Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bonnat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bonnat. Pokaż wszystkie posty

piątek, 7 sierpnia 2026

(miniaturka) Chocolat Bonnat Voiron Puerto Cabello 75% "Venezuela" Cacao 75% Chocolat ciemna z Wenezueli

Po zjedzeniu miniaturki Chocolat Bonnat Voiron Chuao 75% "Venezuela" Cacao 75 % Chocolat  uznałam, że nie będę bardziej zwlekać z kolejną. Wszak też była z Wenezueli - fajnie więc je zestawić w krótkim odstępie czasu. Dziś prezentowaną, jak się okazało, zrobiono z regionu miasta Puerto Cabello ze stanu Carabobo.


Chocolat Bonnat Voiron Puerto Cabello 75% "Venezuela" Cacao 75% Chocolat to ciemna czekolada o 75 % zawartości kakao z Wenezueli z regionu miasta Puerto Cabello, u mnie jako miniaturka / neapolitanka ważąca 3g.

Po rozwinięciu złotka poczułam bardzo delikatny, ale wyraźny zapach kwiatów, wkomponowanych w nieco chłodno-rześką konwencję. Pomyślałam o eukaliptusie, choć nie był to w 100% on. Mięta...? też nie, ale coś z tych klimatów. Trochę za kwiatami i tym chłodem zaznaczyła się kawa mokka, a więc czekoladowo-mleczna, choć zrobiona na espresso z palonych ziaren. W oddali zaś odnotowałam bardzo wycofaną, owocową cierpkość. Chyba pomarańczy.

Malutka kostka, choć bardzo tłusta w dotyku, była bardzo, bardzo twarda. Do tego stopnia, że nie dałam rady jej przełamać.
W ustach czekolada przez moment czekała z rozpuszczaniem się, udając zimne, a w końcu ocieplające się masło. Gdy już zaczęła, rozpływała się w tempie średnim, stając się gęsto-zbitym maślanym kremem, który tłustymi smugami pokrywał podniebienie.

W smaku pierwsza rozeszła się słodka maślaność, zapowiadająca, że kompozycja ogólnie będzie bardzo łagodna.

W oddali przemknął ledwo zauważalny kwasek... acz jakby zanim spróbował się przebić, już zniknął.

Do łagodności dołożyła się kwiatowa rześkość, jaka do niej po chwili dołączyła. Okazała się nieść też trochę słodyczy. Słodycz wzrosła znacząco, przedstawiając się jako jasny, wielokwiatowy miód.

Z maślanością związał się delikatny motyw orzechów. Powiedziałabym, że naturalnie słodkich orzechów laskowych i młodych, jasnych orzechów włoskich pozbawionych skórek i goryczki. Orzechy zaczęły przechodzić w łagodnie orzechowy krem na bazie serka śmietankowego do tortu / babeczek.

Słodycz przestała rosnąc, zajmując poziom dość wysoki. Zmienił się jej wydźwięk, miód zmieszał się bowiem z pewnym... orzeźwieniem? Miętą? Wyobraziłam sobie napar ze słodkiej, łagodnej mięty, posłodzony miodem. Mięty łagodniejszej, zielonej... Może z dolatującym z oddali eukaliptusem?

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa wyłoniła się subtelna gorzkość o wyraźnie palonym charakterze. Przypominała kawę, ale taką załagodzoną: ze sporą ilością pełnego mleka, kawę czekoladową... Nie za mocną, w ogóle to nie za mocno kawową, choć z palonością ziaren, z jakich ją zrobiono.

W tle znów zarejestrowałam soczyście-cierpkawy kwasek chyba pomarańczy (?), tym razem podejmujący niezbyt udaną próbę przebicia się...

Krem orzechowy zaczął robić się coraz mniej wyraźny, stając się słodkim kremem "możliwe, że kawowym", ale jasnym i słodkim. Osiadł na kakaowym, nieco bardziej gorzkim cieście kakaowym.

Gorzkość, mimo że delikatna, podkreśliła odrobinę owocowej cierpkości. Odnotowałam słodko-cierpkawą pomarańczę z domieszką... cierpkawych, ciemnych owoców leśnych?

Wróciła maślaność, która odciągnęła uwagę od owocowego echa, a nakierowała ją na wspomniane już ciasto z kremem.

Czekoladowe ciasto z cynamonem? Czekoladowy piernik? Końcówka zrobiła się bardziej korzenna, choć wciąż słodko-maślana. Miętowy napar, już bardziej pewna ziołowość, też wpisała się w korzenność. Była to korzenność słodka, trochę przyozdobiona kwiatami. Pomyślałam o cieście piernikowym z cienką warstwą dżemu pomarańczowego, może wręcz trochę nijako marmoladowego.

