Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Torras. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Torras. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 grudnia 2024

Torras 0% Sugar Added / Bez dodatku cukru Dark & Banana Czekolada gorzka z bananami ciemna 52 % z kawałkami bananów liofilizowanych

Nie wiem, co mnie podkusiło tę czekoladę kupić (a właściwie naciągnąć ojca na nią). Pamiętam, że lata temu zainteresowała mnie Torras z bananem, ale szybko od niej uciekłam, gdy zobaczyłam skład: nie dość, że banan był tylko jako aromat, to jeszcze bazowała na słodziku (była z linii tabliczek bez cukru). Gdy jednak do składu zawitały kawałki bananów, postanowiłam dać jej szansę. Jakoś jednak tego nie przemyślałam, bo w końcu... słodzik i aromat wciąż tam są. W dodatku, ta tabliczka miała u mnie pecha. Powlokłam ją na Szpiglasowy Wierch, na który w końcu nie weszłam i trasę skróciłam, a potem... wzięłam w Pieniny, ale bez przekonania. Z Radziejowej wróciłam na Litawcową i skierowałam się przez Obidzę do Wysokich Skałek. Tam też, dokładnie na Wysokiej, wzięłam się za tę czekoladę. Wątpiłam, by Wysoka podciągnęła jakość tabliczki do wysokiej, ale co tam.

Torras 0% Sugar Added / Bez dodatku cukru Dark & Banana Czekolada gorzka z bananami to ciemna czekolada o zawartości 52 % kakao z bananami (kawałkami liofilizowanych i aromatem bananowym); słodzona słodzikami (maltitolem i inuliną); bez cukru; wyprodukowana przez Chocolates Torras.

Po otwarciu rozszedł się zapach bananów wymieszanych po równo: sztucznawo-cukierkowych i liofilizowanych, przy czym te pierwsze nie wydały mi się zbyt napastliwe. Dołączyła do nich słodycz wanilii, lekki, słodki chłód trochę sugerujący słodzik i delikatna, palona gorzkawość.

Tabliczka niby była gładka, ale jednocześnie w dotyku sugerowała pylistość. Przy łamaniu wydawała średnio głośne trzasko-chrupnięcia. 
W ustach rozpuszczała się dość szybko i wodniście. Była mazista i zachowywała kształt jakby dość luźno. Robiła się zawiesinowo-rzadkawa. Czułam nieco oleistą tłustość, a także pylistość. Przemywały ją kawałki bananów, wyłaniające się lekko po dłuższym czasie. Czekolada znikała łatwo. 
Do czekolady dodano mało-średnią ilość kawałków średnich i malutkich. Wypadały z niej po dłuższym czasie. Gryzione obok wychodziły tak sobie, więc ja zostawiałam je na koniec. 
Niektóre średnie kawałki-kostki bananów były początkowo dość twarde, ale nie mocno. Gryzione wykazywały specyficzne liofilizowane miękniecie. Inne szły, nasiąkając, w glutowatą farfoclowość. 

W smaku pierwsza odezwała się wysoka, specyficznie chłodna słodycz, do której szybko dołączyło echo cukierkowego banana. Pomyślałam też o rzeczach o zapachu banana (świeczkach, kremach, pachnących długopisach - czymkolwiek takim).

Słodycz przez moment próbowała udawać konwencjonalnie cukrową, ale z czasem wyłonił się słodzik.

Do niej jednak doleciał mocniejszy aromat bananowy. Sztucznego banana wzmocnił słodki liofilizowany, jakby nieco słodko pudrowy. Próbował odwrócić uwagę od sztuczności - to, na ile mu się to udawało lub nie, bardzo zależało od tego, na jaki kęs się trafiło. Jak bez kawałka banana lub z bardzo malutkim, przeważał sztuczny. Jak akurat trafił się pokaźniejszy, banan pudrowy liofilizowany całkiem nieźle sobie radził (ale i tak nie wyprzedzał tego z aromatu).

Gorzkość zaznaczyła się bardzo niepewnie. Cierpkość stanęła posłusznie za słodzikiem, pozwalając słodyczy dominować. Na moment mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa podkradła się do sztucznego banana, podkreślając go. Gorzkość wystraszyła się i zmieniła się w speszoną gorzkawość. 

