Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zmiany Zmiany. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zmiany Zmiany. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 maja 2020

baton Zmiany Zmiany Daleko Jeszcze?

Wielokrotnie powtarzałam, że z batonami niespecjalnie mi po drodze (jakże adekwatne stwierdzenie do dziś prezentowanego, hue hue), choć są marki, których nowości systematycznie poznaję. We własnym tempie, bo zanim je spróbuję, zazwyczaj już nowościami nie są, ale jednak. Wśród surowych batonów lubię to, że mam jedną sprawdzoną markę (właśnie Zmiany Zmiany) i się jej trzymam, nie muszę szukać i eksperymentować, gdy już mnie raz na jakiś czas, na takiego batona znajdzie (czy może jednak czas przeszły, trochę spoilerując?). Dzisiaj opisywanego może powinnam zabrać raczej na górski szlak, ale nie. Tak w ogóle to pytanie, którego ja nienawidzę. I nienawidzili moi rodzice, gdy tylko próbowałam je zadawać, toteż szybko nauczyłam się tego nie robić. Nie ma co więc przedłużać, więc bez zbędnych ceregieli: do celu, czyli do recenzji zapraszam.


Zmiany Zmiany Daleko Jeszcze? to baton "bakaliowo-orzechowy z kokosem (10%) i kakao (7%)".

Po otwarciu poczułam wyrazistą, niemal karmelową słodycz daktyli, przyprószonych gorzkawym kakao oraz daktyli podkwaszonych, wymieszanych z olejem kokosowym. Robiąc zdjęcia chwilami miałam wrażenie, że to kwaśny kokos, kokos wiórkowy i olej kokosowy wychodziły na przód, mimo ogólnej wysokiej słodyczy.

Baton w dotyku był dość tłusty, mimo że wyglądał suchawo, na mocno przemielonego. Minimalnie lepki, przy łamaniu czy krojeniu był raczej delikatny, zwarto-łamliwy.
Dopiero w trakcie jedzenia, gryzienia wykazywał twardość.
Okazał się bardzo zbitą, chlebową praską z idealnie zmielonych daktyli oraz drobnych kawałków orzechów bez skórek. Wypełniało go mnóstwo memłająco się chrzęszczących wiórków o tłusto-soczystej, wręcz mokrej strukturze.
Całość wydawała się podsuszona pyłkowością kakao, ale jednocześnie soczyście-tłusta. Jakby ten tłuszcz kokosowy wypływał przy każdym nacisku zębów. Nie podobałomi się to, bo w dodatku takie mocne przemielenie i wiórki stanęły mu na drodze do zmiany w daktylową papkę. Gryzło się to na grudki, zwyczajnie i nudno.

W smaku baton przywitał mnie wysoką słodyczą daktyli. Od początku wydał mi się też niemal maślany, tłuszczowo-oleiście łagodny. To taka... orzechowo-kokosowa tłuszczowość, chwilami kojarząca się z łagodnymi, bezskórkowymi orzechami i śmietanką kokosową.

Mieszająca się z tym wysoka, niemal karmelowa i drapiąca w gardle słodycz daktyli skojarzyła mi się wręcz z toffi. Wzrosła szybko i zaczęła palić w gardle. Bardzo prędko zrobiło się za słodko.

Mniej więcej w połowie zorientowałam się, że do palenia tego przyłożył się też olej koksowy. Był świetnie wyczuwalny jako kwaśność i goryczka, choć stały daleko za słodyczą. Skrywał ziemię, coś podfermentowanego. Daktyle współgrały z nim swoim podkwaszonym, soczystym motywem. Dołączyło do tego gorzkawe, lekko cierpkie kakao. Także orzechy się w to wpisały, zanikając trochę. Wyrównywały mocniejsze smaki z maślanością.

Przesadzona, paląca słodycz nie odpuszczała, Wydawała się splatać z kwaśnością kokosa i daktyli. Gorzkość przy tym wyszła słabiej, odlatywała wręcz.

Bliżej końca kokos, ten kwaśno-oleisty, zmienił się w bardziej wiórkowy. Ciumkając wióry i inne drobinki to wiórki kokosowe, ich tłuszczowo-mdławy smak czułam. Mimo to, nie dały rady zneutralizować ogólnego przesłodzenia.

Zrobiło się smakowo bardziej neutralnie, ale w gardle i tak paliła słodycz okraszona olejem kokosowym. Dzięki temu zyskała ziemisty, palono-karmelowy charakter.

W posmaku pozostał kokos, olej kokosowy kojarzący się z zimnymi ogniami i daktylowe zasłodzenie. Czułam suchość w ustach, ale raczej od słodyczy niż kakao. Je też czułam, ale troszeczkę, za tłuszczowością.

Całość wyszła... tak sobie. Głównie słodko, choć i kwaśno, mocno kokosowo. Daktylowo, ale nie w pożądanym sensie, a po prostu słodko... nie podobał mi się ten pomysł na daktyle. Nie zagrały swymi walorami, a tylko podporządkowały się reszcie, zasładzając. Zero czystości smaku daktyli, zero daktylowego papu. Kakao czułam niedosyt, orzechy wyszły nijako.

Baton nie był zły, ale za słodki, nudny i mało charakterystyczny. 1/3 już po prostu od słodyczy nie zmogłam - jakoś przytkała mnie ona i oddałam Mamie. Wzruszyła ramionami, że takie to sobie i "bardzo słodkie takie" - nie udało jej się zgadnąć, że to na bazie daktyli (obstawiała figi), a orzechy przeoczyła. "Słusznie" - stwierdziła, usłyszawszy, co wystawiłam.
A moja miłość do batonów Zmiany Zmiany jakoś... zgasła.


ocena: 6/10
cena: 6,90 zł
kaloryczność: 446,3 kcal / 100 g, baton (40 g) / 178,5 kcal
czy znów kupię: nie

Skład: daktyle, orzechy ziemne, kokos, kakao, orzechy laskowe

piątek, 6 grudnia 2019

baton Zmiany Zmiany Agent Cooper

Razem z zimowymi limitkami bardzo lubianej marki Zmiany Zmiany, postanowiłam zakupić dwa smaki ze stałej oferty. Po rozczarowaniu Sztangą bałam się, że i drugi smak nie będzie niczym wybitnym. Na jego niekorzyść działało, że ogólnie jakoś zniechęciłam się do kawowych słodyczy, tak kiedyś wydających się atrakcyjnymi.


