Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Haagen-Dazs. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Haagen-Dazs. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 10 listopada 2022

lody Haagen-Dazs Irish Whiskey & Chocolate Waffle

Te lody były ostatnimi lodami, jakie kupiłam. 
Wydaje mi się, że teraz mogą minąć miesiące lub lata, gdy na jakieś się zdecyduję. A jednak już i te kupowałam z echem w głowie, że lody to już nie moja bajka. Tych jednak jakoś nie mogłam nie wziąć z racji tego, że to limitowany i niespotykany smak, a alkoholowe lody... w zasadzie nie miałam zdania. Wydawały mi się czymś dziwnym. Wprawdzie bałam się efektu podobnego do okropnych Bailey's (Coffee Delight lub Chocolate Secret), ale uznałam, że zaryzykuję. Wafelki w HD Caramel Cone były ok, Haagenom w miarę ufałam, więc kupiłam. Nie tyle z ciekawości, co przekornej ciekawskości.
Wariant rumowy z solonym karmelem natomiast jakoś obrzydzał mnie na półce, więc nie miałam problemu, który wybrać.

Haagen-Dazs Irish Whiskey & Chocolate Waffle to karmelowe lody z sosem z whisky i (2,2%) wafelkami w czekoladzie (1,1%); z linii Cosy Cocktail.
Zawierają mniej niż 0,5% alkoholu.
Pudło zawiera za 400g/460ml.

Po otwarciu poczułam słodki zapach toffi, pokazującego pazurki za sprawą lekkiej nuty alkoholu. W jej kwestii czuć, że to "jakiś lepszy", także słodki. Całość wyszła mocno śmietankowo, trochę mlecznie jak mleko z tubki skondensowane / kajmak w karmelowo-toffi wariancie dla dorosłych. W trakcie jedzenia, a więc po zruszeniu masy, gdy doszła już do siebie, dołączył do tego palono-gorzkawy motyw (ni kakaowy, ni kawowy), a szlachetny, karmelowy alkohol się nasilił.

Masa lodowa była konkretna, pełna i masywna. Topiła się powoli i gęsto - czuć, że bazę stanowiła śmietanka. Wyszła tłustawo, ale odpowiednio, nie ciężko.
Sosu nie pożałowano, ale i nie przesadzono z jego ilością. Był czymś pomiędzy średnio zbitą masą, a sosem, nie lał się. Trochę się ciągnął, cechowała go lepkość. Miejscami, gdy lody bardziej się topiły, nieco mieszał się z masą lodową.
Wafelków w czekoladzie dodano mnóstwo - to kawałki głównie wielkości mniej więcej 1 cm kwadratowego, acz znalazły się też mniejsze oraz spore jakby zbitki mniejszych (a'la crunchy oblane czekoladą). Większość szczelnie pokrywała dość gruba warstwa czekolady (rozwalone może ze dwa się trafiły). Dzięki temu zachowały chrupkość. Oblegająca je czekolada to gruba warstwa tłustej i kremowej polewy, właśnie chyba nie do końca czekolady, ale... to pracowało, nie wystąpił bowiem efekt kamieniolady. W pudle znalazły się też kawałki bardzo malutkie, które były w zasadzie prawie samą czekoladą.
W trakcie jedzenia lody cieszyły kremowością, sos natomiast chwilami wydawał się tłusto-śliskawy, mazisty, ale nie zły. Miejscami nieco rozrzedzał lody, przyspieszał tym samym nieznacznie ich topienie się. Wafelki szybko dochodziły do siebie. Jedzone okazały się bardziej ciastkowe, niż wafelkowe. Kojarzyły się z krucho-twardymi, ciężkimi herbatnikami. Masywne i konkretne, były pozytywnie twarde niczym jak już wafle, to duńskie, podobnie też trochę cukrowawo-kryształkowe. Wlepiały się w zęby. Rozpływały się całkiem przyjemnie, na gęstą, ciastową papkę, wraz z kremową czekoladą.
Muszę przyznać, że całość była zgrana, a ilość wszystkiego przemyślana. Przyjemnie wszystko to współgrało.

Sama masa lodowa była bardzo słodka w sposób niemal uroczy. Skojarzyła mi się z mlekiem z tubki o smaku karmelowym. Wyraźnie czuć w niej słodką śmietankę, za sprawą której szybko przywołała śmietankowe toffi i... kajmak? Miejscami z echem alkoholu, bo musiała lekko przesiąknąć sosem. Okazała się łagodna, z wyraźnie wyczuwalną śmietankową bazą. Z czasem, a już zwłaszcza po zagarnięciu dodatków, słodycz masy rosła. Chwilami wydawała się przesadzona, acz ogólnie rażąca nie była (a po prostu adekwatna do wariantu).

Sos znacząco podnosił słodycz. Reprezentował bardzo, bardzo słodkie i maślane toffi. Dopiero z czasem przewijała się w nim bardziej palona nutka, rzeczywiście idąca w bardziej karmelowym kierunku. Jej powagę, szlachetność podkreślił nienachalny, ale wyraźny alkohol. Chwilami wyłapywałam w nim goryczkę. Paloną i aż złudnie kawową? Ta myśl nachodziła mnie zwłaszcza, gdy sos zagarniałam po wafelkach z czekoladą. To, że karmel wymieszano z whisky było jasne - szlachetność alkoholu nie zatraciła się ani na chwilę. Epizodycznie potrafiła nawet, wraz ze słodyczą, rozgrzać nieco gardło i język.

Wafelki w czekoladzie smakowały gorzko i to nie tylko za sprawą czekolady. Ta oczywiście była palono-gorzka od kakao, subtelnie słodka, ale... wnętrze tego dodatku też było gorzkie. "Wafle" smakowały goryczką niemal spalenizny. Palony cukier mieszał się w nich z krakersowo-herbatnikowym wątkiem pszennego ciastka, ale znów trafiłam także na skojarzenie z waflami duńskimi. Mimo że głównie ciastkowo-gorzkie, przejawiały też tę specyficzną cukrowość tychże wafli.
Chrupacze te bardzo zacnie przełamywały słodycz reszty, a i uwypukliły karmelowo-alkoholowy aspekt sosu.

Po waflach i bazie... sos nie zawsze był jawnie alkoholowy. Czasem jawił się bardziej jako "toffi ze złudnie likierową nutą", a czasem uderzał mocnym, dobrym alkoholem i cukrem. Zależało od zagęszczenia / przemieszania z lodami. Na pewno jednak doskonale do nich pasował, nadając im charakteru.
Całość epizodycznie zalatywała irish cream, ale... mnie i skojarzenie z "lodową interpretacją Pawełka Toffi" nachodziło. Sos chwilami osiągał pułap przesłodzenia, słodycz i alkohol aż ogrzewały gardło. Potem baza wydawała się nieco mdława... A wafelki z czekoladą zawracały to na tor poważniejszy, palony. Końcowo, mimo słodziuteńkości toffi, klimat był wytrawniejszy, poważniejszy.

Po zjedzeniu zostało przesłodzenie z pewnym rozgrzaniem języka, oczywiście wywołane też alkoholem, co czuć. Czuć też, że to nie byle jaki alkohol, a dobry. Czy whisky? Nie wiem, czy bym zgadła. Karmelowość, choć łagodna, również wyczuwalna, acz w likierowym wydaniu.

