Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Koska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Koska. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 2 lipca 2024

Koska Findik Pureli Tahin Pekmez Tahini & Grape Molasses with Hazelnut Puree

Kupienie tej tubki było szybką decyzją. Chyba nawet trochę bezmyślną, bo podczas comiesięcznych zakupów z ojcem. Biorąc to, kojarzyłam wzrokowo z internetu i nie wiedziałam jeszcze, czy sobie, czy Mamie. Ona dość sporo narzeka, że obecnie nie ma z czym jeść kaszy manny. Pomyślałam o niej, ale końcowo to ja tubkę przygarnęłam, bo w sumie ja z kolei nie mam za bardzo z czym jeść jaglanki. A smaki chałwowe bardzo lubię! Nutura Premium Krem Chałwowy jednak uwielbiam za bardzo sam, łyżeczką, by dodać go do kaszy. Do niej widziało mi się coś rzadszego, a właśnie taką konsystencję sugerowała tubka. Marka Koska kojarzyła mi się z całkiem spoko chałwami, więc nie bałam się, że wyjdzie jakiś potworek. Co i jak, poczytałam dopiero w dniu otwarcia tubki i wówczas straciłam pewność, jak to może wyjść. Bazą okazała się melasa z winogron, nazywana w Turcji pekmez. To ponoć bogate źródło żelaza, wapnia, potasu i magnezu oraz przeciwutleniaczy, witaminy A, witaminy C oraz witamin z grupy B. I ponoć wspiera odporność... Czyli zdrowy zasładzacz? Miałam nadzieję, że smaczny do tego.

Koska Findik Pureli Tahin Pekmez Tahini & Grape Molasses with Hazelnut Puree to melasa z winogron z pastą sezamową i z puree z orzechów laskowych; u mnie jako w wersji w tubce (40g).

Po otwarciu, gdy wąchałam prosto z tubki, poczułam niezbyt przyjemny, strasznie słodki zapach, który zalatywał taniością i kojarzył się z kremami typu Nutella. Czułam orzechy laskowe dość dobrze, a także złudnie kakaowy motyw, mieszający się z ciężko-paloną, niemal przypaloną słodyczą melasy. Sezam jakoś się ukrył. Gdy wycisnęłam krem do miski i już w trakcie jedzenia, na tle jaglanki sezamowość zmieszana z przypaloną słodyczą i Nutellą trochę się wyłoniła, ale i to nieznacznie. Pojawiło się też skojarzenie z palonym miodem. Cały czas wydawało się to raczej mulące.

Krem niezbyt łatwo wycisnąć z tubki, ale nie było to też jakoś specjalnie trudne. Po prostu trzeba mocno cisnąć, bo był gęsty i zbity. Miał konsystencję dość stałą. Wyglądał na śliską masę, a w dotyku okazał się kleiście lepki, jak klej. Trochę się ciągnął, nie spływał z łyżeczki, a mocno się jej trzymał. Dał się poznać jako plastyczny, można go dosłownie formować.
W ustach rzedł w tempie umiarkowanym, średnim. W nich okazał się gładkawy, zbity w sposób jakby... mocno zżelowany i wciąż kleisty. Był teoretycznie gładki, ale czuć w nim lekki element jakby przecierowości i marginalny miazgi sezamowo-orzechowej. Pojawiło się też skojarzenie z miodem, acz w wersji bardziej kleistej. To też jakby tak wymieszać miód, masywność kremu orzechowego z amerykańską owocową galaretką "jelly".
W ciepłej jaglance pasta trochę zrzedła, ale nie tak, jak się spodziewałam. Trzymała się na wierzchu, utrzymała gęstość i kleistość. Gdzie miejscami podpłynęło do niej więcej ciepłego mleka, z nim już jakoś chętniej się mieszała. Ze struktury niezbyt pasowała mi do takiej nawet masywnej kaszy. Obstawiam, że z delikatniejszą manną współpraca byłaby jeszcze gorsza.
Osobliwa struktura - mi za nic nie odpowiadała, a wręcz odpychała. I nie umiem powiedzieć, z czym to wyszłoby dobrze. Czytałam, że tureckie dzieci jedzą melasę z winogron z chlebem, ale mnie się to nie widzi.

W smaku od razu po ustach rozszedł się splot wysokiej, ciężkiej słodyczy i goryczy. Wyobraziłam sobie przypalony cukier - melasę, jak nic! Taką zwykłą, cukrową... choć w miarę jedzenia rzeczywiście może i czegoś bardziej owocowego się tam doszukałam.