Zmiany Zmiany Agent Cooper to baton bakaliowy (71%) na bazie rodzynek i daktyli z kawą (5%).

Już w trakcie rozcinania papierka poczułam smakowity zapach mocnej, czarnej kawy. Wyrazistej siekiery, tylko trochę dosłodzonej niby karmelowo-miodową słodyczą daktyli (daktylowej masy makowej?).

W dotyku baton sprawiał wrażenie wilgotnego, na kartce pozostawiał plamy, ale nie lepił się. Nie był twardy, acz przy krojeniu trafiłam na opór. Jak się potem okazało, wynikało to z obecności nie tylko drobinek, ale i sporych kawałków twardych ziaren kawy. Za sprawą suszonych owoców struktura była jednak miękkawo-soczysta, rozchodząca się na grudki, nie na daktylową papkę. Trafiały się w tym spore kawałki rodzynek. Oczywiście też słonecznika i migdałów.

Już robiąc pierwszego gryza poczułam soczystą kwaśność rodzynek, na którą szybko zwaliła się odrobinka słodyczy bliżej nieokreślonej. Rodzynki zdecydowanie dominowały. Wyszły niemal rześko, soczyście kwaśno i mało słodko.

Motyw kawy zaznaczył się dość szybko, acz jej uderzenie przyszło dopiero po krótkiej chwili. Przebiło się, albo raczej jakby wyszło, zza rodzynek... Mocny smak ziaren kawy był gorzki i... tyle. Wydał mi się płaski. Dorównał kwaśnym rodzynkom. Gdy przegryzłam większy kawałek kawy, to ona, gorzka kawa, dominowała, jednak smak otoczenia podszepnął temu... kwaskawą tandetę.

Słonecznik i migdały? Zagubione w akcji, daktyle zaś tylko trochę wszystko osłodziły, jako one same za wiele nie wnosząc.

Po wszystkim pozostał posmak goryczowatej kawy i kwaskawych rodzynek, co według mnie wcale nie współgrało. Więcej, to się gryzło.

Baton widzi mi się jako nieprzemyślany. Nie chcę powiedzieć, że zły... Po prostu mi nie smakował. Gorzka kawa i kwaśne rodzynki dziwnie się mieszały, dając efekt kwachowatej kawy, a struktura odpychała. Miałam wrażenie, jakbym piła byle jak zaparzoną kawę ze szklanki z ogromem ziaren, które pchają się do ust. Po dosłownie paru kąśnięciach oddałam Mamie.


ocena: 5/10
cena: 6,90 zł
kaloryczność: 422,8 kcal / 100 g, baton (70 g) / 296 kcal
czy znów kupię: nie

Skład: rodzynki, daktyle, słonecznik, migdały, kawa 5%

piątek, 11 października 2019

baton Zmiany Zmiany Sztanga

Proteinowe kulki FA So Good! Raw Bites na dobre utwierdziły mnie w przekonaniu, że białko może zepsuć nawet najlepsze składniki. Po dzisiaj przedstawianego batona sięgnęłam jednak mimo tego mankamentu, licząc, że będzie podobny do smacznego batona Zmiany Zmiany Kompas i że może masło orzechowe poczuję? W końcu i tak nie chciałam płacić za przesyłkę tylko dwóch batonów (limitowanych zimowych: Kakao-pomarańcza i Piernik), więc i temu dałam szansę. A z tych niejedzonych zwykłych ze względu na proteinowość rokował gorzej, niż kawowy (w chwili pisania był jeszcze przede mną).


Zmiany Zmiany Sztanga to proteinowy baton bakaliowy na bazie daktyli i fistaszków, zawierający 22 % białka.

Po otwarciu poczułam wytrawnie-słonawy zapach fistaszków jakby wymieszanych z... gotowaną marchewką (Skojarzył mi się z zupą-kremem z marchwi i masła orzechowego, jaką parę razy zrobiłam. Skonfundowana, dałam powąchać Mamie. Stwierdziła, że ona to tam kawę czuje, ale... nie ma w zwyczaju wąchać jedzenia; jak jej powiedziałam, co ja czuję, poszła powąchać masło orzechowe, które je codziennie i stwierdziła, że ono też bardzo dziwnie pachnie.) Taak, zapach niewątpliwie był dziwnie wytrawny.

W dotyku baton niczym się nie wyróżniał. Konkretny, twardy, nielepiący... Przy próbie podziału jednak... toż to cegła / kamień! Nożem prawie nie szło, łamać... też ciężko. Gdy jednak wreszcie mi się udało, okazało się, że dość mocno wszystko w nim przemielili. Drobinki skórek daktyli połyskiwały sobie tylko.
Gryzienie o dziwo nie było już tak potworne, jak łamanie czy krojenie.
 W ustach kamienność uchodziła bardzo szybko. Batona odebrałam jako bardzo mączno-kruchego. Trochę rozchodził się, ale nie przeistaczał w daktylową papkę, bo mączna proszkowość skutecznie to hamowała. Mąka-proch dziwnie pozostawała w ustach, niezbyt się rozpuszczała. Tworzyła gumkowe grudki do żucia jak bardzo sucho-krucha krówka. Nadała też nieprzyjemnej suchawości, mimo że całościowo to nie było aż tak suche. Okrutnie mączne, że aż odpychające i męczące w jedzeniu.