Całość zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie. Dobre lody... śmietankowo-karmelowe? Bardziej toffi? Mimo że dla mnie zdecydowanie za słodkie, to jakościowo nie mam im nic do zarzucenia, a i słodycz rozumiem. Dodatki stworzono idealnie - nic bym w nich nie zmieniła. Nienachalnie, ale wyraźnie alkoholowy sos, mało waflowe, konkretne i charakterne waflo-ciastka okazały się strzałem w dziesiątkę.
Tak, już i dobre lody to nie moja bajka, ale to, że te są warte uwagi osób, które lubią lody, nie podlega wątpliwościom.


ocena: 8/10
kupiłam: Kaufland
cena: 16,99 zł (za 400g/460ml - chyba promocja)
kaloryczność: 280 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: śmietana (32%), mleko skondensowane o obniżonej zawartości laktozy, woda, cukier, mleko skondensowane słodzone, syrop glukozowy, żółtko jaja, tłuszcz kakaowy, mąka pszenna, irlandzka whiskey (0,8%), olej kokosowy, kakao w proszku o obniżonej zawartości tłuszczu, miazga kakaowa, masło, sól, jajka, ekstrakt kawowy, naturalny aromat, skrobia kukurydziana, substancja zagęszczająca (pektyny), naturalny aromat waniliowy 

środa, 1 czerwca 2022

lody Haagen-Dazs DUO Dark Chocolate & Salted Caramel Crunch

Dzięki lodom Ice Cream United Karamell & Salz odzyskałam wiarę, że nadal solony karmel może mi smakować, choćby był za słodki. Wprawdzie raczej jednorazowo, ale jak widać, jednak. Z kolei po Marletto Belgijska Czekolada czułam się nieusatysfakcjonowana w kwestii ciemnoczekoladowych lodów. Aż trudno sobie wyobrazić lepszą porę na sięgnięcie właśnie po to pudło. I w sumie trudno o lepszy wariant dla mnie, bo sam solony karmel to nie to samo (za słodko). A z kakaowym przełamaniem? Ta perspektywa mi się podobała. Drugi smak serii Duo, jaki widziałam (wanilia&czekolada) wydał mi się z kolei do bólu nudny (przy absurdalnie wysokiej cenie prawie 30 zł).

Haagen-Dazs DUO Dark Chocolate & Salted Caramel Crunch to lody ciemmnoczekoladowe / o smaku ciemnej czekolady (wtopiona czekolada o zawartości 72% kakao stanowi 3%) z 8% solonym maślanym karmelem i lody karmelowe* z 4% płatkami ciemnej czekolady (o zawartości 49% kakao).
Pudło zawiera za 355g/420ml.

Po otwarciu poczułam wyraziście kakaowy, przyjemnie gorzkawy zapach ciemnej czekolady. Dominowała, choć zarysowała się na śmietankowo-mlecznej bazie, która mimo klarowności, nie uczyniła czekolady mleczną w odbiorze. Po zruszeniu i już w trakcie jedzenia czułam za to sporo słodyczy delikatnie karmelowej i jakby mleka z tubki / skondensowanego (raczej mojego wyobrażenia). Sól nie zdradziła swej obecności.

Masa lodowa od początku była twarda, ale jak się szybko okazało, w pozytywnym, a więc pełnym, gęsto-kremowym sensie. Czuć, że została zrobiona na bazie śmietanki, przez co wyszła dość tłusto, nawet ciężko. Topiła się powoli i w pełny sposób.
Pudło zostało podzielone mniej więcej równo na dwie części i bez jakiś zawijasów-zakrętasów. Podobało mi się to, bo lody się nie mieszały wbrew mojej woli.
Brązowa część okazała się gęstsza, bardziej zbita i masywna. Długo utrzymywała twardawość, wynikającą z wmieszania czekolady w lody. Topiła się z racji tego trochę jak właśnie czekolada, trochę leniwie, gęsto. Pod koniec zdradzała lekką pylistość.
Twardość tej części rozbijał sos karmelowy (znalazł się tylko w niej) o konsystencji zagęszczonego mleka wymieszanego z masłem. To bardziej półpłynna, lepkawa i trochę ciągnąca masa niż sos. Wyszedł aż śliskawo-gładko i dość tłusto. W ustach rozpływał się powoli. W pudle znalazłam duże skupiska, których jednak nie było wcale tak dużo.
Jasna część okazała się minimalnie rzadsza. Kojarzyła mi się trochę z mlekiem skondensowanym (zagęszczonym?). Topiła się nieco szybciej od czekoladowej, ale minimalnie, bo stopowały ją zatopione kawałki czekolady.
W jasną wmieszano kawałki-blaszki czekolady. Znalazłam w niej zarówno mnóstwo mikroskopijnych, jak i niemało całkiem sporych, około centymetra kwadratowego. Grube na mniej więcej milimetr. Wyszły tłusto. Współpracowały zaskakująco dobrze, rozpływając się w ustach od razu i bez problemu, kremowo. Była to czekolada "polewowo ulodowiona", całkiem w porządku, choć trochę ulepkowata (kojarzyła mi się z Lindtami Excellence z dodatkami, które mają właśnie około 49-51% kakao). Uważam, że dodano ich w punkt, bo nie najeżyły przesadnie lodów.

W części czekoladowej, mimo że czuć śmietankową bazę, w smaku od razu to ciemna, gorzkawa czekolada zajęła pozycję nadrzędną. Roztoczyła po ustach nieco cierpkawe kakao. Wraz z umacnianiem się czekoladowego motywu, rosła słodycz. Wyszła jednak szlachetnie, też palono karmelowo i wcale nie za słodko. Trzymała się niskiego poziomu, choć miejscami zdecydowanie podsłodził ją sos (zwłaszcza, gdy całość już bardziej się topiła - bo lubię lody prawie stopione - i mieszała). Przełożył się chyba jednak na jeszcze bardziej czekoladowy (nie np. kakaowy) efekt. 

Słodycz napędzał dodany do ciemnej części sos karmelowy. Uderzał leciutko palonym cukrem, po czym odsłaniał maślaność. Chwilami kojarzył się z nieco bardziej karmelowym kajmakiem. Prędko upuszczał także odrobinę soli, która chwilami wydawała się aż kwaskawa, co w sumie podsycało jego palony charakter.
Pasował do gorzkawej bazy, ale stanowił też przyjemnie szlachetne przejście do karmelowych lodów, podkreślając w nich właśnie ten aspekt. Pod koniec jednak raz i drugi mignęła mi jakaś gorsza nutka w tym karmelu - nie było tego jednak na tyle dużo, by jakoś określić.

Czekoladowe lody po sosie i w zestawieniu z jasną połową, jawiły się jako jeszcze bardziej ciemnoczekoladowe i choć słodsze i łagodniejsze, to jak kremowo-maślana czekolada bezdyskusyjnie ciemna.

Jasna połowa smakowała bowiem karmelem tylko trochę. Skupiła się raczej na mleczności, śmietance. Oddawała moje wyobrażenie o skondensowanym mleku (z tubki?) o smaku karmelowym. Jej słodycz startowała z wysokiego, ale nie przesadnie, pułapu, po czym rozmywała się nieco w mleczno-śmietankowej toni. Miałam wrażenie, że nie była tak słodko-słodka za sprawą cukru, a jakby mlecznie. Chwilami była mi za słodka, ale w odsieczy przybywały kawałki czekoladowe.

Poniekąd. Z racji tego, że czekoladowe kawałki zatopione w karmelowych lodach okazały się cukrowo słodkie i dość maślane, nieco nawet ulepkowate. Dopiero po chwili upuszczały gorzko-cierpki smak. Wyszły kakaowo, ale właśnie raczej delikatne.
Kontrastowo po nich gorzkość ciemnoczekoladowych lodów wydawała się jeszcze ambitniejsza i bardziej czekoladowa.

Same masy lodowe, jedzone jedna po drugiej, nie zaburzały swoich smaków, a podkręcały się. Nie wyszło za słodko, mimo bardzo słodkich dodatków.

Po zjedzeniu został posmak cierpkawego kakao, ale też poczucie nieco za wysokiej słodyczy, jak po jakimś mleku z tubki, może karmelowo-kajmakowym; też lekkie poczucie słoności i chyba z nią związana pewna soczystość. Czułam wysoką słodycz, ale w pewnym stopniu wydawała się przystępnie wygładzona czekoladą ciemną i śmietankowością.

Byłam zaskoczona, jak harmonijnie to wszystko zagrało. Choć bałam się efektu lodowego śmietnika, części świetnie współistniały i uzupełniały się. Gorzkawe, nieprzesłodzone lody czekoladowe i słodko-słonawy (właśnie nie mocno słony) karmel, subtelna karmelowa, a bardziej jak mleko karmelowe, część i nieco przesłodzona czekolada - wszystko obyło się bez zgrzytów. Zacnie powychodziło to "z przejściami", uzyskanymi dzięki takiemu rozlokowaniu poszczególnych części. Wprawdzie ogólnie było mi za słodko, chyba przez jasną część, to jednak nie było to takie... cukrowe. Bardziej jakby naturalnie mleczne - potem prześledziwszy skład stwierdziłam, że może to zasługa mleka bez laktozy? Ta część nie była mocno karmelowa, ogół jest z tytułem zgodny bardziej umownie, ale efekt jak najbardziej w porządku. Nie ukrywam jednak, że wolałabym np. gdyby np. czekoladowe lody stanowiły 2/3 pudła czy coś takiego.

