Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czekolada: kasztany. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czekolada: kasztany. Pokaż wszystkie posty

piątek, 21 sierpnia 2026

Zotter Forest Miracle - Blackberry & Hazelnut / Waldwunder - Brombeer & Haselnuss ciemna mleczna 50 % z kremem jeżynowym z cytryną i nugatem z orzechów laskowych z olejkiem świerkowym

Sięgnięcie właśnie po tę tabliczkę, nie wiązało się z ochotą czy ciekawością, a po prostu uznałam, że orzechowym nadziewanym nowościom przyznałam pierwszeństwo ze względu na trwałość. A co z ochotą? Mimo że bardzo lubię i jeżyny, i orzechy laskowe, nie byłam przekonana do ich połączenia. W dodatku olej świerkowy? Nie wiedziałam, z czym go zjeść. Uwielbiam leśne nuty! Ale że taki olejek w czekoladzie...? Nie wiedziałam, czego się spodziewać.


Zotter Forest Miracle - Blackberry & Hazelnut / Waldwunder - Brombeer & Haselnuss to ciemna mleczna czekolada kasztanowa o zawartości 50 % kakao nadziewana (40%) kremem "ganache" jeżynowym z cytryną i (21%) praliną / nugatem z orzechów laskowych z olejkiem ze świerku.

Po otwarciu rozszedł się wyrazisty zapach słodko-orzechowej mlecznej czekolady oraz owoców: kwaskawo-cierpkich, pudrowo słodkich ciemnych owoców leśnych w towarzystwie również pudrowo słodkiej, a jednocześnie kwaśnej cytryny. Mleko przechodziło w śmietankę, a znaczący wątek maślany w harmonii podłączał pod nie orzechy. Pieczone kasztany też przyszły mi do głowy, a w dodatku czasem przemykało mi coś jakby żywicznego i leśno-kwaskawego. Gdy wąchałam spód, wydał mi się nieco kwaśniejszy, choć nie koniecznie bardziej owocowy. Ogólnie jednak zapach był bardzo wyrównany - nie zmieniło się to po przełamaniu.

Tabliczka w dłoniach wydawała się niezbyt masywna, a sama czekolada dziwnie suchawo-tłusta. Mimo że nie była miękka, przy łamaniu nie trzaskała. Średnio gruba warstwa czekolady czasem trochę odpryskiwała, a czasem trochę wgniatała się w nadzienie owocowe. Całość wydała mi się trochę krucha, mimo plastyczności grubszego (owocowego) kremu.
Jakież w ogóle było moje zdziwienie, gdy zobaczyłam przekrój. Otóż u mnie warstwy były odwrotnie niż na stronie Zottera: owocowa część na górze, orzechowa na dole.
Wewnątrz znalazły się właśnie dwie warstwy: nieco konkretniejszy, wyglądający na sucho-kruchy, ale realnie tłusty nugat oraz miękki i plastyczny, acz dość zbity krem owocowy.
W ustach czekolada rozpływała się powoli, maziście i kremowo, choć jakby trochę niezbyt chętnie. Miękła i mieszała się z nadzieniami.
Te rozpływały się równo, ale ze względu na proporcje. Owocowe zniknęło by szybciej, gdyby nie to, że stanowiło większość.
Krem owocowy szybko miękł, zmieniając się w śmietankowo tłustą masę, z której z czasem wypłynęła jeszcze soczystość. Miało w sobie coś z chmurkowego mousse'u, ale to potem umknęło, bo nadzienie zaczynało trochę gumowo się kulkować.
Krem orzechowy podczepiał się pod czekoladę. Był gęsty i maślany. Początkowo bardziej zbity, potem jednak coraz luźniejszy. Na jego tłustość złożyły się nie tylko orzechy i masło, ale też olej, który już sprawił, że zrobiło się za tłusto.

W smaku czekolada roztoczyła średnio wysoką, ale szybko rosnącą, słodycz karmelu, mieszkającą się z pełnym mlekiem. Z lekkim odciąganiem swoją obecność zaznaczyło kakao, ale nie goryczka. Jej miejsce zajął delikatny wątek kasztanów, przypominających niejednoznaczne pieczone orzechy. Pieczone kasztany były jednak jako tako do rozpoznania.

Czekolada spróbowana osobno wydawała się wyraźniej kasztanowa niż orzechowa. Nie powiedziałabym, że jakoś szczególnie przesiąkła orzechową warstwą. Owocami na pewno nie. Osobno jednak wydała mi się nieco za słodka, wręcz drapiąca w gardle.
Jej wysoka słodycz jednak sprawdziła się w zapewnianiu harmonii z nadzieniami, gdyż powstrzymywała kwaśność przed za silnym wzrostem i trochę upraszczała smak nugatu do właśnie nugatowego. Chociaż... sama z kolei przy wnętrzu robiła się mniej kasztanowa, a trochę mydlana.

Nadzienia bardzo szybko dawały o sobie znać. Orzechowe powoli podłączało się pod czekoladę. Początkowo, przez parę sekund owocowe także nie odstawało. Jedynie w chwili przegryzania się przez całość na przód wysuwało cytrynowy kwasek, po czym jednak na chwilę go cofało.

