Pokazywanie postów oznaczonych etykietą millennium. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą millennium. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 kwietnia 2026

Millennium Craft Series Art of Chocolate Dark Chocolate Gorzka Czekolada z Orzechami Laskowymi, Żurawiną i Płatkami Chabru ciemna 54 %

Kiedy zobaczyłam tę czekoladę w gazetce Lidla, spodobała mi się. Z wyglądu, bo dotąd do marki Millennium byłam bardzo sceptyczna (nie "w ciemno", a po nieprzyjemnej Millennium Exclusive Chocolate Collection Dark Chocolate with Salted Caramel). Trochę tylko zaciekawiły mnie ich czekolady z dodatkami, z okienkami, ale koniecznie ciemne. A tych w żadnych naszych sklepach nie znalazłyśmy. Skąd to moje zainteresowanie? Otóż Mama raz kupiła sobie mleczną z laskowcami Millennium i była pozytywnie zaskoczona. Może nie zachwycona, ale stwierdziła, że na tle tabliczek z Biedronki czy Lidla wypadła dobrze. Stąd zachciałam takiej ciemnej spróbować, ale widziałam je tylko w internecie. A zamawiać nie zamierzałam. Gdy więc tę pokazałam ojcu i zgodził się ją kupić, pomyślałam, że może to nawet lepiej, że ja spróbuję takiej niby porządniejszej tej marki. W internecie za to sprawdziłam, ile zawiera kakao, bo na opakowaniu brakowało tej informacji. Wzięłam ją jako jedyną tabliczkę na szlak na krańcu Tatr, na Siwy Wierch czerwonym szlakiem z Biela Skala, Horanen. W zeszłym roku już robiłam tę trasę, ale przez poprzymarzane do skał łańcuchy, nie weszłam na sam szczyt z tabliczką, a zdjęcia robiłam pod nim, bo za bardzo wiało i padał tnący w twarz śnieg. Wyglądało na to, że tym razem widoczność i warunki będą znacznie lepsze, lecz już na miejscu okazało się, że wieje tak mocno, że chwilami ciężko było iść. Dobrze, że na rozległym, skalistym szczycie udało mi się ukryć za skałą, idealnie mnie od tej wichury osłaniającą. A wróciłam tą samą drogą.

Millennium Craft Series Art of Chocolate Dark Chocolate Gorzka Czekolada z Orzechami Laskowymi, Żurawiną i Płatkami Chabru to ciemna czekolada o zawartości 54 % kakao z całymi prażonymi orzechami laskowymi, słodzoną żurawiną i płatkami chabru, produkowana przez Malbi Foods.

Po otwarciu zagrzmiał zapach orzechów laskowych prosto z przecukrzonego kremu czekoladowego typu Nutella. Słodycz za jej sprawą wydawała się wręcz duszna, na pewno przesadzona. Obok czuć trochę cierpkiego kakao, acz gorzkości brak. Wpisywało się w wizję oleistego kremu czekoladowego. Miało też w sobie trochę z taniej, wanilinowo-cukrowo przesłodzonej polewy kakaowej. Orzechy laskowe czuć też jako po prostu prażone laskowce, zwłaszcza gdy wąchałam spód. Odciągały trochę uwagę od siły słodyczy. Żurawina i kwiaty nie odzywały się.

