Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czekolada: mleko kozie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czekolada: mleko kozie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 19 grudnia 2025

Cokoladovna Lana Lahodna Kozi ciemna mleczna 50 % kozia / z mlekiem kozim

Chyba już wieki nie jadłam koziej czekolady. Ogólnie jakoś mało koziego nabiału ostatnio jadłam, więc w końcu naszła mnie ogromna ochota na taką tabliczkę, skoro miałam w komodzie. Dostałam ją od Čokoládovna Lana, po tym, jak sama ją wskazałam, za co jestem ogromnie wdzięczna. Choć z mlecznymi mi nie po drodze, kozie nadal wielbię. A przynajmniej tak czułam.

Čokoládovna Lana Lahodna Kozi to ciemna mleczna czekolada o zawartości 50% kakao z Belize z mlekiem kozim.

Po otwarciu poczułam średnio intensywny, ale wyraźnie mleczno kozi zapach. Koziość przedstawiła się jako łagodna i w harmonii mieszała się ze znaczącą, dość wysoką słodyczą miodu i brzoskwiń w syropie. Te wprowadziły soczystość, w której przewijał się nawet lekki kwasek cytryny. Koziość ze słodyczą przywodziła na myśl także twarożek kozi z miodem i... orzechami włoskimi, bo i je czuć wraz z ziemią, z którą zapewniły trochę wytrawności, powagę. Te nawiązywały do ciemnych, nie mlecznych czekolad. Kompozycja jednak, mimo że miała wiele z ciemnej, pachniała wyraźnie kozio mlecznie.

Tabliczka w dotyku połączyła tłustość i suchość, a także zdawała się obiecywać kremowość. Przy łamaniu prawie nie trzaskała, a ledwo pykała. Okazała się dość krucha i kruszyła się. Gdy odgryzłam kawałek, zęby trafiały na miękkość.
W ustach czekolada rozpływała się w średnim tempie, początkowo bardzo kremowo. Z czasem wyłoniła się znikoma proszkowość, która jednak się wygładzała. Była średnio tłusta, acz czuć w niej motyw stopionego masła. Mimo to, kształt zachowywała niemal do końca. Tylko że w formie bardzo miękkiej i trochę lepkawej. Przewijała się w niej lekka soczystość i jakby suchawa cierpkość.

W smaku pierwsze poczułam mleko, nawet niekoniecznie kozie, ale bez wątpienia tłuste i łagodne. Mieszało się z maślanością, a koziość pokazała się z lekkim opóźnieniem.

Kozia nuta jak się jednak już pokazała, okazała się bardzo pewna siebie. Jak zapach: łagodna, ale niewzruszona, a trwająca pewnie niezależnie od reszty nut.

Pojawiła się słodycz. W pierwszej chwili pomyślałam o karmelu, acz szybko zmienił się w miodowy, słodko-palony piernik o właśnie nieco karmelowo-miodowym charakterze. Piernik ze sporą ilością przypraw korzennych. Piernik dość ostry i cierpkawy od przypraw. Za nim przemknęła lekka owocowa nutka.

W kompozycję wstrzeliła się niska gorzkość. Mimo ugodowego charakteru, wiele wnosiła. Podkreśliła kozią nutę, co zaobfitowało w pewną cierpkość. Mleczno kozia nuta trzymała się łagodnego wydźwięku, ale ewidentnie rozdawała karty. A ten łagodny wydźwięk... wynikał z maślaności, z którą raz po raz się przeplatała.

Kozia mleczność zachęcała do wzrostu owocowy akcent, który jednak jeszcze trochę się wstrzymywał.

Jednocześnie cierpkością koziość zmieniła przyprawy w bardziej zioła... Ziołowy miód? Słodycz wzrosła znacząco, że aż lekko zadrapała w gardle. Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa słodycz tę przełamała lekka cytrynowość. Prawie kwaśność, ale nie zupełnie.

Piernik okazał się przełożony warstwą brzoskwiniową. To obudziło owoce, a ja pomyślałam o brzoskwiniach w syropie. Brzoskwinie nagle się nasiliły i stanęły obok koziej nuty, tworząc z nią harmonijny duet. Próbowała do nich podejść maślaność... Gdzieś ciągle się kręciła, ale nie udało jej się zdziałać za wiele.

Po tym owocowym osłodzeniu, cytryna uderzyła w cierpkość. Na znaczeniu przybrała cierpkawa skórka cytryny i zrobiło się nieco kwaśniej.

Koziość podchwyciła zmianę wydźwięku na mniej łagodną i z oddali wydobyła ziemię. Ta wcześniej kryła się w gorzkości, a w tym momencie zbliżyła się do pierwszego planu. Owoce trochę się wycofały, a do ziemi dołączyły orzechy włoskie. Charakterniejszy wystrzał jednak szybko złagodniał.

Końcowo kwasek wniknął w kozią mleczność, a że i słodycz dzielnie trwała na stanowisku, do głowy przyszedł mi kozi twarożek sowicie - aż trochę przesadnie - posłodzony miodem z mnóstwem orzechów włoskich.

Po zjedzeniu został posmak mocno kozi. W tym miodowo-kozi: twarożkowo cierpkawy, ale i słodki w sposób wyrazisty, trochę miodowo-ziołowy. Czułam też soczyste, ale i bardzo słodkie brzoskwinie w syropie i wycofaną ziemistość.

Czekolada mi smakowała, ale nie zachwyciła tak, jak potrafią niektóre kozie ze względu na jej bardzo łagodny charakter. Kozia nuta wyszła w niej ugłaskana. Acz niewątpliwie cały czas wyraźna. Otoczyły ją nuty piernika miodowego, trochę przypraw zmieniających się w zioła oraz brzoskwiń w syropie. Ziemia i orzechy włoskie, a końcowo kozi twarożek z miodem i z orzechami bardzo mi się podobały, lecz mogłoby to być bardziej gorzkie i bardziej kozie, a nie tak słodkie. Wolałabym, by cukier i kozie mleko zamieniły się miejscami. Kwaskawo-soczyste akcenty przyjemne, ale maślaność i ogólna tłustość mogłyby być niższe. Ogólnie więc zacna tabliczka, acz z małymi wadami.


ocena: 8/10
kupiłam: cokoladovna_lana na Instagramie (dostałam)
cena: 145 Kč (24 zł; za 80g; jak wyżej)
kaloryczność: nie podana
czy kupię znów: nie

Skład: ziarna kakaowe, cukier trzcinowy, mleko kozie w proszku, tłuszcz kakaowy

czwartek, 24 listopada 2022

Qantu Chocolate Dreams of Cashmere / Reves de Cachemire Goat Milk Chocolate 55 % ciemna mleczna kozia (z kozim mlekiem) z Peru