Zwłaszcza gdy próbowałam ten krem sam, za słodyczą pojawiła się pewna taniość... wprowadzająca motyw kremu kakaowo-orzechowego typu Nutella. Złudna kakaowo-czekoladowa nuta chwilami wydawała mi się lekko plastikowa. Orzechy laskowe czuć. Gdy próbowałam kremu osobno, zaskakująco wyraźnie, acz wciąż nie mocno. Wprowadziły pewne złagodzenie i trochę wydobyły z oddali sezam. Acz wciąż osadzony w nutellowatych realiach.

Mniej więcej w połowie rozpływania się porcji w ustach sezam w dużej mierze dołożył się do goryczki, a następnie zmieszał się z łatwością z melasą. Słodycz jednak nie szczególnie się z nim łączyła. Tanio-plastikowa była jakby obok. Przypalona nuta i całkiem intensywna sezamowość z chałwą się nie kojarzyły.

Sezam też poszedł w nieco przypalonym kierunku. Pojawił się goryczkowaty tahini - jakby go ktoś trochę dodał do Nutelli. I do końca  czuć, że to przede wszystkim melasa.

Po zjedzeniu już małej ilości został niesmak przypalonej słodyczy... no właśnie melasy, sezamu, a także tani wątek, jakby coś udawało krem czekoladowo-orzechowy. Laskowce czuć całkiem nieźle, prawie na równi z sezamem, tylko że... sezam był jedynie nutą dodaną do melasy. 

W mlecznej kaszy wyszło to nieco łagodniej. Słodycz nie wydawała się aż taka przypalona, goryczka była niższa, ale żadna z nich nie wyszła zbyt szlachetnie. Jaglanka pozwoliła szaleć melasie, zagłuszając trochę sezamowo-orzechowy wątek. Skojarzenie z kremem czekoladowym miało się nieźle, ale nie był to krem wysokiej jakości. W posmaku, może przez zestawienie z mlekiem, wyszła soczystość, jakby niewinogronowa winogronowość... taka czysta słodycz bez wyraźnego smaku winogron. W kaszy chałwowo to-to też nie smakowało.

Produkt mi nie odpowiadał. Niezbyt mi to smakowało i nie potrafię sobie wyobrazić, do czego mogłoby pasować. Osobliwa struktura bardzo zbitego, kleistego żelu oraz ten mocarnie słodki i goryczowato-przypalony smak wyszły dziwnie. Sezamowość i orzechy laskowe nie miały więc przyjemnego otoczenia. Zaskoczyła mnie plastikowa nuta kremu typu Nutella, a także to, że całość kojarzyła się ze zwykłą melasą - nie czuć winogronowości, ale nie były to miłe niespodzianki. W kaszy jaglanej też się nie sprawdziło - kasza za wiele nie pomogła. Na michę kaszy dodałam prawie całą tubkę, do końca zastanawiając się, czy wyszło to bardziej "ciekawie na plus", czy "nieprzyjemnie, ale przynajmniej ciekawie". Od pierwszej łyżki kaszy z tym kremem wiedziałam jednak, że za nic nie chcę do tego  wracać. Nie moja bajka. Acz produkt chyba niezły - przez skojarzenie z Nutellą tak sobie pomyślałam, że z dwojga złego na pewno wolałabym już krem Koski, a i jeśli w Turcji jest to podobnie powszechne co u nas Nutella, to pozazdrościć.

Dosłownie odrobinę zostawiłam Mamie - nie umiałam zgadnąć, czy jej posmakuje, czy nie, ale bardzo chciałam jej pokazać ciekawostkę (i chciałam wiedzieć, czy następnym razem jej nie kupić). I zaskoczyła mnie! Jej opinia: "Troszeczkę spróbowałam samego tego powiedzmy, że kremu, łyżeczką, a trochę posmarowałam na swoim cieście (biszkoptowy keks). I smakowało mi  to! Aż się zdziwiłam. Natychmiast w głowie pojawiły mi się słowa: roślinna Nutella. Zaskakująco czekoladowe, idealnie wyważone jeśli chodzi o słodycz i gorzkość. Sezamu co prawda nie czułam, ale i tak było to bardzo smaczne i ciekawe, takie niecodzienne. Jedyna wada to konsystencja takiego kleistego gluta, co to jakoś do niczego nie pasuje, więc tyle co spróbowałam wystarczy i więcej nie chcę, mimo że smaczne".


