Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Belgijska Czekolada. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Belgijska Czekolada. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 marca 2024

Biedronka Belgijska Czekolada Mleczna

Pewnego listopadowego dnia, gdy Mama znów trafiła na promocję i kupiła sobie czekoladę mleczną z Biedronki, którą czasem u niej widuję, wchodzącą w skald serii, z której cenię ciemne, przyszedł mi do głowy pewien pomysł. Otóż czekało mnie popróbowanie wielu słodkości, które na Halloween wpadły mi od ojca. Były to... Słodycze zwykle, a więc takie, w których od lat zupełnie nie mam rozeznania. To nie moja bajka, krótko mówiąc. Nie lubię takiego typu. Stąd uznałam, że dobrze mi zrobi spróbowanie czekolady, którą można określić właśnie jako najzwyklejsza, jakości całkiem w porządku mleczna. Chciałam bowiem mieć punkt odniesienia i coś, by wiedzieć, jak bardzo złe są te halloweenowe różności. Ich opisywanie rozwlekłam w czasie, a z publikacją postanowiłam poczekać na odpowiednie dni, ale tę tabliczkę pozwoliłam sobie puścić na blogu już wcześniej. 

Biedronka Belgijska Czekolada Mleczna to mleczna czekolada o zawartości 31% kakao, produkowana dla Biedronki.

Po otwarciu poczułam bardzo słodki zapach mleczno-maślanych karmelków. Choć ich słodycz była bardzo wysoka, aż ryzykownie, nie wyszły czysto cukrowo. Mieszała się z nimi wanilia i delikatne echo orzechów laskowych - też jakby w mleczno-maślanym, ciągnącym karmelu.

Tabliczka w dotyku była tłusta i zdradzała kremowość, acz cechowała ją masywna twardość. Przy łamaniu wydawała z siebie zdrowe chrupnięcia.
W ustach rozpływała się łatwo, w tempie umiarkowanym. Była kremowo-tłusta w mleczno-maślany sposób. Ochoczo miękła i nieco zalepiała usta. Cechowała ją gładkość, wydawało mi się, że to masa z pełnego mleka z masłem.

W smaku pierwsza polała się intensywna mleczność, niemal natychmiast mieszkająca się z wysoką słodyczą. 

Słodycz bez zahamowań szybko, wręcz drastycznie rosła. Wydała mi się zmierzać w czysto cukrowym kierunku, lecz nagle do gry wkroczyła wanilia. W zasadzie wyprzedziła cukrowość, w kwestii słodyczy dominując przez moment.

Zaraz jednak sporo miejsca ustąpiła nucie mleczno-maślanych karmelków.

Mleko z czasem przemieszało się z maślanym wątkiem na równych prawach. Ogrom mleka i masła wirowały ze słodyczą, która dla mnie dość szybko zrobiła się za silna. Charakter jednak miała, bo do wanilii i karmelków z czasem dołączyła jeszcze jakby obietnica orzechów.

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa pełne mleko wspięło się na wyżyny, słodycz chwilowo zawahała się, a ja wyobraziłam sobie orzechy laskowe w ciągnącym. mocno mleczno-maślanym karmelu. Taki właśnie karmel i mleczne karmelki końcowo zdominowały wszystko.

Słodycz zadrapała w gardle, a fuzja mleka i masła nieco uległa cukrowości.

Po zjedzeniu jednak w posmaku znów wyraźnie wyłoniła się wanilia, jako towarzystwo do mleczno-maślanych karmelków. Czułam się jednak przecukrzona już po małej ilości.

Całość wyszła w zasadzie bardzo porządnie, jak na zwykłą mleczną czekoladę. Była bowiem porządnie mleczna, nie mordowała czysto cukrowym smakiem - i aż trudno się o coś przyczepić, biorąc pod uwagę, że ma być po prostu mleczną czekoladę. Dla wielbicieli takich powinna być naprawdę wartą uwagi opcją. Moja bajka to-to zupełnie nie jest, ale wiadomo, ja nie jestem grupą docelową takich tabliczek. Oceniam więc biorąc po uwagę ogół.

Bardzo odlegle przypomniała mi Cachet Bio Organic 40 % Milk Chocolate Tanzania acz w wersji jakby uproszczonej, gdy o nuty chodzi, bardziej po prostu karmelkowo-waniliowej niż orzechowej, mniej naturalnej, ale na szczęście też mniej tłustej. Podlinkowana aspiruje do bycia bio, obiecuje więcej kakao - a tak coś czuję, że miała po prostu więcej tłuszczu kakaowego.

