Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czekolateria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czekolateria. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 lutego 2019

Czekolateria Deserowa ciemna 50 % czekolada nadziewana o smaku sernika z pomarańczą

Mimo że Czekolateria dała mi wystarczającą ilość powodów, by już nie sięgnąć po żaden ich produkt, do dzisiaj prezentowanej czekolady podeszłam z nadzieją. Ok, nie miałam wyjścia, bo kupiłam ją jeszcze zanim spróbowałam którąkolwiek z już opisanych, ale przecież to właśnie sernikowa Czekolateria smakowała mi spośród tamtych najbardziej. Co prawda z innej linii, ale że ostatnio sernikowe czekolady fundowały mi miłe chwile (zwłaszcza sernikowy Wedel okazał się ogromną niespodzianką), liczyłam, że i z tą tragedii nie będzie. Ciekawiło mnie, czy w wykonaniu Czekolaterii wygra sernik truskawkowy czy pomarańczowy.
Swoją drogą, od razu po otwarciu zwróciłam uwagę na kostki. Znowu brak logo First Nice, a podobieństwo z Baronem i ciemną porzeczkową Czekolaterią ogromne. O co chodzi z tą Czekolaterią? Różni producenci?

Czekolateria Deserowa czekolada nadziewana o smaku sernika z pomarańczą to ciemna czekolada o zawartości 50 % kakao "z nadzieniem (50%) o smaku sernikowym i kandyzowaną skórką pomarańczową".

Po rozchyleniu sreberka poczułam się zdezorientowana, bo oprócz słodko-palonej, trochę polewowej ciemnej czekolady, poczułam wyraźnie ser. Po przełamaniu utwierdziłam się w przekonaniu, że to, co czuję jest bardziej po prostu serowe (trochę białoserowe), niż sernikowe (jakkolwiek "słodyczowe"). Przynajmniej odnotowałam też pomarańczę, która już była goryczkowato-słodka, i to w cukrowy sposób.

Mimo prawie 5 miesięcy do końca terminu ważności tabliczka wyglądała tragicznie (a inne przechowywane w tych samych warunkach wyglądają u mnie normalnie).
Przy łamaniu była twarda, lekko trzaskała. Czekolada wydała mi się średnio tłusta, a jej nadzienie zbite i nieco kruche, choć raczej nie wysuszone. Podczas robienia zdjęć skórek pomarańczy nie znalazłam.
Jakież zaskoczenie spotkało mnie po spróbowaniu!
Czekolada okazała się bardzo tłusta, kremowo-bagienkowata i maślano-gładka, choć pozostawiająca pylisto-prawieproszkowy efekt. Szybko miękła i rozpływała się, zalepiała usta i odsłaniała zwarte, początkowo zbite, sucho-proszkowe nadzienie. Ono również nie czekało na oklaski, by zacząć mięknąć. Wtedy atakowało tłustością: to tłusta gruda wypełniona proszkiem. Nie było czysto margarynowe, ale w dużej mierze margarynowe i po prostu zbyt tłuste. Rozpływało się wolniej od czekolady.
Moje zdziwienie podtrzymała duża ilość skórek pomarańczy. Odznaczały się prawie kamienną twardością i znikomą soczystością.

W smaku czekolada okazała się przesadnie słodka, ale jednocześnie znacząco i przyjemnie palono-gorzka. Mogła w tym trochę podchodzić pod kawę z syropem kakaowym, który z czasem robił się niestety coraz bardziej cukrowy.

Słodycz rosła szybko. Gdy nadzienie tylko trochę się wyłoniło, usta wypełnił mi cukier. Rozszedł się mleczno-margarynowy smak, na chwilę nad wszystkim zawisła mdłość, a potem tenże smak został podbity stęchło serową nutą. Cukier w dużej mierze to kamuflował.

Wraz z rozpływaniem się, na wierzch wychodziły skórki pomarańczy.
Kandyzowana pomarańcza podbijała cukrowość, ale wraz z nią pojawił się cytrusowy (powiedziałabym, że lekko cytrynowy) motyw. Jego goryczka umocniła stęchło-skarpetowy wydźwięk sera. Wydaje mi się, że to po prostu aromat jak z różnych rzeczy serowych... ale nie jestem pewna, bo w sumie cukrowość i mleczno-margarynowy smak przeważał zdecydowanie. O skojarzenia z czymś sernikowym naprawdę tu ciężko. Pod koniec w cukrowo-mlecznej toni chyba wychwyciłam waniliową nutkę i wtedy z wątłą nutką pomarańczy może to i zahaczyło o sernik (ale jakiś nędzny).

