Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czekolada: wiśnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czekolada: wiśnie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 lipca 2026

Endangered Species Cherries 72 % Cocoa Dark Chocolate ciemna z suszonymi wiśniami

Amerykańską markę Endangered Species poznałam już dość dawno i nie polubiłam się z nią. Po latach natknęłam się w internecie na ich tabliczki, wyglądające zupełnie inaczej, że aż upewniłam się, czy to ta sama marka. Postanowiłam dać im szansę, bo przyciągały mój wzrok, a w góry i tak potrzebowałam jakiś nieznanych mi czekolad do testów. O nie było coraz trudniej. Szukałam bowiem nie za drogich, bo to na trasę, nie domowej degustacji, ale jednocześnie nie tanio smakujących, najlepiej nie za słodkich. Po Endangered Species Cranberry & Almonds 72 % Cocoa Dark Chocolate zaczęłam na tę amerykańską markę patrzeć bardzo przychylnym okiem. Dziś opisywaną czekoladę wzięłam więc na Giewont, licząc, że dane mi będzie w tym roku popodziwiać widoki stamtąd. Weszłam na niego z Kondrackiej Przełęczy, gdzie zaprowadził mnie żółty szlak przez Dolinę Małej Łąki, startujący z Gronika. W zasadzie aż do ostatniej chwili nie wiedziałam, po którą z dwóch zabranych ze sobą czekolad, sięgnę najpierw.

Endangered Species Cherries 72% Cocoa Dark Chocolate to ciemna czekolada o zawartości 72 % kakao z suszonymi wiśniami.

Po otwarciu poczułam mocno palony, gorzki zapach czekoladowej czarnej kawy, którą trochę przesłodzono słodkim syropem. Jego obraz budowała mieszanka cukru i wanilii. W tle zaznaczyła się nieśmiała ziemia. Wiśnie czuć bardzo delikatnie, w tle. Na tyle, że nabrałabym się, iż to nie dodatek, a nuta czekolady.

Twarda tabliczka, na której spodzie zaznaczyło się parę ledwo widocznych wypukłości, przy łamaniu trzaskała bardzo głośno, trochę głucho i jakby była bardzo zbita. Przekrój ujawnił niewielką ilość średnich kawałków wiśni. Reszta bardzo dobrze się kamuflowała.
W ustach czekolada rozpływała się raczej powoli, dziwnie łącząc pewną pylistą suchość z w sumie gładką kremowością. Tłustość, choć wyczuwalna, nie zwracała na siebie uwagi. Podczas pokrywania podniebienia mazistymi smugami, bazowo zbity kawałek zachowywał masywność i kształt. Bardzo niechętnie wyłaniały się z niego kawałki wiśni. Trudno było je gryźć wcześniej tak, by nie gryźć czekolady. Na próbę to zrobiłam, by utwierdzić się, że wolę zostawiać je na koniec.
Kawałki wiśni gryzione wcześniej były twarde i suchsze. Nie mocno, ale na tyle, by były mniej przyjemne w odbiorze. Okazało się, że dodano ich o wiele więcej, niż się wydawało. Co chwila w kęsie trafiała się ćwiartka, połówka lub mały kawałek, czasem dosłownie sama skórka.
Czekolada w chwili znikania nagle robiła się jawnie tłusto rzadka.
Wiśnie gryzione na koniec wciąż były dość twarde, ale wyraźnie soczystsze i lepkie. Trochę skrzypiały za sprawą skórek.

W smaku od razu rozeszła się mocno palona gorzkość, której wtórowała waniliowa słodycz. Gorzkość jednak wyraźnie lekko ją wyprzedzała. Była średnio silna, ale cały czas wyrazista, stateczna.

Czasem, gdy akurat zahaczyłam zębem o wiśnię lub którąś przegryzłam, dawały o sobie znać już w tym momencie. Nie narzucały się jednak rozwojowi smaku czekolady. Nieruszane zaś dość długo starały się nie wychylać.

Słodycz popłynęła w kierunku waniliowego karmelu, podłapując palony klimat. Rosła lekko, osiągając średni poziom, ale nawet nie próbowała zawalczyć z gorzkością.

Mieszając się, skojarzyły mi się z czarną kawa z czekoladowym syropem. Gorzkość za ich sprawą nieco wzrosła, acz w sposób ledwo zauważalny. Pilnowała tego łagodząca maślaność. Przypominało to trochę ciasto kakaowe z odrobinką kawy, która ma tylko podkręcić kakaowość; ciasto z kakaowym sosem.

Czasem niegryzione, a większe wiśnie dość szybko dawały o sobie znać, podkręcając gorzkość właśnie. Stawały z nią w opozycji do słodyczy. Były wyczuwalne z różnym natężeniem. Ogólnie jednak znały swoje miejsce: były tylko dodatkiem.

Czekolada tuż obok samych wiśni trochę nimi przesiąkła. Gdy jednak spróbowałam jej trochę samej, z brzegu, gdzie w pobliżu nie było dodatku, nie zdradzała wiśniowego charakteru, ale... pewną soczystość czułam i wtedy. Na znaczeniu trochę przybierała wtedy ziemia.

Gdy z ciekawości raz czy drugi pogryzłam wiśnie obok czekolady, wydawała się słodsza w pospolity (bardziej cukrowy) sposób, a wiśnie... raz była o wiele mniej wyrazista, a raz bardziej - wreszcie wyraźnie, mocno wiśniowo! - kwaśna.
 
Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa gorzkość dzięki paloności umocniła swoją pozycję. Pokazało się nawet trochę ziemi i jakby... orzechowo-migdałowe, niemal nieuchwytne jednak, echo?
Jednoczenie wzrosła słodycz, która przez pewien czas trzymała się karmelu. Wyobraziłam sobie sos karmelowo-czekoladowy z wanilią i... Ściekający po kakaowo-maślanym cieście, w którym coraz istotniejsza rolę grają wiśnie. Cieście aż wilgotnym od nich. I do którego podano kawę, przypominającą o palonym motywie. Maślaność próbowała łagodzić gorzkość, ale ta i tak miała się nieźle. Choć wciąż wysoką za nic jej nie nazwę.

Smak dodatków nasilał się wraz z tym, jak się wyłaniały.
Im większe były, tym mocniej. Gdy zaś w ustach znalazł się jedynie kawałek, kawałeczek wiśni, czekolada końcowo wydawała się bardziej palono gorzka i jednocześnie słodka. Jednoznacznie przypominała waniliową kawę. Jakieś jej echo czasem występowało też w towarzystwie większych wiśni.

Wiśnie gryzione na koniec dały się poznać jako słodko-kwaśne, soczyste. Bardzo w tym wyważone. Tak bardzo, że ta ich słodycz i w sumie brak cierpkości aż trochę dziwiła (wszak wiśnie nie są zbyt słodkie). Smak suszonych wiśni był nie do pomylenia z czymkolwiek innym.

Po zjedzeniu został posmak słodko-kwaśnych wiśni, mieszkających się na równych prawach z wysoką słodyczą wanilii i karmelu oraz palonym wątkiem z echem kawy i ziemi.

Bardzo dobra tabliczka, choć nieco mniej twarde wiśnie i bardziej zgrana, może mniej waniliowa baza, dopiero by uczyniły ją przepyszna! 
Przez gorsze wiśnie wyszła gorzej niż Manufaktura Czekolady MANU Wiśnia 70 % Kakao, ale było blisko.
Czuć, że baza ta sama co w Endangered Species Cranberry & Almonds 72 % Cocoa Dark Chocolate, tylko dodatki inne.


ocena: 9/10
kupiłam: pl.iherb.com
cena: 20,72 zł (za 85g)
kaloryczność: 571 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: czekolada (miazga kakaowa, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, lecytyna sojowa, wanilia), suszone wiśnie, cukier trzcinowy, celuloza w proszku, olej słonecznikowy

niedziela, 21 grudnia 2025

Vanini Tasting Experience Double Cheesecake All'Amarena biała z wiśniami i ciastkami oraz mleczna

