Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mount momami. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mount momami. Pokaż wszystkie posty

piątek, 9 września 2016

Mount momami / Exquisit mleczna z cynamonem i migdałami

Po obudzeniu się rano, drugiego dnia wyprawy, z zaskoczeniem spostrzegłam, że z okna widzę błękitne niebo i przyjmnie grzejące słoneczne promienie. Zapowiadało się przyjemnie, ale na nasze głowy zwaliło się multum problemów, bo okazało się, że I. musi wcześniej załatwić coś związanego z lotem, przez co został nam już tylko jeden dzień na góry. To z kolei, oprócz fali wściekłości i smutku, wywołało zmianę planów, bo postanowiłam dwa zaplanowane szlaki jakoś połączyć w jeden. Nie mogło tak być, że i tym razem moja stopa nie znalazłaby się na Starorobociańskim (na który nie doszłam przez burzę o czym pisałam przy mlecznej Bellarom z migdałami zjedzonej na Ornaku). Postanowiłyśmy wyruszyć ze schroniska Doliną Jarząbczą przez Trzydniowiański Wierch (1758 m), gdzie I. poczuła, że po prostu nie da rady iść. Co dalej? Szybka decyzja - ona na mnie poczeka, bo pogoda jest ładna, a panoramę Tatr widać jak na dłoni, a ja dalej pójdę sama. Tak też ruszyłam na Kończysty Wierch, z którego miałam cudowny widok na swój cel, na który już dawno się napaliłam - Starorobociański Wierch. "Jak nie z jednej strony, to zdobędę go z drugiej!" - rozkoszując się tym, jak powoli wyłaniał się z chmur, otworzyłam czekoladę.

Nie wiem, czy był to dobry wybór, bo znów trafiły się migdały (jak poprzednio), z tym, że... poprzednio nie udało mi się szczytu zdobyć. Na szczęście nie jestem przesądna.

Mount momami / Exquisit Freshly Scooped Chocolate with almond & cinnamon to mleczna czekolada z cynamonem i migdałami.

Gdy tylko rozerwałam folię, poczułam bogaty zapach cynamonu i mocno prażonych migdałów, otulonych słodką czekoladą z dużą ilością mleka. To jest zapach, który u mnie zawsze powoduje ślinotok, więc czym prędzej przełamałam czekoladę.
Okazała się dość twarda, a kiedy kawałek wylądował w ustach, zaczynała rozpuszczać się dość łatwo, w nieco tłustawy (ale pozytywnie) sposób. Nie była jednak gładka, bo językiem trafiałam na cały ogrom drobinek cynamonu i oczywiście migdały - swoją drogą nierównomiernie rozmieszczone.

Już od pierwszej chwili przywitała mnie silna słodycz i wyrazisty smak mleka. Było to mleko pełne i idealnie zgrywające się z subtelnym akcentem kakao, które mogłoby zaniknąć, gdyby nie zostało podkreślone przez cynamon. A tego to w tej czekoladzie jest... całe mnóstwo! Normalnie wysunął się na prowadzenie i prawie nie dopuszczał do głosu innych smaków. Znalazłam się w niebie! Ta słodka pikanteria to coś, co naprawdę przypasowało do konkretnego, chrupiącego dodatku, jakim były migdały.

Porządne, odpowiednio twarde i bardzo chrupiące miały prażony smak, który w pełni rozkręcał się dopiero (oczywiście) przy ich rozgryzaniu, ale był obecny praktycznie cały czas. Czekolada po prostu nim nasiąkła, co chyba dodatkowo świetnie zgrało się z cynamonem.

Ta spójność migdałów i cynamonu aż mnie zaskoczyła. Czekolada wydawała się tu jedynie dodatkiem, jak w przypadku migdałów w czekoladzie i cynamonie. Jako, że kiedyś jadłam je o wiele częściej (teraz jakoś prawie w ogóle), byłam zachwycona takim przypomnieniem sobie smaku.

Muszę jednak przyznać, że przy części bez migdałów zauważyłam, że czekolada jest aż za słodka, ale... przy tej ilości cynamonu, migdałów i w takich warunkach, kto by tam zwracał na to uwagę? Była pyszna i gdyby tylko tak było tam odrobinkę mniej cukru (np. na rzecz większej ilości kakao), bez wahania wystawiłabym dwucyfrową ocenę.


ocena: 9/10
kupiłam: Kaufland
cena: 5.99 zł (za 85 g)
kaloryczność: 575 kcal / 100 g
czy kupię znów: gdyby była np. w promocji to możliwe

Skład: cukier, prażone migdał (30%), tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, miazga kakaowa, cynamon mielony (0,5%), lecytyna sojowa, aromat
masa kakaowa: 34%

środa, 7 września 2016

Mount momami / Exquisit Duet Chocolate biała jogurtowa i owocowa z owocami leśnymi posypana czerwonymi porzeczkami i malinami

Po wzmocnieniu się Ragusą na Rakoniu, wreszcie ruszyłyśmy dalej. Nie widziałyśmy nic oprócz kamieni, po których szłyśmy i.... pięknych "kryształowych" roślinek po bokach. Woda osadziła się na nich w taki sposób, że wyglądały bajkowo, magicznie. Nie mogłam się nimi nacieszyć i tak sobie pomyślałam, że cóż... gdy człowiek nie ma możliwości napawać się pięknem majestatycznych widoków górskich, na szlaku zawsze coś sobie znajdzie. Choćby taki szczegół, który w innych warunkach mógłby być kompletnie pominięty. Nawet nie zauważyłyśmy, kiedy Wołowiec został przez nas zdobyty. "TO JUŻ?!" - usłyszałyśmy własne pytanie widząc kolejną uroczą słowacką tabliczkę. Zaczęłyśmy obchodzić ją dookoła szukając nazwy szczytu i w końcu znalazłyśmy - napis ledwo widoczny, wyryty w drewnie, zamiast na tabliczkach, tak, jak rozpisano kierunki. Tak, to było już. Zero widoków na panoramę, ale przynajmniej satysfakcja zdobycia i... możliwość sięgnięcia po kolejną czekoladę.

