wtorek, 16 marca 2021

(Słodki Przystanek) Beskid Darkmilk Wenezuela Carenero Superior z Mlekiem Kozim 55 % ciemna mleczna

To, że mleczne czekolady obecnie mnie nie satysfakcjonują, nie jest problemem czekolad kozich. Te mnie kręcą nawet, gdybym miała czuć w nich niedosyt kakao (którego to oczekuję od czekolad). Ważny jest bowiem smak kozi, który po prostu uwielbiam. Długo rozpaczałam po zniknięciu Zottera Labooko Goat, czyli najwyrazistszej koziej mlecznej czekolady o porządnej zawartości kakao, jaką jadłam. Gdy więc kozią zrobiła jedna z moich ulubionych obecnie marek, bardzo się ucieszyłam.

Beskid Bean-to-Bar Chocolate Darkmilk Wenezuela Carenero Superior z Mlekiem Kozim 55 % to ciemna mleczna czekolada o zawartości 55 % kakao z Wenezueli z regionu Carenero z mlekiem kozim.
Konszowała min. 48 godzin.

Gdy tylko rozchyliłam papierek, uderzył mnie intensywny i smakowity zapach orzechów laskowych i karmelu oraz koziego mleka o roślinnie-siankowo-orzechowym podszyciu. Wydał mi się naturalny, leciutko goryczkowaty i może trochę w tym kakaowo-laskowo-pekanowy. Splataniem tychże nut zajęła się soczystość żółto-złotych owoców i podobnie złocistego, wyraźnie palonego karmelu. Wydźwięk był taki... "w plenerze", dosłownie jakbym przeniosła się w góry (a tam czekolada z orzechami, kozice, rześkie powietrze itd.).

Tabliczka na dotyk wydała mi się bardzo tłusta, a przy łamaniu twardo-krucha. Trzaskała / pykała, odsłaniając proszkowy przekrój.
W ustach rozpływała się łatwo, w tempie umiarkowanym. Jej tłustość wyszła głównie maślano-śmietankowo, gęsto i gładko. Chwilami sprawiała wrażenie aż śliskiej. Niestety znikała, zalepiając bardzo słabo i trochę otłuszczając usta. Na szczęście nie przełożyło się to na ciężkość. Wszystko to przeszkadzało mi, jednak lekkie cierpkawe podsuszanio-ściąganie ratowało sytuację.

W pierwszej chwili każdorazowo uderzała cierpkość kakao i kwaskowata cierpkość jogurtu (np. greckiego) / nabiału ogółem, na co naleciała ewidentnie kozia nuta. Zaraz za nią pojawiła się soczyście cytrusowa sugestia.

Z zaledwie paro sekundowym opóźnieniem zaczynała budować się delikatna, maślano-ziemista baza. Wyszła gorzkawo i leciutko słonawo. W tym przewijały się orzechy pekan, a zaraz po nich cały miks, ze znaczącym udziałem laskowych. Goryczka wzrosła, niosąc ziemistość. Cały czas podkreślał ją kozi motyw.

Spłynęła na to wszystko słodycz leniwa i nie za wysoka. Wtapiała się w goryczkę z racji lekkiej paloności, jednak reprezentowała także maślane, delikatne motywy. Pomyślałam o karmelu i krówce... znacząco słonych.

Zaraz zalało je naturalne, również jakby słonawe, mleko i śmietanka. Mleko bez dwóch zdań kozie. Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa to ono dominowało. Oczami wyobraźni zobaczyłam czyściutkie zwierzęta i ich mięciutką sierść. Mleko to... wydało mi się orzechowe, kwaskawo-cierpkawe jak jogurt grecki i w pewien sposób rześkie...

Bo płynące obok owoców? Mimo że kwaskawo-cytrynowe, nieżałujące też soczystej rześkości i słodyczy. To powiązany z goryczką dojrzały grejpfrut. Otworzył drogę niezbyt dojrzałym nektarynkom i brzoskwiniom. To znów kwaskawe morele świeże i... trochę podsuszonych, słodszych coraz bardziej? To słodka kwaśność... Cytrusów... tonących jednak w jogurcie, zsiadłym mleku i mleku. Oczywiście kozim.

Mleko za to przybrało na tłustości, wciągnęło i zagłuszyło wszelkie maślaności i połączyło się z bardziej cierpkawo-gorzkim kakao oraz orzechowym miksem. Pod koniec kompozycja spoważniała, przypominając sobie o ziemi. Ta wniosła trochę pikanterii, po czym idealnie zgrała się z cierpkawo-ściągającym jogurtem i kwaskawymi owocami. Krówkowy i solony karmel jednak działał ambitnie, dosładzając je i chwilami aż zaznaczając swoją obecność w gardle.

A cierpkości nie brak. Ta pozostała w posmaku wraz z orzechowo-"ciemniejszymi" tonami, a więc wytrawniejszą... ziemistością. Ta trochę ściągała w cierpki, dziwnie naturalny i przyjemny sposób... Na pewno nutą koziego mleka i odległym, soczyście-słonawym kwaskiem cytryn.