Poznaniu tej kanadyjskiej marki (prosto z Montrealu) towarzyszyła radość i pewien smutek. Otóż miałam tylko jedną tabliczkę, w dodatku mleczną. Niby kozią, ale jednak nie była to czysta ciemna - a to właśnie takimi lubię najbardziej sprawdzać marki na początek. Cóż, mówi się: "trudno". Traf tak chciał. A i właśnie przez przypadek także spotkali się założyciele Qantu Chocolate, czyli podróżnicy Elfi and Maxime. W 2014 roku w Peru zaprzyjaźnili się. Okazało się, że Elfi pochodzi z kraju znanego z hodowli kakao, a Maxine z kraju lubującego się w zjadaniu czekolady, co po dodaniu jeden do jednego w 2016 zaobfitowało w realizację pomysłu na założenie marki. Ta szybko odniosła sukces na m.in. AoC.
A co to "Qantu"? Wymawiane "kantu" z języka keczua, którym posługują się Indianie Keczua, jest nazwą narodowego kwiatu Peru i Boliwii. Symbolizuje jedność i gościnność.
A swoją drogą, zupełnie kupiło mnie opakowanie! Ta rozleniwiona koza leżąca na księżycu (?) jest urocza i zabawna, że nie umiem się nie uśmiechnąć na jej widok.

Qantu Chocolate Dreams of Cashmere / Reves de Cachemire Goat Milk Chocolate 55 % to mleczna czekolada o zawartości 55% kakao z Peru, z regionu Amazonas, z okolic miasta Bagua, z mlekiem kozim.

Po otwarciu uderzyło tsunami koziego mleka i jogurtu. Czy nawet samej koziości. Dawno tak wyrazistego zapachu koziego nabiału nie czułam! Było kwaśno-cierpko, co podsyciła cytryna i kefir. Kwaskawy, charakterny jogurt i kefir... też kozie oczywiście. Oczami wyobraźni zobaczyłam kozy pasące się na polu, rwące jakieś ostrawe kwiaty i chwasty, bo i tych nuta się zaznaczyła. W trakcie degustacji łagodniała do polnych kwiatów po prostu. Wszystkiemu nie brak jednak również słodyczy. Ta reprezentowała palony karmel. W porywach sugestywnie słonawy, co też wiązało się z kozim nabiałem. Wszystko cechowała przyjemna rześkość. 

Tabliczka wyglądała na kremową, a jednocześnie potencjalnie suchawą. W dotyku obie cechy się potwierdzały, choć tu bardziej pasowało określenie "pylista". Mimo masywności i pewnej twardości zdradzała, że w ustach będzie miękka. Przy łamaniu okazała się proszkowa, ale dość twardawa. Trzaskała jednak niezbyt głośno.
W ustach rozpływała się dość tłusto-maślano, chwilami trochę śliskawo jak pełne i zagęszczone mleko. Takimi smugami obklejała podniebienie. Chwilami wyłamywała się z niej lekka, kremowa pylistość, ale wyszła pozytywnie. Całość znikała w umiarkowanym tempie, rzednąc, zupełnie zmieniając się jakby w gęste mleko.
Na koniec leciutko ściągała.

Także w smaku zaczęło się od koziego gromu. Koza, a dokładniej kozi jogurt, wskoczyła na pierwszy plan. Nuta mocno mlecznego, koziego jogurtu wygrała zabawę w koziego króla, spychając wszystko inne. Ona dominowała. To więc nie tylko kozie mleko, ale też kozi nabiał ogółem. Wyraźna kwaśność i cierpkość zasugerowały mi kozi jogurt, kefir, twaróg.

A jednak po chwili polała się też słodycz. Nie leniła się, mocno otoczyła koziość wyrazistym karmelem. Najpierw kontrastowo pomyślałam o łagodniejszym, może bardziej kajmakowym, maślanym. Później palony aspekt nasilił się. Słodycz więc rosła, ale dzięki temu do przesady nie doszła (może z czasem jedynie nieco się do niej zbliżyła).

Kwaśność w tym czasie zasugerowała smołę. Palona nuta ogólnie wzrosła, zahaczając o orzechy, które jednak jakby wdeptano w ziemię. Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa kozi nabiał odważnie podrasowały ziemisto-gorzkawe nuty.
Z czasem pojawiły się wśród nich orzechy włoskie, nieco je łagodząc. Były to orzechy karmelizowane, zapewniające spójność mocniejszym wątkom i słodyczy.

Palony, w porywach bardziej maślany karmel sporadycznie robił aluzje do delikatniusiej słoności. Uszlachetnił się tym samym, nabrał głębi. Wśród kwaśnego koziego nabiału, a więc kefiru, mleka i jogurtu pojawił się też wytrawniejszy ser o lekko maślanej nucie. Z... akcentem karmelu i orzechami?

Wytrawniejszy wątek z czasem wydał mi się lekko ostrawy. Cytrynowo kwaskawy, ale... jak jakieś zioła... Ogólnie też pojawiły się polne kwiaty i... właśnie takie szeleszczące pole. Pole, na którym pasą się kozy. Pomyślałam o zadbanych zwierzakach z jakiejś ekologicznej farmy, przeżuwających kwiaty. Obrazek ten złagodził kompozycję, kwiaty też zaczęły przejawiać słodycz, kwasek prawie zniknął. Słodycz spłynęła do gardła i nieco w nim zadrapała.

Na koniec koziość osiadła jako kozie mleko. Była już więc łagodniejsza, nawet też sama w sobie nieco słodkawa, acz wciąż z charakterem i lekką cierpkością, kwaskiem. Mimo to, zrobiło się ogólnie ryzykownie (acz jeszcze nie przesadnie) słodko.

W posmaku została jednak mocna koziość, jakbym właśnie zjadła dużo kwaśno-cierpkiego koziego nabiału wraz z echem słonawości na ustach. Do tego trochę palono-ziemistej goryczki i nutka cytryny. Może też jakiegoś słodszego, ale też rześkiego owocu, np. żółtych śliwek? Słodycz była wyczuwalna, ale nie specjalnie jako jakiś konkret. Trochę słodko-drapiąco-ostrawy karmelo-kajmak? 

