czwartek, 10 lutego 2022

jogurt Ehrmann Almighurt Russischer Zupfkuchen

Choć słodzone jogurty nie znajdują miejsca w moim menu, przeszkadza mi słodycz w nich (bo wolę czyste), raz mnie coś wzięło na "jakieś cookies and cream do łyżeczkowania". Na lody jednak nie miałam ochoty, bo za zimne i za słodkie na tę zachciankę i na tamten czas. Tak się zdarzyło, że akurat kupowałam w Auchanie Danmis Kozi Przysmak Czekoladowy, czyli też słodzony nabiał (ale z kolei tak tajemniczy i kozi - ! - że musiałam wziąć). I dostrzegłam obiekt dzisiejszej recenzji. A, jak szaleć z niezbyt moim nabiałem raz na ruski rok, to szaleć - pomyślałam (taak "ruski" użyte celowo). Wprawdzie irytują mnie te pół kilogramowe jogurty, ale pamiętałam, że ten smak (recenzja z 2015) kiedyś mi smakował (a szczegóły jakoś wypadły mi ze łba). I choć wątpiłam, by nadal tak samo mnie zachwycał, to chciałam zjeść go... bardziej świadomie. A mianowicie wiedząc, czym jest tytułowe Russischer Zupfkuchen. Otóż to połączenie sernika i czekoladowego ciasta (i wcale nie pochodzi z Rosji, a z Niemiec). To mi z kolei przypomniało cakesterowy sernik Oreo, który swego czasu po przeprowadzce, gdy zdarzało się, że naszło mnie na jakieś ciasto, lubiłam. I kawałki ciemnego ciacha w jogurcie... nie brzmiały tak słodko i zimno (zwłaszcza wystawione na godzinę przed jedzeniem) jak np. "lody śmietankowe z ciasteczkami". I... niestety swój błąd w myśleniu uzmysłowiłam sobie dopiero w domu: o ile dopuszczam słodycz w lodach, tak... w jogurtach nawet drobna mnie irytuje. Ech, ta głupawka w sklepach. Mam jednak o tyle szczęścia, że Mama kocha te słoiki Ehrmanna. Gdyby nie to, kupno giganta nie przeszło by mi przez myśl (bo w sumie już kupując miałam małe wątpliwości, czy jest sens). 

Ehrmann Almighurt Russischer Zupfkuchen to "jogurt stylizowany na ciasto typu rosyjskiego / z 18 % wsadem o jego smaku (który w 15% jest kawałkami ciasta)"; powiedziałabym: jogurt o smaku ciasta z kawałkami ciastek. 

Po otwarciu uderzył bardzo intensywny zapach biszkoptowego nabiału z wyraźnym kwaskiem jogurtu... i w sumie nie tylko. Faktycznie pomyślałam o nieco dusznych, słodkich... nie tyle sernikach, co rzeczach na nie stylizowanych. Odlegle może nawet jakaś nutka "kakałkowa" mi mignęła? W zasadzie było to całkiem w porządku, mimo że takie duszno-słodkie.

Forma słoikowych Ehramnnów bardzo mi się nie podoba. Na nakrętce i na szyjce zebrały się cudne, gęstsze zlepki, ale reszta sprawia wiele kłopotów. Najlepiej to-to przemieszać (choć to niewygodne), bo na wierzchu jogurt był karygodnie rzadki prawie jak woda, a na dnie... nie, nawet tam był rzadkawy. Po wymieszaniu za to jogurt przybrał jakąś tam pseudo gęstawość - znacznie poniżej przeciętnej. Z tym że nie to było w jego konsystencji najgorsze... on był dziwnie lejący. Dodatków nie dali za wiele, ale... tych jasnobeżowych kulek biszkoptów wielkości niecałego grosza wolałabym tam wcale nie znaleźć. Na cały słoik przypadło dosłownie kilka, a i to najchętniej by się nimi pluło. To kawałki śliskie z wierzchu, miękko-kapciowate, rozpływające się w miękko-mączny, trochę biszkoptowy sposób.
Jogurt ponadto cechowała gładka kremowość i osadzająca się na ustach tłustość, która mi przeszkadzała - bo brakowało jej gęstości (która by ją uzasadniała)... (nabiał jadam 2%; ten miał 3,8 % - stąd może to wrażenie?).
Z tego co wiem od Mamy na trzeci dzień po otwarciu końcówka jogurtu była już strasznie rzadka.

W smaku dominował duszny i słodkawy "biszkopt jogurtowy". Specyficzny, ciężkawy motyw mieszał się więc z całkiem wyraźnym kwaskiem jogurtu. Ten zaś zahaczał nieco o twarożek... Chyba.