Po zjedzeniu został posmak maślany, łagodny, ciastowo-kremowy. Czuć tu korzenne ciasto kakaowo-czekoladowe z warstwą śmietankową jakiegoś kremu. Możliwe, że kawowo-orzechowego, ale na pewno słodkiego i tłustego. Wszystko to wieńczyła pewna rześkość ni ziół, ni kwiatów oraz nienachalna nutka pomarańczy.

Czekolada wyszła całkiem w porządku, ale nieporywająco. Wyczuwalne w niej nuty wszystkie były smaczne, ale miały zbyt łagodny, niecharakterny i wręcz nudny charakter. Całość była bardzo, bardzo łagodna i maślana. Gorzkości w niej czułam niedosyt. Krem serkowo-śmietankowy orzechowy, potem bardziej kawowy, czekoladowa kawa mokka, ciasto kakaowe z korzenną nutką były przyjemne, ale brakowało im charakteru. Sporo kwiatów, miodu, mięty zaparzonej z miodem z echem owoców leśnych i pomarańczy próbowało to urozmaicić, ale wszystko to za bardzo uczepiło się łagodności, maślaności i słodyczy. W dodatku nie pasowała mi tłusta konsystencja. Acz gdyby smak był boski, można by na nią przymknąć oko.

Krem orzechowo-czekoladowy, cookie dough, drzewa, pomarańcze i mandarynki, trochę kawy, dżem i nalewka, lukrecja i zioła A. Morin Venezuela Puerto Cabello noir 70 % w pewnym sensie kojarzyły się z nutami dziś prezentowanej, która choć też nie była mocno gorzka, nie kwaśna a soczysta, smakowała znacznie lepiej.


ocena: 6/10
kupiłam: dostałam
cena: nie znam
kaloryczność: 603 kcal / 100 g
czy kupię znów: tak

Składniki: kakao, tłuszcz kakaowy, cukier

czwartek, 23 lipca 2026

(miniaturka) Chocolat Bonnat Voiron Chuao 75% "Venezuela" Cacao 75 % Chocolat ciemna z Wenezueli

Kiedy zobaczyłam zestaw tabliczek Pralusa Les Cru d'Excellence: 3 Rare Dark Chocolates, decyzję o zamówieniu podjęłam natychmiast. Żałuję, że 2 z nich występują tylko właśnie jako zestaw, bo jedną Pralus Chuao 75 % w 2017 już jadłam. Uznałam jednak, że skoro było to tak dawno, a wystawiłam jej 10/10 z przyjemnością do niej wrócę. Do zakupu dostałam też parę miniaturek, w tym neapolitanki Pralus Carré De Café Cafe au Lait; Noir "czekolada" kawowa mleczna; ciemna / "kawolada". Byłam pewna, że dostałam miniaturki tylko Pralusa, więc jakież było moje zdziwienie, gdy na dzień przed tym, jak miałam porobić jednej zdjęcia i ją zjeść, doczytałam, że to... miniaturki Bonnata. Marki też francuskiej, ale na którą patrzę krzywo. Mimo że jadłam tylko jedną, Chocolat Bonnat Asfarth 65 % Milk Chocolate. Kojarzyła mi się jednak z nieprzyjemną tłustością... Cóż, wygląda na to, że dobrze się stało, iż trafiła do mnie miniaturka. Miałam bowiem jak zweryfikować odczucia bez narażania się na koszty. A może miałam się przekonać?


Chocolat Bonnat Voiron Chuao 75% "Venezuela" Cacao 75% Chocolat to ciemna czekolada o 75 % zawartości kakao z Wenezueli z regionu wioski Chuao, u mnie jako miniaturka / neapolitanka ważąca 3g. 

Po rozchyleniu złotka poczułam intensywny zapach palono-prażonych orzechów. Dominowały włoskie, a towarzyszyły im łagodniejsze, słodsze laskowe. Orzechy umocniły drzewa - mieszane, i iglaste, i liściaste, rosnące sobie spokojnie w lesie. Ten wprowadził trochę świeżości, która wprowadziła kwaskawo-słodki motyw ni jagód, ni wiśni, łączących się na nieco winnej płaszczyźnie. Całość spowijała znacząca maślaność, kojarząca się z ciężko maślanym kakaowo-orzechowym deserem budyniowym.

Kosteczka już w dotyku była tłusta, a przy odgryzaniu kawałka wydała mi się bardzo, bardzo twarda. Wszak zrobiono ją naprawdę grubą. Nie dało się jej przełamać!
W ustach potrzebowała sekundy czy dwóch, trwając w nich niewzruszenie, a potem rozpływała się w tempie średnim, udając grudkę ocieplającego się leniwie masła. Tłusto pokrywała podniebienie smugami i zmieniała się w gęsty, masywny, dość zbity krem maślany.