Czekolada poniekąd mnie zachwyciła, ale jeszcze nie w 100%. Tak imperatywnie, uderzająco kozia, że to aż niewiarygodne. Jednocześnie jednak trochę mi żal, że koziość nie spotkała się tu z mocną gorzkością, a ze słodyczą. Goryczka ziemi i smoła, orzechy włoskie - to delikatne wątki, w momencie gdy kajmakowo-karmelowa słodycz trochę szalała. Na pocieszenie miałam jednak nutę jogurtu. Palony wątek uwypuklił głębię, a kwiatowo-polne motywy dodały pazura. Szkoda też, że wyszła tak... rzednąco-śliskawo, ale na to łatwo przymknąć oko.
Zacnie czuć także region kakao.


ocena: 9/10
cena: 68,50 zł (za 50g; dostałam zniżkę)
kaloryczność: 572 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: ziarna kakaowe, cukier trzcinowy, kozie mleko w proszku, tłuszcz kakaowy

sobota, 25 czerwca 2022

(Słodki Przystanek) Beskid Darkmilk Venezuela Carenero with Goat Milk 55 % ciemna mleczna z Wenezueli kozia / z mlekiem kozim; nowa po zmianach 2021/22

Po owczym flanie Rians pomyślałam właśnie o tej tabliczce. Jak nabiał lubię i kozi, i owczy, tak w czekoladzie owcze mleko, jak i krowie, raczej omijam. Kozie robi wrażenie bez zmian. Kozia tabliczka z Beskidu to niewątpliwie jedna z moich naj, jednak zrecenzowaną w 2021 Darkmilk Wenezuela Carenero Superior z Mlekiem Kozim 55 % nieco zmieniono, stąd i nowa recenzja. 

Beskid Bean-to-Bar Chocolate Darkmilk Venezuela Carenero with Goat Milk 55 % to ciemna mleczna czekolada o zawartości 55 % kakao z Wenezueli z regionu Carenero z mlekiem kozim; wersja od roku 2021/22.
Konszowała min. 48 godzin.

Po otwarciu poczułam wyrazisty zapach orzechów laskowych i karmelu; powiedziałabym, że orzechów otulonych delikatnym karmelem oraz mleka koziego. Było subtelne, niby zwierzakowe, ale czyste i... kojarzące się z naturą, drzewami i sianem, rozgrzanymi słońcem. Podsycała je lekka soczystość żółtych owoców (może m.in. odrobineczki cytryn). Kompozycja, mimo dość wysokiej słodyczy, wydała mi się lekka. Rześka jak letni wietrzyk.

Choć na dotyk tabliczka zapowiedziała tłustość i lepkawość, przy łamaniu podała to w wątpliwość, wykazując twardość porównywalną do ciemnych 70%. Przyjemnie trzaskała, by następnie ukazać mi proszkowo-ziarnisty przekrój. 
W ustach rozpływała się jednak idealnie gładko i dość kremowo. Robiła to powoli i tłusto w maślano-śmietankowy sposób. Zalepiała i przytykała śliskawą mazią, jakby spływającą z esencjonalnie gęstej grudki. Ta z kolei wydawała się chropowato-szorstkawa. Jedynie pod koniec pojawiała się lekka suchość, pylistość i cierpkawość, co ratowało sytuację.

W smaku pierwsze rozlało się tsunami śmietanki. Wręcz Śmietanki. Roztoczyła łagodność, ale wyraźnie wzbogacając się o kozią nutę. Rozchodziła się subtelna cierpkość przypominająca jogurt. Wyobraziłam sobie grecki śmietankowy z ogromną ilością kakao. I bez wątpienia kozi. Kozie mleko podkreśliła soczysta, ale bardzo delikatna nuta owoców.

Słodycz rosła, w zasadzie wypływając też z samej śmietankowości. Oddawała lekko śmietankowy, delikatny karmel i orzechy w karmelu. Naturalnie słodkawe orzechy laskowe zaczęły wyłaniać się z niego, nakręcając moc. Pojawiła się lekka gorzkawość. 

Pomyślałam o ziemi i splocie orzechów, bo laskowym specyficznej mocy dodały pekany. Jedne i drugie jednak przejawiały sporo swojej naturalnej maślaności, takiej słodkawej i... lekko tłusto-soczystej?

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa słodycz wydała mi się wręcz krówkowa i urocza. Osiągnęła apogeum, by następnie w naturalny sposób się nieco zachwiać. Maślany karmel otaczał orzechy i mieszał się z kozią nutką, co na ułamek sekundy zaobfitowało w iluzję słonawego karmelu. Paloność karmelu właśnie i kozie mleko utworzyły obraz wsi, stoków siana i czyściutkich kóz (prosto z wystawy!). Wszystko eko, bio, najwyższej klasy. Pomyślałam o sianie i szeleszczących trawach rozgrzanych słońcem.

Także o trawie... skoszonej? Wróciła lekka rześkość, soczystość. W tle mignęła odrobina owoców, w tym chyba cytryn... Były niejednoznaczne, zestawione z owocami żółtymi... słodkimi albo zrobionymi na słodko, może jako jakieś smoothie z jogurtem / mlekiem kozim.

W karmelu uwypukliła się paloność, ale słodycz i tak rosła. Zebrało się więcej orzechów z maślanie łagodniejszym echem. Ogólna mleczność wydała mi się przepotężna, wręcz śmietankowa i chwilami nieco odcinająca się od koziości, jednak... Kozia nutka się tej śmietanki kurczowo trzymała. Wszystko to wydało mi się bardzo łagodne. Nawet lekka cierpkość z czasem prawie zupełnie odpuściła.

W posmaku została kozia nutka w orzechowo-karmelowej, ociupińkę kakaowo ziemistej toni. Czułam cierpkawość tego wszystkiego, może drobny, cytrynowy kwasek, ale złagodzone śmietanką. W dodatku dość szybko mnie to zasłodziło, przyprawiając o drapanie w gardle (jakoś w połowie jedzenia tabliczki już aż denerwująco).

Całość okazała się łagodniejsza od dawnej wersji. Jakby... mleko utraciło kozią siekierowość? Sprawiała wrażenie bardziej wygładzonej, o wiele bardziej śmietankowej, a jednak wciąż charakteru jej nie brak. A także słodszej (nie zdziwiłam się, gdy zobaczyłam zmienioną kolejność składu). Wyraźnie kozia, gorzkawa i słodka w niebanalny sposób - to wciąż najlepsza kozia, jaka jest obecnie dostępna mi znana, ale to już nie to.


ocena: 9/10
kupiłam: Słodki Przystanek (dostałam)
cena: 17,90 zł (za 60 g; ja dostałam)
kaloryczność: 575 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: ziarno kakao, tłuszcz kakaowy, cukier trzcinowy nierafinowany, mleko kozie w proszku (20%)

wtorek, 16 marca 2021

(Słodki Przystanek) Beskid Darkmilk Wenezuela Carenero Superior z Mlekiem Kozim 55 % ciemna mleczna

To, że mleczne czekolady obecnie mnie nie satysfakcjonują, nie jest problemem czekolad kozich. Te mnie kręcą nawet, gdybym miała czuć w nich niedosyt kakao (którego to oczekuję od czekolad). Ważny jest bowiem smak kozi, który po prostu uwielbiam. Długo rozpaczałam po zniknięciu Zottera Labooko Goat, czyli najwyrazistszej koziej mlecznej czekolady o porządnej zawartości kakao, jaką jadłam. Gdy więc kozią zrobiła jedna z moich ulubionych obecnie marek, bardzo się ucieszyłam.