W smaku od pierwszej chwili uderzyły fistaszki, po czym rozgościły się na dobre, trwając niestrudzenie. Częściowo kojarzyły się bardzo odlegle z masłem orzechowym (pewnie z racji zmielenia i nienachalnej słodyczy), ale pobrzmiewało w nich echo wytrawności i słonawa nutka, jednak nie tylko...

Najpierw wydała mi się trochę fasolowa, że myślałam, że to smak surowych fistaszków, ale wraz z przeżuwaniem coraz bardziej czułam mączny i nieprzyjemny, wytrawny smak albo raczej bezsmak. Skojarzył mi się z wegańskimi Zotterami ryżowymi. Taka mączność okazała się jednym z dwóch głównych smaków.

Słodycz o dziwo znalazła się dopiero za nimi. Zarówno jeśli chodzi o natężenie, jak i chwilę rozejścia się po ustach. Odebrałam ją jako drapiącą,  prostą, nudną, może minimalnie jak jasny miód. Nie powiedziałabym, że to daktyle. Kończyła wszystko, wydała mi się lekko podkwaszona, pozostając jako posmak i poczucie w gardle.

Baton nie smakował mi, czym po prostu mnie zszokował. Spodziewałam się, że będzie to coś zbliżonego do Kompasu a tymczasem... no nie. Widział mi się jako ryżowo-wegańska, mdło-fistaszkowa krówka. Nie lubię takiego bezsensownego połączenia smaków, że nie za mocno  ale denerwująco i nudno słodko oraz nie za wytrawnie, a wytrawnie-mdło jednocześnie. Przeszkadzała mi ta mączność, za bardzo przemodelowała fistaszki, jak również prostota słodyczy - brakowało mi daktyli.
Struktura okropna. W całości było coś na tyle mnie odrzucającego, że ledwo zjadłam 1/3, resztę oddałam Mamie. Stwierdziła, że dawno nie jadła czegoś tak okropnego. Według niej w ogóle nie było to słodkie, a i poszczególnych składników nie czuła. Nie dała rady, więc oddałyśmy tacie, jak przyjechał. Zjadł i najpierw, wypytywany, kręcił, że jak zakalec, że coś tam, a jak powiedziałam, że "bo według mnie okropny, mąką mi walił", powiedział: "Chciałem być delikatny. Niesmaczny, rzeczywiście jak surowe ciasto jakieś, ale daktyle może czułem" (btw. dla niego fistaszki to tylko takie wyłuskiwane z łupin, np. masła orzechowego nie lubi). Chętnych na końcówkę nie było, baton poszedł do śmieci.


ocena: 3/10
cena: 7,90 zł
kaloryczność: 380 kcal / 100 g, baton (67 g) / 266 kcal
czy znów kupię: nie

Skład: daktyle, orzechy ziemne, białko ryżu brązowego (19%)

sobota, 4 maja 2019

Zmiany Zmiany Baton świąteczny Piernik

W czasie gdy normalni (?) ludzie sami sobie fundują cierpienie spowodowane świątecznym obżarstwem, ja spokojnie obijam się, korzystając z wolnego. Dobrze, że zima oznacza obfitość w korzenno-piernikowe klimaty w słodyczach, toteż miałam co sobie degustować. Po batonie kakaowym z pomarańczą wiedziałam, że drugi zimowy baton Zmiany Zmiany też zrobi na mnie wrażenie. Uwielbiam bowiem piernikowe klimaty, mimo że samego piernika aż tak nie wielbię. Chyba tylko raz w życiu jadłam piernik-piernik i to "uzdrowiony" - od Cakestera. Po piernikowym batonie Legal Cakes mogę więc śmiało powiedzieć, że zdrowe pierniki lubię, a oczekuję od nich... nie tyle, by były piernikowe, a smacznie przyprawione.


Zmiany Zmiany Baton świąteczny Piernik to baton bakaliowy " kakaowy (7%) z mieszanką przypraw (2%)" na bazie daktyli i orzechów ziemnych; edycja limitowana.

Gdy tylko rozcięłam opakowanie, obezwładnił mnie piękny zapach orzechowego piernika, w którym to przewodziła gałka muszkatołowa. Wyraźna była goryczka, zarówno przypraw, jak i pomarańczy, ale też korzenna słodycz. Ogrom cynamonu splótł się z goździkami. Lekkości nadał im mocny, chłodzący anyż. Wszystko to było słodkie w palony sposób, a zarazem rozgrzewająco pikantnie korzenne.

Baton nie wydał mi się zbyt tłusty, nie tłuścił rąk ani nie zostawiał plam. Był konkretny, ciężki i treściwy; twardy, ale nie jak kamień. Dostrzegam w nim coś skrzącego się jak cukier, ale nie mam pojęcia, co to (skórki daktyli?).
Mocno przemielono w nim wszystko, toteż nieco się kruszył. W ustach rozchodził się na grudki, co potwierdziło, że był znacząco przemielony. Przy robieniu kęsa wydawał się dość suchy, ale nie był taki. Zawarto-grudkowaty, jak jakaś masa chlebowo-ciastowa. Zawierał małe kawałki orzechów i dużo zmielonych przypraw. Co więcej, miał pyłkowy efekt kakao. Mimo to, po dłuższym przeżuwaniu, uwalniała się soczystość.

W smaku od pierwszego kęsa poczułam słodycz daktyli zaprawioną słodyczą korzenną i od razu, co jakby też wynikało z niej (tej korzennej), pikanterią.

To były goździki. Rozpoczęły taniec smakowitej korzenności pod przewodnictwem cynamonu.

Smak ułożył się w coś na wzór orzechowo-palonej czekolady o wysokiej słodyczy i szybko zrównującej się z nią gorzkością. Gałka muszkatołowa rozpędziła gorzkość, aż po paru sekundach to ona (gorzkość) zaczęła dominować.