Tę czekoladę wzięłam w Beskid Niski w niezbyt widokowe, acz ciekawe miejsce: Kozie Żebro. Wybór miejsca jednak doceniłam w trakcie zdjęć. Otóż odkąd ruszyłam zielonym szlakiem z Wysowej-Zdroju, od rana lało. Jako że Kozie Żebro to niewysoki szczyt z kamieniami w lesie, mogłam spokojnie porobić zdjęcia, bo miałam naturalną osłonę od deszczu. Potem poszłam na klimatyczną Rotundę i dalej... ale, ale! Najpierw jeszcze o czekoladzie. Skąd takie dziwo u mnie? Z trochę chaotycznych zakupów z ojcem. Wybierałam czekolady z włoskiego rzutu - chyba na urodziny marketu - i było mnóstwo cen z krótkimi opisami. Jakoś gdy przeglądałam opisy mnóstwa tabliczek, odrzucając białe i mleczne, w końcu zostałam z mylnym wyobrażeniem, że ta jest ciemno-mleczna czy ciemno-biała. W domu miałam więc małą niespodziankę, co ja wzięłam... Bo zupełnie nie przemawia do mnie takie przesadne łączenie elementów. Nie mam pojęcia, co ta tabliczka ma mieć wspólnego z sernikiem... Ale jest i plus! Wszak dodano do niej ciekawy owoc, tzw. czarną wiśnię, czyli czeremchę amerykańską. Oczywiście nie liczyłam, że poczuję jej specyfikę, ale dobrze sobie przypomnieć o jej istnieniu (kiedyś w Stanach dziwiły mnie "wielkie i czarne... czereśnie? bo nie wiśnie!"). W recenzji będę raczej pisać skrótowo "wiśnie" od "wiśnie czarne", jako że i tak nie czuć ich specyfiki (a specyfika jest, ale taka jak w przypadku różnych, ale podobnych odmian czereśni czy wiśni).

Vanini Tasting Experience Double Cheesecake All'Amarena Cioccolato Bainco Con Amarena in Pezzi E Granella Di Biscotto & Cioccolato Al Latte to (50%) biała czekolada z kawałkami czarnej wiśni (czeremchy amerykańskiej) i pokruszonymi ciasteczkami oraz (50%) czekolada mleczna o zawartości 32 % kakao jako warstwa na spodzie.

Po otwarciu poczułam bardzo słodki zapach ciastek cynamonowych, mieszających się z maślaną, ciężko słodką czekoladą białą. Trzymało się jej lekkie tanie echo. Czułam też słodką śmietankę i wanilię, a także wyraźnie czekoladę mleczną - oczywiście wyraźniej, gdy nachylałam się nad spodem. Miała bardzo cukrowy charakter i to ona poniekąd dokładała się do skojarzenia z cynamonem. Przez to wszystko przemykały też kwaskawe, niezbyt jednoznacznie, ale chyba do rozpoznania wiśniowe wtrącenia.

Tabliczka w dotyku wydała mi się trochę plastelinowa, ale nie jakoś szczególnie tłusta, mimo że na taką wyglądała. Przy łamaniu twardawo-konkretna, ale bez trzasku. Miejscami wyglądało na to, że jest więcej białej, miejscami, że brązowej. Czyli ogólnie pewnie się wyrównało.
Warstwy dało się rozdzielić przy pomocy zębów lub łatwiej przy pomocy noża. O wiele trudniej wyłuskać fragment białej bez dodatków.
W ustach całość rozpływała się w średnim tempie, maziście. Czekolady rozpływały się mniej więcej w tym samym tempie, acz po kolei.
Część brązowa wykazywała niemal idealną gładkość. Miękła i roztaczała wszędzie maziste smugi, trzymając bazowy kształt. Była gęsta, ale nie zbita. Do tego dość tłusta i kremowa. 
Biała także miękła kremowo, ale odróżniała ją lekka pylistość i niższa gęstość. Jej zbitość trochę rozbijały dodatki, więc i jej nie odebrałam jako zbitą.
Wydawało się, że dodatków zatopiono mnóstwo, ale to za sprawą podrobienia. Wiśnie wystąpiły w postaci głównie skórek: malutkich, małych i mało-średnich, a ciastka w postaci niewielkich kawałków. Wiśnie przeważały do tego stopnia, że trudno o kęs bez nich. Bez ciastek kęsy zdarzały się dość często. 
Gryzione wcześniej ciastka były sucho-kruche, rozpadały się na pyliście-mączne grudki i pyłek. Częściowo rozpuszczały się wraz z czekoladami.
Wiśnie zaś najpierw jawiły się jako twardawe, ale delikatne skórki. Czasem trochę trzeszczały prawie chrupko. Wolałam je zostawiać na koniec.
Ciastka gryzione na koniec zachowały kruchą twardawość, ale i minimalnie nasiąkały. Nie zaburzyło to jednak rozchodzenia się na drobinki i mączny pyłek.
Wiśnie niewiele się zmieniły. Do końca były głównie cienkimi, twardawymi i delikatnymi zarazem skórkami. Rzadko trafiałam na bardziej miąższyste, soczyste kawałki.

W smaku pierwsza pokazała się mleczna czekolada ze swoją jawnie cukrową słodyczą. Po chwili doszło do tego intensywne, pełne mleko i odrobinka wanilii. Szybko dała się poznać jako za słodka.

Do mlecznej czekolady po chwili dołączyła biała. I tak jednak przez mniej więcej połowę dominowała mleczna, a biała dopiero po niej bardziej wchodziła do gry i wysuwała się na przód.

Gdy próbowałam osobno, odbierałam je gorzej. Obie części zyskiwały w połączeniu.

Gdy oddzieliłam kawałek mlecznej, by spróbować jej osobno, potwierdziła się jej cukrowa słodycz i wszystko to, co czułam, jedząc wszystko razem - acz wyraźniej. Słodycz, mimo pewnego ciepła, denerwowała zagłuszaniem mleczności.

Z czasem mleczna czekolada przejawiała pewne ciepło, przechodzące w złudną korzenność. To podkreśliła w niej biała warstwa. Jednocześnie słodycz rosła tak, że mleczność części brązowej aż się chwilami zatracała.

A może wyszła tak licho przy bardziej mleczno-śmietankowej białej? Motyw mleka i śmietanki miał ewidentnie białoczekoladowe pochodzenie. W kęsach, gdzie było mniej wiśni, gdzie prawie się kryły, przemykały mi myśli o czekoladkach Kinder

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa to biała wysuwała się na prowadzenie. Podwyższała słodycz, umacniała motyw śmietanki, zmieszanej z masłem w typowy, specyficznie dla białych czekolad ciężki sposób. Ją jednak raz po raz po pewnym czasie przeplatał smak dodatków.

Biała spróbowania osobno zasładzała szybciej, a do tego wyłaniał się z niej motyw taniości ciężkich białych czekolad - uwagę kierowały na niego dodatki, zwłaszcza kwaśne wiśnie.

Dodatki odzywały się raczej po dość długim czasie - to jedno było dość stałe. Tak to zapewniały bardzo różne odczucia. Nie musiałam ich gryźć, by dobrze je poczuć.
Raz trzeba było czekać na nie długo, raz odzywały się jeszcze, gdy to mleczna rządziła. Nie doszukałam się tu żadnej zasady. Czasem wiśnie ledwo pobrzmiewały, czasem przebijały wszystko kwaskiem.

Chwilami ciastka mieszając się z mleczną czekoladą sprawiały, że można by się upierać, że to ciasteczkowo-korzenna tabliczka.

Dodatki gryzione obok czekolady zaskoczyły mnie jednak tym, jak mało wyraziste się okazały. Ciastka wyszły mącznie-nijako, a wiśnie albo nijako, albo kwaśno-nijako.
Wołałam więc zostawiać je na koniec.

Mleczna czekolada znikała szybciej, a wtedy z białej i tak wyłamywała się tania nuta.

Dodatki gryzione na koniec smakowały sobą. Ogólnie wśród nich dominowały wiśnie, ciastek było mniej, a i smak miały łagodniejszy. Smakowo jednak nie ulegały wiśniom tak zupełnie. Czuć i je. Czasem nawet podszepnęły wiśniom słodycz.

Wiśnie przeważnie były delikatne, kwaskawe, ale dość często zbyt mało wiśniowe w smaku. Czasem bardziej nijakie, czasem kwaśniejsze. Rzadko soczyście kwaśne. Jawiły się bardziej niż ewidentnie wiśnie, to jako jakieś kwaskawe owoce, może i czerwone".

Ciastka gryzione na koniec były słodkie, ale nie jakoś zabójczo. Głównie czuć w nich pszenność. Ogólnie miały łagodny charakter. Wypieczono je lekko i trochę kojarzyły mi się z jasnym kruchym spodem ciasta lub niedopieczona kruszonką.

Posmak należał głównie do dodatków, a więc dużo zależało od tego, co na koniec zostało. Wiśniom łatwiej przychodziło dominowanie, ale i mączna, lekko podpieczona nuta miała się nieźle. Do tego dość wysoka słodycz raczej białej czekolady, jej ciężkość. Mleczna odchodziła w zapomnienie.

