Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czekolada: ananas. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czekolada: ananas. Pokaż wszystkie posty

środa, 15 stycznia 2025

Henry Lambertz Piña Colada Milk Chocolate with Pina Colada truffle filling mleczna z kremem Pina Colada

Przy Fin Carre Limited Edition Enjoy Chilled Type Mango Passion Fruit Hola Amigos wspomniałam, że ojciec raz przywiózł mi całe mnóstwo czekolad. Jedną od razu mu wcisnęłam z powrotem, nawet nie otwierając, ale... coś tam wzięłam nawet lekko zaciekawiona. Z marką dziś przedstawianej tabliczki miałam już do czynienia - kojarzyłam, że Henry Lambertz Lebkuchen Zartbitter i Zimtsterne Vollmilch mi i Mamie niezbyt przypadły do gustu, ale pomyślałam, że nadziewanych alkoholowych ciemnych mogę spróbować, bo dawno żadnych tego typu nie jadłam. Z tym że... wpadła mi też mleczna. Co prawda w nielubianym wariancie pina colada, ale z kolei... o tyle ciekawa, że mleczna, a nie biała (dalej nie rozumiem, dlaczego wszyscy uparli się łączyć kokosa z ananasem właśnie w białej czekoladzie). 

Henry Lambertz Piña Colada Vollmilch Schokolade mit Pina Colada Truffelfullung / Milk Chocolate with Pina Colada truffle filling to mleczna czekolada o zawartości 30 % kakao nadziewana (35%) kremem truflowym z likierem o smaku Pina Colada.

Po otwarciu poczułam intensywny zapach pina colady: ananas i kokos splatały się na likierowej scenie. Alkohol zaznaczył się wyraźnie, lecz choć miał dość ciężkawy charakter, nie napastliwie, a wręcz subtelnie. Mieszał się ze sporą ilością cukru i mleczną czekoladą. Czuć ją bardzo dobrze zza drinka, z którym to poprzez śmietankowo-mleczny ton i słodycz bardzo spójnie się połączyła. Był to przyjemny, mimo że przesłodzony, zapach.

W dotyku czekolada była dość tłusta i już sugestywnie lepkawa. Nie topiła się, ale ciągle miałam wrażenie, że zaraz zacznie. Nie była specjalnie masywna, ale delikatna w sumie też nie. Przy łamaniu wykazywała kruchość, ale nie trzaskała.
Nadzienie wyglądające jak grudkowaty, lepki i dość gęsty żel całkiem porządnie wypełniało wszystkie beczółko-kapsułki. Czekolada jednak stanowiła większość, to pewne, bo robiła za bardzo grubą warstwę.
W ustach czekolada rozpływała się w tempie umiarkowanym, trochę lepiąco i miękko. Początkowo próbowała zachować kształt, ale zaraz odpuszczała. Była tłusta w śmietankowo-maślany sposób, a także niegładko-chropowata ze względu na proszkowość.
Nadzienie wyłaniało się z niej po pewnym czasie. Wyszło lekko grudkowato, trochę jak połączenie budyniu z kisielem. Jednocześnie robiła słabe aluzje do marcepanu, ale z kolei bez realnych grudek czy drobinek. Wnętrze cały czas wykazywało pewną lepkość. Było średnio gęste i zupełnie nie zbite, ale też nie rzadkie. To gęstawy, trochę śmietankowy żel. Chwilami było w nim coś śliskawego. Znikał szybciej niż czekolada. Ta na koniec niby traciła gęstość i znikała rzadko, ale do końca czuć jej masywność. 
Rzednące i znikające nadzienie wydawało się trochę przytłoczone czekoladą, acz w zasadzie zgrane z nią. Gdy tak miękły razem, trochę przytykały.

W smaku czekolada przywitała cukrową słodyczą, do której szybko doleciało intensywne mleko. I tak jednak wydawało się nieco spłycone... Prze słodycz i przez echo nadzienia, którym znacząco przesiąkła. Mleczność poszła w śmietankowym kierunku, ale nie pomogło to ogółowi przez wątek aromatu kokosowego, za którym jak cień pobrzmiewał aromat ananasa. Przez to czekolada chyliła się ku tandecie, ale jeszcze udało jej się jakoś obronić. Była wyczuwalna w zasadzie cały czas, choć w punkcie kulminacyjnym, gdy nadzienie rozbrzmiało pełnią smaku, bardzo w tle.

Nadzienie samo w sobie dało o sobie znać prędko. Krem także był bardzo słodki, ale nie w tak czysto cukrowy sposób, a bardziej likierowo. Pierwszy pokazał się lekko soczysty ananas, a zaraz potem mocno likierowy, słodki kokos. Bardzo łatwo o myśl o pina coladzie. Ananas próbował pokazać się z naturalniejszej strony jako sok anansowy, ale czuć wyraźnie, że jego likierowy charakter podkręcono aromatem (choć to nie była napastliwa sztuczność). Owocowość nadzienia trochę rozmyła śmietanka, a alkohol dodał temu nieco powagi, nawet ciężkości, ale nie narzucał się. Ananas i kokos były bardzo wyważone.
Czekolada trzymała się z tyłu.

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa słodycz - kumulacja czekolady i wnętrza - drapała w gardle. Ananas poszedł w nieco cukierkowym kierunku - przy tym poziomie cukrowości, krem robił się troszeczkę bardziej sztuczny, ale wciąż nie jakoś rażąco. Tu wszedł kokosowy likier, raz czy drugi wychylający się nawet przed ananasa, przygłuszając jego cukierkowość.
Alkohol choć nie był chamski, wydał mi się dosadny, a przez to jak rozgrzewał gardło, słodycz wydawała się jeszcze bardziej mocarna.

Z czasem nadzienie zaczęło tonąć w cukrowo-mlecznej, czekoladowej toni. Echo likieru ananasowo-kokosowego i pewna cukierkowość ostały się, ale dopiero za cukrowo-plastikowawą czekoladą. Końcowo czekolada jawiła się jako dosłownie czysty cukier z mlekiem. Zrobiła się plastikowa - chyba alkohol ją tak trochę spłycił.

Po zjedzeniu został posmak cukrowo słodkiej czekolady wraz z drapaniem w gardle i cukierkowość związana z nadzieniem. Dołożył się do tego alkohol - ewidentnie likier. To za jego sprawą czuć i ananasa, i kokosa. Były czysto likierowe. Za likierem pojawiły się aromaty, cukierkowość.

Czekoladę uważam za w miarę dobrze zrobioną, mimo że nie była zbyt w moim typie. 4 kostki jako ciekawostkę zjadłam (przy 4 poczułam, że jeszcze trochę, a to już zmęczy, bo i tak czułam się trochę zbyt przysłodzona). Połączenie mlecznej czekolady i pina colady pasowało - mleczność czekolady dobrze współgrała ze śmietankowym wnętrzem. Kokos i ananas były dobrze wyczuwalne, procenty też się odnalazły - a jednocześnie nic z tego nie było zbyt napastliwe. Pochwalić muszę to, jak zgrane i harmonijne wyszły. Niestety, wszystko było okrutnie słodkie. I z wkradającą się sztucznawą cukierkowością. Kolejnym moim zarzutem jest to, że jednak czekolada - ciężka i gruba - przytłoczyła jedynie gęstawe nadzienie. Jak się robi czekoladę nadziewaną, to co jak co, ale nadzienia żałować nie można (tym bardziej, że czekolada była cukrowa i dodatkowo spłycona przez alkohol, to nie było to coś, co chciało by się czuć na 1. planie).