To wzbogacone o część karmelową z kawałkami czekolady i z wywalonymi kawałkami karmelu HD Chocolate Salted Caramel. Zmierzały bardziej w gorzkawym kierunku HD Chocolates Dark Chocolate & Almonds 70 % Cocoa. Z jednej strony ciekawsze, z drugiej można odnieść wrażenie, że do jednego pudła napchali za wiele. Kupując trzeba wziąć pod uwagę, czego się oczekuje.
Mnie te Duo ucieszyły, bo okazały się jakby poprawioną wersją podlinkowanych. A jednak jakoś nie umiem się nimi aż tak zachwycić. Mimo iż to dobre lody. Patrząc jednak na skład, gramaturę, cenę... tu już widać, że spora część ceny to logo.


ocena: 8/10
kupiłam: Auchan
cena: 22.69 zł (za 355g/420ml)
kaloryczność: 274 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: śmietanka (31%), woda, cukier, słodzone mleko zagęszczone odtłuszczone o obniżonej zawartości laktozy, mleko zagęszczone odtłuszczone, syrop glukozowy, żółtko jaja, miazga kakaowa, słodzone mleko zagęszczone odtłuszczone, słodzone mleko zagęszczone, kakao w proszku, tłuszcz kakaowy, kakao w proszku o obniżonej zawartości tłuszczu, masło, bezwodny tłuszcz mleczny, sól, naturalny aromat waniliowy, substancja żelująca (pektyny), lecytyna sojowa 

*W oryginale są "lody karmelowe", w tłumaczeniu na inne języki np. czeski "mleczne karmelowe", jedynie zaś w tłumaczeniu na polski "mleczne waniliowe", a patrząc na skład i efekt, najbliżej prawdy będzie pewnie "mleczne karmelowe", choć ta mleczność po prostu wynika z surowców bazowych.

sobota, 26 czerwca 2021

lody Haagen-Dazs Belgian Chocolate (po zmianach 2020)

Te lody kupiłam nie na bloga, a dla siebie, bo pomyślałam, że z chęcią bym do nich wróciła (stara recenzja z 2016 roku), aby zobaczyć, jak je odbiorę po np. tak zachwycających czekoladowych Magnumach Intense 70 % Tub i innych. Prawdę mówiąc, miałam dziką ochotę na HD Chocolates Dark Chocolate & Almonds 70 % Cocoa, ale niestety, ze sklepów jakoś je wywiało, a Belgian Chocolate był akurat jedynym przecenionym w Kauflandzie. W domu okazało się z kolei... że nieco zmienili skład, opakowanie, a stare zdjęcia na blogu mi się nie podobają. Zwłaszcza dwa pierwsze czynniki przeważyły o tym, że recenzja jednak jest. Nie ukrywam, że po tym, jak ostatnio odkryłam, że pogorszyli lub wycofali uwielbiane przeze mnie produkty, gdy tylko się zorientowałam, że zmienili, zrobiłam się nieco markotna i sceptyczna.

Haagen-Dazs Belgian Chocolate to lody czekoladowe z belgijską czekoladą ciemną (23%).

Zaraz po zerwaniu folii poczułam wyraziście ciemnoczekoladowy, gorzko kakaowy zapach z zaznaczonym palonym akcentem oraz śmietankową bazę lodową. Splatała to niska, też jakby palona słodycz, która aż mnie zaskoczyła swoją delikatnością.

Lody były twarde i zbite, co oczywiście częściowo zmieniało się wraz z tym, jak się rozpływały, acz do samego końca zachowały pewien konkret. Gęstawe i kremowe, a przy tym ciężkawe (ale nie ciężkie), były nie tylko ze względu na śmietankową bazę, tłustawą we właśnie śmietankowo-mleczny sposób. Wydały mi się minimalnie w specyficznie czekoladowy sposób zagęszczone, co dla mnie jest plusem. Ponadto, cechowała je lekka pylistość. Małe czekoladowe wiórki dodatkowo "zagęściły" całość i spowolniły rozpływanie się (co uważam za zaletę - lubię dłuuugo jeść). Tak je posiekali, tak przemieszali z masą lodową, że w ustach bezproblemowo, a przyjemnie rozpływały się wraz z lodami. Odciągały uwagę od ogólnej tłustości, mimo że sama czekolada była dość tłusta. To jednak dobrze czuć jedynie w przypadku większych płatków-opiłków i płatko-kawałków, których też nieco się w pudle znalazło. Niektóre prawie wielkości małego paznokcia - przy nich udało mi się ustalić, że kawałki te były gładkie i dość maślane, ale również w porządku.

W smaku lody przywitały się gorzkawym kakao, na które napłynęła intensywna, naturalna baza śmietankowa i lekka słodycz.
Przy każdej łyżeczce po ustach szybko rozchodziła się ciemnoczekoladowa cierpkość poganiana bazą, co wyszło zaskakująco przejrzyście. To znaczy: baza ani trochę nie "umleczniła" czekolady. Od początku czuć, że to właśnie czekolada ciemna o dość wysokiej cierpkości. Przypominało to brownie, a więc coś ciemnoczekoladowo-kakaowego w specyficznie wyrównany sposób.

Mnóstwo kawałków czekolady podkreślało i wzmacniało smak właśnie ciemnej czekolady o mocno palonym charakterze. Wydały mi się gorzko-cierpkawe, ale nie mocno, a w sposób "deserówkowy". Uwalniały bowiem także słodycz, która tchnęła wręcz likierowy akcent. Wydawało mi się, że większość słodyczy pochodzi właśnie od tych wiórków, co przełożyło się na efekt brownie nasączonego słodkim czekoladowym likierem.

Kiedy akurat nazbierało się więcej tych kawałków, po przejedzeniu jakiejś części robiło się bardziej słodko, i to czekoladowość skupiała na sobie większość uwagi, umacniał się klimat brownie, trochę "deserówkowy" jak słodka czekolada ciemna o jedynie nutach śmietanki.

Z takim poczuciem zostałam po zjedzeniu: jakbym zjadła obłędnie czekoladowo-kakaowe brownie. Co więcej, czułam w ustach kakaową cierpkość, wytrawność ciemnej czekolady. Lody okazały się sycące, ale nie w negatywnie ciężkim sensie. Miłe było też to, że tłustość nie dawała się we znaki.

Lody wydały mi się mniej słodkie niż kiedyś, co dla mnie jest ogromnym plusem. Co więcej, ogół prezentował się bardziej ciemnoczekoladowo i cierpko, nie zaś "jak ciemna mleczna", "śmietanka z kakao i czekoladą" (czyli stare). Mocne skojarzenie z brownie nasączonym alkoholem to kolejny plus.
Przyznaję, że pozytywnie zaskoczyła mnie zmiana na lepsze (w dzisiejszych czasach!).


ocena: 10/10
kupiłam: Kaufland
cena: 14.99 zł (promocja)
kaloryczność: 281 kcal / 100 ml
czy kupię znów: tak (w promocji!)