ocena: 6/10
kupiłam: Auchan
cena: 3,78 zł (za 40g)
kaloryczność: 500 kcal / 100 g; sztuka ok. 273 kcal
czy kupię znów: nie

Skład: melasa z winogron 53%, pasta sezamowa 35%, puree z orzechów laskowych 12%

piątek, 20 października 2023

chałwa Koska Tahin Helva / Halva Sade / Plan

Przejrzawszy kolejkę postów pomyślałam, że dziwnie wyszło, jak nie u mnie - tyle rzeczy nieczekoladowych się skumulowało! Albo nawet i czekolad, ale nie tak bardzo w moim typie. Jednak nadchodzące lato zmotywowało mnie do wzięcia się za produkty odkładane na kiedyś tam. Tę chałwę kupiłam z myślą o deserze, bo z chałwą Koska Diabetic / Diyabetik Helva mój jogurt kawowy mnie nie usatysfakcjonował. Jednocześnie podlinkowana chałwa nie zabiła mojej wiary w to, że Koska może mieć dobrą, zwykłą chałwę. I tak miała najlepszy skład i najwygodniejszy dla mnie rozmiar z tych, które w sklepach widywałam. Zależało mi na chałwie niekombinowanej, a po prostu... chałwowej. 


Koska Tahin Helva / Halva Sade / Plan to "chałwa sezamowa" (w oryginale jej opis na tym się końcu, a jedynie polski tłumacz dodał "o smaku waniliowym").

Po otwarciu poczułam średnio intensywny zapach lekko prażonego sezamu wkomponowanego w bezkres słodyczy. W tej czułam cukier w charakterystycznie dusznym, chałwowym kontekście, z naleciałością pseudo wanilii (jeszcze nie sztucznej waniliny, ale też nie prawdziwej wanilii; nuta charakterystyczna dla rzeczy "o smaku / zapachu wanilii"). 

Chałwa w dotyku nie była tłusta, ale lepka. Choć zwarta, brak jej twardości. Tę czułam jedynie przy krojeniu. Podczas łamania, kiedy to szła w specyficzne dla chałwy strzępy, wydawała z siebie trzeszczący chrzęst. Wyglądała na kruchą, lecz to tylko pozory.
W trakcie jedzenia okazała się delikatna. Rozpuszczała się dość szybko i zaskakująco miękko; skojarzyła mi się z gumą rozpuszczalną z nieco chałwowym elementem. Przez pewien czas rozpływała się i zachowywała swój coraz bardziej plastyczny, zwarty kształt, a potem zmieniała na minimalnie gęstawą zawiesinę i rozchodziła na miękkie grudki. Gryziona prawie nie obklejała zębów. Może na sekundę czy dwie, po czym znikała łatwo i dość rzadko. Dała się poznać jako dość gładka, choć i skrzypiąco-włóknisty efekt w niej czuć. Zaskakująco jednak lichy.

W smaku przywitała się stonowaną, acz wyraźną słodyczą. Dała się poznać jako cukrowa w charakterystyczny dla chałw sposób i... jakby ta cukrowość integralnie wpływała w sam sezam.

Sezamowość bowiem była intensywna. Wkroczyła już po chwili i z czasem wydała się wszechobecna. Był to sezam lekko prażony, słodki i z goryczką.

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa czy też w połowie ciamkania / gryzienia, gorzkość trochę wzrosła, dbając, by sezam umocnił swoją pozycję. Była jak najbardziej przystępna i przyjemna.

Oto bowiem otoczyła i zasnuła go słodycz. Słodka toń była definicyjnie chałwowa: cukrowa, z ciężkawym "waniliowatym" echem (nie naturalnie waniliowym, ale też nie sztucznym). Zaznaczyła swoją obecność w gardle, trochę jakby cukrowo ogrzała, acz nie wydała mi się jakoś szczególnie napastliwa tak ogółem.

Słodycz, choć intensywna, nie zagłuszyła jednak sezamu, świetnie wyczuwalnego do samego końca. Duet ten układał się w prostą chałwowość po prostu. Raz po raz mignęła mi nawet jakby pewna świeżość, rześkość, rozbijająca ogólny lekko ciężkawo-duszny charakter produktu. 

Mocno słodka, trochę duszna sezamowość została w posmaku wraz z przesłodzeniem i poczuciem zgęstnienia śliny.