Gorzkość wzmocniona została ostrością, dzięki czemu wydawała się niemal pieprzna. Cięła równo, gdy rozgryzłam niedomielone przyprawy. Ziele angielskie parę razy wyszło szokująco czysto i mocno. Imbir rozgrzewał bardzo szybko. Czułam go nie tylko jako pikanterię, ale też jako intensywny smak. On był jednak bardzo wkomponowany w piernikowe tło. O tak, wszystko wyszło niczym charakterny piernik z piekła rodem i miksem orzechów (żadne jednak nie były wyczuwalne jako one same).

Słodycz daktyli łączyła się z rozchodzącą się powoli się soczystością. Tutaj znalazło ujście nieco cierpkie kakao, gdy trafiła się pomarańcza. Cierpko-goryczkowata, a jednocześnie słodka, stanowiła gładkie przejście do imbiru.

Imbir rozgrzewał, był bardzo ostry, a jednocześnie słodkawo-mydlany, świeżawy i soczysty. Te cechy zaakcentowały niemal "palonokarmelowe" daktyle.

Świeżość, soczystość i mydlaność pod koniec podtrzymał i pociągnął dalej na swych barkach anyż. Dodał chłodku oraz pikantnej rześkości.

Końcówka była więc gorąco-ostra, niemal pieprznie-wytrawnie konkretna, a jednocześnie słodziutka i orzeźwiająca.

Po zjedzeniu czułam przyprawy w gardle, pieczenie na ustach, a w posmaku pomarańcze i słodycz daktyli rozstrzelane przez przyprawy, kakao i korzenność jak przez pluton egzekucyjny.

Piernikowa ostrość niemal uderzała do głowy, piekła i mieszała się z boską czekoladowością i daktylami. Pomarańcza cudnie wykończyła to wraz z anyżem, dzięki czemu wyszło lekko. Niebanalne zestawienie przypraw wyszło niezwykle czysto, wyraziście i mocno. Pewnie właśnie dlatego orzechy tak uciekły, ale wcale mi ich nie brakowało - trochę czuć i wystarczy.
Zakochałam się. To mój Piernik Doskonały i jeden z dwóch ulubionych batonów tej marki (drugi to Petarda).


ocena: 10/10
cena: 5,50 zł
kaloryczność: 390,1 kcal / 100 g, baton (60 g) / 234,1 kcal
czy znów kupię: nie

daktyle, orzechy ziemne, kakao (7%), orzechy laskowe, mieszanka przypraw 2% (cynamon, imbir, skórka pomarańczy, anyż owoc, goździki, gałka muszkatołowa, ziele angielskie)

--------------
Aktualizacja z dnia: 07.01.2020 r.
Tak, wyżej widzicie "nie" w podpunkcie "czy znów kupię", jednak odnosiło się to do edycji zeszłorocznej, bo nie miałam zamiaru robić zapasów czy coś. Minął jednak rok... I pojawił się znów, na zimę. Baton mógł się zmienić, bo np. Kompas trochę skład zmienił. Zmiany Zmiany rozszerzyły także ofertę o Daleko Jeszcze, którego postanowiłam kupić. A żeby przesyłka się opłaciła, postanowiłam sprawdzić, jak to z tym Piernikiem. Otóż... nie zmienił się. Ani jeśli chodzi o smak, ani o skład. Moja opinia, jak i ocena także bez zmian, więc jeśli jeszcze ktoś go nie próbował, szczerze polecam!

piątek, 26 kwietnia 2019

Zmiany Zmiany Baton świąteczny kakao pomarańcza

Nie jestem "batonowa", nie lubię takiej formy. Niektóre czekolady, mające formy "batoników" jeszcze zdzierżę, bo wmawiam sobie że "TO CZEKOLADA, tylko trochę inaczej podzielona". Dwie marki traktuję jednak w sposób szczególny i każdą ich nowość wcześniej czy później kupię, by zjeść z ochotą. Chodzi o Legal Cakes i właśnie Zmiany Zmiany. Druga wymieniona marka wypuściła zimą 2018 limitowane świąteczne batony, których szybki zakup sprawił, że nadrobiłam też zaległości i zaopatrzyłam się w... nieco starsze nowości. Zaczęłam jednak od tego, bo obstawiałam, że będzie tym gorszym z zimowego duetu i... Wybrałam go na parę dni po morelowej czekoladzie Orion, która wyszła zaskakująco korzennie, żeby tak ten klimat podtrzymać.


Zmiany Zmiany Baton świąteczny kakao pomarańcza to baton bakaliowy " kakaowy (7%) ze skórką pomarańczy (2%)" na bazie daktyli i orzechów ziemnych; edycja limitowana.

Po otwarciu odnotowałam przede wszystkim woń orzeszków ziemnych, udających jakieś pestki (dynia / słonecznik) ze szlachetną słodyczą i pomarańczową nutą. Po przełamaniu nasiliła się soczysta, choć w dużej mierze skórkowa pomarańcza, "słodko doprawiona" suszonymi daktylami. Na dobrą sprawę można w tym doszukać się także nuty masła orzechowego.

Baton nie lepił się, wydał mi się najzwyczajniejszy na świecie, ale przy próbie przełamania - już bardzo twardy i lekko kruchy, bo jego składniki dość mocno przemielono. Zaskoczył mnie tym, że przekrojenie go z kolei graniczyło z cudem - twardziel z niego.

Przy gryzieniu i podczas jedzenia twardość utrzymywała się na niemal kamiennym poziomie. Nie wydawał się nazbyt tłusty. Rozchodził się na gęstą, twardawą masę a'la skamieniałe masło orzechowe z twardymi małymi kawałeczkami różności. Niektóre "cosie" przypominały kamienie. Skórki pomarańczy w większości były twardo-jędrne, świeżo-podsuszone.
Od pierwszych chwil po ustach rozlewały się także hektolitry soczystości, a pod koniec baton sprawiał wrażenie minimalnie pylistego.