Resztę oddałam Mamie, która powiedziała: "No, ta czekolada jest dokładne tym, czym ma być! Co prawda nadzienia w niej mało, ale w sumie nie wiem, czy było aż tak pyszne, bym pragnęła go więcej. Z drugiej strony sama czekolada też taka po prostu ok. Na pewno jednak właśnie mleczna bardzo pasuje do kremu pina colada. Faktycznie, można zjeść jako ciekawostkę, bo już samo to, że jest, czym ma być i niezły skład, to w dzisiejszych czasach rzadkość".


ocena: 7/10
kupiłam: dostałam od ojca
cena: nie znam
kaloryczność: 520 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: cukier, tłuszcz kakaowy, 17,5% likier śmietankowy o smaku Piña Colada (zawiera mleko), mleko w proszku pełne, miazga kakaowa, tłuszcz mleczny, syrop glukozowy, mleko w proszku odtłuszczone, emulgator: lecytyny z soi; substancja żelująca: agar; naturalny aromat

wtorek, 5 marca 2024

Zotter Rum Coconut / Rum Kokos Vegan ciemna 70 % z kremem kokosowym z nugatu migdałowego, białej czekolady kokosowej, mleka kokosowego z sokiem ananasowym i wiórkami kokosowymi oraz czekoladowym kremem z rumem

Dzisiaj przedstawiana czekolada to nowość, ale mi się jakoś już kojarzyła... Aż w końcu przypomniałam sobie! W 2020 była przecież Zotter White Rum / Coconut / Pineapple, która naprawdę mi smakowała, jednak wciąż nie była w 100% w moim typie. To było połączenie mocno kojarzące się z pina coladą, a więc duetem kokosa i ananasa, którego fanką nie jestem. Obecnie w ogóle nie lubię przesytu, zbyt wielu składników, więc spodobała mi się wizja takiej czekolady "okrojonej". Ucieszyłam się więc na opisywaną w tym poście do czasu aż... odkryłam szczegółowy opis. I tu niestety Zotter musiał wepchnąć chociaż trochę ananasa, a dokładniej sok z niego. Nie rozumiem, czy już nie można zrobić kokosowych słodkości bez dodatku tego owocu? Lubię go, ale osobno.


Zotter Rum Coconut / Rum Kokos Vegan to ciemna czekolada o zawartości 70% kakao nadziewana (30%) kremem kokosowym na bardzie praliny / nugatu migdałowego i wegańskiej białej czekolady kokosowej, mleka kokosowego z sokiem z ananasa i chrupiącymi wiórkami kokosowymi oraz (30%) kremem z ciemnej czekolady z rumem; wegańska.

Po otwarciu, jako że nachyliłam się nad spodem tabliczki, uderzył mnie wręcz ordynarny rum. W przypadku spodu dominował zupełnie, ciemna czekolada o gorzko-palonym charakterze jedynie pobrzmiewała. W przypadku wierzchu tabliczki zapach był już bardziej stonowany. Rum pobrzmiewał, a ja poczułam delikatny duet migdałów i kokosa. Migdały zgrały się z czekoladą. Wyłapałam też lekko soczyste przebłyski. Te jako ananas wraz z migdałami umocniły się po przełamaniu. Doszła do tego karmelowa słodycz (poniekąd wchodząca w rum?). Co ciekawe, alkohol po przełamaniu nie nasilił się (czego się bałam), a zgrał z resztą. Wciąż stanowił jednak mocny element w tej dość ciężkiej kompozycji.

Tabliczka wydała mi się masywna, a jednocześnie trochę delikatna. Gruba czekolada była twarda i trzaskała przy łamaniu, acz całość przejawiała pewną twardość. Wydała mi się też trochę krucha. Ciemny, czekoladowy krem na dole mimo tłustości i mazistości wyglądał na bardzo zbity i twardawy. Kokosowy za to cechowała bardziej plastyczna miękkość, ale i jemu nie brak konkretu. Już w przekroju widać ogromne wiórki.
W ustach czekolada rozpływała się powoli i maziście. Nadzienia dość szybko do niej dołączały, potem rozpływały się spójnie. Oba ze sobą się mieszały, wychodząc bardzo harmonijnie.
Białe nadzienie okazało się miękko-maziste, bardzo plastyczne i zarazem nieco zwięzło-gumiaste. Czuć w nim lekką tłustość (mleczka kokosowego?) i pylistość (wegańskiej białej czekolady?). Z czasem upuściło lekką soczystość. Szybko wyłaniały się z niego chrupkie wiórki kokosowe. Nie pożałowano ich.
Ciemny krem był bardzo konkretny i gęsty, czym podłączał się pod czekoladę. Wykazywał właśnie czekoladowość, niczym masło zagęszczone ogromem twardawej czekolady. Też wyszedł maziście i tłusto, wręcz ciężko. Wychwyciłam w nim także jakby lekkie scukrzenie.
Najdłużej rozpływała się czekolada z wierzchu, acz czekoladowy krem długo jej towarzyszył. Na sam koniec zostały oczywiście wiórki. Było ich całe mnóstwo - większość duża i bardzo duża, trochę mniejszych, poro wręcz kolosalnych. Gdy je gryzłam, od kruchej chrupkości przechodziły do lekkiej soczystości. Trzeszczały i skrzypiały, po czym łatwo znikały.

Ciemna czekolada przywitała się palono-gorzkim smakiem, który kojarzył się z dymem i palonymi orzechami/migdałami z nienachalną słodyczą palonego karmelu. W przypadku spodu lekko przesiąkła rumem.

Szybko zaznaczył się też mocny, jakby palono-goryczkowaty i słodki alkohol. Zawisł nad kompozycją, acz nie pchał się na pierwszy plan. Ciemno czekoladowy krem zapewnił spójne przejście do wnętrza, wychodząc tym samym na prowadzenie. Dominował jako splot dosadnego rumu i gorzko-palonej czekolady, które połączył motyw dymu.

Do czekolady po chwili dołączył też jasny krem poprzez delikatne migdały, podkradające się po czekoladowość. Do nich dołączył lichy mleczny wątek kokosowego nadzienia. Roztoczyło też słodycz. W pierwszej chwili wydało mi się nieco zwyczajnie lekko mleczne, ale zaraz wyłapałam mleczko kokosowe. Mdława mleczność zmieniła się w jakby ogólnie akcent roślinnej alternatywy mleka. Związała się z lekko mdławo-wodnistym wątkiem. Przez to niestety jasny krem puścił przodem ciemny i nie walczył o przebicie się. Tu raz po raz nieśmiało zapowiedział swoją obecność słodko-świeży motyw owocowy. W całości jasny krem zupełnie podporządkował się ciemnemu.
Krem jasny spróbowany osobno utrzymał pewną mdławość, a sam w sobie wydawał się lekko nasiąknięty rumem.

Czekoladowo-rumowy krem podpiął się smakiem pod czekoladę, że w całości w zasadzie były nierozerwalne. Też wyszedł palono-gorzkawo, ale nieco bardziej słodko. Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa poszedł w bardziej maślanym kierunku, pozwalając zaszaleć alkoholowi. Rum smakował intensywnie, goryczkowato-słodko. Był nie do pomylenia z czymkolwiek innym. Czułam, jakby i on sam wtłaczał w kompozycję nutę palonego cukru i dymność. Podkreślił orzechowość czekolady i migdały. W obliczu rumu, który chwilami miał ordynarnie alkoholowy charakter, krem sprawiał wrażenie bardziej gorzkiego.
Ciemny krem spróbowany osobno wydawał się aż pikantnie rumowy, a do tego szczypał trochę w język.

Po debiucie rumu migdały z jasnego kremu trwały niewzruszenie, acz ten krem skojarzył mi się też nieco z orzechem kokosowym. Kokos i migdały zdawały się nakręcać wzajemnie, mimo że z czasem znacząco wzrosła soczystość - już rozpoznawalnie ananasowa. Jednocześnie rosła też słodycz. Kokos emanował też od wiórków. Subtelna nutka ananasa wniosła rześkość chyba kontrastowo do ciężkiego rumu, acz... on też jakby podłączył się pod tę soczystość.

Bliżej końca alkohol nieco stłumił poszczególne smaki, ale sam też osłabł. Wzrosła za to słodycz, która zaczęła nieco drapać w gardle, w którym pojawiło się też alkoholowe rozgrzanie. Jasny krem wydawał się bardziej mdławy, gdy chodzi o kokosa i migdały. Soczysta kwaśność dominowała razem z wiórkami.

Wiórki gryzione na sam koniec smakowały wyraźnie sobą. Stonowały słodycz i przyćmiły rozgrzewający, goryczkowaty i jakby karmelowy alkohol, jako że miały bardzo intensywny smak, podkreślony lekkim prażeniem.

Po zjedzeniu został posmak mocnego alkoholu - rum w sumie da się rozpoznać, ale nie był bardzo jednoznaczny, a także dość wysokiej, palonej słodyczy. Złożyła się na nią karmelowość i pewna wręcz cukrowość od alkoholu. Czułam delikatne migdały, a także sporo goryczki palonej czekolady.

