Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czekolada: precle. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czekolada: precle. Pokaż wszystkie posty

środa, 25 stycznia 2023

Cachet Milk Chocolate Brownie & Pretzel mleczna z Tanzanii z brownie i preclami z solą

Czasem zdarza się jeszcze, ale już bardzo, bardzo rzadko, że ktoś mnie w coś właduje... zupełnie nie mojego, a ja mimo wszystko zdecyduję się dany produkt spróbować. Nie zważając, że nie ma szans mnie cieszyć. Czasem jednak jeszcze w porywach bywam ciekawa pewnych rzeczy. Lubię markę Cachet, a i całkiem miło wspominałam czekoladę z precelkami Chateau Salzbrezel. Po Halloren Cookie Dough Half-Baked Brownie z kolei też sobie pomyślałam, że warto zerknąć, jak brownie innej marki w kawałkach się w tabliczce spisuje. Znając jednak suche, twarde "krówki" z Cachet Milk Chocolate 40% with Banana & Fudge, obawiałam się, że tu trafię na przeciętne ciasteczka, a nie kawałki ciacha. Ale... kto wie? Stąd postanowiłam przyjąć tablicę od ojca, bo jak to mówią: "darowanemu koniowi (choć tu raczej żyrafie) nie zagląda się w zęby". Tak, podczas wspólnych zakupów w Auchan chciał mi kupić całą serię, ale do pseudo ciemnych z solą nie chciałam się zbliżać (a mleczną mogli bez problemu jakby co przygarnąć rodzice).
Kakao pochodzi z rodzinnych plantacji z okolic miast Kyela, Rungwe i Busokelo. Dobrze to wiedzieć, ale niedobre, co odkryłam już w trakcie degustacji (wtedy to w zasadzie były domysły, sprawdziłam po napisaniu recenzji). Otóż Cachet zdecydował się uciąć zawartość kakao w bazie. Szkoda. Cięcia kosztów... Smutne.

Cachet Milk Chocolate Brownie & Pretzel to mleczna czekolada o zawartości 31 % kakao z Tanzanii, z dystryktu Mbeya, z kawałkami brownie i solonymi preclami, produkowana przez Kim's Chocolate.

Po otwarciu poczułam bardzo wysoką, cukrowo-waniliową słodycz wymieszaną z ogromem głębokiego, wyrazistego mleka, wręcz śmietanką. Chwilami, zwłaszcza gdy nachylałam się nad wierzchem, starała się objąć dowodzenie. Zaznaczyły się też drobne nutki pieczonych precelków oraz kakaowo-gorzkawa ciastek kakaowych. Czuć to zwłaszcza po przełamaniu i w trakcie jedzenia.

Tłusta w dotyku tabliczka wciąż była twarda, jednak nie trzaskała przy łamaniu. Wydawała się bardzo gęsta. Przekrój miała proszkowy i pełen dodatków: brązowych kwadracików (brownie) i precli. Niektóre łamały się wraz z nią (to domena w większości brownie), inne zostawały (raczej precle) w danej części. Większość znalazła się na spodzie, acz któremuś kawałkowi brownie zdarzyło się też ostać w "wierzchu" kostki.
Precle były chyba w zasadzie typowymi małymi precelkami: lekkie, krucho-twarde i pustawe wewnątrz; trochę posolone. Kawałki raczej spore, ale bez przesady.
Brownie okazały się tworem ciekawym. Kojarzyły mi się z nieco rozmiękłymi (albo dopiero rozmiękającymi), a jednocześnie trochę stwardniałymi okruchami wypieku (np. brzegów lub wierzchu). Mocno trzymały się czekolady i same w sobie miękkawo (?) łamały się, więc trudno wydobyć "kwadracik" w całości.
Dodatki rozmieszczono średnio równomiernie, w ilości satysfakcjonującej, na bogato, ale jednak wciąż bez przesady.
W ustach czekolada rozpływała się maślano tłusto, wręcz trochę śliskawo i gęsto, w tempie średnim. Była gładka, wysoce kremowa. Z ochotą odsłaniała kawałki dodatków. Niektóre nadgryzałam i podsysałam trochę obok czekolady, ale większość zostawiłam już na koniec.
Precle poniekąd nasiąkały, nawet łatwo z racji napowietrzenia, jednak i tak długo zachowywały chrupką kruchość i były delikatniejsze. Znalazło się przy nich trochę soli integralnej z resztą - rozpuszczała się, a w trakcie gryzienia ukrywała wśród chrupaczy.
Brownie  na pewno nie były zwykłymi ciasteczkami. Wydawały się... opornie wilgotniejące niczym twarde, ale zawilgocone okruchy. Zwarte i masywne, trochę chrupiąco-pyliste. Po nadgryzieniu rozpuszczały się na proszkowo-grudkową papkę "jakby ciasto".
Wszystko było bardzo zgrane. Czekolada rozpływała się swobodnie, ukazując dodatki i wciąż je gęsto opływając - wszystko to dzięki temu, że nie napchali jej przesadnie i bez sensu (a w większości spód).

