Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Soar. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Soar. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 listopada 2025

Soar 78 % Tanzania Dark Chocolate / Темний шоколад ciemna z Tanzanii

Sięgając po tę czekoladę, pomyślałam, że jakoś tak szybko minęła moja przygoda z Soar. Choć były to dobre czekolady, wiedziałam, że na tej ją zakończę. Mnie po prostu za bardzo nie leżała ich słodycz - cukier kokosowy w czekoladach zwyczajnie mnie nie przekonuje. Na koniec zostawiłam ją w zasadzie "bo tak wyszło", jednak przygotowując posta pod recenzję naszła mnie myśl, że wydawała się najbardziej obiecująca.

Soar 78 % Tanzania Dark Chocolate / Темний шоколад to ciemna czekolada o 78% zawartości kakao z Tanzanii; słodzona cukrem kokosowym.

Po otwarciu rozbrzmiał intensywny, ciężko-słodki zapach suszonych daktyli z lekko melasowym echem oraz kwaśno-słodki motyw czegoś limonkowego. Z melasą wiązała się paloność. W niej osiadła też średnio silna gorzkość, o którą zabiegała także cierpkość jesiennych liści i orzechy włoskie. Motyw liści był bardzo jednoznaczny. Wplótł także specyficzne, suche ciepło. Wyobraziłam sobie rudo-złote, szeleszczące liście, może też suche siano. Przy orzechach włoskich chyba zaplątało się trochę laskowców. Obok tego wszystkiego zarysowała się soczysta kwaśność cytrusów: pomarańczy z wyraźnie zaznaczonymi skórkami, mandarynek i limonek. Ostatnie miały lekko cukierkowo-lemoniadowo-oranżadową naleciałość.

Tabliczka wydała mi się dość jasna. Była bardzo twarda i podczas łamania trzaskała głośno w masywny sposób.
W ustach czekolada rozpływała się średnio powoli i soczyście. Była bardzo zbita, niemal zupełnie pozbawiona tłustości. Opływała rzadkimi, soczystymi falami. Wystąpiła w niej leciutka, aksamitna pylistość, a na koniec marginalne uczucie ściągania od kwasowości.

W smaku przywitał mnie zgrany splot słodyczy i kwaśności. Startowały z równego poziomu.

Słodycz szybciej wyrwała się na przód, serwując maślane... krówki? Nie jednak słodziutko urocze, bo przy nich doszukałam się trochę topornej melasy. Ta palona słodycz pędziła, jakby bojąc się, że zaraz...

To kwaśność skupi na sobie większość uwagi. Także nie zwlekała. Do głowy przyszły mi słowa: "limonkowa bryza". Polał się kwaśny, cytrusowy sok. Limonkę wzmocniły nieco słodsze pomarańcze i mandarynki, jednak ich bukiet niósł głównie kwaśność.

Za cytrusami przemknęło coś jakby... melasa z owoców (jest coś takiego, robi się z niej takie coś: Koska Findik Pureli Tahin Pekmez Tahini & Grape Molasses with Hazelnut Puree).

Krówki zniknęły na rzecz suszonych, ale soczystych daktyli. Niesamowicie jednoznaczne, charakternie ciężkawe słodkie owoce te przechodziły w motyw masy z suszonych owoców - głównie daktyli, ale nie tylko. Przeplotły je kwaśne rodzynki.

Gorzkość jako jedyna się nie spieszyła. Rozchodziła się powoli jako ciepło-palony wątek. Przemknęła mi kwaskawa kawa, a potem... palone liście? Poprzez liście słodycz zdawała się przeniknąć do gorzkości.

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa wzrosła słodycz. Daktyle zaczęły przeistaczać się w syrop daktylowy, a potem paloną, ciężką melasę. Już nie owocową. W słodycz wkradła się lekka goryczka... Albo to melasowa słodycz próbowała zabarwić sobą gorzkość?

Kwaśne limonki, które wśród owoców wyraźnie dominowały, w pewnym momencie otarły się o pewną sztuczność; plastikowość? Do głowy przyszły mi kwaśne żelki limonkowe i chyba też mieszane, cytrusowe. Żelki z dziwną, białą "mleczną" częścią? Ogólnie nagle coś mlecznego przemknęło mi w oddali, po czym zaraz zniknęło.

Gorzkość ogólna nie próbowała zawojować kompozycji. Cytrusy rozbrzmiewały w najlepsze na pierwszym planie, a ona w tle... złagodniała. Po palonych liściach przyszła pora na liście suche, szeleszczące jesienne. Wyobraziłam sobie złote i rude liście oraz siano, ze specyficznym, cierpkawym ciepłem.

Cytrusowe żelki zmieniły się w lemoniadę głównie z limonek. Lemoniado-oranżadę...? Nie, wróciły na naturalniejszy tor. Wysoką kwaśność połączyły jednak z całkiem dosadną dawką słodyczy.

