Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lody: kokos. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lody: kokos. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 marca 2021

lody Marletto Vegan Coconut & Brownie taste

Moda na produkty wegańskie jest dla mnie zupełnie niezrozumiała. Czy ktoś naprawdę decyduje się na zakup czegoś głównie ze względu "wegański" na opakowaniu? Oczywiście nie mam na myśli osób, które z sobie znanych powodów nie jedzą mięsa, nabiału itd., chodzi mi o resztę, a więc odżywiającą się normalnie. Rozumiem bowiem proste oznaczenia dla ułatwienia życia, ale całe "wege akcje i tygodnie"? "Wegański" jako synonim "zdrowy" / "dobry" w momencie, gdy skład wcale nie taki nie jest? U mnie to działa zupełnie na odwrót, co też jest nieracjonalne w wielu przypadkach. Niektóre rzeczy po prostu wegańskie są i to wynika z tego, czym one są. Weźmy ciemną czekoladę - dziwne, gdyby była niewegańska. Jednak na niesmaczne odpowiedniki mlecznych / białych wegańskich trafiłam... na całkiem sporo. Nie uważam, że wszystko co wegańskie jest złe. Nie, nie. Właśnie w wegańskich lodach Syrenka się zakochałam, ale już do wegańskiej linii B&J's podchodziłam ostrożnie (Peanut Butter & Cookies i Chunky Monkey). Smaki fajne, ale końcowo żaden mnie w pełni nie zachwycił. Gdy zobaczyłam obiekt dzisiejszej recenzji, napaliłam się bardzo, bo od razu wyobraziłam sobie HD Coconut Chocolate, w których kawałki czekolady zamieniono na brownie. Potem jednak dostrzegłam "vegan" i długo, długo się zastanawiałam, czy ryzykować. Dopiero po paru miesiącach z Mamą wzięłyśmy po jednym smaku. "Nie umrę" pomyślałam i za lody wzięłam się jakoś tworząc lodową brownie-serię. To akurat samo tak wyszło.

Marletto Vegan Coconut & Brownie taste to wegańskie lody kokosowe z kawałkami ciasta o smaku kakaowym i wiórkami kokosowymi, wyprodukowane przez Ice Cream Factory Italy S.r.l.
Pudło zawiera 500 ml / 330 g.

Po otwarciu poczułam bardzo naturalny zapach kokosa. Był to kokos słodki i lekko "orzechowawy". Po zruszeniu lodów i w trakcie jedzenia przeistoczył się w kokosowo-ciastowy. Gdy bardzo, bardzo skupiłam się, obok ciasta dowąchałam się też trochę cierpkiego kakao. Wtedy wydało mi się to nieco likierowe, ale bez procentów.

Masa była twarda, ale nie przeraźliwie, a dość przystępnie. Przy nakładaniu sprawiała wrażenie sucho-gumowatej. Wydała mi się trochę dziwnie zagęszczno-miazgowo-pylista, ale i kremowa. Z czasem coraz bardziej gumowo-ciągnąca, ale... to akurat nawet nie minus. Topiła się powoli, jednak dość gęsto-normalnie, udając lody śmietankowe i mleczko / śmietankę kokosową. Dla mnie były za tłuste, ciężkie, zupełnie jak gładka śmietanka kokosowa. Pozostawiały warstwę tłuszczu na ustach, co im więcej jadłam, tym bardziej mnie obrzydzało. Po konsystencji w życiu nie powiedziałabym, że zawierają wodę (a mają ją na początku składu!).
Na szczęście wiórki kokosowe ratowały sytuację. Wydało mi się, że jest ich tam zaskakująco dużo i że są zaskakująco świeże. Chrzęszczące i z czasem trochę memłające się okazały się plusem, odciągając uwagę od wad struktury. Nie było ich bowiem na tyle dużo, by miały przeszkadzać jako one same.
Przekonania o tym nabierałam przy kawałkach brownie. Tych również za wiele nie dodano, co normalnie byłoby minusem. Tu jednak...
Zatopiono kilka dość małych kostek i korków ciasta a'la brownie oraz trochę drobinek wmieszanych w masę.
Okazały się ciastem bardzo konkretnym, ciężkim. Z czasem przypominały z założenia suchawą, ale zawilgoconą bułkę. Zwarte ciasto opornie rozpływało się, przy czym wyłonił się przytykający element. Było bowiem tłustawe i kapciowo-biszkoptowo-zwarte. Suchawo-mączne, a natłuszczone i rozmokłe. Jedząc, miałam wrażenie, że to zawilgocone, bardzo słodkie bułki... No kakaowe. Ewentualnie... kiepskie kakaowe murzynko-biszkopty? 

W smaku masa lodowa przywitała mnie bardzo wysoką słodyczą. Smakowała wyraźnie kokosowo, naturalnie. Przypominała... tłustą, słodziutko-mdławą śmietankę kokosową. Kryła orzechowo-śmietankowy posmak i pewien "tłuszczowo-roślinny" (?), ale nie przeszkadzało to jakoś bardzo. Chwilami wydawała się zaskakująco karmelowa. Wiórki rozkręcały kokosa, bo wyraźnie nim smakowały (nie stały się kamieniami bez smaku). Po paru łyżeczkach byłam już pewna co do przesłodzenia bazy, ale wciąż była dość smaczna.

Brownie pojawiało się oczywiście bardzo epizodycznie. Trochę przebijało się przez bazę. Smakowało przede wszystkim słodko i ciastowo-pszenicznie. Chwilami podkradało się pod coś dusznego, jak kapciowate wypieki z worka, coś... kakaowo-truflowego, złudnie alkoholowego - w negatywnym sensie. Rozpływając się w ustach, upuszczało dziwny posmak gorzkawo-jakiś, wytrawniejszy i niezbyt przyjemny. Jakby zjełczały tłuszcz? (Powiedziałabym, że to sugestia oleju kokosowego, który jakoś dziwnie tu wyszedł.)

Po brownie masa sama w sobie wydawała się jeszcze słodsza, a i echo mdłej tłuszczowości mleczka / śmietanki kokosowej wyszło na równi ze smakiem kokosa. Nie wykluczam, że to rozwodnienie (niewyczuwalne w strukturze) wyłamało się w smaku. Kokos, w takiej czy innej formie, wciąż jednak był smakiem wiodącym. Szkoda tylko, że z gorszymi naleciałościami. Ciamkając i gryząc wiórki trafiłam na naturalnie-kwaskawe nuty wiórków właśnie, co wyszło całości na dobre.

Po zjedzeniu został posmak tłuszczowego ciasta kakaowego i kokosowo-tłuszczowy, trochę... z nutą czegoś bliżej nieokreślonego - "niesłodkiej wytrawności" - jakby... mąki? Słodycz była ciekawie przełamana motywem oleju kokosowego i kakao, a więc goryczki.

Przerażała mnie baza, a zaskoczyły brownie... Dziwne małe kostko-walce kojarzyły się z "czymś udawanym", wprowadzały dezorientację i w sumie mam problem z powiedzeniem, czym były. A jednak po prostu dziwne, aż zagubione w tym udawaniu. Zawilgocone bułko-ciastka? Do samej bazy za to nie miałabym zarzutów, gdyby nie przesadnia tłustość. Wprawdzie dobrze, że udawała śmietankę kokosową, ale np. dla mnie śmietanka kokosowa (czasem nawet mleczko) jest zdecydowanie za tłusta. Lody przez to wyszły ciężko. Nie było to jednak aż takie obleśne. Silna słodycz... w zasadzie była jeszcze do wybaczenia, acz wolałabym niższą (albo lepsze brownie).
Początkowo jadłam zaintrygowana, ale im więcej, tym coraz bardziej wady wychodziły na pierwszy plan, przez co kończyłam już z lekkim obrzydzeniem, ale... to była taka "nuta obrzydliwości wpisująca się jeszcze do smaczności". Nigdy więcej nie chciałabym więc do nich wrócić, by je zapamiętać je względnie dobrze.

