Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Surovital. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Surovital. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 28 maja 2024

(SuroVital) CoCoa Raw 99 % Dark Chocolate ciemna surowa z Peru

Choć kupując myślałam, że czekolada ta jest bardzo ciekawa, z czasem trochę zwątpiłam. Za nic nie mogłam wygonić z głowy wspomnień o niesmacznych czekoladach keto tej marki (CoCoa KETO Raw Dark Keto Chocolate i KETO Focus Chocolate Lion's Mane + Guarana + Matcha). A przecież wcześniej ją bardzo lubiłam! I w sumie... nadal lubiłam, ale bałam się, że i ta tabliczka zawiedzie. To, że setki to nie mój typ czekolad, to wiem. To, że cukier kokosowy rzadko w moim odczuciu wychodzi dobrze w czekoladzie, też wiem. On jest bowiem za intensywny, a wg mnie czekolada potrzebuje trochę cukru, ale właśnie - trochę! Może jednak niepotrzebnie się bałam? Może właśnie tak znikomy dodatek to sposób na to, by cukier w czekoladzie wyszedł zacnie, nie nazbyt intensywnie?

(SuroVital) CoCoa Raw 99 % Dark Chocolate to ciemna czekolada o zawartości 99 % surowego kakao z Peru.

Po otwarciu poczułam słodko-paloną melasę z nieco delikatniejszymi, karmelowymi wtrąceniami oraz słodko-soczyste, dojrzałe wiśnie. Wyobraziłam sobie miękkie owoce o bordowym kolorze, które zahaczały o czerwone wino. Do tego czułam sporo ziemi, wplatające kwaśność smoły i cytryny. Ostatnia stanowiła w zasadzie tylko drobny akcent. Za nim kryło się jeszcze... coś. Swoista rześkość - pomyślałam o palmach kokosowych, ale nie samym kokosie, tylko o liściach plamy.

Gruba tabliczka, choć bardzo, bardzo twarda, nie trzaskała tak głośno, jak się spodziewałam, acz w jej brzmieniu słychać twardość, konkret. Wydała mi się lekko zawilgocona i stwardniało-chrupka.
W ustach rozpływała się powoli i maziście. Początkowo była gładkawo-oleista i ciężka. Potem ta gładkość ukryła się w pylistości. Chwilami czekolada wydawała się wręcz ziarnista, tłustość zelżała, jednak ciężkość została. Niby gęsto-zbita, ale nie typowo czekoladowo gęsta. Kształt utrzymywała prawie do samego końca. Wtedy lekko ściągała.

W smaku pierwsza rozeszła się jakby nieco zgaszona gorzkość. Wprowadziła dym, który dopiero gęstniał i zbierał się w sobie.

Przemknęła niedookreślona maślaność. Przyszła mi na myśl kokosowa, wegańska alternatywa dla masła (wyobrażenie), ale nie olej czy miazga kokosowa, a jakieś takie bardziej kokosowe masło w kostce (?). Maślaność powoli zmieniała się w oleistość (kokosową?).

Gorzkość zaczęła się umacniać. Do dymu doszła gorąca smoła. Dym sam w sobie niósł ciepło, ale nie paloność. Ciepło czy raczej... cierpką ostrość?

W tle pojawił się karmel, za którego sprawą do kompozycji weszła słodycz. Zdawała się przydymiona, jakby dym ją starał się trochę ukryć, speszyć, ale ona rosła. Wzmocniła ją melasa, przy której pojawiła się nuta spalenizny. Słodycz niby miała w sobie pewną paloność, ale nie taką czystą i typową, a zestawioną z nietypową rześkością.

Gorzkość pod wpływem akcentu spalenizny przytoczyła przypalony, żytni chleb na zakwasie. Wprowadził do kompozycji kwasek.

Także obok słodyczy zaczęły błyskać drobne, kwaskawe iskierki. Początkowo po głowie chodził mi kwaskawo-cierpki dym i smoła, acz z czasem zaczęła dolatywać do tego niejasna soczystość. Coś je jednak jakby cały czas hamowało. Pomyślałam o ciemnym, przypalonym chlebie z wiśniami lub np. kromce z nałożoną na nią konfiturą z kwaśnych wiśni.

Czułam też dziwne niepalone palenie. To nie tyle palona nuta, co ciepła pikanteria, jakby ogień... Zimne ognie? Ogień zagaszony lodowatą wodą? I właśnie pewna wodnistość. Pewna taka przenikliwość i może właśnie ostrość, szczypanie lodu?

Melasę przełamała karmelowo-kokosowa rześkość. Jakby nieco skarmelizowany kokos? Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa melasa i kokos niemal zupełnie zniknęły. Polała się cytryna, a już po chwili słodycz zmieniła wydźwięk na owocowy. To słodycz wzbogacona soczystą kwaśnością, oddająca ciemne, miękkie wiśnie.

Słodko-kwaskawe wiśnie przechodziły częściowo w ciężkawe, ale nie mocno alkoholowe (zwietrzałe?) wino (podane w lodzie i z lodem?).

Ostro-chłodne nuty wydobyły z oddali przyprawy: anyż i lukrecję. Optowały za chłodniejszym klimatem, który jakby przymroził, przygłuszył niektóre nuty. Przyprawy te przywróciły za to trochę karmelu, a ja wyobraziłam sobie karmel lukrecjowy, koloru czarnego, który szczypał w język.

Dym odsłonił trochę jakby zwietrzałej kawy, sam trochę zrzedł, a gorzkość na moment osłabła. Nagle jednak się zreflektowała i tupnęła, wskakując na pierwszy plan. Kawa zniknęła prawie zupełnie, wrócił dym. Tym razem wsparła go czarna ziemia, zdradzająca lekką pikanterię i wilgoć. Ulokował się w niej anyż i lukrecja.

Soczystość też wsiąknęła w ziemię. Ściągające wino, być może także nieco przyprawione, wyszło ciężko i taninowo, ale wciąż z echem słodyczy. Ta jednak wydała mi się końcowo rozmyta... Trochę rześko-kokosowa? To przywiodło na myśl goryczkowato-kwaśny olej kokosowy, którym posmarowano (?) kromkę przypalonego, ciemnego chleba.

Po zjedzeniu został posmak kwaśnego wina, akcent wiśni i cytryny oraz oleju kokosowego o rześko-goryczkowatym smaku. Zaznaczył się na języku wraz z anyżem i lodem. Czułam skąpą słodycz karmelu z lukrecją, a także nutę przypalonego żytniego chleba na zakwasie.

Czekolada wyszła ciekawie, ale nie przekonała mnie w pełni. Intrygujące były tu gorące akcenty, ale nie paloność. Mnóstwo dymu, smoliste wtrącenia i ziemia, echo przypalonego chleba i kawy świetnie się zgrały, a jednak kokosowa oleistość, jaka się wkradła, czy nawet lekka wodnistość mi nie leżały. Anyż i lukrecja, wino na plus, ale choć kwasku było sporo, tego owoców (wiśni i cytryny) czułam niedosyt. Niska słodycz mi się podobała, a ogół smakował. Zmierzała w kierunku setkowym, ale do setki wydawało się, że jeszcze jej daleko.