Mount momami / Exquisit Duet Chocolate white with yogurt & forest fruits to biała czekolada z jogurtem (1,6%) oraz owocami leśnymi w proszku (4%), posypana czerwonymi porzeczkami (1,4%) i kawałkami malin (0,9%).

Dlaczego wzięłam tę czekoladę? Bałam się, że będzie o wiele za słodka w normalnych warunkach, a w górach bardzo lubię przegryzać suszone / liofilizowane warzywa i owoce, więc pomyślałam, że dobrze wpasuje się w klimaty. W tym wypadku miała okazję nawet podkolorować nam ten mglisty dzień - popatrzcie tylko, jak ta tabliczka wygląda!

Gdy wyjęłam ją z folii oprócz nasycenia barw zaskoczył mnie jej silny, ale w pełni naturalny i smakowity, zapach. Przede wszystkim poczułam tu owoce leśne i świeże owoce czerwone: porzeczki, maliny z przewagą tych pierwszych. Dopiero potem coś słodko waniliowego i trochę jogurtowego.

Ugryzłam zaskakująco twardą tabliczkę, by już po chwili zaczęła się rozpuszczać w przyjemnie tłusty (znaczy się nie za mocno tłusty za sprawą składników mlecznych i tłuszczu kakaowego) sposób, w którym po chwili zaczęła ujawniać się proszkowość pochodząca najprawdopodobniej od owoców i jogurtu w proszku, a więc również całkiem pozytywna.

Zaczęłam od części, w której przeważała ta nakropkowana owocowa część.
Od razu zwróciłam uwagę na to, że zupełnie nie wydała mi się słodka. Pierwszym wyczuwalnym smakiem był raczej soczysty kwasek owoców, dopiero po chwili dołączyła do niego słodycz, jednak również owocowa. Słodycz typowa dla białej czekolady była hen daleko, daleko za jagodami i czarnymi porzeczkami, które najsilniej się tu odzywały, a ogólnie przyjemnie wychodziły z całego bukietu owoców leśnych. Maliny były tu podkręcane przez kawałki z pesteczkami, które tworzyły posypkę-kwasidło. Przyznaję, że ta część była bardzo orzeźwiająca.
Kiedy trafiałam na całą suszoną czerwoną porzeczkę, to już w ogóle... bo były one oczywiście kwaśno-słodkie, jędrne i soczyste, aż dziwne, że taki efekt mogą dać suszone owoce.

Potem zabrałam się za część głównie białą (były one tak złączone, że właściwie osobno prawie nie występowały). Tutaj od razu uderzyła mnie silna słodycz. Wyraźnie czułam tu wanilię, ale to i tak smak słodki. Trochę i jogurtowej nuty się doszukałam, ale pozbawionej charakterystycznego jogurtowego kwasku, przez co ta część kojarzyła mi się z przesłodzonym waniliowym serkiem homogenizowanym.
W połączeniu z posypką na szczęście nie było mdląco słodko, a podczas jedzenia całej czekolady w ogóle fajnie się ta słodycz przeplatała z kwaskiem owoców. Dzięki właśnie dużej ilości owoców, czekolada mimo wszystko nie sprawiała wrażenia za słodkiej. Owszem, była słodka, ale to o dziwo nieprzesłodzona biała tabliczka o soczystym charakterze.

Bardzo żałuję tylko, że nie była bardziej jogurtowa, więc po prostu muszę odjąć za to punkt...


ocena: 8/10
kupiłam: Kaufland
cena: 6.99 zł (za 90 g)
kaloryczność: 536 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: cukier, tłuszcz kakaowy (28 %), pełne mleko w proszku, owoce leśne w proszku (syrop glukozowy, puree malinowe, puree z jeżyn, koncentrat soku z czarnej porzeczki, koncentrat soku z czarnych jagód), jogurt z mleka w proszku odtłuszczonego, czerwone porzeczki, kawałki malin, lecytyna sojowa, naturalny aromat, olejek cytrynowy

piątek, 22 lipca 2016

Mount momami / Exquisit Duet Chocolate mleczna z pastą z orzechów laskowych, kawałkami ciasteczek maślanych i cynamonem oraz biała z makiem, posypane krokantem z orzechów laskowych

O Świnicy wspomniałam juz przy Dolfinie. Tak jak myślałam, nie było łatwo, zwłaszcza gdy złapał mnie grad, a rękawiczki przemokły kompletnie... Sama nie wiem, czy ciężkie łańcuchy mi pomagały czy przeszkadzały, w końcu jednak dotarłam na szczyt, a tam... Zerowa widoczność. Cóż, czasem wchodzi się gdzieś dla satysfakcji, nie dla widoków. Chociaż, gdy tylko wyjęłam czekoladę, to i chmury zaczęły się trochę rozchodzić, jednak analogicznie robiło mi się coraz chłodniej. Fakt, byłam mimo wszystko dość rozgrzana, więc oczywiście nie narzekam - wszak gdyby przypiekło słońce, pewnie bym tam nie usiedziała. Jednego jestem pewna: udało mi się, mimo niewygodnego podejścia i byłam z siebie dumna.
Mimo zimna musiałam ten szczyt jakoś uczcić i otworzyć sobie coś do chrupania na drogę powrotną, w końcu czekał mnie jeszcze spacerek do Kuźnic przez Dolinę Jaworzynkę.