Jesienne liście rozmyły się. W ich miejscu zaczęły mieszać się różne orzechy, pieczone kasztany... Chyba na chwilę wyraźniej wyłoniły się orzechy włoskie? Nic jednak pewnego.

Pod kwaśną, soczystą limonką, która cały czas dominowała aż trudno było stwierdzić. Kwasowość w końcu trochę przełamała raz po raz wyłaniająca się, rosnąca skokowo słodycz. Nagle wyobraziłam sobie jakiś krem cytrusowy; jakieś ciasto... krem ścięty od kwaśności krem limonkowo-mleczny na spodzie z mocno wypieczonych - trochę melasowo-karmelowych? - herbatników (ciasto Hemingwaya?)? Melasa na koniec zmieniła się w słodko-pieczoną, trochę niedookreśloną nutę.

Po zjedzeniu został posmak kwaśnej, trochę wręcz przerysowanej limonki, cierpkiej skórki pomarańczy oraz słodko-ciężkich daktyli. Do nich podkradła się jakby melasowa krówka. Czułam też trochę suchych, jesiennych, ciepłych w wydźwięku liści oraz odrobinkę orzechów.

Czekolada wyszła smacznie, ale nie podobało mi się, jak limonki zbytnio wszystko dominowały, idąc aż w sztuczność i żelki oraz ciężki charakter melasy. Słodycz daktyli, zalatywanie krówkami były zacne i żałuję, że nie grały większej roli kosztem właśnie melasy. Ta zdawała się za bardzo podkoloryzowywać gorzkość, która koniec końców nie rozbrzmiała tak, jak by mogła. Podobała mi się nuta jesiennych, szeleszczących liści, podkreślona orzechami, ale znów - trochę za bardzo cytrusy ją zagłuszały. Limonki mieszały się z mandarynkami i pomarańczami, które niby były od nich słodsze, ale przez melasę jakoś trudno było zwracać uwagę na słodycz inną, niż jej. Gdyby nie ta melasowość i nieco przerysowana limonkowość, mogłabym pomyśleć o maksymalnej ocenie.


ocena: 8/10
cena: 5€ (około 21 zł; za 80g)
kaloryczność: 534 kcal / 100g
czy kupię znów: nie

Skład: ziarna kakao, cukier kokosowy

piątek, 12 września 2025

Soar 78 % Dominicana Republic Dark Chocolate / Темний шоколад ciemna z Dominikany

Jakiś czas po jakoś mało dominikańskiej Cokoladovna Lana RAW BIO 73 % zaczął chodzić za mną ten region. Na liście posiadanych czekolad mój wzrok zatrzymał się na dziś przedstawianej. Miałam krótką przerwę od czekolad tej ukraińskiej marki, a nie chciałam, by za długo leżały, bo producent zapisał na nich datę produkcji, nie ważności. Dopiero już w trakcie degustacji tknęło mnie, że ze względu na stosowany przez Soar cukier kokosowy, samo kakao mogło wyjść trochę inaczej niż typowo dominikańsko. Nie miałam żadnego wyobrażenia - byłam po prostu ciekawa. 

Soar 78 % Dominicana Republic Dark Chocolate / Темний шоколад to ciemna czekolada o 78% zawartości kakao z Republiki Dominikany; słodzona cukrem kokosowym.

Po otwarciu zagrzmiał zapach drzew, popiołu i wręcz sadzy. Sady z karmelem? Karmelowej sadzy (abstrakcyjne wyobrażenie)? Popiołu po naturalnych kwiatowych kadzidłach? Karmel dał się poznać jako mocno palony, wręcz trochę melasowy. Do głowy przyszedł mi też tytoń i trudny do uchwycenia, smrodliwy akcent dymu papierosowego. Z nim w oddali mieszała się też jakby wręcz ukryta kwaśna śmietanko-śmietana. Jakby bały się podejść do wyraźniejszego palonego motywu, w którym bliżej pierwszego planu pokazały się jeszcze palone ziarna kawy. Kwasek śmietany trochę chował się też w owocach: soczyście-wędzonych śliwkach i całym podwędzanym suszu na kompot. Odnotowałam tam też jakiś świeższy kwasek - kiwi? I nieśmiałą słodycz gruszek.

Bardzo twarda tabliczka trzaskała w adekwatnie głośny sposób, a część zaokrągleń (?) odpryskiwała przy tym.
W ustach czekolada rozpływała się maziście wolno, wykazując lekką lepkość. Była tłusta w maślany sposób, a jednocześnie soczysta, więc nie ciężka. Odnotowałam lekką pylistość, a końcowo drobne ściągnięcie. Zostawiała po sobie też trochę suche wrażenie.

W smaku pierwsza pojawiła się średnio wysoka słodycz karmelu. Zaleciał mi też gorzki, trochę papierosowy dym, który zaraz zbudował palony wątek i zmienił się w popiół oraz sadzę.

