wtorek, 3 listopada 2026

Lindt Excellence Robust Dark 85 % Cocoa 2026 po zmianach ciemna

Nie planowałam tego posta, a aktualizację Lindt Excellence Dark 85 % Cocoa (2021) i Eko Gram The Real Cashew Paste. Po wymieszaniu kremu z czekoladą zgarnęłam jej trochę, by tak o zjeść przy swojej kreatywnej pisaninie, rysowaniu, "internetowaniu". Coś mi jednak w tej czekoladzie nie w pełni pasowało. Pomyślałam, że może była długo otwarta czy coś. Podczas jedzenia kremu czekoladowego nie dawało mi spokoju to, że nie smakował bardzo wyraźnie tą znaną mi, charakterystyczną czekoladą. Poszłam sprawdzić opakowanie i... Niespodzianka. Czekoladę zmieniono.

Lindt Excellence Robust Dark 85 % Cocoa to ciemna czekolada o zawartości 85 % kakao; po zmianach, wersja od roku 2026.

Po rozerwaniu sreberka rozeszła się silna słodycz wanilii, której towarzyszył prostszy cukier. Tak się przemieszały, że przemknęła mi myśl o waniliowym cukrze pudrze. Razem z prostym motywem kakao w proszku stopowały soczystość, rześkość... lasu iglastego? Ta znalazła się na dalszym planie. Gorzkość wydała mi się stać trochę w opozycji do słodyczy jako motyw za mocno palony, w tym dokładnie przesadnie palonych ziaren kawy. Słodycz, choć nie bardzo wysoka, wydawała mi się tu niedopasowana, niezgrana z resztą, za to wydobywająca z gorzkości, co gorsze.

Bardzo ciemna tabliczka podczas łamania trzaskała głośno i jakby krucho. Cechowała ją twardość. 
W ustach czekolada rozpływała się powoli, ale bardzo chętnie. Zmieniała się w gęsty, wręcz mulisty i tłusty krem. Zalepiała usta w mazisty, lepki sposób. Starała się zachować kształt, ale wydawała się przy tym giętka. Do kremowo-mazistej tłustości zakradł się lekko wodnisty efekt. Z czasem zdradzała lekką pylistość.

W smaku pierwsza pokazała się słodycz o prostym charakterze. W pierwszej chwili wydała mi się wysoka, jednak zaraz zajęła raczej średni poziom. Na jej prostym charakterze szybko osiadła wanilia. Dużo wanilii.

Raz i drugi zza słodyczy spróbowała się przebić jakaś... rześka soczystość? Świeżość lasu iglastego? Gorzkość zaznaczyła swoją obecność jako bardzo mocno palony motyw, po czym zajęła miejsce za słodyczą. Dopiero rosła.

Słodycz szybko wydała mi się nieco zbyt ciężka, trochę jak waniliowy cukier puder, trochę wręcz duszna. Paradoksalnie zmotywowało to soczystość i gorzkość, które wzrosła. Spod przesadnie palonego wątku rozlała się bardzo mocno palona kawa i trochę zbyt kakaowy, aż pylisty od kakao w proszku murzynek.

W tym czasie drzewom iglastym udało się już pokazać wyraźniej. Wniosły trochę rześkości, niemal soczystości i subtelny kwasek.

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa słodycz nawet się odrobinkę cofnęła, upewniając mnie, że nie ma zamiaru wznieść się ponad średni poziom, a jednak coś mi w niej nie pasowała. Przy reszcie wydawała się nieco... niezgrabna. W końcu cierpkość zasugerowała jej ciemne, cierpkie owoce. Pomyślałam o śliwkach, może jakiś bardziej kwaskowatych rodzynkach. Cierpka soczystość wyłoniła się jakby przy wsparciu... Cukru? Kontrast ujawnił jeszcze troszeczkę kwasku, ale ten zaraz zaczął się wycofywać...

I zatonął w zbyt mocno palonej kawie i nieco przypalonym cieście kakaowym, murzynku.

Gorzkość z echem kakao w proszku zaczęła łagodnieć, robiąc się trochę jak kakaowe, murzynkowe ciasto. Las zniknął prawie zupełnie,  a kawa okazała się kawą z mlekiem, cappuccino. Do tego pojawiła się i rozgościła maślaność. Wraz z cały czas mocno waniliową słodyczą przypieczętowała duszny wydźwięk.

Po zjedzeniu został posmak zbyt dusznej, ciężkiej słodyczy wanilii, kryjącej cukier, oraz za mocno palonej kawy z przypalonym murzynkiem i kakao w proszku. Za nimi zaznaczyły się kwaskawe drzewa iglaste i cierpka soczystość.