Mount momami / Exquisit Duet Chocolate milk & white with hazelnut & poppy to czekolada mleczna z pastą z orzechów laskowych (3,3%), kawałkami ciasteczek maślanych (5,7%) i cynamonem oraz biała z makiem (3%), posypane krokantem z orzechów laskowych (3,3%).

Z tej serii jadłam już Mount momami / Exquisit mleczna i biała z kawałkami ciasteczek i przypraw korzennych oraz krokantem migdałowym i muszę przyznać, że była naprawdę dobra, toteż na tę nastawiłam się naprawdę pozytywnie.

Po otwarciu opakowania poczułam bardzo słodki, ciepły zapach. Mocno zaznaczony cynamon na śmietankowo-orzechowym, prażonym tle. Przy drugim wdechu poczułam coś, co już w ogóle wprawiło mnie w dobry nastrój: mak - i to w o wiele smakowitszej formie niż np. w przypadku Folkowych Mecyji od Corteza. 

Połamałam dość tłustawą w dotyku tabliczkę, a ta okazała się całkiem twarda. Posypka nie odskoczyła, pozostała lekko wtopiona. Podział czekolady na mleczną i białą jest dość ciekawy, bo właściwie mało jest miejsca, gdzie jest tylko mleczna, albo tylko biała. Raczej nakładają się na siebie (będę oceniać jako całość).

Całość jest dość tłusta, rozpuszcza się kremowo, mimo że jest pełna drobinek (maku, ciasteczek i cynamonu). Część biała jest chyba bardziej maślana, a mleczna bardziej proszkowa, jakby minimalnie oporna - czuć, że dodano miazgę z orzechów.

Najpierw spróbowałam samą białą. Okazała się bardzo słodka, ale równie mocno śmietankowa. Nie waliła cukrem, czuć było wanilię, ale i tak nie obraziłabym się, gdyby była mniej słodka, chociaż tutaj ogromną rolę odgrywa mak, bo świetnie wgryza się między słodycz i śmietankę takim wyrazistym, jakby wzmocnionym przez prażenie smakiem. Jest go bardzo dużo i przyjemnie strzela pod naciskiem zębów.

Część mleczno-orzechowa jest nieco mniej słodka, sprawia wrażenie bardzo korzennej dzięki sporej ilości cynamonu i chrupiących, chrzęszczących drobinek przemielonych ciasteczek maślanych, które razem z cynamonem, kojarzyły się z ciasteczkami korzennymi. Wraz z orzechowym motywem świetnie zaznaczyły sugestię kakao. Orzechy wnosiły dodatkowo "ocieplający" prażony motyw, który nasilał się znacznie przy kawałkach krokantu z orzechów laskowych. Lekko karmelowe kawałki, prażone ale nie czuć w nich mocnego palenia (kwasku, soli itp.), także były lekko słodkie. 

Przegryzając się przez całość, otrzymałam naprawdę cudownie korzenną kompozycję. Śmietanka cudnie przypasowała do orzechowo-prażonej części, może tylko niepotrzebnie jeszcze ją dosłodziła. Ciasteczka, cynamon wraz z makiem przejęły nad wszystkim dowodzenie, mimo silnej słodyczy, nie zostały zakłócone.
Wtopione dodatki sprawiają, że jest to bardziej czekolada do chrupania, aniżeli do powolnego rozpuszczania się w ustach.

Czekolada bardzo mi smakowała, mimo że okazała się trochę za słodka. Wolę ją od wspomnianej z migdałowym krokantem z racji dodatku maku. Uważam, że zdecydowanie jest tu głównym bohaterem, co mnie kupiło w ogromnym stopniu.


ocena: 8.5/10
kupiłam: Kaufland
cena: 6.99 zł (za 90 g)
kaloryczność: 489 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: cukier, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, pasta z orzechów laskowych 5,7%, krokant z orzechów laskowych 3,3% (prażone kawałki orzechów laskowych, cukier), miazga kakaowa, laktoza, mąka pszenna, mak 2%, masło, cynamon, lecytyna sojowa, miód, sól
masa kakaowa w mlecznej czekoladzie min. 32%; w białej czekoladzie min. 28%

środa, 30 marca 2016

Mount momami Edel-Zartbitter Blutorange ciemna 56 % z pomarańczą

Kilka dni po degustacji Menakao 80 % wciąż chciałam więcej takich soczystych smaków, jednak kolejna tabliczka tej marki musiała w dalszym ciągu swoje odczekać (chciałam ją porównać z innymi setkami, więc musi to być zgrane w czasie). W tygodniu postanowiłam sięgnąć po mały substytut grejpfrutowo-pomarańczowej fuzji z Madagaskaru, mimo że zawartość kakao na starcie wywołała u mnie nastawienie w stylu "meeh, bo ja wieem?"... 

Mount momami Edel-Zartbitter Blutorange to ciemna czekolada, o zawartości 56 % kakao, z pomarańczą w postaci suszonych i zmielonych kawałków, jednolicie wtopionych w czekoladę.
Kupując ją, myślałam, że sięgam po czekoladę z grejpfrutem, ale jak widać się pomyliłam.

Zamiast standardowej tabliczki mamy trójkąt, co w sumie jest dość ciekawym rozwiązaniem i na pewno lepszym, niż trójkątny baton (jak np. w przypadku Toblerone).

Kiedy otworzyłam niewygodne opakowanie, wyjęłam naprawdę bardzo ładną tabliczkę. Miala ciemny, porządny kolor z lekkim połyskiem. Sprawiała wrażenie bardzo tłustej, odkąd tylko wzięłam ją do rąk.
Miała bardzo silny, lecz zrównoważony, zapach. Pierwsza docierała siła pomarańczy: połączenie naturalnego soczystego owocu, ale także zapachu typowego dla sztucznawych pomarańczowych galaretek. Pod tym była czekolada: niezbyt złożona, porządna deserówka. Łatwo na węch zgadnąć zawartość kakao.
Połamałam: była dość twarda, ale bez przesadnych umileń jakimi byłyby głośne trzaski.

