Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jogurt/serek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jogurt/serek. Pokaż wszystkie posty

sobota, 8 marca 2025

Piątnica Serek homogenizowany stracciatella

Odkąd pamiętam, warianty stracciatella omijam szerokim łukiem. Wręcz Łukiem Kurskim, najlepiej z oddziałami pancernymi. Zawsze uważałam je za bez sensu, bo pseudo czekoladowe kawałki wychodziły jak plastikowe blaszki bez smaku. A jak wyobraziłam sobie coś do picia z takimi bezsmakowymi kawałkami, aż przechodził mnie dreszcz. I w zasadzie okopałam się przy tym zdaniu. Latami od Mamy słyszałam to samo. W ciągu ostatniego roku zdarzyło mi się jednak rozmawiać z ogarniętymi osobami, deklarującymi, że takie warianty lubią. Przy Cote D'Or Melk BonBonBloc Vanille & Crispy Cacao znowu zaczęłam z tym swoim zdaniem, ale... Tknęło mnie, że chyba już lata świetlne nie jadłam niczego straciatella. Ostatnio jeszcze chyba w wieku przedszkolnym. Może takie produkty teraz zaczęły producentom wychodzić? Pomyślałam, że może warto dać czemuś takiemu szansę, zaktualizować swoją opinię. Zaczęłam więc zastanawiać się, co by tu w miarę bezpiecznego w wariancie stracciatella kupić. I padło na serek. Ot. 

Piątnica Serek homogenizowany stracciatella to "serek homogenizowany waniliowy z kawałkami czekolady".

Po otwarciu poczułam słodki, mocno śmietankowy zapach. Ewidentnie należał do serka homogenizowanego z nieco dusznym zacięciem, ale właśnie mocno śmietankowego, nie waniliowego. Co więcej, odnotowałam leciutki akcent czekolady z zaznaczonym kakao - wprawdzie kojarzącej się bardziej z kakaowymi posypkami i ozdobami do wypieków, ale jednak. Słodycz nie wydawała się przesadzona.

Serek jadłam po tym, jak odstał swoje poza lodówką, by doszedł do temperatury pokojowej.
Konsystencja była gęsta, a tłustość wysoka. W trakcie jedzenia zdawała się osadzać na ustach. Kojarzyła mi się ze śmietaną.
Wydawało się, że kawałków czekolady dodano całkiem sporo, acz to raczej ze względu na rozdrobnienie. W serku znalazły się dosłownie mikroskopijne kropeczki, malutkie kawałeczki i najmniej większych blaszek.
Kawałki czekolady przypominały kawałki plastikowej polewy - tylko że niewiarygodnie cienkiej. Rozpuszczały się po chwili, acz niemal do końca, wykazując lekki opór i mazistość. Do tego wydały mi się do bólu wodniste i delikatne.

W smaku baza była znacząco słodka i śmietankowa. Słodycz rosła, a cukier mieszał się z dusznawym echem, jednak na pewno nie był to serek waniliowy. Bardziej czuć pełną, tłustą śmietankę... Śmietanę sowicie posłodzoną, acz pamiętającą o śmietanowym kwasku. W całości pobrzmiewała... nie tyle nutka czekolady, co dosłownie "czekoladusiowe" echo.

Kawałki czekolady stanowiły mdławe punkciki. W pierwszej chwili niemal zupełnie wyprane ze smaku. Dopiero się rozkręcały. Kontrastowo na tej słodkiej bazie, wyszły gorzko. Gorzko niczym... zwykło-tanie kakao w proszku. Przy nich serek wydawał się jeszcze bardziej cukrowy, choć ogólnie nie był okropnie przesłodzony, a słodki przeciętnie, może przeciętnie+.

Gdy gryzłam kawałki, wydawały się bardziej nijakie, zaś gdy zostawiałam je na koniec, uderzały tanią goryczką.

Po mdło-gorzkich kawałkach, baza jeszcze bardziej kojarzyła się ze śmietaną.

Po zjedzeniu został posmak bardzo słodkiej śmietany z echem serka homogenizowanego niewaniliowego i echo goryczki kakaowych posypek, ozdób - nie czekolady, i nie kakao.

Serek odebrałam bardzo źle, że po jakiś 3-4 łyżeczkach podziękowałam i odstawiłam do lodówki Mamie. To był niesmaczny, dziwnie mało serkowy, a śmietanowy serek, trochę zbyt cukrowy i nudny, z nieprzyjemnymi blaszkami udającymi czekoladę. Aż nie umiem za bardzo go ocenić, bo nie mam porównania - nie jadam takich rzeczy. Ten mi bardzo nie smakował.

Mama skończyła, akurat gdy była bardzo głodna. A i tak nie umiała znaleźć plusów. Opisała: "Ja lubię serki i ich tłustość mi ich nie przeszkadza. Ale tu... nie chodziło o samą tłustość. Czułam się, jakbym śmietanę, a nie serek jadła. A te kawałki okropne. Mało, że jak plastik. W dodatku jak okropny i dziwnie gorzki plastik. Nie były pozytywnie gorzkie jak kawa czy kakao. Okropność. 2 to dobra ocena".


ocena: 2/10
kupiłam: Auchan
cena: 2,84 zł (za 150g)
kaloryczność: 133 kcal / 100 g; serek 150g - 199,5 kcal
czy kupię znów: nie

Skład: mleko, śmietanka, cukier, kawałki czekolady 1,8%, naturalny aromat waniliowy, kultury bakterii mlekowych

czwartek, 10 lutego 2022

jogurt Ehrmann Almighurt Russischer Zupfkuchen

Choć słodzone jogurty nie znajdują miejsca w moim menu, przeszkadza mi słodycz w nich (bo wolę czyste), raz mnie coś wzięło na "jakieś cookies and cream do łyżeczkowania". Na lody jednak nie miałam ochoty, bo za zimne i za słodkie na tę zachciankę i na tamten czas. Tak się zdarzyło, że akurat kupowałam w Auchanie Danmis Kozi Przysmak Czekoladowy, czyli też słodzony nabiał (ale z kolei tak tajemniczy i kozi - ! - że musiałam wziąć). I dostrzegłam obiekt dzisiejszej recenzji. A, jak szaleć z niezbyt moim nabiałem raz na ruski rok, to szaleć - pomyślałam (taak "ruski" użyte celowo). Wprawdzie irytują mnie te pół kilogramowe jogurty, ale pamiętałam, że ten smak (recenzja z 2015) kiedyś mi smakował (a szczegóły jakoś wypadły mi ze łba). I choć wątpiłam, by nadal tak samo mnie zachwycał, to chciałam zjeść go... bardziej świadomie. A mianowicie wiedząc, czym jest tytułowe Russischer Zupfkuchen. Otóż to połączenie sernika i czekoladowego ciasta (i wcale nie pochodzi z Rosji, a z Niemiec). To mi z kolei przypomniało cakesterowy sernik Oreo, który swego czasu po przeprowadzce, gdy zdarzało się, że naszło mnie na jakieś ciasto, lubiłam. I kawałki ciemnego ciacha w jogurcie... nie brzmiały tak słodko i zimno (zwłaszcza wystawione na godzinę przed jedzeniem) jak np. "lody śmietankowe z ciasteczkami". I... niestety swój błąd w myśleniu uzmysłowiłam sobie dopiero w domu: o ile dopuszczam słodycz w lodach, tak... w jogurtach nawet drobna mnie irytuje. Ech, ta głupawka w sklepach. Mam jednak o tyle szczęścia, że Mama kocha te słoiki Ehrmanna. Gdyby nie to, kupno giganta nie przeszło by mi przez myśl (bo w sumie już kupując miałam małe wątpliwości, czy jest sens). 