Całość wyszła smacznie i tyle. Ewidentnie rumowo, chwilami wręcz ordynarnie, ale jednocześnie intensywnie czekoladowo - alkohol nie zagłuszył samej ciemnej, przyjemnie gorzkiej czekolady. Pewnie dlatego, że ciemny krem był bardzo, bardzo czekoladowy. Tu trochę nie domagał jasny, migdałowo-kokosowy krem na bazie wegańskiej białej czekolady. Wyszedł zbyt nieśmiało, chwilami grał marginalną rolę. Smakował migdałowo-kokosowo (w tej kolejności), potem trochę soczyście ananasowo. Ta nuta w sumie pasowała, bo i w zasadzie nie była zbyt wyraźnie wyczuwalna. Nie wydawała się też niezbędna. Dobrą robotę zrobiły zacne, wyraziste wiórki kokosowe, których nie pożałowano. Niestety jednak, mimo ich obecności, całość pozostawiała mały niedosyt w kwestii kokosa. Tabliczka wyszła słodko, ale nie przesadnie. Miała poważny charakter. Struktura była ciężka, ale nie negatywnie, a także ryzykownie tłusta, ale jeszcze do przyjęcia.
Zotter White Rum / Coconut / Pineapple wygrywa w moim odczuciu dzięki większemu udziałowi kokosa. Mimo że była słodsza, smaki jawiły się bardziej harmonijnie. Gdyby dzisiaj przedstawiana czekolada była bardziej kokosowa albo gdyby tak nie zachwalali jej kokosowości w opisie, a z założenia miałaby być po prostu rumowa, z łatwością zgarnęłaby 8, a tak no niestety - jasny krem za bardzo zaginął.


ocena: 7,5/10
kupiłam: dostałam od zotter.pl
cena: 18,90 zł (cena półkowa za 70 g)
kaloryczność: 518 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: miazga kakaowa, surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, rum 6%, syrop cukru inwertowanego, chipsy kokosowe 4%, napój ryżowy w proszku (ryż, olej słonecznikowy, sól), mleko kokosowe 3% (orzech kokosowy, woda, substancja zagęszczająca: guma guar), migdały, koncentrat ananasowy, syrop skrobiowy, proszek kokosowy 1% (pasta kokosowa, mleko kokosowe, mąka kokosowa), cukier trzcinowy, sól, sproszkowana wanilia, proszek cytrynowy (koncentrat soku cytrynowego, skrobia kukurydziana, cukier), emulgator: lecytyna sojowa, lecytyna słonecznikowa, sproszkowany imbir

czwartek, 30 czerwca 2022

(Cachet) Moser Roth Bio Organic Chocolat Noir Pineapple & Coconut ciemna 57 % z kokosem i ananasem

Aż brakuje słów, by wyrazić, jak latem 2021 cieszyłam się z powrotu do normalnego trybu studiowania. Zdalnie to była jakaś pomyłka - czułam, jakby uciekło mi tyle semestrów... . Tym większe było rozczarowanie, gdy nadeszła jesień. Normalnie miało być tylko 20% zajęć. Parę czekolad już niezbyt w moim typie przeznaczyłam właśnie na uczelnię czy to po prostu na dni bardziej napchane zajęciami. Pierwszą taką miała być kolejna z organicznej linii Moser Roth (Noir Apricot & Hazelnuts już za mną), której bym nie kupiła po tym, jak zniechęciłam się do marek Aldiego, ale... producentem był Kim's Chocolate, czyli ci od Cachet. Jadłam już Cachet Bio Organic 57 % Pineapple & Coconut i byłam ciekawa, czy, skoro obecnie wszystkie czekolady w Aldim są gorsze jakościowo, to i Kim's się w to wpisało, czy trzyma poziom.

Moser Roth Privat Chocolatiers Bio Organic Chocolat Noir Pineapple & Coconut to ciemna czekolada o zawartości 57 % kakao z kokosem i suszonym ananasem, produkowana dla Aldiego przez Kim's Chocolates (Cachet).

Po otwarciu poczułam intensywny splot, który otwierała mocno palona nuta wpierw średnio jednoznaczna i ziemia. Pierwsza po chwili zaprezentowała palone drewno i kawę, splątane dymem, w którym to szybko do głosu dochodziły dodatki i zrównywały się z bazą. Kokos wydał mi się wszechobecny i poniekąd naturalnie orzechowy, też palony, co przypieczętowała aż zwęglono-drewniana nuta, a poniekąd likierowo-aromatowy. Poprzez ten aspekt łączył się z nim ananas o wydźwięku alkoholowej, soczystej pina colady. Wydał mi się niemal ciężkawy i niewątpliwie słodki. Ogólnie, mimo gorzkości, nie brak słodyczy. Jej charakter wyszedł likierowo, a całość wydała mi się nieco zbyt napastliwa, gdy o zapach chodzi, acz wciąż jeszcze całkiem smakowita.

Niby suchawa w dotyku tabliczka i tak sugerowała lekką tłustawość czy raczej ulepkowość. Była twarda i średnio głośno trzaskająca przy łamaniu. Wyszła nieco krucho, co uwarunkowały dodatki. Dodano ich dużo; bardzo, bardzo je podrobiono, co średnio mi się podobało. Trzymały się czekolady porządnie, nie odskakiwały. Chyba nadały pewnej kruchości. Ewidentnie dominował kokos jako wiórki, posiekane kawałki oraz posiekane wiórki. Ananas to trochę farfoclowa drobnica w skąpej ilości.
W ustach rozpływała się powoli, gładko i tłusto. Ochoczo miękła. Okazała się kremowa i nieco ulepkowa, przy czym tłustość wydawała mi się nieco przesadzona. Chwilami suchawa i oporna z racji tego, jak wiele malutkich dodatków w niej zatopiono. Odsłaniały się po pewnym czasie, ja zaś gryzłam je dopiero, gdy czekolada już zniknęła (jak zawsze). Choć przełożyły się na wrażenie zlepka-ulepka, zaskoczyły względną przystępnością.
Kokos początkowo chrupał, nie memłał się. Wyszedł sucho podprażony, a dopiero gryziony trzeszczał i rzęził. To samo robił nasiąkający z czasem ananas. Upodobnił się pod koniec strukturą do wiórków, bo okazał się włóknistą, suszoną, a nasiąkniętą i nieco twardawą, drobnicą. Poskąpiono go, a to, co było, nie zachwycało. Drobinki, które w ogólnym chrzęście można by przegapić.

W smaku pierwsza uderzyła słodycz, za sprawą której wszedł soczysty ananas. Mignął cukier, acz prędko wkroczył także kokos, odwracając uwagę i rozwijając słodycz na wiele aspektów. Pomyślałam o likierowych aromatach, bo to i one chyba były (aromaty, nie likier).

Słodycz rozeszła się, przy czym wydała mi się bardziej wyważona. Poszła w kierunku palonym. Palony cukier... no, karmel, zmieszał się z lekką gorzkością.

Gorzkawość nie zwlekała z pojawieniem się. W zasadzie była subtelna, ale wyraźna. Miała palony charakter i oddawała czarną kawę. Tylko co zaparzoną, ciepłą. Biło od niej właśnie ciepło i łączyło się z likierami / syropami. Słodycz zmieszała się z nią. A jednak i trochę ziemi się doszukałam. Podsycał ją, nadając soczyście zawilgoconego efektu, ananas. Wręcz wgryzający się i w słodycz, i w gorzkość - właśnie jako soczystość.

Palona, gorzkawa kawa rozpływała się odważnie, dominując. Wsparł ją goryczkowaty, palony dym. Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa palony aspekt gorzkości okazał się zaskakująco mocny, po czym ogólna gorzkość niestety zaczęła słabnąć. Kawa zmieniła się w łagodniusią kawusię rozpuszczalną z delikatną pianką... Może kawę orzechową? Orzechowo-karmelową? Oba wątki miały wpisaną w siebie maślaność. Przy orzechowym aspekcie dym dobudował aż węgielną nutę. 

Słodycz za to nie odpuszczała i choć była w dużej mierze karmelowa, likierowo-pinacoladowa, to i tak męczyła. Nagle bowiem zorientowałam się, że spod orzechowo-palonej, kokosowej toni wypływa także słodki ananas o wydźwięku soczystego alkoholu. Wszystko to się ze sobą wiązało. Nuty płynęły zarówno z czekolady, jak i nasilały się przy dodatkach.

Śmietankowo-maślany, rozbijający charakter ciemnej czekolady, wątek rósł wraz z wyłanianiem się dodatków. Pomyślałam o kokosowym drinku ze śmietanką (?), pina coladzie. Kokos mieszał się z orzechami i choć w dużej mierze pochodził z aromatu, wyszedł smakowicie. Bił też od wiórków. Ten był już naturalniejszy.

Gdy czekolada znikała, zagrała raczej maślano-słodkim, palono karmelowym i aż lekko grzejącym w gardle smakiem, robiąc miejsce dodatkom. Pobrzmiewała jednak również lekka cierpkawość kakao.