Wgryzłam się w grubą, trójkątną kostkę.
Miałam dziwne wrażenie, jakby zapach pomarańczowych galaretek nagle znalazł się w moich ustach i połączył się ze smakami dokładnie odpowiadającymi zapachom.
Czekolada okazała się nadzwyczaj wyważona. Jest gorzka i równocześnie słodka. Smaki te są w jak najbardziej przystępnych proporcjach, nie jest to przesłodzony deserowy Lindt. Słodycz uładza goryczkę, która jest... bardzo przyjazna, lekka, ale wyraźna. Myślę, że posmakuje wszystkim, którzy szukają w czekoladzie takich właśnie delikatnych, nieprzesłodzonych smaków, ale unikają wyższej zawartości.
Dla mnie ta czekolada wydała się bardzo... płaska. Słodko-cytrusowy smak był wyrazisty i w dużej mierze naturalny, chociaż był i posmak olejku.
Przez swoją strukturę, czyli dodanie zmielonych pomarańczy zamiast pomarańczowych kawałków, czekolada sprawiała wrażenie, jakby chciała podrobić takie pomarańczowe nuty z czekolad o dużej zawartości kakao, co wyszło w sumie całkiem nieźle. Trochę orzeźwiająco i prawie soczyście.
Dlaczego prawie? Wydała mi się za słodka oraz za tłusta.
Nie dość, że czuło się za bardzo maślany posmak (czasem pasuje mi on w mlecznych, albo białych czekoladach, ale nie ciemnych), to jeszcze czekolada była tłusta. Może minimalnie mniej, niż deserowy Lindt, ale jednak.
Rozpuszczała się raczej gładko-maślanie, powoli.

Czekolada jest w porządku, zrównoważona o przyjemnej pomarańczowej nucie.
Olejek najbardziej mi tu przeszkadzał, wolałabym większą zawartość kakao i mniejszą tłustość. 


ocena: 7/10
kupiłam: nie pamiętam, ale chyba w Carrefourze
cena: nie pamiętam
kaloryczność: 553 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: miazga kakaowa, cukier, tłuszcz kakaowy, suszone i mielone kawałki pomarańczy (koncentrat soku pomarańczowego, kawałki pomarańczy), lecytyna sojowa, olejek pomarańczowy 0,5%

niedziela, 7 lutego 2016

Mount momami / Exquisit Duet Chocolate mleczna i biała z kawałkami ciasteczek i przypraw korzennych oraz krokantem migdałowym

Jakiś czas temu, przed świętami, w Kauflandzie pojawiły się czekolady o dość badziewnych opakowaniach, ale za to o ładnym wyglądzie, który możemy podejrzeć przez okienka. Pisałam już o kawowej tabliczce tej serii, jednak tamtą zakupiłam przy okazji innego zamówienia na Allegro (prawdopodobnie nie jest dostępna w Polsce), a na blogu Sex, Coffee & Chocolate mogliśmy przeczytać o czekoladzie z makiem, pastą orzechową i cynamonem, co mnie osobiście zmotywowało do wybrania się do tego marketu i zakupienia kilku różnych smaków.
Najprawdopodobniej są to czekolady Mount momami - z Basią jesteśmy co do tego zgodne - więc są to pewniaki, a nie jakieś "byle co".
Postanowiłam zacząć od innej tabliczki niż Basia, głównie dlatego, żebyśmy jeszcze mogli się namyślić, pójść i kupić. ;)

Exquisit Duet Chocolate milk & white with spiced buscuits to czekolada mleczna i biała (34%) z kawałkami ciasteczek korzennych (15%) i przyprawami korzennymi (1,1%), posypane krokantem migdałowym (3,3%).

Otworzyłam kartonik i zobaczyłam tabliczkę o nieregularnym kształcie w złotym.plastiku. Trochę posypki ulokowano mniej więcej po całości.
Rozerwałam folię i poczułam zapach bardzo słodki i przyjemny. Było w nim wiele mleka i cynamonu. Kiedy zbliżyłam czekoladę do nosa, wyłapałam także akcent kakao (od mlecznej czekolady) i prażonych migdałów.

Przełamałam, do czego musiałam użyć trochę siły, ale trzasku nie usłyszałam. Nie zaczęła się topić, kawałki migdałów nie posypały się, ani nic takiego - w kwestii konsystencji na razie jest bardzo dobrze.

Biała i mleczna czekolada są tak złączone, że rozdzielenie ich praktycznie graniczy z cudem. Jest jednak kilka fragmentów, gdzie jest tylko mleczna albo tylko biała.

Ugryzłam kawałek samej mlecznej. Od razu poczułam dość silną słodycz, ale także bardzo silny smak pełnego i naturalnego mleka. Czułam też jego tłustość, która była na naprawdę dobrym poziomie. Wyczulam także nieśmiałą nutkę kakao i... cały ogrom przypraw.
Czekolada była proszkowa, wręcz z chropowata, ale nie było to spowodowane kiepskim składnikami, a ogromną ilością przed chwilą wspomnianych przypraw korzennych i kawałków korzennych ciasteczek, które okazały się... przemielone prawie na pył.
Były one bardzo słodkie, przy czym zachowały charakterystyczny "ciasteczkowy" smak. Korzenne przyprawy, głównie cynamon, dodawały lekkiej rozgrzewającej pikanterii.

Gdy trafiłam na kawałki migdałów, czułam ich silnie prażony smak, raz i drugi trafiłam nawet na gorzkość wywołaną przez zbyt długie podawanie obróbce, co ja powitałam z aprobatą.