Gdy tak pomyślę o mocno kokosowo-śmietankowych, z kawałkami porządnie udającymi czekoladę o gorzkim smaku, nie ma porównania, że HD wygrywają, acz biorąc pod uwagę cenę i np. na Marletto patrząc jako na zamiennik dla wegan, to niezła konkurencja.
Przypomniały mi się też B&J's Coconutterly Caramel'd Non-Dairy - ok, bogatsze w dodatki, ale w sumie... na jednym poziomie tak ogółem.


ocena: 7/10
kupiłam: Biedronka
cena: 9,99 zł (za 500 ml - my trafiłyśmy na jakiś rabat przy zakupie dwóch...)
kaloryczność: 240 kcal / 100 g; 158 kcal / 100 ml
czy kupię znów: nie

Skład: woda: cukier trzcinowy, tłuszcz kokosowy, krem kokosowy 9% (ekstrakt z kokosa, woda), kawałki ciasta o smaku kakaowym 5% (cukier, woda, mąka pszenna, tłuszcz kokosowy, kakao w proszku o obniżonej zawartości tłuszczu, skrobia modyfikowana, substancja sżelującaL karagen; sól), błonnik kukurydziany, inulina (z cykorii), wiórki kokosowe 1%, białko grochu, emulgator: mono- i diglicerydy kwasów tłuszczowych; stabilizatory: mączka chleba świętojańskiego, guma guar; aromaty, sól

wtorek, 30 czerwca 2020

lody Syrenka smak Marcepan

Z otrzymanych w ramach współpracy lodów Syrenka został mi już tylko jeden smak w małym opakowaniu. Był on jednak na tyle dziwny i niespotykany, że chciałam zostawić go na koniec. Przodem postanowiłam puścić lody, które zakupiłam sama, już kiedy na dobre markę pokochałam. To w końcu też ciekawy smak... i w dodatku idealny dla mej osoby. Doszłam ostatnio do wniosku, że nie przepadam za marcepanem jako za formą - strasznie mnie nudzi, jak słodycze inne niż czekolada (nawet gdy jest jej nadzieniem). To jednak nie zmienia faktu, iż zachwycają mnie nuty marcepanowe w czystych ciemnych (czy w czymkolwiek). Podobała mi się więc perspektywa prawdziwie marcepanowych lodów.

Lody Syrenka smak Marcepan to "lody wegańskie na bazie nerkowców 8,28%, kokosa i migdałów 7%" o smaku marcepanowym.
U mnie w pudle 500 ml / 430 g.

Gdy tylko otworzyłam pudło, właściwie nie musiałam czekać, by lody odtajały, ażebym poczuła zapach bardzo, bardzo słodkiej w sposób karmelowy fuzji kokosa, orzechów nerkowca i migdałów. Dokładnie w przytoczonej kolejności. Później, a więc w trakcie zdjęć i jedzenia, ogólna słodka orzchowość przemieszała się.

Masa lodowa cały czas była bardzo twarda i gęsta w pozytywnym sensie. Nieodłącznie kojarzyła mi się ze zwartym, nieco plastycznym kremem. Lody bowiem topiły się niewiarygodnie powoli - właściwie nie tyle topiły się, co miękły, coraz bardziej przypominając masło orzechowe, krem czy łychostajny budyń. Z czasem może lekko rozrzedzały się, ale trochę. Wodniste na pewno nie były. Przy jedzeniu zaś ujawniła się ich "miazgowość", która natychmiast kojarzyła się z marcepanem. Ze specyficznym, mięciutkim z cicho skrzypiących migdałów, które niewątpliwie kryły między sobą zmielony miąższ kokosowy. Miałam jednak silne poczucie marcepanowości właśnie. Mimo to generalnie były raczej gładkie.
Wydały mi się przemieszane nie do końca dokładnie - były w nich jakby bardziej marcepanowe zawijasy (przy których zagarnięciu smak marcepana się nasilał).

W smaku od samego początku słodycz pokazała, co potrafi. Wystartowała z wysokiego poziomu, ale przynajmniej potem już drastycznie nie wzrosła. Była bardzo silna, acz dzięki palono-karmelowemu wydźwiękowi wyszła raczej pozytywnie (choć przy kończeniu dużej porcji trochę już przeszkadzała - to jednak wybaczalne w przypadku marcepanu).

Niemal natychmiast dołączył do niej wyrazisty, ale delikatny gdy chodzi o charakter, naturalny kokos. Odebrałam go jako miąższowo-"orzechowawy", na pewno nie wiórkowy. Z czasem kojarzył mi się z naturalnie mdławą śmietanką kokosową. Wśród poszczególnych smaków kokos objął miejsce na czele.

Nerkowcom udało się z nim prawie zrównać. Zrobiły to poprzez słodkawo-delikatny wydźwięk, wmieszały się w "orzechowawość" - z czasem coraz bardziej wyraźnie orzechową. Gdy zagarnięta masa rozpływała się w ustach, po chwili miałam wrażenie, że jem słodziutkie, nerkowcowo-kokosowe lody. Orzechy te bowiem przez moment dominowały, podkreślone delikatną maślano-śmietankową nutką.

Właśnie tej maślano-śmietankowej sfery uczepiły się migdały. Wreszcie wyraźniej zabrzmiały i one, choć aż tak na przód nie wyszły. Wyraźnie czułam ich smak, który świetnie zgrał się z orzechami, aczkolwiek wcale nie dominowały. Z marcepanem jedynie skojarzenia podrzucały, czemu niewątpliwie pomogła bardzo silna, karmelowa słodycz i struktura. Smakowo jednak, gdy tak wszystko się przemieszało, sprawiały wrażenie bardziej nugatowych. Owszem, epizodycznie parę razy marcepanowy dobił się do głosu, ale jak na lody marcepanowe to zdecydowanie za mało.

Orzechy i kokos sowicie dosłodzone na karmelową nutę, pod koniec tę słodycz nieco odsunęły. Kokos upuścił motyw oleju kokosowego, dodając odwagi marcepanowi, a całości powagi. Neutralizując słodycz i idąc w lekki "rzygowinowy kwasek" pod koniec każdej łyżeczki zachęcał do zagarnięcia kolejnej porcji.

Po zjedzeniu pozostał posmak słodkiego, subtelnego karmelu i ogólnie orzechowy, na co złożyły się kokos, nerkowce i migdały, co widziało mi się bardziej nugatowo z nutką marcepana. Była też  sugestia kwasku oleju kokosowego.

Całość cechowała wysoka słodycz i łagodność. Mimo iż delikatne, okazały się bardzo przyjemne, bo przejrzyste i czyste smakowo. Niepospolita, karmelowa słodycz i orzechowa mieszanka to kompozycja bardzo smaczna. Z marcepanem miała jednak bardzo mało wspólnego... Oczami wyobraźni zobaczyłam raczej jakiś nugatowo-marcepanowy baton z karmelem (wymyślam, nie wiem, czy takie są). Smaczne, aczkolwiek personalnie dla mnie (mam niską tolerancję na słodycz) za słodkie. I jednak punkt poleciał za słabo wyczuwalny tytułowy smak.
Struktura natomiast bardzo przypadła mi do gustu - miazgowo-marcepanowa, mało lodowa, a niczym cudowny, mięciutki i gęsty krem.


ocena: 8/10
kupiłam: Auchan
cena: 23,99 zł (za 430 g ml)
kaloryczność: 324 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: rozdrobniony miąższ kokosowy, cukier trzcinowy nierafinowany, woda, orzechy nerkowca, migdały, nierafinowany olej kokosowy, tłuszcz kakaowy, sól

środa, 3 czerwca 2020

lody Ben & Jerry's Coconutterly Caramel'd Non-Dairy

Październikowe dwadzieścia stopni na termometrze za oknem zdawało się aż krzyczeć, że to mój czas doskonały na lody. Ciepło, w kaloryferach grzali i tak, dzielnie zakopałam się w swym kigurumi zebrze i... ruszyłam na przeszukiwanie zamrażarki. Wprawdzie wszystkie posiadane lody mam wypisane na liście, ale czasem jak się pogapię, to dopiero wiem, co chcę. A tym razem miałam problem, bo chciałam i wszystkie posiadane zjeść i... w ogóle nie chciałam żadnych. W końcu uznałam, że zjem coś opozycyjnego do wegańskich kokosowych Syrenek, czyli takową propozycję B&J's, a więc drogiej marki, której fenomenu aż tak nie rozumiem. Wybrane lody ciekawiły mnie dodatkowo dlatego, że niezbyt potrafiłam sobie wyobrazić ich formę. Zastanawiałam się, pod jaką postacią wystąpią ciastka, bo producent dziwne rzeczy z nimi robi - a to kawałki, a to dziwna ciasteczkowa miazga, a to wmieszane w masę... Dziwne. Obym tylko tym słowem nie miała podsumować całych tych lodów. Wolałabym np. "smaczne".

Ben & Jerry's Coconutterly Caramel'd Non-Dairy to lody kokosowe z karmelowym sosem (10%) i masą ciasteczkową (7%) oraz czekoladowymi kawałkami (7%); produkt wegański, a więc bez nabiału, zrobiony na mleku migdałowym i kokosie. Masa lodów to 500ml / 415g.