Przypominała CoCoa Raw 88 % Dark Chocolate, ale wspomniana wydawała się... poniekąd bardziej intensywna. Więcej w niej owoców, np. skórek pomarańczy, fig; była nuta asfaltu. Była słodsza, ale w sposób jakiś oderwany i nieadekwatny - i właśnie też sama słodycz cukru kokosowego była intensywniejsza, co mi nie leżało. Dziś przedstawiana lepiej zaadoptowała słodycz cukru kokosowego, ale te oleiście-wodniste akcenty, jakby zwietrzałość (nut, nie czekolady!) chyba bardziej dawały się we znaki. Mimo to, jak na czekoladę tak bliską setce, wyszła naprawdę bardzo dobrze i przystępnie.


ocena: 9/10
kupiłam: octochocolate.pl
cena: 11,90 zł (za 50g)
kaloryczność: 584 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: nieprażone ziarno kakaowca, cukier kokosowy

poniedziałek, 26 lutego 2024

(SuroVital) CoCoa KETO Focus Chocolate Lion's Mane + Guarana + Matcha ciemna wegańska 42 % z olejem MTC z kokosa, miąższem kokosowym, soplówką jeżowatą, guaraną i matchą, ze słodzikami

Po CoCoa KETO Raw Dark Keto Chocolate uznałam, że "wydziwiane", prozdrowotne tabliczki Surovital chcę jak najszybciej mieć z głowy i z szacunku do marki zapomnieć o nich (co w moim przypadku jest prawie niemożliwe, bo mam zbyt dobrą pamięć do takich rzeczy). Do zakupu skusiła mnie zielona herbata i sproszkowany miąższ kokosa, a na erytrytol postanowiłam przymknąć oko... nie wiedziałam jednak, czym są produkty keto ani czego się spodziewać po sproszkowanym oleju MTC. Jakoś nie zastanowiłam się dłużej nad tym. Czekolada ta jest z serii tabliczek "na coś" - celowanych? Prozdrowotnych, znaczy się. Ta np. na koncentrację (są jeszcze np. "na włosy", "na uspokojenie" itd.).  Czekolada na koncentrację to ponoć pierwsza na rynku funkcjonalna czekolada, która zawiera: guaranę, matchę i "lwią grzywę", czyli soplówkę jeżowatą, które wpływają na pracę mózgu. Producent zachwala, że jest w wersji keto, czyli jest również przyjazna dla osób będących na diecie ketogenicznej lub na diecie low carb. Osobiście jestem sceptyczna do łączenia różnych inności, bo np. to, że ktoś chce jakąś zdrowszą czekoladę, nie znaczy, że od razu jest na diecie keto itp.


(SuroVital) CoCoa KETO Focus Chocolate Lion's Mane + Guarana + Matcha to wegańska czekolada o zawartości 42% surowego kakao z Peru ze sproszkowanym olejem MTC z kokosa, sproszkowanym miąższem kokosowym, mieloną soplówką jeżowatą, guaraną i zieloną herbatą matcha, słodzona słodzikami: erytrytolem i inuliną (bez cukru); "funkcjonalna na koncentrację".

Po otwarciu poczułam zapach dymu i roślin, jakby pokrytych rosą, a do tego wysoką słodycz. W pierwszej chwili skojarzyła mi się z dziwnym, soczystym karmelem i kwiatami, lecz już po chwili ujawnił się soczysty kokos, właśnie mieszający się z karmelem, odpowiadającym za palony ton. Kwiaty łączyły się z wilgotnymi, rześkimi roślinami, a całość wydała mi się nieco chłodna - do głowy przyszedł mi aloes. W tle ujawniła się jeszcze nieco algowa matcha i niedookreślona gorzkość. Jakby przypraw? Leków? W oddali mignął mi specyficzny wątek "zdrowych słodyczy" z polewą czekoladopodobną.

Tabliczka w dotyku była trochę ulepkowata, nieco sucha. Łamała się z kruchym pyknięciem-chrupnięciem. Była twarda, ale krucha. Kruszyła się w kryształkowy sposób, a odgryzając kawałek miałam wrażenie, że jest grudkowato-kryształkowa. Już wtedy zaanonsowała swoją tłustość.
W ustach rozpływała się średnio szybko i wodniście. Początkowo przedstawiała się w ogóle jako chropowata, ziarnista, potem to się jednak rozchodziło. Była tłusta w oleisty sposób, a to tego z wyczuwalną proszkowością, kredową pylistością. Bazowo zachowywała zbity, acz nietwardy kształt do końca. Czuć w niej kryształki.

W smaku pierwsza zagrzmiała słodka melasa. Tak wysoce słodka, że aż jej paloność jakby nieco nie nadążała. Po chwili zmieniła się w karmel... acz dziwnie soczysty. Przemieszał się z kwiatami, z których wyrwał się słodki, soczysty kokos. Pomyślałam o wodzie kokosowej.

W oddali przemknął kwasek... czy raczej jego sugestia, bez wyraźniejszej realnej kwaśności.

Paloność, która wymknęła się z melasy i karmelu wprowadziła gorzkość. Ta goniła słodycz, acz cały czas pozostawała za nią. Oddawała gorzki dym. Dużo dymu, coraz więcej kłębów szarego dymu. Dym jednak zaraz jakby zagłuszył palony motyw.

Gorzkość zrobiła się niedookreślona, do tej kakaowej dołączyło całe mnóstwo goryczek i gorzkości... dziwnych, aż trudnych do nazwania.

Złagodził je tłuszczowy wątek, łączący olej i jakby wodniste masło, z czasem robiące aluzję do mleczka kokosowego.

W tym wszystkim mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa odnotowałam matchę. To była zielona herbata o algowej nucie, ale zmieszana z jakimś roślinnym wątkiem... Jakby dziwnie zielono-roślinnej kawy w proszku? Zielonej kawy (kiedyś taką próbowałam, była okropna i niepodobna do zwykłej)? To chyba guarana. Do głowy zaczęły mi przychodzić jakieś aloesy, akacje, eukaliptusy - "chłodne rośliny". To było gorzkie i zahaczające o cierpkość.

Mimo to, słodycz też rosła i cały czas pozostawała wysoka. Odstawała jednak dziwacznie od tej gorzkości, że było i słodko, i gorzko, ale jakoś zupełnie bez zgrania.

Mimo intensywności, w kompozycji odnotowałam też jakby pyliście-mączny, nijaki smak. Z czasem mieszał się z kokosem, którego charakter został spłycony. Kokos po prostu zamienił się w goryczkowaty olej kokosowy. Do głowy przyszły mi zimne ognie i białe, goryczowate leki. Za nimi jakiś motyw grzybów? Matcha kontrastowo zaprezentowała swoją naturalną, lekką słodycz.

Dym i olej kokosowy przybrały chłodny wydźwięk. Nie było to już specjalnie rześkie, acz jakby zawilgocone i... brudno ziemiste? Czekoladowość przy tym wyszła tandetnie i czekoladopodobnie.

Słodycz końcowo wydała mi się mordercza. Czysta, przenikliwa i nawet jakby trochę konwencjonalnie cukrowa. Jakbym miała do czynienia ze skondensowanym roztworem cukru w odrobinie wody. Właśnie też samą wodnistość czuć. To mieszało się z motywem goryczowatych leków.

Po zjedzeniu został posmak właśnie głównie goryczowatych, białych leków, ale też silna, jakby czysta słodycz. Wydała mi się wręcz dojmująca. Mieszała się z algami, nieco wygładzającymi słodycz z goryczką, oraz chłodno-wilgotnym motywem roślin. Czułam też olej kokosowy i kwaskawą goryczkę chyba z nim związaną.

Ta czekolada była... podła. I mało czekoladowa. Wyszło to płasko w smaku. Niby intensywnie, ale nie w to, co by się chciało. Czysta, przenikliwa słodycz, melasa i dym zmieniający się w olej kokosowy i goryczowate leki czy dziwacznie roślinne nuty wyszły okropnie. Kokos, karmel - odstawały i przy tym też przyjemnie się nie zaprezentowały. Kakao czułam niedosyt. Gorzkości było sporo, ale niewiele w niej przyjemnych nut. Konsystencja okropna, bo oleiście-wodnista i z kryształkowymi zapędami. Ogół bardzo, bardzo mało czekoladowy, że jedząc aż ucieka poczucie, że je się właśnie czekoladę. To taka... tabliczka czegoś.