Oprócz tego, przy każdym kawałku była też lekko karmelowa słodycz, przy której smak czasem trącał o sól.

Biała cześć była jeszcze słodsza (czułam tu nutkę wanilii) i bardziej maślana. Oprócz ogromnej ilości dodatków właściwie przypominała tą świąteczną Mount momami. 
Wydała mi się już nieco mdląca, zwłaszcza gdy spróbowałam fragmentu samej białej. Migdały polepszały jej odbiór, ale tylko wtedy, gdy akurat było więcej posypki.

Największe wrażenie wszystko robiło, o dziwo, w połączeniu. Odrobina kakao i wanilii, duża ilość mleka i silna, lecz wciąż jeszcze przyjemna, słodycz świetnie współgrały ze smakiem słodkich ciastek korzennych, ciepłem cynamonu i chrupiącym dodatkiem krokantu.


ocena: 8/10
kupiłam: Kaufland
cena: 6.99 zł
kaloryczność: 527 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

środa, 16 grudnia 2015

momami creation mleczna z migdałami w cynamonie i biała ze skórką pomarańczową i krokantem z orzechów laskowych

Jakiś czas temu udało mi się w Biedronce dorwać czekolady dość ciekawej marki po śmiesznie niskiej cenie. Jedną z nich była świąteczna tabliczka z ciemną i białą czekoladą, z której czekolada ciemna z migdałami z przyprawami do piernika zachwyciła mnie bez dwóch zdań. Jako, że to były już dwie ostatnie sztuki, nie myśląc zbyt długo, wzięłam także drugą, niewiele różniącą się od tamtej. Obie momami creation stworzyła oczywiście firma Mount momami, ale nie widziałam ich nigdzie indziej niż w Biedronce.

Momami Creation Vollmilch Chocolade mit Zimtmandel & Weisse Chocolade mit Orange-Haselnusskrokant to dwa rodzaje czekolad z posypką w kształcie rombów, podzielone równo po trzy: mleczna ze słupkami migdałów w cynamonie i biała ze skórką pomarańczową i krokantem z orzechów laskowych.

Postanowiłam zacząć od białej, bo nie różni się ona zbytnio od poprzednio próbowanej wersji. Tutaj tylko migdały zastąpiono orzechem laskowym, toteż za dużo rozpisywać się o niej nie będę.

Zapach białej części jest słodko-śmietankowy z akcentem mleka w proszku, który jednak nieźle się w resztę wkomponował. Niezaprzeczalnie czuć skórkę pomarańczy.
Biała czekolada jest tradycyjnie bardzo słodka i tłusta, ale w kontekście maślanym oraz pełno mlecznym, wręcz śmietankowym.  Ogólnie śmietanka nie jest zachwiana przez cukier, chociaż po dwóch z trzech kawałków już miałam dość - zrobiło się za słodko. Może nie cukrowo, ale osoby nie tolerujące zbyt dużej słodyczy mogą mieć z tym problem. Na kawałku, którego nie skończyłam posypki było o wiele za mało, więc założę się, że stłumiła by ją słodycz.
W kawałkach, gdzie jej nie poskąpiono, była świetnie wyczuwalna, wybijała się przez słodycz (chociaż ta swoje i tak robiła) pomarańczową goryczką. Właściwie całość lekko nią przesiąkła, ale naprawdę intensywna była przy rozgryzaniu miękkawych skórek pomarańczy. Krokant z orzechów laskowych był już o wiele delikatniejszy w smaku, ale miał takie słodko-przypalone nuty z odrobiną słodyczy. Orzechowości nie zabrakło, ale był to jedynie akcent. Za to chrupało jak należy!


Mleczne kawałki pachną oczywiście jak mleczna czekolada, wzbogacona o sporą ilość cynamonu. Kiedy więc umieściłam kawałek w ustach, nie była zaskoczona, kiedy to cynamon poczułam.
Następnie lekko maślana czekolada zaczęła się rozpuszczać uwalniając smak czysto mleczny z elementem, albo raczej sugestią, kakao. Całkiem szybko nadciągnęła także słodycz, ale mówimy tu o tej jak najbardziej do zniesienia. Cynamon był obecny przez cały czas, chociaż ewidentnie najwięcej go było przy migdałach. Te są ewidentnie podprażone, ale nie było w nich nic przesadnie ordynarnego czy palonego. Odebrałam je jako delikatne w smaku... może coś w stylu "bazy pod cynamon". Przynajmniej ta rewelacyjna przyprawa miała pełne pole do popisu, po połączeniu ze słodkim mlekiem i odrobinką kakao.
Może nie była to czekolada tak pyszna, jak ciemna piernikowa, ale na pewno bardzo dobra mleczna z dużą ilością cynamonu.


ocena: biała: 8/10; mleczna: 9/10
kupiłam: Biedronka
cena: 1.49 zł (90g)
kaloryczność: 545 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: cukier, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, słodkie migdały 6 %, miazga kakaowa, orzechy laskowe 2 %, skórka pomarańczowa, syrop glukozowo-fruktozowy, cynamon 0,5 %, lecytyna sojowa, substancja glazurująca: guma arabska, regulator kwasowości: kwas cytrynowy
masa kakaowa: 34 %
masa mleczna: 28 %

czwartek, 3 grudnia 2015

Exquisit mleczna z nadzieniem kawowym mokka i ziarnami kawy

Jakiś czas temu zamawiając świąteczne Lindt'y na allegro doszłam do wniosku, że na tak małą przesyłkę to aż szkoda pieniędzy. Normalny człowiek pewnie zrezygnowałby z zakupu, ale ja... ja wolałam przejrzeć ofertę sprzedającego i wybrać coś jeszcze, by w jakimś tam sensie wyszło ekonomiczniej. Nie było tam porażających ciekawostek, ale znalazły się dwie czekolady, które wydały mi się "ot mogą być". Znalazła się w tej parze jedna kawowa z racji tego, że coś mało kawowych tabliczek w czekoladowych zbiorach mi się zrobiło. Paczka przyszła, w między czasie przyszły Zottery i Domori, a ta czekolada zaczęła mi się kojarzyć z plastikowym pseudo-ekskluzywnym wyrobem, który chciałam mieć już za sobą (czyli spróbować może ze dwie kostki, a resztę oddać).