Już w chwili otwierania poczułam intensywny kokosowy zapach, wymieszany z wysoką słodyczą wanilii (waniliowych lodów) i karmelowej krówki. Było to ulepkowato-smakowite, mimo że kokos przerysowano, co w miarę jedzenia coraz bardziej mi przeszkadzało.

Masa lodowa dała się poznać jako względnie miękkawa, ale zwarta, minimalnie gumiasta. Topiła się średnio, nieco opornie. Odebrałam ją jako zagęszczoną, gumiastą właśnie, ale i rzadko-kremową jak puszyste lody mleczne. Sprawiała wrażenie oleistej, ale nie była tłusta ani specjalnie wodnista. W zasadzie nie mam jej co zarzucić, ani za co chwalić. Trochę kojarzyło mi się to ze strukturą nadzienia Milky Waya. Im więcej dodatków (zwłaszcza ciastek) przejadłam, tym bardziej proszkowo-mączne mi się wydawały. Na całe pudło parę razy zarzęził mi jakiś miękki wiórek kokosowy.
Bardzo dużo było sosu karmelowego, poniekąd mieszającego się z masą lodową (mam wrażenie, że on też jakby zagęszczał i odpowiadał za zwartość). Wyszedł gęsto-ślisko, nie był zbyt lejący. To bardziej taka karmelowa masa prosto z batona np. Mars niż typowy sos.
Ciastka wystąpiły pod różną postacią. Większość to takie "wplecione" w masę lodową "dróżki" drobinkowo-ciasteczkowej miazgi. Były tam kawałki średniego i małego rozmiaru, kawałki rozwalone i drobinki. Wszystkie odznaczały się zawilgoconą miękkawością. Rozpływały się w ustach i podkreślały proszkowość lodów, same od siebie dodając mocno mącznego efektu.
Czekoladowych kawałków było całkiem sporo. To średnie i odpowiednio duże sztuki. Nazwałabym je przyjemnie rozpływającą się polewą o dość mocno proszkowej, wręcz lekko ziarnistej strukturze. Nie było w nich nic z kamienności, a ich tłustość okazała się silna, ale jeszcze jak najbardziej do przyjęcia.

W smaku masy lodowej od pierwszej łyżeczki poczułam dominację słodkiego kokosa. Zarówno słodycz, jak i kokos wydały mi się za silne. O ile w przypadku przesadzonej słodyczy, dawało się to we znaki cały czas, tak przearomatyzowany kokos z czasem się wygładzał. Nie wyszedł strasznie chemicznie, to raczej połączenie naturalnego i aromatu, co całkiem smacznie się przedstawiało. Czułam mleczko kokosowe, a chwilami lody wydawały mi się zaskakująco po prostu mleczne. Mleczne i... smakujące cukrem pudrem. Wraz z jedzeniem, po tych wszystkich dodatkach, także w samej słodyczy (nie że "w kokosie") doszukałam się jakiegoś sztucznego echa.

Ciastka, mimo iż niespecjalnie wyraziste czy wyróżniające się, wiele wniosły, wtapiając się w masę. Były przede wszystkim "jasnociastkowe", pszeniczne. Dodały mącznego posmaku, pewnej wytrawności i lekkiej sztuczności. Odebrałam je jako wanilinowe, może słodko-melasowe... takie niby wytrawniejszy i niezbyt smaczne.

Ogromną rolę odegrał też sos karmelowy. Za ogólnym poczuciem przesłodzenia na pewno stał między innymi on, gdyż drastycznie podbijał słodycz. Tym samym jednak nadawał całości wyrazistości i charakteru. Owszem, smakował bardzo słodko, trochę tłuszczowym karmelem rodem z batonów Marsa, ale... też jak karmelowo-cappuccinowa krówka. Krówkowość, jaką tchnął w te lody, była czysta i zachwycająca.

Kawałki czekoladowe przełamywały słodycz, dodając gorzkości zwykłego kakao. Oprócz lekkiej cierpkości wniosły jednak też palono-orzechowy akcent. Zaskoczyły intensywnością smaku i wpisały się w konwencję, zacnie łącząc się z kokosową bazą.

Po wszystkim pozostało przesłodzenie i przearomatyzowanie. Kokos, cukrowopudrowo i lekko sztucznawa słodycz były przesadzone i pod koniec już męczyły. Krówkowo-marsowy karmel, wymieszany z kokosem zaganiał jednak poczucie przesłodzenia w pozytywnym kierunku, więc tak ogółem nie było źle. Najbardziej przeszkadzało mi wrażenie mączności.

Lody jako karmelowo-kokosowa propozycja dla wegan na pewno są propozycją bardzo dobrą, bo bogatą w dodatki i złożoną. Miłe urozmaicenie od czystych mas lodowych. Ogólnie są dość ciekawe, bo połączenie krówkowego karmelu, kokosowej bazy i kakao to naprawdę genialny i smaczny pomysł, ale lodom wad nie brakuje. Struktura, zwłaszcza ta mączność i oleista gumiastosc, i ciasteczka wyszły średnio. Za dużo aromatów i słodyczy też na minus. Są to jednak rzeczy, na które da się przymknąć oko i w sumie ze smakiem zjeść. Aż dziwne, że z tak potwornym składem tak wyszły. Ok, rozumiem, że mleko kokosowe / migdałowe w swoich składach też na pierwszym miejscu mają wodę (stąd jej tyle - tłumaczenie producenta), ale reszta?


ocena: 7/10
kupiłam: Carrefour
cena: 24,99 zł (za 500 ml)
kaloryczność: 272 kcal / 100 g; 226 kcal / 100 ml
czy kupię znów: nie

Skład: woda, cukier, syrop glukozowy, oleje roślinne (kokosowy, sojowy, rzepakowy), miazga migdałowa (2%), cukier trzcinowy, kokos (1%), kakao o obniżonej zawartości tłuszczu, skrobia kukurydziana, cukier puder, mąka pszenna, pełnoziarnista mąka pszenna, białka grochu, emulgatory (lecytyna słonecznikowa, lecytyna sojowa), stabilizatory (guma guar, mączka chleba świętojańskiego, karagen), skrobia modyfikowana, tłuszcz kakaowy, sól, aromaty, melasa, ekstrakt waniliowy, substancja spulchniająca (węglany sodu), ekstrakt słodu jęczmiennego, regulator kwasowości (kwasek cytrynowy)

sobota, 11 kwietnia 2020

lody Syrenka smak Matcha

Latem 2019 zakochałam się w lodach marki Syrenka, i bez dwóch zdań postanowiłam spróbować wszystkich ich smaków dostępnych pudełkowo. Dużą część dostałam we współpracy, ale za tym smakiem trochę najeździłam się po mieście (bo akurat, gdy mi wysyłali, nie mieli tego smaku ukręconego). Jakoś w sierpniu Mama pokazała mi też w sklepie Fuze Tea zieloną herbatę z marakują, którą w końcu zgodziłam się spróbować, mimo iż nie cierpię smakowych rzeczy do picia. Podtrzymuję, że to nie dla mnie, ale jakoś przy 30 paru stopniach naszło mnie na smak matchy na zimno. Wprawdzie nauczyłam się wtedy pić swoją herbatę liściastą zieloną zupełnie wystudzoną, a rzeczy o smaku matchy, w sumie jak i sama matcha, mało kiedy w pełni mnie satysfakcjonowały, ale... na zieloną Syrenkę po prostu mnie naszło, że od momentu obudzenia się pewnego dnia po prostu wiedziałam, co zjem (i odbyło się to z małą zmianą degustacyjnych planów, czego raczej nie robię).

Lody Syrenka smak Matcha to lody ze sproszkowaną zieloną herbatą matcha (2,13%) na bazie orzechów nerkowca (8%) i kokosa; wegańskie.
Dostępne w opakowaniach 120g.

Gdy tylko otworzyłam opakowanie, poczułam rześki zapach orzeźwiającej zielonej herbaty z jakby odrobinę kwaskowatą nutą (coś jak trawa cytrusowa / właśnie coś cytrusowego). W trakcie jedzenia wydało mi się to bardziej herbaciano-kwaskawokokosowe, bo wyłonił się też delikatnie orzechowy akcent.

Masa lodowa była zwarta i dość twarda, ale w sposób - że tak powiem - przyjazny. Łatwo nakładać itp., topiło się to powoli w pożądany, bardzo kremowy sposób. Mimo to, lody nie były gładkie. Czuć w nich miazgowość, przemielenie miąższu kokosowego i orzechów, jak również pylistość matchy; za to ani trochę rozwodnienia. Nie wydały były ciężkie ani tłuste.