Skład: świeża śmietanka 35%, zagęszczone mleko odtłuszczone, belgijska czekolada 13% (miazga kakaowa, cukier, tłuszcz kakaowy, lecytyna sojowa, naturalny aromat waniliowy), cukier, kawałki belgijskiej czekolady 10% (miazga kakaowa, cukier, tłuszcz maślany, tłuszcz kakaowy, lecytyna sojowa, naturalny aromat waniliowy), żółtko z jaj, kakao w proszku, naturalny aromat waniliowy

wtorek, 19 maja 2020

lody Haagen-Dazs Cookies & Cream

W 2016 roku, kiedy to poznałam markę Haagen Dazs, marzeniem było zdobycie smaku cookies&cream. Przemawia on do mnie, zwłaszcza w lodach. Niestety, minęłam się z tym smakiem w dużym (dawnym) opakowaniu. Zniknął ze sklepów, a tam, gdzie wtedy mieszkałam... HD w ogóle trudno było znaleźć. U taty udało mi się jednak dorwać miniaturkę - Haagen-Dazs Cookies and Cream. Wiadomo jednak, że to nie to samo. Proporcje, ogólny odbiór... nie mniej, był to dobry substytut. Zachwycił mnie, acz nie lubię małych opakowań, opakowań zbiorczych itp., więc nie wracałam do niego. Nie rozpaczałam jednak, bo znalazłam godny zamiennik - Gelatelli Premium Kruche Ciasteczko Cookie. Wraz z nowymi opakowaniami HD w 2019, ciasteczka powróciły. Wreszcie mogłam zakupić pełnoprawną wersję! Bardzo mnie to ucieszyło, acz zakładałam, że pewnie receptura / skład się trochę zmieniły. Było mi to jednak obojętne, bo dawnych dużych nie jadłam. (A żeby było ciekawiej, Gelatelli też zdążyły zmienić opakowania i też dla porównania takowe zakupiłam - ale ono sobie jeszcze poczekają.)

Haagen-Dazs Cookies & Cream to lody waniliowe z kakaowymi ciasteczkami (6%).

Zaraz po otwarciu poczułam mleczno-śmietankowy, bardzo słodki zapach. Może i był lekko przesłodzony, ale nie w cukrowy, a nieco ambitniejszy sposób - jakby lekko waniliowa słodycz poniekąd splatała się z tą naturalnie płynącą z mleczności. Gdy lody nieco odtajały, już w zapachu o swojej obecności przypomniały kakaowe ciastka.

Lody cechowała twardość, aczkolwiek taka do przyjęcia. Wynikała z gęstości, ale też trochę z racji dodatku. Niektóre zatopione kawałki ciastek były całkiem spore. Całą masę wypełniały także mikroskopijne drobinki oraz kawałki małe i średnie. Były to same kakaowe herbatniki (bez kremu).
W trakcie jedzenia masa lodowa dała się poznać jako cudownie kremowa, gładka i tłusta jedynie w sposób śmietankowy. Nie była więc ciężka, a puszysta - do tego stopnia, że chwilami kojarzyła się nawet trochę z... niespecjalnie napowietrzoną bitą śmietanką.
Ciastka miały boską strukturę: zwarte i dość konkretne, nie przypominały rozmiękłych kapciochów. Ale! Trochę zawilgotniały, dzięki czemu wykazały się miękkawością - jakby je trochę zamoczyć w mleku. Początkowo zachowywały zwartość, by następnie rozpłynąć się w ustach na ciastowe drobinki. Zakochałam się w skojarzeniu z herbatnikami maczanymi w mleku.

W smaku lody od samego początku przedstawiły się jako bardzo, bardzo słodkie. Na szczęście słodyczy wtórowało mleko i śmietanka, w zasadzie nie odłączając się od niej ani na krok. Słodycz poniekąd to z nich płynęła - taka łagodna i naturalnie mleczna. Na myśl przyszła mi bita, sowicie dosłodzona na waniliową nutę, bita śmietanka.

W miarę jedzenia utwierdzałam się w przekonaniu, że masa lodowa, mimo iż wyraźnie czuć śmietankowo-mleczną bazę, nie smakowała czysto śmietankowo. Słodycz, cały czas rosnąca, nie nazwałabym jej czysto cukrową, a głębszą i ambitniejszą, o charakterze waniliowym. Nie była to jednak czysta, prawdziwa wanilia. Czuć po prostu motyw waniliowy - odległą nutę aromatu waniliowego, ale wydaje mi się, że też całość nieco też ciastkami przesiąkła i to też dołożyło się do szlachetniejszego wydźwięku.

Te niewątpliwie były bowiem słodkie, lecz także mocno gorzkie. Właściwie... sprawiały wrażenie przede wszystkim takich przez kontrast z masą. Na gorzkość składały się idące łeb w łeb kakao i gorzko-przypalona nuta ciemnych herbatników. Smaki te były idealnie wyważone.
Powiedziałabym, że to Oreo o nieprzesadzonej ilości cukru (i bez kremu).

Lody wraz z ciastkami utworzyły świetne połączenie. Błogo śmietankowo-mleczna masa o wysokiej słodyczy (aspirującej do waniliowej) wyszła przystępnie z dużą ilością przełamujących słodycz ciastek. Cudowna konsystencja i gorzki smak kakaowo-przypalonych ciastek zachwycił mnie. Wprawdzie wszystko to i tak było mi za słodko, ale cieszę się, że przynajmniej była to słodycz głębsza (a nie cukrowa).

Zacny smak: słodki, ale przełamany. Może nie czysto waniliowy, ale też nie przearomatyzowany, dzięki czemu wyszło bardzo naturalnie. To pozytywny przykład "lodów o smaku waniliowym", przy czym aromatu (nie mylić z waniliną) dodano w punkt, by zabarwił słodycz i nie przeszkadzał. Konsystencja też wysokiej ilości, a kwestia dodatku? Super! Nie miałam wrażenia, że ciastek poskąpiono czy np. jest "za mało lodów w lodach". Same ciastka też zacne, bo czuć, że to gorzkie herbatniki, a nie kawałki ciasta czy np. ciemne ciastka, ale o smaku nieokreślonym.

Siła słodyczy okazała się podobna do Gelatelli z Lidla, ale o ile w Haagenach "waniliowatą nutę czuć", tak w lidlowych na pewno posmak wanilii (prawdziwej, nie aromatu!) był. Zdziwiłam się, że Gelatelli wyszły... po prostu lepiej - i jakościowo, i smakowo.
Wszystko czuć jak w miniaturce, ale przy większej ilości i przy większym zdobytym doświadczeniu, aż takiego wrażenia te nie zrobiły. To jednak mimo wszystko bardzo dobre lody.


ocena: 9/10
kupiłam: Auchan
cena: 24,99 zł za 386 g / 460
kaloryczność: 262 kcal / 100 g
czy kupię znów: mogłabym (ale tylko w dużej promocji, gdyby nie Gelatelli)

Skład: świeża śmietana (37%), mleko zagęszczone odtłuszczone, cukier, żółtka jaj, mąka pszenna, olej kokosowy, odtłuszczone kakao w proszku, sól, substancja spulchniająca: wodorowęglan sodu, naturalny aromat waniliowy

środa, 25 września 2019

lody Haagen-Dazs Obsessions Collection Peanut Butter Crunch

Nie mam w zwyczaju jeść słodyczy zaraz po ich kupieniu. Swoje muszą odleżeć. Zwłaszcza, gdy chodzi o lody, bo... nie jestem zbyt lodowa. Jak już jem, to danego dnia jem ich dużo, a potem zdycham z przejedzenia i zimna, ale nie lubię mieć otwartego pudła w zamrażarce. A tylko takie lody wchodzą u mnie w grę, bo jednoporcjowej, dziadowskiej drobinicy nie uznaję. Za dzisiaj przedstawiane jednak zabrałam się dość szybko. Nie dość, że przypomniały mi boskie HD Peanut Butter Pie, to jeszcze weszły jako nowość wraz z linią nowych, bardzo ładnych opakowań. A poza tym... wreszcie smak masła orzechowego (który przeważnie jest niesatysfakcjonujący) i ulubiona marka - czy trzeba dodawać coś jeszcze?

Haagen-Dazs Obsessions Collection Peanut Butter Crunch to lody o smaku masła orzechowego z masłem orzechowym i karmelizowanymi fistaszkami (7%). (Właściwie jest napisane "z sosem z masła orzechowego").
Pudło zawiera 400 g / 460 ml.

Chwilę po otwarciu poczułam moc fistaszków w pełnej okazałości. Śmietankowa baza zaznaczona w tle wpisała się w masłoorzechowe zapędy, jednak te na początku i tak nie były aż takie mocne. Dopiero w trakcie jedzenia... Mmm, masło orzechowe do potęgi!