Wiem, że to dobra chałwa w tej cenie, jak również, że nie dałabym radę jej zjeść za wiele tak o, samej. Wyszła bazowo, tak zwyczajnie, bez żadnych wymyślności czy coś - to według mnie jej ogromna zaleta. Wysoka słodycz (dla mnie za wysoka) zgrała się z sezamem, któremu nie brak goryczki. Nie ma w niej co szukać szlachetności, smakuje tym, czym jest: zwykłą chałwą, co w moim odczuciu jest zaletą (bo w dzisiejszych czasach różnie z tym bywa), jednak wolałabym, by jej struktura nie była tak gumowo miękko-plastyczna, brakowało jej trochę typowej chałwowości, ale nie wyszła źle i tak. Na pewno nie narzekam na niezalepianie zębów! Acz pewnej gęstości i chałwowego skrzypienia miło by było poczuć więcej. To produkt nie z mojej bajki, ale szczerze ją polecam, lecz nie osobom, które szukają definicyjnej chałwy z wyższej półki.

Ja kupiłam ją jako "małą i zjadliwą chałwę do deseru" (jogurt typu greckiego Piątnicy 150g wymieszany z łyżką kawy rozpuszczalnej Jacobs Creme). Pokruszyłam ją i dodałam na wierzch - w tej formie się sprawdziła. Nie rozpuszczała się w jogurcie, zaczynała dopiero w ustach. W nich jej w miarę szybkie rozpuszczanie się i niemęczenie zębów obklejaniem świetnie pasowało do takiego deseru. Wciąż wydawała mi się chwilami zbyt gumowa, ale w deserze jakoś to w sumie uszło, nie przeszkadzało.
W smaku wniosła intensywny, wyraźnie chałwowy element i mnie nie zasłodziła. Dokładnie o to chodziło. Była satysfakcjonująco wyrazista i wydaje się, że kawa, którą dosypałam do jogurtu podkreśliła jej sezamową goryczkę. Dodana łyżka kawy przy ilości prawie 40g chałwy (trochę zjadłam osobno na potrzeby recenzji) pasowała doskonale (acz uprzedzam, że taki duet dodatków przekłada się na zgęstnienie i spienienie śliny - pierwsze od słodyczy, drugie od kawy - których na szczęście względnie łatwo się pozbyć poprzez umycie zębów). Było ciut za słodko, ale nie chciałam zostawiać dosłownie paru gramów chałwy. Czasem, niektórym kompozycjom trochę wyższa niż normalnie lubię, słodycz nawet uchodzi.

Na pewno lepsza w każdym względzie od Koska Diabetic / Diyabetik Helva. Przede wszystkim wygrała strukturą i charakterem. Choć też nie była to chałwa definicyjna, to jednak ogólnie wyszła o wiele przyjaźniej dla konsumenta i mimo wszystko miała nieco bardziej chałwową konsystencję (bo jednak i ona miała ten miękko-gumowy element). W smaku jednak poszczyciła się wyrazistością. Niestety w tym słodyczy. Osobiście jednak wolę już znieść przesłodzenie, ale mocny smak sezamu, niż ogólnie mdły smak i niedomagający sezam jak w przypadku chałwy ze słodzikiem.

Mama też jadła tę chałwę i stwierdziła, że w smaku według niej w porządku, acz nie zapadająca w pamięć. Miała jednak zarzuty wobec konsystencji: "Dziwnie taka gumowa była. Miękka gumowo, a potem tylko trochę gęstniejąca czy twardniejąca, coś trochę podobnie jak ta ze słodzikiem, ale nie aż tak oczywiście. Nadrobiła smakiem. Tylko też nie tak, by się jakoś mocno zachwycać.".


ocena: 8/10
kupiłam: Auchan
cena: 4,49 zł (za 40g)
kaloryczność: 550 kcal / 100 g
czy kupię znów: tak

Skład: pasta sezamowa 57%, cukier, emulgator (mono- i diglicerydy), wyciąg z korzenia mydlnicy, regulator kwasowości (kwas cytrynowy), aromat (wanilin)

-----------
Aktualizacja z dnia: 03.04.2025:

Obecnie nie kupiłabym sobie chałwy do jedzenia, jednak jako że z Mamą miałyśmy robić ciasto z kremem chałwowym, pomyślałam, że fajnie byłoby je jeszcze lekko chałwą posypać. Tak, można było zrobić domową, ale tylko na posypanie jakoś mi się nie chciało. Ruszyłam więc na łowy, by jakąś z niepaskudnym składem kupić. I zaczęły się problemy, bo o taką trudno. Na szczęście ta, znana mi, była w Kauflandzie. Jako że były tylko duże, wzięłam, wychodząc z założenia, że resztę z ochotą zgarnie Mama. Zanim jednak chałwa zmieniła się w posypkę do ciasta, musiałam sprawdzić, czy się nie zmieniła, i czy odbiorę ją tak samo, jak małą wersję.