W smaku w pierwszej sekundzie odnotowałam specyficzny smaczek matchy, podkręcony mocnym orzeźwieniem o lekko kwaskawym zabarwieniu.

Od początku jednak lody dały się też poznać jako słodkie. Była to słodycz wysoka i głęboka. Poniekąd szlachetnie stłumiona... jakby palono-ziołowa, może lekko karmelowa, a częściowo naturalnie płynąca z matchy, a więc też wpisująca się w ziołowość, taką łagodniejszą.

Karmelowa nuta rozchodziła się wraz z zaskakująco wyraźnym smakiem orzechów nerkowca, do którego mniej więcej w połowie dochodził intensywny, ale w pełni naturalny kokos. To ewidentnie miazgowo-orzechowy kokos (nie wiórki czy mleczko), co dodatkowo podkreśliła herbaciana nuta. Pobrzmiewała w tym lekka kwaskawość (oleju kokosowego?).

Herbata matcha była cały czas wyczuwalna, choć miała momenty że dominowała, jak również takie, w których puszczała przodem inne smaki. Niosła łagodność... taką kremową słodycz ziołowej zielonej herbaty. Sugerowała goryczkę, ale gorzka nie była. Podchodziła pod algowe klimaty. Cudownie orzeźwiała i maksymalnie podkręcała soczysty kwasek jakby pochodzenia kokosowego z domieszką cytrusów (?). Bliżej końca ewidentnie wyłapałam olej kokosowy.

Końcówka należała więc do smaku mniej słodkiego, czyli łagodnego duetu matchy i orzechów, splecionego ze smakowitymi, kwaskawo-goryczkowatymi nutami, w czym dużą rolę odegrał kokos, ale i sama matcha. Paradoksalnie jednak, robiło się bardzo, bardzo słodko (tak jakby czuć smak swoją drogą, a ogólną słodycz swoją).

Po zjedzeniu pozostało silna rześkość, lody były bardzo orzeźwiające. Czułam troszeczkę za mocną słodycz, jak i szlachetniejsze motywy algowo-herbaciano-orzechowe, takie... kremowe.

Lody mnie zachwyciły mnie (i pomyśleć, że podeszłam do nich trochę podejrzliwie!). Słodkie, ale w sposób przyjemny. Harmonijne i wyważone, łączące wiele smaków, z których każdy zachwycał. Doskonale podkreślono walory matchy orzechami nerkowca i kokosem w wydaniu doskonałym.
Świetna struktura przełożyła się w dodatku jakoś dziwnie na poczucie, że to nie "nudna gładka masa", a cudny krem z orzechów z herbatą i kokosem.
Zdecydowanie lepsze od Haagen-Dazs Green Tea.


ocena: 9/10
kupiłam: Carrefour
cena: 9,29 zł / 120 g
kaloryczność: 318 kcal / 100 g
czy kupię znów: mogłabym (ale w promocji)

Skład: woda, rozdrobniony miąższ kokosowy, cukier trzcinowy nierafinowany, orzechy nerkowca 8%, nierafinowany olej kokosowy, tłuszcz kakaowy, sproszkowana zielona herbata matcha 2,13, sól

sobota, 28 marca 2020

lody Syrenka smak Truskawka

Nie lubię i nigdy nie lubiłam sorbetów i lodów owocowych (zwłaszcza owocowo-wodnych). Jednymi tolerowanymi sporadycznie są owocowe na śmietance / mleku, jak np. Haageny Blueberries & Cream. Haagen-Dazs Starwberry jakoś do mnie nie przemówiły. Owocowe koktajle i zamrożone kawałki owoców? Nie, dzięki. Lody Syrenki są jednak jedyne w swoim rodzaju, więc i w przypadku owocowego wariantu byłam pewna, że pospolicie nie będzie. Truskawki i nerkowce? Pierwszy raz spotkałam się z takim połączeniem i pisząc to uznałam, że może być smakowite.

Lody Syrenka smak Truskawka to lody wegańskie truskawkowe (4,8%) na bazie nerkowców i kokosa.

Po otwarciu poczułam wyrazisty zapach nerkowców i kokosa oraz truskawek w wydaniu ewidentnie słodkim i nieco pudrowym. Poczułam się, jakbym zbliżyła nos do wegańskich owocowych czekolad Zottera - dokładniej truskawkowej, z tym że bardziej orzechowej.

Twarde i gęste lody okazały się w miarę podzielne - to znaczy: dało się je nałożyć, nie szły w dziwne płatki czy kruche kawałki.
W trakcie jedzenia masa lodowa dała się poznać jako gęsta i kremowa, ale jak zbity krem. Wydawała się cudownie soczysta i trochę śliskawa jak sorbet. Mimo to, nie była gładka. I wcale nie chodzi mi o pestki, którymi była usiana w nieprzeszkadzającej ilości. Wyczuwalna "miazgowość" (orzechy + kokos) przełożyła się na poczucie obcowania z kremem, który bardziej mięknie niż się topi. Nie czuć rozwodnienia ani tłustości. Wyszły bardzo sycące, ale nie przytłaczająco ciężkie.

W smaku od samego początku uderzył duet truskawek i ogólnej słodyczy, z czego ta druga wydała mi się bardziej wszędobylska. Łączyła je delikatna pudrowość.

Słodycz niemal natychmiast zaprezentowała karmel i zaznaczyła lekką pudrowość. Ta skojarzyła mi się odlegle z białą wegańską czekoladą Zottera (w wersji wyidealizowanej). Oczywiście białą owocową...

...bo smak truskawek ruszył z kopyta. Były to wyraziste, słodkie owoce o mocno zaznaczonej soczystej kwaśności. Odebrałam je jako nieco konfiturowe i pełne uroku, ale przede wszystkim pełne smaku. Moc truskawek dominowała przed większość czasu. Raz i drugi nasunęły na myśl sorbet albo jakiś deser z musem z truskawek. Reszta bowiem nie dała o sobie zapomnieć.

Truskawki mieszały się ze wspomnianą pudrowością i karmelem, do czego po chwili dołączyła maślana nuta orzechów nerkowca (znając skład, chyba wyłapałam też syrop klonowy). Kokos uplasował się obok. Jego smak był nie do pomylenia z czymkolwiek innych, choć wchodził w rewiry śmietankowo-kokosowe. Utworzyło to smak białej czekolady. Nie była jednak przesłodzona, a słodka jakby jedynie w naturalny sposób. Fuzja białej czekolady i truskawek o szlachetnym i głębokim smaku natychmiast nasunęła na myśl truskawkową Labooko Zottera. Sporo w tym soczystości, a kwaśność owoców dodatkowo nasilała się falami, zupełnie słodycz minimalizując.

Bliżej końca słodycz chwilowo wzbiła się na wyżyny, po czym osłabła na rzecz bardziej orzechowo-kokosowych nut.

W posmaku pozostał właśnie kokos, trochę nerkowcowa białoczekoladowość i silna soczystość truskawek. Kompozycja nieprzesłodzona, rześka i... kojarząca się z białą truskawkową czekoladą.

To pyszne lody o zaskakującym, niecodziennym smaku. Od innych lodów tej marki wyróżnia je lekkość, jaką mają musy owocowe i ta soczystość, jednak to wciąż cudownie kremowa, mało lodowa kremo-masa. Nieprzesłodzone, a jednak kojarzące się z białą czekoladą o smaku słodkiej truskawki. W pełni naturalne i wciągające.


ocena: 9/10
kupiłam: dostałam od lodysyrenka.pl
cena: -
kaloryczność: 244 kcal / 100 g
czy kupię znów: kiedyś może i bym mogła

Skład: rozdrobniony miąższ kokosowy, cukier trzcinowy nierafinowany, woda, truskawki, orzechy nerkowca, syrop klonowy, tłuszcz kakaowy, sól

czwartek, 12 marca 2020

lody Syrenka smak Czarny kokos

Przy najbardziej bazowym smaku lodów Syrenka, jakie otrzymałam w ramach współpracy, w małym opakowaniu (Kokos), postanowiłam sięgnąć po... niby podobny smak, ale jednocześnie chyba najbardziej niespotykany. Czarny kokos! Podobne, a jakże... intrygujące. To był drugi smak, który kupiłam razem z Podwójną czekoladą. Pamiętałam, jak smakowała mi czekolada Vosges Super Dark 72 % Coconut Ash & Banana, w czekoladach lubię węglowe nuty, kokosa ogólnie też, więc nic nie stało na przeszkodzie, bym miała odkryć kolejne ulubione lody. A że czarny to mój ulubiony kolor...