Ehrmann Almighurt Russischer Zupfkuchen to "jogurt stylizowany na ciasto typu rosyjskiego / z 18 % wsadem o jego smaku (który w 15% jest kawałkami ciasta)"; powiedziałabym: jogurt o smaku ciasta z kawałkami ciastek. 

Po otwarciu uderzył bardzo intensywny zapach biszkoptowego nabiału z wyraźnym kwaskiem jogurtu... i w sumie nie tylko. Faktycznie pomyślałam o nieco dusznych, słodkich... nie tyle sernikach, co rzeczach na nie stylizowanych. Odlegle może nawet jakaś nutka "kakałkowa" mi mignęła? W zasadzie było to całkiem w porządku, mimo że takie duszno-słodkie.

Forma słoikowych Ehramnnów bardzo mi się nie podoba. Na nakrętce i na szyjce zebrały się cudne, gęstsze zlepki, ale reszta sprawia wiele kłopotów. Najlepiej to-to przemieszać (choć to niewygodne), bo na wierzchu jogurt był karygodnie rzadki prawie jak woda, a na dnie... nie, nawet tam był rzadkawy. Po wymieszaniu za to jogurt przybrał jakąś tam pseudo gęstawość - znacznie poniżej przeciętnej. Z tym że nie to było w jego konsystencji najgorsze... on był dziwnie lejący. Dodatków nie dali za wiele, ale... tych jasnobeżowych kulek biszkoptów wielkości niecałego grosza wolałabym tam wcale nie znaleźć. Na cały słoik przypadło dosłownie kilka, a i to najchętniej by się nimi pluło. To kawałki śliskie z wierzchu, miękko-kapciowate, rozpływające się w miękko-mączny, trochę biszkoptowy sposób.
Jogurt ponadto cechowała gładka kremowość i osadzająca się na ustach tłustość, która mi przeszkadzała - bo brakowało jej gęstości (która by ją uzasadniała)... (nabiał jadam 2%; ten miał 3,8 % - stąd może to wrażenie?).
Z tego co wiem od Mamy na trzeci dzień po otwarciu końcówka jogurtu była już strasznie rzadka.

W smaku dominował duszny i słodkawy "biszkopt jogurtowy". Specyficzny, ciężkawy motyw mieszał się więc z całkiem wyraźnym kwaskiem jogurtu. Ten zaś zahaczał nieco o twarożek... Chyba.

Słodycz rosła szybko. Mieszając się z kwaskiem, rzeczywiście nadała całości trochę sernikowego klimatu (ponieważ wiedziałam, że mam sernik czuć?). Okazała się zdecydowanie za wysoka, ale nie tak straszliwie; ten poziom da się znieść (rozumiem, bo w końcu wariant oddaje ciasto). Ta biszkoptowo-ciastowa to jedno, ale oprócz niej cały czas czułam taką... irytującą, odstającą i zupełnie tam nie pasującą. Sztuczną, która aż napastowała język.

Miejscami przy beżowawych smugach nasilał się wątek biszkoptu.

Kawałki ciasta smakowały nijako, głównie mącznie i prawie niesłodko. Były niesmaczne i niewiele wnosiły do całości. Jedynie jakiś element / echo obrzydliwości.

Po dodatkach baza wydała mi się jeszcze nieco kwaśniejsza w jogurtowo naturalny sposób i słodko-biszkoptowa.

Po każdej łyżeczce jednak, gdy słodycz biszkoptowo-ciastowa i kwasek jogurtu opadły, wypełzała słodycz o irytującym wydźwięku.

Najgorszy był posmak-niesmak. Po zjedzeniu został motyw słodkich biszkoptów i właśnie ta irytująca, jakby męcząca jęzor sztuczna i odpychająca słodycz. To był dosłownie niesmak, a nie posmak. Taki... jakby nie do pozbycia się (podkreślam: "jakby", bo czarna herbata pomogła). Tłustość też mi nie odpowiadała.

Całość wyszła w moim odczuciu niesmacznie, niesatysfakcjonująco, choć nie drastycznie obiektywnie strasznie. To po prostu kiepski jogurt w dość wysokiej cenie. Rzadkie to, z nieprzyjemnymi, nijakimi dodatkami (biszkoptami?) w skąpej ilości o smaku mocno przeciętnym. Niby czuć przyjemny jogurtowy kwasek, ale co z tego, jeśli obok stała męcząca, odpychająca słodycz, a na koniec wylazł obleśny posmak? Nawet nie to, że jogurt przesłodzono jakoś bardzo... coś w tej słodyczy było jednak nieprzyjemnego. Sam smak określiłabym głównie jako biszkoptowy... można się sernika doszukać, ale raczej życzeniowo.
Nałożyłam sobie jakąś 1/3 słoja (zgarniając to, co na nakrętce, haha) i zjadłam prawie cały czas marszcząc czoło. Wyszło to-to tak, że nie widzę sensu tego jeść.
Mama po swojej części powiedziała: "Zjadłam, bo zjadłam, sam jogurt w sumie smaczny, biszkoptowy i nie za słodki. Za to te okropnie śliskie ciasteczka niezjadliwe samą mąką smakowały, więc je poomijałam. Jogurt nawet dla mnie za rzadki i niestety okropny, sztuczny niesmak po nim zostaje" (bo Mamie przeciętna gęstość-gęstawość nie przeszkadza - tu jednak nawet ona zwróciła uwagę). Też trafiła tylko na te beżowe oblechy.

PS Ciekawostka z cyklu "Mistrzowie tłumaczeń" - skład oryginalny diametralnie różni się od oryginalnego, np. na nalepce znikąd pojawił się syrop fruktozowo-glukozowy, a zamiast "białka jaj" było: "białko (kurczak)". <3 A jednak wyszło to tak, że obstawiałabym, iż to tłumaczenie jest bliżej prawdy. Dziwne.


ocena: 3/10
kupiłam: Auchan
cena: 4,99 zł (za 500g, promocja; ojciec płacił)
kaloryczność: 101 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: jogurt, cukier, woda, kawałki ciasta (cukier, mąka fasolowa, łubin, mąka pszenna, mąka ryżowa, skrobia, skrobia pszenna, kakao w proszku, oleje roślinne: słonecznikowy, rzepakowy; białko jaja, aromat naturalny, sól), skrobia modyfikowana, zagęszczacz: pektyny, guma guar; barwnik: syropu skarmelizowanego, aromat, barwnik

sobota, 5 lutego 2022

serek / jogurt Danmis Kozi smakołyk czekoladowy

Od lat nie jem słodzonych jogurtów i serków. Uwielbiam natomiast czyste, choć czasem też wmieszam sobie np. kakao, owoce, dżem 100 % owoców czy coś. Dodana słodycz prostsza (cukry, miody itp., które są w zasadzie po prostu słodko-słodkie) w takich produktach mi przeszkadza (owoce to trochę inna bajka, ale też rzadko je dodaję). Kozie produkty wielbię, ale w sumie takich moich na rynku wiele nie ma (bo z kolei np. kozie sery często są strasznie słone). Gdy więc zupełnie przypadkiem dostrzegłam to dziwo w Auchanie, musiałam kupić. Czekoladowy, jogurtowy twarożek? W sumie dlatego nie? 
Swoją drogą, nie patrzcie na datę; mam kilkumiesięczną kolejkę wpisów.