W ustach pierwsza niczym błyskawica smagnęła wysoka, cukrowo-waniliowa słodycz. Po chwili cukier zadrapał w gardle, mimo że nawet schylił się w nieco bardziej karmelowym kierunku, wanilia cały czas starała się temu nadać szlachetności.

Zaraz rozszedł się intensywny smak mleka, zgrywającego się nieźle z wanilią. Próbowało nieco poskromić przesadzoną słodycz. Dodatki długo nie dawały o sobie znać, acz gdy akurat o któryś zębem zahaczyłam, już w tym momencie się pojawiał, nieco osłabiając słodycz. Ta jednak i tak zaznaczyła swoją obecność w gardle.

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa czekoladowa baza wydała mi się mocno maślana. Maślaność zrównała się z mlekiem, a pomogła sobie jakby ciepłą nutką... czy to prażenia, karmelu... Także osadzonej w słodyczy.

Wyłaniające się z masy dodatki wnosiły nie za wiele, lecz wydaje mi się, że to właśnie precelki podkreśliły maślaność. Brownie przez długi czas z kretesem przegrywały z otoczeniem.

Precelki wnosiły więcej, bo niektóre czasem przekłuwały wszystko szczyptą soli, choć jak na twór tego typu były chyba słone bardzo delikatnie. Wprowadzały swój specyficzny pieczono-precelkowo-paluszkowy akcent, podkreślając w czekoladzie nutkę prażonych orzechów.
Odnotowałam gorzką, ciasteczkowo-kakaową nutkę, rozchodzącą się od kwadracików brownie. Przełamała troszeczkę słodycz goryczką i zmieszała się z mlekiem.

Wszystko to rozgrywało się na przesłodzonym, cukrowo-waniliowym, ale jednocześnie wciąż także mlecznym tle. Z czasem wyrazista mleczność wypłynęła na nowo; słodycz jednak coraz bardziej odciągała od niej uwagę. Nic sobie nie robiła z ich obecności "obok". Niemiłosiernie drapała też w gardle.

Gryzione, ciamkane już po czekoladzie dodatki okazały się wyraziste w smaku. Kawałków brownie ilościowo było więcej, stąd ogólnie cały czas w miarę je czuć. Konfrontację w ustach, w kęsach gdzie znalazły się razem, smakiem wygrywały precle. Mocniejszych albo raczej bardziej wyróżniającym się.

Precelki były dobrze wypieczone, raczej łagodne, ale ewidentnie paluszkowo-precelkowe, wytrawniejsze. Zwieńczone solą w punkt, niektóre nawet nie. Smakowo bardzo intensywne.

Brownie okazały się mniej intensywnie, acz zauważalnie goryczkowate. Choć też lekko słodkie, dostarczyły sporo gorzkości zarówno kakaowej, jak i trochę kojarzącej się ze spalenizną... Przypalonym na chrupko wierzchem, brzegami ciasta, w którym czuć nawet pewną mleczność. Wyszły bowiem rzeczywiście trochę jak ciasto czekoladowo-kakaowe.

Niestety jednak dodatki gryzione razem jakoś kłóciły się ze sobą, miałam wrażenie, że zrobił się śmietnik byle-czego.

Po zjedzeniu czułam drapanie słodyczy w gardle oraz posmak cukrowo-waniliowy pochodzący od czekolady. W ustach jednak większą sprawczością w kwestii posmaku wykazały się dodatki. Mocno i długo dominowały precle, co uważam za nieprzyjemne.