Po otwarciu rozszedł się znajomy, średnio silny zapach nie za mocno prażonego sezamu i wręcz dusznej, typowo chałwowej słodyczy. Nie wyszła jednak męcząco.

Duża chałwa była zwarta i dość twarda, twardsza niż jej mała koleżanka. Oprócz tego, struktura w zasadzie bez zmian. W trakcie jedzenia też. 

W smaku i tym razem słodycz nie szalała od razu. Najpierw pokazała się jako łagodna, choć cukrowa. Sezam z kolei od początku był bardzo wyrazisty, z zaznaczoną goryczką. Słodycz, choć potem wzrosła, nie wyprzedziła sezamowości. Oczywiście do potęgi chałwowej.

W posmaku słodycz najbardziej dawała się we znaki. Czuć jednak też także sezam.
Smak odebrałam tak samo.

Chałwa ta nieźle sprawdziła się jako posypka do ciasta, acz mogłaby być trochę mniej twardo-zbita do takich celów. Gdy chciałam ją pokruszyć na naprawdę malutkie kawałki, trochę średnio to szło.

Ogólnie podtrzymuję opinię, że to przystępna chałwa, wyróżniająca się na rynku.

Większość, co nie poszło na posypkę, przejęła Mama i parę dni później kupiła sobie kolejną. Jej opinia: "Bardzo mi ta chałwa smakuje. Najlepsza z tych, co ostatnio jadłam. Słodka, ale nie czysty cukier, i wyraźnie taka... chałwowa. Dokładnie taka, jaka chałwa powinna być. I dobry skład, i wcale nie taka droga!".

sobota, 23 września 2023

Koska Tahinli Cikolata Chocolate With Sesame Paste mleczna z nadzieniem chałwowym / sezamowym

Jakoś dziwnie czekoladkowo się tu ostatnio zrobiło. Merci, teraz coś takiego... cóż, zawsze, gdy mam do czynienia z czekoladkami, wmawiam sobie, że "to w sumie czekolada, tylko w nieco innej formie". Trochę działa... a trochę jednak nie. Cóż, no po prostu tego typu słodyczy - czekoladek - nie lubię. A jednak ten produkt ciekawił na tyle, że się przemogłam i skusiłam. Ileż bym dała za taką tabliczkę! ...albo niekoniecznie? W zasadzie za wiele bym nie wydała na np. 100gramową tabliczkę, bo mimo ciekawości, czułam też niepewność. Choć ufam, że Koska ma w porządku chałwy, tak jednak chałwowe nadzienie, sama czekolada... mogło być różnie. Nie obstawiałam jednak by było źle. Po prostu trochę wątpiłam, czy to mnie chwyci. I trochę ubolewałam nad tym, że nie podali zawartości kakao.


Koska Tahinli Cikolata Chocolate With Sesame Paste to ciemna mleczna czekolada z nadzieniem chałwowym / sezamowym, które stanowi 40% całości; u mnie w formie czekoladek, których w opakowaniu jest 5 (zawartość kakao niepodana).

Po otwarciu poczułam wyrazistą i wysoką słodycz cukru, wpisującą się w mocno mleczną czekoladę... tak mleczną, że aż mało czekoladową, a zahaczającą o skojarzenie z plastikową polewą udającą czekoladę. Czuć akcent orzechowo-sezamowy, ale nie tak jednoznaczny, jak można by się spodziewać. Po podziale czy zrobieniu kęsa sytuacja stawała się jaśniejsza, bo chałwowa sezamowość przybierała na znaczeniu, lecz wciąż była to jedynie nuta stojąca za cukrowo-mlecznym duetem.