Czekolada może i ciekawa, na pewno niecodzienna, jednak... taka bez polotu, jakby z przypadkowo połączonymi składnikami. Bez większych wad, ale i bez czegoś konkretnego do chwalenia. Nie wiem jednak, co ona ma niby wspólnego z sernikiem.

Zjadłam ogólnie 8 kostek, czyli nawet nie 1/3 - większość w górach, trochę w domu by zweryfikować.
Mama próbowała kończyć, ale i ona sobie darowała. Jak to opisała: "Niesmaczna i tyle. Strasznie namieszana, te wiśnie jakieś takie malutkie, że w ogóle prawie nie czuć, że to wiśnie, a tylko jakaś kwaśność na koniec wyłazi. I to taka kwaśność niepozytywna, niepasująca; kwachowatość. Ciastka, no, sobie były i chrupały. Takie ot... Czekolada też przeciętna".


ocena: 5/10
kupiłam: Auchan
cena: 20,29 zł
kaloryczność: 582 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: biała czekolada z kawałkami czarnej wiśni i pokruszonymi ciasteczkami 50% [tłuszcz kakaowy, cukier, pełne mleko w proszku, pokruszone ciastka 4% (mąka kukurydziana, mąka ryżowa, cukier, olej kokosowy, skrobia kukurydziana, syrop glukozowo-fruktozowy, substancja spulchniająca: wodorowęglan sodu E500 ii; aromaty, sól, błonnik kukurydziany, substancja zagęszczająca: guma guar E 412), tłuszcz mleczny, liofilizowane kawałki czarnej wiśni 1,5%, emulgator: lecytyna sojowa, naturalny aromat, ekstrakt waniliowy], czekolada mleczna (cukier, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, miazga kakaowa, serwatka w proszku, tłuszcz mleczny, emulgator: lecytyna sojowa; ekstrakt waniliowy).

wtorek, 18 listopada 2025

(Terravita) Auchan Czekolada Deserowa z Żurawiną i Wiśnią ciemna 45 %

Magura Spiska to pasmo mi nieznane, więc wiosną, gdy w Tatrach jeszcze panowała zima, postanowiłam się tam wybrać. Za cel wybrałam sobie Wietrzny Wierch. Ruszyłam szlakiem czerwonym z miejscowości Vysne Ruzbachy i choć było stromo, zaskakująco szybko znalazłam się na szczycie z charakterystyczną, drewnianą figurą niedźwiedzia i ławeczką (zawsze to nie krzyż). Tam właśnie zajęłam się czekoladą, którą długo planowałam wziąć na coś innego. Stało się jednak, jak się stało.
Kiedy tylko zobaczyłam tę tabliczkę, skojarzyła mi się z Terravita Czekolada gorzka z Żurawiną, która z kolei zapadła mi w pamięć ze względu na to, gdzie i w jakich okolicznościach miałam ją ze sobą. Nie zdziwiłam się, gdy po sprawdzeniu producenta, trafiłam właśnie na Terravitę. Mając zaufanie do marek własnych Auchan, wiedząc, jak wybitny jest np. krem (Sante) Auchan Peanut Paste Smooth 100 %, a jak paskudny Sante Go On Peanut Butter Smooth 100 % Peanuts, pomyślałam, że i ta czekolada jest obiecująca. Tym bardziej, że dodatek wiśni sam w sobie był plusem. Akurat ojciec miał ochotę kupić mi czekoladę, więc złożyło się... "dobrze", chciałoby się napisać. Niekoniecznie jednak. Zakupy z nim bywają chaotyczne i jakoś nie wczytałam się w skład i umknęła mi smutnie niska zawartość kakao. Żeby było śmieszniej, aż do weryfikacji w domu byłam pewna, że czekolada ma 60% i całą drogę szlakiem zielonym i niebieskim z Wietrznego Wierchu, zachodziłam w głowę, dlaczego to jest tak słodkie i niegorzkie... Brawo ja. Czyli różnic z podlinkowaną było o wiele więcej.


(Terravita) Auchan Czekolada Deserowa z Żurawiną i Wiśnią to ciemna czekolada o zawartości 45% kakao z kawałkami suszonej żurawiny i wiśni; produkowana przez Terravitę dla Auchan.

Po otwarciu poczułam dość silny, jednoznaczny zapach wiśni w likierze i nie wysokich lotów ciemnej czekoladzie, będącej w zasadzie ciemną polewą. Klimat był bardzo bombonierkowy i znacząco słodki w prosty, cukrowy sposób, jednak jeszcze na poziomie przystępnym, nie tak okrutnie przesadzonym. Przerysowanie i sztuczność jednak budziły wątpliwości. Czuć lekką, paloną cierpkość tak niską, że trudno mi myśleć o niej jako o gorzkości.

Na spodzie nie dostrzegłam dodatków, a i w przekroju za wiele ich nie widać.
Średnio twarda tabliczka przy łamaniu trzaskała średnio głośno w kruchy sposób. Owoce wystąpiły w postaci małych i średnich oraz malutkich, twardych kawałków. Ze zdziwieniem odkryłam, że zrobienie kęsa tak, by nie zahaczyć o drobinki owoców, graniczyło z cudem.
W ustach czekolada rozpływała się w średnim tempie. Początkowo trochę się wahała, ale potem było już z górki. Dała się poznać jako mazista i miękka. Kształt zachowywała niemal do końca, racząc średnią tłustością i mieszanką proszkowości i szorstkości (różnie, w zależności od kęsa), a z czasem pylistością. Miała w sobie coś z polewy i ulepka, ale tragedii nie było. Po paru chwilach leniwie, niechętnie wyłaniały się z niej kawałki wiśni i żurawin. Czekolada nie chciała ich opuścić, więc naturalne wydawało się gryzienie ich dopiero na koniec, gdy zniknęła. Całość sprawiała wrażenie zaskakująco najeżonej owocami.
Początkowo owoce wydawały się twarde. Później było różnie.
Głównie żurawiny wydawały się chwilami wręcz przemielone, sugerując niemal proszkowo-piaszczystą strukturę. Dodano ich naprawdę malusieńkie kawałki. Dzięki temu jednak wydawało się, iż jest ich pełno. Wiśnie trafiały się raz po raz jako małe i średnie kawałki. Ilościowo wyraźnie dominowały żurawiny.
Gdy gryzłam dodatki na koniec, trafiałam na różności. Były i twardsze, suchsze i bardziej skórkowe i miękkie. Nie wydaje się, by była w tym jakaś zasada, jednak miałam wrażenie, że większość wiśni jawiła się jako ta twardsza i w pierwszej chwili suchsza, potem zaś jędrna i lepko-soczysta. Żurawina okazała się strasznie podrobiona, nie za twarda, ale i nie szczególnie soczysta. Trafiały się takie kawałki, że dałabym się nabrać, iż je kandyzowano. Niektóre były sucho-scukrzone. Wiele z nich specyficznie trzeszczała.
Zarówno w wiśniach, jak i żurawinie istotną rolę odegrały skórki.

W smaku czekolada przywitała mnie bardzo wysoką, wyraźnie cukrową słodyczą bombonierki wiśniowej i/lub wiśni w likierze. Odnotowałam też echo maślaności, zapowiadające, że na gorzkość nie ma co liczyć.

Sztuczny motyw wiśniowych słodkości zaznaczył się błyskawicznie, osiadając w słodyczy. Słodycz rosła spokojnie, ale niestrudzenie przez cały czas, szybko robiąc się trochę zbyt duszną.

Delikatna gorzkawość zajęła miejsce w oddali, wpisując się w wizję czekoladek w maślano-kakaowej polewie. Czuć lekko palony motyw i skąpą cierpkość kakao, ale zgłuszone słodyczą cukru i sztucznymi wiśniami.

Cukier rozgrzał gardło, choć jeszcze w nim nie drapał. Pomyślałam o likierze wiśniowym, cherry, ale w wersji niekoniecznie prawdziwie alkoholowej. Raczej jak coś o smaku. Aromat wiśniowy szalał w najlepsze, łącząc się ze słodyczą.

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa maślaność zmieniła się w śmietankową nutę, już zupełnie łagodząc co bardziej gorzkawe zapędy.

Wraz z wyłaniającymi się kawałkami owoców nasilał się jednak też smak owoców. Wiśnie i żurawina weszły poprzez sztuczny motyw i trochę go stonowały.