Exquisit Schweizer Milchschokolade Moccafullung & Kaffeebohnen to czekolada mleczna (o nieco podwyższonej zawartości kakao równiej 34%) z nadzieniem "mokka" i ziarnami kawy. 
Obstawiam, że producentem jest albo Swiss Chocolate (np. marka Frey), albo Mount Momami. Na pewno jednak wyprodukowane dla Kauflandu.

Widząc logo Kauflandu tylko utwierdziłam się w przekonaniu, że to nie będzie nic miłego.
Postanowiłam otworzyć ją pewnego ponurego dnia, w którym wszystko mnie irytowało i pomyślałam, że jak już i tak jest zepsuty, to niech taki do końca będzie.

Otworzyłam sreberko, wstrzymując oddech, bo zobaczyłam czekoladę wyglądająco paskudnie tanio, ale o przynajmniej przyzwoicie brązowym kolorze. Przełamałam - była miękka, ale przynajmniej nie rwąca się. Wreszcie musiałam zacząć oddychać. Zapach był... zdumiewająco naturalnie intensywny. Poczułam się, jakbym siedziała w kawiarni, gdzie tylko co zmielono ogromną ilość kawy, a przy mnie stała kawa z ogromną ilością gorącego mleka. Muszę podkreślić, że była to woń ziaren kawy, a nie aromatu czy kawy rozpuszczalnej.

Spojrzałam na czekoladę pod innym kątem i włożyłam kostkę do ust. Niemal natychmiast zaczęła się rozpuszczać. Zrobiło się tłusto i przyjemnie, bo wszystko bazowało na mleku i maśle. Czekolada dała minimalnie zaklejająco-bagnisty efekt.
Oczywiście od samego początku było bardzo słodko, ale równie mocno czułam mleko. Świeże i pełne, a nie jakieś w proszku czy coś. Wyraziste mleko kryło w sobie także akcent kakao. Może nie goryczkę, ale przyjemny delikatny akcent.
Ogólnie sama czekolada byłaby dla mnie za słodka, ale okazała się być solidnie nadziana.

A co w środku? Krem i to jeszcze tłustszy niż czekolada. Robi się coraz gorzej? Nieprawda! Teraz zrobiło się po prostu maślano-orzechowo, nie zaś maślano-mlecznie. Krem był gładszy od wierzchniej warstwy, równie słodki i... czekoladowo-orzechowy. Orzechy laskowe niby nie przeprowadziły tu rewolucji, ale zasugerowały co nieco. Krem był porównywalny do tego ze świątecznego mlecznego Lindt'a (u mnie na blogu już niedługo, ale postanowiłam wrzucić najpierw tę recenzję, bo może jeszcze upolujecie te czekolady), z tym że tu zamiast korzennych przypraw znalazłam całkiem przyzwoitą ilość... kawy. Nie żeby zaraz gorycz, ale miły posmak. To w końcu czekolada z nadzieniem mocca, a to nic innego jak kawa z mlekiem i czekoladą, czyli nie musi być bardzo kawowo.

Wciąż nie brzmi najlepiej? W środku każdej kostki kryło się przynajmniej jedno ziarenko kawy. Całe i chrupiące, niesamowicie dodające gorzkości tejże czekoladzie. Ziarnia jeszcze bardziej wydobywały kawową nutkę z kremu i podkreślały smak mleka.

Właśnie te całe ziarna kawy, w połączeniu z bardzo mleczną czekoladą i smacznym kremem o lekkim posmaku orzechów laskowych kupiły mnie w zupełności. Nie dość, że skutecznie zrównoważyły słodycz (ba, one ją prawie zabijały), to jeszcze urozmaiciły konsystencję.

Jak skończyła się przygoda z tą czekoladą? Zjadłam prawie całą sama, a mamie dałam jedynie kostkę sugerując wybranie się do Kauflandu i przeszukanie działu z czekoladami, bo to w tym sklepie się one pojawiły.
To największe czekoladowe zaskoczenie z ostatnich miesięcy, ale... fakt, że już po zjedzeniu dowiedziałam się, że producentem tej czekolady może być Mount momami, już mnie tak nie zdziwił. Sama bym na to nie wpadła, to zasugerowała Basia, ale teraz (jestem już po zjedzeniu drugiej czekolady), jestem tego w 100 %-ach pewna. Powiem jeszcze, że potem kupiłam pięć różnych tabliczek.


ocena: 9/10
kupiłam: allegro
cena: około 8 zł (?)
kaloryczność: 565 kcal / 100 g
czy znów kupię: gdybym znalazła w Kauflandzie, to bym się zastanowiła

Skład: cukier, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, masa kakaowa (min. 34%), miazga z orzechów laskowych, olej kokosowy, ziarna prażonej kawy (2%), mielona kawa (1,6%), olej słonecznikowy, odtłuszczone mleko w proszku, kakao w proszku, lecytyna sojowa, cukier karmelowy (?), naturalne aromaty