Mama mówi o niej: "Przepyszna, moja ulubiona z mlecznych, wolę ją od mlecznego Lindta. Jest słodka i to bardzo, ale ma charakter. Może to ta jej maślaność, ale jest w niej coś, głębia.".


ocena: 8/10
kupiłam: Mama kupiła w Biedronce
cena: około 6 zł w promocji
kaloryczność: 543 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: cukier, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, miazga kakaowa, lecytyna sojowa, naturalny aromat waniliowy

piątek, 5 stycznia 2024

Biedronka Belgijska Czekolada Biała z Kokosem

Przy różnych czekoladach z kokosem, które to Mamie wpadały po mnie, a także głównie po Pure&Good Dark Chocolate with coconut / Czekolada Gorzka z kokosem, w której zetknęłyśmy się z niecodziennie podrobionymi wiórkami, za Mamą zaczęła chodzić Chateau Weisse Kokos / Biała z Kokosem. A jednak Aldiego mamy dość daleko, więc po jedną tabliczkę nie wyruszyłyśmy. Parę dni wcześniej Mama od niechcenia kupiła w promocji w Biedronce czystą mleczną czekoladę z serii belgijskich tabliczek. Nie znalazła bowiem tam niczego innego z w miarę dobrym składem. Jako że czekolada ją zachwyciła, niedługo potem kupiła białą z kokosem właśnie. Tę raz i drugi chciał mi kupić ojciec, ale odmawiałam. W przypływie jednak jakiegoś dziwnego humoru uznałam, że i ja trochę spróbuję. Zaciekawiło mnie bowiem, jak ona się ma do paskudnych kokosowych Merci i do taniej kauflandowej (Ludwig Schokolade) Kaufland Classic Weisse Schokolade. Już jednak biorąc się za nią byłam sceptyczna, czy kokos nie pasuje bardziej właśnie do grubych tabliczek, i to jeszcze z corn flakesami, jak wspomniana Chateau.
Uznałam, że po małym teście owszem, sama napiszę swój tekst, ale w drugiej części oddam głos Mamie. W końcu nie jestem grupą docelową twórców takich czekolad, a przywiodła mnie do niej tylko niezdrowa ciekawość (ciekawskość?).

Biedronka Belgijska Czekolada Biała z Kokosem to biała czekolada z wiórkami kokosowymi, produkowana dla Biedronki.

Po otwarciu poczułam zapach cukru i masła ze śmietanką, jakby nieco przesycone wanilią. Wyszło to duszno, typowo białoczekoladowo. Kokos był wyczuwalny delikatnie, ale wyraźnie. Całość chyliła się w nieco tanim kierunku, jednak nie było źle (zachęcająco i apetycznie też nie).

W dotyku tabliczka była bardzo tłusta, co aż nieco odpychało. Wydała mi się oleista i jakby lada moment miała zacząć się miękko rozpływać. Tego jednak nie robiła. Przy łamaniu też nie była realnie miękka, ale dziwnie sprawiała wrażenie takiej. Okazała się trochę krucha, krusząca się m.in. od - jak się wydawało - sporej ilości wiórków w niej zatopionych.
W ustach czekolada rozpływała się w szybko-umiarkowanym tempie. Była istotnie bardzo tłusta i gęsta, nieco mazista i kremowa. Bazowo gładka, zmieniała się w miękką masę jakby z masła i tłustego mleka. Wiórki szybko zaznaczyły swoją obecność na języku. Czekolada miękła, stając się niekształtnym zlepkiem kokosa.
Wydawało się, że wiórków zatopiono w tabliczce bardzo dużo, acz to tylko wrażenie z racji ich formy.
Wiórki dodano i całe, i sporo posiekanych. Gryzione na koniec wiórki trzeszczały i chrzęściły, niektóre były bardziej twardo-chrupkie, a inne wykazywały lekką soczystość i trochę się memłały.
Na koniec okazało się, iż wrażenie, że tak bogato wypełniono tabliczkę kokosem zostało utworzone przez ich formę, a więc posiekanie sporej ilości.

W smaku od razu poczułam intensywną mieszankę mleka z cukrem. Pomyślałam o tłustym, pełnym mleku zacukrzonym do granic możliwości.