W smaku w pierwszej chwili poczułam łagodnie masłoorzechowy smak fistaszków. Ich naturalna gorzkawość uszlachetniła słodycz, która rozwinęła się chwilę później w lekko czekoladowym kontekście.

Daktyle nagle zdominowały arachidowość i stały się smakiem dominującym, ale ukoronowanym gorzkością. Nutka kakao nadała im wydźwięku jakiegoś czekoladowego karmelu, a z czasem w ogóle jednoznacznie czekoladowego.

Popłynęła soczystość odlegle kojarząca się z sokiem pomarańczowym. Gorzka pomarańcza przeważała, choć łącząc się z daktylami wyszła słodkocytrusowo i nienachalnie.

Bliżej końca, gdy już mocniej porozgryzałam to i owo, przy skórkach ponad wszystko epizodycznie wznosił się goryczkowato-soczysty smak skórki pomarańczowej.

Wszystko to z orzeszkami stworzyło połączenie dość konkretne, poważne, ale zacnie soczyste. Pod koniec wzrosła gorzkość skórek pomarańczy, po których przy każdym kęsie raz po raz wyraźniej odzywało się goryczkowate kakao. Pojawił się klarowny smak orzechów. Suszona skórka świetnie zagrała się z suchawym kakao, a czekoladowość rosła i rosła...

Po batonie pozostało silne poczucie pomarańczowej soczystości, leciutka cierpko-goryczkowate kakao i skórki oraz wysublimowana słodycz.

Baton wyszedł bardzo smacznie, acz za twardo. Właśnie strukturę zmieniałabym na pewno. To smakowe mocne 9, przy którym - gdyby nie twarde elementy - narzekałabym, że to limitka, a tak? Nie do powtórki i tyle.
Wydal mi się zaskakująco czekoladowy, słodki, ale przede wszystkim przyjemnie gorzki. Podobało mi się zestawienie goryczkowatych składników (kakao, skórka pomarańczy) ze smakowitą bazą kojarzącą się z masłem orzechowym. Przeogromna soczystość mnie tu zaskoczyła, bo wpisała się w powagę, co bardzo mi się podobało. To kojarzyło się trochę z jakimś... czekoladowo-orzechowym ciastem z pomarańczą "na zimową nutę". Nie wiem, może i kakao mogłoby być nieco więcej, ale... w sumie nie musi.


ocena: 8/10
cena: 5,50 zł
kaloryczność: 379,7 kcal / 100 g, baton (60 g) / 227,8 kcal
czy znów kupię: nie

Skład: daktyle, orzechy ziemne, kakao (7%), orzechy laskowe, skórka pomarańczy (2%)

sobota, 25 listopada 2017

Zmiany Zmiany Kompas baton orzechowo-daktylowy

Jako że owoce suszone już jakoś tam wspomniałam przy batonie Zdrowie w Tobie figa, orzechy ziemne, chia, czuję niedosyt w "moich jesienno-zimowych nieczekoladowych smakach" na blogu. To ten czas w roku, w którym króluje u mnie masło orzechowe (przeważnie w jaglance), więc muszę przyznać, że uwielbianej przeze mnie marce Zmiany Zmiany naprawdę udało się trafić w dziesiątkę. Wypuścili bowiem nowość (dobra, to była nowość w momencie, gdy kupiłam; w dniu pojawienia się recenzji już raczej nie), która bardzo, bardzo mnie zaciekawiła.


Zmiany Zmiany Kompas to baton orzechowy z daktylami, który w 60 % składa się właśnie z orzechów: fistaszków i laskowych.

Po otwarciu poczułam wyrazistą moc fistaszków, takich leciutko podprażonych i w wydaniu podchodzącym pod masło orzechowe oraz leciutką słodycz daktyli, która miała w sobie coś... miodowego? 

Baton był ciężki, ale w sumie nieduży i cienki (jak na batony tej firmy). Na kartce zostawiał tłuste plamy, tłuścił ręce, odrobinę się lepił. Był dość twardy, ale jeszcze nie za twardy. W ustach przybierał cudowną formę. Rozchodził się dość gęsto, trochę na papkę, trochę w grudki, a także maziście tłustawo, co jednoznacznie kojarzyło się z masłem orzechowym ze świeżymi kawałkami orzeszków, ale co miało w sobie też pewną soczystą "papkowatość" daktyli. 

W smaku od pierwszej chwili uderzał mocny smak orzeszków. Był w pełni naturalny i dość świeży, leciutko podprażony, co szybko zaowocowało skojarzeniami z masłem orzechowym - takim neutralnym, bez soli, ale przepysznym.

Po chwili dołączała do tego słodycz daktyli, która w połączeniu z ogólną orzechowością wydała mi się w pewien sposób trochę miodowa i taka wręcz piekąca w gardle pod koniec jedzenia batona, ale w żaden sposób nie zasładzająca. Bardzo wyraźna była tu kwaskowata nutka przełamująca poczucie słodyczy.

Gdy przeżuwałam i ciamkałam każdy gryz, pod koniec robiło się bardziej masłoorzechowo i to właśnie naturalne masło orzechowe w towarzystwie daktyli zostawało jako posmak.