Wraz z leciutką cierpkością czerwone owoce w zestawieniu z echem śmietanki raz po raz otarły się o tort Sachera. Mocno przesłodzony, ale też z kwaśniejszymi przebłyskami.

Czasem owoce podkręcały słodycz. Jako jednak, że rosła cały czas, nie kłóciłabym się, że miały w tym swój udział (skład sugeruje, że miały). Im bardziej kawałki były wyeksponowane, tym bardziej czuć poszczególne owoce.

Przesadzoną słodycz urozmaiciła lekka kwaśność suszonych wiśni, a żurawina udawała kandyzowaną przez ogólny bombonierkowy klimat.

Kiedy na próbę pogryzłam dodatki obok czekolady, wcześniej, czuć je bardzo dobrze. Kwaśne wiśnie i słodko-kwaśne żurawiny bez trudu przebijały się przez cukrowo-śmietankową bombonierkę, ale... Słodycz też wtedy bardzo podskakiwała, chyba przez kontrast.

Słodycz po tym, jak już owoce się odezwały, wydawała się trochę sprowadzona do nie morderczego poziomu. A i sztuczność troszeczkę uciekała.

Kawałki gryzione na koniec smakowały różnie. Wiśnie w większości były kwaśno-cierpkie. Wyraźnie smakowały sobą, suszonymi wiśniami. W nielicznych zaplatała się zbłąkana, leciutka słodycz. 
Kawałeczki żurawin potrafiły wyjść wyraźnie żurawinowo, ale też nijako. Czasem były bardziej kwaśne, czasem słodkie jak kandyzowane, a czasem bardziej naturalnie kwaśno-słodkie.

Po zjedzeniu zostało poczucie przesłodzenia wiśniową bombonierka niskiej jakości i wiśni w likierze, ale w jakiejś niealkoholowej wersji, mimo że słodycz tak ogrzewała gardło, że skojarzenie z alkoholem nie było zupełnie nie na miejscu. Czułam niby gorzką, ale nie realnie gorzką ciemną polewę, cukier oraz suszone owoce czerwone: wiśnie i żurawiny w różnych proporcjach, w zależności od kęsa. Pobrzmiewało przy nich echo oleju jak z najtańszych bakalii. 

Tabliczkę ogólniej odebrałam gorzej niż Terravita Czekolada gorzka z Żurawiną, mimo że w jednej kwestii dziś przedstawianą należy pochwalić: kawałki owoców - połączenie wiśni i żurawiny - zagrały i nie były mączne jak we wspomnianej. Ogólnie jednak i tak zostawiła wiele do życzenia. Pomyślano ją chyba jako tabliczkę prezentową, więc w sumie skojarzenie z bombonierką bardzo na miejscu. Szkoda, że ze wszystkimi wadami przeciętnej bombonierki: przecukrzeniem, sztucznością i budżetowością. Właśnie sama baza bardzo mi nie odpowiadała. Całkiem nieźle wyszło Terravicie udawanie, że owoców jest więcej niż faktycznie przez to podrobienie. Mimo że znaczące, nie odebrało owocom charakteru. Wolałabym większe kawałki i w większej ilości, ale i na te nie mogę narzekać. Niepotrzebnie je jednak jeszcze dosłodzili, skoro samą czekoladową bazę aż tak przesłodzili. Nie były to jednak owoce marzeń i nie zwalczyły sztucznej bombonierkowości.

W górach jako tako szła, ale już w drodze powrotnej w samochodzie, mimo że trochę głodna, czułam, że nie mam na to ochoty. W domu już w ogóle. Po weryfikacji, resztę (140g) oddałam Mamie. Po trochu powiedziała: "Zupełnie, jakbym jadła tanią bombonierkę wiśniową! I coś mi tak jakoś jakby piernikiem zaleciało? No ale głównie ta bombonierka. I całość tak słodka, że jak mleczna. Za nic nie powiedziałabym, że to ciemna, gorzka czy coś. Niby były te kawałki owoców naturalne, ale tak jednoznacznie, mocno tą bombonierką smakowała, że aż dziwne. Ogólnie mnie nie przekonała.". Oddałyśmy ojcu.


ocena: 4/10
kupiłam: Auchan
cena: 12,99 zł (za 225 g; ojciec płacił)
kaloryczność: 503 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: cukier, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, kawałki suszonej żurawiny 5% (żurawina, cukier trzcinowy, mąka ryżowa, olej słonecznikowy), kawałki suszonej wiśni 3% (wiśnie, glukoza), kakao w proszku o obniżonej zawartości tłuszczu, emulgatory: lecytyny sojowe, polirycynooleinian poligrycerolu; aromaty

poniedziałek, 21 lipca 2025

Zotter Cherry & Nut Waffle / Kirsch auf Nusswaffel mleczna 50 % z kremem wiśniowym i nugatem z orzechów laskowych z kawałkami wafelków oraz cienką warstwą białej czekolady

Ta czekolada w zasadzie nie budziła we mnie żadnych emocji. Dostałam, to się za nią po jakimś czasie wzięłam. Już z tego, czym była, jakoś niezbyt mi się widziała. Nie obstawiałam, by krem nugatowy pasował do wiśniowego. A w dodatku wafelki? W dodatku niedługo przed nią miałam do czynienia z wafelkowym nugatem w J.D. Gross Czekolada Mleczna Chrupiący Nugat i nie podszedł mi. 


Zotter Cherry & Nut Waffle / Kirsch auf Nusswaffel to ciemna mleczna czekolada o zawartości 50% kakao nadziewana kremem wiśniowym oraz nugatem / kremem / praliną z orzechów laskowych z kawałkami wafelków, przedzielonych cienką warstwą białej czekolady.

Po otwarciu średnio intensywny, acz wyraźny zapach lekko orzechowej, gorzkawej czekolady, mieszającej się z wyraźną nutą orzechów wkomponowanych w słodkie, karmelowo-nugatowe realia. Słodycz samej czekolady wydawała się niska i onieśmielona jej palono-chlebowym akcentem. Wyraźnie czuć też mleko i śmietankę, a bardzo w oddali subtelną soczystość wiśni - głównie, gdy zaciągałam się zapachem spodu. Po przełamaniu wiśnie nie nasiliły się jakoś szczególnie. Wzrosła za to mleczność i nugatowo-pudrowa słodycz. Orzechy w słodkim wydaniu grały wiodącą rolę.

Tabliczka nie wydawała się bardzo masywna, leczo okazała się zaskakująco twarda. Podczas łamania nawet zdrowo trzaskała niczym suche gałązki. Z kolei gdy przegryzałam się przez całość, słychać chrzęst, wydobywający się z nugatu.
Średnio gruba czekolada skrywała dwie warstwy kremów: bardziej miękkawy wiśniowy i wyglądający na sucho-kruchy nugatowy. Już jednak w dotyku czuć tłustość. Gdy przyjrzeć mu się uważnie, widać w nim jaśniejsze drobinki wafelków. Między kremami znalazła się bardzo gruba warstwa białej czekolady.
W ustach czekolada rozpływała się kremowo i średnio wolno. Pokrywała podniebienie tłustymi smugami i trochę miękła, spójnie łącząc się z wnętrzem.
Krem orzechowy bardziej podpinał się pod czekoladę, początkowo idąc w zbito-maślanym, mazistym kierunku. Trochę miękł, wykazując wysoką, oleistą tłustość. Z czasem robił się coraz bardziej i bardziej oleisty, a także marginalnie pyłkowy. W nim zatopiono różnej wielkości wafelki, powoli wyłaniające się z dość szybko rozpływającej się warstwy. Minimalnie odciągały uwagę od tłustości.
Krem wiśniowy z kolei był rzadszy i o wiele bardziej plastycznie miękki. Choć soczysty, w nim też znalazła się tłustość - ale z kolei bardziej mleczna. W nim zaplątało się trochę mikroskopijnych skórek wiśni.
Warstwa białej czekolady wpisała się w tłustą miękkość ogółu. Była kremowo-gładka i jak wszystko inne mazista. Kremowością zbliżyła się do czekolady z wierzchu.
Kawałki wafelków wolałam zostawiać na koniec, a tylko na próbę raz czy dwa pogryzłam obok czekolady.
Na koniec czasem zostawało całkiem sporo mikroskopijnych i średnich kawałków wafelków. To one przełożyły się na kruszenie się nugatu - było ich bowiem mnóstwo. Powiedziałabym, że w większości je porządnie zmielono.
Mniejsze w większości były twarde i trzeszcząco-rzężące. Większe przejawiały dziwnie miękkawo-gumiaste, jakby zawilgocone na twardo (?) skłonności.