Już w dotyku czekoladki były bardzo tłuste, ale nie topiły się. Cechowała je masywność. Nie były jednak twarde. Sprawiały wrażenie lekko kruszących się. 
Przy odgryzaniu kęsa wydawały się twardo-masywne, ale też nieco kruche. Raczej pękały, lekko wgniatając się w plastyczne, lecz także konkretne nadzienie.
Środek to średnia ilość pozornie gęstego kremu. Mimo że nie można powiedzieć, iż poskąpiono go procentowo, wydawał się przytłoczony bardzo grubą i konkretną czekoladą. Choć na pierwszy rzut oka wyglądał na krucho-suchy, okazał się bardzo tłusty. Był plastyczny, mazisty i margarynowy. 
W ustach czekolada rozpływała się powoli i bardzo gęsto. Była bardzo tłusta w maślany sposób i niemal idealnie gładka. Miękła i obklejała, zalepiała usta, po czym odsłaniała miękkie nadzienie. W jej obliczu wydało się bardzo delikatne. Wykazywało jedynie gęstawą mazistość, a do tego jakby gibką gumiastość i miękkość. Krem nie był gęsty, a właśnie specyficznie... plastycznie miękko-zbity i oleisty. Rozpuszczał się powoli, jakby trochę się ociągając. Nie miał w sobie nic z chałwy. Z czasem odkryłam w nim za to lekką pylistość. Znikał równocześnie z czekoladą.
Całość wydała mi się plastyczna, acz nie do końca miękka. Bardziej konkretna, ale w tłusty sposób, nie że twarda. Za tłusta i niezbyt zgrana. Czekolada to maślana, konkretna i ciężka tłustość, a krem tłustość bardziej margarynowo miękka. Przez to nadzienie zatracało się pod czekoladą.

W smaku pierwsza zadebiutowała sama czekolada jako ogrom cukru i sowita ilość pełnego mleka. Prędko zadrapała w gardle, po czym do mleczności doszła maślaność. Miała w sobie lekko orzechowy wątek, ale żadnej gorzkości. 

Po chwili słodycz ze wsparciem sztucznej waniliny wzrosła tak, że razem z mlecznością poszły w cukrowo-plastikowym kierunku. Jednoznacznie kojarzyło się to z mlecznymi polewami, które jedynie udają czekoladę i wszelkimi figurkami czekoladopodobnymi.

Przesłodzenie mocno podkręciło także nadzienie. Kontynuowało cukrową słodycz, ale też mleczność. Zwłaszcza w spróbowanym osobno czuć margarynę. W całości jedynie lekko pobrzmiewała. Podobnie nieśmiało pobrzmiewała chałwowość.

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa sezam i ogólna orzechowość nieco nasiliły się. Słodka sezamowość jako delikatna chałwa zrównała się z czekoladą na moment, ale okazała się przytłoczona otoczką. Cukrowość, kiepski tłuszcz i cukier wyszły sztucznie plastikowo i próbowały odciągnąć uwagę od chałwowości.

W plastikowej słodyczy poczułam wanilinę. Sezamowe nadzienie próbowało coś ugrać goryczką sezamu i... nawet podkreśliła samo kakao, a w zasadzie jego orzechowy motyw w czekoladzie, ale i tak to jej nie pomogło. Do końca przypominała tandetną polewę. Pod koniec jednak chałwie udało się do niej zbliżyć dość wyraźnie, by razem zakończyć występ, zacukrzając zupełnie.

Jednak to sezam, chałwa zdominowały posmak. Czuć i specyficzną słodycz, i charakterystyczną goryczkę, tonującą zasłodzenie, jakie zafundowała całość. Mleko i margarynę także czuć dość wyraźnie, a kakao jako... plastikowy twór niby czekoladowy. Czułam się nieprzyjemnie margarynowo-oleiście zatłuszczona.

Całość bardzo mnie rozczarowała. To wyszło aż szokująco plastikowo-wanilinowo, tanio w smaku. Czekolada wydała mi się bardzo mało czekoladowa, a patrząc na skład nie wiem, gdzie to kakao się zgubiło. Ogrom mleka wcale nie wyszedł szczególnie dobrze. Kiepska czekolada zdominowała całość. Nadzienie pod względem chałwowości, sezamu nie domagało - porządnie pojawiał się chwilami i w posmaku, ale w trakcie jedzenia chałwa za bardzo mieszała się z przesadzoną słodyczą i margaryną.
Ogromny żal sprawił mi ten cały zmarnowany potencjał. Taniość narzuciła tu ewidentnie wanilina - przecież wystarczyło by jej nie dodać i już byłoby lepiej. Podobnie olej palmowy w nadzieniu - no po co? Szkoda że nie wyszło bardziej czekoladowo, i bardziej chałwowo, bo ani to dobra czekolada, ani chałwa. Po sztuce dałam sobie spokój.