Karmel pod wpływem paloności zahaczył o melasę, jednak pot chwili jednak utwierdził się w swej karmelowości.

Przemknął owocowy kwasek. Chyba średnio dojrzałe kiwi...? A za nim kwaskawa ni brzoskwinia, ni nektarynka? Słodycz trochę wzrosła, więc wyparło je kiwi dojrzałe. Od kwasku owoców odbiegł kwasek śmietany.

Splot śmietany i trochę łagodniejszej słodkiej śmietanki złagodził karmel. Starały się ukryć jego paloność, on zaś robił, co mógł, by zatrzymać ją za wszelką cenę. Trochę więc tej paloności jednak się ostało. Nie był to karmel jednoznacznie śmietankowy, ale karmel mieszający się ze śmietaną.

Na przekór temu łagodnieniu wyszła nagle mocniejsza gorzkość. Wciąż trzymała się palonego klimatu. Czułam cierpkawe, palone ziarna kawy i jeszcze więcej sadzy. Zbierał się gęsty dym - też trochę kwaskawo-cierpki? Ziołowy?

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa gdy tylko śmietana już znacząco otuliła karmel, owoce to wykorzystały. Przejęły część słodyczy i przeplotły ją kwaśnością. Dominowało zielone, w tym momencie już na pewno dojrzałe kiwi, a tuż obok pojawiła się nektarynka i coś cytrusowego. Chyba limonka. Przejęła kwasek od kiwi i nektarynek, które zaczęły zmierzać w słodszym kierunku.

Słodycz mieszała się z kwaskiem, a to słabnąc, a to trochę rosnąć. Na chwilę wyłoniło się coś świeższego - soczyste, dojrzałe gruszki? Palony, melasowy karmel próbował się przebić zza śmietany i sobie znaleźć miejsce, ale średnio mu to szło. Wychylał się epizodycznie. Pojawiły się wędzone gruszki i śliwki - cały lekko cierpkawy, ciężko słodki susz na kompot. Słodycz zrobiła się ciężka, a kwasek wyraźnie cierpki.
Świeższe owoce zmieniły się w... świeżość kwiatów? Te podprowadziły do słodyczy dym - jakby unoszący się znad palonych kwiatów.

Dopasowało to kwasek i owocowe tony bardzo spójnie do palonego, wyrazistej gorzkości. W tej wciąż dominowała sadza, ale i ziarna kawy miały sporo do powiedzenia. Na moment do kompozycji zawitała jakby... czarna kawa z kwaśną śmietaną, po czym zniknęła kwaśność. Została kawa czarna... mocna, ale dosłodzona... melasą?

Kwaśność zupełnie zniknęła, a śmietanko-śmietana zmieniła się w łagodniejszą maślaność. Wrócił też bardziej palony, wyraźnie melasowy karmel. Na zasadzie kontrastu kiwi i nektarynki, wędzone owoce wytoczyły cierpkość - na końcówce w głowie miałam samą niezbyt dojrzałą cierpkawość (nie zupełnie niedojrzałość) owoców niż owoce.

Po zjedzeniu został posmak sadzy i dymu oraz mocnej kawy zaparzonej na palono-kwaskawych ziarnach. Wyłonił się palony karmel, wręcz melasa, która pozbyła się maślano-śmietanowej otoczki i sporo cierpkich owoców: kiwi i susz owoców podwędzanych, z dużą ilością śliwek. W tle pojawił się kwasek limonki i śmietany.

Czekolada była smaczna i dosadna, choć tak palona słodycz niespecjalnie mi tu pasowała. Samo kakao poszło w wyrazistą paloność sadzy, dymu, tytoniu i palonej kawy. Słodycz już trochę z palonością melasy przesadziła. Do wyczuwalnych owoców - kiwi, nektarynek, wędzonych śliwek i suszu na kompot - widziałabym jakąś lżejszą. Akcenty śmietanko-śmietany dodawały wytrawności i jakby pod nią podłączyły owoce. Dosadna słodycz wydawała się stać trochę z boku.

Aż mi się przypomniała maślano-palona Zdrowa Sowa Czekolada 80 % Dominikana pełna nut kiwi, wędzone śliwki, likier kawowy. Różniła się co prawda od dziś przedstawianej, ale i wiele w nich podobieństw. Na tyle, by stwierdzić, że cukier trzcinowy lepiej dopasowuje się do takich dominikańskich smaków.


ocena: 8/10
cena: 5€ (około 21 zł; za 80g)
kaloryczność: 534 kcal / 100g
czy kupię znów: nie