Czekolada okazała się rozczarowaniem. Mam wrażenie, że z Lindt Excellence Dark 85 % Cocoa (2021), przyjemnie soczystej, leśno-rodzynkowo-śliwkowej, gdzie wyraźnie było czuć śliwki żółte, mocno, ale z nie przesadnie mocno palonej czekolady nie tylko wyleciał cukier trzcinowy, ale też głębia i charakter. Słodycz podlinkowanej była wyraźnie karmelowa, ambitniejsza i cudnie łączyła się z paloną bazą. Karmelowy cukier trzcinowy w dawnej przyjemnie harmonijnie zakomponował owoce.
W dziś przedstawianej słodycz miała więcej do powiedzenia od początku, bardziej odstawała od kakao i trochę męczyła za mocno waniliowym, a zarazem prostym wydźwiękiem. Palona nuta w dziś przedstawianej poszła w kierunku przypalonym. Owocowe nuty w dziś przedstawianej wydały mi się trochę zagubione. Albo więc w dodatku mocniej prażą kakao, albo to ta słodycz tak zadziałała. W dodatku nowa wersja wydała mi się bardziej wodnista i tłusta zarazem.
Chciałabym czekoladzie odjąć 2 punkty, ale gdy myślę o tym, co innego jest na rynku, wciąż wydaje się prezentować dobrze. Smutne.

Wszystko to spisałam dokładnie porównując obie czekolady, bo miałam jeszcze tabliczkę sprzed zmian, ale czuć je wyraźnie - wszak mnie coś tknęło wcześniej, gdy o zmianie nie wiedziałam.

Wystraszona od razu poleciałam sprawdzić Lindt Excellence Dark 70 % Cocoa / Intense Dark 70%, którego często używam do wypieków. Choć też zmienił nazwę, smakowo bez zmian.


ocena: 8/10
kupiłam: ojciec kupuje w Kauflandzie, Biedronce etc.
cena: zawsze w promocji, czyli około 10 zł
kaloryczność: 585 kcal / 100 g
czy kupię znów: tak

Skład: miazga kakaowa, kakao o obniżonej zawartości tłuszczu, cukier, wanilia

-----------------

Już myślałam, że Lindt Excellence Dark 85 % Cocoa (2021) jako składnik do niczego się nie nadaje, ale tknęło mnie, by spróbować jej jeszcze w czymś. Do kolejnego eksperymentu użyłam jednak już nowego Lindta 85%.

Przy Eko Gram The Real Cashew Paste pisałam już o tym, że odkryłam, iż można zrobić z niego boski krem czekoladowy, poprzez wymieszanie go z dobrą ciemną czekoladą i kakao. Zawsze dotąd do 110g kremu dodawałam 17g J.D. Gross Ekwador 70 % (z 2020 lub 2023) i łyżeczkę kakao. Po tym jednak, jak podlinkowane czekolady wycofano, zaczęłam kombinować. W tym kremie ogromne znaczenie ma bowiem jakość czekolady, więc kiepskiej czy średniej nie chciałam (byłoby ją wyraźnie czuć). Pomyślałam więc o tym Lindcie. Chciałam też dodać mniej kakao, skoro ta czekolada ma więcej %, ale po spróbowaniu kremu z połową łyżeczki kakao było i tak niewystarczająco głęboko czekoladowo. Czyli i tym razem dodałam 17g czekolady i łyżeczkę kakao.
Efekt mnie zaskoczył. Był dobry, ale nie lepszy niż z Grossem. Wyszło to... mniej czekoladowo.
W pierwszej chwili krem witał się nerkowcowym smakiem, do którego powoli dołączało kakao. Cierpko-palone, trochę jak ciastka kakaowe typu Oreo, przechodzące w kakaowo-murzynkowe ciasto nasączone kawą. Ciastowość łączyła nerkowcowy krem z czekoladą. Tak, nerkowce cały czas dobrze czuć. Kakaowa czekolada tu wcale nie wyszła imperatywnie (jak można by założyć po procencie). Słodycz narastała powoli, powoli, jawiąc się jako przygaszona, aż mocno podskakiwała pod koniec. Właśnie w ostatnich chwilach robiło się bardziej czekoladowo-kakaowo niż kakaowo, ale ogólnie to wyszło właśnie raczej słodko-kakaowo. Dało się doszukać smaczku Lindta 85%, ale nie klarownego, co zrzuciłam na dodane przeze mnie kakao. A jednak - wyczuwalność dodanego kakao - to nie zarzut! Właśnie ono bowiem uzasadniało i przyjemnie zagospodarowywało resztę słoczy. Gdy spróbowałam z mniejszą ilością, ta końcowa słodycz mimo że była niska, wydawała się jakaś denerwująca. Taka... niedopasowana? I po tych wszystkich odczuciach, podczas jedzenia tego kremu tknęło mnie, że coś mi ta czekolada... pobrzmiewa trochę nie tak, jak pamiętałam - i gdy poszłam sprawdzić, odkryłam zmiany. Czułam je więc nawet w kremie...

Do wersji z łyżeczką kakao pewnie raz na jakiś czas wrócę, ale nie dlatego, że ta czekolada jest w tym rewelacyjna, a z braku alternatyw. J.D. Gross Ekwador 70 % (z 2020 lub 2023) wychodził bardziej czekoladowo. Inna sprawa, że z Grossem mieszałam nieco lepszy krem sprzed zmian Eko Gram The Real Cashew Paste (2023). Z dzisiaj przedstawianym Lindtem nieco mniej obłędny krem Ekogram The Real Cashew Paste 2026.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.