środa, 24 marca 2021

lody Marletto Vegan Coconut & Brownie taste

Moda na produkty wegańskie jest dla mnie zupełnie niezrozumiała. Czy ktoś naprawdę decyduje się na zakup czegoś głównie ze względu "wegański" na opakowaniu? Oczywiście nie mam na myśli osób, które z sobie znanych powodów nie jedzą mięsa, nabiału itd., chodzi mi o resztę, a więc odżywiającą się normalnie. "Wegański" jako synonim "zdrowy" / "dobry"? U mnie to działa zupełnie na odwrót, co też jest nieracjonalne w wielu przypadkach. Niektóre rzeczy po prostu wegańskie są i to wynika z tego, czym one są. Weźmy ciemną czekoladę - dziwne, gdyby była niewegańska. Jednak na niesmaczne odpowiedniki mlecznych / białych wegańskich trafiłam... na całkiem sporo. Ogólnie więc wegańskie rzeczy nie kojarzą mi się dobrze, zwłaszcza te, z których napisy o wegańskości aż krzyczą. To nie znaczy, że będę twardo stała na stanowisku, że wszystko co wegańskie jest złe. Nie, nie. Właśnie w wegańskich lodach Syrenka się zakochałam, ale już do wegańskiej linii B&J's podchodziłam ostrożnie (Peanut Butter & Cookies i Chunky Monkey). Smaki fajne, ale końcowo żaden mnie w pełni nie zachwycił. Gdy zobaczyłam obiekt dzisiejszej recenzji, napaliłam się bardzo, bo od razu wyobraziłam sobie HD Coconut Chocolate, w których kawałki czekolady zamieniono na brownie. Potem jednak dostrzegłam "vegan" i długo, długo się zastanawiałam, czy ryzykować. Dopiero po paru miesiącach z Mamą wzięłyśmy po jednym smaku. "Nie umrę" pomyślałam i za lody wzięłam się jakoś tworząc lodową brownie-serię. To akurat samo tak wyszło.

Marletto Vegan Coconut & Brownie taste to wegańskie lody kokosowe z kawałkami ciasta o smaku kakaowym i wiórkami kokosowymi, wyprodukowane przez Ice Cream Factory Italy S.r.l.
Pudło zawiera 500 ml / 330 g.

Po otwarciu poczułam bardzo naturalny zapach kokosa. Był to kokos słodki i lekko "orzechowawy". Po zruszeniu lodów i w trakcie jedzenia przeistoczył się w kokosowo-ciastowy. Gdy bardzo, bardzo skupiłam się, obok ciasta dowąchałam się też trochę cierpkiego kakao. Wtedy wydało mi się to nieco likierowe, ale bez procentów.

Masa była twarda, ale nie przeraźliwie, a dość przystępnie. Przy nakładaniu sprawiała wrażenie sucho-gumowatej. Wydała mi się trochę dziwnie zagęszczno-miazgowo-pylista, ale i kremowa. Z czasem coraz bardziej gumowo-ciągnąca, ale... to akurat nawet nie minus. Topiła się powoli, jednak dość gęsto-normalnie, udając lody śmietankowe i mleczko / śmietankę kokosową. Dla mnie były za tłuste, ciężkie, zupełnie jak gładka śmietanka kokosowa. Pozostawiały warstwę tłuszczu na ustach, co im więcej jadłam, tym bardziej mnie obrzydzało. Po konsystencji w życiu nie powiedziałabym, że zawierają wodę (a mają ją na początku składu!).
Na szczęście wiórki kokosowe ratowały sytuację. Wydało mi się, że jest ich tam zaskakująco dużo i że są zaskakująco świeże. Chrzęszczące i z czasem trochę memłające się okazały się plusem, odciągając uwagę od wad struktury. Nie było ich bowiem na tyle dużo, by miały przeszkadzać jako one same.
Przekonania o tym nabierałam przy kawałkach brownie. Tych również za wiele nie dodano, co normalnie byłoby minusem. Tu jednak...
Zatopiono kilka dość małych kostek i korków ciasta a'la brownie oraz trochę drobinek wmieszanych w masę.
Okazały się ciastem bardzo konkretnym, ciężkim. Z czasem przypominały z założenia suchawą, ale zawilgoconą bułkę. Zwarte ciasto opornie rozpływało się, przy czym wyłonił się przytykający element. Było bowiem tłustawe i kapciowo-biszkoptowo-zwarte. Suchawo-mączne, a natłuszczone i rozmokłe. Jedząc, miałam wrażenie, że to zawilgocone, bardzo słodkie bułki... No kakaowe. Ewentualnie... kiepskie kakaowe murzynko-biszkopty? 