Beskid Bean-to-Bar Chocolate Darkmilk Wenezuela Carenero Superior z Mlekiem Kozim 55 % to ciemna mleczna czekolada o zawartości 55 % kakao z Wenezueli z regionu Carenero z mlekiem kozim; wersja obecna do roku 2021.
Konszowała min. 48 godzin.

Gdy tylko rozchyliłam papierek, uderzył mnie intensywny i smakowity zapach orzechów laskowych i karmelu oraz koziego mleka o roślinnie-siankowo-orzechowym podszyciu. Wydał mi się naturalny, leciutko goryczkowaty i może trochę w tym kakaowo-laskowo-pekanowy. Splataniem tychże nut zajęła się soczystość żółto-złotych owoców i podobnie złocistego, wyraźnie palonego karmelu. Wydźwięk był taki... "w plenerze", dosłownie jakbym przeniosła się w góry (a tam czekolada z orzechami, kozice, rześkie powietrze itd.).

Tabliczka na dotyk wydała mi się bardzo tłusta, a przy łamaniu twardo-krucha. Trzaskała / pykała, odsłaniając proszkowy przekrój.
W ustach rozpływała się łatwo, w tempie umiarkowanym. Jej tłustość wyszła głównie maślano-śmietankowo, gęsto i gładko. Chwilami sprawiała wrażenie aż śliskiej. Niestety znikała, zalepiając bardzo słabo i trochę otłuszczając usta. Na szczęście nie przełożyło się to na ciężkość. Wszystko to przeszkadzało mi, jednak lekkie cierpkawe podsuszanio-ściąganie ratowało sytuację.

W pierwszej chwili każdorazowo uderzała cierpkość kakao i kwaskowata cierpkość jogurtu (np. greckiego) / nabiału ogółem, na co naleciała ewidentnie kozia nuta. Zaraz za nią pojawiła się soczyście cytrusowa sugestia.

Z zaledwie paro sekundowym opóźnieniem zaczynała budować się delikatna, maślano-ziemista baza. Wyszła gorzkawo i leciutko słonawo. W tym przewijały się orzechy pekan, a zaraz po nich cały miks, ze znaczącym udziałem laskowych. Goryczka wzrosła, niosąc ziemistość. Cały czas podkreślał ją kozi motyw.

Spłynęła na to wszystko słodycz leniwa i nie za wysoka. Wtapiała się w goryczkę z racji lekkiej paloności, jednak reprezentowała także maślane, delikatne motywy. Pomyślałam o karmelu i krówce... znacząco słonych.

Zaraz zalało je naturalne, również jakby słonawe, mleko i śmietanka. Mleko bez dwóch zdań kozie. Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa to ono dominowało. Oczami wyobraźni zobaczyłam czyściutkie zwierzęta i ich mięciutką sierść. Mleko to... wydało mi się orzechowe, kwaskawo-cierpkawe jak jogurt grecki i w pewien sposób rześkie...

Bo płynące obok owoców? Mimo że kwaskawo-cytrynowe, nieżałujące też soczystej rześkości i słodyczy. To powiązany z goryczką dojrzały grejpfrut. Otworzył drogę niezbyt dojrzałym nektarynkom i brzoskwiniom. To znów kwaskawe morele świeże i... trochę podsuszonych, słodszych coraz bardziej? To słodka kwaśność... Cytrusów... tonących jednak w jogurcie, zsiadłym mleku i mleku. Oczywiście kozim.

Mleko za to przybrało na tłustości, wciągnęło i zagłuszyło wszelkie maślaności i połączyło się z bardziej cierpkawo-gorzkim kakao oraz orzechowym miksem. Pod koniec kompozycja spoważniała, przypominając sobie o ziemi. Ta wniosła trochę pikanterii, po czym idealnie zgrała się z cierpkawo-ściągającym jogurtem i kwaskawymi owocami. Krówkowy i solony karmel jednak działał ambitnie, dosładzając je i chwilami aż zaznaczając swoją obecność w gardle.

A cierpkości nie brak. Ta pozostała w posmaku wraz z orzechowo-"ciemniejszymi" tonami, a więc wytrawniejszą... ziemistością. Ta trochę ściągała w cierpki, dziwnie naturalny i przyjemny sposób... Na pewno nutą koziego mleka i odległym, soczyście-słonawym kwaskiem cytryn.

Czekolada była bardzo smaczna, dla mnie jednak nieco zbyt maślana, tłusta. Strukturę wolałabym nieco inną. Okazała się jednak na tyle kozia, na tyle gorzkawo-cierpka i kwaśna w przyjemny, nabiałowo-owocowy sposób, a jednocześnie szlachetnie słodka, podsycona ziemią, orzechami i naturalnie słonawą nutką, że po prostu rozkochała mnie w sobie. Gdy po dłuższym czasie zjadłam drugą tabliczkę, wciąż trwałam w zachwycie.
Cytrusy, w tym grejpfruta, gorzkość i pikanterię czułam również w 80 % z tego regionu, oczywiście o wiele mocniej, ale... kakao wydaje się do rozpoznania, tylko właśnie jakby mocno... nasączone kozą (mniam!). Brzoskwinie, morele, karmel (w koziej słono-krówkowy) i orzechy (włoskie, laskowe, pekan) czułam też w mlecznej Wenezuela Caicara del Orinoco 50%, ale dzisiaj przedstawiana wyszła o wiele kwaśniej, cierpko i charakternie za sprawą mleka oraz po prostu mocniej kakaowo.


ocena: 10/10
kupiłam: Słodki Przystanek (dostałam)
cena: 17,90 zł (za 60 g; ja dostałam)
kaloryczność: nie podana
czy kupię znów: tak

Skład: ziarna kakaowca 55%, tłuszcz kakaowy, mleko kozie w proszku, cukier trzcinowy nierafinowany

piątek, 11 września 2020

Georgia Ramon Ziegenmilch / Goat Milk 55 % mleczna z kozim mlekiem

Po naprawdę różnej interpretacji dodatków w czekoladach Georgia Ramon czułam się już w ich kwestii bardzo niepewnie. Z chili była piekielnie wypalająca jak szatan, kardamon jedynie leciutko wniknął w czekoladowość, trochę podszepnął o swej obecności, trochę zagłuszył; z kolei kawa uderzyła bardzo wyraźnie nie zabijając czekolady. Ogólnie jednak nie przemawiają do mnie czekolady z dodatkami tej marki. Mleczne obecnie mało mnie kręcą, ale akurat paru mlecznym od GR nic do zarzucenia nie mam. Tej, przed degustacją miałam: że właśnie nie wiedziałam, czego się spodziewać. Uczepiłam się nadziei, że tym razem dodatkowy składnik, czyli kozie mleko, uderzy z mocą tamtego chili, bo kocham kozie mleko, ale... z moim pechem czułam, że wyjdzie jak zwykła, łagodna mleczna, a na taką ochoty nie miałam.