Dodatków zatopiono średnią ilość, na którą nie można narzekać. O ile żurawiny wtopiono w czekoladę porządnie, orzechy nadto wystawały. Trzymały się jednak nieźle, przynajmniej do momentu podziału. Dodały całości kruchości. Sama czekolada w dotyku wydała mi się pylista i tłusta zarazem.
Tabliczka była średnio twarda, a przy łamaniu wydawała z siebie średnio głośne chrupnięcia. Sprawiała wrażenie masywnej i kruchej zarazem. Dodatki całkiem nieźle trzymały się przy łamaniu, choć pojedyncze orzechy wyłamywały się z niej wtedy. Gdy odgryzałam kawałek, orzechy prawie zawsze odłamywały się. Wtedy też, sama baza wydawała się trochę pyliście skrzypiąca.
W ustach czekolada rozpływała się w tempie szybko-średnim. Miękła i robiła się bardzo mazista, acz kształt zachowywała niemal do końca. Odnotowałam w niej lekką pylistość, acz jakby skrytą w gładkości. Była tłusta i trochę plastikowo-ulepkowata. Płatki chabru i żurawinę długo trzymała przy sobie, jednak orzechy łatwo się od niej odłączały, pokryte odrobinką mazistej czekolady.
Orzechy czy to gryzione wcześniej, obok czekolady, czy na koniec były bardzo chrupiące i w porywach kruche. Wszystkie były duże, całe i pozbawione skórek.
Żurawiny dodano całe, średniej wielkości kulki i trochę połówek oraz małych, skórkowych kawałków. Żurawina gryziona wcześniej jawiła się jako twardsza i mniej soczysta, zaś na koniec bardziej soczysta. Wciąż twardawa, ale właśnie w soczystszy sposób. Co nie znaczy, że była bardzo soczysta. Miąższysta owszem. Jej skórki, których parę pojawiło się jakby samych, trzeszczały.
Chaber nasiąkał dość szybko, ale wcześniej ukrywał się w czekoladzie, zaznaczał swoją obecność dopiero na koniec. Był niczym płatki kwiatów z herbaty, do której je dodano.
Zdecydowanie wolałam gryźć dodatki na koniec. Raz, że czekolada przy gryzionych dodatkach wydawała się bardziej plastikowa, a dwa, że żurawina na koniec wychodziła lepiej.

W smaku pierwszy odezwał się przesłodzony krem a'la Nutella. Czekoladowo-orzechowe smarowidło zaraz okazało się nieco bardziej kakaowe, acz nie gorzkie czy wytrawne.

Delikatna cierpkość nie zdążyła się na dobre zaznaczyć, a już o uwagę dopraszała się słodycz. Wyszła wręcz dusznie, jak się okazało, od ciężkiej wanilinowej nuty, którą wsparł cukier. Gorzkości nie uświadczyłam, taka bardziej niby gorzkawość jakby się w tle kryła, ale bała do kompozycji wtrącić. Zalatywało to tanią polewą kakaową.

Orzechowy motyw wydawał się pochodzić z aromatu, a w dodatku ogół miał w sobie tanio-sztuczne akcenty, choć nie było to okrutnie jednoznaczne. To słodycz wydawała się złym gliną kompozycji, nasilając się do napastliwego poziomu.

Co jakiś czas, w kęsach z orzechami lub chociaż z ich pobliża, sztuczność, nutę aromatu, nieco przygłuszały naturalniejsze orzechy laskowe. Nie musiałam ich gryźć, by je poczuć. Próbowały też trochę wygłaskać słodycz.

Kiedy spróbowałam samej czekolady, bez dodatków, okazała się przesiąknięta orzechami częściowo. Wyraźnie czułam prażone orzechy laskowe w kęsach z ich okolicy. Jednocześnie sztuczność wydawała się nieco niższa. Gdy zaś spróbowałam samej czekolady tak po prostu, motyw laskowców był w niej wątły i przybierał wydźwięk aromatu orzechowego prosto z taniego kremu orzechowo-czekoladowego. Sama czekolada zasładzała szybko i okrutnie.
Żurawina i kwiaty nie wpływały na smak samej bazy, a i niegryzione specjalnie się nie zdradzały. 

Gdy z ciekawości pogryzłam dodatki obok czekolady, czekolada wydawała się jeszcze bardziej tanio-plastikowo wanilinowo-nutellowa. Wtedy orzechy nie uderzyły tak mocno, jak mogłyby. Dały z siebie może 50%,serwując trochę prażone-słodkiego smaku.
Gryziona obok czekolady żurawina wyszła kwaśno-słodko i odciągała uwagę od czekolady, ale nie od plastikowości.
Gryzione wcześniej kwiaty nie wnosiły nic.

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa słodycz porządnie już dawała w kość, nie zmieniając swojego dusznego, cukrowo-wanilinowego tonu. Myśl o kremie typu Nutella osłabła jednak. Została jednak smakowa tłustość - oleistość? - takiego smarowidła. Acz wtedy także dodatki, zwłaszcza laskowce, zaczęły się nieśmiało wtrącać. Naprawdę nieśmiało, ale jednak. I chyba na zasadzie kontrastu jeszcze podkręcały słodycz bazy.