Cukier prędko wyrwał się na przód, lecz jego śladem podążyło echo wanilii. Ich mieszanka przełożyła się na ciężkość, a jednak na moment zrobiła też drobną aluzję do pewnej szlachetności. Nie wyszło to tanio, mimo że bardzo za słodko.

Mleczność i odrobina śmietanki też się odważyły i ruszyły, roztaczając swój wątek po ustach. Wsparła je maślaność, dokładając się do ciężkości. Z czasem zbliżyła się do cukru, spychając mleczność na dalszy plan.

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa obecność zgłosił subtelny, słodko-wiórkowy kokos, do czego nie trzeba było nawet wiórków rozgryzać. Wtedy też jednak cukier wzrósł do poziomu dużej przesady. Zajął pierwszy, drugi i chyba trzeci plan, aż drapiąc w gardle.

Cukrowość z masłem wyszły ciężko i aż nieco tandetnie, czemu kokos nie pomógł. Echo wanilii chyba wystraszyło się i uciekło zupełnie. Na koniec czułam głównie słodycz z jakby pobrzmiewającą sugestią taniego kwasku (niedookreślonego, czy z samej czekolady, czy od kokosa, czy kumulacja).

Gdy czekolada zniknęła, zostawiając przesłodzenie i drapanie w gardle, zajęłam się wiórkami kokosowymi. Smakowały wyraziście - cukrowość tego nie zaburzyła. Był to kokos naturalny, delikatny i lekko słodkawy. Jego dość bazowy, czysty smak sprawił, że w ustach tak słodko nie było, ale jednocześnie wspomnienie o samej maślanej czekoladzie wyszło jeszcze bardziej słodko i tanio-tłusto.

Po zjedzeniu został posmak cukru i pełnego mleka, maślany wątek zgrywający się z ciężkością słodyczy, a także wyraźnie motyw wiórków kokosowych. Osłabiony jednak przytłaczającą słodyczą.

Czekolada mi nie smakowała. Odrzucała już tłustością, zapach nie kusił, a smak też niczym się nie popisał. Okropnie przesłodzona i mocno maślano-tłustomleczna wyszła bardzo ciężko. Kokosa czuć wyraźnie, nie pożałowali go, ale nie zgrało się to jakoś przyjemnie. On po prostu sobie był w przeciętnie biało czekoladowej toni.

Na pewno, choć z aluzją do taniości, nie wyszła tak tanio i nieprzyjemnie co Merci (White Coconut Crisp czy White Coconut-Almond). A jednak przy tej ilości kokosa i natłoku tłustości masła, mleka też nie mogę jej szczególnie pochwalić. Już nawet Kaufland Classic Schokolade Weisse Kokos Flakes była lepsza. Zdecydowanie uważam, że białym czekoladom służy sowite napchanie ich dodatkami, że w zasadzie odciągają uwagę od bazy. W przypadku tej biedronkowej - za ciężka baza wyszła przed kokosa i pokazała, co do pokazania miała. A nie było to coś, w co bym miała ochotę się wczuwać.

Mamie podkradłam raptem mały kawałek, nawet nie połowę kostki, a i tak dał radę mnie wymęczyć cukrowością i tłustością. Taka kumulacja, że nie chce się tego jeść. Jako że to czekolada Mamy, jak obiecałam, oddaję jej głos: "Ta czekolada jest bardzo poprawna. Nie czuć w niej żadnych nieprzyjemnych posmaków, niesmaków, a że jest bardzo słodka... No jest, ale białe już takie są. Mocno maślana, ale gdyby była mniej maślana, pewnie by poszła w plastik czy tandetę, więc to mi nie przeszkadzało. Tłustość ogólna w zasadzie też do przyjęcia, ale wiórki mi nie odpowiadały. Posiekali je, podrobili niepotrzebnie i w ogóle ich tak za dużo to nie dodali. Mogłoby być więcej. Czekolada chyba udaje taką z tych lepszych, a jest po prostu w porządku; no, trochę lepsza od takich prawdziwych przeciętniaków. Całościowo to ona mi podobnie smakowała co i kauflandowa czysta (Ludwig Schokolade Kaufland Classic Weisse Schokolade), jeśli chodzi o charakter, wydają się na podobnym nietanim poziomie, ale kokosową z Biedronki odebrałam jako mniej słodką, mimo że cukru ma więcej*. Po prostu wiórki słodycz rozbijały tak, że da się jeść. Zjadłam całą, mimo przesłodzenia, a czysto słodkiej Ludwig z Kauflandu. nie dałabym rady. Od wszystkich tych zdecydowanie wolę Chateau Weisse Kokos / Biała z Kokosem".