Lody Syrenka smak Czarny kokos to "lody wegańskie na bazie nerkowców 6% i kokosa 31% z dodatkiem zwęglonych łupin kokosa 2%".
U mnie w pudle 500 ml / 430 g.

Po otwarciu poczułam delikatny, słodki zapach kokosa. Z czasem, wraz z jedzeniem, wydał mi się bardziej kokosowo-orzechowy, wciąż jednak delikatny.

Masa lodowa była twarda i dość dziwna, bo gęsta jak mocno zastygły krem / polewa. Rozpływała się powoli, jakby... nie tyle rozpływając się, co mięknąc na coraz mniej zimny, gęsty, dość tłusto-ciężki krem o aksamitnej strukturze. Tylko pod koniec z lekko węgielno-pylistym efektem. Właściwie lody te topiły się jedynie do pewnego stopnia, przypominając rzadkawe masło orzechowe. Nie wykazały ani odrobiny wodnistości. Wyglądało to trochę jak smoła, brudziło na czarno... wszystko wokół. Lody były gładkie, bez dodatków / grudek, ale trochę jakby trzeszczały / skrzypiały za sprawą "miazgowości" i węgla. To bardzo dziwna konsystencja, ale w żadnym wypadku nie zła. Raczej intrygująca.

Smak, jak i zapach, niespecjalnie pasował do tego, co widziałam. Od początku był bowiem łagodny, wyważony i dość słodki. To słodycz delikatnego, lekko palonego karmelu. Szybko się rozchodziła, mieszając się ze złudnie mlecznym motywem.

Ten był zespojony z naturalnym kokosem. Początkowo sprawiał wrażenie dość śmietankowego / mlecznego, z czasem wyróżnił się wyraźnie jako kokos: miąższ, cały orzech, a nie jedynie wiórki. Trafiłam na goryczkę, którą przez większość czasu przypisywałam paloności (karmelu), ale z czasem odezwał się ewidentnie olej kokosowy. Wyraźnie wyczuwalny, a jednak nienachalny. Obok niego doszukałam się węgielnego posmaku.

Wmieszał się w orzechowy smak. Ten podkreślał "orzechowość" samego kokosa, "tłustą mleczność", by po pewnym czasie zagrać jako nerkowce same w sobie. Wraz z kokosem i paloną słodyczą karmelu tworzyły urocze połączenie.

Smakowały intensywnie w swej łagodności, wyszły tak "czysto". Słodycz cały czas trzymała się bowiem przystępnego, a więc nie za mocnego poziomu. Lekka goryczka zaś podkreślała ich charakter. Pod koniec każdego kęsa (łyżeczki?) wnosiła mocniejszy smak węgla, a także niecodziennie, goryczkowato-kokosowy.

Po zjedzeniu pozostał posmak orzechowo-kokosowy z węgielnym motywem. Czułam lekką paloność jakby kokosowego karmelu. Oprócz tego, został lekko suchawo-pylisty, węgielny efekt.

Całość bardzo mi smakowała; bardzo podobne do Kokosowych, ale Czarny Kokos wydał mi się mniej słodki. Z racji tego, jak lody prezentują się także z wyglądu, uważam je za lepszą propozycję.
Podobało mi się, że miały ambitniejszy, głęboki smak, a także ich konkretna kremowość: że nie były jak typowe lody, a jak dziwnie płynąco-ogrzewający się krem z kokosa i nerkowców.
Jedynym zarzutem jest to, że cechuje je masywność i w sumie ciężkość. Uważam je za niezwykle sycące, co można uznać za plus, jak i za minus (zależy, czego się oczekuje). Biorąc pod uwagę całokształt i to, że nie jestem zbyt "lodowa" (zimnego / chłodnego jedzenia w ogóle nie jem, bo nie lubię; czasem właśnie tylko lody, ale takie bardzo topiące się), nie przeszkadzało mi to.


ocena: 9/10
kupiłam: Auchan
cena: 22,99 zał zł (za 500 ml / 430 g)
kaloryczność: 305 kcal / 100 g
czy kupię znów: mogłabym kiedyś

Skład: rozdrobniony miąższ kokosowy, woda, cukier trzcinowy nierafinowany, orzechy nerkowca, nierafinowany olej kokosowy, tłuszcz kakaowy, zwęglone łupiny orzecha kokosowego sól

środa, 4 marca 2020

lody Syrenka smak Kokos

Nie lubię małych, z założenia jednoporcjowych lodów. Wszelkie na patyku, rożki itp. nie zadowalają mnie nie tylko ze względu na formę, ale w większości jakość i smak również. Kubeczkowych jednoporcjowych nie lubię ze względu na... wielkość. Porcyjką mniejszą niż 100 gramów (czy nawet około) nie jestem bowiem w stanie najeść się / nasycić psychicznie. Lody Syrenka są jednak na tyle konkretne, a producent na tyle szczodry, że na ich mniejsze opakowania nie zgrzytałam zębami. Mało tego, małych dostałam dwa smaki, których w sumie nie chciałabym więcej. 120 gramów lodów tego typu już wydało mi się w porządku, jednak i tak chciałam najpierw je wykończyć, by zostały same duże opakowania. Na ten dzień wybrałam kokosa, bo wydał mi się najnudniejszym (najbardziej bazowym?) smakiem z asortymentu i... już nie mogłam się doczekać, by zestawić go z innym, podobnym (którego sama kupiłam duże pudło razem z czekoladowymi).

Lody Syrenka smak Kokos to lody wegańskie o smaku kokosa, na bazie orzechów nerkowca (6%) i miąższu kokosa (32%).
U mnie w pudełku 100 ml / 120 g.

Po otwarciu zapach wydał mi się dość nikły, trochę tylko kokosowy, jednak na głębi i intensywności (w pełni naturalnej!) przybrał dopiero po chwili. Wtedy oto poczułam łagodne i słodkawe wiórko-mleczko kokosowe, zmieszane z niemal maślano-słodkawym orzechami nerkowca. Razem tworzyły uroczo "orzechowawą" kompozycję, naturalną i błogą.

Pudełko pod pokrywką wprawdzie miało patyczek, ale go olałam. Sama masa wyglądała na twardą, przy nabieraniu łyżeczką zaś na kruchą jakby za sprawą niedokładnego przemielenia miąższu / miazgi. Także gdy się rozpływała odebrałam ją jako nieprzemieloną, z wyczuwalnymi językiem drobinkami. Wydała mi się minimalnie rozrzedzonym, mało lodowym, gęstym kremem. Dość tłusta, jakby bardziej niż się topiła, to miękła nieco się ocieplając. Przypominała w tym rzadkie, a więc przyjemnie lżejsze masło orzechowe, co zupełnie mnie kupiło. Leciutkie rozwodnienie w zasadzie szło przeoczyć.

W smaku od pierwszej chwili czułam wyrazistego kokosa. Smak jakby świeżych, zmielonych wiórków i miazgi wydawał się skrywać lekki kwasek, za którym stała nutka oleju kokosowego. W dużej mierze złagodzona i w pełni uprzyjemniona była smakiem mleczka, które przyszło mi do głowy nieco później.

Pojawiła się słodycz, trzymająca się na boku smaków właściwych. Odebrałam ją jako nieco wpisaną w naturalność, bo taką... orzechowo-paloną. Chwilami wydawała się silniejsza, chwilami delikatniejsza, cały czas jednak nienachalna, a kojarząca się z delikatnym karmelem.

Lody pobrzmiewały słodką śmietanką kokosową. Odebrałam ją jako naturalnie słodkawą, choć może bardziej maślano-śmietankową, niż tylko śmietankową. Z lekkim opóźnieniem wkraczały bowiem także nerkowce.

Przejmowały ster najpierw podkreślając maślaność, naturalną orzechowość, a potem eksponując pełnię swego delikatnego smaku. Orzechowo-słodkawe idealnie wpisały się w nie za silną, acz wyraźną słodycz.

W posmaku pozostała właśnie ambitniejsza słodycz, kokos - naturalny, taki miąższowo-mleczny i z charakterkiem oleju (bez jego ordynarnego posmaku), a także poczucie tłustawości jak po maśle orzechowym (z nerkowców).