W smaku masa lodowa przywitała mnie bardzo wysoką słodyczą. Smakowała wyraźnie kokosowo, naturalnie. Przypominała... tłustą, słodziutko-mdławą śmietankę kokosową. Kryła orzechowo-śmietankowy posmak i pewien "tłuszczowo-roślinny" (?), ale nie przeszkadzało to jakoś bardzo. Chwilami wydawała się zaskakująco karmelowa. Wiórki rozkręcały kokosa, bo wyraźnie nim smakowały (nie stały się kamieniami bez smaku). Po paru łyżeczkach byłam już pewna co do przesłodzenia bazy, ale wciąż była dość smaczna.

Brownie pojawiało się oczywiście bardzo epizodycznie. Trochę przebijało się przez bazę. Smakowało przede wszystkim słodko i ciastowo-pszenicznie. Chwilami podkradało się pod coś dusznego, jak kapciowate wypieki z worka, coś... kakaowo-truflowego, złudnie alkoholowego - w negatywnym sensie. Rozpływając się w ustach, upuszczało dziwny posmak gorzkawo-jakiś, wytrawniejszy i niezbyt przyjemny. Jakby zjełczały tłuszcz? (Powiedziałabym, że to sugestia oleju kokosowego, który jakoś dziwnie tu wyszedł.)

Po brownie masa sama w sobie wydawała się jeszcze słodsza, a i echo mdłej tłuszczowości mleczka / śmietanki kokosowej wyszło na równi ze smakiem kokosa. Nie wykluczam, że to rozwodnienie (niewyczuwalne w strukturze) wyłamało się w smaku. Kokos, w takiej czy innej formie, wciąż jednak był smakiem wiodącym. Szkoda tylko, że z gorszymi naleciałościami. Ciamkając i gryząc wiórki trafiłam na naturalnie-kwaskawe nuty wiórków właśnie, co wyszło całości na dobre.

Po zjedzeniu został posmak tłuszczowego ciasta kakaowego i kokosowo-tłuszczowy, trochę... z nutą czegoś bliżej nieokreślonego - "niesłodkiej wytrawności" - jakby... mąki? Słodycz była ciekawie przełamana motywem oleju kokosowego i kakao, a więc goryczki.

Przerażała mnie baza, a zaskoczyły brownie... Dziwne małe kostko-walce kojarzyły się z "czymś udawanym", wprowadzały dezorientację i w sumie mam problem z powiedzeniem, czym były. A jednak po prostu dziwne, aż zagubione w tym udawaniu. Zawilgocone bułko-ciastka? Do samej bazy za to nie miałabym zarzutów, gdyby nie przesadnia tłustość. Wprawdzie dobrze, że udawała śmietankę kokosową, ale np. dla mnie śmietanka kokosowa (czasem nawet mleczko) jest zdecydowanie za tłusta. Lody przez to wyszły ciężko. Nie było to jednak aż takie obleśne. Silna słodycz... w zasadzie była jeszcze do wybaczenia, acz wolałabym niższą (albo lepsze brownie).
Początkowo jadłam zaintrygowana, ale im więcej, tym coraz bardziej wady wychodziły na pierwszy plan, przez co kończyłam już z lekkim obrzydzeniem, ale... to była taka "nuta obrzydliwości wpisująca się jeszcze do smaczności". Nigdy więcej nie chciałabym więc do nich wrócić, by je zapamiętać je względnie dobrze.