Końcówka była trudna do określenia... słodko-tłuszczowa, a więc nijaka, ale też nijako naaromatyzowana. Czekolada odchodziła w niepamięć, pozostało coś cytrusowego, ale niezbyt kwaśnego z racji ogólnej słodyczy.
Posmak należał do margaryny, porozgryzanej skórki pomarańczy i cierpkawości (pomarańczowo-kakaowo-sztucznej).

Czekoladę uważam za złą, nawet patrząc obiektywnie, trudno o plusy. Nie smakowała sernikowo, a czymś po prostu kiepskim; jakość leży. Mnie zmogła nie tylko jej cukrowość i tłuszczowość, ale też dziwne posmaki i struktura. O ile sama czekolada w smaku, mimo przesłodzenia, wyszła po prostu kiepsko, tak jej miękka tłustość wydała mi się paskudna (w mlecznej mogłabym uznać ją za "do przejścia"). Tłustość nadzienia była zupełnie innego typu, ale też wydała mi się okropna: zbitka proszku i margaryny. Skórki prawie kamienne i wyjałowione smakowo. Nadzienie wyszło nijakie, bo margarynowo-cukrowe, czemu nie pomogła nawet całkiem silna mleczność. Brak jakiegokolwiek kwasku, który by to przełamał, a dziwnie serowy akcent nie miał za wiele wspólnego ani z sernikiem, ani z jakimkolwiek dobrym serem.

Nieadekwatna w stosunku do nazwy i zrobiona byle jak.
First Nice Czekolateria Czekolada mleczna z nadzieniem o smaku sernika z truskawkami to przy niej niebo. Tej o wiele bliżej do Czekolaterii deserowej z nadzieniami o smaku czekoladowym i czarnej porzeczki, ale... jej margarynowość, dziwna nuta podbijana przez kamienne pomarańcze przebiły po prostu tanią niesmaczność tamtej.

Mamie nadzienie odpowiadało, choć smaku nie umiała określić (domyśliła się, że coś z pomarańczą dzięki "temu twardemu czemuś"; jak jej powiedziałam, że to miało być sernikowe, niepewnie odparła: "noo..."), ale sama czekolada nie (bo gorzka). Też jednak nie dała rady zjeść dla samego nadzienia.


ocena: 2/10
kupiłam: Lidl
cena: 3,99 zł (za 143g)
kaloryczność: 558 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: cukier, miazga kakaowa, tłuszcz roślinny w zmiennych proporcjach (palmowy, shea z masłosza Parka), tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, odtłuszczone mleko w proszku, kandyzowana skórka pomarańczowa 2% (skórka pomarańczowa 61%, sacharoza, dekstroza, kwas cytrynowy, substancja konserwująca: dwutlenek siarki), proszek serowy 0,5%, lecytyna sojowa, ekstrakt z wanilii, naturalny aromat (zawiera mleko)

poniedziałek, 7 stycznia 2019

First Nice Czekolateria Czekolada mleczna z nadzieniami o smaku szarlotki

To aż dziwne, ale sięgając po tę tabliczkę nie miałam co do niej żadnych uczuć ani przeczuć. Zawsze coś obstawiam, jakoś tam się ustosunkuję, a tu... po prostu nic. Dobrze pamiętałam zarówno całkiem spoko First Nice Czekolateria Czekolada mleczna z nadzieniem o smaku sernika z truskawkami jak i okropną Czekolateria Czekolada deserowa z nadzieniami o smaku czekoladowym i czarnej porzeczki. Mówiłam sobie, że w sumie to bliżej jej do sernikowej, bo na pewno First Nice, ta sama seria i też taki "ciastowy smak". Serniki wprawdzie zawsze miały u mnie pierwszeństwo przed szarlotkami / jabłecznikami, ale jako smak czekolady, dzisiaj przedstawiana wydała mi się nawet łatwiejsza do zrobienia.