Czasem przemknął słodki czerwony owoc (żurawiną), czasem prażony orzech laskowy. W gardle czułam drapanie, a baza jeszcze bardziej łagodniała. O gorzkości nie było mowy, przemknęła mi za to oleista, może nieco margarynowa nutka oraz drobna aluzja do śmietanki. Acz delikatny wątek kakaowy czuć... jakby próbował uczepić się desperacko orzechów.

Orzechy gryzonie na koniec okazały się wyraziste. Uraczyły mnie pełnią swego naturalnie słodkiego, prażonego smaku.
Żurawina końcowo serwowała mieszankę słodyczy i kwaśności. Raz to słodycz nieco wygrywała, raz lekko soczysta kwaśność.
Chaber wnosił akcent łagodnie kwiatowy, kojarzący się z efektem, jaki serwują infuzowane kwiatami herbaty.
W zestawieniu, orzechy i żurawiną zagłuszały płatki kwiatów. Między sobą starały się wychodzić równo, acz wiele zależało od wielkości żurawiny lub jej kawałka. Przy kawałkach żurawiny zdecydowanie dominowały orzechy.

Po zjedzeniu zostawał posmak głównie dodatków, a dokładniej słodkich, prażonych orzechów laskowych lub kwaśnej, soczystej żurawiny. Czekolada stała za nimi jako wyraźna cierpkość prostego, palonego kakao, może polewy kakaowej, oraz - i tak - przesłodzenie w dusznym stylu. Trochę czuć przearomatyzowanie.
Dodatki wyszły w porządku, ale baza smutno kiepska. Kakao ledwie się zaznaczało, gorzkości brak, a słodycz męczyła. Upodobniła się przez większość czasu do kremu typu Nutella, ale i wanilina miała w niej duży udział. Rozumiem jednak, że niektórym to skojarzenie może się podobać.
Połączenie orzechów laskowych i żurawiny przyjemne, w zasadzie niespotykane, acz kwiaty raczej tylko dla efektu wizualnego, bo w smaku niewiele wniosły. 
W górach to-to jako tako pracowało, w domu męczyło wydźwiękiem i słodyczą, ale dało się skończyć dzięki dobrym dodatkom.


ocena: 5/10
kupiłam: dostałam (ojciec kupił w Lidlu)
cena: chyba 10 zł
kaloryczność: 558 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: cukier, miazga kakaowa, całe prażone orzechy laskowe 10%, słodzone suszone żurawiny 10%, tłuszcz kakaowy, tłuszcz mleczny, kwiaty chabra bławatka 0,2%, emulgator: lecytyna sojowa; aromat: wanilina

środa, 9 lipca 2025

Millennium Exclusive Chocolate Collection Dark Chocolate with Salted Caramel ciemna 49 % z nadzieniem i kawałkami solonego karmelu

Oto idealny dowód na to, dlaczego nie lubię w pośpiechu odwiedzać kompletnie nieznanych mi sklepów, do których prawdopodobnie w ciągu najbliższych lat nie wrócę. Włącza mi się wtedy tryb kupowania tego, czego nie znajdę nigdzie indziej. Było to też w czasie, gdy prawie wykończyłam czekolady w góry, sezon niby się kończył, ale jeszcze planowałam parę tras. Uznałam, że w sumie taka chyba mogłaby być... I tak pewnego dnia, pakując plecak, zerknęłam dokładniej... Toż to nadziewaniec! Od razu wyobraziłam sobie ciągnący się kilometrami lepiszczy karmel - o nie, to w góry za nic nie przejdzie. Stąd, niepocieszona, uznałam, że otworzę w warunkach domowych. Patrząc jednak na skład: ze złymi przeczuciami. Nadziewana czekolada, tym bardziej z kiepskim składem, kompletnie mi się nie widziała. Zaproponowałam Mamie, że ją jej oddam nie otwierając, ale skrzywiła się na tę myśl, więc jednak najpierw ja się wzięłam za tę tabliczkę.