Baton wyszedł dość monotonnie, ale to była monotonia, która mogłaby trwać w nieskończoność. Prosty, ale jakże genialny smak. Masłoorzechowe orzeszki i pierwszej klasy daktyle w bardzo słodkim, ale jednocześnie nieprzesłodzonym wydaniu. Ostatnimi czasy mam wrażenie, że o taką jednoznaczność w słodyczach naprawdę trudno, bo a to za słabo czuć masło orzechowe, a to za słodko, a to coś tam... a tutaj? Wszystko w punkt! A w dodatku to konkretny baton, a nie jakiś mikroskopijny liliput.


 ocena: 9/10
kupiłam: urbanvegan.pl
cena: 3,89 zł (za 60 g)
kaloryczność: 486 kcal / 100 g; baton - 292 kcal
czy znów kupię: tak

Skład: orzechy ziemne, daktyle, orzechy laskowe

sobota, 22 kwietnia 2017

Zmiany Zmiany Farmer Szpinak + Cytryna baton warzywno-bakaliowy

Na koniec tradycyjnie zostawiłam sobie smak, od którego najwięcej oczekiwałam. Kocham szpinak, a ostatnio wyjątkowo mam ochotę na cytrusowe słodycze (powiedzmy, że warzywny baton się w tę kategorię wpisuje), więc długo nie musiałam nad tym myśleć.


Zmiany Zmiany Farmer Szpinak + Cytryna to baton warzywno-bakaliowy, którego 12 % stanowi szpinak, z cytryną (2,1 %). 
Został zrobiony na bazie rodzynek, ale zawiera też suszone śliwki, orzechy brazylijskie i suszoną fasolę.

Po otwarciu poczułam słodko "cytrynkowy" zapach. Ewidentnie kojarzył się ze słodyczami, ale takimi bardzo naturalnym, za czym na pewno stały suszone owoce. Cytryna była tu tak wyraźna, jakbym to ten żółty owoc wąchała, nie batona.

Przy krojeniu baton wydał mi się twardy, ale już w ustach - najbardziej miękki z warzywnej trójki, pełny twardych kawałków skórki cytryny. 

Jego smak od początku wydał mi się wręcz niewiarygodnie rześki. Był także zaskakująco słodki, chociaż nie wyróżniłabym tu żadnych konkretnych suszonych owoców. Ogrom pestek i orzechy przełożyły się na smak, nadając mu takiego swojego specyficznego smaczku, za którym w tle czaiła się wytrawność w wydaniu nieco fasolowym. Trzymała się smaku orzechów i nie była nazbyt mocna.

Większość uwagi, oprócz tej przyjemnej słodyczy, skupiała na sobie cytryna i właściwie... głównie ona. Nie był to jednak czysty kwach, bo bakalie nadały jej słodkawego charakteru. Mimo to, ten Farmer to po prostu cytrynowa moc, cytrynowy obłęd i cytrynowe szaleństwo. Znalazło się w nim sporo kwaśnej soczystości, ale i dosadnej goryczy skórki cytrynowej. Wydało mi się, że oprócz niej czułam tu jeszcze subtelną sugestię innej goryczki, w tle. 

W tle wychwyciłam także nutę, którą początkowo określiłabym tylko jako "zieleninę", a dopiero pod koniec wyraźniej wyłaniał się szpinak, który już w ogóle całkiem zdecydowanie zaznaczał się w posmaku. Choć i tu cytryny nie ustępowały.

Całość była przepyszna! Bardzo orzeźwiająca, imponująco cytrynowa, a przy tym cudnie słodka. To zdecydowanie najmniej wytrawny baton z całej serii i najbardziej "batonowy". Mógłby w sumie zawierać nieco więcej szpinaku, ale...

O ile dwa poprzednie nie są przekąską w moim stylu (ze względu na za intensywne przyprawy "obiadowe") i uważam je za dobre na spróbowanie, tak z posiadania dwóch szpinakowych bardzo się cieszyłam i w końcu uznałam, że ten smak przebił niektóre z podstawowej linii. 
Może nie dorównał mojej ulubionej Petardzie, bananowemu Urwisowi? - nie mam pojęcia (są w końcu zupełnie z innej bajki), ale chyba smakował mi odrobinkę bardziej niż Kosmos. A na pewno był od niego ciekawszy.


ocena: 9.5/10
kupiłam: zmianyzmiany.pl/gdzie-kupisz (ja dostałam)
cena: -
kaloryczność: 367 kcal / 100 g, baton (70 g) / 257 kcal
czy znów kupię: może kiedyś

Skład: rodzynki, pestki dyni, pestki słonecznika, szpinak suszony, orzechy brazylijskie, fasola suszona, łuskane nasiona konopi, śliwka suszona, cytryna suszona

środa, 29 marca 2017

Zmiany Zmiany Farmer Burak + Czosnek baton warzywno-bakaliowy

Przy pierwszym spotkaniu z batonami warzywnymi nie zakochałam się, łagodnie mówiąc, ale w sumie czułam, że z Pikantnym Pomidorem właśnie tak będzie (trochę nie w moim stylu). Sięgając jednak po buraczany wariant Farmera, miałam wrażenie, że może się on okazać bardziej "batonowy", mimo czosnku. Jakoś po prostu przywoływał w mojej pamięci widziane przepisy a to na ciasto z buraków, a to na jakieś inne słodkości z nimi.

Zmiany Zmiany Farmer Burak + Czosnek to baton warzywno-bakaliowy, którego 21 % stanowi burak, z czosnkiem (0,7%). 
Został zrobiony na bazie rodzynek, ale zawiera też suszone śliwki, a w przeciwieństwie do Pikantnego Pomidora ma też orzechy - brazylijskie. 


Po otwarciu w pierwszej chwili odnotowałam słodycz suszonych śliwek i... po prostu zapach mocno buraczany, trochę kojarzący się z nieźle przyprawionym barszczem. Oprócz tego doszukałam się akcentu rodzynek i bliżej nieokreślonych pestek i/lub orzechów.

Baton trochę się lepił (na kartce pozostawiał zielone plamy - nie wiem, dlaczego akurat tego koloru), wydał mi się bardzo zbity i twardy. Przy krojeniu się to potwierdziło, a w ustach okazał się zbity, owszem, ale i miękkawy, pełny małych kawałeczków pestek i orzechów.