Skład: ziarna kakao, cukier kokosowy

niedziela, 23 marca 2025

Soar 75 % Madagascar Mava Dark Chocolate / Темний шоколад ciemna z Madagaskaru

Madagaskarska plantacja Mava to już region bardzo szczególny, bo ogólnie "Sambirano" spotyka się częściej. Z tym, że dolina Sambirano, region rzeki o tej nazwie to naprawdę ogromny obszar, a Mava mieści się w jej północno-zachodniej części (z tego co wyczytałam). Że taka istnieje, kojarzyłam ze względu na jedzoną całkiem niedawno Chocolat Madagascar Single Plantation Dark Chocolate Domaine Mava 75 %. Z ogromną ochotą sięgnęłam więc po kolejną tabliczkę z kakao stamtąd, zwłaszcza że raptem dzień wcześniej jadłam inną madagaskarską Soar (Soar 75 % Madagascar Sambirano Dark Chocolate). Ok, pierwszy zachwyt już opadł i odkryłam, że jednak przy mniej niż 80% kakao cukier kokosowy za bardzo mi się wychyla na przód także w ukraińskich czekoladach Soar, ale wciąż czułam, że czeka mnie coś dobrego.

Soar 75 % Madagascar Mava Dark Chocolate / Темний шоколад to ciemna czekolada o 75% zawartości kakao z Madagaskaru, z plantacji Mava (położonej w dolinie Sambirano); słodzona cukrem kokosowym.

Po otwarciu poczułam gorzki zapach palonej kawy i jeszcze mocniej palonej melasy. Ta była goryczkowato-słodka, słodka nachalnie i ciężko. Melasa z goryczką zasugerowała sezam... jako jakiś słodki krem melasowo-sezamowy, może odrobinkę chałwowy. Soczystość jednak także stanęła na całkiem wysokim poziomie za sprawą słodkich pomarańczy i nektarynek. Bardzo w oddali doszukałam się jeszcze czarnej, pikantnawej ziemi i cierpko-gorzkich ziół (piołunu?).

Bardzo, bardzo twarda tabliczka przy łamaniu trzaskała głośno. Zaokrąglenia odpryskiwały przy tym z niektórych wypukłości.
W ustach czekolada rozpływała się powoli i maziście. Była lepkawa i maślano tłusta. Soczystość rozkręcała się z czasem, równoważąc tłustość. Pojawiła się też pylistość, a całość końcowo przybierała formę bardzo soczyście-wodnistą. Po wszystkim trochę ściągała.

W smaku pierwsza przemknęła pomarańcza... Pomarańcza jednocześnie bardzo słodka, i wyraźnie kwaśna. Niemal... oprószona karmelową słodyczą (karmelowym cukrem?)? Soczystość podkręciła jednak... miechunka? O bardziej cierpko-egzotycznym charakterze. Kwaśność owoców gnała przed siebie, ale słodycz szybko ją dogoniła. W tym czasie swoją obecność zgłosiła też lekka gorzkość.

Słodycz miała charakter ciężki i trochę zbyt nachalny. Słodycz pomarańczy bardzo się nasiliła, wydając się owocem aż niewiarygodnie słodkim, a ta słodycz, która właśnie ją dopadła, dodała motyw melasy. Kontrastowo ciężki.

W tle przepłynęło trochę... mleka? Na parę chwil rozeszła się wizja mleka z łagodnym, a specyficznym cynamonem cejlońskim. W oddali przepłynęło jeszcze coś łagodnego - niemal mleczna, melasowa chałwa? Zaraz jednak kwasek dołączył do mleka, toteż przeszło w maślankę.

Gorzkość początkowo była delikatna, ale wzrosła przy melasie. Raz, że melasa była zasładzająco-goryczkowata, a dwa - umocniła palony wątek. Poprzez niego wkradł się dym i palona kawa. Wkroczyła na pierwszy plan, chwilę na nim dominując. Melasowo-sezamowy akcent schował się za nią i zniknął zupełnie.

Cytrusów w tym czasie zbierało się coraz więcej i więcej. Przewodziła pomarańcza, ale nie była osamotniona... Choć może to nie tyle różne cytrusy, co różne odmiany pomarańczy? W cytrusach zaplątała się chyba jeszcze jakaś słodsza, bardziej egzotyczna... nektarynka? Owocowy splot był niby uproszczony, ale nie jednoznaczny (ciężkość słodyczy odciągała uwagę?). A i nawet same pomarańcze rozchodziły się na różne: słodsze, deserowe i... grzańcowe? Ciężka słodycz jakby za wszelką cenę starała się stonować kwaśność.

Paloność i melasa mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa dodały pomarańczom korzennej otoczki. Wyobraziłam sobie korzenne pomarańczowe grzańce. Melasa nieco przycichła, a w przyprawach wyłoniła się ciepła cierpkość.

Na chwilę zrobiło się lżej - polała się maślanka pomarańczowa, a do głowy przyszedł mi jeszcze lekko korzenny twarożek ze skórką pomarańczy. Ta jednak przypomniała o ciężkiej, palonej słodyczy. Skórka zrobiła się kandyzowana. Do twarożku dodano jeszcze... karmelizowany sezam i migdały? A może to była bardzo łagodna chałwa z pomarańczą?