Danmis Kozi smakołyk czekoladowy to termizowany deser czekoladowy z nabiału koziego ("kozi jogurtowy serek czekoladowy"), ważący 100g, którego producentem jest Agro-Danmis.

Po otwarciu poczułam uroczy i słodziutki zapach czekoladowego serka / twarożku... niemal sernika / serniczka takowego. W zasadzie nie był mocno czekoladowy, a jedynie z nutą, ale niewątpliwie słodki i łagodny. W oddali może i kwasek dało się uchwycić, kozia nutka zaś raczej się ukrywała.

Deser okazał się... trochę gibki i gęsty trochę jak serek homogenizowany, ale pozbawiony jego lepkości. Wydał mi się idealnie gładki; śliski, trochę budyniowy i nieco kremowy jak... śmietankowy sernik na zimno (wyobrażenie) czy gibko-śmietankowy deser o kształcie panna cotty / flana? Cechowała go przeogromna, bezkresna tłustość. Wydawała się aż maślana i otłuszczająca usta jak krem, co było obleśne. Chwilami w trakcie jedzenia gdzieś w oddali migało domniemanie glutkowości. Całościowo bardziej niż z serkiem czy jogurtem kojarzył się z budyniem z deserów ze śmietanką (np. Ehrmann / Polmlek). Nie ściągał ani nic.

W smaku na pierwszym planie od samego początku stała słodziuteńkość delikatnego sernika-serniczka czekoladowego. W zasadzie... może wręcz "czekoladusiowego"? Z czasem słodycz rosła gwałtownie oraz umacniała się w tym uroczym wydźwięku. Wyraźnie czułam serek czekoladowy, nie kakaowy. O gorzkości nawet mowy nie ma. Cukrowość zwalała się na mnie w ciągu kolejnych sekund i drapała w gardle. Chwilami wydawała się smakiem przewodnim... Jak się skupiłam, wyłapywałam sugestię leciutkiego kwasku "czekoladowego nabiału" (jogurtów / serków), jednak pod słodyczą dało się o tym zapomnieć. 

Z czasem gdy gęstwina z łyżeczki już w ustach nieco pobyła / rozeszła się po nich, zwracała na siebie uwagę leciutka kozia nutka. W sumie... nawet nie jej specyficzna cierpkość, kwasek, a jedynie ich domniemanie. Jedząc bezrefleksyjnie pewnie można by zapomnieć, że to nabiał kozi. Ten motyw zatapiał się w zacukrzonym, czekoladowusiowym serniczku.

Bardziej niż wokół twarożku czy jogurtu, myśli obracały się wokół sernika-serniczka zrobionego na bazie cukru.

Po zjedzeniu (już małej ilości; nawet nie całości, która i tak jest mała) zostało zacukrzenie totalne, drapanie w gardle, ale i subtelny kozi posmak, kwasko-cierpkość czekoladowego śmietanko-serka.

Całość wyszła zaskakująco uroczo w wydźwięku i porażająco cukrowo, a także obrzydliwie tłusto. To... bardzo delikatny, słodziutko czekoladowy serko-serniczek. I niepodważalnie rzeczywiście był wyraźnie czekoladowy (nie kakaowy). Kozi... w sumie też był, ale słabiutko.
Zasiadając do tego pomyślałam, że to śmieszne maleństwo (100 gramów), a jednak... nie byłam w stanie dokończyć. Cukrowy pożar w gardle i tłustość budyniu na śmietance / śmietany były porażające. Zupełnie nie przygotowałam się na takie doznania biorąc się za jogurtowy serek. Te były porównywalne - a nawet chyba wyższe! - do słodkich puddingo-deserów, od których obecnie mnie odrzuca. Mimo że nienawidzę wyrzucania jedzenia, końcówka tego skończyła w śmietniku. 7 gramów tłuszczu w 100 i "w tym cukry" 14,4g może nie brzmi tak strasznie (dobra, tłuszcze brzmią), ale... straszne było. I nawet nie umiem się odnieść, czy obiektywnie to było parszywe... chyba nie, jak porównuję tabelę do deserów czekoladowych.


ocena: 3/10
kupiłam: Auchan
cena: nie pamiętam
kaloryczność: 159 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: twaróg 45%, jogurt naturalny, cukier, białka mleka, kakao 0,8%; aromat naturalny

wtorek, 9 kwietnia 2019

Muller Mix Jogurt o smaku karmelowym z kulkami zbożowymi z czekoladą i o smaku solonego karmelu

Po ten jogurt sięgnęłam... W sumie nie wiem dlaczego. W Auchan nie znalazłam tego, co chciałam, a więc Ehrmann Grand Dessert Schoko-Brownie, i jakoś miałam zły humor. Zobaczyłam: jogurt + solony karmel + lubiana marka i... i co? Musiałam to mieć, mimo że nie lubię i nie jem tego typu jogurtów? Nie rozumiem dosypywanych, dziadowskich dodatków, smaki i składy nie dla mnie... Ale jednak. Müller. A jedyny jogurt o tym smaku jaki jadłam w ciągu ostatnich lat, to kozi paskudnik, przy którym miałam wrażenie, że sypnęli bez sensu torbę cukru, torbę soli i... zadowoleni. Jemu nie dałam rady, ale chciałam jakiś taki dobry. Szkoda tylko, że nie doczytałam, że sam jogurt Mullera był tylko karmelowy, soli powinnam szukać w dodatku, który planowałam wyrzucić / oddać Mamie. Skończyło się na tym, że popróbowałam wszystkiego.

Müller Mix Jogurt Caramel taste Jogurt + Salted Caramel taste Balls & Choco Balls / Jogurt o smaku karmelowym z kulkami zbożowymi z czekoladą ciemną (78%) i o smaku solonego karmelu (3%), ważący 130 g (117g jogurt, 13g kulki).

Po otwarciu poczułam kwaskowaty zapach jogurtu naturalnego i silną słodycz delikatnego, maślanego karmelu.

Jogurt był raczej rzadkawy, zwyczajny jeśli o gęstość chodzi. Może być. Oprócz tego kremowy i tłusty.
Zdecydowanie za tłusta była polewa na chrupkach. Okropność. Wydawała mi się margarynowa,  mimo że margaryny nie ma w składzie.
Rozpływała się szybko w śliski sposób. Same chrupki okazały się napowietrzone i lekkie, przyjemnie chrupiące (pomijam, że w moich oczach nic im to nie dało, bo nie lubię połączeń "jogurt + coś chrupiącego").

W smaku jogurt okazał się bardzo słodki jak połączenie maślanego... karmelu, krówek, czegokolwiek strasznie słodkiego. Niezbyt wyrazisty, że jakby mi wpierali, że to cappuccino, też bym uwierzyła. Zwłaszcza przy kontrastowych kulkach.

Karmelowe raczyły silną słodyczą cukru i delikatnego, maślanego "powiedzmyżekarmelu". Soli w zasadzie brak. Może coś tam było, ale miałam wrażenie, że i tak pochodziła raczej od wnętrza - chrupka. W jednej kulce trafiłam jednak na cały kryształek, ale musiał to być jeden jedyny na całe korytko (skonsultowałam z Mamą - z niczym słonym się nie spotkała).