Trochę "ukarmelowiony", mleczno-maślany kokos i nerkowce - to jak nic kojarzyło mi się z jasnymi nugatami Zottera zrobinymi z kokosa / orzechów i białej czekolady (serią Nougsus Nougat albo G.Nuss.Tafel). Delikatny, ale głęboki smak zachwycił mnie i ani przez chwilę nie wydawał się nudny. Słodycz nie była za silna, więc niczego nie zagłuszała. Najtrafniejszym określeniem jest chyba "smakowa czystość": naturalnych, dobrze wyważonych składników w połączeniu smakowitym i obłędnie harmonijnym.


ocena: 9/10
kupiłam: dostałam od lodysyrenka.pl
cena: -
kaloryczność: 312 kcal / 100 g
czy kupię znów: mogłabym

Skład: rozdrobniony miąższ kokosowy, woda, cukier trzcinowy nierafinowany, orzechy nerkowca, olej kokosowy nierafinowany, tłuszcz kakaowy, sól

wtorek, 25 lutego 2020

lody Syrenka smak Masło orzechowe z kawałkami czekolady

Lody Ben&Jerry's Peanut Butter & Cookies Non-Dairy nie usatysfakcjonowały mnie, ale nie przejęłam się tym zbytnio, bo rozpoczęłam współpracę z warszawską lodziarnią Syrenka i miałam kilka ich smaków. Wybierając, od którego zacznę, nie zauważyłam podobieństwa z podlinkowanymi, dopiero przy pisaniu wstępu (nawet przed otwarciem) pomyślałam, że... to drugie wegańskie lody z masłem orzechowym i czymś czekoladowym, jakie jem pod rząd! Ja, sceptyczka wegańskości, której w maśle orzechowym w lodach przeważnie coś nie pasuje, a kawałki czekolady postrzegam jako kamienie. A mimo to na degustację bardzo się cieszyłam. Dlaczego? Czekoladowe lody Syrenki to obecnie jedne z moich najukochańszych lodów.

Lody Syrenka smak Masło orzechowe z kawałkami czekolady to lody wegańskie o smaku masła orzechowego z 3 % kawałkami ciemnej czekolady o zawartości 70 % kakao, na bazie orzechów nerkowca (7,14%), kokosa i orzeszków arachidowych (5,5%).
U mnie w pudle 500 ml / 430 g.

Z zaskoczeniem już w chwili otwarcia poczułam wyrazisty zapach fistaszków, który to otulony pewną łagodnością (splotem słodyczy i kokosowo-maślanej nuty) po pewnym czasie swój charakter określił jako masło orzechowe. W trakcie jedzenia kokos przybrał na znaczeniu, zrównując się z nim, a i kakao raz po raz się wyłaniało.

Lody były bardzo twarde, ale nie aż tak jak czekoladowe. Przy nakładaniu wydały mi się w dziwny sposób kruche, co pewnie wynika z tego, że zrobiono je z różnych miazg i dodano mnóstwo małych kawałków czekolady. W zasadzie, czekolady w lodach nie było bardzo dużo, ale odniosłam wrażenie, że było przez to, jak je podrobiono.
Masa lodowa szybko miękła, stając się gęstym kremem ("zawiesino-kremem"), ale cały czas była przy tym zwarta i konkretna. Prawie się nie topiła. Miałam wrażenie, że z czasem wręcz traci na chłodzie (ociepla się?), ale właśnie nie topi się jak normalne lody. To niegładki, bo z nie do końca zmielonych zmielonych orzeszków i jakby kokosa, a także tłusty, ciężki jak mało orzechowe krem. Lody wydawały mi się nieco trzeszczące od kokosa, jednak (co ważne) nie przez wiórki / miąższ, bo takowe nie występują. Nie wiem więc, skąd to wrażenie.
Kawałki czekolady miały strukturę  plastikowych ulepków, ale znośnych. Zaraz zaczynały się rozpuszczać tłustawo z lekko pyliście-suchym efektem.
Całość była zgrana, bo konkretny krem i w miarę współpracująca czekolada nie przeszkadzały sobie (co przy takim smaku mogłoby wystąpić).

W smaku masa lodowa przywitała się wysoką słodyczą, która utworzyła tło dla reszty smaków. W zasadzie przez cały czas wykazywała się statecznością.

Na pierwszym planie działo się za to sporo. Starły się ze sobą masło orzechowe i naturalny kokos (cała mieszanina mleka, oleju i jakby "miąższo-orzecha kokosowego"). Obie nuty odebrałam jako cudownie czyste, naturalne. Były łagodne, ale wyraziste w swej łagodności.
Orzechowy motyw prezentował delikatne, słodkawe masło orzechowe. Jego wydźwięk podrasowały nerkowce. Cały czas pobrzmiewały, a duszny smak fistaszków mieszał się z goryczkowatą nutą oleju kokosowego. Chwilami wyszło to niejednoznacznie, chwilami bardziej fistaszkowo.

Bez problemu wyłapałam specyficzny, tonujący słodycz posmak oleju kokosowego, ale obyło się bez nuty kwaśnych wymiocin.
Olej kokosowy wkomponował się w ogólną maślaność, coś bardziej orzechowego (odebrałam go jako dziwnie wciągający). Dołączył do masła orzechowego skojarzenie z orzechem kokosowym, przemycał kokosa bardziej wiórkowego. Cała ta kokosowość opiewała bardzo wyraźnie wyczuwalne mleko (niemal śmietankę!) kokosowe. To twór specyficznie mdławy i słodkawy... Idealnie w tym zgrany z naturalnym masłem orzechowym.

W goryczkę świetnie wpisało się kakao. Intensywny smak czekolady co chwila przełamywał delikatno-słodki smak bazy, dzięki czemu skrupulatnie zawracał ją z drogi ku nudzie. Okazała się mocno gorzka, o dymnym, palonym charakterze. Czuć w niej kakao, ale też paloną słodycz. Może nie wyszła specjalnie głęboko ciemnoczekoladowo, ale zachwycająco gorzko kakaowo.

Czekolada nie gryzła się z bazą. Podkreślała jej orzechowość, przy czym samo masło orzechowe w miarę jedzenia wydawało się coraz mniej pewne siebie, mimo że w oddali pobrzmiewała od niego sugestia soli. To raczej mieszanina kokosa, masła orzechowego... fistaszkowo-nerkowcowego.

Po lodach pozostał posmak kokosa i ciemnej czekolady w wydaniu orzechowym, palonym, gorzkim i lekko cierpkim. Czułam też silne dosłodzenie i masło orzechowe, ale podporządkowane kokosem.

Bardzo mi smakowały ogółem, jednak mam parę zastrzeżeń w kwestii zgodności z tytułowym smakiem, za co odejmuję punkt. Nie były aż tak arachidowo masłoorzechowe, jak się spodziewałam (aczkolwiek masło orzechowe nie musi być fistaszkowe; nie da się jednak ukryć, że na te słowa od razu większość osób myśli właśnie o fistaszkach). Zaskoczyły mnie tym, jak istotny okazał się kokos. I tutaj... zamiast poczucia jakby miazgi kokosowej, wolałabym więcej miazgi orzeszkowej. W zasadzie nie wyszły ani mocno fistaszkowo, ani czysto nerkowcowo, bo bardzo się to przemieszało, choć udział tych drugich był znaczny (osobiście na to nie narzekam). Niezbyt podobała mi się czekoladowa drobnica jeśli chodzi o strukturę. Była jednak świetna gdy chodzi o gorzkość. Biorąc pod uwagę naturalną delikatność masła orzechowego i kokosa, słodycz uważam za niebezpiecznie silną... choć tu z kolei ogrom czekolady i oleju kokosowego skutecznie ją przełamywały.

Lody wyszły dość ciężko (w internecie często trafiam na to jako na minus), lecz ta ich ciężkość i to jak bardzo przypominały chłodnawy krem, nie zaś lody, mnie kupiło (w sumie nie jestem zbytnio lodożercą, nie lubię i nie jem zimnego jedzenia itd.). Do tego smaku pasowało wyjątkowo - poczucie, jakby jadło się takie udziwnione, kokosowe masło orzechowe. Syciły i dostarczały mnóstwo przyjemności ze względu na smak.
Tak naturalny, łagodny był bardzo przyjemny. Masło orzechowe, smakowity kokos (bez sztuczności i irytujących wiórków) i ciemna czekolada w wydaniu bardzo czystym, słodkim, acz harmonijnym.
Trochę skojarzyły mi się z Haagen-Dazs Coconut Chocolate. W zasadzie nie można porównywać, bo jednak tytułowe smaki inne, ale mnie zachwyciły i jedne, i drugie. To, które bym wybrała, zależy od dnia: czy miałabym ochotę na coś masłoorzechowego, mniej słodkiego (Syrenka!), czy bardziej lodowo-mlecznego (HD).


