myśl o whisky, likierze i to ten drugi został na dłużej.

Kawa nasilała się, jednak nie stłamsiła reszty... W sensie bazy, bo orzechy laskowe w zasadzie się chowały. Choć kawa miała wiele do powiedzenia, i niewątpliwe zapewniała gorzkość, ogólna słodycz też była wysoka. Na końcówce jednak to kawa-dodatek rozbrzmiewała, bo czekoladowa baza poszła w nieco maślanym, niema śmietankowym łagodniejszym kierunku. Na myśl sunęła się kawa ze śmietanką, a raz czy drugi nawet mi do głowy kawa Irish Cream.

Gdy gryzłam dodatki na koniec, czuć głównie palone ziarna kawy. Gorzkie i przysłaniające resztę. Orzechy laskowe przeważnie gubiły się wśród nich. Czasem coś orzechowego zaplątało się za kawą, ale można to było przeoczyć. Bardzo rzadko pojawiały się ich przebłyski. Jak już, były to delikatne, lekko prażone orzechy. Raz czy dwa zaplątała się w nich lekka goryczka. Laskowe do rozpoznania. 
Gdy bawiłam się w rozdzielanie językiem kawałków na koniec, całkiem nieźle najpierw czuć orzechy laskowe z echem kawy, a potem już tylko kawę.

Po zjedzeniu został posmak głównie ziaren kawy, mocno osłodzonych karmelowym motywem. Ten miał w sobie coś z karmelizowania i syropu, może likierowego. Raz czy dwa odnotowałam orzechy. Sama czekoladowa baza przemawiała się w tym osadzaniu kawy, acz końcowo wycofywała się.

Bardzo dobra kawowa czekolada, ale taki dodatek orzechów laskowych - tak mało, tak podrobionych - to kpina. Nic nie wnosiły. Co prawda, reszta bez nich radziła sobie bardzo dobrze, jednak gdy robi się czekoladę z kawą i laskowcami, chyba nie o to chodzi. Baza poprawnie bazowa, a więc nieprzesłodzona, słodka w nieco ambitniejszy sposób, lekko gorzka. Jej lekko kawowa gorzkość świetnie zgrywała się z kawą. No, tylko tych orzechów żal.


ocena: 8/10
kupiłam: SmaczaJama.pl
cena: 16,90 (za 70g)
kaloryczność: 538 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: miazga kakaowa, cukier, orzechy laskowe 4%, tłuszcz kakaowy, kawa 1,25%, emulgator: lecytyna sojowa; naturalny aromat waniliowy

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.