Najpierw wydał mi się zaskakująco słodki. Składała się na to zarówno specyficzna słodycz buraka, jak i soczystych, suszonych śliwek. Także rodzynki znacząco się w te kwestii dołożyły, ale smakowo jako one same na pewno nie stały w pierwszym szeregu.

Przy burakach wyraźnie wychodził nieco neutralny charakter pestek i orzechów i, choć to suszone owoce dominowały swoją soczystością na początku, z czasem to te wytrawniejsze nuty (z burakiem na czele) zaczęły dominować i przemycać przyprawy.

Pierwszy wyłonił się czosnek, a zaraz za nim lekka gorzkawość, jednak po chwili stało się jasne, że postrach wampirów będzie uparcie parł przed siebie, przybierając tylko na sile. Pod koniec zrobiło się już dość solidnie pikantnie, a także pojawił się pieprz przywracający skojarzenie z barszczem. Słodkie owoce trochę się gubiły, znowu powracała gorzkawość przypraw, ale i tak to czosnek wszystko kończył.

Całość była... zaskakująca. Poczynając od słodko śliwkowego początku, przez buraczaną całość (baton z buraka, no kurde!) po czosnkową, bardzo wytrawną końcówką. Sam burak ciekawie wpisał się zarówno w słodki smak, jak i wytrawny klimat, a mnie cieszy tu także obecność orzechów, których brakowało mi w Pikantnym Pomidorze. Może nie odegrały za wielkiej roli, ale trzy grosze wniosły. Mi jednak nieco za bardzo przeszkadzał tu czosnek (ale się nie czepiam, w końcu to smak Burak + Czosnek).
I tak wolę całą owocową serię Zmiany Zmiany, ale szczerze przyznaję, że to przekąska warta uwagi! Była smaczniejsza i ciekawsza od wielu jedzonych zwykłych batonów z suszonych owoców, orzechów, itp.


ocena: 8/10
kupiłam: zmianyzmiany.pl/gdzie-kupisz (ja dostałam)
cena: -
kaloryczność: 339 kcal / 100 g, baton (70 g) / 238 kcal
czy znów kupię: nie

Skład: rodzynki, burak suszony, śliwki suszone, orzechy brazylijskie, pestki słonecznika, łuskane nasiona konopi, pestki dyni, suszona natka pietruszki, czosnek suszony, pieprz zielony

czwartek, 2 marca 2017

Zmiany Zmiany Farmer Pikantny Pomidor baton warzywno-bakaliowy

Przed przetestowaniem wszystkich batonów od Zmiany Zmiany, nie powiedziałabym, że polubię takie raw batony. A tu proszę, ostatnio całkiem sporo takich owocowo-orzechowych "prasek" mi smakowało. Jakiś czas temu w internecie pojawiły się jednak także i warzywne wersje takich batonów. Czy warzywne batony są za dziwne nawet jak na mnie? Szczerze mówiąc, nie wiedziałam, czego się spodziewać. Zaczęłam od najbardziej ryzykownego smaku, bo... kocham pomidory i codziennie zjadam przynajmniej jednego do kanapek na śniadanie, ale nigdy nie przepadałam za rzeczami pomidorowymi (od wszelkich pomidorowych chrupaczy, np. chipsów aż mnie odrzuca).


Zmiany Zmiany Farmer Pikantny Pomidor to naturalny, wegański baton warzywno-bakaliowy o smaku pomidora (suszony pomidor to 24 % całości).

Po otwarciu opakowania poczułam głównie pomidory w towarzystwie przypraw, co od razu skojarzyło mi się z klimatami jakiś włoskich zapiekanek, sosów czy nawet pizzami.

Niemal czarny baton wydał mi się twardy przy krojeniu, ale przy gryzieniu i rwaniu ustępował bez problemu, choć miał elementy ciągnące się (suszone pomidory). 
Pestki były tu pod postacią połówek i dużych kawałków. Nie lepił się zbytnio, ani nie kruszył.

W smaku również czułam głównie pomidory, ale już wzmocnione chili. I nie była to tylko ostrość, ale i smak papryczek. Sama pikanteria nadchodziła dopiero z czasem, podczas gdy w międzyczasie pojawiała się soczystość śliwek. Smak owoców jednak w dużej mierze utonął w przyprawach.

One bowiem zaskoczyły mnie swoją nie tyle siłą pikanterii, ile intensywnością smaku. Znacząco wybił się tu czosnek, a oprócz ogólnej ostrości całkiem sporo było tu gorzkawości czarnuszki i oregano. Z czasem pojawiała się wyraźna, ale nieirytująca cebula i do tego wszystkiego dochodziła taka "neutralnawość" pestek.

Pod koniec przeżuwania kęsa robiło się naprawdę ostro, troszeczkę przypiekało w język, ale smaki wciąż było dobrze czuć.

Muszę przyznać, że to naprawdę dobrze zgrane przyprawy i wyrazisty pomidor. Ostrość była na poziomie w pełni satysfakcjonującym i nieprzesadzonym, choć w sumie... jeśli mam być szczera, to wolałabym większy udział śliwek, bo mam wrażenie, że przez masę przypraw trochę się zagubiły.
Myślę też, że nie zaszkodziło by też dodanie orzechów, ale to i tak bardzo udany warzywny baton.