Pomarańcze zmieniły się w łagodne mandarynki, by potem w ogóle przycichnąć i ostać się jako echo.

Cierpkość przypraw końcowo podporządkowała się palonej, cierpkiej kawie. A ta rozbrzmiała z pełną mocą. Migdały były tak mocno karmelizowane, że też aż palone. Przy kawie zaznaczyła się odrobinka ziemi, umiejętnie przechwytująca korzenną pikanterię. Poczułam się, jakbym wypiła słodzoną kawę z cynamonem. A do tego... znów przemknął sezam?

Po zjedzeniu został posmak pomarańczy oraz mieszanki innych cytrusów - a może po prostu bardzo różnych pomarańczy? Z echem nektarynek. Do tego czułam kwaskawy, ale już niedookreślony nabiał, trochę sezamu i odlegle mocno paloną kawę. Pojawiła się ziemia. Zarówno jej, jak i kawie niemal pikantnie-ciężkiego wydźwięku nadała toporna, słodka melasa.

Czekolada miała ciekawe nuty, ale nie podobało mi się, jak na drodze do soczystości i kwaśności,  rześkości wszystkiemu stała za ciężka, palona melasa. Słodycz nie była przesadzona, ale jej wydźwięk był zbyt intensywny. Sporo różnych pomarańczy, mandarynek, miechunki i nektarynki, trochę maślanki i odrobinka ziemi, a obok całkiem sporo kawy - przecież to wszystko aż się prosi, by mogło rozwinąć się na swoich warunkach. Korzenność ratowała sytuację, bo zgrała to z ciężkością melasy, ale szkoda, że musiała to robić.
Była kompletnie inna niż Soar 75 % Madagascar Sambirano Dark Chocolate - czuć w dzisiaj przedstawianej bardziej madagaskarskie nuty - cytrusowo-nabiałowe - które nie poradziły sobie najlepiej z melasową słodyczą cukru kokosowego.

Kokosowy akcent z Chocolat Madagascar Single Plantation Dark Chocolate Domaine Mava 75 %, a sezamowy akcent w dziś przedstawianej wydały mi się w pewien sposób podobne - pod względem specyficznej świeżości i łagodności, a ogółem obie wydawały się jakby z podciętymi skrzydłami..


ocena: 7,5/10
cena: 5€ (około 21 zł; za 80g)
kaloryczność: 550,82 kcal / 100g
czy kupię znów: nie

Skład: ziarna kakao, cukier kokosowy

piątek, 21 marca 2025

Soar 75 % Madagascar Sambirano Dark Chocolate / Темний шоколад ciemna z Madagaskaru

Dzięki Soar 80 % Belize Dark Chocolate / Темний шоколад marka zapisała się w mojej głowie jako dobra, potencjalnie bardzo. Nie dość, że czekolada zwyczajnie bardzo mi smakowała - twórcom udało się świetnie poradzić z cukrem kokosowym, który przeważnie w moim odczuciu zbytnio narzuca się nutom kakao. Jako że dawno nie zbyt wielu czekolad z Madagaskaru, jako kolejne postanowiłam zjeść właśnie stamtąd. A ta perspektywa od razu wywoływała na mojej twarzy uśmiech - w końcu Soar w ofercie mają dwie: jedną ze słynnego regionu Sambirano, a drugą z mniej znanego Mava. Zacząć postanowiłam od Sambirano, skąd kakao ogólnie wydaje się charakterystyczne i, jak czuję, dobrze je znam.

Soar 75 % Madagascar Sambirano Dark Chocolate / Темний шоколад to ciemna czekolada o 75% zawartości kakao z Madagaskaru, z regionu doliny Sambirano; słodzona cukrem kokosowym.

Po otwarciu poczułam zapach mocno palonych ziaren kawy i ziaren kawy oblanych ciemną czekoladą, co zapewniło gorzkość, ale też słodycz. Z tym że szlachetną, wytrawną. Na niej się jednak nie skończyło. Sporą część stanowiła bowiem słodycz melasy - miała wręcz nachalny charakter, starała się dominować. Zasugerowała trochę korzennej pikanterii, ale nie udało jej się stłamsić całej reszty, bo sprzeciw zgłosiło sporo ciemnych, cierpkich owoców. Pomyślałam o dojrzałej aronii i czarnym bzie, acz raczej przerobionym na mocno palony dżem czy konfiturę. Do tego pojawiła się kwaśno-wiśniowa - wręcz skwaśniała - winiakowa nalewka. Jakby... aż spirytus się z niej wychylał? Wpisał się w ordynarność melasy. Do głowy przyszedł mi jeszcze tytoń.