Wtedy jednak z czekolady wyłaniały się pojedyncze kawałki bananów. Umacniały naturalniejszego banana liofilizowanego. Rzadko kiedy przeważał nad sztucznym ze względu na niewielką ilość kawałków i często po prostu mini rozmiar. 

Słodycz mimo chłodnego wydźwięku aż trochę zaznaczała się w gardle, jakby chcąc tam zadrapać (acz jeszcze nie drapała) i denerwująco mieszała się z aromatem bananowym. Ten końcowo wydał mi się lekko cierpki. Słodzikowość wyszła wyraźnie, acz jakby chwilami próbowała robić drobne aluzje do cukru, więc aż tak napastliwie nie wyszła. W tym pomogło echo wanilii - kierowało słodycz w kierunku "zwyczajnie deserówkowej".

Bliżej końca cierpkawość kakao przez słodzikowo-sztucznie bananowy splot wyszła jakoś dziwnie, też jakby nienaturalnie, acz nie mocno.

Kawałki bananów gryzione obok czekolady smakowały delikatniej, trochę kryjąc się za aromatem i słodzikiem. Dlatego gryzłam je dopiero, gdy czekolada zniknęła. 
Kawałki bananów gryzione na koniec smakowały wyraźnie sobą. Były to słodkie, liofilizowane banany. Nieco twardsze (ale nie mocno twarde) z mocniejszą specyficzną, jakby pudrową nutką, a te bardziej glutkowate raz po raz zdobyły się na lekką soczystość. 

Po zjedzeniu został nieprzyjemnie niesmako-posmak słodziku i aromatu bananowego, zmieszane w jedno oraz dziwna cierpkość też właśnie aromatu, ale z kolei z namiastką kakao. Czasem, raz mocniej, raz słabiej, czułam też słodkie, liofilizowane banany. 

Czekolada wyszła kiepsko, bo sztucznie. Aromat bananowy nieprzyjemnie odciągał uwagę od banana liofilizowanego, że ten musiał się przez niego przedzierać, co przy tej skąpej ilości kiepsko mu szło. Gorzkości nie uświadczyłam - jedynie leciutka gorzkawość. Schowała się za bananowo-słodkim splotem. Sama słodycz słodziku o dziwo nie była strasznie napastliwa, ale... spłycała inne smaki? Chwilami próbowała udawać cukrowość, ale czuć jej chłód. Nakręcała się niestety ze sztuczniejszym bananem. Niby nic nie było tu szczególnie mocno napastliwe, ale zwyczajnie brakowało tu czegoś pozytywnego. Biorąc pod uwagę, że marka się ceni - no, ocena to oddaje. Ja miałam dość po kęsie-dwóch, a suma summarum zjadłam niecałe dwie kostki (w górach i trochę w domu, by zweryfikować odczucia). Kompletnie nie moja bajka - nie mój typ słodyczy (nienawidzę słodzików) plus sztuczny aromat.
Znajomy poczęstowany na szlaku nie narzekał, stwierdził: "Mi tam smakuje. Nic nie przeszkadza w niej".
Większość trafiła do Mamy, ale i ona jej nie podołała: "Niesmaczna, że aż nie wiem, co o niej mówić. Banana w kawałkach tak mało, jakby jakieś 0,0001% dali. Czuć za to aromat, sztuczność. Do sztuczności słodzik się dołożył, bo go głównie czuć i przez niego jest niesmacznie. Po kumulacji tego w ustach aż okropny niesmak zostaje. Nawet gdybym miała cukrzycę, nie chciałabym takiej czekolady - już lepiej w ogóle słodyczy nie jeść". Reszta powędrowała więc do ojca.


ocena: 3/10
kupiłam: VITAL - strefa zdrowego życia
cena: 11,99 zł (za 75g; ojciec płacił)
kaloryczność: 453 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: substancja słodząca: maltitol; miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, inulina, odtłuszczone kakao w proszku, liofilizowany banan (2%), emulgator: lecytyny; aromaty: bananowy i naturalny waniliowy

poniedziałek, 23 marca 2020

Torras Organic Goji Beans & Acai ciemna 52 % z jagodami goji i acai

Po strasznie naaromatyzowanej, wręcz perfumowej a jakoś mało ciemnoczekoladowej Torras Organic Toasted Sesame & Pollen do drugiej zupełnie straciłam zapał. Owszem, kupiłam ją tylko dla dodatków, wychodząc z założenia, że zdecydowanie za mało czekolad jest z goji, ale... zaczęłam się bać, czy to aby na pewno czekolada z goji, a nie jakaś "perfumolada z goji". Otworzyłam ją, zastanawiając się, czy też da radę choćby dzięki smakowitym owocom wyciągnąć na tyle, bym zechciała ją skończyć na uczelni jako coś mało wymagającego, czy też trafi do taty.