Ten smak owocowej serii nie przebił, ale naprawdę mi przypasował, chociaż... nie jako słodycz-baton, bo z tymi klimatami ma niewiele wspólnego. Nie wrócę do niego, bo takich przekąsek nawet nie mam kiedy jeść, ale np. moja mama (ona dostała drugą sztukę), zjadła go jako dodatek do obiadu.


ocena: 7/10
kupiłam: zmianyzmiany.pl/gdzie-kupisz (ja dostałam)
cena: -
kaloryczność: 350 kcal / 100 g, baton (70 g) / 245 kcal
czy znów kupię: nie

Skład: śliwki suszone, pomidory suszone, pestki słonecznika, pestki dyni, łuskane nasiona konopi, cebula suszona, czosnek suszony, chili, czarnuszka, oregano

środa, 11 maja 2016

Zmiany Zmiany Urwis jabłkowy baton jabłkowo-rodzynkowy; Urwis bananowy baton bananowo-daktylowy

Jakiś czas temu zakończyłam recenzje podstawowej linii batonów Zmiany Zmiany i przyznam, że zupełnie odmieniły moje spojrzenie na tego typu przekąski.
Podstawową serią jestem zachwycona (poszczególnymi smakami mniej lub bardziej), więc bardzo pozytywnie podeszłam także do propozycji dla najmłodszych (oczywiście nie tylko), czyli dwóch owocowych batoników -

-  Zmiany Zmiany Urwis: jabłkowy i bananowy

Uwielbiam i jabłka i banany, ale... zaczęłam od jabłka, które wydało mi się jakieś takie... pospolitsze wśród słodyczy.
Oba Urwisy są mniejsze (40 g) i cieńsze od podstawowej serii, a opakowania są jeszcze bardziej minimalistyczne, jednak muszę przyznać, że papierek bananowego kupiło mnie tym małym bananem po lewej stronie. :P


Urwis jabłkowy to batonik jabłkowy, a dokładniej jabłkowo-rodzynkowy z orzechami nerkowca.

Gdy tylko otworzyłam opakowanie  i zbliżyłam batonika do nosa, poczułam słodkawy, chlebowo-rodzynkowy zapach z jabłkowymi akcentami.
Przełamując, odkryłam, że... właściwie to batonika przerywam. Jest zdecydowanie najbardziej miękko-plastycznie-gumiasty ze wszystkich.
Wreszcie ugryzłam. W pierwszej chwili wydał mi się dość suchy, ale zaczęłam przeżuwać i zrobiło się naprawdę soczyście. 

Konsystencja od razu kojarzyła mi się wręcz z gumą do żucia, lekką za sprawą suszonych kawałków jabłek, bo takowych tu sporo.
W smaku batonik jest mało słodki i lekko orzechowy, ale nurtem przewodnim są tu słodkie, suszone jabłka i "nie-całkiem-słodka" słodycz rodzynek z charakterystycznym i naprawdę minimalnym kwaskiem jednym i drugich.

Suszone i słodkie jabłka wydały mi się dość mdłym smakiem, za mało wyrazistym jako coś, z czym miałyby współgrać właściwie neutralne rodzynki. 
O wiele bardziej wolałabym tu czuć bardziej soczyste i kwaśne jabłka, niż takie gumiaste suszone. Szczerze mówiąc, ten wariant smakował mi najmniej ze wszystkich batonów tej firmy, ale to pewnie dlatego, że jabłka to kocham surowe, najlepiej soczyste, twarde i jak najmniej słodkie.


ocena: 7/10
kupiłam: zmianyzmiany.pl/gdzie-kupisz (ja dostałam)
cena: -
kaloryczność: 337,1 kcal / 100 g, baton (40 g) / 134,8 kcal
czy znów kupię: nie



Do drugiego batona, Urwisa bananowego, czyli bananowo-daktylowego z orzechami nerkowca i brazylijskimi, podeszłam z małym zrezygnowaniem. Zdałam sobie sprawę, że pewnie także mnie nie zadowoli, albo przynajmniej okaże się za słodki. Co do bananów też mam pewne wymagania, bo lubię je albo takie wręcz kwaskowate, zielone, albo niemal zupełnie czarne i wręcz mdląco-słodkie. A tutaj? Nie wiedziałam, czego się spodziewać.


Otworzyłam, pierwszy niuch i... Mniam! Czułam się, jakbym miała przed sobą całą miskę daktyli i bardzo, bardzo dojrzałych bananów.
Przełamałam. Batonik jest miękki, aczkolwiek zdecydowanie zwarty i zbity. Ugryzłam i przekonałam się, że tak jak myślałam, nie ma tu mowy o gumowatości. Zaskoczyło mnie jednak coś innego... Konsystencja okazała się niezwykle oryginalna, niecodzienna. Otóż pod naciskiem zębów, batonik upodabniał się do daktyli, tworząc taką... "daktylo-papkę".

Bardzo szybko w ustach rozchodzi się także smak daktyli i... dojrzałych bananów oraz... ja wiem? Olga nazwała to nektarem z bananów i to chyba najtrafniejsze określenie.
Robi się niezwykle słodko, wręcz zasładzająco, ale w żadnym wypadku nie muląco. To takie naturalne, owocowe i pożądane zasłodzenie, którego chce się więcej i więcej.

Żeby jednak nie było go zbyt wiele, batonik jest pełen kawałków orzechów: większych i mniejszych i te także wyraźnie czuć, troszkę neutralizują, dzięki czemu zasłodzenie wciąż jest przyjemne, a nie przesadzone.

Ten batonik jest ideałem na dzień, w którym chce nam się czegoś mocno słodkiego, a wciąż smacznego, porządnego i sycącego.
Bananowy Urwis jest bardzo charakterystyczny, ma konsystencję, w której idzie się zakochać i smakowity smak, na który składają sie bardzo słodkie banany, daktyle (w mniej więcej równych proporcjach) i dodatek orzechów.
Jest to mój ulubieniec firmy Zmiany Zmiany - na równi z cudowną Petardą. I Petarda, i Urwis bananowy są bardzo specyficzne. Wiem, że jeszcze do nich wrócę, bo takie niespotykane przekąski są w 100%-ach "moje".


ocena: 9.5/10
kupiłam: zmianyzmiany.pl/gdzie-kupisz (ja dostałam)
cena: -
kaloryczność: 510,9 kcal / 100 g, baton (40 g) / 204,4 kcal
czy znów kupię: chciałabym