Gdy dopiero poznawałam czekolady Sopockiej Manfaktury (Somato), uznałam, że to dobre czekolady, ale nie rozkochały mnie w sobie chyba przez biały cukier, który wprowadzał nuty, które mi nie leżały. Kiedy jednak weszły nowości - jak myślałam, z cukrem trzcinowym - zamówiłam. O tym fakcie jednak za wiele nie myślałam. Przyćmiła go radość z zawartości kakao. Może to i lepiej, bo po degustacji okazało się, że jednak wciąż stosują biały, a na stronie sformułowanie "cukier trzcinowy" wkradło się na skutek błędu. Pomyślałam jednak, że może nie będzie źle. Czułam bowiem, że ich styl pasuje do właśnie zawartości 85%. Sopocka Manufaktura Czekolady Okrągła Sopocka Czekolada Rzemieślnicza Ciemna 85 % Trinitario/Criollo Filipiny Kablon Farms pokazała mi, że marka zmierza w bardzo dobrym kierunku i niedługo po niej sięgnęłam po kolejną zakupioną. Tą, której opis był wręcz poetycki: "ciemna, ale nie onieśmielająca. Codzienna – ale wyjątkowa. To czekolada, która mówi językiem wytrawności, ale nie zamyka się na przyjemność". Zaintrygowali mnie! Acz, jeśli mam być szczera, wystarczyło już samo pochodzenie kakao: kusząca Tanzania, a dokładniej dolina Kilombero, gdzie działa społeczne przedsiębiorstwo Kakao Kamili. Efekty od nich zawsze wychodzą dobre. Inicjatywa ta zapewnia wysoką jakość fermentacji i suszenia w jednym centralnym punkcie, gwarantując spójność i czystość smaku, a także Promuje transparentność w łańcuchu dostaw i rozwój lokalnych społeczności poprzez zrównoważone praktyki uprawy. Kakao Kamili współpracuje z drobnymi rolnikami, którym zapewnia uczciwe ceny oraz wsparcie techniczne i organizacyjne.
Sopocka Manufaktura Czekolady Okrągła Sopocka Czekolada Rzemieślnicza Ciemna 85 % Trinitario Tanzania Kokoa Kamili to ciemna czekolada o zawartości 85% kakao trinitario z Tanzanii, z doliny Kilombero.
Po otwarciu poczułam soczyście słodki zapach suszonych fig i śliwek suszonych, łączących w sobie słodycz z kwaśnością. Acz kwasek stanął w nich na drugim planie. Odnotowałam jeszcze morele i wydaje mi się, że w całości, soczystości, ale też dymie kryły się wiśnie. A przy nich motyw kandyzowania? Ogół, oprócz znaczącego motywu owoców, uraczył mnie jeszcze dziwnym, słodko-poważnym wątkiem nalewki jakby z owoców suszonych i miodu pitnego, może... miodowego piwa? Ogólną słodycz przełamała gorzkość jakby dymu znad ziołowych kadzideł. Te umocniły przyprawy: wręcz goryczkowaty cynamon i rześko-ostra lukrecja. Za przyprawami i dymem odnotowałam też niedookreśloną wytrawność, jakby nieco podwędzaną? I chyba trochę orzechów włoskich.
Średnio twarda podczas łamania tabliczka trzaskała bardzo głośno, trochę chrupko, zapowiadając, że jest gęsta. Dotyk i wygląd zaś świadczyły o kremowości.
W ustach masywna czekolada rozpływała się... najpierw wolno, a pod koniec mocno przyspieszając. Kremowość okazała się średnia. Mieszała się z nieco pylistym wrażeniem oraz soczystością. Tłustość, choć czuć lekką oleistość, stała na niskim poziomie. To, jak czekolada stawała się niby zawiesinowym, ale trzymającym kształt kawałkiem i szorstkość odciągały od niej uwagę.
W smaku najpierw rozeszła się łagodna maślaność, do której dołączyła słodycz.
Słodycz oddawała suszone figi. Ze słodyczą podkręconą miodem? Suszone owoce, jak się zaraz okazało nie tylko figi, odciągnęły uwagę od maślaności i zajęły pierwszy plan. Zaznaczył się w nich kwasek, za sprawą którego weszły suszone śliwki. Mieszanka kwaśnych z pestką z dodatkiem maziście-lepkich, bardziej słodkich kalifornijskich (albo tego typu). Odnotowałam jeszcze kwaskawe, soczyste morele suszone - chyba kwaśniejsza odmiana czerwona. O tak, wszystkie te owoce, mimo że suszone, były bardzo soczyste.