Georgia Ramon Ziegenmilch / Goat Milk 55 % Milch-Schokolade / Milk Chocolate to ciemna mleczna czekolada kozia o zawartości 55 % kakao z kozim mlekiem.

Gdy tylko otworzyłam opakowanie, poczułam wyrazisty, ciepły splot sianka suszącego się na słońcu, subtelnej nuty koziego mleka, palono-prażonych orzechów z delikatną goryczką, oraz słodyczy palonego... karmelu czy raczej toffi. Tak maślanego, że zdecydowanie toffi, a jednak słodkiego tak szlachetnie, że aż kojarzącego się z miodem i jakąś miodowo-bananową masą (taką leciutko soczystą). To iście "złota" (sianko, miodowe toffi) kompozycja, w tle ze zwierzakiem (kozą) zadbanym, czyściutkim, wypielęgnowanym jak przed jakąś wystawą! To w sumie nie koza, a urocza kózka.

Tabliczka w dotyku wydawała mi się lekko suchawa, ale jednocześnie tłusta.
Przy łamaniu trzaskała prawie jak ciemna. Nie była jednak mocno twarda. Ujawniła ziarniście-gęsty, zwarty przekrój i... tak, w ciemno kłóciłabym się, że to ciemna (huehue).
W ustach rozpływała się powoli, początkowo nieco opornie. W pierwszej chwili wydała mi się nietłusta, a nawet w pewien sposób suchawa, z proszkowym elementem. Od początku czuć pewne mleczne rozrzedzenie masy, choć dopiero po paru sekundach pokazała, jak tłusta jest w istocie. Cechowała ją w dodatku maślana zwartość, zbitość. Lepiła się trochę, w czym wychodziła na jaw pełnia mleka. Mimo to, jej tłustość nie odrzucała dzięki lekkiej szorstkości.

W smaku od pierwszego kęsa poczułam goryczkę orzechów palono-prażonych, z nutką dymu. Kojarzyły się z siankiem i roślinami, do których prędko dotarła słodycz. O ile łagodna gorzkawość utworzyła bazę, tak słodycz pomknęła dynamiczniej.

Zaserwowała sporo maślanego toffi, wplatając w nie (poprzez tę roślinność?) miodowe nuty.

Do głowy przyszedł mi miód z malinami / miód malinowy, a po chwili same maliny. Takie w pełni dojrzałe, słodkie-słodziuteńkie i... zestawione z innymi słodkimi owocami. Było to trochę bananowe: słodkie wręcz mdląco - aż bałam się, że zrobi się pudrowo, ale jednocześnie odnotowałam pewną rześkość. Przez nią pomyślałam o... gruszkach? Wyobraziłam sobie gęstą masę zrobioną z bananów i miodu, trochę też z orzechami, może daktylami (takie to ciastowo-rawbarowe).
Słodycz oblepiła toffi i miodem orzechy i siano. Także w tym doszukałam się pewnej soczystości. Toffi okazało się nieco słonawe.

Oto w goryczkę orzechów i palonego, słonawego toffi weszła cierpkość koziego mleka. Oczami wyobraźni zobaczyłam szorstką, czystą kozią sierść i siano dla kóz... Jakąś zagrodę z czystymi zwierzętami - przytulną i rozgrzaną ciepłym powietrzem. Nuta koziego mleka była wyczuwalna wyraźnie, jednak jakby wpisaną w charakter miała łagodność (nie szarżowała, co było dość niecodzienne i czego trochę mi brak). Chwilami bardziej, chwilami zdarzyło jej się zagubić, acz była - to pewne.

Słonawe, kozie toffi zawróciło do goryczkowato-prażonych orzechów, skryło się w dymie. Dym wydawał się już nieco chłodniejszy. Mieszał się tym samym z maślanością i mlekiem, którego aż tak wiele chyba tu nie było. Przypominało zwykłe, ale wiejskie mleko... jako bazę pod koktajl? Jakby zmiksować z mlekiem jakieś banany, gruszki, daktyle z odrobinką... cytryny? Albo nawet i bez mleka, bo czekolada wcale tak mocno-mocno mleczna się nie wydawała.

Bliżej końca cierpkość, goryczka kakao, palonych orzechów i słonawe toffi zawiązały spółkę, dopuszczając odrobinę kwasku: czy to naturalnego nabiału, czy raczej bardziej... kwasko-świeżości orzechów? Czyżby owoce wciąż walczyły o swoje? Szybko jednak kwasek zniknął.

W posmaku z kolei pozostało palone, wyraziste toffi i trochę owoców (przy czym wróciły odważniejsze maliny). Wyraźniej czułam motyw samej koziości, ale wpisany w rześkość owoców i orzechy do tego stopnia, że mógł być iluzoryczny.

Całość wydawała się wyrazista, uroczo-przytulna... Taka do wtulenia się, naturalna, wiejska... blisko natury. Przyjemna, jak przyjacielski zwierzak. Czuć w niej charakter kakao, mleko też, ale nie tak wyraziście, a jedynie przemodelowujące pewne nuty. Sama koziość była, ale na tak delikatnym poziomie, że uwierzyłabym, iż to jedynie złudzenie wywołane zawartością kakao. Mi jednak... właśnie też i miazgi kakaowej za mało tu było. Całość wyszła bardzo delikatnie i dość maślano-tłusto... zawarła w sobie więc wszystko to, za co odznaczają te Akademie Czekolady, a czego ja nie szukam w czekoladach, zwłaszcza kozich.
Pachniała pięknie... bardzo chciałabym, by także tak smakowała. Kozą ewidentnie, ale czystą i w tym całym "złocie". A w smaku koza trochę się gubiła w mnóstwie innych nut, a więc orzechów, dość znaczącej słodyczy i owocach (papce bananowo-gruszkowo-daktylowej z miodem oraz malinach).


ocena: 8/10
kupiłam: Sekrety Czekolady
cena: 22 zł (za 50 g; dostałam zniżkę)
kaloryczność: 604 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: tłuszcz kakaowy, surowy cukier trzcinowy, miazga kakaowa, kozie mleko w proszku 15%

poniedziałek, 4 lutego 2019

In 't Veld My Favourite Things 72 % Kakao Ziege ciemna mleczna z Peru i Meksyku z kozim mlekiem i solą

Ostatnimi czasy poczułam się trochę zazotterowiona. Nie miałam nic przeciwko, jednak gdy musiałam kombinować, jak ułożyć recenzje w kolejce wpisów tak, by dzień po dniu nie publikować recenzji tej samej marki, pomyślałam, że na tę październikową, mglistą niedzielę wybiorę... no i właśnie nie wiedziałam co. To, że ostatnio skończyłam swoje zapasy wycofanej już Zotter Labooko Goat's Milk, podsunęło mi, że może coś podobnego innej marki: dużo koziego mleka i jeszcze więcej kakao. Jak na ironię, ta tabliczka również była już niedostępna (bo fabryka In 't Veld uległa zniszczeniu w wyniku pożaru).