Masa lodowa okazała się kamienna. Problem z wbiciem w nią łyżki potęgował fakt, że przeplatały ją spore zawijasy-skupiska masła orzechowego. Kryło się tam również dużo orzeszków ziemnych: głównie połówek, całych i kawałków (większych i mniejszych).
Lody topiły się bardzo, bardzo powoli, co zawdzięczały nadzwyczajnej gęstości, na którą złożyła się pełna śmietanka i masło orzechowe. Wyszło to tłusto, kremowo i gładko. Według mnie były zbyt ciężkie i sycące.
Skupiska "swirl" (w tłumaczeniu zwane sosem z masła orzechowego) według mnie były po prostu trochę rzadkawym, kremowym masłem orzechowym, ot, co. W pierwszej chwili straszliwie twarde, zbite, ale pod wpływem temperatury powoli rozpływające się w tłusty, gęsto-zalepiający, charakterystyczny dla masła orzechowego sposób.

Orzechy to konkretne, chrupiące sztuki - nie za mocno prażone, pokryte cienką warstwą karmelu (chwilami przypominał szkło, w ustach topił się jak gęsta masa / sos). Przy wielu były też drobne kryształki soli.

W smaku masa lodowa przywitała mnie subtelną słodyczą, do której szybko dołączyła nuta fistaszków. Głęboko śmietankowa baza nie pozwoliła im od razu mocno uderzyć, a wtłoczyła je w pewną delikatność jak... orzechowy krem. Słodycz była bardzo stonowana.

Bardzo szybko orzeszki zreflektowały się, że to przecież one są tytułowym smakiem i zaczęły nasilać się. Lekko prażony akcent i specyficzny smak masła orzechowego wyraźnie rozszedł się po ustach już po chwili.
Wraz z nim, rosła także słodycz. Wpisała się w konwencję słodkiego masła orzechowego (a nie np. upodabniając smak do nugatowego). Ogólnie odebrałam ją jako znaczącą (w kontekście charakteru), ale wcale nie była zbyt silna. W oddali pobrzmiewała nutka soli, tak jednak delikatna, że nawet trudno orzec, czy jako ona sama, czy to taka wynikająca z "naturalności śmietanki i orzechów".

Smak słonawego masła orzechowego podbijało, i sprawiało, że chwilami wyskakiwał ponad wszystko inne, oczywiście ono samo. Masło orzechowe w najczystszej postaci - jego nic nie tłamsiło. Na tyle wyraziste, by dowodzić zawartością pudła. Mimo że dość słodkie, okazało się odpowiednio słone. Niestety jednak przeszkadzała mi w nim nuta oleju (tłumaczyłam to przemrożeniem).

Wreszcie same orzeszki... w oczywisty sposób nasilały smak arachidowy, wnosząc charakterny, podprażony element, lecz także wzmacniały słodycz... Jako że karmelizowane, wyszły trochę cukrowo-karmelowo i prażono. Niektóre z nich były bardzo słone, inne łagodniej, ale ogólnie to orzeszki solone - bez dwóch zdań. Gdy tak całość powoli się topiła, warstewka cukro-karmelu też to robiła, co średnio mi się podobało. Wyszło jak słone orzeszki w karmelu. Poniekąd brzmi dobrze, ale nie do, i tak słodkawego, masła orzechowego. Zdecydowanie byłoby lepiej bez takiego karmelu (co innego, gdyby był mocno palony czy coś).

Po wszystkim został posmak masła orzechowego. To mieszanka słonych fistaszków, słono-słodkiego masła orzechowego i... poczucie tłuszczu na ustach, wzmacniające poczucie objedzenia się.

Lody wyszły bardzo dobrze, należycie masłoorzechowo, choć to delikatne w smaku, a bardzo sycące masło orzechowe. Zapewniła to śmietankowa baza. Słodycz niska, acz odgrywająca ważną rolę. Zdecydowanie mniej słodkie niż amerykańskie odpowiednimi. Podobało mi się to, jak wkomponowano sól, podkreślającą arachidowy smaczek. I masłu orzechowemu, i orzeszkom należą się brawa. Wprawdzie wolałabym, by nie były karmelizowane, ale jak na takowe, wyszły świetnie (nie jak orzech w cukrze). Całościowo dla mnie niestety zbyt ciężko-tłusto-sycące, przez co raczej do nich nie wrócę (a przynajmniej nie prędko). Zastąpiłabym śmietankę mlekiem, przynajmniej częściowo.


ocena: 9/10
kupiłam: Lidl
cena: jakieś 22 zł (za 460 ml)
kaloryczność: 343 kcal / 100 g
czy kupię znów: w dużej promocji kiedyś tam może i bym mogła

Skład: śmietanka 26%, masło orzechowe 18% (prażone orzechy arachidowe, olej arachidowy, cukier, sól), skondensowane mleko odtłuszczone, cukier, prażone orzechy arachidowe, żółtka jaj, suszony syrop glukozowy, olej kokosowy, sól

czwartek, 13 września 2018

lody Haagen-Dazs Coconut Chocolate

Przez to, jak mało jest w Polsce lodów z dobrym składem, nie przegapiam żadnego smaku Haagen-Dazs (dopuszczam darowanie sobie smaków wyjątkowo nie w moim stylu, np. sorbetu cytrynowego, bo nie lubię sorbetów). Lody do jedzenia łyżeczką to jedyne, jakie u mnie obecnie przejdą, ale... też nie jest to słodycz, na który widzi mi się wydawać za dużo pieniędzy. Na szczęście często zdarzają się promocje... Nawet w Lidlu. Piszę o tym, bo w życiu nie powiedziałabym, że właśnie tam znajdę jakikolwiek smak Haagenów. A w dodatku nowość. W śmiesznej cenie. W osamotnionym pudełku, które wydawało się czekać właśnie na mnie, podświetlone światłami reflektorów sklepowej zamrażarki. Co prawda nie przepadam za kawałkami czekolady w lodach, bo zazwyczaj wychodzą jak kamienie bez smaku, ale... w przypadku tej marki jeszcze się na coś takiego nie nacięłam, wiec postanowiłam dać szansę.

Haagen-Dazs Coconut Chocolate to lody kokosowe z kawałkami ciemnej czekolady (6%) i wiórkami kokosowymi (7%).
Mają 400 g / 460 ml.

Po otwarciu zobaczyłam masę koloru ecru (czyt. z przesadnym francuskim akcentem i sceptycznym grymasem) pełną rozmaitej wielkości kawałków czekolady.
Wystraszyłam się, że mam do czynienia ze zwykłą stracciatellą - tylko że o kokosowym smaku.

W sumie i w kokosa wątpiłam, bo początkowo lody nie pachniały jakoś szczególnie kokosowo. Raczej po prostu słodko-śmietankowo. Kokos potrzebował dłuższej chwili do namysłu, ale z czasem ładnie się zaznaczył.

Masa lodowa była twarda i gęsta, rozpuszczała się powoli. Nietłusta, ale przyjemnie kremowa w sposób śmietankowo-mleczny.
Odkryłam w niej dużo wiórków kokosowych o chrzęszczącej strukturze. Zachowały świeżość, powiedziałabym, że nawet trochę soczystości; nie stały się ani kamieniami, ani rozmiękłym nie-wiadomo-czym.
Kawałki czekolady również nie były kamieniami. Ich struktura zaskoczyła mnie: rozpływały się bowiem tłusto-kremowo, tak, jak czekolada powinna. Raz i drugi zdarzyło mi się je chrupnąć i w sumie też było ok.

W smaku już od pierwszej chwili czuć przede wszystkim nienachalnego kokosa zespojonego z ogromem naturalnego mleka. Nie kojarzyło się to z mlekiem kokosowym, to była po prostu fuzja kokosa i śmietankowych lodów. Oczywiście posłodzona - solidnie, lecz nie przesadnie.
Przy rozgryzaniu wiórków kokosowych smak kokosa nakręcał się. Nie były jakoś wyjątkowo wyraziste w smaku, tylko... jak to wiórki. Delikatne i wiórkowokokosowe.