środa, 18 listopada 2015

Mount momami ciemna z marcepanem z czerwonym winem

Pamiętacie dziwnie wyglądającą białą czekoladę z wanilią, solą i migdałami Mount momami? Ja pamiętam ją aż za dobrze! Nie sposób o niej zapomnieć, to była czekolada doskonała, którą zapewne będę wspominać jeszcze długo. Samo opakowanie kupiło mnie zupełnie. Jednoznacznie kojarzy mi się z książką, a trzeba Wam wiedzieć, że nie wyobrażam sobie wolnego dnia bez książki. W dniu, gdy zamówiłam tę czekoladę, bez namysłu kupiłam jeszcze drugą, niemal zupełnie inną. Ta wydawała się już odrobinę zwyklejsza, choć też ciekawa. Czekolad z winem nie spotyka się zbyt często, jedyną, jaką jadłam jest chyba Zotter z kadzidłem i winem mszalnym, a z marcepanem... na polskim rynku też pospolite nie są (przynajmniej u mnie w mieście), co z kolei powoduje, że dla mnie, fanki marcepanu, jego dodatek od razu gwarantuje czekoladzie sukces. 

Mount momami frischgeschopft Zartbitter Schokolade mit Rotweinmarzipan, czekolada ciemna (z 56%-ową zawartością kakao) z marcepanem z czerwonym winem, którego to kostki zatopione w czekoladę stanowią jej 30 %. 85 g czekoladowego "kształtu" wydawało mi się bardzo kuszące, bo nawet po wyjęciu ze złotka, wyglądało dość... ekskluzywniej, niż wersja biała. 

Powąchałam i poczułam smakowity zapach kakao, przeplatający się ze słodkawą kwaskowatością, która była nieco winna... Tu zaczęłam się zastanawiać, czy to od wina, czy może to czekolada jest kakaowa, właśnie z nutą wina (w ciemnych to się zdarza i jest przeze mnie wręcz pożądane). Byłabym w niebie, gdyby było to jedno i drugie. Dodatkowo, bez problemu, wychwyciłam też zapach, typowy dla marcepanu.

Ułamałam kawałek. Czekolada nie jest tak cienka, na jaką wygląda, a co za tym idzie - jest twardsza, niż myślałam. Najpierw spróbowałam samą czekoladę, bardzo ciemnego koloru.

Od samego początku uraczyła mnie lekka goryczka, kakaowa głębia. Nie był to może Rów Mariański kakaowej głębi, ale kakao miało porządny, czysty smak. Słodycz dobrze się wkomponowała, trącała o minimalnie waniliową nutkę.
Była znacznie słabsza, niż w deserowych Lindt'ach, co przyjęłam z aprobatą. W ogóle, jak już jesteśmy przy tym porównaniu, to ta czekolada smakowała mi bardziej, niż deserówki Lindt'a. Cierpkość stała na pierwszym miejscu, ani ona, ani słodycz nie zamulała, wszystko było jak należy.

Konsystencja była przystępna, bo lekko zaklejająco-tłustawa (w sposób, jaki daje masło kakaowe), ale nie pojawiła się tu żadna ogromna czekoladowa fala, a dozowanie z umiarem.

Kawałki marcepanu zostały rozmieszczone nierównomiernie, a i tak dużo ich nie było. Miały cudowny, fioletowy kolor (za sprawą wina). Za wygląd dostałyby maksymalną ocenę. A za smak? Były bardzo słodkie, wilgotne i lekko gumowate, mimo, że czuło się marcepanową, aczkolwiek jakby rzadką, strukturę. Smak migdałów, jakby z alkoholową nutą (typowy dla marcepanu), był dobry, jak to marcepan. Czy koncentrat z wina coś wniósł? Dodało mu lekko ciężko-owocowej (takiej jakby winnej) nuty, ale zasadniczo smaku wina samego w sobie, nie wyczułam.
Myślałam, że to będzie podwójnie alkoholowy marcepan... niestety... był to marcepan z owocowym akcentem, co już mi tak średnio pasowało do wizji idealnego marcepanu.
W towarzystwie czekolady, czuć tu głównie słodycz, owocowość i migdałowo-marcepanowy akcent (dokładnie w tej kolejności).

Ogólnie czekolada jest smaczna, ale już do dodatku mam pewne zastrzeżenia. Marcepan mógłby być mniej słodki, a bardziej alkoholowo-winny. Smak wina był jakby pominięty. Przy takiej ilości tego dodatku w stosunku do czekolady, z cukrem na pierwszym miejscu w składzie marcepanu, smak był przygaszony.
Niemniej jednak czekolada była dobra, choć nie wywarła na mnie aż tak ogromnego wrażenia, jak biała.


ocena: 8/10
kupiłam: maan-premium.sklep.pl
cena: 10.69 zł (za 85 g)
kaloryczność: 526 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: ciemna czekolada (masa kakaowa, cukier, masło kakaowe, lecytyna sojowa), marcepan z czerwonym winem (cukier, migdały, woda, sorbitol, inwertowany syrop cukrowy, syrop glukozowy, naturalny aromat, koncentrat z wina czerwonego)

niedziela, 28 czerwca 2015

momami creation ciemna z piernikiem migdałowym i biała ze skórką pomarańczową i prażonymi migdałami

Mount momami to niemiecka firmą, z którą miałam już styczność, raz bardzo dawno temu z trójkątną tabliczką, a raz z białą z solonymi migdałami i wanilią. O tyle, o ile tej pierwszej nie pamiętam zbyt dobrze, tak co do tej drugiej snuję plany licznych powrotów. Od dawna ubolewam, że ich czekolady nie są łatwo dostępne. Owszem, w niektórych marketach można je dorwać, ale wybór jest naprawdę ubogi. 