Całość w zasadzie była, czym miała być i uważam ją za względnie nieźle zrobioną. Bardzo zaskoczyły mnie te kawałki brownie. Producent nie poszedł na łatwiznę i nie dodał zwykłych ciastek. Brownie były rzeczywiście jakąś formą ciasta (okruchów, tylko dziwnie symetrycznych). Niestety otoczenie zbytnio je zagłuszało. Precle się wpasowały, z solą nie przesadzono (zorientowałam się tylko, że precelki już nawet w czekoladzie mi nie podchodzą po prostu jako twór, ale za to oceny nie obniżam). Niestety jednak przesadzono ze słodyczą samej bazy. I nie pomógł fakt, iż nie była to czysta, chamska cukrowość, bo po prostu męczyła. Dużo dodatków nie pomogło. Ich ilość uważam za dobrą (dużo, ale nie zrobiły z czekolady jeżo-szyszki).
Smuci mnie to ucięcie zawartości kakao bazy w odniesieniu do starszych smaków z tej linii (np. Cachet Milk Chocolate 40% with Banana & Fudge).
Chateau Salzbrezel, jak na mleczną z solonymi preclami, była  znacznie lepsza. Wyważona, bo po prostu mniej cukrowa (różnica to 5g "w tym cukry").
Dwie kostki (jakieś 22g) zacukrzyły mnie i zmęczyły zupełnie. Nawet gdybym wciąż lubiła połączenie czekolady z preclami, ilość cukru dosłownie uniemożliwia jedzenie... Oddałam Mamie, ale miała dokładnie to samo zdanie i odpadła po podobnej ilości ("przez ten cukier niezjadliwa, w końcu przez niego aż coraz mniej mleczna się wydaje", jak to ujęła). A jednocześnie nie sądzimy, by na rynku było coś lepszego (smutne)...


ocena: 6/10
kupiłam: Auchan
cena: 11,89 zł (za 180 g; chyba promocja, ojciec płacił)
kaloryczność: 532 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: cukier, tłuszcz kakaowy, mleko w proszku pełne, miazga kakaowa, brownie kakaowe 8% (cukier, kakao w proszku, kakao w proszku o obniżonej zawartości tłuszczu, skrobia pszenna, substancja utrzymująca wilgoć: glicerol; śmietana w proszku, olej słonecznikowy, rafinowany olej kokosowy, syrop glukozowy, sól), precle 4% (mąka pszenna, sól , olej słonecznikowy, mąka pszenna słodowa, drożdże, regulator kwasowości: wodorotlenek sodu), lecytyna sojowa, sól, naturalny aromat waniliowy

czwartek, 21 lutego 2019

Chateau Salzbrezel mleczna z solonymi preclami

Lubię precle, ale nie szaleję na ich punkcie, przez co jem je bardzo rzadko. Nie podoba mi się to, że w Krakowie preclami nazywa się bułko-obwarzanki. Nie uznaję też tej drobnicy do piwa ze sklepów. Dla mnie precel to precel cienki, ale duży, wypieczony prawie na chrupko. Precle jako dodatek w czekoladzie zaś... podobają mi się, ale "z lampką ostrzegawczą". Może dlatego, że to niemal dobro luksusowe, jakoś rzadko występują (a z lampką, bo dwa razy się nacięłam). Gdy tylko zostałam zapytana, czy chcę dzisiaj przedstawianą, natychmiast przypomniała mi się dostępna tylko w zagranicznych Lidlach Bellarom Salzbrezel mleczna śmietankowa z solonymi preclami.


Chateau Salzbrezel to mleczna czekolada o zawartości 32 % kakao z solonymi precelkami.

Rozchyliwszy papierek poczułam ogrom wyrazistego, naturalnego mleka zmieszanego z błogą, lekko orzechową nutą. Złożyła się na nią sugestia kakao i leciutki "pieczony" motyw. Po przełamaniu pieczoność można już było skojarzyć z preclami.

Już w dotyku czułam tłustość czekolady, wydała mi się nieco ulepkowata, ale nie miękka. Całość właściwie cechowała pewna kruchość, ale to  z racji mnóstwa wtopionych kawałków kruchych precli. W zasadzie świetnie trzymały się czekolady, ale troszeczkę kruszyły się niezależnie od niej. To, że były wtopione do połowy grubej czekolady podczas jedzenia okazało się świetnym rozwiązaniem.