W smaku czekolada przywitała mnie lekką, paloną gorzkością, mieszającą się z łagodną, karmelową słodyczą i naturalnym mlekiem. Sama w sobie zdradzała orzechowy charakter i miała chlebowe echo.

Krem orzechowy z łatwością podczepił się pod orzechowe nuty i spójnie mieszał się z czekoladą, brzmiąc coraz odważniej. Krem wiśniowy początkowo też starał się dopasować - on jednak bardziej podkradał się pod mleczność. Dopiero potem przełamywał czekoladowo-orzechowy splot soczystym kwaskiem.

Krem nugatowy podniósł słodycz. Jawił się jako mocno maślano-mleczny, ale również wyraźnie orzechowy. Słodkie orzechy laskowe wydawały się mieszać z cukrem pudrem, niczym jakiś laskowy lukier, choć jego słodycz stała na średnim poziomie. Krem zdradzał też lekką karmelowość, rozchodzącą się od kawałków wafelków.
Z czasem jednak jego orzechowość jakby trochę się rozmywała, a on robił się bardziej oleisty. 
Spróbowany osobno faktycznie okazał się średnio słodki - jak na nugat powiedziałabym, że nawet mało słodki, jednak miał dosadnie słodki wydźwięk. Poza słodyczą jego smak wydawał się bowiem trochę rozmyty motywem oleju orzechowego.

Krem wiśniowy najpierw jakby też chciał przychylić się do mleczności i przejawiał pudrową słodycz, jednak po pewnym czasie ujawnił swoją soczyście kwaśną, wiśniową naturę. Kwaśność wzrosła za sprawą cytryny, a wiśnie pokazały się jako połączenie świeżych z takimi jakby z jogurtu. To skojarzenie umacniało śmietankowe otoczenie. Ta część była słodka, ale daleko za kwaśnością w sposób pudrowy - to ewidentnie narzucało słodkie, orzechowo-mleczne otoczenie.
Gdy spróbowałam go trochę osobno, wydawał się bardzo kwaśny wyraźnie za sprawą cytryny, ale choć słodki leciutko, to wciąż lekko - ale właśnie: lekko! - pudrowy.

Warstwa biała też dołożyła mleczności. Głównie jednak zdawała się odpowiadać za wzrost słodyczy. Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa podkręciła lukrową nugatowość, nieco rozmywając laskowość oraz kwaśność wiśni i cytryny, a dyktując im pudrowy wydźwięk.

Z czasem wiśnie wsparte cytryną zdobyły się na ostatnie, kwaśniejsze przebłyski, po czym przycichły zupełnie, a orzechy ustąpiły trochę miejsca karmelowo-waflowemu motywowi.
Wyłaniające się kawałki najpierw podkręcały słodycz w trochę cukrowo-karmelowym kierunku, potem zaś coraz więcej wplatały po prostu pieczono-pszenne nuty.

Końcowo czekolada zrobiła się bardziej gorzka, nawet trochę palona ze względu na kontrast do kwasku, acz wciąż też mleczna. Jej słodycz jakby się trochę ukryła za nugatowo-śmietankową ze środka.

Gryzione na koniec wafelki wciąż zachowały sporo karmelowego tonu i wręcz cukrowej słodyczy, jednak o wiele więcej zaserwowały smaku średnio wypieczonego, pszennego. Większe okazały się nawet wyraźnie maślane. Tylko nieliczne, te naprawdę malusieńkie, kryły w sobie aluzję do kartonowości.

Po zjedzeniu został posmak średnio mocno wypieczonych, karmelowo-maślanych wafelków i kwaśno cytrynowy z echem wiśni oraz jakby lukru orzechowego. Czułam wyraźnie laskowce, ale w słodkich, nugatowych realiach z domieszką oleistości. Czekolada zaznaczyła się delikatną goryczką, a biała ze środka tylko jako znacząca słodycz.

Czekolada mnie nie przekonała w żadnym aspekcie. Nie podobało mi się, że nugat jawił się jako zrobiony z dużą ilością cukru pudru (tylko wrażenie) i oleju orzechowego, przez co był słodko-mdławy a przez kontrast do kwaśnych owoców nieprzyjemnie tłusty. Warstwa wiśniowa wyszła bardzo kwaśno od cytryn - to podkręcenie wiśni też mi się nie podobało. Kwasek niezbyt pasował do reszty. Przełamywał, ale nieszczególnie pasował. Biała warstwa ze środka starała się to harmonizować - jako tako jej szło, ale jednocześnie odbierała wszystkiemu przejrzystość. Wyszło to zbyt namieszane, że aż nijakie. Wafelki smakowo były ok, a choć trochę urozmaicały tłustą strukturę, to nie porwały... po prostu były.
To jakby kiepskie połączenie Zotter Amarena Cherry i Zotter Hazelnut. Mam wrażenie, jakby Zotterowi kończyły się pomysły i za bardzo kombinował. Wolałabym, by z dzisiejszej były dalej dwie czekolady, bo tak nie była ani mocno orzechowa, ani mocno wiśniowa, a i trochę nugatowa, i kwaśna, ale wciąż z pewnym niedookreśleniem.

Po jakiś 13 gramach miałam w głowie pytanie: "po co ja w ogóle to jem?". Bo właśnie... nie to, bym doszukała się w tabliczce czegoś bardzo złego, po prostu nie było w niej też elementu, dla którego chciałabym ją jeść. Reszta powędrowała do Mamy. Jej opinia: "No od razu pierwsze, co się rzuca, to że te warstwy w ogóle nie pasują do siebie. Oddzielnie byłyby z tego dwie dobre czekolady, a tak jakaś dziwna, namieszana... nie wiadomo jaka czekolada. Lubię kwaśność w słodyczach, ale kiedy jest uzasadniona. Ta tutaj nie pasowała. Po co tam ta cytryna... w nadzieniu wiśniowym to ja bym wiśnie chciała poczuć. A ten Zotter mam wrażenie, że wszystkie te nadzienia owocowe na jedną nutę robi: cytrynowo kwaśne. Do słodkiego nugatowego kremu nie pasowało. W ogóle nie wiem, czy owoce do nugatów pasują. Orzechowość jego trochę uciekała. Namieszane, wiele pracy włożone i mocno taka sobie czekolada wyszła. Tylko że z potencjałem. Smacznie było, gdy rozdzielałam te warstwy i jadłam osobno albo kiedy gryzłam, bo wafelki jakby narzucały gryzienie. A nie wiem, czy to o to chodzi w takich bardziej degustacyjnych czekoladach...".


ocena: 5/10
kupiłam: dostałam od zotter.pl
cena: 22,49 zł (cena półkowa za 70 g - moja ważyła 75g; ja dostałam)
kaloryczność: 513 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: surowy cukier trzcinowy, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, wafelkowe "brittle" / kawałki karmelizowanych wafelków 11% (mąka pszenna, cukier, masło, odtłuszczone mleko w proszku, ekstrakt słodu jęczmiennego w proszku, sól), orzechy laskowe 7%, pełne mleko w proszku, wiśnie 5%, odtłuszczone mleko w proszku, koncentrat wiśniowy 3%, syrop cukru inwertowanego, liofilizowane wiśnie 2%, syrop skrobiowy, olej z orzechów laskowych 1%, lecytyna sojowa, słodka serwatka w proszku, pełny cukier trzcinowy, lecytyna słonecznikowa, sól, proszek cytrynowy (koncentrat soku cytrynowego, skrobia kukurydziana, cukier), sproszkowana wanilia, olejek z gorzkich migdałów, kardamon, anyż gwiazdkowy, cynamon

wtorek, 29 października 2024

(Lidl) Deluxe Dark Chocolate with Freeze-Dried Cherries and Pieces of Caramelized Almonds ciemna 60 % z kawałkami karmelizowanych migdałów i liofilizowanymi wiśniami

Swego czasu bardzo ceniłam czekolady z Lidla. Co prawda interesowały mnie wówczas tylko J.D. Gross, ale ogólnie Lidl kojarzyłam z dobrymi, tanimi czekoladami. Oferta Deluxe spodobała mi się jakoś jak weszła po raz pierwszy, jednak z każdym kolejnym jej pojawieniem się było coraz gorzej i produkty z niej zupełnie przestały mnie ciekawić. Prawdą jednak jest, że no, czasem coś niespotykanego w jej ramach faktycznie upolować można. Ciekawi mnie tylko, dlaczego akurat pod Deluxe producenci prawie zawsze są ukrywani (z czym ogólnie w sumie Lidl ma jakiś dziwny problem, acz i tak jest już lepiej niż parę lat temu). Co do czekolad - jak jakieś widziałam, wydawały się nie w moim typie, bo robione "dla oczu", a więc z posypką, ale (Lidl) Deluxe Dark Chocolate Red Fruits, którą otrzymałam od ojca, uznałam za całkiem niezłą. Ta jednak wyglądała na tabliczkę owszem, z tej linii, ale innego producenta. Na pewno była zrobiona w Słowacji, chyba dla słowackiego Lidla. Ciekawe, że zawitała do Polski. Tak jak wspomnianą, wzięłam w góry. Kiedy już minęłam Goryczkową Czubę, poszłam na Kopę Kondracką. Widoki były wspaniale, ale że strasznie wiało, ledwo porobiłam zdjęcia. Cud, że mi nie zwiało tej czekolady!