Resztę oddałam Mamie, ale ona dała radę tylko kawałek jednej kostki. Podsumowała: "To coś miało tylko jedną zaletę: dobrze, bo łatwo się rozpuszczało. A tak, na smak, okropne. Z jakimś czekoladowym mydłem mi się skojarzyło. Dość gorzkie, dałabym z 60% kakao, tak strzelam, ale to nie była przyjemna, kakaowa gorzkość, a jakaś dziwna.".
Końcowo trafiła do ojca. Mu też nie smakowała, opisał to tak: "Tragedia. Kokosa nie czuć, za to herbata w niej smakuje jak siano. Czekolada w ogóle nie słodka". Przy czym w rozumieniu ojca "słodka = dobra" (i im mniej słodka, tym mniej smaczna).


ocena: 2/10
kupiłam: octochocolate.pl
cena: 12,60 zł (za 40g)
kaloryczność: 460 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: nieprażone ziarno kakao, inulina, substancja słodząca: erytrytol, tłuszcz kakaowy, sproszkowana guarana, sproszkowany olej MCT z kokosa (olej MCT z kokosa 70%, błonnik z akacji 30%),  sproszkowany miąższ kokosowy, herbata zielona w proszku matcha, soplówka jeżowata - grzyb mielony, wanilia Bourbon

sobota, 27 stycznia 2024

(SuroVital) CoCoa KETO Raw Dark Keto Chocolate ciemna 60 % z Peru z olejem kokosowym

Gdy przyszło mi sięgnąć po dzisiaj prezentowaną czekoladę... już - stety-niestety - wiedziałam, czym jest dieta keto. W moim odczuciu? Czymś okropnym. Dieta tłuszczowa bez węglowodanów? Podziękuję. Kupując tę czekoladę pomyślałam, że po prostu z ciekawości zobaczę, czym jest czekolada keto jako że na pierwszy rzut oka nie wyglądała podejrzanie. Co prawda posłodzono ją erytrytolem, którego nie lubię, ale zamawiając uznałam, że dam szansę. Po (Surovital) CoCoa Keto Krem Kakaowy, który otrzymała gratis, dotarło do mnie, jak wielki błąd zrobiłam.


(SuroVital) CoCoa KETO Raw Dark Keto Chocolate to ciemna czekolada o zawartości 60% surowego kakao z Peru ze sproszkowanym olejem MTC z kokosa, słodzona erytrytolem (bez cukru).

Po otwarciu poczułam mocno kokosowy zapach. To świeże, wręcz rześkie wiórki kokosowe i słodkawa w naturalny sposób miazga kokosowa, ale też przemykający olej kokosowy. Do głowy przyszło mi kokosowe cappuccino. Słodycz kokosa wzmocnił karmel, przechodzący w melasę. W oddali zaznaczyła się soczysta ziemia i odrobina dymu, wywołanego palono-melasową słodyczą. I jakby... karmelizowanym kokosem? Do tego odnotowałam kwaśność soku czy raczej napoju pomarańczowego.

Matowa tabliczka była twarda, ale wcale tak głośno nie trzaskała przy łamaniu. Wydawała raczej masywne chrupnięcia, a jej przekrój sugerował ziarnistość i proszkowość.
W ustach, po tym jak przez dwie-trzy sekundy nie działo się z nią nic, rozpływała się raczej w tempie umiarkowanym. Okazała się gładka, niemal śliskawa i bardzo oleista. Przypominała taflę zrobioną z oleju. Pokrywała podniebienie oleiście-wodnistą smugą i znikała jak woda; przyspieszała rozpuszczanie się dopiero pod koniec. Pozostawiała usta otłuszczone.

W smaku pierwsza rozbłysła słodycz. Wydała mi się wręcz dojmująca. Należała do karmelu i kokosa. Kokos tchnął rześkość, soczystość i po chwili pomyślałam o jakby karmelowym, karmelizowanym kokosie?

Słodycz zarysowała się... na początkowo mdłym tle. W końcu pojawił się tam... jakby piasek rozgrzany słońcem, który nieco rozgrzewa gardło i język oraz... zimne ognie? Olej kokosowy zaznaczył swoją obecność.

Przemknął kwasek. Najpierw wydał mi się cytrynowy, potem też lekko kokosowy, a następnie przez moment niedookreślony. Z czasem jednak wyklarowała się jakby siarka, coś niespożywczego... Co jednak z czasem utonęło w cytrynie. Cytrynie i soku pomarańczowym?

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa pomyślałam o nasączonej cytryną ziemi. Wyobraziłam sobie czarną, mulistą ziemię. Rozgościła się w niej lekka goryczka oleju kokosowego. Za sprawą ziemi gorzkość nagle rozkręciła się, dominując kompozycję. Wyszła ciężko - nie była to tylko gorzkość kakao. Ono jednak miało całkiem sporo do powiedzenia, wtłaczając jeszcze kwasek i cierpkość kakao surowego... Uładzonego smakiem wiórków kokosowych i... przechodzącego w jakby kokosowe cappuccino - nieco lurowate i... posłodzone wanilią?

Co jednak potem zeszło się z jakby wodnistą słodyczą. Mimo echa wody, była bardzo wysoka i aż przenikliwa. Do głowy przyszedł mi aloes. Po dłuższym czasie wyklarował się jej słodzikowy wydźwięk, wgryzający się też w goryczkę. Pomyślałam o okropnie i nijako słodkiej wodzie, przemieszanej z karmelem i syropem kokosowym. Może... miodem, ale... jakimś dziwnym, kokosowym? Roślinnie-rześkim?

Sucha, rozgrzana ziemia wróciła... nie była jednak już zbyt jednoznaczna, a z lekką naleciałością... korzenną? Sugestia ostrości połączyła ziemię czarną, mulistą z tą suchą jakby nieco cynamonową mgiełką. Znów trochę to przypiekło, wraz z przesadzoną, irytującą słodyczą, w język.

Po zjedzeniu został posmak oleju kokosowego, mdłych wiórków kokosowych i ziemi. Do tego czułam słodycz o niedookreślonym charakterze. Była wysoka, męcząca, ale jakaś wodnista z charakteru. Cierpkość i goryczka wydawały się przy niej bardzo dosadne.

Czekolada nie posmakowała mi, a konsystencja wydała mi się obrzydliwa. Śliska tabliczka z oleju była okropna. Smak... Miał i lepsze nuty, np. ziemię, ogólną kokosowość, ale też odpychające elementy takie jak za duża ilość oleju kokosowego i wodnista, a silna i irytująca, nijaka słodycz. I tak jednak smak był lepszy niż struktura.
Zjadłam 3 kostki - gdyby nie tłustość, oleistość może mogłabym więcej, ale i tak... poznałam, czym jest czekolada keto i wolałabym żyć w niewiedzy. Zdaję więc sobie sprawę, że jako produkt keto to pewnie jest względnie przeciętne, ale czekolada jak dla mnie - keto czy nie - ma przede wszystkim smakować.
Mama spróbowała tylko trochę i oddałyśmy ojcu. Podsumowała: "O smaku tej czekolady w zasadzie nawet nie ma co mówić. Taka po prostu zwyczajnie niesmaczna, nie budząca skrajnych emocji. Konsystencja za to okropna, wcale nie czekoladowa, a jakby tabliczka z oleju, aż dziwne, jak to zrobili. Ale jak to ma być keto - dieta tłuszczowa, tak? - , to może i zrozumiałe".


ocena: 5/10
kupiłam: octochocolate.pl
cena: 11,60 zł (za 40g)
kaloryczność: 521 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: nieprażone ziarno kakao, substancja słodząca: erytrytol, tłuszcz kakaowy, sproszkowany olej MCT z kokosa (olej MCT z kokosa 70%, błonnik z akacji 30%), sproszkowany miąższ kokosowy, wanilia Bourbon

sobota, 13 stycznia 2024

(SuroVital) CoCoa Raw 88 % Dark Chocolate ciemna surowa z Peru

O zmianach firmy Surovital pisałam trochę przy okazji (Surovital) CoCoa Keto Krem Kakaowy, który to dostałam jako gratis do kilku zamówionych czekolad. Wśród nowości znalazło się bowiem parę takich, które uznałam za ciekawe, a jedną nawet za bardzo obiecującą. Trochę więc nietypowo dla mnie od niej zaczęłam (spodziewanie najlepsze przeważnie zostawiam na koniec).
Trochę śmiesznie się złożyło, bo krótko przed tą tabliczką zjadłam Goodio Craft Chocolate 71 % Cacao również z surowego, peruwiańskiego kakao i też słodzoną cukrem kokosowym. To nieczęsto spotykane połączenie, a tu tak jedna tabliczka zaraz po drugiej. I to zupełnie przypadkiem, bo planując degustacje myślałam, że wspomniana jest z Ekwadoru.