In 't Veld My Favourite Things 72 % Kakao Ziege to ciemna mleczna czekolada o zawartości 72 % kakao z Peru i trinitario z Meksyku z mlekiem kozim i solą.

Po otwarciu poczułam głównie czysto kozi zapach, kojarzący się z kozim jogurtem naturalnym w towarzystwie palonych nut o wydźwięku orzechów. Doszukałam się również ziół z pewną filiacją z lekkością. Na nią składały się niejednoznaczne, bo ukwiecone, charakterne owoce takie jak aronia czy czarny bez.

Przy łamaniu tabliczka trzaskała w suchy sposób.
Ani w dotyku, ani w ustach nie zdradzała swej tłustości. Gdy rozpływała się, owszem, tłustość mleka czułam, ale proszkowo-ziarnista struktura rozganiała to poczucie. Idealnie się w tym zakamuflowało kilka kryształków i dużych płatków soli (o których dowiedziałam się dopiero w trakcie degustacji). Konsystencja wyszła jak najbardziej pozytywnie, bo wydawała się nieuładzona i dzika.

W smaku od pierwszej chwili poczułam stateczną gorzkość. Szybko przybrała postać dymu, choć paloność nie była w niej wiodącym czynnikiem.

Palone nuty odważniej wyłoniły się raczej przy słodyczy karmelu, której nadały powagi i wykwintności. Niska słodycz zupełnie podporządkowała się gorzkości dymu, który zdawał się kłębić nad ciemną ziemią.

Z ziemistymi nutami prędko zszedł się kwasek albo raczej cierpkość koziego mleka. Kozia nuta pojawiła się, by przez chwilę zagrać delikatną, a następnie uderzyć pełną mocą.
Po ustach rozeszła się słoność, w dużej mierze ta naturalna koziego mleka, trochę jakby wstrzymując pozostałe smaki. Wszystko zdominował czysto kozi smak. Poczułam się, jakbym właśnie zabrała się za naturalny jogurt kozi.

Kwasek przybrał nabiałowo-soczysty charakter, dymna goryczka zasugerowała skórkę cytryny, co umożliwiło przebicie się owocom. Najpierw trochę cytryny spłynęło od jogurtu koziego do zadymionej ziemi, a po chwili doszukałam się nut suszonych owoców... coś jak jakieś suszone jagody albo jagódko-aronia wgnieciona w ziemię. Tchnęło to w kompozycję pewną lekkość, dym spróbował przebrać się za mgłę lub kwiatowość, sugerując czarny bez. Cytrusy i jogurtowość, ich rześkość, paradoksalnie podkreślała sól.

Słonawość trafiła na słodycz, podbijając smak karmelu, za którego sprawą pod koniec czekolada nieco złagodniała.

Mglisty dym wymieszał się z łagodnością, ale charakteru nie utracił. Poprzez lekką ziołowość, która pojawiła się nie wiadomo skąd, przeszedł w orzechowo-zbożowe klimaty (świetnie pasujące do ziarnistej struktury). Kwasek i gorzkawość skumulowały się tu w kwaskowatych orzechach włoskich z gorzkawymi skórkami, a kozie mleko odnalazło w ziołach zacne ujście dla pikanterii.

Po wszystkim pozostał na długo wyrazisty posmak łączący słonawy, ale mleczny karmel, ogrom koziego smaku i ziemisto-dymny duet gorzkości i kwasku.

Czekolada bardzo mi smakowała. Intensywna i dosadna w kwestii koziości (niemal chamski, dominujący kozi smak, który kocham) i ziemiście-odymionej kakaowości z owocowymi zapędami. Mimo to, znalazło się w niej trochę miejsca dla niemal kwiatowej lekkości, co przy nieposkąpionej ilości soli to nie lada sztuka. No i właśnie... sól zajęła się w dużej mierze podkręcaniem poszczególnych aspektów, bo bardzo słono (mimo sporej ilości) nie było.
Lubię czekolady z solą, ale tu chwilami miałam wrażenie, że obyło by się bez tego dodatku.

To chyba druga po Zotterze tak charakterna kozia czekolada, jaką jadłam. Nie przebiła go jednak właśnie z racji soli. Zotter to bardziej "KOZIA ciemna mleczna czekolada", a Int "CIEMNA KOZIA czekolada" (duet). Uważam, że im więcej kakao, tym lepiej, ale im więcej kakao i soli w czekoladzie koziej... Tym bardziej moja uwaga była rozproszona. Założę się, że ta część podsumowania nie została by napisana, gdybym Zottera nie znała - wtedy In 't Veld mogłaby wejść na listę naj-najukochańszych czekolad, a tak... odrobinkę jej zabrakło.


ocena: 10/10
kupiłam: Sekrety Czekolady
cena: 16,59 zł (za 50 g; dostałam zniżkę)
kaloryczność: 606 kcal / 100 g
czy kupię znów: chciałabym

Skład: ziarna kakao, pełny cukier trzcinowy, pełne kozie mleko w proszku 10%, surowy tłuszcz kakaowy, sól

poniedziałek, 20 marca 2017

Choco-Lisa Classic Goat Milk Chocolate mleczna 37 % z kozim mlekiem

O firmie Choco-Lina... nic Wam nie powiem, bo sama nic nie wiem. Znalazłam w internecie, że robią czekolady głównie z mlekiem owczym, ale nie tylko ich produkcją się zajmują. Oferują jakieś eko, bio przyprawy i mieszanki (np. do pieczenia ciastek), a ja kupiłam ich dwie tabliczki tylko ze względu na mleko (owcze i kozie), bo bardzo lubię "inne" mleczne czekolady, a takich wciąż jest na polskim rynku za mało. Zaczynam od koziej, bo... "bo data".

Choco-Lisa Classic Goat Milk Chocolate to czekolada z mlekiem kozim (18 %) o zawartości 37 % składników kakaowych (miazga + tłuszcz).