ocena: 8/10
kupiłam: dostałam od lodysyrenka.pl
cena: -
kaloryczność: 331,6 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: mleko kokosowe, orzechy nerkowca, olej kokosowy extra virgin, tłuszcz kakaowy, orzechy arachidowe, czekolada 70% kakao, sól

sobota, 14 września 2019

lody Syrenka smak Podwójna Czekolada

Przy Zotterze G.Nuss.Tafel Cashews przypomniałam sobie, jak to kocham orzechy nerkowca. Tak już mam, że mimo iż coś uwielbiam, niektórych rzeczy mogę nie jeść miesiącami. Czasem mam jednak takie fazy (jak ja nienawidzę tego słowa), że mogę je jeść i jeść albo np. tylko szukam produktów w danym stylu / z danym dodatkiem. Tym razem ofiarą padły nerkowce. Dzień po wspomnianej czekoladzie z dziką przyjemnością wszamałam paczkę tychże orzechów, ale wciąż było mi mało. Kolejnego dnia wybrałam się do Auchan, oczywiście zaopatrzyłam się w kolejną paczkę (bo lubię mieć zapas) i od niechcenia zajrzałam do działu lodowego. A tam coś, czego zupełnie się nie spodziewałam. "Lody na bazie nerkowców"?! Oszalałam z zachwytu. Skład nie do końca przypadł mi do gustu (woda jako pierwszy składnik), więc ostrożnie wzięłam pudełko najbezpieczniejszego smaku. Poza tym... połączenie nerkowców i czekolady wydało mi się boskie. Ale skład i cena... Cóż, w końcu do mojej zamrażarki trafiły dwa smaki. Jak to? A no, to akurat był Dzień Dziecka, a na zakupach towarzyszył mi tata. Swoje lata może i mam, ale dzieckiem swoich rodziców jest się zawsze, ha!
Swoją drogą, rozczuliła mnie nazwa marki. Wiem, że to raczej odwołanie do warszawskiej syrenki, bo to stamtąd lodziarnia, ale lubię motyw syren, tak ogółem.

Lody Syrenka smak Podwójna Czekolada to lody wegańskie o "intensywnie czekoladowym smaku" na bazie orzechów nerkowca (9,14%) i kokosa.

Zapach, gdy tylko zaczął się po chwili unosić, wydał mi się zachwycający, choć ryzykowny. Otóż była to mieszanina kakao i orzechów, dość znacząco związanych goryczkowatą nutą oleju kokosowego (zimnych ogni?). Było to słodkie, lekko maślano-muliste... niemal grzybowe jak nadzienia truflowe i nerkowcowo-duszne. Skojarzyło mi się z pierwszą wersją batona Brownie od Legal Cakes ("zapach smaku / klimatu").

Ciemna masa okazała się twarda jak kamień i łamiąca się na małe kawałki przy próbie nakładania. Myślę, że wynika to z wmieszania czekolady i dodatku wody (tu jednak pojawia się wyjaśnienie, że chodzi o wnętrze kokosa - no tak, pulpa, czyli miąższ / miazga i woda kokosowe) - była to bowiem twardość wyższa niż w Haagen-Dazs Dark Chocolate & Almonds 70 % Cocoa właśnie z wtopioną czekoladą. Z moimi gabarytami i siłą... to lody niepodzielne (porcja na zdjęciu jest "upozorowana" - ciekawskich w komentarzach mogę oświecić, bo koniec końców jadłam je z pudła). W dodatku topiły się bardzo, bardzo wolno, niechętnie, prawie wcale. Na szczęście cechowała je obłędna gęstość kremu. Znacząco tłuste w sposób nerkowcowo-maślany, przy czym rozwodnienia w ogóle nie czuć. Normalnie wiele z tego uznałabym za wady, ale (nie, nie będzie spoilera)...
W trakcie jedzenia potwierdziła się ich kremowość, ale... mało tego. Gdy już zdecydowały się trochę rozpływać, zaczęły zmieniać się w gęsto-lepiszczą masę. Do złudzenia przypominały roztopioną i gęstniejącą czekoladę, masło orzechowe z nerkowców i wreszcie... mulisto-zakalcowe, do potęgi mokre brownie. Nie były idealnie gładkie. Czuć przemielone drobinki orzechów i kokosa. Lody zalepiały usta, wprawiając w zachwyt. Minimalna wodnistość wciąż dobrze ukrywana. Po naprawdę długim czasie dało się nabrać łyżeczkę gęstwiny, która w zasadzie nie była już zimna, a mimo to przypominała gęsty krem. Obłęd! Wprawdzie niektórym mogą wydać się za ciężkie jak na lody, ale... nie mi, nie w tym wydaniu.

W pierwszej chwili poczułam słodkawy, mocno czekoladowy smak, kojarzący się z masą czekoladową do ciasta, a zaraz potem z samym mocno czekoladowym ciastem. Mignęła mi lekka kakałkowość (że wystraszyłam się, iż zmierza to w kierunku "taniości"), ale wtedy...

Uderzyły w gruncie rzeczy łagodne orzechy nerkowca - wyraziste jednak na tyle, że ewidentnie je czuć. Naturalnie słodkawe i kremowe stanowiły idealną bazę pod głęboko czekoladowy smak. Jedząc miałam wrażenie, że łyżeczkuję rozmiękłe, rzadkie brownie do granic możliwości czekoladowe i... zakalcowe. Maślano-nerkowcowy smak wymieszał się z ciemną czekoladą i zwalał z nóg. Znacząca okazała się tu goryczkowata nuta oleju kokosowego (w tym przypadku ani trochę nie rzygowinowego). Otwierał drogę znaczącemu motywowi kokosa naturalnego i jakby "orzechowego" (jak płatki / pulpa kokosowa). Łączył się z sucho-goryczkowatym kakao oraz jego subtelną gorzkością o palono-orzechowym wydźwięku. Wszystko to było nieprzesadnie słodkie, a jednak i tego smaku tu nie brak. Słodycz tych lodów kojarzyła mi się z naturalnie karmelowym kokosem (jak cukier kokosowy?), naturalnie słodkawymi nerkowcami. Wycofana i idealnie pasująca.

W posmaku pozostało mocno maślane, do potęgi ciemnoczekoladowe, choć nie tak znowu gorzkie brownie z nerkowcami i kokosem.

Lody... zachwyciły mnie już od drugiej-trzeciej łyżeczki. Normalnie czekoladowo-nerkowcowy zakalec. Obłędne: nie za słodkie, intensywne i głębokie. Towarzyszyło tu poczucie, że to "coś zdrowego", wodnistość się ukryła. Po prostu orgazm dla kubków smakowych. Mimo że czyste, wcale nie nudne.

Były tak pyszne, że przy pierwszym pudle zrobiłam dla nich coś po prostu niewyobrażalnego dla mnie. Podjęłam się zjedzenia pudła na raz, mimo tego, jak niesamowicie sycące były (rezygnując tym samym z innych posiłków, bo się obżarłam, gdyż karzełkowaty patyk ze mnie, a możecie mi wierzyć, że to dla mnie... wow, nie chwalę się, bo nie ma czym, wyjaśniam tylko sytuację; drugi raz już - przez rozsądek itp. - tego "wyczynu" nie powtórzyłam.). Otóż z tym wiąże się ich jedyny minus: konsystencja. Twardość i to, że właściwie nie da się ich nałożyć to jedno. Oprócz tego, z racji tłustości (zacnej, bo nerkowcowej) były bardzo sycące, takie pełne. Topiły się niezwykle długo, toteż jedzenie ich trwało latami (dobrze, że lubię długo jeść - ale na swoje nieszczęście jem lody niemal stopione, więc...). Mimo tych wad, stały się jednymi z moich ulubionych lodów. Jedząc myślałam, że umrę z objedzenia, zimna i zachwytu. Potem umierałam i... było warto.
Były tak boskie, że czym prędzej zgadałam się z lodziarnią Syrenka i rozpoczęłam współpracę, w ramach której otrzymałam prawie wszystkie smaki. Zapowiadają się ciekawe testy! Do czasu opublikowania tej recenzji zdążyłam już do nich wrócić i... zdanie podtrzymuję. Boskie!


 ocena: 10//10
kupiłam: Auchan
cena: 22,99 zł (za 500 ml / 430 g)
kaloryczność: 294,8 kcal / 100 g
czy kupię znów: tak

Skład: woda, rozdrobniony miąższ kokosowy, cukier trzcinowy nierafinowany, orzechy nerkowca, nierafinowany olej kokosowy, tłuszcz kakaowy, kakao, sól

PS Komuś jeszcze mało czekolady? Nie wierzę, ale i tak zapraszam na malutką aktualizację Zotter Red Wine Heinrich "Salzberg Beerenauslese", dzięki której wczorajszy piątek 13-go u mnie wcale nie był pechowy.

czwartek, 13 września 2018

lody Haagen-Dazs Coconut Chocolate

Przez to, jak mało jest w Polsce lodów z dobrym składem, nie przegapiam żadnego smaku Haagen-Dazs (dopuszczam darowanie sobie smaków wyjątkowo nie w moim stylu, np. sorbetu cytrynowego, bo nie lubię sorbetów). Lody do jedzenia łyżeczką to jedyne, jakie u mnie obecnie przejdą, ale... też nie jest to słodycz, na który widzi mi się wydawać za dużo pieniędzy. Na szczęście często zdarzają się promocje... Nawet w Lidlu. Piszę o tym, bo w życiu nie powiedziałabym, że właśnie tam znajdę jakikolwiek smak Haagenów. A w dodatku nowość. W śmiesznej cenie. W osamotnionym pudełku, które wydawało się czekać właśnie na mnie, podświetlone światłami reflektorów sklepowej zamrażarki. Co prawda nie przepadam za kawałkami czekolady w lodach, bo zazwyczaj wychodzą jak kamienie bez smaku, ale... w przypadku tej marki jeszcze się na coś takiego nie nacięłam, wiec postanowiłam dać szansę.