(SuroVital) CoCoa Raw 88 % Dark Chocolate to ciemna czekolada o zawartości 88 % surowego kakao z Peru.

Po otwarciu poczułam uderzenie zapachu słodko-ciężkiej melasy i ziemi. Za melasą pojawiło się sporo suszonych fig, a ziemię wsparła piernikowo-chlebowa nuta. Pomyślałam o wilgotnym wypieku zrobionym na kwaśnym zakwasie. Kwasek podkreśliły też cytrusy, jakby sucha - aż skrzypiąco-trzeszcząca - mandarynka i skórki pomarańczy... Z kolei suszone i porozkładane w szafie z ubraniami (skórzanymi? futrami?). Całość zasnuł ciężki dym i przypieczętował ciężkość. Kompozycja jawiła się jako nie mocno słodka, ale słodka w bardzo istotny, skupiający uwagę sposób.

Gruba tabliczka była bardzo twarda, lecz przy łamaniu wcale głośno nie trzaskała. Robiła to dosadnie, ale w stłumiony sposób, jakby była nieco zawilgoconą, twardą masą. Konkretnie... trochę jak zawilgocone drewno?
W ustach rozpływała się wolno i dość ciężko. Była niemal śliskawo gładka, oleista. Pokrywała podniebienie tłustymi smugami, bazowo zachowując zbity kształt niemal do końca. Wtedy nieco ściągała.

W smaku najpierw poczułam delikatną słodycz jakby karmelowej rosy. Cała rześkość rosy, mżawki się w tym zawarła, acz jawiło się to słodko. Karmel nie był mocno palony, ale trochę palony na pewno. Palono-ciężki?

Pod karmel podkradła się suszona figa i po chwili rozbrzmiała bardzo wyraźnie. Choć też ciężko-słodka, to jednak wprowadziła lekką soczystość.

Rześkość wody, a wiec rosy i mżawki, podkręcił zaraz wręcz chłód. Skojarzył mi się z anyżem i miętą; ich połączeniem. Soczystość za nimi zaczęła rosnąć. Przemknął kwasek... Wytrawnego wina z anyżem? I z nieśmiałym echem smoły.

Potem polała się gorzkość. Gorzkość przepleciona kwaskiem? Pomyślałam o asfalcie. O deszczu padającym na niego i asfalcie parującym. Jakby był gorący i zlał go deszcz. Gorzkość błyskawicznie wzrosła w dosadnym kontekście. Wzmocniła ją ziemia. Pomyślałam o czarnej wilgotnej, zimnej ziemi. Wydawała się wręcz... przenikliwa? Wszechobecna i podkreślona smołą.

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa suszone figi i karmel zaczęły przechodzić w bardziej paloną, gorzkawą melasę. Wpisywała się poniekąd w słodkawy i przypalony pierniko-chleb na zakwasie. Na za dużej ilości zakwasu, przez co kwaśny. Wyobraziłam sobie ciemny, mimo powierzchownego przypalenia, wilgotny wewnątrz wypiek.

Pomyślałam o pierniku z winem... Czerwonym, wytrawnym... Nieco skwaśniałym? Odnotowałam jakby gnilną, podfermentowaną nutę... Trzymała się alkoholu, z czasem już nie wina, a nalewki... Z czerwony owoców? Porzeczek?

Od chłodu i rześkości rozchodziło się coraz więcej goryczkowatych ziół. Słodką miętę z czasem nieco odsunęła szałwia. Ta była bardziej gorzkawa. Podkreśliła ziemistość, a na zasadzie kontrastu przez pewien czas wydawało mi się, jakby kompozycja skrywała smakową oleistość, wodnistość. Łagodziła trochę ogół.

Z czasem jednak anyż się zbuntował, wzmocniła go słodko-chłodna, pikantnawa lukrecja, wymykająca się z piernika i odciągająca od niego uwagę. Pomyślałam o dymie... jakby ogień zagasić ogromną ilością wody. Oleistość zrobiła się, chyba przy pomocy ziemi, bardziej smolista. Kwaskawa też w tym kontekście.

Kwaśność połączyła się wówczas z soczystością, obfitując w cytrusy. Czułam przede wszystkim goryczkowate, suszone skórki pomarańczy, jakby porozkładane w drewnianej szafie ze skórzanymi ubraniami i futrami oraz cytrynę. Cytryna dbała o kwaśność bardziej soczystą. W tle pojawił się wątek suchych, aż trzeszczących i mdławych mandarynek. I jakby... wina wytrawnego skwaśniało-cytrusowego?

Po zjedzeniu został posmak asfaltowo-ziemisty, bardzo gorzki i cytrusowo kwaśny. Słodycz czułam niską, ale wydała mi się dosadna i wręcz przenikliwa, ciężka od melasy i chłodna od ziół i lukrecji / anyżu. Pojawiła się też winna taninowość, ale nie sam posmak wina. Bardziej skwaśniałej nalewki.

Całość mi smakowała, jednak nie obyło się bez "ale". O ile gorzkość asfaltu i ziemi, doprawiona dymem oraz kwasek mi się podobały, tak złagodzenie za sprawą wodniście-oleistego motywu już na pewno nie. Kwasek był, chwilami zaskakująco niski, cytrusowo-taninowy, a czasami... nie tyle mocny, co przenikliwy jak kwaśne, nalewkowate wino. Suszone nuty skórek pomarańczy i fig ciekawie przeplotły się tu z mżawką, rosą, deszczem. Ciężkość melasy, słodyczy wydała mi się jakoś... trochę oderwana i nieadekwatna, mimo że wcale nie wysoka. Na szczęście jednak nie przytłaczała. Trochę ziół (w tym bardzo wyraźna szałwia), anyżu i lukrecji wyszły zacnie charakterystycznie. Nawet gnilno-skwaśniale nuty wina i czerwonych porzeczek wyszły tu raczej na plus. Czekolada była ciężkawa, ale jak najbardziej do przyjęcia.

Odlegle przypominała (SuroVital) CoCoa Raw Dark Chocolate 80 %, ale w wersji o wiele mniej słodkiej, nie tak przytłaczająco melasowej. Mżawka, ziemia, asfalt i dym były niemal identyczne, ale 80% zawarła w sobie o wiele więcej owoców, np. gnilnych truskawek, porzeczek oraz wina. Dzisiaj przedstawiana jawiła się bardziej nijako pod względem kwasku, a bardziej gorzko. Jej kwaśność kojarzyła się bardziej ze skwaśniałym połączeniem wina i nalewki. O ile jednak 80% słodycz jakoś pasowała do wydźwięku, tak tu mimo że niska, wydawała się dziwnie doklejona chwilami.


ocena: 8/10
kupiłam: octochocolate.pl
cena: 11,90 zł (za 50g)
kaloryczność: 561 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: nieprażone ziarno kakaowca, cukier kokosowy