Wierzch ciemnych chrupaczy zaskoczył mnie gorzkością kakao. Wyszły całkiem nieźle, nie tak bardzo słodko. Nie były jednak jakoś specjalnie wyraziste.

Chrupki ryżowe smakowały po prostu sobą, troszeczkę. Ot, przełamały słodycz, ale niespecjalnie mi tu pasowały.

Całość wyszła nudno, nijako i dość tanio. Na tyle słodko i nie w moim guście, że oddałam Mamie, która wsypała resztę kulek do jogurtu, wymieszała, stwierdziła, że "może być" i zgodziła się ze mną w kwestii, że równie dobrze może to być cappuccino i wszystko inne. Smak "solony karmel" w takim miksie można by zrobić o wiele ciekawiej, bo to... w sumie koło niego nie stało.
Utwierdziłam się w przekonaniu, że takie jogurty to beznadzieja. Mullerze, hańba Ci! Zajmij się czymś fajniejszym!


ocena: 4/10
kupiłam: Tesco
cena: 1,39 zł (promocja)
kaloryczność: 151 kcal / 100 g; w opakowaniu - 221 kcal
czy znów kupię: nie

Skład: jogurt, cukier, woda, miazga kakaowa, glukoza, tłuszcz kakaowy, kaszka kukurydziana, mąka ryżowa, mąka pełnoziarnista z pszenicy orkisz, mleko w proszku pełne, cukier skarmelizowany 0,1% (cukier, woda, syrop glukozowy), sól, słodka serwatka w proszku, lecytyny sojowe, mąka ze słodu jęczmiennego, syrop cukru skarmelizowanego (cukier, woda), aromat

piątek, 9 listopada 2018

Jana Premium Serek o smaku czekoladowym z pomarańczą

Chciałabym napisać jakąś opowiastkę, dlaczego akurat ten smak zostawiłam na koniec linii Premium serków Jana. Musiałabym jednak ją zmyślić, gdyż ten miał po prostu najdłuższą datę - ot i wszystko. Przy okazji zaczęłam się zastanawiać, czy to przypadkiem nie serek z potencjałem na zostanie najlepszym z trójki - jeśli tylko trafiłabym na goryczkowate skórki, mogło tak być (wiśnie za bardzo kocham świeże, surowe i zupełnie same, by zakochać się w wiśniowym serku, a gruszkowy wyszedł jedynie ok).

Jana Premium Serek o smaku czekoladowym z pomarańczą to termizowany serek produkowany przez Średzką Spółdzielnię Mleczarską "JANA", dostępny w opakowaniach 130 gramów.

Po otwarciu poczułam przede wszystkim pomarańczowy zapach, za sprawą lekkiej goryczki spójnie łączący w sobie aromat pomarańczowy, jak i świeży owoc. Nieśmiała czekolada tylko zaznaczyła się daleko w tle.

Widok nie był zbyt miły, bo (jak i w przypadku dwóch poprzednich serków Jana Premium) na wierzchu zebrało się dużo wodo-żelatyny, której czym prędzej się pozbyłam. Pozostałość, a więc serek, okazał się gęsty, odpowiednio tłustawy i nieco ciągnący.
Raczej gładki, miał w sobie coś i soczyszego, i cierpko wysuszająco-pylistego. Oprócz tego mnóstwo w nim było mikroskopijnych farfocli pomarańczy: głównie miąższu ale i parę skórek. Chyba ktoś bardzo dokładnie biedny kawałek owocu zmiksował. I kilkakrotnie powtórzył czynność.

Najszybciej w smaku zaznaczyła swoją obecność soczysta, nienachalna pomarańcza. Zespojona z delikatną serkową słodyczą wydała mi się zadowalająco naturalna.

Szybko pojawiła się lekka cytrusowa cierpkość i goryczka. Zwróciły one uwagę na nieśmiałą nutkę typowo nabiałowego kakao w tle. Goryczkowata pomarańczowość chwilami rosła, by zaraz gdzieś odlecieć. Przełożyła się jednak na ogólną cierpkawość.
Drobinki nakręcały soczytość i słodko-kwaśny smak świeżego owocu, ja jednak nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że gdzieś w tle czai się również goryczkowaty olejek.

Po zjedzeniu pozostał delikatny posmak trochę nienaturalnie intensywnej pomarańczy i słodkiego serka z jakąś tam czekoladową nutą.

Całość była trochę tylko kakaowa, ale i tak bardziej kakaowa, niż czekoladowa. Czekoladowy smak, za sprawą śmietankowo-serkowej bazy kojarzył się wręcz z czymś o smaku cappuccino, ale i tak stał bardzo, bardzo daleko za łagodną pomarańczą. Nienapastliwy, ale przyjemnie wyrazisty owoc zaserwował wszystko, co powinien: od lekkiej słodyczy po odrobinkę goryczki i cytrusowego kwasku. Osobiście wolałabym o wiele, wiele więcej gorzkich skórek, ale na szczęście nie mogę narzekać na np. słodycz, bo była na odpowiednim poziomie. Strasznie żałowałam, że dodatek tak posiekano, a także że nie dodano więcej (i większych!) skórek, bo to na pewno przełożyłoby się na moc natury, a nie...
Mam jednak wrażenie, że takie wyśrodkowanie nie zadowoli ani wielbicieli gorzkich skórek (w tym mnie), ani osób wolących słodsze pomarańczowe rzeczy.
Ogólnie serek wyszedł smacznie, ale... jakoś tak za mało charakternie.


ocena: 6/10
kupiłam: Auchan
cena: nie pamiętam
kaloryczność: 127 kcal / 100 g; porcja 130g - 160 kcal
czy kupię znów: nie

Skład: mleko, śmietanka, cukier, pomarańcza 4,5%, kakao o obniżonej zawartości tłuszczu 0,5%, barwnik: karmel, koncentrat z marchwi, aronii i winogron; skrobia modyfikowana kukurydziana, żelatyna wieprzowa, substancje zagęszczające: guma guar, mączka chleba świętojańskiego; aromat, kultury baterii mlekowych

wtorek, 6 listopada 2018

Jana Premium Serek o smaku czekoladowym z gruszką

Po tym, jak pozytywnie zaskoczył mnie serek z wiśnią marki Jana, postanowiłam, że warto chyba spróbować całej serii Premium, bo jej smaki są dość niespotykane. Gruszkowy smak może nie jest czymś wybitnie pomysłowym, ale na połączenie czekolady z gruszką właściwie nie trafiam (fakt, że na serki tego typu nie patrzę, ale wydaje mi się, że ciekawostki i tak rzucają mi się w oczy).

Jana Premium Serek o smaku czekoladowym z gruszką to termizowany serek produkowany przez Średzką Spółdzielnię Mleczarską "JANA", dostępny w opakowaniach 130 gramów.

Po otwarciu poczułam przyjemny, nienachalny acz wyrazisty gruszkowy zapach z leciutko nabiałowo czekoladowym tłem.