W okolicach świąt pojawiły się w tym roku w Biedronce, jednak jakoś nie było mi po drodze do tego sklepu, a później nie mogłam ich nigdzie znaleźć. "Trudno" - pomyślałam, stojąc ostatnio w Biedronce, kiedy moje zakupy już leżały na taśmie. Wtedy obojętnie rzuciłam okiem w kierunku rzeczy przecenionych i wytrzeszczyłam oczy. 

Dwie, wielkie kwadratowe opakowania (ale sama czekolada ma tylko 90 g): czerwone i białe po 1.49 zł każde. Pobiegłam po nie natychmiast i tak oto stałam się posiadaczką dwóch ciekawych czekolad Creation firmy momami (dawniej Mount momami).

O wiele bardziej atrakcyjna wydała mi się wersja "czerwona", czyli momami Creation Zartbitter Chocolade mit Lebkuchenmandel & Weisse Chocolade mit Orange-Gebrannte Mandel, czyli "czekolada ciemna z piernikiem migdałowym (56 % zawartości masy kakaowej) i biała ze skórkami pomarańczy i migdałami (28% zawartości kakao)".  Opakowanie było nieco zmasakrowane, a czekolada połamana tak, że do zdjęć musiałam ułożyć ją trochę tak, jak puzzle, ale wynagrodził mi to zapach, towarzyszący już otwieraniu. Silny zapach pierniczków w czekoladzie z silną cynamonową nutką. Sam zapach był cudowny!










Logicznie zaczęłam próbowanie od części białej (najlepsze, jak przypuszczałam, postanowiłam zostawić na koniec). Kawałki prażonych migdałów i skórek pomarańczy były nierównomiernie rozłożone. Miałam wrażenie, jakby ktoś po prostu pożałował dodatków, ale koniec końców i tak ugryzłam kawałek, a zbliżając go do twarzy już czułam, że mam do czynienia z dobrą białą czekoladą. Zapach był bowiem słodko-mleczny i lekko pomarańczowy, czyli po prostu przyjemny. 
Czekolada zaczęła rozpuszczać się powoli, jak na białą czekoladę. Działo się to w sposób kremowy i minimalnie proszkowaty. Mleczna słodycz była silna, jednak nie przesłodzona. Głównie czułam śmietankową mleczność, słodką i smaczną. Owszem, jak to biała czekolada, zasładzała w szybkim tempie, jednak nie było tu niczego obrzydliwie cukrowego. Odebrałam ją jako lekką, ze względu na tłustawość w minimalnym i pozytywnym, mlecznym, stopniu.
Bogactwo smaków dodatków skutecznie łamało słodycz, pomimo, że nie było ich tak dużo, jakby chciała. Świetnie wyprażone migdałowe cząstki chrupały i dodawały czekoladzie charakteru swoją nutą. Dobrze wysuszone skórki zachowały swoją soczystość i były dość miękkie. Goryczka wydobywała się z nich za każdym razem dość dosadnie, ale doskonale współgrając z ogólną lekkością i mlecznością. 
Oprócz tego wszystkiego, czekolada miała w sobie korzenną nutę, ale założę się, że po prostu nią przesiąkła od tej drugiej części.
Była bardzo smaczna, jednak dodatków mogłaby być zdecydowanie większa ilość. Bardziej korzenna, albo np. waniliowa nuta w samej czekoladzie także byłaby mile widziana.


ocena: 8/10
kupiłam: Biedronka
cena: 1.49 zł (za całość)
kaloryczność: 548 kcal / 100 g (ale nie wiem, jak to się odnosi do poszczególnej części)
czy znów kupię: jakbym jeszcze upolowała to na pewno, zwłaszcza w tej cenie



Druga część już od samego początku ciekawiła mnie o wiele bardziej. Gorzka czekolada z migdałami z przyprawami do piernika. Strasznie ciekawiło mnie, jakich konkretnie przypraw użyto, więc nie pozostało mi nic innego, jak natychmiastowe sprawdzenie tego osobiście. 
Tutaj dodatków także nie było tak dużo, jakbym sobie życzyła, ale migdały były o wiele lepiej rozmiejscowione.
W końcu ugryzłam pierwszy romb. 
Od razu poczułam gorzki smak kakao ze słodkawą nutą. Czekolada zaczęła się powoli i gładko rozpuszczać w minimalnie mazisty sposób. Całość była przesiąknięta piernikowym smakiem. Czułam tutaj nutkę cynamonu. Sama czekolada była bardzo smaczna, miała w sobie coś delikatnie orzechowego. Słodycz wydobywała stanowczą goryczkę kakao. Słupki migdałów w końcu zaczęły się wyłaniać, jednak z początku nie smakowały migdałowo. Przy nich jednak rozpoczęłą się symfonia przypraw: w głównej roli znalazł się cynamon, a zaraz za nim goździki. Lekka korzenna pikanteria wydobyła z czekolady jeszcze bardziej jej słodką kakaowość. W końcu i same migdały dały popis, jednak ich smak był nieco osłabiony przez ciepłą ostrość kardamonu, który w pewnym momencie także wyczułam. Delikatny kwasek także się gdzieś tutaj umiejscowił, a potem ta cała typowo piernikowość zgrała się z samą czekoladą. 
Cóż to był za efekt! Taki bardzo czekoladowy piernik z lekką, rozgrzewającą pikanterią przypraw. Cała czekolada przesiąkła tymi przyprawami, ale nie wiem, czy tak miało być, czy to kwestia zbliżającego się terminu. Tak, czy inaczej, wypadło fenomenalnie.


ocena: 10/10
kupiłam: Biedronka
cena: 1.49 zł (za całość)
kaloryczność: 548 kcal / 100 g (ale nie wiem, jak to się odnosi do poszczególnej części)
czy znów kupię: jakbym jeszcze upolowała to na pewno, zwłaszcza w tej cenie