piątek, 24 listopada 2023

(Surovital) CoCoa Keto Krem Kakaowy

Lubię czekolady Surovital, choć na lubieniu koniec, a reszta oferty mnie nie interesuje. To, jak rozwija się firma, wzbogaca ofertę o markę / linię OCTO nie pokrywa się z tym, czego szukam w świecie czekolad. Gdy zupełnie przypadkiem dowiedziałam się o paru nowościach, zdecydowałam się na kupno, jako że niewiele w Polsce jest surowych czekolad. Nie chciałam zamawiać tylko dwóch tabliczek, wiec rozejrzałam się, co jeszcze mają. Kolejny dział produktów nie dla mnie - keto. Jako że coraz częściej trafiam w internecie na czekolady keto, postanowiłam wreszcie spróbować, "z czym to się je". Po otwarciu paczki bardzo się zdziwiłam, bo dostałam w gratisie próbkę ich kremu. Właśnie też keto. Ucieszyłam się, bo to bardzo miłe z ich strony, jednak... trochę przykro mi się zrobiło, że to produkt, który raczej nie wkupi się w moje łaski.  Gdy tylko wyjęłam malutki słoiczek z paczki, w głowie zaświtała mi myśl o Pięć Przemian Krem Migdałowo-Czekoladowy Keto Friendly - na sam widok napisu "keto", jeszcze nie zagłębiając się w skład. Przyznaję, że nawet się nie zdziwiłam, że ten krem też był migdałowy. W tym jednak przypadku i tak mnie to nie pocieszyło. Całość bowiem wyglądała na nie dla mnie (co po wspomnianym już wiedziałam). Przerażał mnie trochę już sam opis producenta: "Bogaty, lejący się krem czekoladowy w wersji keto", bo uważam, że krem ma być kremem... Lać się to może sobie sos lub syrop. W nieco ironicznym uśmiechu usta wykrzywiły mi się na rozbieżność tytułu "krem kakaowy", a opisu "krem czekoladowy". Może więc czekoladowo-kakaowy, podkręcony na maksa? Nie nastawiałam się, bo w składzie widziałam elementy, mogące sprawić, że to zejdzie na dalszy plan. Erytrytolu bardzo nie lubię, mimo że powszechnie go chwalą jako jeden z najzdrowszych słodzików, a "olej MCT w proszku z kokosa" po prostu nie brzmiał mi dobrze. Nie pomógł fakt, że próbka miała zupełnie nie dla mnie gramaturę, bo jak robię jakieś desery z jakimkolwiek kremem, dodaję 30-40 gramów, a 30... to takie malutkie ciut-ciut. Tak malutkie, że łyżeczki nie mieściły mi się w tym, przez co musiałam sięgnąć po łyżeczki naprawdę mikroskopijne (które mam od lat, ale w zasadzie nie wiem, do czego są).

CoCoa Keto Krem Kakaowy to kakaowy / czekoladowy krem na bazie migdałów ze słodzikiem, bez dodatku cukrów, produkowany przez Surovital (CoCoa / OCTO).

przed i po uporaniu się z olejem
Po otwarciu zaskoczył mnie delikatny zapach migdałowo-orzechowy, sugerujący krem typu Nutella jakby już od razu rozsmarowany na pszennej bułce (!) wraz z nutką taniości i zaskakująco konwencjonalnie cukrową słodyczą. Nie była jednak jakoś szczególnie silna. Towarzyszył jej jakby słodki chłodek (słodziku i kokosa?). Całość wydała mi się niejednoznacznie orzechowa, trochę orzechowo-kokosowa i palono-gorzka od dodatku kakao.

Na wierzchu wydzieliło się sporo oleju, który zlałam (wyszło około łyżeczki - przypominam że na raptem 30g). Sam wierzch po pozbyciu się oleju wyglądał wciąż oleiście, ale kojarzył się też z rozpuszczaną, jedynie gęstawą czekoladą. Przy kontakcie z łyżeczką okazał się mazisty i miękki, mimo że masywny. Był nieco lejący, zwłaszcza w wyższej temperaturze z ochotą szedł w tym kierunku.
W trakcie jedzenia zaklejał na chwilę usta w kleiście-tlusty sposób. Chwilowo utrzymywał poczucie masywności, ale ta zaraz odchodziła w niepamięć. Był oleiście miękki i dziwnie... nie tyle zbity, co jakby "zgęstniały" jak jakiś nutellowaty kisiel. Rozpuszczał się dość szybko, wykazując pylistość i wodnistość. Oprócz tego cechowała go gładkość, acz trafiłam na jeden kawałeczek migdała. Kojarzył się ze słodkimi kremami tłuszczowymi typu Nutella. Jedzony osobno trochę obrzydzał miękką, przesądzoną tłustością, która na koniec aż jakby osadzała się na ustach.

W smaku najpierw zaprezentował się zgrany i stonowany duet słodyczy i gorzkości.

Słodycz rozwinęła się w chłodno-cukrowym kierunku. Szybko rosła i choć w pierwszej chwili była bliżej nieokreślona, zaraz wydała mi się słodzikowo napastliwa, a jednocześnie z pobrzmiewającą nutą jakby zwyczajnie cukrową. Wprowadzała skojarzenie z tłuszczowo-cukrowymi kremami typu Nutella i czekoladowy wątek.

W gorzkiej strefie pierwsze obecność zgłosiło zwykłe kakao w proszku, a tuż po nim migdały, zaraz mieszające się z olejem kokosowym.

Kokosowość w kolejnych sekundach bardzo przybrała na znaczeniu, aż się zdziwiłam. Mieszała się z nią dziwna wodnistość i goryczka, spłycające smak. Wydała mi się rześka... soczysta? 

A jednak mimo tego, że w kremie czuć głównie zwykłe kakao, to i mniej więcej w połowie rozpływania się porcji w ustach pojawił się wyraźny motyw czekolady. Ciemnej w syropowo-"deserówkowym" kontekście. Była jedynie trochę gorzkawa i palona. Odnotowałam w niej za to lekko grzybową nutę, która czasami trafia się w mousse'ach kakaowych. Czekoladowość była trochę cierpka i bardzo, bardzo przesłodzona. Skojarzenie właśnie z czekoladą pielęgnowała wyczuwalna w tle ciężka wanilia. W pewnym momencie ta słodycz zamulała.

A irytująca chłodno-rześka słodzikowość parła na przód, wraz z tłuszczowym smakiem goryczkowatego oleju kokosowego spłycając kompozycję. Wkradł się przez nie tani motyw i myśl o kremie typu Nutella. Wyłapałam też kwasek oleju kokosowego. Migdałowość niby była, ale traciła na znaczeniu, przechodząc bardziej w ogólną orzechowość. 

Pod koniec wydawało się, iż to ta przenikliwa słodycz słodziku dominuje, a pozostałe nuty opadły z sił. Migdały się prawie zagubiły, a cierpkawe kakao stanowiło nutkę jakby zmieszaną z olejem kokosowym i... Wodnistością.

Po zjedzeniu został niesmak oleju kokosowego i słodziku, przekładające się na niedookreśloną goryczkę i przesadzoną słodycz. Ona aż zmuliła bardzo szybko. Cierpkość kakao też czułam, ale słabo.

Całość zupełnie mi się nie podobała. Od za tłustej i miękko-lejącej, oleistej i po prostu osobliwej konsystencji, przez lichy i nieprzyjemny zapach po nachalny, a mdły w kakao i migdały smak. Napastliwa słodycz słodziku, muląco przesłodzony motyw czekolady i skojarzenie z Nutellą, wymieszane z goryczką i aż kwaskiem oleju kokosowego oraz niedomagającymi migdałami niczego przyjemnego mi nie zaoferowały. Przeszkadzała mi tam w dodatku wodnistość. Kakao było, bo było, ot. Zaskoczył mnie jednak tak dość wyraźnie czekoladowy wątek. Nie to, że był jakoś szczególnie dobry, ale po kremie kakaowym się go nie spodziewałam. 
Zmuliło mnie i zmęczyło to bardzo szybko, raptem po spróbowaniu paru miniłyżeczek i trochę ponad połowę 30gramowego słoiczka (!) oddałam Mamie.

Mamie też nie smakował. Spróbowała trochę łyżeczką, a resztę dokończyła na kruchych maślanych ciastkach z Kauflandu. Jadła dwa dni. Całość podsumowała: "Ten krem w ogóle nie smakuje tym, czym powinien. Ani czekolady, ani kakao, ani migdałów tu szczególnie nie czuć. Jest za to i gorzki, i słodki, ale tak nieprzyjemnie, bo i tak jest żaden. Bez wyrazu, bez charakteru. Konsystencja kiepska, rozsmarowany na ciastkach w ciepłym pomieszczeniu łatwo płynie. Sam niesmaczny, z ciastkami już nieco lepiej, ale i tak efekt taki, że nie chce się jeść".