Na wierzchu wydzieliła się warstwa ni żelatyny, ni wody, której czym prędzej pozbyłam się łyżeczką i chusteczką, a potem zamieszałam resztę. Serek był gęsty, trochę ciągnący i pełen malutkich kawałków gruszek. Dodatkowo pochwalić się mógł kremową gładkością i odpowiednią, nie za mocną tłustością. Owoce okazały się miękko-ziarniste. Przypominały świeże, tak dojrzałe, że aż miękkie (ale nie kapciowate!), co bardzo mi się spodobało, bo bałam się twardych kawałów bez smaku. Jedyny mój zarzut dotyczył wielkości (nie ilości) - szkoda, że to taka drobnica.

W smaku serek był delikatny. Bardzo przesiąkł słodko-soczystym, naturalnym smakiem gruszek. Dominowała w nim słodycz: zarówno gruszek, jak i taka serkowa. To przede wszystkim gruszkowy serek - leciutki smak czekolady snuł się gdzieś w tle. Była tak delikatna, że nie ma tu co nawet mówić o sprecyzowaniu jej charakteru. Nie był to smak nabiałowej czekolady / kakao, a jedynie bardzo odległy, ulotny posmak "słodkiej czekoladki".

Całość wyszła soczyście, słodko, ale zaskakująco świeżo. Brakowało mi tylko samej czekolady / kakao. Serek w sumie warty polecenia, ale jako po prostu gruszkowy - raz, tak na spróbowanie.


ocena: 7/10
kupiłam: Auchan
cena: nie pamiętam
kaloryczność: 127 kcal / 100 g; porcja 130g - 160 kcal
czy kupię znów: nie

Skład: mleko, śmietanka, cukier, gruszka 4,5%, kakao o obniżonej zawartości tłuszczu 0,5%, barwnik: karmel; skrobia modyfikowana kukurydziana, żelatyna wieprzowa, substancje zagęszczające: guma guar, mączka chleba świętojańskiego; aromat, kultury bakterii mlekowych

sobota, 3 listopada 2018

Jana Premium Serek o smaku czekoladowym z wiśnią

Pierwsze tygodnie po przeprowadzce oznaczały buszowanie po sklepach i kupowanie rzeczy, których w moim dawnym miejscu zamieszkania nigdzie nie mogłam dostać. Dwa pierwsze szturmy na Auchan zakończyły się nawet nakupowaniem produktów "trochę" nie w moim stylu, przy których co prawda pewien rozsądek zachowałam, ale... No właśnie: "pewien" - bardzo przypadł mi do gustu twaróg Jana, więc mimo niepochlebnych recenzji o serkach czekoladowych (na zwykłe takie nachodzi mnie pewnie rzadziej niż raz na rok), postanowiłam i tak je kupić.

Jana Premium Serek o smaku czekoladowym z wiśnią to termizowany serek produkowany przez Średzką Spółdzielnię Mleczarską "JANA", dostępny w opakowaniach 130 gramów.

Po otwarciu poczułam smakowity zapach wiśni (takich rodem z jogurtów itp.), którym towarzyszyła nieśmiała nutka "nabiałowej" czekolady.

Serek zaskoczył mnie swoją gęstością. Szybko zlałam trochę wody, która zebrała się na wierzchu. Po tej czynności spokojnie przechyliłam opakowanie do góry dnem. Zachował ją nawet godzinę poza lodówką (nabiał "dochodzi" u mnie poza lodówką przynajmniej pół godziny, a i lubię powoli jeść). Serek był gładki, nie za tłusty i pozostawiający lekkie poczucie suchości za sprawą kakao. Trafiłam na mnóstwo sporych kawałków, farfocli wiśni. Odznaczały się soczystością i świeżością.

Serek w smaku okazał się bardzo łagodny. Silna (ale nie przesadzona) słodycz łączyła się ze śmietankowym posmakiem, zaś kakao nieśmiało zaznaczyło się w tle jako "nabiałowa czekolada". Całość była przesiąknięta łagodnym smakiem "jogurtowej" wiśni.
Wiśniowy smak nasilał się przy wyrazistych kawałkach owoców. Wydały mi się świeże, dojrzałe i słodkie, z lekkim tylko soczystym kwaskiem. Nadały całości smaku świeżych (nie takich "jogurtowych") wiśni.

Całość wyszła głównie wiśniowo, słodko serkowo z motywem czekolady. Bez sztuczności, cierpkości, gorzkości czy mocniejszego kwasku.

Nie pogardziłabym wyrazistszym kakao i nieco niższą słodyczą, ale autentycznie wiśniowy serek "z czekoladkową nutą" też mi smakował.
Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie konsystencja: gęstość i wiśnie.
Może to produkt nie do końca z mojej kategorii, ale naprawdę godny polecenia.


ocena: 8/10
kupiłam: Auchan
cena: nie pamiętam
kaloryczność: 123 kcal / 100 g; porcja 130g - 160 kcal
czy kupię znów: nie

Skład: mleko, śmietanka, cukier, wiśnia 6%, kakao 0,9%, skrobia modyfikowana kukurydziana, żelatyna wieprzowa, substancje zagęszczające: guma guar, mączka chleba świętojańskiego; aromaty, kultury bakterii mlekowych

piątek, 26 października 2018

Krasnystaw Serek czekoladowy

Jak już parę razy pisałam, po przeprowadzce do Krakowa nie mogłam nacieszyć się nabiałową ofertą sklepów. W Suwałkach miałam problem nawet ze zdobyciem ulubionych serków wiejskich - lekkich Łaciate i Krasnystaw. Te drugie na pierwszy rzut oka wyglądają do bólu przeciętnie, ale ja po prostu je kocham, więc gdy tylko zobaczyłam zwykły serek czekoladowy, pomyślałam, że na pewno posmakuje mi bardziej niż popularne Danio czy Bakuś.

Krasnystaw Serek czekoladowy to serek homogenizowany i termizowany, ważący 125 g.

Po otwarciu poczułam śmietankowo-serkowy zapach z wyraźnie zaznaczonym kakao i o znikomej słodyczy, co przełożyło się na skojarzenie z naturalnie "słodko-kakaowym" karobem.

Serek był zaskakująco gęsty i trochę dziwnie ciągnący.

Na wierzchu zebrała się żelatyna. W masie znalazło się mnóstwo mikroskopijnych grudek. Najpierw myślałam, że to twaróg, ale chyba jednak żelatyna. Ogółem serek cechowała pewna gładkość i tłustość śmietankowego serka, ale cały czas miałam poczucie suchości kakao. Zalepiająco-zapychający, na koniec pozostawiał leciutką cierpkość i suchość kakao. Jedzenie tego wydało mi się męczące. Strasznie się zapchałam już połową i z trudem jadłam dalej, lecz to zapchanie nie równało się najedzeniu. Sycący był, ale jak większość gęstych serków, nie bardziej.


W smaku w pierwszej chwili wydał mi się mało słodki, a bardziej śmietankowy i serkowy. Słodycz jednak zjawiła się już w kolejnej sekundzie, ale złączona z kakao. Wyszło to tak spójnie, że do złudzenia przypominało karob.
Słodycz rosła i splotła się ze śmietankowo-serwatkowym akcentem, tworząc delikatny, słodziutki twarożek.

Końcówka była słodkokakaowa i... powiedziałabym że jak "mączne kakao", a więc niemal karobowa - jakby naturalnie tylko słodka, choć jednocześnie wcale nie tak bardzo słodka. Raz i drugi wyłonił się leciutko prawie-kwaskowaty posmak nabiału (twarogu dokładniej).