Tabliczka była niespotykanie twarda. Przy łamaniu raczyła mnie głośnymi trzaskami, przy czym czasem odpryskiwał wierzch którejś z wypukłych części.
W ustach czekolada rozpływała się wolno i lepkawo-maziście. Była maślano tłusta i bardzo soczysta, co dobrze się wyrównało. Z czasem odnotowałam lekką pylistość. Znikała soczyście-wodniście, zostawiając suchawo-ściągające wrażenie.

W smaku pierwsza pokazała się... wiśnia? Wiśnia niby kwaśna, ale jednocześnie bardzo, bardzo, aż niecodziennie słodka.

W oddali przemknęła nieśmiała, ciepła korzenność, w tym... cynamon cejloński?

W tle zaznaczył się - acz on już wyraźniej i na stałe - dym, obiecujący gorzkość, ale jeszcze nie gorzkość sama w sobie. Lekka cierpkość za to owszem. Gorzkość była dopiero za nią. Pomału, pomału... rozkręcała się. Pojawił się obok chłód... chłód czarnej ziemi i mokrych kamieni, po których płynie górski potok. Potok szumiący w kwaskawo iglastym lesie. Mignęła mi też myśl o tytoniu... wydychanym na chłodnym powietrzu dymie?

W tym czasie wiśnia przybrała na kwaśności. Zrobiła się dla odmiany soczyście kwaśna. Była to wiśnia intensywna, wyrazista, przez duże W. Ze względu na słodycz, na sekundę czy dwie zagościła mi w głowie myśl o jogurcie wiśniowym.

Słodycz chwilowo się od niej odłączyła i rosła na tyłach jako melasa z korzennym echem. Zaraz jednak zawróciła, starając na nowo zmieszać się z wiśnią. Zaobfitowało to w alkohol wiśniowy. Słodycz z tła dodała do owocowej strefy pewnej ciężkości. Pomyślałam o mocnej, nieco właśnie dziwnie ciężko przesłodzonej nalewce wiśniową...? Idącą w winiaczowo-skwaśniałym kierunku?

Słodycz na tyłach zrobiła się całkiem mocna. Nie pchała się jednak na pierwszy plan. Okazało się, iż na zasadzie kontrastu podbija mocno wszystkie inne.

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa gorzkość jeszcze nasiliła się, jako że wzmocnił ją palony wątek. Na chwilę znalazł się na pierwszym planie, po czym wkroczyła tam kwaśność.

I to kwaśność skupiła na sobie większość uwagi. Wiśnie wzbogaciła cytryna, a tuż za nią pojawiła się cała mieszanka cytrusów. Przy cytrynie udało mi się wyróżnić jeszcze grejpfruta, i... limonkę? Nie, chyba jednak nie?

Wiśnia jednak ani myślała odpuścić. Przywołała na pomoc inne ciemne, cierpkie owoce. Alkohol przycichł, ale pewna słodycz została, serwując mi dżem, konfiturę z czarnego bzu. Twory te musiały być mocno palone, aż poprzypalane. Poprzez nie, palona słodycz dostała się niemal na pierwszy plan. Po chwili odnotowałam także aronię.

Kwaśność z czasem zmieniła się z mocno owocowej na mieszaną, jako że dołączył do tego wszystkiego nabiał. Wyjątkowo kwaśny, cierpki twaróg?

Z cierpkości owoców wyrwała się... cierpkość korzenna? Paloność i goryczka optowały za przyprawami, acz nie umiałam żadnej uchwycić.

Dym wskazał na słodycz z tła. Nagle wysunęła się na przód, przedstawiając się jako bardzo mocno palona melasa. Wyszła aż topornie. Zmieszała się z goryczką, a ja pomyślałam wtedy o bardzo mocno palonych ziarnach kawy.

Końcowo melasa przypomniała jeszcze o wiśni, wplatając ją w... twaróg ścięty od ciemnych owoców i... kawę? Kawa z melasą splotły się w harmonii, wiśnia jakby niezbyt wiedziała, jak się tam odnaleźć. Tam, czyli... w kawowym twarożku? Niezbyt umiejętnie zrobionym poprzez dodanie do niego mielonego, palonej kawy?

W posmaku została wyrazista, nieco przesadzona melasowość, kwaśna wiśnia, acz z dziwnie korzennym, ciepłym tłem oraz niewyraźny cytrynowo-cytrusowy splot. Tu już wiśnia odnalazła się znacznie lepiej - ja pomyślałam o jakiejś korzennej nalewce, a palona kawa trwała jako spokojna gorzkość, uspokajająca kwaśny bukiet i ciężką słodycz.