Deluxe Dark Chocolate with Freeze-Dried Cherries and Pieces of Caramelized Almonds to ciemna czekolada o zawartości 60% kakao z (3%) kawałkami karmelizowanych migdałów i (2%) liofilizowanymi wiśniami; marki własnej Lidla.

Po otwarciu poczułam intensywny zapach polewy kakaowej, zmierzającej w niebezpiecznie tanią stronę, ze sporą ilością masła i z zaznaczonym kakao w proszku. Mieszał się z wonią raczej słodkich wiśni i echem migdałów. 

Bardzo twarda i gruba tabliczka na spodzie miała średnią ilość dodatków: całkiem sporo kawałków wiśni oraz bardzo mało słupków migdałów. Wiśnie były lepko-miękkawe i trochę się uginały przy nacisku. Jednak trzymały się porządnie. Podczas łamania słyszałam donośne, głośne trzaski, a dodatki łamały się i rwały wraz z czekoladą.
W ustach czekolada rozpływała się w tempie umiarkowanym. Dała się poznać jako mazista i śmietankowo tłusta, niby próbująca być gładką, ale jednak z pylistym efektem, wpisującym się w miękką kremowość.
Dodatki długo pozostawały jakby wlepione w czekoladę. Niektóre jeszcze się w niej zatapiały, inne wypadały z jej mazi dopiero po dłuższym czasie. Karmel, który częściowo pokrywał słupki migdałów, w większości rozpływał się wraz z czekoladą.
Podgryzałam je czasem obok czekolady, ale w większości zostawiałam na koniec. Odrobinka karmelu tu i ówdzie zostawała, ale w zasadzie ta na koniec nie zmieniała prawie nic.
Wiśnie zdążyły wtedy nasiąknąć. Były bardzo podrobione, czasem bardziej farfoclowo miękko-mięsiste, czasem bardziej miękko-skórkowe, a także bardzo soczyste.
Migdały były chrupkie i twarde, ale jednoczenie delikatne. Końcowo zostawała na nich śladowa ilość karmelu. Gdy wcześniej zahaczyłam o któregoś zębem, do chrupkości dochodziła marginalna, niemal niezauważalna szklistość.
 
W smaku pierwsza rozbrzmiała delikatna gorzkość i cierpkość gorącego kakao zrobionego chyba na mleku oraz ryzykownie wysoka, prosta słodycz cukru. 

W niektórych kęsach wiśnie szybko zaznaczyły lekko swoją obecność soczystym kwaskiem, w innych prawie się ukrywały. Tak czy inaczej puszczały przodem czekoladę.
Gdy spróbowałam część pozbawioną dodatków, okazało się, że czekolada nie przesiąkła posypką. Sama w sobie wydawała się bardziej męcząca z racji słodyczy, jednak na szczęście kęsów bez choćby drobinki wiśni było niewiele.

Do głowy przyszła mi maślana polewa kakaowa. Niby gorzka, ale łagodnie. Przewinęła się w niej średnio mocno palona nuta. Soczysty dodatek raz po raz ją podkreślał.

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa słodycz zdradzała trochę imperatywne zapędy - otarła się o lukrowy motyw, jednak nie przesadzała - już tego pilnowały wiśnie, epizodycznie lekko ją przecinając. 

Od dodatków rozchodził się ich smak. Przebijał się, ale w żadnym wypadku nie przygłuszał czekoladowej bazy. Wiśnia była zaskakująco świeża i soczyście kwaśna, z bardzo odległą słodyczą. 
Migdałów prawie nie czuć, choć raz czy drugi ich akcent mi przemknął. Podobnie jak delikatna nutka palonego cukru, która sprawiała, że słodycz jakby nieco zwalniała.

Po dodatkach jednak czekolada zbliżała się do drapania, ale jej słodycz wzbogaciła się o niby waniliowe echo, jakby gorące kakao zrobione z proszkowego, zwykłego kakao nią naaromatyzowano... niby czuć, że to nie prawdziwa wanilia, ale udawanie szło jej całkiem nieźle. Gorące kakao z nutą wiśni? 

Wiśnie gryzione na koniec serwowały pełnię swojego smaku. Jego intensywność zależała od wielkości i ilość. Były soczyście kwaśne i świeżawe. Czekoladowe echo dodało im subtelnej słodyczy.

Słupki migdałów były bardzo, bardzo delikatne, ale dało się je rozpoznać bez większego trudu.

W zestawieniu dodatków, to wiśnie dominowały.

Po zjedzeniu został posmak kwaskawych i soczystych wiśni oraz łagodnej, trochę palonej ciemnej czekolady, idącej w kierunku gorącego kakao. Czasem dołączyła do tego też nutka migdałów. Czułam też niebezpiecznie wysoką słodycz, trochę zaznaczającą się w gardle (ale jeszcze nie drapiącą) - bo ze smakową w sumie nieźle poradziły sobie wiśnie.

Czekolada zaskoczyła mnie pozytywnie. Baza mimo wad smakowała przyzwoicie, bo gorzkawo i nienachalnie. Była trochę za słodka, ale dodatek wiśni nieźle to przeciął. Zalatywała trochę tanio, ale wciąż jeszcze mieściła się w granicach smaczności. Szkoda, że pożałowano migdałów, skoro to tytułowe dodatki. Gdyby tak dodali ich więcej i odrobinę popracowali nad bazą, z łatwością miałaby 9. Takie słupki migdałów wnosiły niewiele, ale tak szczerze-szczerze... nie był to dodatek, którego mi jakoś tu szczególnie brakowało.
W górach (i nawet potem kończąc już trochę w domu), skoro już dostałam, zjadłam w sumie ze smakiem. Ocena może i trochę podciągnięta, ale szczerze nie wiem, jak odnieść się do tych słupków migdałów: kiepsko je zrobili, ale w zasadzie jakiekolwiek karmelizowane słupki tu nie były niezbędne.


ocena: 8/10
kupiłam: dostałam
cena: nie znam
kaloryczność: 576 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: 95% czekolada (miazga kakaowa, cukier, tłuszcz kakaowy, emulgatory: tristearynian sorbitolu, lecytyny z soi, polirycynooleinian poliglicerolu), 3% kawałki karmelizowanych migdałów (70% migdały, cukier, woda), 2% liofilizowane wiśnie

wtorek, 13 sierpnia 2024

U Dziwisza Ciemne Piwo z Mieszanką Owoców ciemna mleczna 50 % z Peru ze słodem jęczmiennym i mieszanką owoców: porzeczkami czarnymi i czerwonymi, malinami, truskawkami i wiśniami

Przy U Dziwisza Ciemne Piwo z Rokitnikiem wspomniałam, że faktycznie bazowa czekolada U Dziwisza Ciemne Piwo pasuje mi do dodatków, ale właśnie - w podlinkowanej nie do takiego jak się okazało. Ciemne Piwo pasowała mi do jakiejś mieszanki owoców, co prawda z rokitnikiem. Od producenta dostałam jednak z mieszanką owoców innych, leśnych, jak widziałam. Wyglądało to bardzo ciekawie, ale kompletnie nie w moim stylu, bo nie lubię tak poukładanych dodatków. Niemniej... pomyślałam, że dzisiaj prezentowana opcja może okazać się najlepszą. Wzięłam ją ze sobą na Mogielicę, licząc, że owoce nie pospadają mi z wieży widokowej na sam dół. Ruszyłam z Przełęczy Rydza-Śmigłego przez polanę Wyśnikówkę. I choć pogoda sugerowała raczej lato niż 30.03, na niej właśnie zobaczyłam jeszcze resztki śniegu. Trasa była bardzo łatwa i nawet schody na samą wieżę nie okazały się męczące. Na niej jednak wiało tak, że zrobiłam tylko pierwsze zdjęcia, a resztę dokończyłam parę kroków od niej. Zeszłam żółtym szlakiem, który niestety wyszedł na asfalt, którym spory kawał do parkingu trzeba było iść.