Miód zniknął i znów trochę wypłynął, ale z pewną dosadnością - musiał to być więc miód pitny o lekkim, alkoholowym zacięciu. W pewnej chwili w słodkiej toni zaznaczył mi się jeszcze karmel, palony, a maślany, ale zniknął w soczystości owoców i.... dymie. Acz jeszcze przez chwilę jakby pobrzmiewało wspomnienie czegoś "nabiałowego", ale już nie karmel, a... maślany twaróg? Wędzony?
Gorzkość wkroczyła właśnie jako dym, unoszący się znad ziołowych kadzideł. W ziołowej strefie czułam przede wszystkim słodko-cierpkawą lawendę, ale też inne takie bardziej "kwiatowe zioła".
Dym, podpływając do owoców, zaczął sugerować też coś podwędzanego kwaśno-soczystego, ale nie mogłam tego uchwycić. Wędzone śliwki? Niezupełnie, ale coś w tych klimatach?
Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa gorzkość nieco zmieniła wydźwięk, bo doszły do niej orzechy włoskie.
Raz i drugi przemknęły mi wiśnie. Przez sekundę wydawało się, że zmienią owocowy motyw na bardziej świeżo-soczysty, ale to one przegrały. Słodycz fig, śliwek i moreli dopadła i je, przerabiając wiśnie świeże i cierpkie na kandyzowane. Słodycz przystała na trochę kwasku, ale właśnie podporządkowanego jej. Suszone śliwki przybrały na kwasku, zmieniając się w polskie; takie, co to trzeba je długo ssysać z pestki. Wydaje mi się, że kwasek czasem zerkał ku cytrynie, ale bardzo delikatnej.
Ziołowy motyw, już trochę zruszony orzechami włoskimi, zaczął przechodzić w przyprawy. Cynamon i lukrecja wprowadziły trochę pikanterii. Lukrecja zaczęła przemieniać soczystość bardziej w po prostu ostrawą rześkość.
Znów pomyślałam o bardziej kwiatowych ziołach i w końcu kwiatach... Kwiatach suszonych? Nie, jednak i żywszych... Słodycz z suszono owocowej zrobiła się bardziej rześka...
A to wykorzystały wiśnie, pokazując się ze świeżo-cierpkiej strony. Wsparły je suszone, ale już kwaśne śliwki. Może też śliwki świeższe, drobne? Cytryna też miała w tym swój udział.
Po zjedzeniu został posmak cierpkich, raczej świeżych wiśni oraz suszonych kwaśnych śliwek i drobnych śliwek świeżych. Ich cierpkość podkreślała lawenda i inne zioła. Cynamon połączył cierpkość i goryczkę ze słodyczą miodu pitnego z dodatkiem karmelu. Czułam też lekką dymną gorzkość i wyciszającą kompozycję maślaność.
Czekolada bardzo mi smakowała. Bardzo kwaśna, ale w sposób pożądany, a nie kwachowaty, no... i nie tylko kwaśna. Suszone owoce, a więc suszone figi, śliwki i morele przebyły długą drogą, najpierw dominując jako elementy słodzące, potem wchodząc w sojusz ze wiśniami. Choć te zahaczały o kandyzowanie, sprawiły, że końcówka była śliwkowo-wiśniowo kwaśna. Motyw miodu, miodu pitnego, odrobinki karmelu i kwiatów świetnie poprowadził resztę słodyczy. Podobało mi się to, jak dużo ziół, lawendy się tu znalazło. Świetnie pasowały do dymu i przypraw: cynamonu, lukrecji. Trochę orzechów włoskich i jakby podwędzenie sprawiły, że całość odebrałam jako nieprzewidywalną, z małymi niespodziankami, ale nie kontrastową.
Po zjedzeniu jednak zaczęłam się zastanawiać: z jednej strony czekolada mogłaby być słodzona cukrem trzcinowym, co by sugerowała nutka karmelu, ale... odnotowałam też ten motyw kandyzowany, który przypisałabym do białego. Aż napisałam do Somato i, jak się okazało, nadal stosują cukier biały. Muszę więc przyznać, że przy 85% kakao całkiem nieźle go ograli, że nie był taki jawny.
ocena: 9/10
kupiłam: sopockamanufaktura.com
cena: 35 zł (za 65g)
kaloryczność: 579 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie, ale w sumie mogłabym do niej wrócić
Skład: miazga kakaowa, cukier, lecytyna słonecznikowa
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.