Producentem jest wspomniana Choco-Lina - rozumiem, że owca ukradła "n", a koza wstawiła "s" w zastępstwo? Nie widzę w tym sensu, trochę to dezorientujące.

Po rozchyleniu srebrnego papierka poczułam spokojny, raczej łagodny, ale wciąż wyrazisty zapach smakowitej mlecznej czekolady o trochę karmelowym wyrazie i z kozią nutką, która nie wydała mi się inwazyjna.

Czekolada okazała się dość twarda, ale nie trzaskała. Rozpływać się zaczynała dopiero w ustach, nie była nazbyt tłusta, a tłustawo-kremowa ze znacząco proszkowym motywem.

Już od pierwszej chwili poczułam słodki karmel przenoszący się z zapachu. W smaku jednak był intensywniejszy, co przełożyło się na silną słodycz. Z czasem nieco wzrastała, ale i stawała się coraz głębsza, bo do smakowitego karmelo-toffi dołączała wanilia. 

Delikatny akcent kakao nie miał problemu z zaznaczeniem się, ale odniosłam wrażenie, że nawet nie próbował wyjść bardziej na wierzch, mimo że kozia słonawość jakby starała się go do tego zachęcić.

A no właśnie! Bardzo silnym smakiem okazało się tu mleko - wyraźnie kozie, ale subtelne. Wszelkie skojarzenia ze zwierzakiem, sianem itp. są tu nie na miejscu. Smak ten przejawiał się raczej w naturalnej słonawości i specyficznym smaczku, ale w połączeniu z karmelową słodyczą wcale nie wydawał się "chamski", mimo dosadności, którą się odznaczał.

Chwilami karmel dominował, robiło się wtedy naprawdę słodko, by następnie to nuta koziego mleka wychynęła na wierzch, co było jakby przerwą od silnej słodyczy. Całość wydała mi się pełna uroku i interesująca. Karmel z kozim posmakiem? Wyszło naprawdę smakowicie i bardzo, bardzo słodko w przyjemny sposób. Czekolada nie była przesłodzona, akcencik kakao się w niej znalazł, co obaliło moją teorię wysnutą przy koziej Domori. Wtedy stwierdziłam, że im więcej kakao, tym kozia nuta silniejsza, ale nie w tym przypadku. Choco-Lina zaserwowała mi kozią słodycz, co bardzo mi smakowało. Bardzo, owszem, ale jak wszystkie głównie mleczno-słodkie czekolady... nie aż na tyle, by zdobyć maksa. 

Kolejna kozia czekolada i... kolejna zupełnie inna. Choco-Lina, jak widać, jest dla słodyczomaniaków wolących słodkie czekolady i chcących zasmakować mocno koziej czekolady, wspomniana Domori jest bardzo wyważona zarówno jeśli chodzi o słodycz, koziość jak i kakao (nazwałabym ją uniwersalną), Askinosie cieszyła mnogością nut, więc określiłabym ją jako "dla osób nietolerujących krowiego mleka", a nie jako kozią, oraz Zotter Labooko z mocnym, kozim smakiem i dużą ilością kakao (zdecydowanie jedna z moich ulubionych czekolad tak ogółem).


ocena: 8/10
kupiłam: biogo.pl
cena: 20,30 zł za 90 g
kaloryczność: 585 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: nierafinowany cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, pełne mleko kozie w proszku 18 %, masa kakaowa, wanilia bourbon

piątek, 10 marca 2017

Zotter Mitzi Blue Minty Goat ciemna mleczna 64 % z kozim mlekiem i ziołami oraz ciemna 70 % miętowa

Nie ukrywam, że jakoś nie przepadam za Mitzi Blue Zottera. Wszystkie, które jadłam były raczej kiepskie, a ogólnie zazwyczaj nie podobają mi się ich proporcje (interesujący mały dysk, a duża część nudna).
Parę jednak jakiś czas temu zakupiłam - raz, że smaki były tak ciekawe, że nie mogłam opuścić, a dwa... może po prost miałam pecha i trafiłam na nieudane smaki?
W końcu białe ryżowe (Starry Sky i Softly Falls the Snow) albo z bekon mogły być tylko eksperymentami...

Zotter Mitzi Blue Minty Goat to mleczna czekolada z mlekiem kozim o zawartości 64 % kakao z suszonymi ziołami (duży dysk) oraz ciemna czekolada 70 % miętowa (mały dysk).

Mleczną kozią 64 % jadłam już w postaci Labooko i jest to jedna z moich ulubionych czekolad, ale na ciemną miętową Labooko już się nie załapałam. Wydaje mi się jednak, że ta będzie ciekawsza...

Po otwarciu folii poczułam wyrazisty zapach koziego mleka oraz sporej ilości kakao i mięty w naturalnym, ziołowym wydaniu. Muszę przyznać, że było to niecodzienne połączenie, ale uznałam je za niezwykle smakowite!

Przy łamaniu czekolada przyjemnie trzaskała, a zioła nie odpadały. Malutki dysk był znacznie twardszy, pewnie zarówno ze względu na to, że to ciemna, a nie mleczna czekolada, ale został on też po prostu jakby "natopiony" na mleczną, toteż ta część była grubsza.
Mam jednak zastrzeżenia co do proporcji - tak ogółem w Mitzi. Małych dysków zawsze jest mi jakoś za mało...

Zwłaszcza przy tym smaku! Mały dysk zrobiony z miętowej ciemnej czekolady 70 % był po prostu boski. W pierwszej chwili zwracałam uwagę na subtelność i charakterność kakao - czuć je było świetnie, choć wydawało się bardzo łagodnie prażone. Szybko dołączała do niego słodycz, ale wydawała się w dużej mierze miętowa i... niezwykle chłodząca.
Przypominało to czekoladę z naparem z najprawdziwszej mięty - przepyszne!

Większą część stanowiła mleczna kozia czekolada posypana ziołami. Miała niezwykle wyrazisty smak. W pierwszej chwili bombardowała "kozim" smakiem mleka, czyli specyficzną lekką "pikantnawą słonawością". Była ona mocno podkręcona zdecydowanym smakiem kakao. A może to to ona podkręcała kakao? Tak czy inaczej, kozie mleko i taka zawartość tworzą obłędne połączenie!

Dodatkowo, ta słonawość wydała mi się też nieco podkreślona przez miętowy akcent i... w dziwny sposób również nakręcała ogólną miętowość.

Mam wrażenie, że tabliczka mocno nasiąkła olejkiem miętowym z małego dysku, gdyż również wydawała się miętowa, jakby ten smaczek nie pochodził tylko od suszonych ziół. Tak swoją drogą, nie było ich za wiele i w smaku też dużej roli nie odgrywały - nadawały tylko odrobinę słodkawej, oczywiście naturalnej, ziołowości.