Gdy tak pomyślę o mocno kokosowo-śmietankowych, z kawałkami porządnie udającymi czekoladę o gorzkim smaku, nie ma porównania, że HD wygrywają, acz biorąc pod uwagę cenę i np. na Marletto patrząc jako na zamiennik dla wegan, to niezła konkurencja.
Przypomniały mi się też B&J's Coconutterly Caramel'd Non-Dairy - ok, bogatsze w dodatki, ale w sumie... na jednym poziomie tak ogółem.


ocena: 7/10
kupiłam: Biedronka
cena: 9,99 zł (za 500 ml - my trafiłyśmy na jakiś rabat przy zakupie dwóch...)
kaloryczność: 240 kcal / 100 g; 158 kcal / 100 ml
czy kupię znów: nie

Skład: woda: cukier trzcinowy, tłuszcz kokosowy, krem kokosowy 9% (ekstrakt z kokosa, woda), kawałki ciasta o smaku kakaowym 5% (cukier, woda, mąka pszenna, tłuszcz kokosowy, kakao w proszku o obniżonej zawartości tłuszczu, skrobia modyfikowana, substancja sżelującaL karagen; sól), błonnik kukurydziany, inulina (z cykorii), wiórki kokosowe 1%, białko grochu, emulgator: mono- i diglicerydy kwasów tłuszczowych; stabilizatory: mączka chleba świętojańskiego, guma guar; aromaty, sól

4 komentarze:

  1. Nie mam awersji do wegańskich produktów jak Ty. Prawda, że myślenie wegańskie (czy bezglutenowe, bez cukru, bez soli, bez tłuszczu) = zdrowe, ale to nie wina producentów. Oni sprytnie korzystają tylko z już istniejącego przekonania. Serio, co jest złego w umieszczeniu na opakowaniu słowa "wegańskie"? Na wodzie czy jabłkach byłaby to manipulacja, bo są to produkty z założenia wegańskie, ale na lodach? Bardzo dobrze, że jest. // Do samych lodów w sumie nie wiem, jak się odnieść. Zjadłabym coś na patyku z wiórkami kokosowymi, ewentualnie w małym kubeczku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wina producentów? Wydaje mi się, że tak. Płacą za reklamy, by tak to obudować i podłapują, co ludzie chcą. Nie oceniam, stwierdzam.
      Nie ma niczego złego w umieszczeniu na opakowaniu tego słowa. Napisałam, że moda na wege produkty jest dla mnie niezrozumiała i zastanawiam się, czy coś wege niektórym może się wydawać ciekawsze tylko z tego powodu. Nawet samej mody nie skrytykowałam. Napisałam, że nie rozumiem i zastanawiam się. Mody są różne. Do głowy przychodzi mi natomiast całe mnóstwo produktów "czekolada ciemna wegańska" - każda ciemna jest, więc po co to pisać? Pisałam wstęp, bo sporo wtedy takich widywałam. Zauważ, że wstęp nie jest oceną napisu na tych lodach, tylko wyjaśnieniem mojego stosunku do wege produktów. "Wegańskie herbatniki", "wegańskie rodzynki". Zdziwiłabym się, gdyby niektóre były z mlekiem. Pchanie tego napisu gdzie się da uważam za denerwujące, bo wszechobecnością odstrasza mnie na przykład albo może to zrobić z neutralnymi. Jak coś z natury jest wege, to po co o tym pisać? Jak coś jest wegańskim produktem - wiadomo, że musi być informacja.

      Usuń
  2. Tłustość mi niestraszna, a te kawałki brownie wydają się bardzo w moim stylu ^^ kupiłabym, gdyby nie było to duże opakowanie... Bałabym się że jednak mi nie posmakują, bo wegańskim słodyczom jeszcze do końca nie ufam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nadal nie ufam, choć na parę smaków lodów całkiem spoko trafiłam. Tylko że problem, że lody są właśnie baardzo ryzykowne ogółem.

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.