Krem owocowy podchwycił mleczny motyw, przedstawiając się jako shake / koktajl mleczno-owocowy. Kwasek, po pierwszym wyskoku, ruszył z małym opóźnieniem, ale jak już ruszył, prędko się rozkręcał. Nie była to jednak bardzo wysoka kwachowatość, a kwaśność cały czas trochę otulona nieco pudrową słodyczą. Przodowała w niej cytryna, a kwaśno-cierpkie jeżyny zdawały się jedynie składową mieszaniny ciemnych leśnych owoców (w tym porzeczek?). Cały czas przewijała się wśród nich kwaśna cytryna. Przy nich jeżyny zrobiły się słodsze w pudrowym kontekście. Pomyślałam o jakimś pudrowo słodkim, mlecznym budyniu ciemno owocowym, w porywach wyraźniej cierpko jeżynowym.

Krem owocowy spróbowany osobno potwierdził swoją kwaśną cytrynowość i pudrową słodycz. Nawet wtedy nie był taki jednoznacznie jeżynowy, a bardziej ciemno-leśno owocowy. Gdy jednak spróbowałam go samego, na pomyślałam jeszcze o owocowej białej czekoladzie (np. z linii Labooko fruit) - też właśnie niezbyt jednoznacznej kwestii owoców.

W zestawieniu z kwaśno owocowym kremem, nugat kiepsko radził sobie z porządnym przebiciem się.
Nugat podkręcił orzechowy charakter czekolady, bo i on oczywiście odznaczał się orzechowym smakiem. Co ciekawe, zdawał się skupiać w sobie mleczność, jakby podkradł ją czekoladzie. W zestawieniu z resztą trudno jednak było uchwycić konkretnie laskowce. Orzechy zaserwował w nugatowo osłodzony, mocno mleczno-maślany sposób. Z czasem, choć ogólnie nie była bardzo jednoznaczna, orzechowość zaczęła wydawać mi się trochę mydlana i... rozmyta oleistym wątkiem oraz... korzenną goryczką? W zestawieniu z drugą warstwą to prawie zupełnie zatracało się w kwaśno-cierpkich owocach.

Kiedy spróbowałam nugatu osobno, orzechy laskowe wyraźniej się w nim zaprezentowały, acz nadal wydawały się trochę rozmyte innymi, maślanością i... nutą oleistą, choć lekko drzewną, trochę żywiczną, która jednak właśnie wraz z cynamonem trochę rozmywała motyw orzechów laskowych.

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa krem owocowy robił się bardziej cytrynowo kwaśny. Soczyście kwaśna cytryna niemal zupełnie zdominowała motyw owoców ciemno-leśnych, już na pewno bez niczego konkretnego. Owocowa warstwa prawie zupełnie zagłuszyła też wątek nugatu. Zezwoliła jednak na olejkowo- kwaskawe, złudnie iglaste echo - niemal nieuchwytne, ale przychodzące na myśl, gdy warstwy mieszały się ze sobą (luźna myśl zasugerowana tym, że wiedziałam o obecności olejku świerkowego?).

Czekolada w tle uległa mydlano-nugatowej orzechowości. W zestawieniu z nadzieniami, kasztanowość uciekała zupełnie.

Po zjedzeniu został bardzo słodki posmak pudrowych owoców ciemnych, leśnych, w tym jeżyn i iluzji czarnych porzeczek oraz kwaśnej cytryny. Czuć orzechowość, ale raczej ogólną niż jakąś konkretną, a do tego - ku mojemu zdziwieniu - wróciły kasztany. Na języku czułam dziwną oleistość, a ogólnie też lekkie przesłodzenie, mimo kwaśności.

Czekolada wyszła przeciętnie niby w porządku, ale z wieloma ale. Jak dla mnie za bardzo nijako-nieokreślono. Nie podobało mi się to, jak bardzo cytryny zasłoniły jeżyny. Te wyszły jako mieszanka owoców ciemnych, leśnych. Podobnie orzechy laskowe wystąpiły jako ogólna orzechowość, nugatowość. Olejek świerkowy w tej warstwie nie wniósł jakoś porywającego leśnego klimatu, a pobrzmiewał... trochę nie wiadomo czym. Kasztanowa nuta mlecznej czekolady była do wychwycenia, ale w całości też nie była specjalnie wyrazista. Sama w sobie wyszła całkiem smacznie, słodko-mlecznie, ale nie jakoś szczególnie ciekawie. Słodycz, olejek i aż trudno powiedzieć co dokładniej, ale coś kierowało nieowocowe wątki w mydlanym kierunku. To mi przeszkadzało. Niedookreśloność też. Całość więc odebrałam jako nazbyt namieszaną. Bez kolosalnych wad, ale też bez czegoś, za co mogłabym pochwalić i dlaczego warto byłoby to jeść. Za sam smak, gdyby to miała być po prostu mleczna owocowo-orzechowa czekolada, mogłaby zdobyć 5, ale obietnica leśnego klimatu czy nawet tytułowych orzechów laskowych i jeżyn, nie została najlepiej spełniona.
Po raptem 11 g czułam się tą niedookreślonością i słodko-mydlanymi nutami, które usilnie próbowała przysłonić kwaśność zmęczona i przytłoczona i resztę oddałam Mamie.