Słodycz rosła szybko. Mieszając się z kwaskiem, rzeczywiście nadała całości trochę sernikowego klimatu (ponieważ wiedziałam, że mam sernik czuć?). Okazała się zdecydowanie za wysoka, ale nie tak straszliwie; ten poziom da się znieść (rozumiem, bo w końcu wariant oddaje ciasto). Ta biszkoptowo-ciastowa to jedno, ale oprócz niej cały czas czułam taką... irytującą, odstającą i zupełnie tam nie pasującą. Sztuczną, która aż napastowała język.

Miejscami przy beżowawych smugach nasilał się wątek biszkoptu.

Kawałki ciasta smakowały nijako, głównie mącznie i prawie niesłodko. Były niesmaczne i niewiele wnosiły do całości. Jedynie jakiś element / echo obrzydliwości.

Po dodatkach baza wydała mi się jeszcze nieco kwaśniejsza w jogurtowo naturalny sposób i słodko-biszkoptowa.

Po każdej łyżeczce jednak, gdy słodycz biszkoptowo-ciastowa i kwasek jogurtu opadły, wypełzała słodycz o irytującym wydźwięku.

Najgorszy był posmak-niesmak. Po zjedzeniu został motyw słodkich biszkoptów i właśnie ta irytująca, jakby męcząca jęzor sztuczna i odpychająca słodycz. To był dosłownie niesmak, a nie posmak. Taki... jakby nie do pozbycia się (podkreślam: "jakby", bo czarna herbata pomogła). Tłustość też mi nie odpowiadała.

Całość wyszła w moim odczuciu niesmacznie, niesatysfakcjonująco, choć nie drastycznie obiektywnie strasznie. To po prostu kiepski jogurt w dość wysokiej cenie. Rzadkie to, z nieprzyjemnymi, nijakimi dodatkami (biszkoptami?) w skąpej ilości o smaku mocno przeciętnym. Niby czuć przyjemny jogurtowy kwasek, ale co z tego, jeśli obok stała męcząca, odpychająca słodycz, a na koniec wylazł obleśny posmak? Nawet nie to, że jogurt przesłodzono jakoś bardzo... coś w tej słodyczy było jednak nieprzyjemnego. Sam smak określiłabym głównie jako biszkoptowy... można się sernika doszukać, ale raczej życzeniowo.
Nałożyłam sobie jakąś 1/3 słoja (zgarniając to, co na nakrętce, haha) i zjadłam prawie cały czas marszcząc czoło. Wyszło to-to tak, że nie widzę sensu tego jeść.
Mama po swojej części powiedziała: "Zjadłam, bo zjadłam, sam jogurt w sumie smaczny, biszkoptowy i nie za słodki. Za to te okropnie śliskie ciasteczka niezjadliwe samą mąką smakowały, więc je poomijałam. Jogurt nawet dla mnie za rzadki i niestety okropny, sztuczny niesmak po nim zostaje" (bo Mamie przeciętna gęstość-gęstawość nie przeszkadza - tu jednak nawet ona zwróciła uwagę). Też trafiła tylko na te beżowe oblechy.

PS Ciekawostka z cyklu "Mistrzowie tłumaczeń" - skład oryginalny diametralnie różni się od oryginalnego, np. na nalepce znikąd pojawił się syrop fruktozowo-glukozowy, a zamiast "białka jaj" było: "białko (kurczak)". <3 A jednak wyszło to tak, że obstawiałabym, iż to tłumaczenie jest bliżej prawdy. Dziwne.


ocena: 3/10
kupiłam: Auchan
cena: 4,99 zł (za 500g, promocja; ojciec płacił)
kaloryczność: 101 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: jogurt, cukier, woda, kawałki ciasta (cukier, mąka fasolowa, łubin, mąka pszenna, mąka ryżowa, skrobia, skrobia pszenna, kakao w proszku, oleje roślinne: słonecznikowy, rzepakowy; białko jaja, aromat naturalny, sól), skrobia modyfikowana, zagęszczacz: pektyny, guma guar; barwnik: syropu skarmelizowanego, aromat, barwnik

2 komentarze:

  1. Nigdy mnie te jogurty nie interesowały, bo nie jadam jogurtów smakowych chyba że nie mają w składzie cukru. Ale niestety wodnistość to plaga tych czasów :/ najbardziej irytuje w serkach homogenizowanych a single nie zjedzą większego opakowania na raz.druga rzecz jaka mnie irytuje to uwaga"po otwarciu spożyć w ciągu 24 godzin" ....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie jadam, ale jak widać, w przeszłości się zdarzało.
      Wielkie opakowania mnie męczą nie tylko w przypadku jogurtów. Te, które jem, a więc czyste, mają spoko. Obecnie jednak dobijają mnie wszelkie mięsa w plastrach, sery - już prawie nie widuję np. 100g, a wszystko około 200g. I fala "rodzinnych opakowań". A, jak piszesz, single?

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.