W smaku pierwszy przemknął kwasek zespojony ze słodyczą, przywodzący na myśl czerwone owoce i jagody, może z cytrusem, który się przy nich zaplątał.

Ruszyła subtelna gorzkość i odważna, trochę wręcz dosadna, choć nie za wysoka słodycz, a kwaśność cofnęła się jeszcze szybciej niż się pokazała.

Jagodowo-czerwone, niedookreślone owoce w tle mimo nieco poważniejszego, niemal winnego charakteru, zapomniały o w kasku. Przeszły w słodycz, niczym najdojrzalsze borówki amerykańskie albo wręcz dżem (podkręcony winem?) z nich. Ogólnie był to jakby wątek poboczny.

Na przodzie za to rozbrzmiał ogrom drzew. Pomyślałam o wiekowym lesie mieszanym, gdzie styka się aromat drzew żywych i drewna leżącego i na przemian wilgotniejącego i schnącego. W akompaniamencie drzew wkroczyły orzechy włoskie. Odpowiadały za gorzkość, która choć wyraźna, nie była wysoka. Zwłaszcza, gdy zaczęły do nich dołączać orzechy laskowe, te już niegorzkie ani trochę. Za to słodkie i w pewien sposób... maślane?

Słodycz nie szalała, ale rosła konsekwentnie z łatwością wchodząc na średnio-wysokawy poziom. Wydawało się, że stara się nie mieszać do nut reszty, ale to silniejsze od niej i jednak to robi. Przede wszystkim na płaszczyźnie owocowej.

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa cytrusowe akcenty w owocach zaczęły w końcu przeważać. Nie znaczy to, że rosła kwaśność! Ta wciąż była dość niska. Poczułam grejpfruty i pomarańcze, niewykluczone, że jako kandyzowane skórki... Słodycz uległa im zupełnie i połączyła się z nimi.

Nagle poczułam się, jakby miała do czynienia z nieco przesłodzonym, trochę miodowym winnym grzańcem ze skórką pomarańczy i grejpfruta. Wokół przewijały się też słodkie w specyficzny sposób skórki kandyzowane.

Gorzkość w tym czasie mocno złagodziło masło. Orzechowo-drzewny motyw słabł na rzecz wizji kakaowego, mocno maślanego deseru - chyba w jakimś zimowym wariancie. Wyobraziłam sobie tłustą, orzechową pralinę zrobioną z orzechów... karmelizowanych? Słodycz i do nich się dobrała. Prażono-palone akcenty orzechów podpowiadały karmel, ale słodycz nie była bardzo karmelowa. Robiła aluzje do karmelu, ale nie zaserwowała mi wyrazistego karmelu.

Z czasem orzechowość i palony potencjał wygłaskało masło, masło z korzennymi zapędami i motywem kandyzowanych cytrusowych skórek. Masło... cytrusowo-kakaowe? Albo maślano-korzenny deser z nutą pomarańczy, kakaową śmietanką i kakaem posypany.

Po zjedzeniu został posmak grzańca z kandyzowaną skórką i orzechów włoskich, mocno złagodzonych masłem. Masło... niemal dominowało, choć na zasadzie kontrastu końcowo wychyliła się jeszcze cierpkość mocno palona. Jakbym tak jadła maślany deser, sowicie posypany cierpkim kakao. Niestety jednak, maślaność zepchnęła ją na margines.

Całość mnie nie chwyciła, mimo że czułam potencjał. Czułam też niedosyt gorzkości, niedosyt kwaśności, a słodycz miała niezgrany, denerwujący wydźwięk, mimo że też nie była wysoka. Drzewa, las, orzechy włoskie z dodatkiem laskowych i nuty czerwono-jagodowe, potem wyraźnie cytrusowe i grzańcowe miały potencjał, ale wkomponowano je w zbyt łagodzącą maślaną tłustość. Może gdybym miała więcej, wczułabym się bardziej, ale i tak wiem, że nie zmieniałabym zdania na pozytywne. Za dużo tłustości, a słodycz za prosta. Gdyby więc chociaż cukier dodawano tu trzcinowy zamiast białego, może i mogłabym dać marce szansę. Odstraszają jednak ceny i gramatury (gdybym miała trafić na kiepską czekoladę, wolałabym malutką tabliczkę).


ocena: 7/10
kupiłam: dostałam
cena: nie znam
kaloryczność: 603 kcal / 100 g
czy kupię znów: tak