Czekolada była bardzo ciekawa, ale jej melasowość mi trochę przeszkadzała. Była wręcz napastliwa chwilami, ale nie to, że słodycz była przesadzona - ona jakby za bardzo punktowała pewne nuty, czyniąc kompozycję dziwnie kontrastowo-przerysowaną. Dziwnie słodka, potem mocno kwaśna wiśnia, do której dołączyła cytryna i inne cytrusy, wręcz przypalone dżemy z bzu i aronia ciekawie współpracowały z dymem, ziemią i mokrymi kamieniami, przechodzącymi w kawę. Nalewkowe i twarogowe akcenty były jakby skwaśniałe, co było bardzo dziwne, ale w sumie nie złe, a przekornie intrygujące. Melasowość jako ona sama ujawniła się dopiero z czasem. I do wielu z nut mi tu jakoś zwyczajnie nie pasowała.

Ziemia, korzenność, nabiał, cytrusy i owoce ciemne typowe dla regionu Sambirano dobrze się tu pokazały, ale melasowa nuta cukru kokosowego miała sporo do powiedzenia i jeszcze je przerobiła po swojemu; dawała się bardziej we znaki niż przy  Soar 80 % Belize Dark Chocolate, w której kakao było więcej. Tu już wydźwięk słodyczy przeszkadzał.

Jak wywnioskowałam, dziś przedstawiana tabliczka to blend kakao z Sambirano, ale różnych plantacji? Do porównania czekała mnie jeszcze z Sambirano, konkretnie z plantacji Mava.


ocena: 8/10
cena: 5€ (około 21 zł; za 80g)
kaloryczność: 543 kcal / 100g
czy kupię znów: nie

Skład: ziarna kakao, cukier kokosowy

sobota, 22 lutego 2025

Soar 80 % Belize Dark Chocolate / Темний шоколад ciemna z Belize

Uwielbiam odkrywać nowe marki czekolad, acz najchętniej zamawiałabym je po 2 tabliczki w ramach większych zamówień ze sklepów z czekoladami. Zamawianie większej ilości bezpośrednio od producenta jest bardziej ryzykowne, jednak gdy przypadkiem znalazłam na Instagramie ciekawą ukraińską markę Soar, uznałam, że dam im szansę. Mając już tabliczki u siebie, nie bardzo wiedziałam, od której zacząć, aż w końcu drogą eliminacji padło na tę.

Soar 80 % Belize Dark Chocolate / Темний шоколад to ciemna czekolada o 80% zawartości kakao z Belize; słodzona cukrem kokosowym.

Po otwarciu poczułam intensywny zapach różnych, cierpko-goryczkowatych ziół. Świeżych i suszonych, a niektóre mogły być palone. Wybijał się z nich na przód tymianek. Osłodził go niedookreślony, miodowo-drożdżowy wypiek. Pieczonością umocnił myśl o ziołach palonych. Czułam też paloną kawę, acz złagodzoną i osadzoną w orzechowe realia, że pomyślałam o kawowym maśle orzechowym. W orzechowości, oprócz niego, pojawiły się charakterniejsze orzechy włoskie i pekan, chyba też brazylijskie. W oddali przemknęły mi soczyste, ale słodkie tak, że chyba w miodzie... brzoskwinie? I... pomarańcze miodowo-kandyzowane?

Choć na pierwszy rzut oka tabliczka wyglądała może i ładnie, forma takich kulek mnie wydała się niewygodna.
Dziwnie lśniąco-matowa tabliczka była bardzo twarda, a przy łamaniu adekwatnie głośno trzaskała. Czasem jakby wierzch którejś z wypukłości dziwnie odpryskiwał.
W ustach rozpływała się maziście i powoli, konsekwentnie pokrywając podniebienie nieco lepkawymi smugami. Te jednak zaraz odpuszczały za sprawą soczystości. Czekolada była tłusta w sposób maślany, ale od tego odwracała uwagę nie tylko soczystość, ale też lekka pylistość, wyłaniająca się z czasem. Końcowo wydała mi się trochę ściągająco-taninowa.

W smaku pierwsza rozeszła się średnio wysoka słodycz. Miała chłodno-rześki charakter, przez który pomyślałam o jasnym, słodkim... syropie z brzozy? Dziwnie chłodno-rześkim, niemal słodzikowym miodzie. Miodzie akacjowym?

Bardzo daleko wychwyciłam obietnicę gorzkości i taninową cierpkość... i drożdże? Pomyślałam o wyrabianym właśnie winie albo winie, w którym one jakoś wybiły.

Słodycz wzbogaciła się o soczystość. Rosła, idąc w kierunku żółtych owoców, ale przerobionych na nadzienie... jakiś sowicie wypieczonych, kruchych rogalików? Rogaliki wprowadziły karmel. Był palony, ale wciąż łagodny. Znacząco podniósł słodycz do poziomu średnio-wysokiego, pochłaniając drożdżową nutkę. Stała się drożdżowym, słodkim wypiekiem.