Mama jednak swojej części nie skończyła, stwierdzając: "No ja tu czułam tylko kwasek cytrynowy. Zupełnie wszystko zdominowała cytryna i choć lubię kwasek w słodyczach to nie taki. Tyle tam napchano, taki opis długi, a czuć tylko kwaśną cytrynę. Niesmacznie to wyszło".


ocena: 4/10
kupiłam: zotter.pl (dostałam)
cena: jak wyżej, ale cena to 22,49 zł (za 70g; acz moja ważyła 75g)
kaloryczność: 544 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie
 
Skład: surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, orzechy laskowe 8%, miazga kakaowa, mleko, pełne mleko w proszku, odtłuszczone mleko w proszku, sproszkowane kasztany 3%, koncentrat jeżynowy 3%, liofilizowane jeżyny 3%, syrop z cukru inwertowanego, przecier jeżynowy 2%, syrop skrobiowy, masło, emulgator: lecytyna sojowa, sól, cukier trzcinowy pełnoziarnisty, proszek cytrynowy (koncentrat soku z cytryny, skrobia kukurydziana, cukier), sproszkowana wanilia, koncentrat soku z cytryny, emulgator: lecytyna słonecznikowa, olejek świerkowy 0,01%, cynamon

niedziela, 18 października 2020

Lindt Chocoletti Winter Magic Vermicelles mleczna z kasztanowym nadzieniem mlecznym z chrupkami ryżowymi

W sumie lubię kasztany, ale tak same jem może raz na parę lat, bo są problematyczne do upieczenia, potem rozdłubywania; strasznie gorące, szybko stygną i zaraz robią się zimne i "nie teges"... Ot, za dużo tego wszystkiego, a za mało jedzenia. W czekoladach spotkałam się z nimi tylko od Zottera (Chestnut in & out i A Piece of Forest), toteż gdy zobaczyłam limitowaną, i to nie na polski rynek, czekoladę Lindta, uznałam, że muszę spróbować. Mimo że nie podobał mi się podział na kostki (nie dość, że bardzo źle kojarzy się z Schogetten to jeszcze podobny Lindt Lindor Hazelnut Milk Chocolate nie wyszedł najlepiej), a już na pewno jego cena (rzecz jasna narzucona przez sprzedawczynię). Pamiętałam jednak bardzo smaczną Carrot Cake - i tak sobie pomyślałam, że te bardzo dziwne limitki Lindta na inne kraje w zasadzie mogą być naprawdę dobre.

Lindt Chocoletti Winter Magic Vermicelles to mleczna czekolada o zawartości 31 % kakao nadziewana mlecznym kremem kasztanowym z chrupkami ryżowymi; edycja limitowana na zimę 2019/20, wyprodukowana w Szwajcarii.

Gdy tylko rozerwałam sreberko, poczułam intensywną woń... pieczonej goryczki, której w pierwszej chwili nie umiałam nazwać, a po chwili trybik zaskoczył: to były znicze, tylko co zapalone tradycyjną zapałką. Realnie złożyła się na to dziwna mieszanina słodu, ewidentnie kasztanów, pieczono-"ogniowa" nuta i korzenność. Zestawienie dwóch ostatnich jakoś odlegle mignęło mi przypieczoną skórką kurczaka jak w ciastkach Lotus Speculoos, ale na szczęście było to bardzo subiektywne i ulotne. Wszystko to na tle przecukrzonej i głęboko mlecznej czekolady. Typowy Lindt, ale jedynie jako tło, z podrasowaną "inną" orzechowością i lekką goryczką na przodzie.

Lśniące kostki już w dotyku były dość tłuste, więc zaskoczyła mnie ich twardość w obyciu. Czekoladę średniej grubości dało się jako tako od nadzienia oddzielić, co nie dziwiło, bo i ono na dość zwarto-konkretne wyglądało. Może nawet na lekko proszkowe?
W ustach czekolada rozpływała się w umiarkowanym tempie, mięknąc i zalepiając. Stawała się bowiem tłusto-gęstą, kremową masą.
To świetnie kontynuowało nadzienie, ponieważ okazało się dość do niej podobne, czyli również zalepiające w trakcie nie za szybkiego rozpływania się. Cechowała je znacząca, śmietankowa tłustość (a więc pełna, ale nieco rzadsza niż czekolady) i proszkowość. W pewnym momencie zanotowałam nawet mączność, ale dla ogółu wnętrza nie była specjalnie istotna.
Odsłaniało kulki ryżowe. Nie dodano ich zbyt wiele, więc nie przeszkadzały, a jedynie stanowiły urozmaicenie dla tłustej kremowości. Były delikatne i chrupiące, bardzo napowietrzono-lekkie. Nasiąkały po dłuuugim czasie, więc chrupanie ich bliżej końca wciąż było możliwe (i to najlepsza opcja).