Czekolateria Czekolada mleczna z nadzieniami o smaku szarlotki to mleczna czekolada o zawartości 32 % kakao z nadzieniem (22%) o smaku cynamonowym i nadzieniem (18%) "jabłko z cynamonem", stylizowana na szarlotkę, produkowana przez markę własną Lidla First Nice - edycja limitowana.

Po otwarciu poczułam wyrazisty zapach bardzo słodkiej i głęboko mlecznej czekolady. Właściwie nie był to zapach tylko mlecznej czekolady, ale też po prostu mleczny. Przywodził na myśl ciepłe mleko z cynamonem, przy czym zaznaczyła się nutka ciasta z jabłkami.

Tabliczka, ku mojemu zaskoczeniu, okazała się twardawa i ani trochę nie topiła się w rękach.
Jak się okazało w trakcie sesji zdjęciowej, warstwa czekolady była gruba, a nadzienia wyglądały na mniej więcej równe.
Czekolada rozpływała się tłustawo-kremowo na najzwyklejsze w świecie bagienko, powoli odsłaniając nadzienia.
Na dole było gęste i zbite, tłuste w margarynowy sposób oraz nieco sucho-gumowate.
Na wierzchu znajdował się gęsty, lepiący, ale nie ciągnący się, jakby suchawy sos... albo lekko scukrzony żel. Ten raczył lekką soczystością wymykającą się spod czekolady nieco szybciej; margarynowa gumka dotrzymywała czekoladzie towarzystwa do końca.

W smaku natychmiast uderzyła mnie silna słodycz, którą po chwili opłynęło wyraziste, smakowite mleko. Poczułam mglisty posmak sztucznego cynamonu, co było dość dziwne. Zaraz nadciągnęła kolejna fala cukru, sprawiając, że już na początku było za słodko.

Spod czekolady wycisnął się delikatny smak soku jabłkowego: leciuteńko kwaskowaty i słodki w sposób... zaskakująco jabłkowy. Pojawił się prawdziwy (nie z aromatu) cynamon, co od razu przywiodło na myśl jakieś korzenne przetwory jabłkowe.

Ogólna, nieubłagana słodycz rosła, ale na szczęście także smak mleka stawał się coraz silniejszy. Sama czekolada bardzo dobrze łączyła się z cynamonem, który w mniej więcej połowie robił się wręcz pikantny. Przez chwilę rzeczywiście pomyślałam o szarlotce / jabłeczniku, jednak gdy rozeszło się nadzienie jabłkowo-cynamonowe, a dominować zaczął dół, oprócz przesadzonej cukrowości, pojawił się posmak margaryny. Przez niego mleczność zaczęła wydawać się mdła, a i sztucznawość znów się zaplątała.

Na koniec jednak wszystko i tak tonęło w cukrze.
W posmaku zostały cynamon, mleko i jabłkowa nutka, ale czułam także straszne przesłodzenie i tłuszcz na ustach (margaryny / oleju palmowego?).

Już dwiema kostkami się zasłodziłam, w całości było za dużo akcentów sprawiających, że wcale nie chciałam jeść więcej... To był cukier w cukrze bez uroku, ale rzeczywiście wpisujący się w tytułowy smak. Czekolada... nie wyszła źle jak na swoją półkę, ale też nie tak, by było za co pochwalić.

Nie mogę pojąć, po co ten aromat cynamonowy... Przecież samą przyprawę sypnąć to chyba nie problem? Reszta składu... no dobra, ale nawet to...? A może to połączenie innych aromatów z cynamonem... Ale też: po co?


 ocena: 5/10
kupiłam: Lidl
cena: 2,19 (za 100 g)
kaloryczność: 512 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: cukier, nadzienie "jabłko z cynamonem" (cukier, sok jabłkowy z zagęszczonego soku jabłkowego 27%, sryop glukozowo-fruktozowy z pszenicy, regulator kwasowości: kwas cytrynowy; substancja zagęszczająca: pektyny; cynamon 0,1%, aromaty), pełne mleko w proszku, tłuszcz kakaowy, tłuszcz roślinny w zmiennych proporcjach (palmowy, shea z masłosza Parka), miazga kakaowa, odtłuszczone mleko w porszku, lecytyna sojowa, naturalny aromat cynamonowy, aromaty

sobota, 15 grudnia 2018

Czekolateria Czekolada deserowa z nadzieniami o smaku czekoladowym i czarnej porzeczki ciemna 70 %