Nie chcę jednak wystawić skrajnie niskiej oceny, bo to produkt po prostu nie dla mnie - nie kupiłabym go, a dostałam. Poczytałam, że dieta keto to dieta tłuszczowa z wykluczeniem węglowodanów, co poniekąd tłumaczy skład i nie mogę się czepiać obecności słodziku czy takiej tłustości, ale... to nie wygląda mi na dobry produkt keto, bo spełnianie jakiś kryteriów to jedno, ale jedzenie przede wszystkim ma smakować. Sprawdziwszy cenę, utwierdziłam się w przekonaniu, że nie skrzywdziłam kremu oceną.


ocena: 2/10
kupiłam: dostałam (jako gratis do zamówienia) od octochocolate.pl
cena: ja dostałam, ale cena to 41,90 zł za 200g
kaloryczność: 488 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: migdały, substancja słodząca: erytrytol; kakao odtłuszczone 10%, sproszkowany olej MCT z kokosa (olej MCT z kokosa 70%, błonnik z akacji 30%), wanilia Bourbon

sobota, 11 marca 2023

(SuroVital) CoCoa Raw Dark Chocolate 80 % ciemna surowa

Dawno już nie jadłam niczego od Surovital / CoCoa, a przecież lubianego przeze mnie polskiego producenta. Chociaż... bo ja wiem, czy producenta? Na pewno cenię linię CoCoa. Ogólnie Surovital miałam za złe, że skupili się na linii OCTO, a więc produktów nie w moim typie, słodszych i nietabliczkowych, jakby CoCoa olewając. Do tego doszła tęsknota za surową czekoladą, której też dawno nie jadłam. Jakże się więc ucieszyłam na widok ich nowości, w dodatku o tak bardzo mojej zawartości kakao! Natychmiast zamówiłam i nie mogłam się powstrzymać, by nie zjeść jej stosunkowo szybko.

(SuroVital) CoCoa Raw Dark Chocolate 80 % to ciemna czekolada o zawartości 80 % surowego kakao.

Po otwarciu poczułam zaskakująco znaczącą słodycz melasy, karmelu i żywicy. Była ciężka i poważna, ale nasycona nie mniej istotnymi cytrusami. Miały nieco egzotyczny wydźwięk, stąd do głowy przyszedł mi azjatycki cytrus yuzu. Do tego sporo owoców czerwonych, chyba głównie porzeczek, jako palono-duszone dżemy i kompoty. Od tych kwaśności odbiegała jakby nieco mniej spożywcza nutka, którą zapisałam sobie jako acetonowo-siarkową. Kryła się w gorzkim dymie, który to zgrał się z ziemią. Podkreślił ją, że obok melasowo-karmelowego splotu i cytrusów znalazła się na pierwszym planie. Doszukałam się też kawy - jakby na ziemię ją ktoś wylał.

Tabliczka była bardzo twarda, co jeszcze wzmocniła jej grubość. Skojarzyła mi się z zawilgoconym drewnem, wydając trzask porządny, ale stłumiony.
W ustach rozpływała się powoli, mocno trzymając kształt. Nie było w tym jednak oporu. Wydała mi się lekko śliskawo-oleista, ciężka. Opływała trochę wodnistymi, ale lepkimi smugami. Cechowała ją gładkość. Była niczym bardzo, bardzo gęsty i zbity maślany krem, który ktoś próbował niezbyt umiejętnie rozrzedzić. Otłuszczała podniebienie i usta, po czym dość rzadko znikała, pozostawiając tłustawo-cierpkawe wrażenie.

W smaku najpierw poczułam delikatną słodycz i rześkość jak podczas mżawki. W zasadzie były jednością. Wychwyciłam kwasek w tle, ale słodycz nie dała mu dojść do głosu. Słodycz miała karmelowy charakter. To karmel palony, szlachetny, jakby zgaszony, Szybko dołączyły do niego kadzidlano-żywiczne nuty, a potem jeszcze melasa. Słodycz rosła.

Po paru chwilach w jej toni zaznaczyła się soczystość. Podskoczyła błyskawicznie, ukazując słodkie mandarynki, które okazały się nutą znaczącą i długo wyraźnie się utrzymującą.. Cytrusowość nakręciła cytryna. Jej sok polał się i zaraz przemieszał z egzotycznym motywem, obfitując w np. azjatyckie yuzu. Pewnie też jakieś inne "cytrusowate" egzotyczne owoce. 

Po paru chwilach leniwie, ale konsekwentnie rozchodziła się gorzkość. Była odważna i wydawała się bezkompromisowa. Nie wyszła wprawdzie przed poprzednio opisane, a tylko zrównała się z nimi, ale gorzka ziemia w pewnym momencie bardzo, bardzo skupiała na sobie uwagę. Osnuł ją dym i wylano na nią zimną, mocną, czarną kawę. Espresso. Choć dym także reprezentował gorzkość, wplatał kadzidlano-żywiczną słodycz.

Za tym wszystkim raz po raz przemykały czerwone owoce... czy raczej wino o ich nutach. Czerwone i słodkie...
Słodycz ogólnie tak się panoszyła, że w pewnym momencie aż nieco rozgrzała gardło.

Z racji rześkości mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa pomyślałam o asfalcie po deszczu i zimnej kawie wylanej na czarną glebę. Przeciskał się tam też dym, a w nim kryła siarka. Nastąpiła seria kwaskawych, mniej spożywczych błysków. Siarka i aceton z czasem zmieniły się jednak w gnilną, ostrzejszą nutę.

Słodycz osiągając dość wysoki poziom, ustatkowała się i zelżała. Była rześka jak dym z lżejszego kadzidła, ale jednocześnie ciężka, bo mocno melasowa i palona. W pewnym momencie wydała mi się przyjemnie niska. Melasa zaczęła przechwytywać te ostrzejsze i gnilne nuty. Czerwone wino raz czy drugi polało się, by zaraz wsiąknąć w ziemię. Kryło lekką pikanterię.

Chwilami wyłaniały się przyprawy korzenne: czarny kardamon, goździki oraz lukrecja i anyż - splot ostro-rześki, słodki.

Po pewnym czasie czerwone owoce umocniły się. Okazało się, iż to nie tylko one, ale też cierpka aronia i jeszcze jakieś ciężko-kwaśno-cierpkie... Na pewno czułam czerwoną porzeczkę i wiśnię. Najpierw otarły się o dżemowo-kompotowy motyw, jednak inne nuty dopowiedziały im raczej gnilną pikanterię, podfermentowanie. Dodatkowo cierpkość cały czas nakręcała aronia. Uderzyły nieco gnilne truskawki, zagłuszając resztę swoją specyficzną słodyczą, która po chwili osłabnięcia, znów zaczęła rosnąć.

Wzrosła za sprawą karmelu i melasy, które nie zapomniały o rześkości.

Po zjedzeniu został właśnie rześki posmak, równie rześka, soczysta egzotyka czerwonych i cytrusowych owoców o znaczącej kwaśności oraz ziemisto-dymny motyw. Dym mieszał się ze słodyczą, reprezentowaną przez melasę. Do tego czułam lekkie ściągnięcie jak po cierpko-gnilnych owocach.

Całość smakowała mi, jednak zaskoczyła tak znaczącą słodyczą. Nie była wprawdzie bardzo wysoka, ale melasy, żywic i karmelu czułam mnóstwo. Mandarynki i yuzu, gnilne czerwone owoce (porzeczki i truskawki), podkręcone aronią i winem ciekawie się odnalazły z charakternymi dymem, ziemią i asfaltem. Dym połączył gorzkość i słodycz kadzidłem, co również dało interesujący efekt. Do tego ta rześkość deszczu! Bardzo udana tabliczka, czuć surowy charakterek, a jednak mam wrażenie, że lepiej by było, gdyby była posłodzona czymś mniej imperatywnym niż cukier kokosowy, np. cukrem trzcinowym.

Dym, ziemia, mgła - podobnie rześki wydźwięk miała SuroVital CoCoa Raw Czekolada Klasyczna Gorzka 70%. Słodsza od nut miodowo-karmelowych, też była bardzo, a nawet bardziej, melasowa. W niej czułam sporo wina, a pikanteria była korzenna, w dziś przedstawianej o wiele więcej w niej z gnilności. 


ocena: 9/10
kupiłam: CzaryMary.pl
cena: 13,05 zł (za 50g, ale miałam kupon rabatowy, normalna cena to 13,48zł)
kaloryczność: 612 kcal / 100 g
czy znów kupię: raczej nie

Skład: nieprażone ziano kakaowca, cukier kokosowy, tłuszcz kakaowy

niedziela, 17 grudnia 2017

SuroVital CoCoa Raw Biała surowa z Peru z pistacjami i solą himalajską

Swego czasu miałam wręcz wstręt do białych czekolad, pewnie spowodowany tym, że czułam się przytłoczona ich ilością, ale ostatnio raz i drugi trafiłam na nie tak strasznie słodkie i... mimo że dalej białe są u mnie ostatnie w klasyfikacji czekolad, po dzisiaj opisywaną sięgnęłam z ochotą - pistacje kocham, lubię dodatek soli w białych i coś tak czułam, że polska firma zaprezentuje nam (i wstrętnej białej z pistacjami Amedei), jak taka czekolada powinna smakować.