Gdy gryzłam dodatki, czułam głównie prażone, "orzechowawe" wiórki kokosa, podkreślone aromatem kokosowym. Raz po raz pojawiał się słodko-kwaskawy ananas. Był naturalny, ale mało wyrazisty. Soczysty, ale i suchawy... na pewno podkreślony nienachalnym aromatem.

Po zjedzeniu został maślano-kawowy posmak ciemnej i bardzo słodkiej czekolady oraz mocny splot kokosa i ananasa. Na koniec ich sztuczność już nieco przeszkadzała.
Ja jednak po małej ilości zostawiłam, a resztę wzięłam na uczelnię po kilku dniach - wówczas ewidentnie trochę zwietrzała i to wyszło jej na dobre.

Całość była smaczna, ale wydaje mi się odrobinkę gorsza od Cachet Bio Organic 57 % Pineapple & Coconut. Odebrałam ją jako nieco bardziej naaromatyzowaną, ale w zasadzie bardzo zbliżoną. Choć obecnie mnie jej słodycz przeszkadzała, nie wydała mi się mocniejsza od tej wspomnianej. Może... w odbiorze? Bo może dzisiejsza była nieco tłustsza? To ogólnie wciąż bardzo dobra tabliczka tego typu, szkoda tylko że z niedociągnięciami (np. wolałabym więcej kawałków ananasa, niższą słodycz i tłustość, a wyższą zawartość kakao).


ocena: 8/10
kupiłam: Aldi
cena: 8,99 zł
kaloryczność: 553 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: miazga kakaowa, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, wiórki kokosowe 5%, kawałki suszonego ananasa 1%, lecytyna sojowa, naturalny aromat ananasowy, naturalny aromat kokosowe, naturalne aromat

sobota, 8 sierpnia 2020

Zotter White Rum / Coconut / Pineapple ciemna kokosowa z nadzieniem ananasowo-kokosowym na bazie mleczka kokosowego i białej czekolady ananasowej z kawałkami ananasa, wiórkami kokosowymi i cytryną oraz rumowym kremem czekoladowym z warstwami czekolad: białej i mlecznej

Świetnie pamiętam swój jedyny większy zarzut odnośnie Zotter Pina Colada - za mało kakao w czekoladowym kremie mi było, ogólnie wolałabym więcej czekoladowości. Tabliczka jednak bardzo mi smakowała. Bardzo ucieszyła mnie więc zmiana, jaką wprowadzono. Gdy tylko zobaczyłam ciemniejszy, niebiały wierzch, zapragnęłam jej. Wprawdzie zwiększenie ilości cienkich warstewek (z jednej do dwóch różnych) nie podobało mi się, ale trudno.


Zotter White Rum / Coconut / Pineapple to ciemna kokosowa czekolada nadziewana ananasowo-kokosowym kremem (40%) na bazie mleczka kokosowego, czekolady białej ananasowej z kawałkami ananasa, wiórków kokosowych i cytryną oraz rumowym kremem (20%) na bazie ciemnej i mlecznej czekolady z wanilią oraz z cienkimi warstwami czekolad: białej kokosowej na górze oraz mlecznej na dole.

Gdy tylko rozchyliłam papierek, poczułam intensywną czekoladowo-ananasową mieszankę. Zbliżając się do wierzchu poczułam wyrazistą czekoladowość, której charakter podkreślił mocny, słodko-goryczkowaty rum. Czekoladowość była tu właśnie taka mocniejsza, choć... także znacząco kokosowa i waniliowo słodka. Wierz pachniał wyrazistym i soczystym ananasem. Owoc ten był słodki, rześki i egzotyczny. Po przełamaniu wszystko to nieco się przemieszało, a mleczko kokosowe wykorzystało okazję i wstrzeliło się.

Przy łamaniu tabliczkę odebrałam jako dość delikatną. Gruba warstwa czekolady wprawdzie była dość twarda, ale kremy już wyglądały na soczyste i maziste. Okazały się miękkie i wilgotne.
W ustach czekolada rozpływała się w umiarkowanym tempie. Gęstawa i początkowo oporna, potem rozpuszczała się nieco wodniście.
Warstwy czekolad pod, zarówno białą kokosową, jak i mleczną, wyszły w zasadzie integralnie z nią. (Nawet przy pomocy noża oddzielenie było prawie niemożliwe z racji cienkości - dosłownie zwijały się w czekoladową opiłkę). Biała była może oporniejsza i suchsza, mleczna zaś kremowo-tłustsza.
Nadzienie kokosowo-ananasowe cechowała tłustość mleczka kokosowego, gęstawość i wysoka soczystość. Rozpuszczało się, ujawniało lekką proszkowość, trochę zalepiało smugami i odsłaniało drobne, chrzęszczące kawałki (może włókna?) ananasa (nakręcające soczystość) oraz kawałki wiórków kokosowych. Te, chwilowo wręcz chrupkie, z ochotą upuszczały lekko soczystą tłustawość, po czym rzęziły. Wyszły raczej chrzęszcząco-miękko, ale nie memłały się (tak je podrobiono, że nawet przez myśl mi nie przeszło, by mogły przeszkadzać). Jedne od drugich właściwie były nie do odróżnienia (w ciemno nie wiem, czy powiedziałabym, że dodano też ananasa, czy po prostu czuję go z całego kremu.).
Krem czekoladowy również był raczej gęstawy niż gęsty; dość miękko-mazisty, ale już bardziej zwarty. Jego tłustość była konkretniejsza, idealnie gładka i bardziej czekoladowa, choć nie ciężka, a trochę śmietankowa.
Nadzienia znikały mniej więcej równocześnie (białe szybciej, ale zostawały z niego dodatki), mieszając się ze sobą. Świetnie się komponowały, uzupełniały i przełamywały. Dodatków w części kokosowo-ananasowej było dużo, jednak całościowo nie czułam się nimi zmęczona - dzięki drugiemu kremowi. Całość rozpuszczała się z ochotą, dość szybko.

W smaku czekolada okazała się słodka, nawet trochę za bardzo. Wydała mi się dość orzechowa, leciutko tylko goryczkowata, a bardziej neutralna. Był w niej posmak wanilii i mleczka kokosowego. Czekoladowość trochę podkreślała warstewka mlecznej. Kokosowa biała jeszcze podkręciła kokosa, ale dodała tez dziwną nutkę (kwasku i kartonowości?).

Na szczęście kokosowy motyw nadzienia, wyniesiony na mocno słodkiej i mlecznej fali, był żywszy. Już przegryzając się przez całość poczułam wyraźny smak mleczka kokosowego. Znalazło się na pierwszym planie, po czym nieco przesunęło się na bok. Szybko swoją obecność zgłosił również rum i ananas. Przez słodycz i kokosowo-roślinną mleczność najpierw lekko pudrowy, ale za sprawą kwasku cytryny, zaraz przybrał na soczystości. Egzotyka wybuchła niczym bomba, rozlewając się po całych ustach. Owoc wydawał się niemal świeży i zacnie słodki.

Silna słodycz już w połowie rozpływania się kęsa skumulowała się jako mniej owocowy motyw. Od razu czuć, że słodkiego rumu nie żałowano. Orzechowość czekolady została podkreślona goryczką, kakao na moment wzrosło, a moje gardło rozgrzał alkohol. Wraz ze słodyczą aż drapał przy niektórych kęsach. Wyraźnie poczułam rum, podkreślający czekoladowość i kokosa o orzechowym wydźwięku. Przez moment rum dominował, ale zaraz jakby wsiąkł w owocową soczystość i ogólną mleczność (nie tylko kokosową).

Gdy dodatki wyłaniały się z kremu, soczystość owoców zdecydowanie wyeksponowała kwaśniejsze. Cytryna i ananas podpięły się pod rum i mleczko kokosowe, co pasowało ale chwilami dodawało "echo dziwności". Cytryna wydawała mi się jakaś karykaturalna.

Wysysane wiórki wprawdzie i tego popularniejszego, wiórkowego kokosa wprowadzały, ale zza słodyczy i rumu wciąż w dużej mierze to mleczko pobrzmiewało.

Bliżej końca na pierwszy plan wyszła alkoholowość, kwasek cytryny i ananasa oraz słodycz ogólna, zbyt namieszana jak na mój gust. Wszystko to wciąż rysowało się na mleczku kokosowym.

Mimo to, w posmaku została przyjemna kakałkowa czekoladowość, orzechowość trochę rozmyta na wiele elementów i soczysty ananas. Mleczko i kokos w tym momencie znaczenie utraciły wpływy.