Resztę przejęła Mama. Po zjedzeniu powiedziała: "Całościowo to one nawet dobre, ale ta czekolada za gruba, takie aż denko, jak wiele czekoladek ma. Niepotrzebnie takie grube denka porobili tu. W nadzieniu z nią czuć potencjał. Ogólnie jednak, przez jej ilość ono tak tylko delikatnie pobrzmiewa chałwą. Czekolada zdominowała i w konsekwencji wszystko strasznie słodkie wyszło. Sama czekolada z Milką i jej zacukrzaniem mi się skojarzyła. Nie powiedziałabym, że to ciemna mleczna, bo kakao nie czuć za grosz. Nadzienie spróbowane osobno w smaku może i wyraźniejsze, ale za to wyszła na jaw jego obrzydliwa konsystencja takiego gluta, zupełnie niechałwowe". Najpierw usłyszałam "że no jak patrzeć na to, co jest na rynku, na dzisiejsze słodycze i słynne Merci, to chyba powinno to mieć więcej niż 4", lecz gdy powiedziałam cenę, odparła "przy tej gramaturze? To chyba jednak na więcej bym nie oceniła".


ocena: 4/10
kupiłam: Auchan
cena: 5,99 zł (za 40g; na szczęście ojciec płacił)
kaloryczność: 575 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: czekolada ciemna mleczna (miazga kakaowa, cukier, tłuszcz kakaowy, mleko w proszku, lecytyna słonecznikowa, aromat: wanilina), krem sezamowy 40% (miazga sezamowa 50%, cukier, mleko w proszku, olej palmowy, lecytyna słonecznikowa, aromat: wanilina)

sobota, 5 sierpnia 2023

chałwa Koska Diabetic / Diyabetik Helva

Jeszcze niedawno bym nie uwierzyła, że ta recenzja się tu pojawi. A jednak jest! Zarówno ją piszę bez przekonania, jak i bez przekonania poczyniłam ten zakup. Chałwa ze słodzikiem? Słodzików nie cierpię, a jedyny twór chałwowy, jaki lubię (a dokładniej uwielbiam) to Nutura Premium Krem Chałwowy. Chałwy prawdziwe to od lat już nie moja bajka - smak lubię teoretycznie i tyle. A jednak wzięło mnie na jakieś jogurtowe kompozycje w tym wariancie. Z wymieszanym kakao było bardzo smacznie, jednak dodawanie kremów do jogurtów średnio do mnie przemawia. Lata temu jadłam babeczkę Cupcake Corner, którą wówczas, nie ciastowa ja, się zachwyciłam. Ta mnie zainspirowała do wymieszania jogurtu z kawą rozpuszczalną i posypania tego chałwą, lecz zanim doszło do wykonania deseru, długo nie mogłam się zdecydować, jaką chałwę do tego kupić. Nie znoszę smaku białego cukru, nie cierpię słodzików. Potrzebowałam takiej, którą bym jednego dnia zjadła i miała spokój, więc niewielką. W końcu po prostu popatrzyłam na zawartość sezamu i uznałam, że ta w sumie od biedy może być. Tym bardziej, że markę kojarzyłam, że jest ok (dzięki Koska Tahin Helva Fistikli Pistachio).


Koska Diabetic / Diyabetik Helva to sezamowa chałwa "waniliowa bez dodatku cukru, słodzona słodzikiem maltitolem".

Po otwarciu poczułam wyrazisty zapach najzwyklejszej chałwy złożony z ogromu sezamu i trochę dusznej, ciężkawej słodyczy. Wysoka słodycz sugerowała zwykły, biały cukier (którego chałwa nie zawiera), lecz nie przesłodzenie.

Cienka chałwa była trochę tłusta, zostawiała na chusteczce drobne plamy oleju. Podczas krojenia dała się poznać jako bardzo twarda. Przy łamaniu, a w zasadzie łamanio-rwaniu, jako bardziej przystępna, gdyż rozchodziła się na sezamowe włókna. Jako że chałwy zawsze jadałam widelczykiem, także ją tak spróbowałam, ale nie pracowało to najlepiej ze względu na twardość i to, że właśnie tak twardo się kruszyła.
Gryziona okazała się zbita, twarda i masywna. A jednocześnie... gumowata? W pierwszej chwili skrzypnęła raz, drugi w dość chałwowym stylu, jednak po chwili przez moment robiła się gumiasta, po czym zbijała się w kamienną gumę. Rozpuszczała się niezbyt gęsto, powoli. Zęby jednak zalepiała jak w miarę zwyczajna, acz nieco bardziej twardo-zbita, chałwa.
Bazowa kamienna twardość i gumowość były mało chałwowe i nieprzyjemne, denerwujące.