SuroVital CoCoa Raw Biała z pistacjami i solą to biała surowa czekolada (tłuszcz kakaowy z kakao criollo z Peru) z pistacjami i solą himalajską, ze sproszkowanymi migdałami zamiast mleka, słodzona cukrem kokosowym.

Po otwarciu poczułam bardzo smakowity, ale delikatny zapach maślanych, mocno wypieczonych ciasteczek maślanych i krówek. Tę "wypieczoność" napędzała słonawa nutka zespojona z karmelową słodyczą. Były złączone z ewidentnie orzechową nutą.

Już w dotyku czekolada była tłusta, ale nie wydało mi się to wadą, zwłaszcza gdy lekko trzasnęła. W ustach rozpływała się idealnie gładko i dopiero tu zaczęła męczyć tłustością. Odebrałam ją bowiem jako nazbyt ciężką, zbitą i treściwą.

Od samego początku rozchodziła się słodycz wanilii i maślanych krówek, do której po chwili dołączała "ogólna orzechowość", na którą złożyły się sproszkowane migdały i pewnie pistacje.

Smak tej czekolady określiłabym jako przede wszystkim maślany, jakby tłuszcz kakaowy był bazą.

Słodycz rozwijała się w ewidentnie karmelowych klimatach. Cukier kokosowy w połączeniu z maślanością i solą nie mógł dać innego efektu. A właśnie... Szybko zaznaczyła się także słonawość. Bardzo subtelna, cały czas podporządkowana słodyczy, ale niewątpliwie obecna.

Maślaność ze słodyczą, która zdecydowanie poszła w karmelową stronę, przełożyło się na skojarzenie z ciasteczkami maślanymi... korzennymi i konkretnie wypieczonymi w dodatku. Myślę, że to zasługa soli i pistacjowo-migdałowej nuty.

Słodycz przełamywały pistacje, których ilość uważam za doskonałą - nie były to "pistacje w czekoladzie", a i nie poskąpili ich. W smaku były wyraziste, świeżutkie, a w konsystencji takie... miękkawo-świeże, niemal soczyste. Moim jedynym co do nich zarzutem jest ich forma - wolałabym prażone i solone. Pewnie jeszcze bardziej podkreśliłyby charakter czekolady, którego w sumie mimo ogólnej łagodności nie brakuje.

Pozostawiała posmak słonawych ciasteczek, maślano-karmelowy i pistacji.

Czekoladę nazwałabym korzennymi maślanymi ciasteczkami w formie białej tabliczki. Bardzo ciekawa i smaczna, choć połączenie takiej słodyczy i tłustości przy większej ilości staje się nieco mdlące, może zmęczyć (ostatniej kostki bez pistacji nie dałam rady nawet "na siłę" i oddałam uwielbiającej słodkie i wręcz ulepkowate rzeczy Mamie, której nie smakowała zbytnio, bo "za tłusta i ta słodycz jakaś dziwna"). Przesądziło to o tym, że reszty białych (z wiśniami, cynamonowej) SuroVital nie mam zamiaru kupić.
Osobiście wolałabym, by dodano miazgę kakaową, albo chociaż żeby poszli bardziej w kierunku Kokosowej, a pistacje podprażyli i posolili konkretne.


ocena: 7/10
kupiłam: AleEko
cena: 8,30 zł (za 50g)
kaloryczność: 611 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: cukier z kwiatu palmy kokosowej, tłuszcz kakaowy 36%, migdały, pistacje 16%, sól himalajska <1%, wanilia Bourbon

wtorek, 12 grudnia 2017

SuroVital CoCoa Dates in Raw Chocolate daktyle w czekoladzie ciemnej surowej

Kocham suszone daktyle i figi; przeważnie jem je jako przekąskę samą w sobie, nigdy zaś nie traktuję np. daktyli jako słodzidło czegokolwiek (bo niczego nie słodzę?). Ogólnie lubię wiele suszonych owoców, ale... nie w czekoladzie. Takie nigdy mi nie smakowały (gdy kieeeedyś próbowałam), mogę śmiało powiedzieć, że ich nie jem. To samo tyczy się orzechów w czekoladzie. Czekolada to czekolada, bakalie to bakalie. Na rynku pojawiają się jednak takie nowości-"ciekawości", że jednak się z mojej żelaznej zasady wyłamałam. Daktyle w surowej czekoladzie? Że co proszę? Jak to niby ma smakować? Nie potrafiłam sobie wyobrazić, więc... kupiłam.

SuroVital CoCoa Dates in Raw Chocolate to daktyle oblane surową ciemną czekoladą o 65 % zawartości kakao. Czekolady i daktyli jest po 50 %.

Po otwarciu poczułam mocny zapach surowej czekolady, a więc dym przeplatający się z kwaskowatą ziemią i cytrusami. Było wytrawnie, choć i lekką nutkę palonego karmelu wyłapałam. Przy dokładnym wąchaniu wysypanych bakalii wychwyciłam też słodycz daktyli.

Wysypane okazały się ćwiartkami daktyli, grubo oblanymi czekoladą o dość jasnym kolorze. Trafiło się też kilka połówek, które zachowały największą świeżość (wszystkie powinny takie być).

Czekolada rozpływała się trochę tłustawo, trochę wodniście, ale całkiem w porządku, szybko odsłaniając cienkie daktyle pozbawione "ruchomych skorupek". Daktyle były zwarte, twardo-jędrne. Ani specjalnie suche, ani soczyste czy papuciejące.

ćwiartki
W smaku najpierw dominowała dymna gorzkość czekolady. Było wytrawnie, kakaowo i ewidentnie surowo, w czym przejawiała się podkwaszana nuta ziemi, cytrusów (ale bez owocowej rześkości), a z czasem także i orzechy. Te nadchodziły wraz ze słodyczą w tonacji karmelowej, ale przymglonej. Pojawiały się za to nuty suszonego owocu, raczej słodkiego, ale jakby zleżałego.

Przy daktylu słodycz nieco rosła, ale... te daktyle wydały mi się mdłe. Słodkie, daktylowe, ale jakieś mało wyraziste. Obstawiam, że to kontrast po wytrawnej czekoladzie. Niestety, w takiej formie, a więc tylko z przebijającym się daktylem, czekolada zbyt ambitnie nie smakowała

soczystsze połówki
Jeden, drugi... aż byłam zdziwiona, że tak mi to nie pasuje, jednak w końcu znalazłam na nie sposób: pozwoliłam czekoladzie trochę się rozpuścić, po czym przegryzłam i zaczęłam "wysysać" daktyla". Wtedy jakoś smaki się połączyły - daktyl wszedł w karmelową słodycz czekolady, ogólny kwasek zniknął, a dym sprawił, że przypominało to daktyle podchodzące pod wędzone śliwki.
Najlepiej wyszły te, których środka czekolada prawie nie dotyka (te połówki), bo wydały mi się takie soczystsze, a więc i wyraźniej daktylowe.

Niby całość wyszła raczej pozytywnie, niż negatywnie, można zjeść, ale więcej na pewno nie kupię. Wolę zjeść tabliczkę czystej surowej czekolady i wszamać parę daktyli osobno. Razem jedno i drugie traci specyficzny charakterek. Z chęcią zjadłabym jednak niesurową ciemną czekoladę z daktylami.


ocena: 6/10
kupiłam: AleEko
cena: 7,50 zł (za 70g)
kaloryczność: 459 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: czekolada 50% (nieprażone ziarno kakaowca, cukier z kwiatu palmy kokosowej, tłuszcz kakaowy, wanilia Bourbon), daktyle 50%

sobota, 21 października 2017

SuroVital CoCoa ciemna surowa 55 % z Peru cappuccino migdałowe z morwą

Czekolady Surovital bardzo lubię, więc próbowanie kolejnych to tylko kwestia czasu. Sięgając po tę miałam jednak wrażenie, że czeka mnie coś niecodziennego. Morwę lubię, kawę też, ale żeby tak to połączyć...? Jakoś bym chyba na to nie wpadła i trudno było mi sobie wyobrazić, co z tego wyjdzie.