Tę czekoladę zupełnie nieświadomie wybrałam na dzień po zjedzeniu Zottera Kir Royale. Może ktoś z uważniejszych czytelników zauważył, że lubię sobie serwować "smakowe serie", a więc układać czekolady wedle jakiegoś porządku, czasem robić porównania. W tym przypadku jednak kumulacja ciemnych tabliczek z nadzieniem porzeczkowym i czekoladowym była... przypadkiem. Skojarzyłam je ze sobą dopiero w dniu jedzenia Czekolaterii, która bardziej przypominała Lindta Edelbitter Mousse Schwarze Johannisbeere. Niestety, nie wiedziałam, czego po czekoladzie się spodziewać, bo nie wiedziałam nawet, kto za nią stoi. Owszem, Lidl, ale który dokładniej producent dla niego produkujący? Czekolateria wydaje mi się marką własną, dla której robią różni, bo np. na czekoladzie sernikowej z truskawkami było jeszcze wyraźnie First Nice, tu nie. Ta tabliczka w ogóle odstawała od jeszcze trzech posiadanych przeze mnie Czekolaterii (opakowaniem, gramaturą). Trochę zgłupiałam, zwłaszcza po spróbowaniu.

Czekolateria Czekolada deserowa z nadzieniami o smaku czekoladowym i czarnej porzeczki to ciemna czekolada o zawartości 70 % kakao z 24 % nadzieniem o smaku czekoladowym i 16 % "nadzieniem czarna porzeczka" produkowana dla Lidla. Tabliczka ma 145 g.

Gdy rozchyliłam sreberko, uderzył mnie kontrast. Brzydko wyglądająca, trochę pokryta szarym nalotem tabliczka pięknie zapachniała bardzo słodką konfiturą / dżemem z czarnych porzeczek. Po przełamaniu zaplątał się w tym kwasek tychże owoców i świetnie wpasował się w kakaową, ale przede wszystkim słodką, czekoladę.

Przy łamaniu tabliczka była dość twarda, ale nie trzaskała. Trochę to dziwne, bo warstwa czekolady okazała się gruba, zaś nadzienia... Były dziwne i dziwnie rozmieszczone. Czekoladowe ciągnęło się przez cały rządzik czekolady, a owocowe okazało się skąpą grudą pośrodku każdej kostki.

Sama czekolada rozpływała się powoli, mimo że była tłusta w maślanym kontekście. Odznaczała się gładkością, choć suchawy efekt pozostawiała. Z czasem robiło się bardziej miękko-tłusto.
Tłustość czekolady bowiem szybko zwielokrotniało nadzienie czekoladowe, które mimo silnej tłustości łączącej w sobie masło i margarynę, wyszło sucho-proszkowo. Czuć, że dużo w nim mleka w proszku, jednak nie sam proszek jako taki. Było zbite i ciężkie. Rozpływało się łatwiej od czekolady, ale jakby niechętnie, idąc w grudki.
Część owocową odebrałam jako podeschnięto-scukrzoną, choć wciąż plastyczną i lepiącą. To ani dżem, ani sos, a gęsty żel... właściwie może prawie żelka (którą można było uformować językiem w kulkę) powoli rozpływająca się. Soczystość znikoma, za to ciężkość podtrzymana.

W smaku sama czekolada przywitała mnie mocno paloną, wręcz przypaloną gorzkością, do której szybko doszła słodycz i maślaność. Kakao i jego cierpkość czuć, ale wyszło trochę chamsko, niewytrawnie. Słodycz siłą nie poraziła, ale zagrała w tym samym, ordynarnym tonie.

Słodycz rosła, wzmocnił się nijako-maślany smak, do którego dołączył nieprzyjemny posmak margaryny i mleko. To nadzienie czekoladowe, które wyłuskane osobno wydało mi się raczej mleczno-sztucznie-"kakałkowe", niż czekoladowe. Nie smakowało zbyt wyraziście, więc i tu słodycz szybko przejęła pałeczkę.

Elementem dokładającym cukrowość okazało się nadzienie owocowe. To przede wszystkim cukier, sztucznie cukierkowy smak bliżej nieokreślonych owoców i... w końcu, po długim, długim czasie posmak zacukrzonego co niemiara dżemu z czarnym porzeczek. Pod sam koniec pojawiła się namiastka owocowego kwasku, ale nikła w cukrowości i chemii, a także dziwnym poczuciu sztucznego tłuszczu.