W ustach czekolada rozpływała się kremowo w umiarkowanym tempie, gęsto zalepiając usta za sprawą mleczno-maślanej tłustości. Jej poczucie rozganiały świeże i chrupiące, raczej suche (ale w sensie, że konkretnie wypieczone i świeżo-preclowe, a nie "suche wióry") precle. Zostawione (nierozgryzane), nasiąkały, miękły i nieco się rozchodziły, a gryzione przyjemnie chrupały, nieco rzężąc. Nie były twarde, niektóre okazały się częściowo puste w środku (co ułatwiało im mięknięcie). W ich okolicy znalazło się sporo drobniutkich ziarenek soli. Mi najbardziej odpowiadało poczekanie, aż zmiękną i wtedy pogryzienie ich "obok czekolady" (mniej więcej w połowie rozpływania się), żeby została na koniec.

W smaku czekolada przywitała mnie nieco za silną słodyczą i równie silnym smakiem naturalnego mleka. Ogarniało usta, niosąc skojarzenie z chłodnym mlekiem pitym w upalny dzień. Była w nim pewna rześkość, lekkość (obstawiam, że za sprawą maślanki).

Z mlecznej / mleczno-maślanej toni wyłoniła się pieczono-orzechowa nuta, która zdetronizowała słodycz. Owszem, dalej było słodko, ale nabrało to charakteru orzechowo-czekoladowego kremu w towarzystwie chłodnego mleka.

Pieczony posmak rósł wraz odsłanianiem się precli, których specyficzny smak zaczął znacząco mieszać się z czekoladą. W pewnym momencie zrównały się, chwilowo (rozgryzane) nawet zagłuszały czekoladę, ale potem zreflektowały się i wyrównały. Precle były wyraziste i mocno wypieczone. To taki przekąskowo-pszeniczny, przypalonopaluszkowaty smak, ale w wersji nienachalnej. Sól czuć przy nich wyraźnie, ale nie pchała się na pierwszy plan. Raczej nadała charakteru preclom i zmieszała je z czekoladą, co przełożyło się na sugestie pieczonych / prażonych orzechów laskowych

Po tym, jak uporałam się z częścią precli, sól potęgowała rześkość mleka, które w tym momencie miało nieco maślankowe zapędy, a cały pieczono-słony klimat ze słodyczy wydobył karmel. Pokuszę się o stwierdzenie, że i kakao mignęło, ale końcówka znów należała do słodkiego mleka i słonawych precli.

Posmak pozostał wyśmienicie mlecznoczekoladowy, bardzo słodki, ale za sprawą słoności nie przesadnie. Oczywiście charakterne, "palone" i dobre jakościowo precle również czuć (jakże mogłoby być inaczej?).

Całość wyszła naprawdę udanie. Czekolada może i była za słodka, ale jej mleczność mnie urzekła. Precelki również przypadły mi do gustu. W smaku wyraziste, ale nie napastliwe, łączące się spójnie z czekoladą za sprawą doskonale trafionej ilości soli, której nie poskąpiono. Spodobał mi się wydźwięk tej tabliczki: słodko-mleczny, a jednocześnie ewidentnie słono-preclowy (szala nie przechyliła się w za bardzo paluszkowym kierunku), kojarzący się z prażonymi orzechami laskowymi.
Na aplauz zasługuje struktura, bo to wcale nie musi być czekolada do chrupania (ale może być, jak ktoś lubi i w porę schrupie precle). Cudownie gęsto rozpływała się całościowo. Nie była przesadnie najeżona preclami, ale nie pozostawiała niedosytu.

Smakowała mi bardziej od Bellarom Salzbrezel, bo była bardziej wyważona, spójna. Wydaje mi się, że mleko pasowało bardziej niż bellaromowa śmietankowość.
Nie wiem, czy ktoś jeszcze pamięta limitkę Milki z preclami - ani precle nie smakowały w niej preclowo (kojarzyły mi się z "kilkuletnimi, niedopieczonymi paluszkami" - zapis z zeszytu), ani nic nie grało, sól była nachalna . Po Milce (a potem jeszcze po okropnym, ale zupełnie z innej beczki, Astorze) zrobiłam się ostrożna, jeśli chodzi o czekolady z preclami, po Bellarom bardziej już zobojętniałam, a po tej... moje brwi poszybowały bardzo wysoko, jakie to było dobre!
O ile paluszków nie lubię, precelki lubię teoretycznie (nie jadam), tak do tej czekolady z chęcią bym wróciła.


ocena: 10/10
kupiłam: ktoś mi kupił "na zlecenie" w Niemczech
cena: 7 zł
kaloryczność: 522 kcal / 100 g
czy kupię znów: mogłabym