Millennium Exclusive Chocolate Collection Dark Chocolate with Salted Caramel to ciemna czekolada o zawartości 49% kakao nadziewana kremem mleczno-kakaowym z kawałkami solonego karmelu; w formie czekoladek (w opakowaniu 8 sztuk).

Po rozchyleniu papierka poczułam zapach, kojarzący się z czekoladkami Kinder Chocolate (acz w wersji bardziej kakaowej) o przesadzonej, wanilinowo-cukrowej słodyczy i niewątpliwie z mlecznym wątkiem. W ciemno nie zgadłabym, co czekoladki skrywają. Po przełamaniu mleczno-maślanego karmelu może i dało się doszukać, choć to było bardziej... jak niedookreślone słodkie nadzienia, np. jakaś mieszkanka czegoś kakaowego ze środkiem figurek Goplany (?), przeplecione lekką, paloną cierpkością ciemnej, choć cukrowo słodkiej, polewy.

Po otwarciu doznałam małego szoku - otóż w kartoniku znalazłam 8 czekoladek, nie tabliczkę.
Mała tabliczko-czekoladka w dotyku kojarzyła się z polewą i czekoladkami-pralinkami. Nie wydawała się delikatna, ale krucha. Przy łamaniu tylko krucho pykała, nie trzaskała. Nie była twarda, ale miękka też nie. Przy podziale pojedynczych kostek, czekała mnie kolejna niespodzianka: wnętrze to wyglądający na suchawe, jasne nadzienie przypominające krem nugatowy / pralinowy.
Czekoladki nadziano sowicie, po całości tłustym, zwartym kremem. Był masywny i choć w dotyku twardawy, na pewno nie suchy. Doszukałam się w nim małych, połyskujących punkcików.
Jak się okazało w trakcie jedzenia, do czekoladek dodano mało kawałków karmelu. W dodatku to drobnica.
W ustach czekolada rozpływała się w tempie szybkawo-średnim. Była tłusta i miękko-mazista, sama sprawiała wrażenie trochę margarynowej. Zmieniała się w rzadkawą, gibką zawiesinę. Po krótkim czasie wydobywało się spod niej nadzienie. Potwierdziła się jego tłustość. Zbitość utrzymywało się pewien czas. Cały czas było miękkie i coraz bardziej plastyczne niczym margaryna. Zmieniało się w zawiesinę w tempie średnim. Raz po raz wyłaniały sie z niego malutkie, szkliste kawałeczki. Częśćiowo się rozpuszczały, ale w większości zostawiałam je na koniec i wtedy i tak było, co pogryźć.
Szkliście chrupały-trzeszczały. Pod naciskiem zębów niektóre kawałki były się bardziej miękkie, inne twardsze.

W smaku sama czekolada przywitała się cukrowo-wanilinową słodyczą. Wyszła ciężko i wręcz duszno.
Gorzkość stanęła na niskim poziomie. Przedstawiła się raczej jako cierpkość kakao w proszku i kiepskawej polewy. Niby ciemnoczekoladowa, ale tak słodka, że ta "ciemność" schodziła na dalszy plan. Nie umiałam o niej myśleć inaczej niż o taniej polewie kakaowej.
Kiedy spróbowałam trochę czekolady osobno, wydawała mi się sama w sobie lekko margarynowa - może przesiąkła kremem?

Wnętrze dość szybko zaznaczyło swoją obecność, jeszcze bardziej spłycając czekoladę. Smakowało bowiem mieszanką margaryny, jeszcze raz margaryny i masła z cukrem. Jego słodycz trzymała się średniego poziomu, ale w niczym to nie pomogło. Przewinął się tam motyw kakałkowy i pseudo karmelowy.
Spróbowanie nadzienia osobno nie pomogło w dookreśleniu jego smaku - był słodkawo (nie za mocno) nijaki.

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa poczułam przesłodzenie, acz raczej przez czekoladę. Mocno dosładzała nadzienie. Jego słodycz nie raziła aż tak, jak margarynowość i taniość. Odnotowałam w nim sztuczny motyw nadzienia maślano-cappuccinowo-karmelowego, niemającego wiele wspólnego z karmelem - pojawił się w kęsie bez karmelu.