W smaku sama czekolada była bardzo słodka od początku do końca, choć swego intensywnie mlecznego charakteru nie zatraciła. Co więcej, plątała się w niej leciutka goryczka - może nutka kakao, a może lekko przesiąkła nadzieniem. Takim... czy to pieczeniem, czy korzennością - czymś ciepłym.

Nadzienie wpisało się zarówno w ciepło, jak i w mleczność. Pomyślałam o goryczkowatym słodzie. Oto jednak smakowało przede wszystkim słodziutką, wyrazistą śmietanką. Pod czekoladę podpięło się orzechowo-pieczonym motywem. Szybko pojawiła się nuta "wytrawnego orzecha", który... mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa ewidentnie stał się kasztanem. Kasztanem pieczonym! Znów poczułam "smak zapachu zniczy i zapałek", a także korzenność. Nie płynęła jednak z przypraw; doszukałam się tu lekkiej sztuczności, która skojarzyła mi się z colą, ale przesadzona słodycz jakoś to zagłuszyła. Już przy pierwszej kostce poczułam drapanie w gardle - zarówno słodyczy, jak i ciepłej korzenności. Bardziej jednak niż z czystym cukrem, kojarzyło się to ze śmietankowym karmelem lub trochę palonym cukrem pudrem.

Czekoladę czuć cały czas, świetnie się wpasowała w korzenno-wytrawne kasztany, mocno to zasłodziła, acz w mlecznym wydaniu. Bliżej końca przerywnikiem słodyczy okazały się chrupki ryżowe. Niewiele wnosiły, ale jakby przerywały trochę słodki potok. Raz i drugi mignęły nawet "chrupkowo-słonawo-zbożowym" akcentem. Wydobyły niestety też tę lekką mączność.

Po wszystkim pozostało czekoladowo-śmietankowe przesłodzenie, delikatny posmak sztucznawej korzenności i smaczek "inny", właśnie kasztanowy... choć nie tylko i nie tak jednoznacznie kasztanowy.

Całość okazała się do bólu przesłodzona, ale jednocześnie zaskakująco wyrazista, gdy chodzi o smak kasztanów. Śmietankowo-korzenno-pieczona otoczka wyszła pozytywnie. Całość przypadła mi do gustu pod względem jakości i formy. Drobna sztuczność nie drażniła, a tłustość była uzasadniona i nie przesadzona. Czuję, że gdyby nie ta straszna słodycz, w ogóle zachwytom mogłoby nie być końca. A tak niestety... nie byłam w stanie zjeść tego zbyt wiele na raz, bo za szybko się zasładzałam i zatłuszczałam. Dwa podejścia, a i tak słodycz tak mnie męczyła (+obecność chrupek), że 5 kostek oddałam Mamie, bo w sumie i jej chciałam ciekawostkę pokazać. Jej smakowała bardzo, łącznie z chrupkami (uznała je za świetny dodatek), ale... zgadła, że mi właśnie słodycz przeszkadzała ("No tak, bo bardzo słodka to ona jest. Ale pyyszna!").


ocena: 8/10
kupiłam: sklep z upominkami na bazarze
cena: 19,99 zł (za 100g)
kaloryczność: 576 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: cukier, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, bezwodny tłuszcz mleczny, miazga kakaowa, odtłuszczone mleko w proszku, laktoza, mąka z kasztanów 2,8%, chrupki ryżowe 1,3% (mąka ryżowa, cukier, sól, tłuszcz kakaowy), lecytyna sojowa, aromaty, ekstrakt słodowy jęczmienny

niedziela, 26 kwietnia 2020

Zotter Chestnuts + Rum mleczna z kasztanowym nadzieniem z nugatem migdałowym, miodem, rumem i Amaretto z warstwą kasztanowej czekolady

Mama prawie od roku usiłuje wyciągnąć mnie do Cakestera na naleśniki z mąki kasztanowej. Lubię tę cukiernię, a i naleśniki wydają się fajne, ale... jestem nieciastowa i po prostu ani do ciast mnie obecnie nie ciągnie, ani do takich dań na słodko. Z nadziewanymi czekoladami... na szczęście aż tak nie mam. Nie powiem, by mnie kręciły tak, jak dawniej, ale np. Zottery, jakie weszły jesienią 2019, ciekawiły. Kupiłam hurtem, w tym taką, która już wcześniej pojawiła się jako bardzo-bardzo limitowana. Zotter Chestnut in & out u mnie była, fakt, ale biorąc pod uwagę wielkie zmiany, jakie Zotter powprowadzał, ta mogła wyjść kompletnie inaczej. Składy się bowiem różniły (mimo że opis nie). Najbardziej rzuciło mi się w oczy zmienienie migdałów na orzechy laskowe, przesunięcie miodu na dalsze miejsce i dodanie Amaretto. Patrzyłam na to obojętnie - zdanie to sobie po degustacji miałam wyrobić.
A same kasztany... należą do rzeczy, które lubię, ale których nie jem, bo są niewygodne. A to trzeba zrobić, potem się przy tym bawić przy jedzeniu, szybko, bo stygną; a co, tak same jeść? Dużo zachodu, mało rozkoszy i ot, macham na nie ręką.