Całość wyszła bardzo smacznie. Była mocno czekoladowo-kakałkowa, choć z mocnym udziałem mleczkiem kokosowym. Ananas nie wyszedł napastliwie, ale podkreślił cudownie egzotyczny klimat. Rum, mimo że silny, nie zabił poszczególnych smaków. Słodycz jednak była bardzo silna i właśnie już na granicy tych smaków zabicia. Na brak kwasku jednak nie narzekam. Mimo że nie był za silny, myślę, że bez cytryny by się obyło (bo niezbyt pasowała).
Ta wersja jest więc bardziej czekoladowa, bardziej mleczkowo-kokosowa, ale i dziwnie słodko-kwaśniejsza. Mimo jednak tych kontrastów, znalazły się elementy tak to wygładzające (ananas, kokos, chyba też wbrew pozorom głównie alkohol - tłumiący skrajności), że wszystko w zasadzie grało.


ocena: 9/10
kupiłam: biokredens.pl
cena: 16 zł
kaloryczność: 514 kcal / 100 g
czy kupię znów: mogłabym do niej wrócić

Skład: surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, miazga kakaowa, wiórki kokosowe, syrop ryżowy, mleko, ryżowy napój w proszku (ryż, olej słonecznikowy, sól), rum, suszony ananas, pełne mleko w proszku, mleczko kokosowe (kokos, woda, substancja zagęszczająca: guma guar), odtłuszczone mleko w proszku, koncentrat ananasowy, sproszkowany kokos (mleczko kokosowe, maltodekstryna), koncentrat soku cytrynowego, lecytyna sojowa, proszek cytrynowy (koncentrat soku cytrynowego, skrobia kukurydziana, cukier), sól, sproszkowana wanilia, lecytyna słonecznikowa

sobota, 2 maja 2020

Pergale Dark Chocolate with Fruit Assorti Pieces ciemna 50 % z chrupkami cytrynowymi, malinami i ananasem

O tym, jak to pewne dodatki na mnie potrafią podziałać, pisałam przy Pergale Dark Chocolate with Raspberry. Myślałam wtedy właśnie o dzisiaj prezentowanej. Jakoś... przemówiło do mnie połączenie cytryny i malin (które bardzo polubiłam dzięki Zotter Raspberry Juice + Lemon), więc zachciałam ją i koniec. Ananas wydawał mi się neutralny i w sklepie jakoś o nim nie myślałam. Dopiero potem zaczęły mnie nachodzić lęki, że albo kandyzowany, albo suszony (suszonego ananasa nie lubię, kandyzowanego niczego nie trawię). Po podlinkowanej Pergale, łagodnie mówiąc, optymistycznie na nią nie patrzyłam, aczkolwiek uznałam, że podczas długiego dnia zajęć na uczelni jakoś tam się może sprawdzi.

Pergale Dark Chocolate with Fruit Assorti Pieces to ciemna czekolada o zawartości 50 % kakao z "mieszanką owoców", czyli chrupkami cytrynowymi, liofilizowanymi malinami i liofilizowanym ananasem.

Już w trakcie otwierania poczułam niezbyt przyjemny, tani zapach tłuszczowo-palony. Jakby ziarna kakao palono zdecydowanie za długo i próbowano to ukryć masłem (albo jego mieszanką z margaryną). Delikatna owocowa nuta jedynie się zaznaczyła. Wąchając uważnie spód lub po przełamaniu owoce czułam już wyraźnie. Przewodziła egzotyczna kwaskawość złożona ze słodyczy ananasa z aromatu i cytryny. Zarejestrowałam również naturalne i wyraźne kwaskawe maliny.

Twarda tabliczka ładnie trzaskała, przy łamaniu wydawała się jak najbardziej w porządku. Dodatki wtopiono dobrze, nic nie odpadało, nie kruszyło się przesadnie.
Wyglądało na to, że najwięcej dodano całkiem sporych kawałków malin i dużych kawałków chrupek cytrynowych, parę małej wielkości kawałk... drobinek ananasa.
Było temu blisko do zlepka-ulepka, ale w zasadzie ilość można uznać jeszcze za sowitą, a nie przesadzoną.
W ustach czekolada rozpływała się nieco opornie, dość tłusto i wodniście, całkiem długo zachowując formę. Masa była gładka, choć wydawała się lekko trzeszcząco-pylista.
Maliny okazały się suszkami nabierającymi trochę soczystości po paru chwilach, by potem męczyć i dręczyć sporą ilością pestek. Kawałki cytrynowe były twardo-chrupiące i początkowo w zasadzie świeżo-chrupkowe, ale... szybko rozpuszczały się na wodę, pozostawiając trochę zawilgocono-twardej papki, przylepiającej się do zębów jak chrupki kukurydziano-cukrowe. Ananasa właściwie trudno w tej czekoladzie znaleźć (no ok, niewiele zjadłam, więc może miałam pecha), ale jak już się trafił... najpierw wydawał się sucho-twardy, by przeistoczyć się w twardą gąbkę z włóknami.  Jakościowo dodatki nie zachwyciły, a chrupki to w ogóle jakaś pomyłka.

W smaku sama czekolada okazała się bardzo słodka ze sztucznawą nutą... sama nie wiem czego. Jakby wanilina wymieszała się z cukrowo-pudrowym lukrem i obległa jakiś tłuszcz (np. z tłustego pączka). Z czasem zaskoczyła na bardziej po prostu cukrową drogę. Nie mogę nazwać jej strasznie przesadzoną, ale irytowała wydźwiękiem.

Obrzydliwości dołożyła mu baza maślano-palona. Mdławy tłuszczowo-maślany smak uładzał / ugłaskiwał gorzkość, przez co mówić tu można jedynie o gorzkawości... A przy tej pojawiła się także lekka cierpkość o wydźwięku kakaowego likieru. Kryła się w tym tandeta (pewnie przez tę tłuszczowość napędzona). Stopień palenia wydał mi się silny, jakoś za silny i niepasujący do tłuszczowości i słodyczy. Dało to efekt taniej polewy.

Owoce szybko zaznaczały swoją obecność, przeszywając kiepski smak czekolady. Gdy robiłam gryza, że akurat przegryzłam dodatek, oczywiście to on wychodził na przód. I właściwie dodatki były tu jedynym pozytywnym elementem, ale...
Gdy akurat rozpuszczał się cytrynowy kawałek (robił to znacznie szybciej od czekolady), zupełnie zabijał jej smak (innych dodatków też). Cytryna uderzała kwasem, jeszcze raz kwasem i cukrem (raz, gdy akurat się w jeden kawał wgryzłam, mały kryształek cukru dosłownie strzelił mi w gardło), mieszającymi się z nutą kartonu, która podkreśliła wady, a więc taniość i maślaność czekolady. Owszem, niosła naturalną soczystość, ale i przerysowanie. Chrupki cytrynowe to zdecydowanie złe posunięcie.
Maliny swoją kwaśnością podkreślały cierpkość, na moment dominowały ponad bazą. Wyraźnie czułam suszone, lekko soczyste. Zagrały pełnią naturalnego smaku... gdy akurat nie zabijała ich cytryna. W takim przypadku bowiem zupełnie ich nie czułam... tylko pestki walały się po ustach.
Ananas jakoby podłapywał słodycz. Trochę się wyłonił, ale też wydawał się nie mieć smaku. Zdarzyło mu się upuścić odrobinkę egzotycznej słodyczy, niestety jakiejś jakby podsłodzonej.
Cytrusowa soczystość mieszała się z malinami, ale ananasa zagłuszała prawie zupełnie.
Cytrynowe kawałki, gdy już zniknęły, podkreśliły oba owoce, ale tylko przy kolejnym bezcytrynowym kęsie albo gdy ona już zniknęła, a czekolada dopiero z czasem odsłoniła kolejne dodatki. Tłumiły też wady samej bazy.

Po wszystkim pozostał posmak kwaśnych owoców: cytryny, a właściwie kwasku cytrynowego, i suszonych malin, a także przesłodzenie i zatłuszczenie, które łączyła dziwna taniocha, bombonierkowość (w negatywnym sensie).