SuroVital CoCoa Raw Czekolada Cappuccino migdałowe z morwą to surowa ciemna czekolada o zawartości 55 % kakao criollo z Peru z kawą, morwą białą i migdałami słodzona cukrem z kwiatu palmy kokosowej.

Po otwarciu poczułam zapach rześko-konkretnego kakao i silnej kawy. Całość wydała mi się poważna, gorzkawa, bo kawa została podbudowa pewną ziemistością i drzewno-kwiatowymi nutami. Te ostatnie również miały pewną słodką goryczkę w sobie i pewnie pochodziły od morwy, ale jej samej w sobie nie wywąchałam.

Tabliczka była bardzo twarda. Dzięki zmieleniu dodatków, rozpuszczała się gładko w kremowo-zbity sposób.

Pierwszym, co przyszło mi do głowy po spróbowaniu było, że jest "niesłodko neutralna", przez co rozumiem wyważony, bardzo naturalny smak.
Neutralność była taka... orzechowa, później doszła do tego maślana nuta.

Bardzo szybko pojawił się także gorzki smak ziaren kawy. Nie była to siekiera, ale dość wyraźny motyw (przecież żadne cappuccino nigdy nie będzie siekierą), mocno połączony ze specyficznie ziemistym smakiem surowego kakao.

Między ziemię, a orzechowo-maślane nuty wcisnęła się rozwijająca się słodycz. Trochę rosła, ale pozostawała w pewien sposób ambitna, naturalna. Miała stonowany, karmelowo-goryczkowaty charakter. Ta słodka goryczka podsunęła orzechowej maślaności także coś na kształt nieprażonych migdałów; było w tym też coś "roślinnego".

Końcówka robiła się nieco kwaskowata, ziemisto-"orzechowawa". Czułam też kawę, ale ona bardzo wchodziła w smak samego kakao. Nie mogę jednak powiedzieć, by w ustach pozostał kwaśny posmak. Było subtelnie, wytrwanie słodko, i surowo kakaowo.

Ogólnie całość mi smakowała, odebrałam ją jako spójną kompozycję - rzeczywiście, nieprzesłodzone cappuccino w formie surowej czekolady. Łagodne, stonowane, bez ordynarnych nut surowego kakao (które ja właśnie lubię). Kawa nie była siekierą, ale czułam ją wyraźnie, migdały dodały małe co nieco, a morwa... chyba tylko uszlachetniła słodycz. Czy zmieniłabym to? Biorąc pod uwagę, że dodatki zostały wmielone w tabliczkę, wydaje mi się, że ona miała po prostu "nieść pewne nuty", a nie być "czekoladą z dodatkami" (bo wtedy raczej daliby posypkę, nie?). Nie, nie zmieniłabym, ale nie zachwyciła mnie jakoś szczególnie (za "uładzona").


 ocena: 7/10
kupiłam: Tesco
cena: 10,90 zł (50g)
kaloryczność: 597 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: ziarno kakao, cukier z kwiatu palmy kokosowej, tłuszcz kakaowy, migdały 9%, morwa biała 2,8%, kawa mielona 0,5%, wanilia burbońska

środa, 26 lipca 2017

SuroVital CoCoa Czekolada Kokosowa "mleczna" surowa 45 % z Peru

Ostatnio przypomniałam sobie, jak dobre czekolady ma polska firma Surovital - przy okazji ciemnej surowej Wiśnia-Acai. Postanowiłam, że z czasem spróbuję większość tabliczek z ich asortymentu, bo są ciekawe, a tak się złożyło, że na ten dzień zaplanowałam podwójną ciekawostkę, bo czekoladę kokosową zrobioną z takich składników, że śmiało mogę powiedzieć, że to mój pierwszy raz z czymś takim.

SuroVital CoCoa Czekolada Kokosowa to "mleczna" surowa czekolada kokosowa o zawartości 45 % masy kakaowej (kakao criollo z Peru nieprażone) z cukrem z kwiatu z palmy kokosowej.

Po otwarciu opakowania poczułam silny zapach kokosa. Nie był to jednak kokos powszechnie spotykany w słodyczach, a bardziej orzechowy, z silnym motywem oleju kokosowego. Olej ten był tu bazą, choć przyznaję, że zanim sprecyzowałam, że to właśnie on, moje myśli błądziły koło karmelizowanych, prażonych wiórków czy takich maślano-podsmażanych kokosanek (albo raczej mojego wyobrażenia o nich, bo kokosanek nigdy nie jadłam, ani tym bardziej nie wąchałam). To był intrygujący i smakowity zapach.

Czekolada miała równie interesujący kolor, bo beżowy, a w przekroju było widać (albo mi się wydaje) sproszkowane mleczko kokosowe. Okazała się bardzo twarda, trzasnęła, mimo że już w dłoniach była tłusta.
W ustach rozpływała się w tempie umiarkowanym, średnio gładko na sposób wodnisto-oleisty. Wydawało mi się, że zostawia tłuszcz na ustach, ale o dziwo mnie to nie obrzydziło (a jestem czuła na nadmiar tłuszczu).

W smaku od pierwszej chwili poczułam silną słodycz i równie silnego kokosa. Słodycz miała subtelny, lekko karmelowo-ochładzający wydźwięk, ale nie obraziłabym się, gdyby i tak była choć odrobinkę słabsza. Nie znaczy to jednak, że czekolada była przesłodzona.

Kokos na szczęście bardzo szybko zaczął się nasilać i rozwijać na różne strony. Wraz z nieśmiałym akcentem kakao przywodził na myśl orzech kokosowy, za czym chowała się jakby zamglona gorzkawość.
Tłustość wraz z intensywnym smakiem dała maślano-mleczny efekt. Wyraźnie czułam słodkawe, wręcz śmietankowe mleczko kokosowe i olej kokosowy. Przy tych nutach w tle pojawiała się sugestia kwasku - zakładam, że olej kokosowy i surowe kakao wzajemnie podkreślały swoje kwaskowate nuty, chociaż... możliwe, że to po prostu duet mleczka i surowego kakao, bo przecież oleju kokosowego w składzie nie ma. A w smaku odegrał tak istotną rolę! I to jako ten smakowity olej kokosowy, który rzadko trafia się w słodyczach.

Całość była niezwykle kokosowa, naturalna jak niewiele innych kokosowych słodyczy. Właściwie powiedziałabym, że była to najbardziej naturalnie kokosowa czekolada, jaką jadłam - i to kokosowa inaczej. Dzięki tej czekoladzie, zamiast smaku tradycyjnych wiórek, można zapoznać się z walorami oleju i mleczka kokosowego, w których odbiorze na pewno ogromne znaczenie miało surowe kakao. Samo w sobie może nie było aż tak wyraziste, jakbym chciała, ale... ustąpiło miejsce smakowitemu kokosowi i zakładam, że tak właśnie miało być (w końcu to taka "mleczna" czekolada).

Osobiście wolałabym trochę mniej słodyczy, mimo jej głębi i smakowitości. Muszę jednak przyznać, że to jedna z nielicznych rzeczy na słodko, w których smak oleju kokosowego aż tak mi pasował. Używam go w kuchni (jak już coś trochę podsmażam, to właśnie na nim), ale akurat "na słodko" jakoś mi wcześniej nie leżał. Ta czekolada... pokazała mi, że może być tłusto, słodko, z olejem kokosowym i naprawdę pysznie, bo właśnie kokosowo i ciekawie.


ocena: 9/10
kupiłam: aleeko.pl
cena: 10,90 zł (50 g)
kaloryczność: 599 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie wykluczam

Skład: cukier z kwiatu palmy kokosowej, tłuszcz kakaowy, nieprażone ziarno kakaowa, sproszkowane mleko kokosowe 10%, wanilia Bourbon