Zotter Chestnuts + Rum to mleczna czekolada o zawartości 40 % kakao nadziewana kasztanowym mousse'em na bazie kasztanów i migdałów (nugatu / praliny) z miodem, rumem i Amaretto, z cienką warstwą czekolady kasztanowej.

Po otwarciu poczułam niemal cukrowo-alkoholową mieszaninę, która skojarzyła mi się z whisky, a na którą składał się rum z lekką goryczką, tonący w bezkresie miodu i wanilii. W tle zaznaczył się nieśmiały orzech.
Kiedy zbliżyłam się do wierzchu tabliczki, wyraźniej poczułam niejednoznaczną orzechowość i mleko.
Po przełamaniu słodycz jeszcze się nasiliła, ale doszukałam się również kasztanów i chyba jeszcze więcej mleka. Trochę mi ta kompozycja korzennością zajechała.

Przy łamaniu tabliczka wydała się konkretna i zwarta, ale... w zasadzie tylko gruba warstwa czekolady pykała. Nadzienie odebrałam jako miękkawo-plastyczne, acz zwarte. Nie lepiło się, ale wyglądało, jakby chciało.
W ustach sama czekolada rozpływała się powoli, zalepiając w tłusto-gęsty, kremowy sposób. Raczyła gładkością, zupełnie mieszając się z kasztanową warstewką (gdybym nie wiedziała, że taki zabieg zastosowano, pewnie by uszło to mojej uwadze). W zasadzie były niepodzielne, acz na upartego idzie oddzielić "wiórek" kasztanowej nożem.
Nadzienie rozchodziło się szybko i bardzo chętnie spod czekolady, cechowała je bowiem miękkość i rozlazłość. Tłuste i gęste jak nugat, a jednocześnie rzadkawo-tłuste za sprawą mleczności. Miałam wrażenie, że... słodycz się z niego wyciska (na zasadzie takiej, jak np. sok z owoców).

W smaku czekolada od pierwszych chwil zaserwowała mnóstwo niemal karmelowej słodyczy, niezbyt udanie przełamanej orzechowo-goryczkowatym smakiem i ogromem mleka.
Kasztanowa podkreśliła orzechowy wątek. Rzeczywiście odrobinę czuć "ziemniaczano-orzechowe" kasztany. Wierzch chyba przesiąkł nieco nadzieniem. Raz i drugi mignął mi jakimiś "czekoladkami cappuccino", do czego mam mieszane uczucia.

Nadzienie szybko uderzyło słodkim alkoholem już w parę sekund po wgryzieniu się. Zarzucało sidła zasłodzenia, czemu pomagał wyraźnie zaznaczający się alkohol. Podbiło słodycz czekolady, w dużej mierze była ona karmelowo-cukrowa, trochę palona i wymieszana z orzechami. Smakowało bowiem nimi w dużej części. Był to orzech maślano-wytrawniejszy, taki niejednoznacznie mdławo-wytrawny, do którego po chwili dołączył orzech laskowy i mnóstwo mleka / śmietanki. Kasztany czuć, ale nie aż tak czysto i mocno, jak można by się spodziewać. Oba orzechowe wątki wkomponowano w zasładzający duet wanilii i mleka.

Lekka paloność zdawała się należeć do słodyczy i goryczkowatego alkoholu, orzechowość z kolei... wydawała się bardziej karmelizowana niż palona / pieczona. Po paru chwilach to właśnie gorzki smak alkoholu, zespojony z "cukro-orzechem" wyszedł niemal na przód. Ewidentnie poczułam rum, ale doszukałam się przy nim dziwnego posmaku (goryczko-kwasek olejku?). Podeszło to pod korzenno-melasowy nutę. W drugiej połowie jednak jakoś odpuszczała na rzecz alkoholu i maślano-mlecznego smaku.

Robiło się wtedy nieco nijako, w gardle drapało od miodu. Miód, wanilia... wydały mi się jeszcze bardziej korzennie cynamonowe, co razem z alkoholem rozgrzewało. Rum i goryczkowato-zasładzający likier Amaretto spuszczały na resztę smaków ciężką zasłonę. Ten drugi za to się wyeksponował, potem jakby popuszczając orzechom.

Orzechy i mdławo-orzechowe, wytrawniejsze kasztany pod koniec rozkręciły się dzięki czekoladzie, która także wydała się jakaś... drapiąco za słodka.

Po wszystkim pozostał posmak orzechów laskowych i kasztanowawy, przesłodzenie wywołane miodem, ale też rozgrzanie alkoholem, poczucie alkoholu i cukru na ustach, a więc i alkoholowe przecukrzenie, jak również tłustość śmietanki. Końcówka języka była troszeczkę odrętwiała od alkoholu.