Torras Organic Goji Beans & Acai / Czekolada gorzka z jagodami goji & acai kwiatowym to ciemna czekolada o zawartości 52 % kakao z suszonymi jagodami goji i sproszkowanymi jagodami acai.

Po otwarciu poczułam intensywnie słodki zapach delikatnie karmelowo-miodowy i jagodowy. Na to drugie złożyły się apetycznie soczyste jagódki naturalne, jak i pudrowe cukierki jagodowe. Trudno było przewidzieć, czy pójdzie w kierunku smakowitości, czy nie... Stwierdzenie, że tak, było dość ryzykowne, ale... Gdy przełamałam i do głosu doszły cierpko-soczyste, specyficzne goji, uznałam, że najprawdopodobniej.

Tabliczka była dość twarda, ale łamała się ładnie. Jedynie jagody goji się rwały - mniej więcej równomiernie dodano odpowiednią ilość całych sztuk. Dzięki temu zachowały świeżość i jędrność. Mimo że suszone, nie przypominały trupo-suszców, a soczyste, rzężące od pestek owoce.
W ustach czekolada rozpływała się dość powoli, ale łatwo i w miarę nieźle. Wydawała się "głównie gładka", acz trafiałam na drobinki i proszkowy efekt, wzmagający się chwilami. Czekolada miękła, zmieniała się w luźno-kremową, trochę wodnistą masę; nie zalepiała. Odsłaniała soczyste jagody goji. Nie upodobniły jej do ulepka, ale wydawały się dziwnymi kulkami, pałętającymi się trochę bez sensu.

W smaku uderzyła silna, miodowo-cukierkowa słodycz. Rosła szybko, po czym nieco się stabilizowała. Jagódkowy wątek puścił przodem ogrom jasnego, zasładzającego miodu i delikatnego karmelu. Dominowały na początku, ale zreflektowały się.

Słodkie jagódki po chwili również zdecydowały się działać. Brnęły w cukierkowo-pudrowy, słodziaśny kontekst, co mi się nie podobało, ale upuściły też smakowitą soczystość jagód. Uprzyjemniło to odbiór, mimo że wpisywało się w słodycz, zamiast ją przełamać.

Niewyrazista czekoladowa baza podporządkowała się im, nie dodając zbyt wiele. Szybko zaczęłam postrzegać jagodowy smak jako przerysowany. Namiastka gorzkości trzymała się karmelu. Przy kawałkach goji trochę się uwypuklała, ale i tak bardzo mi jej brakowało. Te bowiem podkreślały goryczkę, wprowadzając swą cierpkość. Dość soczyste i raczej wytrawne, dopiero rozgryzane (robiłam to raczej pod koniec rozpływania się kęsa) przełamały przesłodzoną kompozycję, by zaraz osłabnąć.

Na końcówce mieszały się z miodowo-karmelową słodyczą, odciągając chwilowo uwagę od pudrowych jagód. Zrobiło się naturalniej, ale wciąż za słodko. Rozgryzałam je pod koniec, "obok czekolady", wysysałam, ale po debiucie, traciły impet. Doszukałam się za to wanilii.

Niestety rosnąca wanilia pozwoliła przerysowanemu aromatowi wyleźć w posmaku. Pudrowe jagody nie dały za wygraną i pozostały wraz z poczuciem karmelowo-miodowego przesłodzenia.