Całość postrzegam jako złą. Niesmaczna baza, mało prawiedobrych dodatków, napastliwy cytrynowy twór. Już bym wolała, żeby zrobili coś malinowego bez pestek, a dali skórkę cytryny - myślę, że to byłoby rozwiązanie o wiele lepsze. Ananasa pewnie w ogóle można by przeoczyć, gdyby się nie skupiać... Aż trudno mi było stwierdzić, co było mniejszym złem: chrupki i pestki czy sama czekolada, więc oddałam tacie (nawet na wykładzie krzywiłam się zniesmaczona raz po raz, co mogłoby źle wyglądać, gdyby akurat spojrzał na mnie wykładowca, toteż zrezygnowałam i zagryzłam czymś bezpiecznym).


ocena: 3/10
kupiłam: Auchan
cena: 4,19 zł (za 93g)
kaloryczność: 505 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: czekolada ciemna (cukier, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, emulgatory: polirycynooleinian poliglicerolu, lecytyna sojowa; aromat), mieszanka owoców 2%: chrupki cytrynowe 1 % (syrop glukozowy, skoncentrowany syrop cytrynowy 10%, masa morelowa: morele, cukier; skrobia ziemniaczana modyfikowana, zagęszczacz: alginian sodu; aromat), kawałki liofilizowanych malin 0,5%, kawałki liofilizowanego ananasa 0,5%

wtorek, 14 kwietnia 2020

Zotter Seaweed + Caramel + Pineapple ciemna 70 % z kremem ananasowym z cytryną oraz kremem karmelowym z karmelizowanymi wodorostami

Jesienią 2019 roku Zotter wprowadził wiele zmian i oczywiście wiele nowości. Niektóre wydawały się bardzo ciekawe, inne zatytułowałam sobie "lepiej się na nie nie napalać", część - taka sobie. Były tak różne, że aż nie wiedziałam, jak je sobie rozplanować. Postanowiłam specjalnie tego nie robić, a sięgać akurat po tę, która w danym okresie "dlaczegoś tam mi się zamaniła". Nie wiem dlaczego, w oczy rzuciła mi się zasadnicza zmiana w słownictwie: wyleciało "nugat", weszło "praline", a także zamiast "syrop glukozowy" jest ryżowy, ale warto tu przypomnieć, że ten Zottera jest jego wyrobu i jest spoko (odsyłam do poczytania o tym na jego stronie). To z "formalności". Inną rzeczą, która uderzyła mnie po oczach i... ta już nie dawała spokoju, była... dzisiaj recenzowana tabliczka. Bardzo lubię wodorostowo-algowe klimaty, uwielbiam sushi z nori, wszelkie takie nuty w herbatach i sałatki z alg... Czułam więc, że to godne rozpoczęcie serii nadziewanych Zotterów. Wprawdzie przepisując opis i skład odkryłam, że to nie do końca moje nadzienie, bo wydawało się słodkie i być może owocowo-kontrastowe, ale... Trudno. To samo powiedziałam sobie, gdy trochę poczytałam. Użyto czerwone algi dulse, ponoć słodkie, rosnące w wodach Irlandii. I już w opisie Zotter zaznaczył, że czuć je tylko w posmaku. Hm...


Zotter Seaweed / Caramel / Pineapple to ciemna czekolada o zawartości 70 % kakao nadziewana (30%) kremem ananasowym z cytryną oraz (30%) wodorostowym karmelem na bazie karmelowej czekolady, nugatu migdałowego, białej czekolady i kawałków karmelizowanych płatków wodorostów / alg.

Rozchyliwszy papierek i zbliżywszy się do spodu tabliczki poczułam zapach czekolady o zdecydowanym charakterze ciemnego, mocno pieczonego chleba, napędzanym przez migdały. Ogrom migdałów! Takich z cynamonową nutą? Przy wąchaniu wierzchu, dołączył do tego słodko-soczysty, naturalny ananas. Nasilił się, wraz z migdałami i nutą pieczenia / palenia po przełamaniu.

A to trudne nie było. Mimo twardawej czekolady, tabliczka sprawiała wrażenie miękkawej. Wierzchnie owocowe nadzienie niewątpliwie, mimo zwartości, było bardziej miękko-plastyczne, można je nieco skulkować. Było tylko trochę soczyste.
Dół to również miękkawy, ale już sprawiający wrażenie bardziej kruchego, nugat. Był tłustszy, ale nie bardzo ciężki. Znalazłam w nim nieco ciemnych drobinek i... sporo większych kawałków.
W ustach czekolada rozpływała się tłusto-kremowo, roztaczając gładkie smugi i troszeczkę nimi oblepiając paszczę, tworząc gładkie przejście do nadzień. Owocowe robiło to szybciej za sprawą lekkiej soczystości i tego, że był bardziej tłustawo-mleczne, ale i drugi krem rozchodził się bezproblemowo. Trochę to wszystko zalepiało i otłuszczało.
Obie warstwy byłyby idealnie gładkie, śliskawe wręcz, gdyby nie dodatki: w owocowym kawałeczki jędrno-twardawego, trzeszczącego (chwilami jak wiórki kokosowe) suszonego, ale udającego świeżego, ananasa (zaskakująco przyjemnego w odbiorze), w karmelowym zaskakująco twardo-jędrne i żujne kulko-kawałki, drobinki i niemal przezroczyste płatki glonów. Łatwo się rozpadały, nie były suszcami ani grudkami cukru (co sugerowało karmelizowanie).
Przy przegryzaniu się przez całość miałam poczucie, że to tabliczka z kremo-masła.

Także w smaku.
O ile sama czekolada przywitała mnie splotem silnego palenia, przejawiającego się jako gorzka kawa, nie za mocna palono karmelowa słodycz i chlebowo-orzechowy motyw, sama sprawiając wrażenie lekko soczystej, czym po prostu zachwyciła, tak nadzienia...

Przy przegryzaniu się, gdy potem całość rozpływała się spokojnie, pierwszy, spójniej z czekoladą odzywał się karmelowy krem, potem przebijała się soczystość owocowego, podkreślając samą czekoladę. Karmelowy wydawał się bardziej konsekwentny w swym działaniu, spokojnie pobrzmiewając. Owocowy w pewnym momencie doszedł do głosu, rozkręcił towarzystwo, po czym czmychnął na tyły. Oba były zgrane, niepewnie się muskając i nie walcząc ze sobą.

Nugat może i podkreślił chlebową nutę czekolady, dodając do niej migdały, ale przedstawiał się jako... masło. Maślaność rozchodziła się, w pierwszej chwili zajmując miejsce na czele.
Dołączyła do niej migdałowo-chlebowa nuta. Zaraz jednak uwagę przejął chleb i coś wędzonego... chleb z pestkami / ziarnami (czymś roślinnym!) i... wędzono-wytrawnym. Poczułam też smak chlebowo-algowy, ewidentnie właśnie wodorosty (taka "roślinność"),  a następnie nadciągnęła słodycz. Nie za silna, ale jednak. Maślana i bardziej toffi-krówkowa niż karmelowa. Składała się na nią tłusta śmietanka i pewna mleczność, budujące przejście do drugiego nadzienia, które odzywało się szybko.

Robiło to dzięki słodko-kwaskawemu ananasowi. Nie było to mocne przeszycie, a lekkie ukłucie i fala soczystości, po czym i owoc wpisywał się w słodycz. Trochę równoważyła to kwaśniejsza mgiełka cytryny. Słodko-soczysta egzotyka od początku do końca mieszała się z mlecznym wątkiem, ale mniej więcej w połowie genialnie wymieszała się z migdałowo-chlebową nutą, zagłuszając maślaność. Początkowo ananas wydawał się bardziej świeży, gdy zaś odsłaniały się kawałki, na znaczeniu przybrał podsuszany.

Mniej więcej w połowie umocnił się chlebowo-migdałowo-orzechowy wątek; doszukałam się cynamonu i odrobinki soli. Jak nic poczułam wędzony posmak i niepewnie pomyślałam o wędlinie. Czekolada odlegle pobrzmiewała w tle, walcząc o paloność, z której karmel jakby zrezygnował na rzecz swej maślanej wersji. Przy tym jednak wyeksponowały się algi.

Zaczęłam wyłapywać dziwny, akcent, który najpierw określiłam jako słodko-pikantny i słonawy. Chwilami wydawał mi się "dziwnie znajomy i niesłodyczowy". Karmel epizodycznie pojawiał się wyraźnie, a przy nim nuta... goryczkowato-słodkich alg, One właśnie też wydawały się słonawe. Epizodycznie kojarzyły się z... karmelizowanymi skwarkami i chlebem z pestkami i ziołami. Coraz wyraźniej wyczuwalne bliżej końca.

Gdy zostawałam z kawałkami w ustach, czułam wyraźnie wodorosty, jakby solone migdały i suszono-palone, gorzkawe motywy, w które wbił się ananas.

Po wszystkim pozostał posmak słodko-algowy, podsycony ananasem, ale też słodycz maślano-krówkowa, łagodnie karmelowa, charakter palonego chleba, coś lekko roślinnego i po prostu czekoladowego, powaga ciemnej bez silnej gorzkości i specyficzny motyw ananasa - słodki, ale gryzący, z charakterkiem.