U Dziwisza Ciemne Piwo + Mieszanka Owoców to czekolada mleczna o zawartości 50 % kakao Chuncho z Peru ze słodem i mieszanką owoców: porzeczkami czarnymi i czerwonymi, malinami, truskawkami i wiśniami; stylizowana na ciemne piwo z owocami.

Po otwarciu poczułam owoce, zdecydowanie dominujące nad czekoladą. Czuć czerwone, z wyróżniającymi się kwaśnymi wiśniami i mieszanką porzeczek, acz ze znaczącą przewagą czarnych. Bardziej kwaśno-słodkie maliny stały za nimi. Sama czekolada przewijała się spokojnie w tle, dodając im motyw naturalnego mleka i wsi, z wpisanym w nią skojarzeniem z siankiem, zbożem. Słód chyba leciutko się wychylił jako on sam.

Wygląd czekolady do mnie nie przemówił - nie podoba mi się ponalepiane dodatku, a już na pewno nie tak wystające, wielkie owoce, w większości całe. Ledwo wyjęłam tabliczkę z folii, a parę porzeczek już odpadło. Przy łamaniu posypało się kilka kolejnych.
Tabliczka przy łamaniu okazała się twarda, acz trzaskała nie za głośno. Była masywna, lecz przy odgryzaniu kawałka jej twardość jakby się chowała.
Owoce w dotyku były sucho-twarde, jednak przy łamaniu maliny czy truskawki nieco się uginały. Nie rwały się ani nie łamały wraz z czekoladą, a wyciągały z niej, zostając w jednej lub drugiej części.
Przy odgryzania kawałka czy gdy zdarzyło mi się raz czy drugi już wcześniej nagryźć któreś z owoców, przedstawiały się jako twardo-chrupiące, suche.
W ustach jednak szybko nasiąkały.
Czekolada rozpływała się w tempie umiarkowanym, ochoczo. Zalepiała je tylko trochę. Starała się nieco trzymać kształt, wykazując lekką gumiastość. Była niby gładka, ale jakby niezupełnie, nieidealnie. Niektóre owoce trzymały się w nią wlepione dłużej, inne odpadały szybciej. Czekolada wydała mi się przy nich znacząco tłusta. Owoce już w trakcie dodały czekoladzie trochę soczystości, bo z ochotą nasiąkały. Czekolada końcowo rzedła i zostawały same owoce.
Gryzłam je w większości dopiero, gdy czekolada już zniknęła. Wówczas dały się poznać jako miękko-jędrne. Wiśnie były bardzo miąższyście-soczyste, nieco świeżawe, truskawki dziwnie miękko-zwarte i gąbczaste. Maliny z kolei do końca zachowały pewną suchawość. Skrzypiały przy gryzieniu, mimo że były miękkie i soczyste. Ich pestki chrupały - były masywne, ale nie wyszły denerwująco. Najsuchsze do końca zostawały porzeczki, ale i one robiły się miękko-soczyste. Ich twarde pestki - zwłaszcza porzeczek czerwonych - bardzo się odznaczały, ale też nie denerwowały.

W smaku pierwsza rozeszła się nieprzesadzona słodycz, która rosła dość szybko. Szybko dołączyło do niej mleko o mocno naturalnym, tłustym charakterze. Pomyślałam o wsi z nutami sianka i orzechów.

Owoce lekko zaakcentowały swoją obecność. Niektóre bardziej, inne słabiej. Najszybciej odzywały się wiśnie. Maliny potrzebowały trochę czasu, truskawki więcej, a porzeczki dopiero pod koniec bardziej się zdradzały.

Akcent owoców jednak zmotywował do działania słód. Odezwał się wyraźnie i podkręcił nutkę sianka oraz sielski klimat wsi. Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa czekolada wydała mi się bardzo, bardzo mleczna i mocno zbożowa za sprawą słodu, który wplótł też leciutką goryczkę. 

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa leciutka gorzkawość słodu nakręciła się jeszcze bardziej z owocami. Przy nich słodycz podskoczyła. Miała lekko palony charakter - i niewątpliwie wyszła odważniej niż w przypadku czystej tabliczki. 
Gdy odgryzłam kawałek czekolady pozbawiony owoców, smakowała prawie tak samo, jak czysta tabliczka - nie przesiąkła za bardzo owocami (a rokitnikowa owszem). Z tym że gdy robiłam kęsa po kęsie z owocami, i tak słodycz jakoś bardziej zwracała na siebie uwagę. Nie przegięła jednak.

Soczystość płynąca z owoców podkręcała słodycz czekolady. Przy nich wciąż było czuć mleczność, acz coraz słabiej. Słód z kolei na pewien czas przycichł prawie zupełnie. Do głosu dochodziły dodane owoce.

Potem już smak zależał w dużej mierze od tego, z czym kęs się trafił, bo końcowo to dany owoc dominował. Wszystkie owoce były bardzo wyraziste, acz nie wszystkie już obok czekolady. Porzeczki porządnie odzywały się dopiero gryzione.
Najwięcej do powiedzenia już obok czekolady miały bardzo kwaśne, pełne swego niemal świeżo-surowego smaku, soczyste wiśnie. Przy nich czekolada wydała mi się bardziej słodowa.
Następne w kolejności były kwaśno-słodkie maliny. One po prostu trochę przygłuszały czekoladę.
Truskawki wplotły do czekolady trochę swojej słodyczy, ale też porządnie odezwały się dopiero gryzione.
Niektóre porzeczki nadgryzałam już obok czekolady - czarne podkreśliły słód, a czerwone po prostu przygłuszały czekoladę, pchając ją w po prostu słodkim kierunku.

Dodatki gryzione po czekoladzie - wszystkie - były bardzo intensywne. Wiśnie kwaśno-soczyste, maliny kwaśne z echem słodyczy, truskawki uroczo słodkie, czerwone porzeczki kwachowate, a czarne przyjemnie kwaśno-cierpkawe.

Po zjedzeniu został posmak czerwonych owoców i czarnych porzeczek - zależy, co się akurat zjadło. Czekolada zajęła miejsce daleko za nimi jako słodka i leciutko mleczna. Czułam też lekką cierpkość  słodu. Te bardziej cierpkie owoce ją wydobyły.

Ta tabliczka z serii Ciemne Piwo smakowała mi najbardziej, jednak wciąż nie była to czekolada marzeń. Poprawnie mleczna, nie za słodka i z ciekawych akcentem słodu - to jej muszę przyznać. Ta mieszanka owoców podkreśliła słodowość. Nie pasowała mi jednak to stylizacji na ciemne piwo. Przynajmniej jednak owoce pasowały do siebie nawzajem. A jednak gdy pomyślałam o tej tabliczce i o U Dziwisza Ciemne Piwo z Rokitnikiem, nie mogłam wygnać z głowy myśli, że z tej wywaliłabym czerwone porzeczki, a w ich miejsce dała rokitnik. Myślę, że przełamany innymi owocami, w takiej ilości wyszedł by o wiele lepiej. Znów jednak nie podoba mi się forma - tak ponalepiane, wielkie owoce to niezbyt kreatywny sposób na zrobienie harmonijnej czekolady z owocami. To, że porzeczki łatwo odpadały to kolejny minus. Całościowo była więc smaczna, ciekawa i niewymagająca, ale do zjedzenia tylko dlatego, że już była. W górach się sprawdziła.