Sprawdziłyśmy, bo "w tym cukru" kokosowa ma 56g, a kauflandowa 52.


ocena: 6/10
kupiłam: Mama kupiła w Biedronce
cena: około 5 zł (promocja)
kaloryczność: 560 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: cukier, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, wiórki kokosowe 8%, serwatka w proszku, laktoza, lecytyna sojowa, naturalny aromat waniliowy

poniedziałek, 4 grudnia 2023

Biedronka Belgijska Czekolada Gorzka 85 % Kakao ciemna 2023, 2026

Gdy wyczaiłam, że seria belgijskich czekolad z Biedronki to ukryte Cachet, bo produkuje je Kim's, ucieszyłam się. Dobra czekolada w przystępnej cenie i łatwo dostępna? Świetnie! Gdy pojawiła się nowa, oczywiście więc kupiłam, myśląc, że to Cachet Extra Dark 85 % albo coś podobnego do (Cachet) Moser Roth Bio Organic 85% Dark Chocolate / Extra Noir. Czekało mnie jednak zaskoczenie, bo producent na tej nie był podany. Obstawiałam więc, że się zmienił. I z natury będąc sceptyczną, założyłam, że na gorsze.

Biedronka Belgijska Czekolada Gorzka 85 % Kakao to ciemna czekolada o zawartości 85 % kakao, produkowana dla Biedronki.

Po rozerwaniu sreberka zagrzmiał zapach soczyście kwaśnych śliwek z charakternym, nibsowo-kawowym i też w pewien sposób cierpko soczystym tłem. Ich goryczka i soczystość mieszała się z wilgotną, czarną ziemią, nieco jednak łagodzoną jakby maślanością orzechów. Mimo wysokiej kwaśności i gorzkości, kompozycji słodyczy nie brakowało. Ta przypominała wanilię ukrytą w dymie, gdzie nieśmiało zaglądał "cukrowawy" karmel.

Twarda tabliczka podczas łamania trzaskała głośno w skalisty sposób. Nie zważała na linie podziału. Wydała mi się krucha, choć nie kruszyła się. W dotyku sugerowała zaś lekką ulepkowatość.
W ustach rozpływała się powoli i gładko-gęsto. Dość długo zachowywała kształt, z którego to kawałka spływały jakby budyniowate, lepkie i maślano tłuste fale. Wyszła konkretnie i masywnie, a do tego dość ciężko. Wykazywała lepką mazistość, pod koniec przechodzącą w oleistość.

W smaku najpierw poczułam gorzkość, za którą tuż-tuż stała soczysta kwaśność.

Gorzkość przedstawiła się jako ziołowa. Były to zioła cierpko-goryczkowate, ale świeże, takie rześko roślinne. Częściowo może suszące się...? Z przemykającym kwaskiem.

Większość kwasku jednak nie było pochodzenia ziołowego, a owocowego. Goryczkę opłynęły cierpko-kwaśne i bardzo soczyste śliwki. Słodycz pojawiła się w nich subtelna. Pomyślałam o drobnych węgierkach.

Słodycz niepewnie zbadała grunt. Wydawała się wycofana, ale niewątpliwie obecna. Była niczym wanilia wyłaniająca się z dymu.

Gorzkość rosła właśnie za jego sprawą. Dymu zebrało się całkiem sporo i wyparł częściowo zioła. Obok wanilii wyłoniła się z niego kawa. Cechowała ją mocno palona nuta. Podłapała cierpkość, do której dołączyły kakaowe nibsy o ziemistym charakterze. Do głowy przyszedł mi też słód.

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa pomyślałam o czekoladowym piwie, a słód znów wydobył nieco ziołową nutę. Czułam taką... suszono-paloną, cierpkawą roślinność. Oczami wyobraźni patrzyłam też na nibsy i ziarna kawy w polewie kakaowej.

A soczystość w tym czasie bardzo się rozwinęła. W pewnej chwili śliwki węgierki z wyrazistym kwaskiem weszły na pierwszy plan i rozgościły się tam. Podkręciła je odrobinka cytrusa i jakby niedojrzałych, kwaskawych winogron (nawet nie wiem, czy fioletowych, czy zielonych). Śliwki dominowały.