Tabliczka wyszła i smacznie, i dziwnie, i trochę odpychająco. Tłusta, nie taka przesłodzona, a jednak kontrastowo słodka i wytrawna jednocześnie. Gorzkość, migdały i palone nuty (w tym chleba) podobały mi się, ale ta mocna maślaność i dziwnie wytrawny posmak mniej. Ananas zaskakująco się w tym odnalazł (chyba żaden inny owoc tak by nie pasował), soczystość wyszła świetnie, a sam algowy posmak był intrygujący... Niestety jednak mieszał się z solą i wytrawnością. Trochę to podkreśliło migdały, ale wnosiło posmak, który jakby w tej kompozycji nie miał prawa się znaleźć. Już myślałam, że wariuję, jak moje myśli zawracały ku chlebowi z mięsem, ale gdy poczytałam o dulsce i zobaczyłam, że ludziom kojarzy się to z bekonem... Trochę mi ulżyło (swoją drogą, jako ciekawostkę nadmienię, że np. sałatka z łodyg glonów, czyli goma wakame czasami zajeżdża mi jakimś schabowym i zdarza się, że jak właśnie idzie w tym kierunku, to mi nie smakuje). Wyszło to dziwnie, a nie intrygująco jak np. Vosges z wołowiną (mleczna czy ciemna). Wciągało, wprawiając w dyskomfort.


 ocena: 7/10
kupiłam: biokredens.pl
cena: 16 zł
kaloryczność: 535 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: surowy cukier trzcinowy, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, migdały, koncentrat ananasowy, suszony ananas, syrop ryżowy, mleko, odtłuszczone mleko w proszku, karmelizowane mleko w proszku (odtłuszczone mleko w proszku, cukier), masło, płatki glonów dulse, koncentrat soku cytrynowego, pełne mleko w proszku, lecytyna sojowa, pełny cukier trzcinowy, sól, słodka serwatka w proszku, proszek cytrynowy (koncentrat soku cytrynowego, skrobia kukurydziana, cukier), sproszkowana wanilia, płatki róż, cynamon

niedziela, 16 lutego 2020

Zotter Labooko Single Schoko zum Weisswein / Chocolate for White Wines biała z karmelem, ananasem i papryką

Nie lubię białego wina, raczej nie lubię białej czekolady, ale w zakupowym szale, kiedy to zamówiłam prawie wszystkie nowości Zottera, i na tę się zdecydowałam (bo głupio spróbować tylko Labooko for Red Wines). Gramatura mała (bo to z linii pojedynczych Labooko), więc uznałam, że warto sprawdzić, jak też Zotter widzi białe wino w formie tabliczki. Jak tak zerknęłam, przywiodła mi na myśl Sauvignon Blanc (With Paprika And Pineapple) i Labooko Apple and Sea Buckthorn with Vanilla, ale i tak nie wiedziałam, czego się spodziewać.

Zotter Labooko Single Schoko zum Weisswein / Chocolate for White Wines to biała czekolada z wmieszaną czekoladą białą karmelową (30%), czekoladą białą ananasową (25%) i sproszkowaną papryką (0,4%).

Przy pierwszym wdechu aż nie wiedziałam, jak określić znajomy zapach, jaki poczułam. Po chwili zaskoczył zapieczony ser (na jakimś makaronowym daniu - może pomidorowym, z czymś podwędzanym?) i/ lub "sos słodko-kwaśny" (jako jakiś bliżej nieokreślony twór - co często robią jakieś "kurczak / cokolwiek w sosie..."), a więc dość wytrawny twór z mocno soczystą bazą. Ananasa czuć wyraźnie, chwilami zdecydowanie dominował. Otaczała go pewna ciężkość. Początkowo myślałam o wędzeniu / pieczeniu (bo sos?), ale po chwili ogarnęłam się, że to jednak maślaność. Dużo maślaności. Maślaności białej czekolady...? Bardzo słodkiej w gruncie rzeczy, od silnej wanilii. Jednocześnie wszystko to nie obeszło się bez pudrowego echa. Dziwny zapach, tu i ówdzie apetyczny, ale nie wiem, czy taki zachęcający.

W dotyku tabliczka koloru brzoskwiniowego wydawała się sucho-tłustym ulepkiem, ale już przy łamaniu trzaskała z racji twardości.
Czekolada potrzebowała dwóch-trzech sekund, by zacząć rozpływać się kremowo-tłusto. Wydawało się, że kolejne soczyste smugi jakby "opadają" niczym aksamitny materiał z coraz bardziej mięknącej masy. Była aksamitna, acz z drobinkami.

W trakcie robienia kęsa poczułam pudrowość i nutę soczystego, słodkiego ananasa, które splatały się ze sobą za sprawą wanilii. Już po chwili wanilia zalewała usta, narzucając wysoką słodycz...

...kompozycji mocno maślanej. Maślaność ta mieszała się z mlecznym, pełnym smakiem, który po chwili przywiódł mi na myśl skondensowane, bardzo słodkie karmelowe mleko z tubki. Silna, niemal podrapująca w gardle słodycz waniliowo-karmelowa zyskała dodatkową głębię dzięki cynamonowi, który szybko zaznaczył się w tle. Wszystko to było ciężkie i lekko przytłaczające.

Cynamon nadał charakteru, dzięki któremu karmel wyszedł bardziej palono-podwędzany. Mniej więcej w połowie czekolada dochodziła do smaku bardziej związanego z zapachem. Pełnotłuste nuty podszepnęły mi pieczony ser. Zaznaczyła się przy nim jednak też bardziej rześka, egzotyczna nuta. Powiązana ze słodyczą, lekko pudrowa i "cytrusowa na słodko". Po chwili zrobiła się wyraźnie ananasowa. Wprawdzie bez kwasku, ale zadowalająco soczysta. Ananas mniej więcej w połowie zdawał się być jedną z istotniejszych nut.

W tej soczystości, słodyczy i z nieco rozgrzewającym efektem cynamonu, ujawniała się lekka nuta papryki. Nie wiem dlaczego, pomyślałam o słodkich pomidorach.

W posmaku pozostał delikatny ananas słodki, acz  podkreślony bardziej cytrusowym kwaskiem, dużo maślaności i ogólna, karmelowa słodycz, dość ciężka. Słodycz trwała jakby obok, pozwalając ananasowi i papryce na zbliżenie na tłustym tle, co skojarzyło się z lekką cierpkością.

Muszę przyznać, że to udana tabliczka. Nie wiem, czy nawet nie ciekawsza i bardziej kojarząca się z białym winem niż wersja dla czerwonego. Połączenie smakowitej, ale nie przesadzonej wytrawności i naprawdę dobrej, białej czekolady dobrze wykonano. Maślaność nawet mnie nie raziła, bo zapewniała spójność. Jak dla mnie za słodko, a i mogła by być jeszcze bardziej ananasowa czy cierpkawa (jak wytrawne, a nie słodkie białe), ale... Myślę, że wielu zachwyci swą... błogością i miękkością, które były ciężkie w pozytywnym sensie.
Nie ukrywam, że mnie znudziła i w sumie już po większej połowie uznałam, że wolę zostać z miłym wspomnieniem, bo zamysł mi się podoba. Wykonanie też przednie (acz mam swoje "ale").
Myślałam, że może Mama skończy, ale spróbowała i stwierdziła, że mimo że jest zaskoczona, iż tak wyraźnie czuć ananasa, że bardzo dobra ("coś ci w nie nie pasuje?!" - do mnie), przyznała, że rzeczywiście jest w niej coś serowego, to jednak jej za mało słodka była (o, kosmosie!) i narzekała na wyczuwalną paprykę ("zupełnie niepotrzebna!" - z czym ja oczywiście się nie zgadzam).


ocena: 8/10
kupiłam: biokredens.pl
cena: 8 zł
kaloryczność: 589 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: tłuszcz kakaowy, surowy cukier trzcinowy, pełne mleko w proszku, karmelizowane mleko w proszku (odtłuszczone mleko w proszku, cukier), odtłuszczone mleko w proszku, suszony ananas, sproszkowana papryka, lecytyna sojowa, pełny cukier trzcinowy, sproszkowana wanilia, sól, proszek cytrynowy (skoncentrowany sok cytrynowy, skrobia kukurydziana, cukier), cynamon

piątek, 13 września 2019

Zotter G.Nuss.Tafel Cashew in Milchschokolade mleczna 40 % z nugatem z orzechów nerkowca i całymi nerkowcami oraz pieprzem

Uwielbiam, kocham wręcz orzechy, ale nie jestem typem osoby, która by je sobie ot tak chrupała. Czasem do jakiegoś obiadowego dania sobie dodam, ale żeby np. usiąść i chrupać orzechy to jakoś nie. Wyjątkiem są... nerkowce, do których długo byłam sceptyczna. Wydawały mi się za niewyraziste, tłusto-miękkie itd. Teraz jednak odkryłam, że w sumie w jedzeniu lubię takie delikatne (ktoś może by powiedział, że mdłe) smaki i właściwie to jedyne orzechy, które zdarza mi się chrupać np. oglądając coś. Rzadko, bo rzadko, ale jednak (w sumie są jeszcze włoskie / pekany i pistacje, ale te to już w ogóle rzadko, bo problematyczne w dobieraniu się do nich). W ogóle w orzechach nerkowca na dobre zakochałam się dopiero jakoś w 2017-18, więc w sumie niedawno, toteż gdy tylko zobaczyłam tę czekoladę, musiałam ją mieć. Czytając, czym jest, pomyślałam o Zotter Pineapple + Cashew i choć tamta była pyszna, liczyłam, że ta będzie jeszcze lepsza.