Całość mnie nie porwała, mimo że obiektywnie niezła: uniwersalne rozpływanie się i ostrożny smak. Nie była bardzo gorzka czy cierpka, goji wyszły przystępnie, ale... trochę bez ładu. Przeszkadzało mi, że jagódkowość była dziwnie nachalna, mimo że nie sztuczna. Czekolada sama w sobie była z kolei za słodka i bez charakteru ciemnej. Taka ot, tło i nic więcej.
Kawałek z ciekawości dałam Mamie, uznała, że: "No, niegorzka, dobrze się rozpuszcza, jakąś owocową nutę czuję, tylko te goji niepotrzebnie, bo tak zostają i nie wiadomo, co z nimi zrobić". Nie jej typ, a jako że i nie mój (goji to jednak lubię jak i np. figi, daktyle - oddzielnie, albo... do batonów bardziej chyba pasują; mało mi smaku ciemnoczekoladowego), oddałam Tacie prawie całą. Nie jestem ogółem przekonana co do łączenia jednych i drugich jagód - chyba tylko "słowo" jagoda je łączy.


ocena: 6/10
kupiłam: Kaufland
cena: 12,99 zł
kaloryczność: 522 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: cukier trzcinowy, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, jagody goji 6 %, sproszkowane jagody acai 1 %, lecytyna słonecznikowa, naturalne aromaty (owoce leśne, wanilia)

niedziela, 25 sierpnia 2019

Torras Organic Toasted Sesame & Pollen ciemna 52 % z prażonym sezamem i pyłkiem kwiatowym

Marka Torras nigdy nie widziała mi się zbyt dobrze jako "nibyzdrowe czekolady", bo słodzone słodzikiem (wyjątkowo nie przemawiają do mnie czekolady ze słodzikiem), ale paradoksalnie, jedyna jedzona przeze mnie ich tabliczka to smaczna i ciekawa biała z algami i czarną solą morską. Nie zmieniła jednak mojego nastawienia do marki. Ta po prostu wprowadziła nową linię - teraz są jeszcze w dodatku organiczni, wow! Sceptycyzm schowałam jednak do kieszeni na widok kuszących dodatków. Np. taki sezam - lubię, a producenci tak rzadko go dodają. Lindt Excellence Roasted Sesame Dark czy (Naive) Mulate Tahini cenię, jednak mimo że z Lindtów z dodatkami ten z sezamem jest jednym z moich ulubionych, widzę jego wady (słodycz, trochę ulepkowatość). Nie sądziłam, by Torras wyszedł lepiej, ale zawierał jeszcze coś: pyłek. O tym wiedziałam tylko tyle, że wiele osób podnieca się, jakie to zdrowe, a ja nigdy do czynienia z tym dziwem nie miałam. Że niby gorzkie? Wyobraziłam sobie gorzki miód i zrobiłam się bardziej zainteresowana, jak to wyszłoby w czekoladzie.

Torras Organic Toasted Sesame & Pollen / Czekolada gorzka z prażonym sezamem i pyłkiem kwiatowym to ciemna czekolada o zawartości 52 % kakao z prażonym sezamem i pyłkiem kwiatowym.

Po otwarciu poczułam wiodący, średnio zachęcający motyw przesadnie naperfumowano-naaromatyzowany, przywodzący na myśl kremy / balsamy / perfumy o zapachu wanilii czy miodu. Było to słodkie... i w sumie w pewien sposób rzeczywiście waniliowo-"miodowawe" (niesztuczne). Za tym stało jeszcze więcej słodyczy: karmelowej. Ta idealnie pasowała do ogólnego palonego klimatu. Odrobina ciemnoczekoladowości chyba się w nim skupiła, ale całość nie pachniała wytrawnie czy ciemno. Nie sposób w tym momencie powiedzieć, że to czekolada z sezamem, a szkoda.

Dość grubawa tabliczka łamała się z ładnym trzaskiem. Nie należała do suchych, ale i tłusta mi się nie wydała. Przy robieniu kęsów odebrałam ją jako twardą, ale na poziomie tolerowanym. Dodatki okazały się wtopione porządnie (nie odskakiwały, nie wpłynęły na kruchość), na oko w ilości wyśrodkowanej.
W ustach jednak okazało się, że dodatków, a więc ziaren sezamu i kulek pyłku, było mnóstwo. Chwilami robiły z czekolady ulepek-zlepek, ponieważ ona sama dość szybko miękła, acz pozostawała w pewien sposób zwarta. Mimo to rozpuszczała się łatwo, ale jakby niezbyt chętnie. Pobrzmiewająca delikatna wodnistość nie pozwalała jej na jakikolwiek opór. Ogólnie wydała mi się dość dziwna, taka... kremowo-niekremowa, tłustawa minimalnie i jakby lekko pylista, ale w sumie niepylista.
Sezam podprażono delikatnie, toteż wyszedł bardziej skrzypiąco-chrupiąco, soczyście i świeżo.
Pyłek... to z kolei dziwne kulki przypominające mączną plastelinę. Rozpuszczało się to na pyłkowe grudki, a przy gryzieniu było miękkawo-uginające się. Dziwne.