Zaskakująco wiele wniosła czekolada. Gdy rozpływała się, roztaczała wszędzie wytrawny smak, będący połączeniem silnej, ale ewidentnie ciemnoczekoladowej słodyczy i niemal palonokawowego kakao. Gorzkawość była bardzo subtelna.
Czekoladowa słodycz i charakterek kakao świetnie komponowały się z mleczną słodyczą i kokosem. Śmietankowe lody właściwie (na zasadzie kontrastu?) jeszcze bardziej podkreśliły kakao, a ono z kolei nieziemsko podkreśliło naturalność i orzechowość kokosa.

Lody smakowały mi tak bardzo, że aż się zdziwiłam. To idealne połączenie nienachalnego, acz wyrazistego kokosa, słodkich mleczno-śmietankowych lodów i kakao. Konsystencja aż mnie zszokowała - tak dobrze wyszła. Kawałki czekolady zachowujące się jak czekolada naprawdę zasługują na pochwałę. Ich bałam się najbardziej - jak widać niepotrzebnie. 


ocena: 9/10
kupiłam: Lidl
cena: 14,99 zł
kaloryczność: 272 kcal / 100 g
czy kupię znów: możliwe

Skład: śmietanka (32%), skondensowane mleko odtłuszczone, cukier, wiórki kokosowe (7%), czekolada ciemna (cukier, miazga kakaowa, masło, lecytyna sojowa, naturalny aromat waniliowy), żółtko jaj, naturalny aromat kokosowy, skrobia kukurydziana, skoncentrowany sok cytrynowy, substancja żelująca: pektyny

PS A jak komuś mało czekolady (w końcu czekolady nigdy za wiele!), zapraszam na aktualizację koziego Zottera - Zotter Labooko Goat's Milk.

sobota, 26 sierpnia 2017

lody Haagen-Dazs fruits mango & raspberry

Lody owocowe nie należą do moich ulubionych, ale raz czy dwa razy na sezon i na nie mnie nachodzi. Nie mam tu jednak na myśli sorbetów, bo tych w ogóle nie lubię. Dzisiaj opisywane lody długo mnie nie obchodziły, bo myślałam, że właśnie sorbetem są. O tym, jak bardzo się myliłam miałam okazję przekonać się dopiero, gdy jakimś cudem zobaczyłam je w moim mieście, w dodatku w promocji. Inaczej pewnie nawet bym na nie nie zerknęła, a tak, skoro wciąż są to lody bazujące na śmietance, liczyłam na coś smacznego, mimo że nie w moim stylu.

Haagen-Dazs fruits mango & raspberry to lody o smaku mango na bazie śmietanki z sosem malinowym (12 %).
Ważą 500 ml / 430 g.

Po otwarciu poczułam silny naturalny zapach słodkiego mango, sporej ilości śmietanki i akcent sosu malinowego. Nie były to zapach czysto malinowy, a właśnie ewidentnie sosu malinowego, na który składa się więcej owoców.

Przepleciona gęstym, prawie niepłynnym sosem masa lodowa okazała się gęsta, kremowa, ale nieco bardziej miękka niż w przypadku innych lodów tej firmy. Lody topiły się też nieco szybciej, ale wciąż leniwie i tak "gęsto".

W smaku sos był bardzo podobny do tego ze Strawberry Cheesecake, choć tutaj maliny oczywiście były o wiele wyraźniejsze. Nie były jednak jedynym wyczuwalnym owocem, bo całość miała w sobie coś z owoców leśnych. Była kwaskowato-słodka na sposób typowy dla lodowych owocowych sosów. Odebrałam go jako zadowalająco naturalny, ale nie jakoś specjalnie smakowity.

Lody mango od początku raczyły silną słodyczą. Wydawała się głównie naturalnie owocowa, więc nie mogę powiedzieć, by lody były przesłodzone, mimo że osobiście wolałabym jednak odrobinkę niższą ogólną słodycz. Na szczęście ani trochę nie kojarzyły się z sorbetem, bo śmietankowa, łagodna baza była wyraźnie wyczuwalna. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że na równi z mango, co wywołało skojarzenie z egzotycznym mlecznym koktajlem.

Całość była więc delikatna i słodka, ale w przyjemnie owocowy sposób. Osobiście wolałabym mniej słodyczy, ale nie uważam, by z nią przesadzili.
Znalazł się w tych lodach element pewnej konkretności, dzięki czemu daleko temu do sorbetu. Podobało mi się to, że lody smakowały mango-śmietankowo, a nie tylko samymi owocami. Dobre, ale nie jakieś specjalnie ciekawe. I nie chodzi o to, że nie w moim stylu, ale np. sos można było zrobić lepiej albo w jego miejsce w ogóle coś innego dodać (plasterki mango? inny sos?). Można spróbować, ale tylko w promocji i raz.


ocena: 7/10
kupiłam: Kaufland
cena: 14,99 zł (promocja)
kaloryczność: 243 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: śmietanka, skondensowane mleko odtłuszczone, cukier, puree z mango (12%), puree z malin, żółtko jaja, puree z jeżyn, sok pomarańczowy z koncentratu, naturalny aromat, sok cytrynowy z koncentratu, substancja żelująca: pektyna

środa, 19 lipca 2017

lody Haagen-Dazs Chocolates Dark Chocolate & Almonds 70 % Cocoa

Najpierw jak zwykle "trochę faktów z mojego życia". Otóż bardzo lubię dobre czekoladowe lody, dlatego też ubolewam, że czekoladowych wersji Haagenów w Polsce jest tak mało, a w moim mieście... jak się raz na dwa lata na nie trafi, to można mówić o prawdziwym cudzie. Dlatego właśnie ucieszyłam się widząc w haagenowych nowościach na rok 2017 smak czekoladowy, a już widząc go w sklepie... uznałam, że muszę go zobaczyć także w domu. Co prawda, posprzeczałabym się z tłumaczem o "czekoladowe krówki" (z nalepki z tłumaczeniem na polski, bo fudge, czyli kruche brytyjskie cukierki nazywane przez nich krówkami z tymi naszymi, polskimi nie mają nic wspólnego), a z producentem o same dorzucenie ich tam (już z góry wolałabym kawałki brownie jak w Chocolat Fondant niż kawałki, które mogą okazać się twarde) ale uznałam, że tę kwestię zostawię "na potem", a najpierw zajmę się smakiem.

Haagen-Dazs Chocolates Dark Chocolate & Almonds 70 % Cocoa to ciemnoczekoladowe lody (w których czekolada o zawartości 70 % kakao stanowi 7 %) z czekoladowymi kawałkami "fudge" (4%) i kawałkami karmelizowanych migdałów (4%)

Natychmiast po otwarciu rozszedł się wyrazisty zapach ciemnej czekolady i kakao (tak, należy to rozgraniczyć), co trochę mnie zaskoczyło, bo lody tylko co wyjęte z zamrażarki nieczęsto pachną od razu tak intensywnie. Przy tym na szczęście był to zapach smakowity, wytrawny.

Muszę przyznać, że dawno nie trafiłam na tak twarde, zbite i gęste lody, topiące się niezwykle powoli. Bardzo mi się to podobało, bo przyjemność trwała dłużej. 

Właśnie: przyjemność, ponieważ co innego może sprawić taki smak? Mimo że było czuć, że bazę lodów stanowi śmietanka, wcale nie kojarzył się z mlecznoczekoladowymi lodami. Wyraźnie czuć było w nich ciemną czekoladę z wyrazistym kakao. Dodatkowo kakao okazało się dość mocnym smakiem samo w sobie, z taką przyjemną gorzkawością, co mi pasowało i sprawiło, że lody były bardziej czekoladowo-kakaowe niż tylko czekoladowe. Ogólnie wydały mi się bardziej kakaowe, niż reszta czekoladowych haagenów. Przełożył się na to także bardzo niski stopień słodyczy. Sama masa lodowa była bowiem minimalnie słodka.

Miałam wrażenie, że słodycz napędzał głównie dodatek - czekoladowe kawałki fudge, ale nie było w tym przesady, dlatego że oprócz słodyczy były wyraźnie kakaowe. Określiłabym je jako kakaowo-słodką chrupiącą, ale i rozpływającą się masę. Raz i drugi chrupnęłam, ale większości pozwalałam się rozpływać w ustach. Te kawałki przypominały bowiem tłustą w maślanym kontekście masę, zastygłą polewę wysokiej jakości z lekko suchym efektem kakao, który przełamywał poczucie tłustości. To chyba takie definicyjne fudge, czyli na pewno nie czekolada. Rozpływanie się tego i zachowanie smaku to niewątpliwe plusy, jednak mi wydało się to trochę za tłuste i takie "nie do końca moje". 