Czekolada była bardzo smaczna, dla mnie jednak nieco zbyt maślana, tłusta. Strukturę wolałabym nieco inną. Okazała się jednak na tyle kozia, na tyle gorzkawo-cierpka i kwaśna w przyjemny, nabiałowo-owocowy sposób, a jednocześnie szlachetnie słodka, podsycona ziemią, orzechami i naturalnie słonawą nutką, że po prostu rozkochała mnie w sobie. Gdy po dłuższym czasie zjadłam drugą tabliczkę, wciąż trwałam w zachwycie.
Cytrusy, w tym grejpfruta, gorzkość i pikanterię czułam również w 80 % z tego regionu, oczywiście o wiele mocniej, ale... kakao wydaje się do rozpoznania, tylko właśnie jakby mocno... nasączone kozą (mniam!). Brzoskwinie, morele, karmel (w koziej słono-krówkowy) i orzechy (włoskie, laskowe, pekan) czułam też w mlecznej Wenezuela Caicara del Orinoco 50%, ale dzisiaj przedstawiana wyszła o wiele kwaśniej, cierpko i charakternie za sprawą mleka oraz po prostu mocniej kakaowo.


ocena: 10/10
kupiłam: Słodki Przystanek (dostałam)
cena: 17,90 zł (za 60 g; ja dostałam)
kaloryczność: nie podana
czy kupię znów: tak

Skład: ziarna kakaowca 55%, tłuszcz kakaowy, mleko kozie w proszku, cukier trzcinowy nierafinowany

12 komentarzy:

  1. Nie ufam mlekom innym niż krowie, ale o tym wiesz. Może dla tej marki mogłabym zaryzykować? Chyba tak. Zapach sztos! Ups, a jednak dystansuje mnie "mleko bez dwóch zdań kozie". Cytrusów nie chcę, bo po co? Skoro konsystencja nie Twoja, to zapewne moja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kozie mleko jest w pewien sposób kwaskawe, potrafi być takie. Tutaj to zmieszało się z cytrusami. Tak intensywnie kozia czekolada nie wydaje się Twoja tak ogółem, więc wątpię, że mogłaby Cię do kozich smaków przekonać. To moja koza! :D Ciebie widzę bardziej z jakąś uroczą, delikatniusią Domori czy coś.

      Usuń
  2. Jak z kozim, to kupię (choć wolę owcze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wyobrażam sobie, jak można woleć owcze. :P

      Usuń
  3. Czekolada mogłaby mi przypaść do gustu, z racji tego, że uwielbiam nabiał kozi i owczy. Mleko kozie było moim przysmakiem na aplikacji. Teraz niestety mi nie po drosze do żadnego sklepu bio, które ma w ofercie świeże :/ tak samo sery i jogurty. Te damnisa do mnie nie przemawiają. Szkoda bo dostępne są niemal wszędzie i produkują nabiał sla marek własnych marketów.
    Tak taka czekolada to byłoby coś :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Parę razy piłam mleko kozie: a to kupione na bazarku, a to ze sklepów, ale niestety... do pierwszych nie mam zaufania i było mi nieco za tłuste (więc to jednorazowy zakup), a te ze sklepów nie na moją kieszeń i nie pasuje mi do owsianki. Lubię więc bardzo, ale nie znajduję dla niego miejsca w swojej lodówce. Okazjonalnie jedynie. Sery kozie - koocham, ale żałuję, że często są strasznie słone, więc też za wiele ich nie jem. Jogurty Danmis i do mnie nie przemawiają.
      Kiedyś w Kauflandzie był jogurt Mevgal Authentic Greek Goat Yogurt, ale chyba jako pojedynczy rzut. I... to był najlepszy jogurt, jaki kiedykolwiek jadłam w życiu. Nie tylko z kozich, a ogółem. Obłęd!

      Usuń
  4. Na marketowe produkty nie zwracam uwagi. Jeśli już skuszę się ma produkt z koziego mleka to kupuję w sklepie bio takie niemieckiej firmy ale nazwy nie pamiętam :/ mleko w tym sklepiku pochodzi z gospodarstwa pod Szczecinem. Mają także od nich nabiał w postaci serów twardych i twarogów oraz fete.
    Można także jechać samemu tam i wziąć prosto od gospodyni tak więc ja mam źródło pewne ;)
    A mleko piję na zimno poprostu raz ma sto lat ;) do owsianki tylko krowie bez laktozy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niee, nie chodziło mi, że marketowe produkty. W Auchanie (a więc w markecie) są działy eko / bio i tam je kupuję. Po prostu chodziło mi, że w sklepie, a nie tak z bazaru od ludzi.

      Na zimno mleka w ogóle nie piję. Na zimno nic nie jem; musi minimum godzinę poza lodówką odstać.
      Do owsianki u mnie też krowie, ale z laktozą koniecznie (Piątnicy 2 %). Nie tolerujesz laktozy?

      Usuń
    2. Jeśli jeszcze nietolerancja Cię spotkała, to bardzo współczuję.

      PS Pisałaś ostatnio, że nie jesz lodów, a u Cukrowej napisałaś, że jakieś uwielbiasz... Hm, to jesz w końcu czy nie? I właśnie - jak z tą laktozą wtedy? Przy lodach Ci się nic nie robi?

      Usuń
  5. Kozia! Wow! Muszę spróbować choćby kawałek (choć przy alergii na białka mleka to ryzykowne). Kiedy zorientowałam się, że uczulają mnie sery kozie, niestety - tak jak krowie, a masło kozie nie, bo w nim ilość białka jest śladowa, rozsmakowałam się w maśle z koziego mleka. Polecam! Smakuje jak kozi ser, ale jest znacznie łagodniejsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O w życiu. Nienawidzę masła jak niewiele innych rzeczy, a kozie produkty kocham ze względu na charakterność. Nie lubię zbyt łagodnych rzeczy.

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.