Po serku pozostał posmak suchego, pylistego słodkiego kakao oraz nabiałowej czekolady.

Całość była... Dziwna. Nie za słodka i głównie słodka jednocześnie. Kakao czuć, ale wyszło mało kakaowo. Serek nie smakował nabiałową czekoladą, ale niewątpliwie nabiałowo-serkowy był. Męczył, jego konsystencja była zła, ale jakoś się go jadło. Wydał mi się specyficzny: niektórym może naprawdę posmakować, innych może odrzucić. Ja jadłam go zaciekawiona, ale powrotu nie planuję.


ocena: 6/10
kupiłam: Auchan
cena: nie pamiętam
kaloryczność: 166 kcal / 100 g; porcja 125g - 207 kcal
czy kupię znów: nie

Skład: ser twarogowy, śmietanka, cukier, czekolada 6% (cukier, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, tłuszcz roślinny, lecytyna sojowa, aromat), kakao, żelatyna, białka mleka, substancja zagęszczająca: mączka chleba świętojańskiego

piątek, 25 maja 2018

Bakuś Puszysty serek o smaku czekoladowym

Po miłym zaskoczeniu, jakim było czekoladowe Danio, pomyślałam, że jednak nie daruję i jednak Bakusia też sobie przypomnę. Tym bardziej, że w starej recenzji z 2015 r. zdjęcia są tak okropne, że aż się ich wstydzę.


Bakuś Puszysty serek o smaku czekoladowym to serek, którego producentem jest Bakoma.

Po otwarciu poczułam zaskakująco wyrazisty kwasek nabiału, ewidentnie twarogowy. Było to w przyjemny sposób nienachalne i łagodne, okraszone słodziutko-kakaową nutką.

Serek był bardzo napowietrzony, dzięki czemu lekki, ale i tłustości mu nie brak. Wydawało mi się, że aż pozostawiał trochę tłuszczu na ustach. Był zarówno zalepiający jak nabiał odtłuszczony i jednocześnie nieco za tłusty (śmietanka?). Na szczęście pewne wysuszające poczucie, prawdopodobnie pochodzenia kakaowego, jakoś to próbowało równoważyć.

W smaku, podobnie jak w zapachu, przede wszystkim czułam kwaskowaty nabiał, oczywiście przede wszystkim twarogowy, ale z czasem zaczął mi się wydawać "podkręcony" (śmietaną? kwaskiem cytrynowym?).
Kwaskowata cierpkość twarogu łączyła się z tą kakaową, której ani na krok nie odstępowała słodycz. Nie za mocna, ale znacząca. Wraz z nabiałem tak "rozmyła" smak czekolady, że wyszła niemal trochę sztucznie, wręcz pod jakieś "smaki cappuccino" podjeżdżała. Sprawiła, że serek nie wyszedł wytrawnie, a właśnie uroczo serkowokakałkowo, choć wciąż z zaskakującym charakterkiem, jak na produkt dla dzieci.

Całość wyszła zadowalająco, choć z wadami. To serek twarogowy przede wszystkim, nienachalny posmak kakao był w tle i w sumie wyszło ok. Kwasek, słodycz - kombinowane, ale nienachalne. Konsystencja... nie moja (chyba jednak nie lubię musów), ale po prostu nie rozumiem zabiegu z odtłuszczaniem czegoś, a potem nakręcania tłustości inaczej... Może żeby "puszek" wyszedł? Uważam, że serek całkiem fajny, ale wracać nie zamierzam.
Nie podoba mi się też skład - taak, wypchany witaminami... i innymi "zdrowościami".


ocena: 6/10
kupiłam: Biedronka
cena: 1,49 zł (za 110 g)
kaloryczność: 111 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: twarożek odtłuszczony z mleka pasteryzowanego, śmietanka, wsad o smaku czekoladowym (cukier, kakao o obniżonej zawartości tłuszczu 1%, skrobia kukurydziana modyfikowana, czekolada w proszku 0,03%, regulator kwasowości: kwas cytrynowy; aromat, wapń, witaminy: D, B6, B12), cukier, białka mleka, żelatyna wieprzowa

wtorek, 10 kwietnia 2018

serek Danio smak czekoladowo-orzechowy

Bloga założyłam w marcu 2015 roku. "Słodyczowe dokonania" (mam tu na myśli opierniczone ilości) przeciętnego człowieka mogłyby wystraszyć, ale nie mnie. Ja tylko zauważyłam, że do marca 2018 opisałam prawie 1000 różnych rzeczy i postanowiłam to jakoś uczcić. "Nawet nie pamiętam, kiedy ostatnio jadłam jakiś czekoladowy serek" - otóż zdanie to jest nieprawdziwe, bo pamiętam doskonale. Było to właśnie w marcu 2015 i był to czekoladowy Bakuś. Niestety, jego recenzję niedługo potem usunęłam (wyjątkowo brzydkie zdjęcia - tutaj link do nowej recenzji), żeby... potem tego pożałować. Ot, tak sobie pomyślałam, że może tak "rocznicowo" kupię i zjem coś takiego, a co tam.

Danio smak czekoladowo-orzechowy to serek homogenizowany o smaku czekoladowo-orzechowym od Danone.

Po otwarciu poczułam typowo kakaowo-nabiałowy zapach wzbogacony o smakowity czekoladowo-orzechowy motyw Ferrero Rocher itp.

Przy mieszaniu doznałam jednak ogromnego rozczarowania, bo tłustawy serek okazał się wręcz glutowato-lejący, ewidentnie rozwodniony. W trakcie jedzenia na szczęście doszły do tego takie lekko-zalepiające, cierpkawe efekty (twaróg, kakao - wiadomo), więc nie było tak źle, ale nie było też serkowo, co mi przeszkadzało.

W smaku wyraźnie czuć specyficzne połączenie twarogowego, wyrazistego serka i cierpkawego, ale wciąż łagodnego (bo odtłuszczonego) kakao. Aspirowało to do niemal kwaskowatego smaku, jednak tu wkraczała mlecznoczekoladowa słodycz. Sprawiła, że całość wyszła łagodnie, ale wciąż wyraziście w smaku. Ze słodyczą nie przesadzono, ale oczywiście serek był słodki.
haha :D
Jedząc, zastanawiałam się, gdzie też niby orzech laskowy, ale... wyłonił się w posmaku. Niestety w wydaniu sztucznym, trochę ferrerowatym, ale przerysowanym. Nie była to nuta mocna, ale mi przeszkadzała. Ogólnie ten sztuczny posmak mi przeszkadzał, jednak nie mogę powiedzieć, by to Danio wyszło szczególnie chemicznie.