W smaku początkowo zaserwowała mi delikatny motyw sezamu i jakby nieco mleczny. Zaskoczyła mnie stosunkowo niska, przygaszona słodycz. Po chwili sezam nabrał pewności siebie.

Wtórowała mu słodycz już także nieco odważniejsza. Była wyważona i udawała zwykłą, białego cukru. Z sezamem utworzyła typowo chałwowy splot.

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa czy też ciamkania-gryzienia, pojawiała się leciuteńka goryczka sezamu, podkręcająca chałwowość. A jednak smak i tak całościowo jawił się jako przygaszony. 

Mimo to, słodycz bliżej końca nawet drapała trochę w gardle w zaskakująco cukrowy sposób. Z czasem doszukałam się też jakiejś nuty, skrytą za goryczką. Jakby próbowała ją podkreślić? To było jakby trochę mydlano-jajeczne (myślę o białku jaja)... Czułam także drobną ciężkawość - poniekąd chałwową, ale też jakby kurzową i sztucznawą. Ukryta i przygaszona, niejasna słodzikowość?

Po zjedzeniu został posmak bardzo słodkiej od cukru, ale nie przecukrzonej, chałwy z wyraźnie sezamową bazą. Wszelkie goryczki zniknęły. 

Całość zaskoczyła mnie tym, iż w zasadzie nie czuć w niej słodzikowości jako takiej. Czuć natomiast elementy, za którymi słodzik mógł stać. Udawała zwykłą, acz nie strasznie przecukrzoną chałwę. Jej słodycz była jakby zgaszona, acz ogólny smak nie popisał się intensywnością. Mimo to, jedyny wielki zarzut mam wobec konsystencji. Niby częściowo była chałwowa, ale niesatysfakcjonująco, bo też bardzo nieprzyjemnie twardo-gumowa. Zbijająca się w kamień i denerwująca.
Na pewno jest to niezła chałwa z alternatywą białego cukru, a i nie najgorsza, bo nie przecukrzona niezjadliwie na rynku chałw ogółem, ale nie uważam jej za produkt warty uwagi. Ja nie widzę sensu jedzenia czegoś takiego osobno. Nudne i denerwujące za bardzo.

Mnie była potrzebna "mała, nieobrzydliwa chałwa do deseru". W takiej formie, pokruszona i dodana na wierzch, jakoś tam przeszła. Wniosła bowiem chałwowy element, na którym mi zależało, a jednocześnie nie zacukrzyła mnie. Niestety, nie ma co mówić o chałwowym uderzeniu. A deser i tak dała radę trochę nadto dosłodzić (i drapać w gardle). To jeszcze jednak znośne. Struktura jednak bardziej dawała mi się we znaki. To zmienianie się w gumę, a potem zbijanie na twardo bardzo denerwowało. Do tego stopnia, że choć myślałam, że zjem całą, do deseru poszło niecałe 20 gramów (wcześniej zjadłam odrobinę pod recenzję) i na więcej po prostu za nic ochoty nie miałam (19 gramów poszło do Mamy). I nawet żałowałam, że nie zdecydowałam się na konwencjonalną chałwę z cukrem, bo już wolałabym chyba cukrowe zasłodzenie niż tę okropną strukturę niechałwy i zgaszony smak.

Mama zjadła, bo zjadła i skomentowała trochę obojętnie: "no niektóre słodycze to chyba po prostu muszą być plebejskie, z lepszym składem nie wychodzą. Chałwa, żeby była chałwą, chyba musi mieć cukier. Ta była taka dziwna nietłusta, a nagle twardniejąca i zalepiała zęby tak, że odkleić jej nie można. Tak to może być, ale bez szału, nie zapada w pamięć". 


ocena: 5/10
kupiłam: Auchan
cena: 2,19 zł (za 40g)
kaloryczność: 495 kcal / 100g
czy kupię znów: nie

Skład: pasta sezamowa 57%, substancje słodzące: syrop maltitolowy, izomalt, sorbitol; polidekstroza, emulgator: mono- i diglicerydy kwasów tłuszczowych; ekstrakt z korzenia mydlnicy, aromat: wanilina