Drugim, o wiele mniej licznym dodatkiem, były tu chrupiące kawałki migdałów, spośród których tylko niewielka część była karmelizowana. Ucieszyłam się, że tak wyszło, bo skarmelizowane kawałki bardzo napędzały słodycz, co mi już przeszkadzało - automatycznie smak samych migdałów był tłumiony. Kawałki pozbawione karmelu z kolei smakowały wyraźnie migdałowo, bardzo świeżo, jakby były tylko delikatnie podprażone. Migdałów (niekarmelizowanych!) życzyłabym tu sobie o wiele więcej, bo to smakowity i pasujący do kakao dodatek.

Ogółem lody sprawiają bardzo przyjemne wrażenie, mają raczej poważniejszy, wytrawny charakter, bo smakują wyraźnie czekoladą ciemną i kakao przy znikomej słodyczy, a dodatki wyszły raczej w porządku (może nie idealnie, ale nie były złe). Mimo wszystko, okazały się najmniej pysznym z trzech nowych smaków. Bardzo dobre, ale bez szału.
Jadłam dwa podobne warianty HD i ten im nie dorównuje. Amerykańskie Haagen-Dazs rocky road nie były do końca w moim stylu, bo z marshmallow, ale migdały w nich (całe i tylko prażone, a nie karmelizowane) były genialne, a z kolei "czekoladowy dodatek" bardzo podobał mi się w Haagen-Dazs Belgian Chocolate, bo dodano tam czekoladę w postaci drobinek, które przyjemnie rozpływały się wraz z masą lodową. 


ocena: 8/10
kupiłam: Tesco
cena: 23,39 zł
kaloryczność: 283 kcal / 100 g
czy znów kupię: może, ale tylko jak będzie duża promocja i nie będzie ciekawszych smaków

Skład: śmietanka, cukier, zagęszczone mleko odtłuszczone, kakao o obniżonej zawartości tłuszczu w proszku, żółtko jaja, miazga kakaowa, prażone migdały, olej kokosowy, tłuszcz kakaowy, syrop glukozowy, karmelizowany roztwór cukru, lecytyna sojowa, naturalny aromat waniliowy, bezwodny tłuszcz mleczny

sobota, 1 lipca 2017

lody Haagen-Dazs Hazelnut Crunch

Z pewnymi smakami mam etapy, że przez jakiś czas mnie do nich ciągnie, potem nadchodzi zobojętnienie lub nawet niechęć, potem znowu mogę mieć na nie ochotę... i tak różnie. Z orzechem laskowym sprawa jest wyjątkowo złożona, bo te etapy wiążą się jeszcze z paroma szczegółami. Zawsze raczej lubiłam orzechowe słodycze, choć musiały spełniać warunek: smakować naturalnie. Sztuczny orzechowy smak, któremu towarzyszy metaliczny posmak odrzuca mnie od siebie, przez co ogólnie od jakiegoś czasu zaczęłam patrzeć na rzeczy orzechowe (nawet te z dobrym składem) jakoś tak... bez ochoty na nie.
Jako że uwielbiam lody w pudłach, a takich dobrej jakości na polskim rynku jest mały wybór, gdy tylko zobaczyłam nowe smaki Haagenów u mnie w mieście, bez wahania kupiłam wszystkie - nawet orzecha laskowego, choć podejrzewałam, że może zalegać mi w zamrażarce i do następnego lata. Skład zadowalający, a ja i tak dalej jakoś nie miałam ochoty na ten smak. W końcu jednak naszło mnie przeczucie, że w tej kwestii mogę zaufać lubianej marce.

Haagen-Dazs Hazelnut Crunch to lody o smaku orzechów laskowych z karmelizowanymi prażonymi orzechami, których kawałki stanowią 6 % lodów.
Pochodzą z nowej kolekcji, która pojawiła się w Polsce wiosną 2017.

Lody pachniały wyraźnie i naturalnie orzechowo - jak prażone orzechy! Wydaje mi się, że czułam też nieco karmelową słodycz oraz mleczność.

Jedząc z zaskoczeniem odkryłam, że w konkretnej, gęstej i twardej masie, znalazło się całe mnóstwo sporych kawałków, połówek i całych orzechów. Wydawało mi się, że to o wiele więcej niż 6 %.

Już od pierwszej łyżeczki czuć, że baza lodów to śmietanka i mleko, bo oprócz w idealnym stopniu tłustawo kremowej konsystencji, mleczna śmietanka odznaczała się także w smaku - w tle, subtelnie, ale jednak. Bardzo przypadło mi to do gustu (bo bałam się, że duet śmietanki i orzechów może wyjść nieco za ciężko).

Przede wszystkim czuć tu jednak orzechy laskowe i to nie w byle jakim wydaniu. Lody te skojarzyły mi się z masłem orzechowym z orzechów laskowych (tylko takim wymieszanym ze śmietanką itd. przez co nie było to oczywiście czyste masło laskowoorzechowe). Ewidentnie podprażono orzechy, przez co ich smak został maksymalnie wydobyty i nabrał palonego wyrazu.

Poziom słodyczy określiłabym jako... może nie tyle wyjątkowo niski, co subtelny i po prostu trafiony w punkt.

Kawałki karmelizowanych orzechów okazały się idealne. O ile w Haagen-Dazs honey walnut & cream skarmelizowanie tylko niepotrzebnie napędziło słodycz, tak tutaj było na tyle silne, że napędziło... nutkę prażenia. I to obłędnie, bo przy orzechach wydała mi się wręcz słonawa i gorzkawa. Świetnie przełamało to słodycz, nadało charakteru. Karmel na orzechach był oczywiście słodki, ale nazwałabym go przede wszystkim palonym, co z laskowcami kojarzyło się trochę korzennie. Zakochałam się w tym efekcie.
Również konsystencja dodatku bardzo mi się podobała, bo orzechy nie przypominały kamieni, ale mimo delikatności, wciąż były chrupiące. Karmel, którymi były pokryte, nie rozpływał się niepotrzebnie, stanowił grubawą warstwę, ale ani przez moment nie zagłuszał samych orzechów.

Początkowo wątpiłam, myślałam, że mogą być nudne, potem miałam przeczucie, że będą dobre. Jak bardzo się myliłam... Lody okazały się boskie! To śmietankowe masło orzechowe z laskowców, z konkretnymi chrupaczami, nutką karmelu i wyraziście prażonym motywem w formie lodów. Wszystko tylko i wyłącznie naturalne. A już to, że chwilami kojarzyły mi się korzennie, w ogóle mnie zachwyciło.
Sama nie mogę się nadziwić, że aż tak mi smakowały, że taki zwykły smak może być tak powalający... Przyznaję, że nie spodziewałam się tego, ale trafiły na listę ulubionych lodów, do którego od dnia napisania recenzji (31.05) już raz wróciłam i wracać będę.


ocena: 10/10
kupiłam: Tesco
cena: 23,39 zł
kaloryczność: 281 kcal / 100 g
czy znów kupię: tak

Skład: śmietanka, zagęszczone mleko odtłuszczone, cukier, prażone orzechy laskowe, żółtko jaja, bezwodny syrop glukozowy, syrop glukozowy, sól, masło, lecytyna słonecznikowa

czwartek, 1 czerwca 2017

lody Haagen-Dazs Caramels Salted Caramel

Uwielbiam połączenie soli i karmelu, co pisałam tysiące razy. Bardzo lubię też Haagen-Dazs - uważam, że mają mniej i bardziej udane smaki, ale generalnie wszystkie mi smakują. Rok temu w USA zakochałam się m.in. w Haagen-Dazs Gelato Sea Salt Caramel, czyli lodach na bazie mleka (jak to tradycyjne gelato) o tymże smaku. Jedząc je myślałam, że umrę z zachwytu, a kiedy zobaczyłam bardzo podobny smak u mnie w mieście (!) w Tesco... tu można podstawić popularny w internecie mem "shut up and take my money".