Całość... wyszła dobrze, choć do poprawki. Na pewno rozwodnienie to duża wada, a sprawa z orzechem jest złożona. O ile zapach mi się podobał, tak sztuczny posmak nie. Była to jednak sztuczność tego typu, że na pewno może nie przeszkadzać, albo nawet smakować. Brak orzecha w smaku? Hm, gdyby miał być taki sztuczny jak posmak, to dobrze, że go nie było, ale gdyby serek smakował tak orzechowo, jak pachniał... Nie ma co myśleć, przez wodnistość i tak raczej nie planuję wracać (gdyby nie ona, mogłabym wracać regularnie).


ocena: 7/10
kupiłam: Tesco
cena: 1,59 zł (135g)
kaloryczność: 118 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie wykluczam

Skład: twaróg odtłuszczony, śmietanka, cukier, woda, kakao w proszku o obniżonej zawartości tłuszczu, czekolada 1%, skrobia modyfikowana, żelatyna, aromaty

wtorek, 3 stycznia 2017

Muller Mix Columbia jogurt waniliowy z ciasteczkami kawowymi

Za dzieciaka nie jadałam serków / deserków, a w późniejszym wieku jak już sięgałam po serki (czy raczej po jogurty), to po czyste, żeby samej coś do nich dodać, skomponować. W czasie założenia mojego bloga postanowiłam odkrywać sklepowe słodycze, w tym słodzone jogurty itp., ale mimo że smakowały mi niektóre smaki Mullera, na dłuższą metę się u mnie nie sprawdziły - takich słodzideł ogółem nie lubię, nie widzę sensu jedzenia ich i tyle, choć umiem przyznać, że np. dany smak jest ciekawy.
Dzisiejszą recenzję można zatytułować słowami mojej Mamy, jakie padły podczas wspólnych zakupów: "No zobacz, kawowy! Muszę ci go kupić!", no i kupiła, a ja... wzięłam. Zobaczymy, czy mix Mullera dalej potrafi mi nawet posmakować, jak na początku mojego bloga.

Muller Mix Columbia to "jogurt o smaku waniliowym z oddzielną porcją ciasteczek kawowych (oblanych czekoladą 70%)". Jogurt to 117 g, ciasteczka 13 g.

Przynajmniej wreszcie zmienili tekst ze "słodzonego produktu mlecznego" (tak, czoko, to Ty zwróciłaś na to moją uwagę, haha) na "jogurt".

Po otwarciu poczułam głównie zapach kawy (a dopiero potem zapach serka o smaku waniliowym), co, muszę przyznać, nieźle mnie zaskoczyło, wiec zaczęłam od kawowych ciastek w czekoladzie.

Również w smaku kawa odznacza się bardzo zdecydowanie, lecz czekolada bardzo ją dosłodziła. W ogóle niby to ciemna czekolada, a przypomina po prostu jakąś słodką, gumowatą polewę. Ciastko jak ciastko, taki zwykły herbatnik - chrupiący lub rozpływający się w ustach, w zależności od sposobu jedzenia. Ogólnie można uznać, że chrupacz jest niezły, bo tej czekolady za dużo nie ma, a w ogólnym rozrachunku... no, kawę czuć.

Potem spróbowałam jogurt, choć przyznam, że bardzo się go bałam. Był gęstawy, okropnie żółtawy i zawierał nieco kropek wanilii.
Jednoznacznie kojarzył mi się z homogenizowanymi serkami waniliowymi, ale z jogurtową nutą. Była niemal zupełnie przysłonięta przez silną słodycz, ale była. Z kolei jogurtowego kwasku jako takiego nie czułam w ogóle. Na smak całości w dużej mierze przełożył się aromat, szczypta chemii i rzeczywiście odrobinka wanilii. Autentycznie ją czułam, chwilami i bardzo słabo, ale jednak. Nie było aż tak bardzo cukrowo czy chemicznie, ale na tyle niezadowalająco, że nie skończyłam całości.

Jogurt jadłam dosypując ciasteczka na wierzch, tak żeby nie rozmiękły, ale żeby jeść to względnie razem. Kawa trochę neutralizowała słodycz, smak polewy czekoladowej jakoś zanikał, pozostawała tylko słodycz i... ot, jakoś dało się jeść do momentu aż zebrałam wierzch z chrupaczami.

Całość jest przeciętna do bólu. Ciasteczka kawowe są najzwyklejsze pod słońcem i są kawowe, więc w sumie w takim produkcie trudno im coś zarzucić. Jogurt waniliowy nie jest zbyt dobry, ale obrzydliwy też nie. Taki waniliowo-serkowy zwyklak. Nielubiącej takich zasładzaczy mnie, nie smakował, chociaż dzięki wyraźnej kawie w ciasteczkach trochę podjadłam (bo nie lubię wyrzucać jedzenia). To typowy produkt pt. "można zjeść... ale po co?".
Sam jogurt dostałby 4, same ciasteczka 5, razem smakowało mi to na 5, należy się jakiś plusik za dodanie wanilii, ale gdybym miała wystawić wyżej niż połowę skali, musiałabym to zrobić bardzo wbrew sobie. Chemiczny skład? Ha, tego nawet wanilia nie ukryje (przekładał się na smak). Cena... nie wiem, jak na jogurt tego typu chyba przeciętna?


ocena: 4/10
kupiłam: Kaufland
cena: 1,99 zł
kaloryczność: 160 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: jogurt (mleko, kultury bakterii jogurtowych), ciasteczka kawowe oblane czekoladą 10% (cukier, miazga kakaowa, mąka pszenna, tłuszcz kakaowy, kawa 3%, masło, skrobia pszenna, syrop glukozowo-fruktozowy, mleko w proszku pełne, sól, lecytyna sojowa, słodka serwatka w proszku, substancja glazurująca: guma arabska; substancje spulchniające: węglany sodu i amonu; aromat), cukier, woda, dekstroza, barwnik: karoteny, aromat, wanilia w proszku

czwartek, 26 listopada 2015

Chobani Greek Yogurt "flip" Peanut Butter Dream jogurt waniliowy z fistaszkami w miodzie, masłem orzechowym i czekoladą

Wolicie próbować całe serie produktów, czy jakąś jedną, pojedynczą rzecz? To jest pytanie na dzisiaj.
Ja mam coś takiego, że często mam wręcz uczucie pustki, gdy nie spróbuję na przykład jednej czekolady z danej serii. Czasem jakaś seria ciekawi mnie na tyle, że nie umiem wybrać najlepszego smaku. Innym razem, założę sobie, że np. muszę przetestować cały asortyment. Czasem mam z tym problemy ze względu na dostępność produktów.
Zdarzą się jednak i takie linie, które kupię całe od razu, zaczynam próbować i... i mam problem, bo coś mi nie pasuje.
 A czy potrafię spróbować jeden pojedynczy produkt? Niby tak, ale wtedy czuję, jakby omijało mnie coś wielkiego.


Dzisiaj już pożegnamy się z amerykańskimi jogurtami (które swoją drogą zjadłam w końcu dawno temu, a recenzja pewnie parę tygodni sobie poczekała w wersjach roboczych). Ten wariant specjalnie zostawiłam sobie na koniec, bo z góry, po jego nazwie, wiedziałam, że to coś stworzonego dla mnie. Chobani Greek Yogurt "flip" Peanut Butter Dream, czyli jogurt grecki waniliowy z prażonymi fistaszkami w miodzie, masłem orzechowym (w postaci zlepków-grudek) i czekoladą mleczną.  Czuję, że moja miłość do masła orzechowego kwitnie coraz szybciej, skoro nawet jogurt o tym smaku już dorwałam.

Kiedy otworzyłam opakowanie i zbliżyłam do niego nos, poczułam zapach typowy dla masła orzechowego. To chyba dobry znak, prawda?