Zaznaczające się na języku kawałeczki karmelu w tym wszystkim niewiele wnosiły - tylko karmelkowe echo i odrobinę soli. Ta spotęgowała margarynowość i słodycz, która pomknęła w prosto sztucznym kierunku.

Czekolada końcowo jawiła się jako niemożliwie cukrowa i jeszcze bardziej polewowo tania. Sama też margarynowa.

Kawałki karmelu na końcu - czy to gryzione, czy rozpuszczające się - wyszły bardziej jak słodkie w sztuczny sposób karmelki. Palonej nuty w nich nie uświadczyłam. Za to całkiem sporo - ale nie że aż "dużo" - soli się w nich znalazło.

Po zjedzeniu został posmak margaryny i sztucznego... karmelo-kakałkwoego kremu z tanich czekoladek / pralinek. Cierpkość kakao wyszła tu tanio, polewowo, a nie czekoladowo. Słodycz męczyła na poziomie gardła, a na języku jako wanilinowa sztuczność.

Czekoladki wyszły źle. Mylące opakowanie już na wstępie mi się nie podobało, ale efekt smakowy - porażka. Zapach kinderkowy mnie zaskoczył, ale jeszcze neutralnie. Forma ogółu zaś po prostu negatywnie. Nadzienie było margarynowe, w zasadzie nijakie, namieszane - w końcu aż producent jakoś szczególnie go nie dookreślił. Tytułowy karmel stanowił marginalny dodatek. Też nie wyszedł najlepiej, bo karmelkowo, nie karmelowo, ale w dodatku go poskąpiono - niewiele wnosił, nawet gdy całkiem sporo drobnicy w ustach zostało (to jednak takie drobiażdżki, że i tak niewiele dawały). Z solą może i nie przesadzono, ale nic dobrego też nie wniosła. Ogół bardzo mi nie odpowiadał, ale nie mogę też powiedzieć, by jakąś traumę wywołał. A jedank... czekoladki z dobrym kremem (ale jakimś, np. karmelowym, czekoladowym etc. a nie margarynowym) i kawałkami karmelu...? To pomysłowe, no ale wykonanie leży.

Po połowie czekoladki kompletnie nie miałam ochoty na resztę i oddałam Mamie. Zjadła resztę mojej plus dwie całe (resztę odkładając dla ojca) i opisała: "No ta czekolada na wierzchu okropna, taka tandetna jakaś, ale środek mi smakował. Kawałki karmelu jakoś przeoczyłam, ale ten sam krem dobry był. Tylko czekałam, aż ta czekolada się rozpuści, by go poczuć. W niektórych kęsach, bo co dziwne, nie we wszystkich, zalatywał mi kawą. Takim delikatnym, słodkawym cappuccino. Tylko że właśnie nie zawsze i tylko w pierwszej chwili, jak nadzienie dochodziło do głosu. Mi wcale taki mocno margarynowy się nie wydawał, a ogół taki no... nie taki zły. Powiedziałabym, że to jakaś tania ok czekolada". Po tym jej opisie aż jeszcze trochę spróbowałam, szukając tej nuty cappuccino, ale ja tego tak nie odebrałam. Tam w jednym momencie, jak mniej karmelu było, może faktycznie można się czegoś takiego doszukać, ale nie powiedziałabym, że te czekoladki smakowały kawowo.
Połówkę przyznałam za to, że przynajmniej się to-to jakoś szczególnie nie ceni, mimo że "sprowadzana", nie była droga, a potencjał no, jakiś miała.


ocena: 3,5/10
kupiłam: Dealz
cena: 5 zł
kaloryczność: 523 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: czekolada (cukier, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, serwatka w proszku, lecytyna sojowa, wanilina), nadzienie 40% (tłuszcz roślinny: olej palmowy, olej z ziaren palmowych; cukier, mleko w proszku odtłuszczone, serwatka w proszku, solony karmel 2%, mleko w proszku pełne, kakao w proszku, lecytyna sojowa, sól, barwnik mikromiczny żółty