Haagen-Dazs Caramels Salted Caramel / Caramel au beurre sale to lody karmelowe z solonym sosem karmelowym (10%) i kawałkami solonego karmelu (8%).

Po rozdziewiczeniu opakowania (czyt. po zerwaniu folii) zobaczyłam beżowe lody z wielką, ciągnącą się plamą sosu  z kilkoma jaśniejszymi kawałkami karmelu w formie stałej.

Lody pachniały słodkim, maślanym karmelem, trochę śmietankowo, czyli ogółem dość prosto, ale pozytywnie.

Oba dodatki były bardzo wyraziste i wypełniały całą masę po brzegi tak, że właściwie trudno było o choćby łyżeczkę czystej masy lodowej, co według mnie było rozwiązaniem idealnym. 

Z tego, co wyłowiłam, to w samej masie czuć śmietankową bazę, choć miała wyraźnie karmelowy smak. Nie był to karmelowy zasładzacz, a raczej łagodny karmel, oczywiście słodki, ale bez przesady. Wydawało mi się jednak, że sól z dodatków przeniknęła i do tej masy, bo tak jak już pisałam, wszystko to tworzyło całość. Było spójne i wymieszane (tym bardziej, że jadłam tak jak lubię, czyli bardzo topiące się). 

Lody były cudownie gęste, tłustawe, jak na lody na śmietance przystało, i topiły się wolno, mieszając się z sosem-masą. 

Ten nie był ani do końca zbitą masą, ani lejącym sosem. To coś lepiąco-ciągnącego pomiędzy tymi dwoma formami. Intensywnie złoty kolor odpowiadał mocnemu, wyrazistemu smakowi, który to był nad wyraz słodki i równie mocno słony. Nie wydał się za słodki z racji tej solidnej ilości soli, dzięki której i masa lodowa wydawała się słonawa. O tak, to dobry przykład porządnie solonego karmelu.

Większe i mniejsze kawałki karmelu były twardawe, ale nie twarde. Nie rozpuszczały się w lodach, bardziej dopiero w ustach. Skojarzyły mi się z twardawą, nieco chrzęszczącą krówką i w sumie podobnie smakowały. To taki maślano-śmietankowy karmel o stonowanej słodyczy i ze szczyptą soli. Podobała mi się ich struktura, smakowi nie mam nic do zarzucenia. Przyjemne urozmaicenie, ale nie niezbędne.

Całość wyszła słodko i wyraziście karmelowo, ale nie przesadnie słodko, bo przy produkcji soli nie żałowano. Idealne proporcje, zarówno jeśli chodzi o smak, jak i o ilość dodatków.
Moim jedynym zarzutem jest to, że to raczej maślany karmel, a ja wolałabym, gdyby zrobili taki typowo palony.
Gdybym nie jadła gelato Haagen-Dazs o tym smaku, pewnie dałabym 10, ale po prostu muszę tamte jakoś wyróżnić. Jak widać, kawałki karmelu ani mnie grzeją, ani ziębią, ale... ja po prostu wolę mleczną bazę od śmietankowej i wydaje mi się, że karmelowy smak tamtych był "bardziej mój", mimo że słoność i w jednych, i w drugich to strzał w dziesiątkę. 
(Tutaj muszę przyznać, że i cena przekłada się na nieprzyznanie 10/10. Swoje kosztują, a uważam, że soląc samemu lidlowe lody Sol & Mar Helado Dulce de Leche, można uzyskać bardzo podobny efekt.)


ocena: 9/10
kupiłam: Tesco
cena: 23,39 zł
kaloryczność: 281 kcal / 100 g
czy znów kupię: tak (ale w promocji)

Skład: śmietanka, cukier, mleko zagęszczone odtłuszczone, żółtko jaj, syrop glukozowy, masło, suszony syrop glukozowy, mleko zagęszczone pełne, olej kokosowy, sól, lecytyna słonecznikowa, naturalny aromat waniliowy, substancja żelująca: pektyna

poniedziałek, 23 stycznia 2017

lody Haagen-Dazs Cookie Dough Chip

Po całym lecie opychania się lodami Haagen-Dazs w USA ta marka przestała na mnie robić wrażenie. Dalej uwielbiam ich lody, ale patrząc na cenę i zjadłszy swoje, wymagam więcej.  Niektóre smaki w ogóle mnie nie ciekawią, inne... innymi są np. "cookie dough", który to twór pokochałam za sprawą lidlowych Gelatelli Master of Taste Cookie Dough i... cóż, ogólnie kiedyś miałam słabość do zakalców i coś mi sprzed lat zostało. A Tata - w końcu to on kiedyś piekł ciasta, na które masę podkradałam - wie, co lubię.

Haagen-Dazs Cookie Dough Chip to lody waniliowe z surowymi ciasteczkami 13 % ("cookie dough") i kawałkami masy czekoladowej 4 % ("fudge", czyli amerykańskiej krówki, któremu to tłumaczeniu ja się sprzeciwiam).

Po otwarciu opakowania poczułam zapach typowy dla waniliowych Haagenów, czyli nieco waniliowy akcent zarysowany na słodkiej, śmietankowej bazie.

Jeśli o konsystencję chodzi, również była typowa dla HD, czyli początkowo twarda, rozpuszczająca się powoli i bardzo gęsta, kremowa. Tłustość była tu nieprzesadzona; pochodzenia pełnych składników mlecznych.

I to składniki mleczne głównie czułam. Nazwałabym te lody właśnie mleczno-śmietankowymi w smaku, z jakimś tam lekkich akcentem wanilii – w końcu w składzie jest tylko aromat. O dziwo przy tych dodatkach pasowało mi to. Słodycz odznaczała się niemałą siłą, ale na przyjemnym poziomie.

W masie znalazłam ogrom wielkich i nieco mniej mniejszych kulek surowych ciastek, które rozpływały się w ustach będąc przy tym gładkimi i lekko tłustymi. Nieco chrzęściły, ale nie czułam w nich wielkich kryształków cukru, tylko drobnicę. Przyznam, że to niezłe cookie dough - taki delikatny, gładki zakalec, ale osobiście wolę solidniejszy, mocniej chrzęszczący jak we lidlowych Gelatelli.

Oprócz tego, w lodach kryło się całe mnóstwo równych kawałków czekoladowej masy "fudge" (amerykańska "krówka" taka mazista, lepka masa według mnie), które przypominały czekoladę (zwykłą, a nie zamrożoną). Rozpływały się w ustach o wiele lepiej niż większość "kawałków czekolady", jakie zazwyczaj producenci dodają do lodów. Te były tłustawe, kremowe i bardzo, bardzo kakaowe. Słodyczy nie mogę im odmówić, ale to właśnie kakao takiej czekoladowej masy cały czas wyrywało się na pierwszy plan.

Te lody były ciekawe. Bardzo słodkie, z przyjemnym kakaowym charakterkiem za sprawą kawałków masy, no i oczywiście specyficznym dodatkiem, jakim są surowe ciasteczka, albo właściwie masa na nie. Osobiście same ciasteczka wolę ze znacznie tańszych lodów z Lidla. Cała reszta jest mniej więcej na tym samym poziomie, może tylko czekoladowe kawałki Haagenów są lepsze, ale tylko dlatego, że w sumie nie są czekoladą, bo czekolada w lidlowych wypada nieco gorzej (w końcu czekolada nie lubi mrożenia :P). Naprawdę fajnie wyszły, chyba smakowały mi na równi z Haagen-Dazs Chocolate Salted Caramel.
Przegrywają z Gelatelli Cookie Dough, ale na pocieszenie dodam, że wygrywają z "za mało surowymi"  Ben & Jerry's Cookie Dough.


ocena: 8.5/10
kupiłam: Tata kupił w Piotrze i Pawele
cena: nie wiem
kaloryczność: 292 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: śmietana, skondensowane mleko odtłuszczone, cukier, mąka pszenna, żółtka jaj, olej roślinny (kokosowy, słonecznikowy), syrop glukozowy, masło, odtłuszczone kakao w proszku, naturalny aromat wanilii, sól, miazga kakaowa, substancja spulchniająca: wodorowęglan sodu, masło klarowane, lecytyna sojowa