Po zjedzeniu zostało poczucie przesłodzenia, nieprzyjemny posmak oleju palmowego i sztuczności oraz lekka cierpkość kakao.

Mimo pozornej od-biedy-zjadliwości, czekolada szybko zaczęła mnie obrzydzać. Dobrze zaczęła apetycznym zapachem, a potem było już tylko gorzej. Sama czekolada nie była najwyższych lotów, ale w innych okolicznościach można by ją uznać za satysfakcjonującą, za to środek... to cukrowa nijakość o strukturze starocia (data ważności obiecywała 5 miesięcy). Nadzienie czekoladowe? W życiu bym nie powiedziała. Czarną porzeczkę trochę czuć, ale... to właściwie tylko zmarnowanie potencjału tego owocu.
Jakość beznadziejna i tyle. Smak? Niesatysfakcjonujący, kiepski, cukrowy, ale bywało gorzej. Niestety, większość wywaliłam, bo mimo szczerych chęci, nie mogłam przez to przebrnąć, a oddać nie mam komu.


ocena: 3/10
kupiłam: Lidl
cena: 3,99 zł (za 145g)
kaloryczność: 512 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: miazga kakaowa, cukier, nadzienie czarna porzeczka (cukier, syrop glukozowo-fruktozowy z pszenicy, syrop glukozowy z pszenicy, przecier z czarnej porzeczki 14%, substancja utrzymująca wilgoć: sorbitole; woda, regulator kwasowości: kwas cytrynowy; koncentrat soku z czarnej marchwi, aromat naturalny, substancja zagęszczająca: pektyny), tłuszcz roślinny w zmiennych proporcjach (palmowy, shea z masłosza Parka), tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, odtłuszczone mleko w proszku, lecytyna sojowa, ekstrakt z wanilii, aromat naturalny

niedziela, 16 września 2018

First Nice Czekolateria Czekolada mleczna z nadzieniem o smaku sernika z truskawkami

Jak kiedyś sernikowe słodycze wydawały mi się rzadkością, tak ostatnio mam wrażenie, że całkiem ich sporo robią. Mniej lub bardziej udane, no ale są. Takich czekolad ostatnio uzbierałam aż kilka. Po Lindcie, który okazał się smacznym rozczarowaniem, chciałam otworzyć Wedla, ale że w jego jakość powątpiewałam, a lidlowych nadziewańców z Mamą uzbierałyśmy aż kilka, postanowiłyśmy, że trochę z nimi ruszymy. Najpierw bałam się, że stoi za nimi Baron, bo tak na oko limitowane serie z Lidla mi się kojarzyły, niektóre (co prawda nie z tej) miały na opakowaniu podobne kostki, ale napisałam do Lidla i otrzymałam informację, że to na pewno czekolady marki własnej. Po otwarciu kostki wskazały mi nawet dokładnie, której.

Czekolateria Czekolada mleczna z nadzieniem o smaku sernika z truskawkami to "czekolada mleczna o zawartości 32 % kakao z nadzieniem (50%) o smaku sernikowo-truskawkowym z granulatem truskawkowym" marki własnej Lidla - First Nice z zimowej linii.

Po otwarciu poczułam słodki zapach truskawkowy, który był trochę sztucznawy, ale nie napastliwy. Właściwie z czasem zaczął mi się kojarzyć z lekko chemicznym serkiem truskawkowym, jednak nie było to skojarzenie negatywne, bo do moich nozdrzy ewidentnie i twarogowa (bardziej słodko twarożkowa) nuta docierała.

Nie chcę za bardzo rozpływać się nad konsystencją, bo tabliczka spędziła wielogodzinną podróż w lodówce turystycznej, potem nadeszły upały, więc nie jestem pewna, czy czekolada dobrze to zniosła. Mimo wszystko wydawała się po prostu lekko tłusto ulepkowatą tabliczką rasy "przeciętniak". Przy łamaniu itd. odznaczała się ogólną miękkością.
Trochę się zdziwiłam, gdy jedną kostkę nadgryzłam, a drugą przekroiłam. Myślałam, że jedna trafiła mi się tylko z białym nadzieniem, a w drugiej kompletnie zastygł / scukrzył się sos, ale gdy zaczęłam zabawę nożem, okazało się, że środek to białe nadzienie najeżone czerwonymi kawałkami.