Całość jakoś mnie nie porwała. Może i smaczna, ale przygłuszona, stępiona z zasadniczych smaków. Uważam, że zdecydowanie za dużo w niej różnych alkoholi i słodyczy, jak do kasztanów. Rum i zasładzająca likierowość były mocne, a ich drapanio-rozgrzewanie nakręcały się z zasłodzeniem wywołanym miodem i wanilią (w tej kolejności). Wszelkie karmelowe nuty też... Orzechy laskowe odciągały uwagę od kasztanów. Te lekko czuć... Biorąc pod uwagę, że naturalnie mają mało wyrazisty smak... tu stanowiły jakby nieistotną bazę, a szkoda. Przynajmniej tytułowy rum się nie dał... To jednak tak, jakby licząc na rum do degustacji (który można pić sam), ktoś zaserwował nam zasładzającego drinka na bazie taniego rumu. (Czyli: może być, ale nie o to chodziło.)


 ocena: 7/10
kupiłam: biokredens.pl
cena: 16 zł
kaloryczność: 490 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, puree z kasztanów, pełna śmietanka z mleka w proszku, kasztany w proszku, miazga kakaowa, odtłuszczone mleko w proszku, rum, miód, syrop ryżowy, Amaretto, orzechy laskowe, słodka serwatka w proszku, pełen cukier trzcinowy, lecytyna sojowa, sproszkowana wanilia, sól, olejek z gorzkich migdałów, cynamon

wtorek, 1 marca 2016

Zotter Kandierte Preiselbeeren / Candied Cranberries mleczna kasztanowa 40% nadziewana kremem z borowików z rumem, soją, jabłkowym octem balsamicznym, rozmarynem oraz suszoną żurawiną

Kiedy chciałam zamówić Basmati Rice with Saffron, (której dokładny opis znajdziecie na blogu Sex Coffee & Chocolate) usłyszałam, że niestety, ale tej nie zamawiają, bo musieli by zamówić całe pudełko, a ta czekolada... nikomu nie smakuje. Wtedy padło też, że tak samo jest z "dziwną" Kandierte Preiselbeeren, którą już wtedy na szczęście miałam w moich zbiorach. Takie określenia tylko jeszcze bardziej rozbudziły moją ciekawość.


Zotter Kandierte Preiselbeeren lub Candied Cranberries to mleczna czekolada kasztanowa, o zawartości 40 % kakao, nadziewana kremem (55%) z borowików z rumem, soją, jabłkowym octem balsamicznym, rozmarynem, solą oraz kandyzowaną żurawiną (6%).

Rozwinęłam złoty papierek i zobaczyłam jasną, lekko rdzawą, tabliczkę o niezbyt ambitnym wyglądzie oraz intrygującym zapachu. Od razu poczułam tu kakao, borowiki i rum. W momencie kiedy zbliżyłam tabliczkę do nosa, zaczęłam wyławiać także pewną orzechowość, pochodzącą z kasztanowej czekolady, znaną mi z A Piece of Forest i Chestnut in & out. Wszystko to, zamknięte było w wyraziście słodko-mlecznej otoczce.

Przełamałam. Czekolada nie była zbyt twarda, chociaż jej wierzchnia warstwa jest naprawdę solidna. Nasilił się wtedy zapach i doszedł do niego pewien element bardziej owocowy.

Spróbowałam samej czekolady i powiem Wam, że jest to ta sama słodka i smaczna kompozycja kojarząca się z orzechowym-ziemniakiem (czyt. kasztanami), co w dwóch wyżej podlinkowanych kasztanowych tabliczkach, z tym że... ta tutaj była lekko nasiąknięta rumem i o wiele bardziej grzybowym posmakiem.

Nadzienie... trochę rozczarowało mnie pod względem konsystencji. Był to miękki i zbity, lekko proszkowy i bardzo tłusty na sposób maślany, prawie-ulepek. Rozpuszczało się dość szybko, ujawniając małe kawałeczki suszonej żurawiny.

Jeśli zaś chodzi o smak... Wydało mi się bardzo słodkie, ale na pewno nie ulepkowate. W tej słodyczy było coś bardziej ordynarnego niż w większości czekolad Zotter, a zarazem jakby mniej słodkiego. Tutaj wpychał się rum, pozbawiony takiej bezpośredniego alkoholowego smaku. Przyjemnie rozgrzewał i wydobywał akcent jabłkowego octu balsamicznego oraz nutki wanilii. Przy nim także pojawiała się pewna pikanteria, lekko rozchodząca się w ustach, i nasilająca się w gardle.

To wszystko było jednak jedynie koroną na głowie głównego smaku. Przy tym wszystkim stał niepodważalnie grzybowy smak. Bez czytania składu i opisu poznałabym tu borowiki w towarzystwie przypraw. Myślę, że dość dobrze czuć rozmaryn i może odrobinkę cynamonu, chili.
Pewien ziemniaczano-orzechowy motyw czekolady jak gdyby jeszcze bardziej uwidaczniał ten właśnie kontrowersyjny smak. Mało tego, samo nadzienie też miało w sobie coś z orzechowej nuty, ale ona była bardziej pod soję podchodząca. Było odrobinę słonawe, co wgryzało się w ocet i resztę przypraw, ale było nie do pominięcia.

Co jakiś czas napotkana sucha i twarda, a zarazem soczysta, żurawina dodawała kwasku, który przebijał to wszystko, a potem... czułam borowiki jakby spotęgowane.
Cały czas w tej rumowo-słodkiej otoczce, która za sprawą grzybów przestała wydawać mi się słodka.