Testowanie zaczęłam jednak od samego jogurtu, gdyż byłam święcie przekonana, że jogurt jest o smaku masła. To znaczy, po zobaczeniu słów ''peanut butter'' na opakowaniu (oczywiście nie chciało mi się doczytać tego, co było napisane małym druczkiem) zupełnie wyłączyło mi się myślenie i nie interesowało mnie nic innego. Teraz oto zagarnęłam łyżeczką spora porcję jogurtu, przypominającego bardzo gęsty budyń, albo jeszcze gęstszy serek homogenizowany, o smaku waniliowym. 
Pierwsze, co poczułam prawie natychmiast, to kwaskowatość jogurtu. Podchodziło to trochę pod jogurt naturalny, ale o wiele bardziej śmietankowy. Zbity i kremowy, nie miał ani jednej grudki. Konsystencja jest doskonała, ale... smak. Ta kwaskowatość była wręcz naturalna, a co za tym idzie - przyjemna, ale jeśli to miała być wanilia, to ja nie wiem. Jogurt miał ten sam pseudo-waniliowy akcent, co te wszystkie Danio. O tyle, o ile nawet takie zabarwienie pseudo-waniliowe czasem może mi odpowiadać, tak z tym kwaskiem już niekoniecznie. To po prostu nie współgrało. Serkowato-waniliowa nuta zaraz obok kwaskowatości? Niee... to nie smakuje najlepiej. Na szczęście cukier nie grał tu roli swatki, więc ogółem stwierdzam, że jogurt był mimo wszystko całkiem w porządku.

Po tym jakże długim wywodzie przejdźmy jednak do części ciekawszej. Zaczynając od jakiejś ogromnej grudki, odkryłam, że... ten dosłownie jest rewelacyjny: rozgryzłam, a nieregularny kawałek zaczął się rozpuszczać, jak gęste, lekko sklejające masło orzechowe. Fistaszki z lekkim motywem soli i cukru. Amerykańskie smarowidło w wersji do chrapania - mniam!

Następnie wyłowiłam kilka kawałków orzeszków w miodzie, o jansożółtym kolorze. Smakowały dokładnie tak, jak fistaszki powinny smakować, wzbogacone o nutę lekko miodową. Może nie był to czysty, naturalny miód, ale i tak wyszło całkiem smacznie.

Na koniec do ust wrzuciłam kawałek czekolady. W mgnieniu oka zaczęła się rozpuszczać. Tłustawa i bardzo, za bardzo, słodka. Mleko czuć, ale o kakao można już tylko pomarzyć.

Gdy dorzuciłam dodatek do jogurtu i jadłam, nie mieszając, warstwowo... Stwierdziłam, że czekolada jest przesłodzona, a przy orzeszkach mogłaby być sól. Chrupki z masła orzechowego zrobiły się jakieś takie nijakie i wcale się tak już nie rozpuszczały, jak tamta największa grudka. Może tylko jeden kawałek trafił się taki, jak tamten poprzednio opisany? Nie wiem. Były twardawe i lekko chrupiące. W końcu wszystko zaczęło mi się kojarzyć z twardymi kamyczkami, a jogurt... Jogurt to było kwaśne Danio.

Osobiście liczyłam, że mi bardziej posmakuje, a tak... niby było całkiem smacznie, ale jednak nie całkiem. Na pewno smakowało mi o wiele bardziej, niż jogurt bananowy.


ocena: 7/10
kupiłam: Walmart
cena: 1.59 $
kaloryczność: 210 kcal / opakowanie (150 g)
czy znów kupię: nie

wtorek, 17 listopada 2015

Chobani Greek Yogurt "flip" Almond Coco Loco jogurt kokosowy z solonymi migdałami w miodzie i czekoladą

Dzisiaj jeszcze pozostałości z dawno już napisanych recenzji, czyli jeszcze jeden produkt z USA.
Po nieudanym bananowym jogurcie ze smacznymi dodatkami, swoją nadzieję ulokowałam w kolejnym smaku, z czterech zakupionych. Na tę chwilę nie miałam żadnego zdania o tej firmie. Jogurty nie były przesłodzone, ale ten smak bananowego wariantu... cytrynowy banan... Trochę się bałam, co może mnie spotkać tym razem. Jakby nie patrzeć, fanką kokosa jestem, więc powtarzałam sobie, że nie może być źle.

Jogurt niskotłuszczowy kokosowy z prażonymi solonymi migdałami w miodzie i ciemną czekoladą, jakim jest Chobani Greek Yogurt "flip" Almond Coco Loco z założenia zawiera wszystko, co uwielbiam. Inaczej bym go po prostu nie kupiła. Jednak po zaskoczeniu, jakim był Nutty for 'Nana, sama nie wiedziałam, czego się spodziewać. Zabrałam się za otwieranie, ponieważ, wiadomo, zastanawianie się nad jogurtem nic nie zmieni.

Po otworzeniu opakowania zaczęłam od silnego pociągnięcia nosem. Kokosowy zapach był strasznie słaby, co nie wróżyło nic dobrego.

Łyżeczka zatopiła się w bardzo, bardzo gęstym jogurcie, przypominającym serek homogenizowany. Zauważyłam, że nie był od końca gładki; wiórek kokosowych znalazłam całkiem sporo.

Spróbowałam. Słodkawą kokosową nutę wyczułam od razu, chociaż nie była zbyt silna. Dosadniejszy okazał się smak po prostu jogurtowy, ale nie taki kwachowaty. Ten zaliczył się do grupy delikatnej, i tylko z kwaskowatym akcentem.
Jogurt był rzeczywiście gęsty i dość zbity. Kremowy też trochę był, ale poczucie tej ''kremowości'' zakłócały wiórki. Chrzęściły pod naciskiem zębów co jakiś czas, kiedy to rozchodził się od nich intensywniejszy smak kokosa.
Smak był w dużej mierze po prostu jogurtowy. Kokosowe zabarwienie jest przyjemne, a najlepsze jest to, ze nie ma tu mowy o przesłodzeniu.

Dodatek chrupiący jest niby taki sam, jak w wariancie bananowym, ale kiedy go spróbowałam, wydał mi się nieco inny. Migdały dalej były chrupiąco-twardawe i dobrze wyprażone, w słodkiej miodowej otoczce, ale... jakby mniej słone. Sól obecna, ale jako drobny dodatek

Ciemna czekolada też wydała mi się już bardziej gorzka, niż słodka i mniej tłustawa, chociaż rozpuszczała się łatwo i dość szybko. Była naprawdę smaczna, może nie wykwintna i głęboka, ale bardzo w porządku.

Połączenie tego wszystkiego (zawsze dodatki wsypuję, ale nigdy nie mieszam; jem po kolei, zagarniając tylko trochę jogurtu) było bardzo w moim typie. Delikatny kokos odsłaniał szczyptę soli i cierpkość czekolady. Gdy chrupałam płatki migdałów, do wszystkiego dochodził także i ich silny smak. Sól w tym wariancie nie była całkiem zabita, ale jeszcze dodatkowo osłabiona.

Ten jogurt był smaczny, smaczniejszy od większości polskich jogurtów, jakie jadłam, ale jako, że mimo wszystko miałam mu do zarzucenia za małą ilość soli, a co do wersji z karmelowym jogurtem nie miałam zastrzeżeń, ocena musi być niższa.
Był jednak minimalnie lepszy niż Muller Caribic, więc mimo mojej niechęci do wystawiania połówek, innej oceny wystawić nie mogę.


ocena: 9.5/10
kupiłam: Walmart
cena: 1.59 $
kaloryczność: 240 kcal / opakowanie (150 g)
czy znów kupię: tak, jak  tylko będę miała okazję