Skład: cukier, pełne mleko w proszku (17,8%), tłuszcz kakaowy, mąka pszenna, maślanka w proszku, laktoza, olej palmowy, sól, emulgatory: lecytyna sojowa, mono- i diglicerydy kwasów tłuszczowych; słód pszenny, skrobia pszenna, regulator kwasowości: wodorotlenek sodu; drożdże, ekstrakt wanilii

piątek, 12 sierpnia 2016

Astor Chocolate Alaska Milk Pretzel swirl Peanut Butter biała z masłem orzechowym i mleczna z preclami oraz solą morską

Kto nie lubi podróżować? Co człowiek, to jednak inne upodobania co do samego stylu spędzenia czasu na wyjazdach. Ja uwielbiam chodzić w terenie, z daleka od innych ludzi. Męczy mnie z kolei chodzenie po głównych ulicach miast, sklepach z pamiątkami itp. W ogóle nie rozumiem, po co ludzie kupują pamiątki. Znaczy... rozumiem po co, ale nie mogę pojąć dlaczego... W moim spartańsko umeblowanym mieszkaniu nie ma miejsca na takie rzeczy. To po prostu nie dla mnie. Jednak kiedy byłam na Alasce z pewną grupą osób, niestety musiałam się trochę przełamać i także jakieś sklepy z pamiątkami odwiedzić. Myślałam, że nic mnie tam nie zainteresuje... i tak właściwie było, do momentu, kiedy mój wzrok padł na czekolady wątpliwej jakości, ale o ciekawych smakach. Z czystej desperacji kupiłam jedną, a co tam...

Czy decyzji pożałuję? Nie wiem, ale z opisu, ta tabliczka wygląda na smaczną: czekolada z solą morską; mleczna z preclami, biała z masłem orzechowym w formie... "przeplecionej" (?). Te pokrętne słowa chyba najlepiej opisują Astor Chocolate Alaska Northern Lights Milk Pretzel swirl Peanut Butter

Otworzyłam opakowanie i zobaczyłam "przeplecione" kolory: jasny brąz i biel, połamałam na kostki i poczułam zapach typowej, słodkiej mlecznej czekolady.
Zupełny zwyklak. Po połamaniu kostek nie wykryłam żadnej wstążki z masła orzechowego, ani tym bardziej żadnych precli. Zbliżyłam białą połowę kostki do nosa i... poczułam lekki zapach masła orzechowego, mieszający się z bardzo słodką, białą czekoladą. To był zapach Reese's White, tyle, że z mniej intensywną wonią masła.

Włożyłam kawałek do ust, a ten szybko zaczął się rozpuszczać w sposób bardzo maślany. Nie był to całkiem czekoladowo-maślany sposób, gdyż znalazł się tu element pewnej opornej mazistości, jaki mają masła orzechowe. Co się zaś tyczy smaku... było bardzo słodko, zaplątała się waniliowa nutka, jednak po chwili wyprzedził ją... smak masła orzechowego. Nawet z odrobinką soli. W białą czekoladę wtopiono masło orzechowe, co, jak się przyjrzałam, także zobaczyłam: malusieńkie kropeczki. 
Ta część była dobra. Nie powalająca, ale naprawdę dobra. Gdyby było w niej mniej cukru, więcej masła orzechowego, czy soli... byłoby świetnie.

Wciąż trochę sceptyczna, chwyciłam część ciemniejszą - mleczną. Ta już była po prostu przesłodzona, niemal cukrowa. Rozpuszczała  się w bardziej tłusto rzadko-wodnisty sposób.. Skojarzyła mi się z kakao dla dzieci - niemiłosiernie dosłodzonym. Ta część była bardzo mleczna, ale tak... ja wiem? Trochę na poziomie nijakiej czekolady Magnum - bez głębi i proszkowo.

Językiem wyczułam malutkie kawałeczki, które ciężko było nawet pogryźć, gdyż... były zbyt małe. Takie dosłownie drobinki o smaku... takim jakimś "upieczonym". Równie dobrze mogły to być ciastka, a nie precle. Raz czy dwa trafiłam jakby na kryształek soli, ale bardzo drobny.
Ta część była po prostu słodko-mdła.

Kiedy włożyłam całą kostkę do ust, było bardzo słodko, trochę czuło się masło orzechowe, ale za to... nasilił się smak słony i "preclowatość" też można było wyłuskać. 