Ta czekolada to nie gra na skojarzeniach. Ona jest po prostu... wytrawnym daniem zamkniętym w tabliczce. Obniżam punkt za konsystencję oraz mimo wszystko za silną słodycz.
Gdyby tu była ciemna, albo ciemna mleczna czekolada kasztanowa... mogłabym się zakochać.
To zdecydowanie niezwykła, mało czekoladowa, czekolada, którą osobiście traktuję jako "czekoladową ciekawostkę", która większość osób na pewno obrzydzi. Ja jednak lubię wyszukane, dziwne i kompletnie pokręcone smaki.


ocena: 9/10
kupiłam: foodieshop24.pl
cena: 16 zł
kaloryczność: 490 kcal / 100 g
czy kupię znów: raczej nie

Skład: surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, żurawina, pełne mleko, masa kakaowa, cukier puder, syrop glukozowy z cukru inwertowanego, kasztany w proszku, borowiki w proszku, rum, orzechy włoskie, odtłuszczone mleko w proszku, masło, jabłkowy ocet balsamiczny, proszek sojowy (soja, maltodekstryna, syrop kukurydziany), lecytyna sojowa, sól, wanilia, rozmaryn, cynamon, chili Bird's eye, anyż

sobota, 27 lutego 2016

Zotter Chestnut in & out mleczna kasztanowa z kasztanowym puree i nugatem migdałowym z rumem, miodem i wanilią

Jedną kasztanowa czekoladę (Zotter A Piece of Forest) mam już za sobą i muszę przyznać, że sama czekolada mi smakowała, ale... bez szału. Może to dlatego, że samych kasztanów nie uważam za jakiś cud. Co mnie w takim razie przyciągnęło do tej czekolady? Kasztanowość do potęgi. Czy to ma sens? Ani trochę - w końcu jestem kobietą. ;)


Zotter Chestnut in & out to mleczna kasztanowa czekolada z kasztanowym nadzieniem. Proste, prawda? Nie do końca. Nadzienie to połączenie puree z kasztanów z nugatem z migdałów z rumem, miodem i wanilią.

Gdy rozchyliłam złoty papierek poczułam słodką i smakowitą fuzję. Niewątpliwie czułam czekoladę z dużą ilością mleka, pieczone kasztany i alkoholową nutę. Rozpoznałam rum, chociaż nie wiem czy to zapach był tak wyraźny, czy ja wiedziałam, z czym mam do czynienia.

Przełamałam tabliczkę, przy czym odkryłam ze jest bardzo twarda, jak na nadziewańca...

A potem zobaczyłam dlaczego. Ta gruba warstwa czekolady! Myślałam, że zaraz zwariuję - gdyby w każdym Zotterze taka była! Rozmarzyłam się.

To oczywiste, że najpierw spróbowałam samej czekolady. O tak, rozpoznałam ją. Była taka sama jak w A Piece of Forest - akcent kakao zarysowany na ziemniaczano-orzechowej płaszczyźnie, jaką tworzyły kasztany oraz ogromna ilość tłustego mleka, w słodkiej kompozycji.

Nadzienie jest słodkie, ale motywem przewodnim jest tu ten ''ziemniaczano-orzechowy'' smak pieczonych kasztanów.
Wmieszały się one w delikatny smak migdałów, które wchodziły tu w rolę nugatu (a nie np. marcepanu). Wyczulam tu lekko kwaksowaty akcent, tonący w smaku rumu, który jednak nie był tu zwykłym ordynarnym smakiem alkoholu. Wydał mi się przyprawiony malutką szczyptą cynamonu i przyjemne rozgrzewał w gardle.
Z czasem słodycz nadzienia się nasiliła. Była wyraziście miodowa i leciutko waniliowa. Smak naturalnego miodu był niemal tak silny, jak w mlecznej Cortez z miodem, śliwkami i cynamonem. Całość była bardzo słodka, ale reszta dodatków równoważyła to dla lepszego odbioru. To nie była zwykła silna słodycz: była wręcz... ambitna - za sprawą dobrej jakości składników.
 W głębokiej słodyczy kryła się pewna kwiatowa nuta.

Nadzienie to miało interesująca konsystencję: gładką i zarazem złożoną z miękkich grudek - kojarzyło mi się z twarogiem.

Przegryzać się przez całość było cudownie. Czekolada z ogromną ilością kasztanów i mleka w ciepłym wydaniu za sprawą rumu o migdałowych akcentach. Miód i wanilia tworzyły świetny, uroczo i głęboko słodki, duet.