Smak to odzwierciedlenie zapachu. Od pierwszej sekundy czuć bowiem przesadzoną słodycz o perfumowym, przearomatyzowanym charakterze. Natychmiast skojarzyła mi się z miodowymi tabletkami / cukierkami (co ciekawe: nie wiem, czy kiedykolwiek takie jadłam). Słodka, drapiąca w gardle słodycz jasnego miodu balansowała między naturalną, ale mdło-zasładzającą (jak niektóre jasne), a sztuczną / cukierkowo-tabletkową.
W towarzystwie cukierkowego miodu po chwili odnalazła się także wanilia i karmel.

Karmel, ale chyba i trochę tabletkowość, podkręciły palony motyw. Nie miał jednak zbyt ciemnoczekoladowego wydźwięku. Nie przełożył się nawet na najdelikatniejszą gorzkość.

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa jednak jakaś iluzja gorzkawości się pojawiała. W słodyczy doszukałam się bardziej aptecznego echa. Gdy językiem zaczęłam trafiać na dodatki, stało się jasne, że stał za tym pyłek. Mieszając się z kakao, dodał trochę słodkiej ziołowości, może nawet sugestię gorzkawości, ale "osobno" wydał mi się głównie słodko-apteczny. Słodki, ale w zgaszony sposób, trochę roślinny... miodowo-kwiatowy? I jakby sugerował minimalną pikanterię, ale w żadnym wypadku nie był pikantny.
Po nim czekolada wydawała mi się jednak jeszcze słodsza, ze wskazaniem na miód z aromatu i karmel.

Sezam odezwał się dopiero rozgryzany, a więc w moim przypadku bliżej końca i na koniec. Nie był mocno prażony, a dość świeżawy, lecz już wyrazisty, bo podkreślony prażeniem. Dopiero on rozganiał słodycz swą naturalną goryczką. Gdy go rozgryzałam, najpierw jeszcze mieszał się trochę z miodowo-karmelowymi akcentami, następnie z pyłkiem (co wyszło dziwnie słodko-wytrawnie) a potem dominował zupełnie.

W posmaku została dziwna perfumowa słodycz: zdecydowanie za silna, miodowo-cukierkowo-tabletkowa, a jednocześnie zgaszona. Czułam również sezam, ale po zjedzeniu raczej krył się... za chyba właśnie pyłkiem? I namieszaną, dziwną słodyczą.

Mam problem z tą czekoladą, bo jej głównymi cechami są dziwność i perfumowość. Nie podobała mi się jej konsystencja, a szkoda, bo dodatkom nie mam nic do zarzucenia - w tym przypadku to baza nawaliła. Smak zaś... rozczarował mnie tym, że zabrakło w nim czekoladowej gorzkości, a w swej słodyczy wyszedł irytująco. Nawet nie chodzi o to, że była bardzo przesadzona, bo miała jakiś tam wydźwięk... Nawet dość złożony. Niestety jednak złożony z elementów, które do mnie nie przemówiły. Strasznie przearomatyzowana. Miód, wanilia, karmel... brzmią fajnie, ale to raczej jakaś perfuma / krem o ich zapachu. Ta cukierkowość-tabletkowość... to mi nie pasowało, bo przełożyło się na poczucie nijakości. Wszystko jakby zgaszone, a apteczność... czułam, ale też nie była to ziołowość (którą lubię i liczyłam, że smak jednak w końcu pójdzie w jej kierunku). Pomijam, że nie gorzko... pod natłokiem tego wszystkiego to nawet mało ciemnoczekoladowo wyszło. Sezam niby dobry, ale rozczarował mnie, że w sumie wyszedł tak biernie. Właściwie... jakby go nie było. Pyłek to ciekawostka, więc nie oceniam go.