Miętowość ta mocno orzeźwiała, ale była naturalna i słodkawa w łagodny, specyficzny sposób.

Wydaje mi się, że mięta uwydatniała się wzajemnie z kozimi nutami na zasadzie kontrastu. Słodkawe, ziołowe orzeźwienie i słonawość koziego mleka - to aż dziwne, jak to cudownie zagrało. Myślę, że głębia kakao, które samo jakby miało nuty orzechów i ziół, tak udanie i harmonijnie to połączyła.

Całość wydawała mi się niezwykle naturalna i esencjonalna. Solidność koziego mleka, mięta jedynie w ziołowym wydaniu i moc kakao, na której to wszystko się rysowało zdobyły moje serce całkowicie.
Przepyszna, po prostu przepyszna czekolada. Śmiem twierdzić, że to jedna z najlepszych miętowych, jakie jadłam, a już na pewno najciekawsza.
Nie pomyślałabym, że mięta i kozie mleko okażą się tak trafionym połączeniem!


ocena: 10/10
kupiłam: foodieshop24
cena: 16 zł
kaloryczność: 601 kcal / 100 g
czy znów kupię: z chęcią bym do niej wróciła

Skład: Skład: miazga kakaowa, surowy cukier trzcinowy, kozie mleko w proszku 10%, tłuszcz kakaowy, zioła 1% (mięta kędzierzawa, melisa, mięta wonna, aksamitka, koniczyna, chabry, róże), sól, olejek miętowy 0,02%

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Domori Goat's Milk (Cioccolato al latte di Capra) Cacao Criollo mleczna 45 % z kozim mlekiem

Uwielbiam kozie mleko i wszystko, co z nim związane, więc czekolady z jego dodatkiem darzę miłością podwójną. Niestety nie są one zbyt popularne, zwłaszcza w Polsce, toteż na moim blogu zbyt wiele ich nie znajdziecie. Właściwie jedynymi próbowanymi dotychczas były Zotter Labooko 64 % Goat's Milk z zawartością 12 % mleka koziego oraz Askinosie Dark 62 % Goat Milk + Fleur de Sel, w której mleka było jeszcze mniej - mniej niż 8 %. Wreszcie przyszła pora dołączenia do tego tabliczki firmy, która nieustannie zachwyca mnie swoim bogactwem smaków w ciemnych czekoladach.

Domori Goat's Milk Chocolate (Cioccolato al latte di Capra) Cacao Criollo 45 % to mleczna czekolada o zawartości 45 % kakao gatunku criollo z kozim mlekiem, którego w tabliczce jest aż 22 %.

Gdy ze skromnego i pięknego opakowania wyjęłam, a następnie rozcięłam złoty papierek, poczułam przecudną woń, a właściwie dwie splatające się ze sobą. Z jednej strony zaznaczał się orzechowy akcent kakao, a z drugiej płynęła moc naturalnego mleka, ewidentnie koziego, z jego specyficzną słonawo-kwaskowatą nutką. Mimo wszystko była to kompozycja niewątpliwie słodka.

Kolor czekolady był intensywny, ze zdrowym przebłyskiem, ale oczywiście jasny, choć bardziej brązowy niż "rudawy" jak w przypadku innych mlecznych Domori.

Łamiąc tabliczkę odkryłam, że jest dość delikatna i tłusta, lecz mimo to chrupnęła całkiem przyzwoicie jak na mleczną. Gdy tylko pierwszy kawałek znalazł się w ustach, zaczął rozpływać się aksamitnie. Wydawało mi się, że jem jedną z delikatniejszych czekolad, jakie jadłam, gdy tak powoli przeistaczała się w tłusto-miękki krem, zalepiając usta.

Jako pierwszy dotarł do mnie smak kakao oraz subtelna słodycz. Powtórzyła się tu nuta orzechów z zapachu, tym razem były to wyraźnie orzechy laskowe, takie minimalnie podprażone, że aż prawie wcale.
Gdy słodycz zaczynała się nakręcać, niczym szpilka, w kakao wbiła się kozia nuta. Opłynęła orzechy i słodycz, ukazała swoją pełną moc z minimalnie słoną nutką. Wydała mi się w pełni naturalna i taka... po prostu mleczna. Dosłownie jak mleko prosto od kozy! Bardzo tłuste, ale mające takie być. 
Smak koziego mleka prawie zupełnie zakrył "orzechowe" kakao, za to zaczęły nasilać się przy nim maślane nuty. Słodycz jakby wyczuła chwilę słabości mocnej, koziej nuty i roztoczyła nad wszystkim smak maślanego toffi. Gęstego, złotego, bardzo słodkiego toffi. 
Słonawa kozia nutka próbowała się ponad to przebić, jednak nie poszło jej tak łatwo, jak z kakao. Zbliżyła się jedynie do wyrównania nasilenia. 

Gdy kawałek czekolady już prawie znikał, kakao schodziło na bardzo daleki plan, dominowała słodycz maślanego toffi z wyraźnie zaznaczonym smakiem koziego mleka, którego jednak charakterek na parę sekund raz po raz znikała.

Na koniec w ustach pozostaje słodki posmak, przechodzący potem powoli w koziomleczną nutkę i takim lekko suchym efektem wywołanym przez kakao.

Musze przyznać, że naprawdę wyraźnie było czuć tu kozie mleko! Zachwyciłoby mnie to pewnie zupełnie, gdyby nie ta silna słodycz. To trochę paradoks, ale Zotter wydał mi się charakterniejszy i kozi na tym samym, albo i wyższym, poziomie (mimo zawartości mleka). Zakładam, że to zawartość kakao (Zotter 64 %, Domori 45 %) tak podkreśliła i wydobyła kozią nutę, bo silna słodycz ni jak mi do niej nie pasuje. To nie jest przesłodzona tabliczka, ale po prostu do koziego mleka pasuje mi wyższa zawartość kakao. Właściwie... prawie zawsze pasuje mi wyższa zawartość kakao.

Czekolady owcze tylko to potwierdzają, bo w ich przypadku z Zotterem Labooko Sheep's Milk (36 % kakao, 12 % mleka) zdecydowanie wygrywa Domori (45 % kakao, 22 % mleka). Taak, kakao zdecydowanie lepiej niż słodycz podkreśla wszelkie nuty.
Przynajmniej jest remis. ;)


ocena: 9/10
kupiłam: Sekrety Czekolady
cena: 21,25 zł (za 25 g) - dostałam zniżkę od sklepu
kaloryczność: 609 kcal / 100 g
czy znów kupię: mogłabym do niej wrócić

Skład: cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, mleko kozie (22%), masa kakaowa, lecytyna sojowa