W ustach czekolada rozpływała się w bardzo kremowy i bardzo tłusty sposób, zalepiając je. Podchodziła pod ulepek, który (jak na taki twór) rozpływał się względnie powoli. W pewnym momencie pojawiła się, a potem zaczęła rosnąć aż pozostała tylko ona, proszkowość - i to taka jakby chrzęszcząca. To było nadzienie, które wydawało się zrobione z proszku i oleju. Całość pozostawiała na ustach tłustą warstwę. Pozytywnym zaskoczeniem okazały się truskawkowe kawałki. Do złudzenia przypominały chrupkie, chrzęszcząco-skrzypiące liofilizowane truskawki. Nawet zawierały pesteczki.

Czekolada od samego początku uderzała bardzo silnym smakiem mleka z cukrem. Było to mleko wyraziste, ale zacukrzone do granic możliwości.
Smak nadzienia przebijał się po pewnej chwili, raz a to truskawkowym akcentem, a to jako nasilająca się mleczność.

Biały krem smakował przede wszystkim zabójczo słodko. Oprócz tego cechowała go mleczna śmietankowość, która z czasem (zwłaszcza po połączeniu z truskawkowym smakiem) wydawała mi się serkowa. Z sernikiem mi się nie kojarzyło, ewentualnie właśnie ze sztucznawym serkiem homogenizowanym.

I to truskawkowym, choć ten smak był bardzo leciutki. Chwilami truskawkowość prawie zanikała. Mimo to, nie mogę odmówić czekoladzie truskawkowej naturalności, bo kawałki okazały się zaskakująco autentyczne. Również w smaku rewelacyjnie udawały liofilizowane truskawki, niosąc słodycz i odrobinkę kwasku tych owoców. W niektórych kostkach było ich malutko i niestety tonęły w cukrowości, ale w innych - gdzie było dużo-dużo - bardzo zacnie przełamywały resztę.

Po zjedzeniu w ustach pozostawał posmak truskawek, połączenie sztucznych i naturalnych, oraz poczucie czekoladowego zacukrzenia. Był bardzo delikatny i w pewnych sytuacjach pewnie mógłby uchodzić za przyjemny. Mi w żadnym wypadku nie przeszkadzała truskawkowa część, ale to zacukrzenie mnie zmogło.

Tabliczka wyszła cukrowo - zdecydowanie za cukrowo - ale zaskakująco nieźle, jak na coś takiego. Cieszy autentycznosć truskawek oraz to, że lekko chemiczny posmak nie przeszkadzał (bo nie narzucał się). Niestety, truskawkę (tak ogółem) czuć bardzo mało. Z sernikiem raczej mi się to nie kojarzyło, ale serkowo? Może trochę. Raczej jak z curkwowo-mlecznym nadzieniem. Zabijała mnie jej tłustość - w sumie może i typowa dla takich czekolad, ale nie w moim guście. O dziwo jednak, proszkowość aż tak nie raziła. Może to kwestia tego, że pochodziła tylko od nadzienia, a czekolada była kremowa?
Trochę da się zjeść nawet z pewną przyjemnością, ale połowie (mimo szczerej chęci) nie dałam rady.
Niezła, ale przecukrzona i o wiele, wiele za tłusta. Mamie smakowała, uznała ją za ciekawą za sprawą "tych chrupiących kawałków". Obie uznałyśmy, że w tej cenie to w sumie perełka.


 ocena: 7/10
kupiłam: Lidl
cena: 2,19 (za 97 g)
kaloryczność: 567 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: cukier, tłuszcz roślinny w zmiennych proporcjach (palmowy, shea z masłosza Parka), mleko w proszku pełne, tłuszcz kakaowy, miazga kakaowa, mleko w proszku odtłuszczone, granulat truskawkowy 1% (syrop glukozowy, cukier, truskawki, substancja zagęszczająca: alginian sodu), tłuszcz mleczny, proszek serowy z mleka 0,5%, lecytyna sojowa, naturalny aromat truskawkowy, aromat naturalny (zawiera mleko), aromat