Poprzez palono-pieczony wątek odważnie wkroczyła gorzkość. Miała ugodowy, ale wyrazisty charakter. Pomyślałam o czarnej kawie, zaparzonej na świeżo zmielonych ziarnach, przyprawionej w nieoczywisty sposób... Tymiankiem? Tymianek sam w sobie mógł być nieco palony, acz to na pewno on. Kawa połączyła się dzięki niemu i paloności z ziołami.

Zioła w pierwszej chwili wydały mi się palone, jednak zaraz z mojej głowy wizja palonych, suchych gałązek umknęła na rzecz ziół... zawilgoconych? Rosnących gdzieś w cieniu, wilgotnych od chłodnego otoczenia.

Soczystość i tanina podchwyciły te leśne klimaty, serwując mi trochę jeżyn i czarnych porzeczek. Odnotowałam też wiśnię, która zmieszała się z nimi w lekkim, cierpkawym kwasku i specyficznej słodyczy.

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa za sprawą tej wilgoci ziół wrócił chłodek, a wraz z nim miodowa nutka. Tym razem jednak mniej oczywista, idąca w kierunku... miodowo-kawowego masła orzechowego? Gorzkość zmalała, a kawa się nieco rozmyła. Ciemne owoce podobnie, zamieniając się w niemal cukrowe "jelly" - galaretkę do masła orzechowego.

Raczej fistaszkowe masło orzechowe przywołało jednak więcej charakterniejszych orzechów włoskich. Chyba czułam też tłustsze pekany i orzechy brazylijskie. Przejęły pieczoną nutę rogalików i zmieniły ją w prażenie. Karmel, już odrobinę bardziej palony, podkradał się pod nie raz po raz.

Kontrastowo owoce wyrwały do przodu (choć na pierwszym planie tylko zaznaczyły się grzecznie obok ziół i kawy z drożdżowymi wypiekami). Te kwaskowate i ciemne jednak nie dogoniły mknących żółtych. Czułam brzoskwinie i mango, ogólnie jeszcze coś egzotycznego - jakby spieszyło im się pokazać przed końcem jak najwięcej. Słodycz chwilowo przełamał lekki kwasek limonki.

Zaraz jednak słodycz wróciła z nową siłą, znowu zamykając żółte owoce w jakiś wypiek owocowo-drożdżowy. Z odrobiną skórek cytrusów? Kandyzowanych, niedookreślonych? Może pomarańczowych? Słodki wypiek spróbował jeszcze przełamać tymianek. Poczułam się, jakbym go przepiła kawą, a zaraz władowała do ust kolejny kęs.

Po zjedzeniu został posmak żółtych owoców, przeplecionych cierpkimi jeżynami oraz orzechów. Masła orzechowego fistaszkowego z dodatkiem włoskich? Pojawił się też kruchy wypiek o karmelowo-drożdżowych zapędach, a także cierpkość kawy z ziołami. Słodycz wydała mi się chłodna, rześka i miodowo-słodzikowa, trochę gryząca w język. Mieszało się to z taninowo-drożdżowym odczuciem.

Czekolada była bardzo, bardzo ciekawa, acz mnie brakowało trochę wyrazistszej gorzkości i może kwasku. Wyszła dość łagodnie. Miała jednak intrygujące nuty kawy z tymiankiem, drożdżowo-miodowych wypieków nadzianych owocami żółtymi. Czułam brzoskwinie i mango, przeplecione ciemnymi owocami, trochę leśnego chłodu i dużo orzechów. Przede wszystkim fistaszkowe masło orzechowe i orzechy włoskie, ale też różne orzechy po prostu. Paloność kawy, ziół, pieczenie zacnie wszystko zgrały tak, że mimo tej łagodności, nie było nudno. Chłodny wydźwięk słodyczy zapewne pochodził od cukru kokosowego. Jestem zaskoczona, że tak dobrze to wyszło, bo zazwyczaj wydaje mi się za intensywny, tłamszący samo kakao. Tu się sprawdził!

Pol Contreras Vilaprino Belize 80 % Cosecha 2019 Chocolate negro / Dark Chocolate serwowała mokre kamienie, skały i ziemię z czarną herbatą, kremem orzechowym i orzechami włoskimi, mieszające się ze złożonym, niejasnym splotem owoców (placki malinowe, różowe winogrona, porzeczki i bez jako syropy). Ją posłodzono cukrem panela, przejawiający się jako mocny, przypalony karmel - stanął nieco obok tych wszystkich nut i to mi trochę przeszkadzało. Ogólnie bowiem nuty kakao były cudnie mocarne. Soar wydała mi się lepiej posłodzona też trudnym cukrem, ale ogólnie łagodniejsza, więc ciutkę mniej zachwycająca.


ocena: 9/10
cena: 5€ (około 21 zł; za 80g)
kaloryczność: 538 kcal / 100g
czy kupię znów: chciałabym móc do niej wrócić

Skład: ziarna kakao, cukier kokosowy