Haagen-Dazs Coconut Chocolate to lody kokosowe z kawałkami ciemnej czekolady (6%) i wiórkami kokosowymi (7%).
Mają 400 g / 460 ml.

Po otwarciu zobaczyłam masę koloru ecru (czyt. z przesadnym francuskim akcentem i sceptycznym grymasem) pełną rozmaitej wielkości kawałków czekolady.
Wystraszyłam się, że mam do czynienia ze zwykłą stracciatellą - tylko że o kokosowym smaku.

W sumie i w kokosa wątpiłam, bo początkowo lody nie pachniały jakoś szczególnie kokosowo. Raczej po prostu słodko-śmietankowo. Kokos potrzebował dłuższej chwili do namysłu, ale z czasem ładnie się zaznaczył.

Masa lodowa była twarda i gęsta, rozpuszczała się powoli. Nietłusta, ale przyjemnie kremowa w sposób śmietankowo-mleczny.
Odkryłam w niej dużo wiórków kokosowych o chrzęszczącej strukturze. Zachowały świeżość, powiedziałabym, że nawet trochę soczystości; nie stały się ani kamieniami, ani rozmiękłym nie-wiadomo-czym.
Kawałki czekolady również nie były kamieniami. Ich struktura zaskoczyła mnie: rozpływały się bowiem tłusto-kremowo, tak, jak czekolada powinna. Raz i drugi zdarzyło mi się je chrupnąć i w sumie też było ok.

W smaku już od pierwszej chwili czuć przede wszystkim nienachalnego kokosa zespojonego z ogromem naturalnego mleka. Nie kojarzyło się to z mlekiem kokosowym, to była po prostu fuzja kokosa i śmietankowych lodów. Oczywiście posłodzona - solidnie, lecz nie przesadnie.
Przy rozgryzaniu wiórków kokosowych smak kokosa nakręcał się. Nie były jakoś wyjątkowo wyraziste w smaku, tylko... jak to wiórki. Delikatne i wiórkowokokosowe.

Zaskakująco wiele wniosła czekolada. Gdy rozpływała się, roztaczała wszędzie wytrawny smak, będący połączeniem silnej, ale ewidentnie ciemnoczekoladowej słodyczy i niemal palonokawowego kakao. Gorzkawość była bardzo subtelna.
Czekoladowa słodycz i charakterek kakao świetnie komponowały się z mleczną słodyczą i kokosem. Śmietankowe lody właściwie (na zasadzie kontrastu?) jeszcze bardziej podkreśliły kakao, a ono z kolei nieziemsko podkreśliło naturalność i orzechowość kokosa.

Lody smakowały mi tak bardzo, że aż się zdziwiłam. To idealne połączenie nienachalnego, acz wyrazistego kokosa, słodkich mleczno-śmietankowych lodów i kakao. Konsystencja aż mnie zszokowała - tak dobrze wyszła. Kawałki czekolady zachowujące się jak czekolada naprawdę zasługują na pochwałę. Ich bałam się najbardziej - jak widać niepotrzebnie. 


ocena: 9/10
kupiłam: Lidl
cena: 14,99 zł
kaloryczność: 272 kcal / 100 g
czy kupię znów: możliwe

Skład: śmietanka (32%), skondensowane mleko odtłuszczone, cukier, wiórki kokosowe (7%), czekolada ciemna (cukier, miazga kakaowa, masło, lecytyna sojowa, naturalny aromat waniliowy), żółtko jaj, naturalny aromat kokosowy, skrobia kukurydziana, skoncentrowany sok cytrynowy, substancja żelująca: pektyny

PS A jak komuś mało czekolady (w końcu czekolady nigdy za wiele!), zapraszam na aktualizację koziego Zottera - Zotter Labooko Goat's Milk.

sobota, 15 sierpnia 2015

lody Grycan kokosowe

Moi stali czytelnicy na pewno wiedzą już, że uwielbiam wszystko, co kokosowe. Znaczy... wszystko, co kokosowe i dobrze zrobione, bo wiem, że niektóre firmy potrafią zepsuć wszystko. Jak to jest z firmą Grycan? Szczerze? Jeszcze nie udało mi się jej dokładnie wybadać, ale nie wydaje mi się, żeby do takich należała. Wręcz przeciwnie: jestem do niej bardzo pozytywnie nastawiona. Próbowałam kilka eksperymentalnych smaków i na żadnym się nie zawiodłam. 

Jak to będzie z kokosowymi lodami dla koneserów Grycan? Nie byłabym sobą, gdybym nie sprawdziła.

Po otwarciu... nie poczułam właściwie nic. Gdy, trochę zdezorientowana, zbliżyłam nos do samych lodów i raz jeszcze nim pociągnęłam, poczułam wreszcie subtelny, kokosowy zapach. I tak ma być.

Same lody tym bardziej zaciekawiły mnie w kwestii smaku. Szybko więc zaspokoiłam tę ciekawość i spróbowałam. 
Lody w smaku są bardzo mleczne, ze śmietankową nutą i kokosowym posmakiem. Myślałam, że to tylko posmak, a nie smak przewodni i już chciałam trochę ponarzekać, jednak w miarę jak jadłam te lody, odkryłam, że wszystko w nich jest dobrze wyważone.

Właściwie, wyszło lepiej, niż myślałam. Bardzo słodki i, mimo wszystko, niecukrowy smak był bardzo w porządku. To znaczy, wielu osobom mogą wydać się za słodkie, jednak nie smakują jak sam cukier. Siłą napędzającą całość, niczym warczący pod maską sportowego samochodu silnik, były tutaj wiórki kokosowe, których nie sposób pominąć. W masie lodowej jest ich pełno! Napędzają kokosowy smak, który przy rozgryzaniu ich robił się naprawdę silny. Cudownie chrzęściły pod zębami... Zaraz. No właśnie. Czy chrzęściły? Tu jest problem... Wiórki były twarde i nieco rozmiękłe. Nie chrzęściły, ani nie chrupały. Najpierw myślałam, że nie wpasuje się to w mój gust, ale spotkało mnie kolejne zaskoczenie i wcale mi to nie przeszkadzało. Powiem więcej: spodobała mi się taka forma wiórek. 

Było smacznie, słodko i delikatnie. Delikatnie? Lody rzeczywiście były takie w smaku, jak i w konsystencji. Kremowe i miękkie, a zarazem zbite i gęste, może minimalnie proszkowate, ale w stopniu nieprzeszkadzającym. Tego, że woda jest wysoko w składzie, specjalnie nie wyczułam. To znaczy, wyczułam, ale nie biło to wszem i wobec po kubkach smakowych. Można by to wręcz przeoczyć.

Reasumując, bardzo smaczne lody, ale kokosowy smak w samych lodach mógłby być minimalnie silniejszy, bo miałam wrażenie, że płynie on jedynie z wiórek i to od nich lody nim przesiąkły. Mimo to, znów chylę czoła przez lodami Grycana. Dobra robota, po raz kolejny,


ocena: 8/10
kupiłam: dostałam, ale kupione w Piotrze i Pawle
cena: jak wyżej, ale kosztowały ok. 10 zł
kaloryczność: 290 kcal / 100 g 
czy kupię znów: tak

Skład: śmietana kremówka (z mleka), woda, cukier, odtłuszczone mleko w proszku, ziemniaczany syrop glukozowy, masło (z mleka), tłuszcz kokosowy, wiórki kokosowe - 2,5%, jaja, emulgator (mono- i diglicerydy kwasów tłuszczowych), stabilizatory (mączka chleba świętojańskiego, guma guar), aromat