Nasiliła się gorzkość ziołowa. Świeżość i jednak słodycz jakby odymionej wanilii złączyły się w ciężkawy akcent, sugerujący lawendę. Suszoną, zaparzoną jako napar. I lawendę... jakby karmelizowaną? Tu wyłamał się trochę cukier, lecz że ogólnie słodycz była zachowawcza, trzymała się średniego poziomu, ta nuta nie zwróciła na siebie większej uwagi.

Po tym jednak, już bliżej końca, nastało złagodzenie gorzkości. Poczułam bowiem jakby bardzo maślane orzechy włoskie. Surowe, delikatne, świeże - wygładziły dymno-kawowe nuty i uspokoiły cierpkie, ziemiste nibsy. Jedynie pobrzmiewały.

Po zjedzeniu został posmak maślano-orzechowy (nieco rozmyty) oraz cierpka nuta nibsów i kawy o dość wysokiej soczystości, mimo palonego wątku, jakby w polewie kakaowej. Czułam też soczyście kwaśne śliwki węgierki.

Czekoladę uważam za dobrą. Mocno palona, wyraźnie gorzka i przyjemnie, soczyście kwaśna, a do tego nie za słodka i całkiem złożona. Ziołowo-dymny splot, z czasem ulegający kawie, nibsom z domieszką ziemi świetnie się łączył z nieco waniliową słodyczą i mnóstwem soczystych, kwaśnych węgierek. Roślinna świeżość ziół wydała mi się ciekawa, a łagodzenie orzechami nie za mocne, bo całość do końca miała gorzko-kwaśny charakter. Słodycz białego cukru też się nie narzucała.
Wydała mi się trochę zbyt tłusto-ciężka, ale jeszcze nie tak, bym jakoś szczególnie miała ją krytykować.

Zupełnie inna niż orzechowo-strączkowa, pełna różnych orzechów i dziwnie "roślinnie mączna", palona i słodka jak budyń waniliowy Cachet Extra Dark 85 %. Tylko pewną "roślinność" można skojarzyć, ale też nie jakoś szczególnie bardzo. Nie przypominała też Moser o nutach karmelu, orzechowych cukierków czekoladowych, kwaśnego ananasa, cytryny. Inne nuty, inna słodycz, inna soczystość. Jedynie stopień prażenia wydał mi się podobny. Ogólnie jakościowo wyszła bardzo podobnie (więc nawet jak producent się zmienił, to na szczęście na tym tabliczka nie straciła).
Słód, nibsy i kawa przypomniały mi za to (Cachet) Biedronka Czekolada Belgijska Gorzka 70 % Kakao, jednak wspomniała była oczywiście słodsza rodzynkowo-miodowo i dodatkowo miała nutę piernika. 


ocena: 8,5/10
kupiłam: Biedronka
cena: 6,99 zł
kaloryczność: 605 kcal / 100 g
czy kupię znów: może w promocji

Skład: miazga kakaowa, cukier, tłuszcz kakaowy, naturalny aromat waniliowy, lecytyna sojowa

----------------
Aktualizacja z: wrzesień 2026

Tę czekoladę dostałam od ojca. Ucieszyłam się nawet, bo jadłam ją już, więc sama z siebie raczej bym nie kupiła, ale jak wpadła tak bonusowo to fajnie. Ostatnio jednak robiłam sporo aktualizacji, bo wiele czekolad, które już recenzowałam na przestrzeni lat, się trochę zmieniło, więc i w przypadku tej dokładnie przyjrzałam się opakowaniu. Na pierwszy rzut oka wyglądało tak samo, ale... obniżono kaloryczność z 605 do 589 kcal / 100 g. Ciekawe w jaki sposób, skoro skład się nie zmienił? I dlaczego? Może będzie odrobinę mniej tłusto-ciężka? Kiedy zaczęłam przeszukiwać internet, zwątpiłam - a może to ja źle przepisałam dane?

Po rozerwaniu sreberka poczułam bardzo podobny, choć nie identyczny zapach. Znane soczyste, kwaśne śliwki, mocno palona kawa, kakaowe nibsy i gliniasta ziemia zostały złagodzone w maślny sposób, a wanilia zyskała na znaczeniu. Już nie chowała się w dymie, a prezentowała w pełni. Do tego obok maślaności i wanilii poczułam niesamowicie jednoznaczne, naturalnie słodkie prażone orzechy dokładnie laskowe.