Zotter G.Nuss.Tafel Cashew in Milchschokolade / Whole Nuts Cashews in Milk Chocolate to mleczna czekolada o zawartości 40 % kakao nadziewana nugatem na bazie orzechów nerkowca (20%) i orzechami nerkowca (18%) z dodatkiem pieprzu Voatsiperifery i czekolady białej ananasowej.

Gdy tylko rozcięłam opakowanie, poczułam zaskakująco wyrazisty zapach orzechów nerkowca, osnutych nutką soli i szlachetnie gorzką czekoladą o wydźwięku palonej kawy. Mieszała się z orzechami za sprawą drzewnych i duszno-fistaszkowych nut. Wydźwięk był ciepły, choć nie zabrakło rześkiego mleka i lekkiej soczystości (do głowy przyszła mi "ananasowa kawa"). Po przełamaniu nasiliły się słonawe nerkowce, ale i mleczność, tym razem bardziej słodko-maślana.

Gruba, nie za duża tabliczka była kamiennie twarda. Trzaskała głośno i całościowo, bo nie tylko gruba (z jednej strony) warstwa czekolady taka była, ale również środek. To nie typowy (miękki) nugat czy nadzienie właśnie, a tabliczka Nougsus Nougat oblana dodatkową warstwą czekolady. Z tą różnicą, że Nougsusy są gładkie, a tu zatopiono całe sztuki orzechów.
W ustach obie części rozpływały się powoli i gładko. Ciemna mleczna idealnie kremowo-gładko, lekko tłusto. Pozostawiała nieco wodniste smugi, bez jakiegokolwiek zalepiania.
Środek zalepiał nieco bardziej, ale tylko trochę. Pozostawiał bowiem gęstsze, ale wciąż lekko wodniste (już bardziej soczyste?) smugi. Cechowała go wysoka i idealnie gładka tłustość. Rozpływał się bardzo powoli z racji tego, jak niecodziennie zbito-twardy (jak na "nadzienie") był. W zasadzie na sam koniec odsłaniał całe orzechy nerkowca, jak również ich połówki. Były lekko podprażone i cudownie świeżo-miękkie. W oczywisty sposób tłuste, że aż wilgotne i kremowe.
Całość odebrałam jako idealnie gładko-spójną.

W smaku czekolada przywitała mnie smakiem grillowanych orzechów (miksu), gorzkością palonej kawy i wręcz wytrawną cierpkością. Była minimalnie słodka również w palony sposób, trochę złagodzona maślaną nutką, ale w ciemno... powiedziałabym, że to delikatna ciemna, nie zaś mleczna czekolada.

Mlecznoczekoladowość nakręciło dopiero "nadzienie". Dołączyło do wierzchu poprzez słodycz, wzmacniając ją w kontekście słodkiego karmelu oraz właśnie orzechową maślaność. Skojarzyło mi się z rozgrzanymi słońcem drzewami. Maślano-mleczna fala przywiodła delikatne orzechy nerkowca, odrobinę podkręcone szczyptą soli.
Nagle wszystko zalało tsunami wanilii i cynamonu. Słodycz na dobre zmieszała się z rozgrzewającymi przyprawami, nadając całości cieplutko-uroczego klimatu. Karmel, wciąż palony, mieszał się z mlekiem i ogromem maślaności, co skojarzyło mi się wręcz z dobrą białą czy dokładniej karmelową czekoladą.

Ogrom słodyczy nie zabił jednak lekko podprażonych nerkowców. Wręcz przeciwnie. W pewnym momencie wyrazisty smak tych orzechów został cudownie wyniesiony na piedestał właśnie poprzez waniliowo-karmelowo-maślaną słodycz i... korzenną pikanterię. Cynamon obecny niemal od samego początku wydawał się coraz ostrzejszy. Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa wyraźnie poczułam ostrą goryczkę pieprzu, wydobywającą mleczno-ciemną czekoladę. W pewnym momencie słodycz wanilii i ostrość pieprzu wręcz zadrapały w gardle.

Pikanteria zwróciła moją uwagę na leciutką, egzotycznie rześką soczystość bliżej nieokreślonego owocu. Tchnęło to w kompozycję coś orzeźwiającego, cudownie przełamując słodycz / tłustość.

Orzechy nerkowca wyszły z tego obronną ręką, bo wszystko tylko je nakręcało... Ich naturalnie maślano-słodkawy smak w całym tym cieple bliżej końca obłędnie mieszał się z wanilią i wycofaną mlecznoczekoladowością. Podrasował je także wyraźny ostry pieprz i leciuteńka sól. Gdy pod koniec zabrałam się za rozgryzanie i wysysanie całych... Orzechy nerkowca - to był smak numer jeden. Definitywnie. Wyrazisty jak tylko to możliwe i boski, niczym nie zakłócony. Rozgryzane w trakcie "obok" też radziły sobie genialnie.

W posmaku pozostały orzechy nerkowca, ale też pieprzno-cynamonowo-waniliowa fuzja, silna słodycz i ogólną orzechowość. Trochę było w tym rześkości, trochę czekoladowości, ale przede wszystkim orzechy i zacna maślaność.

Całość zachwyciła mnie. To nie tylko moc orzechów nerkowca, ale także słodycz w najlepszym wydaniu. Szlachetna, bogata... tak cudownie waniliowo-karmelowa, podana na korzenny sposób w mleczno-maślanej toni, że po prostu cudowna. Pikanteria pieprzu nie była nachalna, a jednak dodała pazura. Ananasa na szczęście czuć w znikomym stopniu - więcej by nie pasowało, a taka ilość nadała tabliczce lekkości. Bardzo podobało mi się to, jak wyszła czekolada na wierzchu. Uwierzę nawet, że to błędy w tłumaczeniu, tak ciemnoczekoladowo smakowała (pewnie przez kontrast*).

Proporcje warstw, to jak jedno drugim oblano... Tu już można by się poczepiać, bo nierównomiernie, więc można by pomyśleć, że byle jak, ale... Ja to odebrałam raczej jako dające wiele możliwości. Normalnie, silna słodycz sama w sobie mnie nudzi, a tu... gdy miałam możliwość spróbowania różnych "wariantów", było świetnie. To w zasadzie nerkowcowa Nougsus, a więc czekolado-nugat, tabliczka oblana dodatkową warstwą czekolady z orzechami i pieprzem w środku. Hm, czuję, że o ile Nougsus mogłaby mnie znudzić, ta... była tym, czym nawet ja się z przyjemnością zasłodziłam.


ocena: 9/10
kupiłam: biokredens.pl
cena: 16 zł (za 65 g)
kaloryczność: 577 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: surowy cukier trzcinowy, orzechy nerkowca, tłuszcz kakaowy, miazga kakaowa, pełne mleko w proszku, karmelizowane mleko w proszku (odtłuszczone mleko w proszku, cukier), odtłuszczone mleko w proszku, suszone ananasy, słodka serwatka w proszku, pełny cukier trzcinowy, lecytyna sojowa, dziki pieprz, sól, sproszkowana wanilia, proszek cytrynowy (koncentrat soku cytrynowego, skrobia kukurydziana, cukier), cynamon

*Chyba, że w opisie po prostu coś pokręcono, bo nawet na oko wyglądała na jakąś "ciemnawą" i w dłuższym słownym opisie na stronie po angielski jest: "The bar is covered in exquisite dark chocolate.", mimo że w krótszym: "Milk Chocolate with cashew nougat...".