Składniki: kakao, tłuszcz kakaowy, cukier

niedziela, 29 maja 2016

Chocolat Bonnat Asfarth 65 % Milk Chocolate mleczna z Indonezji

Francuska marka Chocolat Bonnat (Bonnat Chocolatier) może pochwalić się naprawdę długą historią. Została założona w 1884 roku przez Felix'a Bonnat'a, a po latach tradycję kontynuowali jego synowie. Dzisiaj, czekolady Bonnat cieszą się wieloma nagrodami Akademii Czekolady, a asortyment jest naprawdę duży. Pochodzące z różnych plantacji na całym świecie 75-tki, mleczne, 100 % w kolorowych opakowaniach... aż nie wiedziałam od czego zacząć. W końcu padło na (rzekomo najlepszą) mleczną. Z ciemnych po prostu nie umiałabym wybrać jednej, a jako, że to moje pierwsze spotkanie z Bonnatem, nie chciałam od razu robić zapasu kilku tabliczek, chociaż 65 %-owa mleczna czekolada już od dawna mi się marzyła.


Chocolat Bonnat Asfarth 65 % Milk Chocolate to mleczna czekolada z Indonezji, a dokładniej z północno-zachodniej części wyspy Sumatra, o zawartości 65 % składników kakaowych. Najpierw myślałam, że to ciemna mleczna czekolada (jak np. mleczny Zotter 70 % "dark style"), ale... zapraszam do recenzji.
Czekolada jest zapakowana bardzo tradycyjnie i skromnie. Podoba mi się to.
Otworzyłam srebrny papierek i... trochę zdziwił mnie wygląd tabliczki. Podział na małe prostokątne kostki jest dość dziwny, a jej jasny kolor nie wskazuje na tak wysoką zawartość kakao.
Jedynym pocieszeniem był bardzo smakowity, naturalny zapach. Czułam ogrom śmietanki, takiej z wiejskiego mleka ze słodko-słonawym motywem. To drogie podchodziło pod ser i... oliwki. Oprócz tego były tu ciepłe nuty kakao i orzechów.

Czekolada głośno trzasnęła, mimo że wydawała się bardzo tłusta.

Gdy tylko pierwszy kawałek znalazł się w moich ustach, skojarzył mi się z zimną i śliska bitą śmietaną (której nie cierpię) zarówno ze smaku jak i z konsystencji, a potem nadszedł smak mlecznej kawy. Jej smak nie był wyraziście kawowy, to raczej delikatne cappuccino o nutach orzechowych i całkiem mocnym akcentem kakao.

Czekolada rozpuszczała się dość powoli, idealnie gładko i niezalepiająco, ale bardzo, bardzo tłusto. 65 jak widać to suma tłuszczu kakaowego i masy.

Smak zaczął się trochę rozwijać. Przy orzechach pojawiła się słona nutka, przechodząca w podwędzany motyw. Ni to coś trochę serowego (i jakże naturalnego), ni to po prostu wędzonego. Znalazłam tu dym, przysłaniający słodycz i... dopiero się zorientowałem, jak mało słodka jest ta czekolada. Słodycz wydaje się taka... naturalnie śmietankowa i znikoma, że to aż dziwne.
Chwilami pojawiały się tu nutki jakiś owoców... jakiś lekko cierpkich, innym razem truskawek... zalanych tłustą śmietanką.
Na koniec w ustach pozostaje suchy i gorzki posmak, co jest właściwie jedyną gorzkością, o jakiej można tu mówić.

Czekolada ma bardzo ciekawe nuty smakowe. Dym (który wystąpił także w indonezyjskiej Domori), kawa i takie "przyciemnienie słodyczy" jak w Pralus'ie, czy wędzono-serowe nuty znane mi z indonezyjskiego Morin'a mogłyby być trafieniem w sedno, zebraniem tego, co najlepsze z tych czekolad w jedną, gdyby tylko były intensywniejsze. Wystarczyło dać więcej ziaren kakao, na miejsce tłuszczu kakaowego. 
Za to strasznie podobała mi się znikoma słodycz. Jest znacząco lżejsza niż w Domori Javagrey.
Niestety za dużo jest tu tłuszczu, co psuje zarówno głęboki smak (uładza go, odziera z charakteru), jak i jedzenie. Smaczna, ale o wiele za tłusta czekolada, w której zawartość kakao jest według mnie przekłamaniem. Dodatkowo zabieram punkt za niewygodny podział na drobne kostki (co też psuło ogólne jedzenie).


ocena: 7/10
kupiłam: Sekrety Czekolady
cena: 26 zł
kaloryczność: 626 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: kakao, tłuszcz kakaowy, cukier trzcinowy, mleko