Ogół zupełnie nie robi wrażenia, chociaż przyznam, że zamysł białej części był bardzo dobry. Ogólnie, pomysł na tę czekoladę mi się podoba, niestety... wykonanie leży. Mniejsza ilość cukru i większe kawałki precli zrobiłyby z tego naprawdę dobrą tabliczkę.


ocena: biała - 7/10; mleczna - 3/10; razem - 5/10;
średnia - 5.5/10
kupiłam: sklep z pamiątkami na Alasce
cena: 3.99 $ (za 57 g)
kaloryczność: 544 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

środa, 3 sierpnia 2016

Bellarom Salzbrezel mleczna śmietankowa z solonymi preclami

Po Lindtcie Grand Plasir z karmelem i solą nabrałam tylko jeszcze większej ochoty na czekoladę z solidną ilością soli o grubych, wielkiej kostkach, w które mogłabym się wgryźć. Po prostu niedosyt w temacie czekolada & sól. Uznałam, że to idealny moment na czekoladę, do której myślami wracałam co jakiś czas, odkąd tylko do mnie trafiła, bo oprócz soli miała coś, co bardzo lubię.

Bellarom Salzbrezel to mleczna czekolada śmietankowa, o zawartości 33 % kakao, z solonymi preclami.
Jest to jeden ze smaków lidlowych czekolad Bellarom przeznaczonych na rynek niemiecki.

Po otwarciu opakowania i złotego papierka, poczułam zapach słodkiej mlecznej czekolady. Wyraźnie czułam tu moc śmietanki i pełnego mleka. Kakao też się subtelnie zaznaczyło i... to tyle. Kiedy zbliżyłam się do spodu, spod którego wystawało sporo kawałków precli, poczułam też taki bardzo delikatny słony charakterystyczny zapach.

Przełamałam. No, tabliczka oczywiście jest twarda, ale w dużej mierze z racji grubości. Dwa kawałki precli odleciały, ale reszta wciąż siedziała porządnie w czekoladzie. Wreszcie spróbowałam.

Sama czekolada jest smaczna i dobra jakościowo. Tak, czuć tu naturalną śmietankę i mleko; ich tłustość, która łączy się z tłuszczem kakaowym i nie jest przesadzona.
To poczucie naturalności, razem z nieśmiałym akcentem kakao, sprawiło, że miałam wrażenie że czuć tu trochę taką naturalną słoność (a może to już dodatek działał?).

W smaku ta pełnia składników mlecznych na szczęście nie jest zakłócona przez silną słodycz.
Czysta czekolada byłaby już pewnie za słodka, ale tutaj utrzymuje się na poziomie jak najbardziej do zniesienia (a nawet całkiem przyjemnym).

Czekolada jest bowiem bogato napchana kawałkami precli wielkości paznokci. 
Są dobrze wypieczone, a co za tym idzie - chrupiące. Smakują tak, jak powinien smakować każdy precel i są posolone jak należy. Na jednym kawałku, który odpadł, można zobaczyć kilka sporych kryształków soli. Czy ją czuć? I to jeszcze jak!
W momencie, gdy czekolada się rozpuszcza, rozchodzi się ten słonawy naturalny smaczek przy odrobince kakao, tu i tam pojawia się słone ukucie. Silne, przebijające się przez resztę smaków, a potem zgrabnie w nie wchodzące.

Pojawia się charakterystyczny smak precli, soli jest jeszcze więcej. Przełamują słodycz nie zakłócając śmietankowości.
Miałam wrażenie, że parę kryształków soli jest też w samej czekoladzie, nie na preclach, ale nie jestem pewna, bo tych jest naprawdę mnóstwo.
Na koniec w ustach pozostaje posmak precelków (a nie np. "poimprezowa" mieszanka słodyczy i słonych przekąsek).


ocena: 9/10
kupiłam: niemiecki Lidl (ktoś kupił na moją prośbę)
cena: 10 zł (właściwie to dałam 20 zł za dwie czekolady + za fatygę)
kaloryczność: 550 kcal / 100 g
czy znów kupię: mogłabym

Skład: cukier, tłuszcz kakaowy, śmietanka w proszku (14%), kawałki solonych precli 10% (mąka pszenna, olej palmowy, mąka ze słodem pszennym ?, skrobia pszeniczna, emulgator: mono- i diglicerydy kwasów tłuszczowych, regulator kwasowości: wodorotlenek sodu, drożdże), miazga kakaowa (33%), pełne mleko w proszku (4%), słodka serwatka w proszku, lecytyna słonecznikowa, naturalny aromat wanilii