Po czekoladzie czułam się, jakbym zjadła łyżeczkę miodu - nie było tak słodko, ale pozostawiał miodowy posmak. W towarzystwie posmaku czekolady oczywiście.


ocena: 9/10
kupiłam: foodieshop24.pl
cena: 16 zł
kaloryczność: 486 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, puree z kasztanów (12%), pełna śmietanka z mleka w proszku, miód, kasztany w proszku (5%), masa kakaowa, rum, odtłuszczone mleko w proszku, słodka serwatka w proszku, migdały, syrop fruktozowo-glukozowy, pełen cukier trzcinowy, wanilia, sól, lecytyna sojowa, cynamon, płatki róży, proszek cytrynowy (cytryny, mąka kukurydziana)

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Zotter A Piece of Forest kasztanowa mleczna 40 % z nugatem z orzechów włoskich i kremem żurawinowym

Jesienne smaki? Pierwsze skojarzenia to pewnie przyprawy korzenne i dynia. Korzenie utrzymują się potem do zimy - i słusznie. A kasztany? Zawsze pojawiają się w sklepach, a potem ich cena powolutku sobie spada. Czy według mnie są warte uwagi? Nie wiem, zawsze raz w sezonie je kupię, ale nie uważam ich za wyjątkowy frykas smakowy. Jednak umieszczenie ich w czekoladzie... potrafi bardzo szybko rozbudzić moją ciekawość.


Zotter A Piece of Forest  to kasztanowa (w czekoladzie, obok kakao i mleka, są kasztany w proszku) czekolada mleczna o zawartości 40 % kakao z nugatem z orzechów włoskich i kremem żurawinowym z kawałkami owoców. 
Jest to jedna z dwóch kasztanowych czekolad, jakie zamówiłam, ale nie ukrywam, że ta ciekawiła mnie bardziej za sprawą... orzechów włoskich. Są to chyba moje ulubione orzechy, więc wiecie. 

Rozchyliłam złoty papierek i zobaczyłam bardzo jasną, ale intensywnie rudo-brązową tabliczkę, która pachniała tak silnie, że nie musiałam zbliżać jej do nosa. Wyraźnie poczułam zapach tylko co upieczonych kasztanów i orzechów włoskich, przewijający się z mlekiem, a właściwie nutą charakterystyczną dla mlecznej czekolady i akcent cukru pudru.

Połamałam tabliczkę i ze zdziwieniem odkryłam, że jest naprawdę twarda, nawet trzasnęła.
Nic dziwnego, w końcu warstwa czekolady była bardzo gruba. Z łatwością ją oddzieliłam i od razu spróbowałam. 
Od razu przywitała mnie nieprzesadzona słodycz i akcent mleka - wyraźny i naturalny.
Czułam odrobinkę kakao, ale bez goryczki.

Nutą zupełnie nową były tu kasztany. Nie wyobrażacie sobie jednak niczego porywczego, bo jest to smak bardzo delikatny, przypomina połączenie orzechów czy migdałów z ziemniakami.
I tyle. Czekolada smaczna, ale nie porywa.

Zaczęłam od mniej obiecującej części nadzienia, czyli od żurawinowego kremu. Także jest dość delikatny, ale jego smak łatwo określić. Jest słodko-kwaśny w owocowy sposób. Nie jest tłusty, a w miarę lekki i zbity, przypomina nieco owocowe Labooko. Momentami wydawał mi się nieco mdły, ale wtedy trafiłam na kawałek suszonej żurawiny, niezwykle napędzającej kwasek i charakterystyczny smak i całość odebrałam jako smaczną.

Dolnej warstwy, czyli nugatu z orzechów włoskich chyba było więcej, co mnie bardzo ucieszyło. Ta część w smaku była o wiele intensywniejsza, ale także słodka. Z tą różnicą, że tu równie silna była goryczka i prażona nutka. Smak orzechów był idealnie wyczuwalny, nic go nie zakłócało, chociaż wydawał mi się podkreślony cynamonem. Był tłustawy jedynie w orzechowy sposób, ale na pewno nie gładki: znalazł się w nim ogrom małych kawałków orzechów, które okazały się bardzo chrupiące. Od każdego z nich, oprócz smaku orzechów, rozchodziła się także słodycz, ale taka w pełni dopasowana do reszty. Ta część zdecydowanie najbardziej przypadka mi do gustu.

Przegryzając się przez całość, czułam to wszystko tak samo, z tym ze żurawina pojawiała się co parę chwil jako charakterystyczny kwasek. Czekolada wiązała wszystko, jednak to nugat dominował.
Smak kasztanów był wyczuwalny głównie na początku, a potem przenikał do reszty słodkiej kompozycji.

Największe wrażenie zrobił na mnie właśnie nugat - chyba jeden z lepszych nugatów Zottera, a reszta... bez szału. Czekolada była ciekawa i smaczna, ale na tym koniec.
Całość jest dość słodka, chociaż na szczęście jeszcze nie przesłodzona. Miło ją wspominam, chociaż nie żałuję, że do niej nie wrócę.


ocena: 8.5/10
kupiłam: zamówiłam u dystrybutora
cena: 16 zł
kaloryczność: 476 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: surowy cukier trzcinowy, masło kakaowe, masa kakaowa, pełne mleko w proszku, orzechy włoskie (8%), żurawina (6%), kasztany w proszku (3%), cukier puder, syrop fruktozowo-glukozowy, koncentrat żurawinowy (2%), odtłuszczone mleko w proszku, słodka serwatka w proszku, masło, mleko, proszek sojowy (soja, maltodekstryna, syrop kukurydziany), pełny cukier trzcinowy, sól, lecytyna sojowa, wanilia, cynamon, anyż