Wygląd i konsystencja bez zmian.
Tabliczka była twarda i głośno trzaskała przy łamaniu. 
W ustach rozpływała się powoli, gładko i gęsto, długo zachowując kształt. Spływały z niej lepkie, maślane fale. Nadal była konkretna, masywna i tłusta, choć miałam wrażenie, że odnotowałam w niej suchawy pogłos. Acz tak odrobinę, że może to autosugestia? 

W smaku pierwszą tym razem poczułam rześkość... roślinną świeżość? A dopiero po niej gorzkość oraz soczystą kwaśność. Rześkość nawiązała do kwiatów, a więc i słodyczy, acz zaraz przeszła w bardziej ziołowy motyw.

Ziołowo-cierpką gorzkość szybko podchwyciły kawa, dym i kakaowe nibsy z ziemistym tłem. Ziemię tym razem urozmaiciły opadłe i wdeptane w nią gałązki, szyszki. Kwaśność wydała mi się nieco niższa, ale nadal należała przede wszystkim do śliwek węgierek - wyrazistych, soczystych i lekko słodkich. Towarzyszyła im odrobina jakiegoś cytrusa i kwaskawych (zielonych?) winogron. Owocowe tony zgrały się z ziołami, w których odnotowałam lawendę. Kwiatowe przesłanki stały się pełnoprawną nutą. Z gracją łączyła goryczkę, cierpkość ze słodyczą.

Słodycz, tak jak w starej wersji, pozostała zachowawcza, acz nieco bardziej jawnie waniliowa. Wanilia i kwiaty nakręcały się nawzajem. Do tego doszły naturalnie słodkie orzechy laskowe. Niesamowicie jednoznaczne i wyraziste: lekko prażone, w większości pozbawione skórek. Dopuściły do głosu trochę maślaności.

A ta, wraz ze słodyczą waniliowo-dymną, chwilami lekko karmelową, dyskretnie łagodziła mocno palony charakter. Pod koniec do orzechów laskowych dołączyły delikatne orzechy włoskie.

Pewna śliwkowa soczystość niby została do końca, ale tym razem jej cierpkość mocno wiązała się z... jakby nieco drewnianym w charakterze motywem kakao w proszku i palonym słodem.

Posmak był maślano-orzechowy, kawowo-nibsowy i wyraźnie śliwkowy.

Czekolada trochę się zmieniła. Nie na gorsze czy lepsze - to nadal bardzo dobra tabliczka na 8, ale trochę inaczej rozłożyły się w niej siły wyczuwalnych nut. Wydała mi się nieco bardziej maślana, mniej ziemista, a paloność minimalnie spokojniejsza... dzięki czemu wychynęło więcej nut takich jak orzechy laskowe, wanilia. A zarazem mniej ciężka - tu już jako różnicę wskazałabym więcej roślinnej rześkości i kwiaty. I chyba kwasek złagodniał.
Różnice wydały mi się dosłownie kosmetyczne. Możliwe nawet, że związane tylko z różnymi partiami, datą (np. jedną miałam super świeżą, drugą już bliżej terminu czy coś takiego?), że nie do wyłapania przez większość ludzi, którzy aż tak się nie wczuwają. Wciąż to ta sama gorzka, palona (choć nie tak mocno) czekolada z nutami kawy, nibsów i soczystych owoców, w dużej mierze śliwek. Słodzona wanilią i kwiatami, wyszła mniej kontrastowo.
Zmiany... Może faktycznie źle przepisałam wartości? Wszak na dzisiaj zaktualizowanej przy sugerowanej porcji jest napisane: "Energia 605 kJ / 147 kcal", może to mnie zmyliło? A starego opakowania nie chce mi się szukać.

Kiedyś tę czekoladę odebrałam jako nieco gorszą od Lindt Excellence Dark 85 % Cocoa (2021). Gdy zasiadłam do niej dziś, mogę z całą pewnością powiedzieć, że w zasadzie to konkurowała z dawnym Lindtem z 2021, ale od zmienionego Lindt Excellence Robust Dark 85 % Cocoa 2026 na pewno jest lepsza. Mało tego, jak zaczęłam zastanawiać się, co obecnie jest w sklepach i w jakich cenach, zaczęłam zastanawiać się, czy nie zasłużyła na 9.


ocena: 8,5/10
kupiłam: ojciec kupił w Biedronce
cena: jak wyżej
kaloryczność: 586 kcal / 100 g
czy kupię znów: może w promocji

Skład: miazga kakaowa, cukier, tłuszcz kakaowy, naturalny aromat waniliowy, lecytyna sojowa