Można trochę zjeść, ale nie jako coś ambitnego, a raczej dziwnego. Mnie ta perfumowość zmogła zupełnie. Ponad połowę (prawie 7 kostek) oddałam Mamie. Po kęsie stwierdziła, że nie będzie jadła ani trochę więcej, bo "jakimś anyżem wali" i że "tylko sezam na koniec był zjadliwy". Zdziwiła się jednak, że nie czuła ani trochę gorzkości, za to: "jakby ktoś perfumę robił, a nie czekoladę".


ocena: 5/10
kupiłam: Kaufland
cena: 12,99 zł
kaloryczność: 532 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: cukier trzcinowy, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, prażone nasiona sezamu 7%, pyłek kwiatowy 5%, lecytyna słonecznikowa, naturalne aromaty (miodowy, wanilia)

PS Dla spragnionych dobrej czekolady (i miodu... albo raczej jego wyczuwalnych / niewyczuwalnych nut) zapraszam do małej aktualizacji recenzji Tesco finest Madagascan 71 %.

czwartek, 19 października 2017

Torras chocolate blanco con algas y flor de sal negra biała z algami i czarną solą morską, słodzona maltitolem

Obecnie, aby biała czekolada skusiła mnie do kupna, musi mieć jakiś wyjątkowy dodatek. Dzisiaj opisywana na pewno go zawiera - i to nie jeden! Ogólnie wydaje mi się tworem tak dziwnym, że aż nie wiem, jak ktoś mógł wpaść na zrobienie czegoś takiego. Mimo to, sięganiu po tę tabliczkę, nie towarzyszyły mi żadne emocje.

Torras chocolate blanco con algas y flor de sal negra to biała czekolada z algami (chlorella) i czarną solą morską, słodzona maltitolem (bez cukru).

Po rozwinięciu sreberka poczułam wyrazisty zapach dobrej, mleczno-maślanej białej czekolady o zamglonej słodyczy i nutką trochę ją przełamującą, choć bliżej nieokreśloną.

Przy łamaniu czekolada okazała się miękka, już wtedy dała o sobie znać tłustawość.
W ustach miękła i szybko zmieniała się w bezkształtną grudkę, rozpływała się kremowo i wcale nie za tłusto, bardzo proszkowo, ale jakby wręcz chrzęszcząco. Wydała mi się też nieco wodnista, ale nie w negatywnym tego słowa znaczeniu. Z czasem ujawniała spore, grubawe płatki soli.

W smaku od pierwszej chwili poczułam chłodzącą, rześką słodycz i maślano-mleczny smak białej czekolady. Momentami słodycz dominowała, ale odebrałam ją jako zamglono-chłodzącą, ani trochę nie cukrową. Może kojarzyła się trochę słodzikowo z racji tego, że i algi dokładały takiego "chłodku", ale słodzikowa również nie była. Chlorella nie była zbyt mocno wyczuwalna. Maślano-mleczny duet sprawdził się jak najbardziej - to wciąż była biała czekolada, a nie twór udający ją.

Sól z kolei czuć było tylko przy tych sporych kawałkach. Tylko albo aż, bo z racji wielkości, robiło się wtedy naprawdę słono. I to słono w sposób głęboko-intensywny, a nie jak w przypadku zwykłej soli kuchennej. Świetnie wgryzało się to w "chłodek" i przełamywało słodycz.

Po wszystkim zostało poczucie białoczekoladowej słodyczy, ale i pewna rześkość, a więc nieprzesłodzenie (?) wzmocnione akcentem soli (który nie był przesoleniem).

Czekolada nie była nazbyt ciężka. Wręcz przeciwnie! Mimo znaczącej słodyczy niosła orzeźwienie, sól bardzo dobrze tu wyszła (nie podkreśliła słodyczy na zasadzie kontrastu ani nic z tych rzeczy). Jak dla mnie za szybko się to rozpuszczało, było za miękko, ale ogół mi smakował. To zadziwiające, jak coś tak kontrowersyjnego może okazać się w gruncie rzeczy bardzo harmonijne. Ciekawa interpretacja białej czekolady.

Z kontrowersyjnych białych czekolad jest chyba najlepszą z tych, które jadłam, bo jest właśnie białoczekoladowa, dobra, a nie obleśna jak pizzowa NCzekolada czy niekojarząca się z czekoladą, smakująca przesolonym brokułem Georgia Ramon.


ocena: 8/10
kupiłam: Lewiatan z działem ze zdrową żywnością
cena: 7 zł (za 75g)
kaloryczność: 466 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: słodzik (maltitol), tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, inulina, algi (chlorella), czarna sól morska, lecytyna sojowa, naturalny aromat wanilii