W zasadzie, gdy przyszło mi jeść czekolady U Dziwisza, dzisiaj przedstawiana podeszła mi bardziej niż czysta....., która mnie trochę nudziła. A jednak podlinkowana to dobra i niecodzienna ciemna mleczna, kojarząca się z tytułowym ciemnym piwem. Wersja z owocami z kolei nie miała z nim wiele wspólnego, mimo że słód został trochę wydobyty. Do tego wykonanie powinni dopracować i przemyśleć formę - po prostu naklejone i opadające dodatki przeważyły o niższej ocenie. 


ocena: 6/10
kupiłam: Sklep U Dziwisza (dostałam)
cena: 22 zł (za ok. 50 g; ja dostałam)
kaloryczność: 556 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, mleko w proszku, cukier trzcinowy, słód jęczmienny, owoce liofilizowane

poniedziałek, 17 czerwca 2024

Manufaktura Czekolady MANU Wiśnia 70 % Kakao ciemna z wiśniami

Po dłuższej przerwie od gór wreszcie powróciłam na szlaki! Niestety powrót przeciągnął się, bo niestety z wyjazdu jesienią 2023 nic nie wyszło i musiałam poczekać aż do 2024... Dokładniej do pięknego dnia, czy raczej nocy 16.02. Nocy, bo z Krakowa wyruszyłam o drugiej, by zobaczyć wschód słońca na Babiej Górze. Aż się wierzyć nie chciało, że miałam taką przerwę, ale a to pandemia, a to magisterka, a to coś tam. W końcu jednak wraz z początkiem tego roku po prostu nie mogłam się doczekać wyprawy. Pierwotnie miałam ruszyć na coś łatwiejszego z ojcem i zabrać czekolady, jakie na tę okazję kupił, ale wystawił mnie. Zirytowana znalazłam inny sposób i ruszyłam bez niego, a czekoladę wybrałam... godną chwili, jak miałam nadzieję. Od Manufaktury Czekolady też miałam długą przerwę, a do ich ciemnej czekolady nie miałam wątpliwości, że powinna być dobra. Z tej serii jadłam MANU Orzech Nerkowca 70% i nie była to kompozycja zbyt zachwycająca, a po prostu z "naklejonym dodatkiem", ale coś podobnego a z wiśniami w górach powinno pracować. Wyruszyłam z Krowiarek, gdy jeszcze było ciemno. Sokolica, Kępa - trasa tradycyjna, acz po ciemku wyglądająca zupełnie inaczej. Na szczycie też odkąd byłam tam ostatnio. Na murku dodali wielką tabliczkę, a nieopodal postawili krzyż. Nie pierwszy raz jednak usadowiłam się przy tym murku, by porobić czekoladzie zdjęcia. A przyznam, że tuż po wschodzie słońce trochę to utrudniało, a telefon wariował z kolorystyką. Ja za  to prawie wariowałam ze szczęścia, mimo że było dość zimno (na pewno na minusie). Chwilę po sesji zdjęciowej pojawiła się mgła, a ja ruszyłam do schroniska Markowe Szczawiny i  znów do Krowiarek - a dzień był jeszcze młody! Czekała mnie godzinna jazda samochodem, podczas której to na dobre zajęłam się jedzeniem czekolady (bo jednak wschód słońca w zimnicy to nie czas i miejsce na to) na początek kolejnego szlaku.

Manufaktura Czekolady MANU Wiśnia 70 % Kakao z naturalną wiśnią to ciemna czekolada o zawartości 70% kakao z liofilizowanymi wiśniami.

Po otwarciu poczułam zapach gorzkiego dymu i ziemi, przeplecionych wysoką soczystością wyraźnie wyczuwalnych wiśni. Pomyślałam o owocach nieco gnilnych, słodko-kwaśnych i konfiturze z wręcz kwachowatych. Czekolada sama w sobie wydała mi się lekko słodka, jakby nieco żywicznie, a do tego nieco chlebowa. Chyba czaiła się w niej też nutka czerwonego, wytrawnego wina.

Na spodzie tabliczki dodano sporo wiśni - w moim odczuciu idealnie. Znalazły się niemal na całej, acz wystąpiły też małe fragmenty bez nich (i dobrze, bo dzięki temu mogłam wczuć się też w samą czekoladę). Wtopiono w nią kawałki większe i mniejsze, wszystkie trochę lepkawe, co zapowiadało soczystość suszonych owoców.
Tabliczka choć nie wyglądała, była bardzo twarda i masywna. Przy łamaniu trzaskała niczym łamana skała. Wiśnie były w niej mocno wtopione i też konkretne - z oporem niektóre wyrywały się i zostawały w jednej lub drugiej części.
W ustach czekolada łatwo miękła, dając się poznać jako mazista i nieco oleista. Rozpływała się raczej powoli, niby zachowując pierwotny kształt, ale wypełniając sobą całe usta. Wiśnie wprowadziły ogrom, wręcz tsunami soczystości. Soczystość zaznaczała się niemal od razu, a potem rosła. Wiśnie integralnie wtapiały się w miękką masę, tonęły w niej i pozostawały aż do jej zniknięcia. 
Konsystencja czekolady bez wiśni mogłaby trochę przeszkadzać, jednak do nich okazała się idealna - zlepiały się z nią w jedno.
Wiśnie zostawiałam na koniec, acz sporadycznie raz po raz podgryzałam je już trochę wcześniej. Wydawało się, że stanowią o wiele więcej niż 3%. Były lepkie i miękko-jędrne. Z czasem upuszczały soczystość, same nasiąkały, w udany sposób udając świeże. Zupełnie, jakbym jadła miąższyste, miękkie wiśnie! Niektóre dosłownie eksplodowały sokiem. Były zjawiskowe, boskie.

W smaku pierwsza rozeszła się gorzkość... dymu? Dymu-niedymu. Pomyślałam o mokrej glebie - dosłownie, nie o "ziemi", a mokrej, błotnistej glebie.

Kiedy spróbowałam samej czekolady bez dodatku, do gleby podpłynęło trochę czarnej, palonej kawy, wprowadzającej słodycz - też paloną, bo karmelową.
W przypadku kęsów z wiśniami (czyli w większości) niemal od razu zaznaczyła się też bardzo wysoka słodycz karmelu i smagnęła kwaśna wiśnia. Intensywny wiśniowy smak jeszcze podkręcił słodycz. Miała palony, szlachetny charakter.

Wiśnie szybko dołączyły do czekolady, wydobywając z niej samej nutę wiśni. Czułam się, jakbym jadła kwaśne, minimalnie słodkie wiśnie z pełni sezonu na nie. Po chwili dołączył nalewkowy, też kwaśny, wręcz kwachowaty motyw. Zaraz jednak się opamiętał i ułożył w czerwone wino, które ewidentnie płynęło z samej czekolady.

Czułam czerwone, cierpkie wino o wysokiej soczystości. Wypływało spod także wysokiej słodyczy. Ta nie próżnowała. Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa przybrała bardziej miodowo-żywiczny charakter. Ten wyłaniał się zwłaszcza, kiedy trafiłam na mniejszy kawałek wiśni lub fragment ich pozbawiony.

Wiśnie cały czas miały wiele do powiedzenia. Pod wpływem słodyczy bazy zaserwowały konfiturę niemal z kwachowatych, ale trochę uładzonych słodyczą miodu, wiśni. Słodycz miodowa, miodowo-żywiczna chwilami wydawała się niemal drapiąca. Nie męczyła jednak. 

Przemknęła też myśl o żytnim chlebie na miodzie z sowitą porcją chlapniętej na niego konfitury wiśniowej. Echo kawy przypominało za to cały czas o gorzkości.

Końcowo, po tej kumulacji słodyczy i eksplozji soczystej kwaśności, znów pokazała się gleba. W harmonii zmieszała się z żywiczną nutą. Miodowo-żywiczny karmel trochę drapał, ale intensywna, już bardziej ziemio-gleba i wino o nieco chlebowym charakterze (?) nadały temu pazura.

Gryzione wiśnie wciąż serwowały mnóstwo soczystej kwaśności, smaku wiśni niemal świeżych, z pełni sezonu na nie. Trafiały się też nieco słodsze, jak te mocno ciemne i miękkie. Wydawały się niczym nie zagłuszone, mimo że czekolada pobrzmiewała żywicznie-glebowym echem.

Po zjedzeniu został posmak gleby i ciemnego chleba z konfiturą z kwaśnych wiśni. Czułam jakby cierpkawą, drapiącą karmelową żywicę i oczywiście kwaśne, soczyste wiśnie. Niewiarygodnie świeże.

Czekolada mnie zszokowała. Pamiętałam dobrze, jak na odczepnego zostały dodane orzechy do tabliczki w MANU Orzech Nerkowca 70%. Dzisiaj prezentowana to kompletnie co innego - czekolada z posypką, która wyniosła taką formę na zupełnie inny, wyższy poziom. Była tak niezwykle spójna, że to się aż w głowie nie mieści. Czekolada o nutach gleby i wina, żywicznej słodyczy uzupełniała się z wiśniami, które wydawały się zupełnie świeże i surowe. Cieszę się, że to właśnie ona towarzyszyła mi w takiej scenerii.


ocena: 10/10
kupiłam: Auchan
cena: 14,59 zł (za 60g)
kaloryczność: 593 kcal / 100 g
czy kupię znów: mogłabym do niej wrócić

Skład: prażone ziarno kakao, cukier trzcinowy, liofilizowane wiśnie 3%, emulgator: lecytyna słonecznikowa